BEZKRÓLEWIE PO JANIE III. SOBIESKIM – Juljan Bartoszewicz (wstęp)

BEZKRÓLEWIE
PO
JANIE III. SOBIESKIM.

DZIEŁO

BIZARDIERA

przetlómaczone na język polski
i objaśnione przypiskami

przez

Juljana Bartoszewicza

WILNO.

Nakładem Księgarni p. f. Rubena Rafalowicza.

1853

 

 

PRZEDMOWA TŁÓMACZA.

________________

DZIELO, które dajemy czytelnikom polskim w języku ojczystym, w oryginale nosi tytuł: Histoire de la scission ou division arrivée en Pologne le 27 juin 1697 au sujet de l’élection d’un roi par M. de la Bizardière. Suivant la copie imprimée à Paris, chez Jean Jomberl 1700 (tytuł podany z błędem – dop. G.W+++). Książka w dwunastce, zawiera przedmowy i tytułu nieliczbowanych kart 6 a textu samego stronic 276.

 
Bizardière był uczonym historykiem Rplitéj. Nie poszedł za zwyczajem francuzkiéj swojej braci, która rzeczy poważne brała zbyt lekko i dla tego popełniała wielkie błędy, opisując kraje i ludzi i ustawy, których nie rozumiała. Monarchiczny Francuz z czasów Ludwika XIV. w żaden sposób nie mógł pojąć szlacheckiej Rplitéj, i nie dziwim się temu wcale. Więcej się dziwim zarozumiałości francuzkiéj, że wszystko na co tylko patrzała u nas, zdawało się jej barbarzyństwem. Zacząwszy jednak od chwili najpierwszych stosunków Polski z zachodem europejskim, Rplita zawsze miała się z czego pysznić przed swojcmi sąsiadami i odległemi narodami: polorem (kultura, błysk . – dop. GW) swoim, literaturą, nauką, zgoła całą cywilizacją.Juljan_bartoszewicz

 

Francuzi od kilku już wieków uroili sobie, że stoją na czele ludzkości i pod tym względem nic się ich charakter narodowy nie zmienił: dzisiaj pan Thiers jest tak próżny ze sławy Francji jak np. Guy du Four, Beauplan albo minister Ludwika XIV w Polsce, opat Melchior de Polignac.

 

Bizardière rzadkim wyjątkiem różni się od całej czeredy ziomków swoich, którzy pisali albo myśleli kiedy o Polsce. Jest i on wprawdzie Francuzem i wierzy mocno w pierwszeństwo swojej ojczyzny przed wszystkiemi ludami i państwami świata, ale to tylko duma patryotyczna, biorąca źródło z szlachetnych uczuć, nie czcza przechwałka li tylko, dla tego ażeby kogoś zadrasnąć. Bizardière wolny jest od wszelkich innych przesądów francuzkich. Zna on Polskę, stosunki jéj, prawodawstwo, historję. Sam pisał dzieje sejmów Rplitéj. Jest to z zamiłowania przedmiotu historyk naszego kraju. Dużo pracował nad wybadaniem przeszłości polskiej, przeglądał źródła i nauczył się nas cenić, poznawszy bliżej. Widzi zatem wszystko w kolorach właściwych i lubo błędy nieraz przodkom naszym wytyka, lubo gromi ich i mocno napomina, nie widzi w nas barbarzyńców dla tego tylko, żeśmy królów obierali pod Wolą a dworu złożonego z diuków, markizów i hrabiów nie mieli. Owszem Bizardière dużo się oswoił z wolnością polską i jakby nawet pokochał nasze instytucje.
Już ta jedna zaleta postawiłaby go na czele wszystkich historyków francuzkich naszej Bplitéj, bo widziemy, że go nie zaślepiało uprzedzenie. Ale Bizardière ma jeszcze inne zasługi. Nie będziemy tutaj szeroko o nich rozprawiać, bo jego żywota literackiego nie kreśl im, chociażby warto ażeby kt o obeznany z przedmiotem obejrzał krytycznie dzieła jego o Polsce i ocenił ich wartość, podług dzisiejszych pojęć naszych. Mamy zamiar pisać tylko o dziełku Bizardièra, które dajemy teraz, wskazując na tego dziełka zalety i wady; torujemy drogę dla następców, którzy kiedyś autorem naszym będą chcieli bliżej się zająć.

Dzieje bezkrólewia po Janie III przedstawiają obraz wykończony i pełny życia. Dotąd przynajmniej nie skreślił nikt tak obszernego i ciekawego obrazu jednej z najdziwniejszych naszych elekcji. Mamy materjałów podostatkiem, i owszem dzień za dniem podaje nowe fakta i odkrycia. Ale materjał, to jeszcze nie szkic dziejowy. Materjał daje nam wiadomości, szczegóły, ale tych szczegółów w jedną całość nie wiąże. Dla tego z Bizardiére’a więcej się w téj chwili o elekcji pierwszego Sasa nauczym, jak z tych wszystkich rozproszonych materjałów. Powiemy więcej: przyszły historyk, który nam zechce wystawić obraz elekcji króla Augusta, będzie musiał wziąść Bizardière’a za kanwę, za treść główną, którą będzie dopełniał, przerabiał, rozszerzał, ale której w żaden sposób nie porzuci, bo-by sobie nie potrzebnie przysparzał roboty.

Nie jest Bizardière artystą historykiem w dzisiejszém rozumieniu tego wyrazu, lubo zaprawdę nieraz snuje malowidła dziejowe, piękne i prawie wyglądające na obrazy. Nic jednak przez to na wartości swojej nie traci. Więcej to historyk-filozof, który rozumuje, objaśnia i rzuca światło na wypadki, nieraz nawet krytykuje i ludzi i sprawy, wprowadzając do dziejów wyraz gdyby, który w nich nie powinien postać, bo historja jest faktem, nie rozumo- myśl, żeby xiecia Kontego zrobić królem Polskim; on też podaje wnioski, godzi Litwę rozdzieloną na stronnictwa, bo chce ją ująć dla swojego kandydata, on wysyła młodszych Sobieskich w podróż za granicę, żeby mu nie przeszkadzali , on gubi Marję Kazimierę i niszczy wszelkie jej widoki u szlachty. Obraz Polignac’a uderza swoim ogromem w dziele Bizardièr’a. Autor z pewném przywiązaniem dla posła kreśli obraz rozległych jego działań; ubolewa serdecznie nad tém, że dziwny zbieg okoliczności psuł i psuł ciągle jego prace, które uwieńczyła jednomyślnie prawie elekcja Kontego na polach Wolskich. W samej rzeczy, wahanie dworu francuzkiego w Lipcu 1697 i niedołęztwo ludzi sprawiły w Polsce upadek xiecia, którego Polignac, trzeba mu to przyznać, rozumem swoim i obrotnością wyniósł na tron Polski. Przyglądając się tej nędzy ludzkiej, która nawet środków nie potrafi znaleźć na utrzymanie gmachu wzniesionego przez innych z taką trudnością, przyjdzie nieraz powtórzyć z Bizardićrem, że lada wypadek daje źródło wielkim wypadkom świata.

Nasz autor jest kontystą i zapalonym kontystą i nic znowu dziwnego, ale nieubliża tą swoją miłością Rplitéj, bo nie dla tego radby widzieć następcą Sobieskiego xiecia krwi panującej we Francji, że to xiąże krwi francuzkiéj, ale dla tego że Rplita potrzebowała po Janie III, króla wojownika, a wojownikiem był właśnie Franciszek de Conti. Inny zareńczyk nie zdobyłby się na tyle odwagi i utrzymywałby serjo, że szczęściem dla Polski byłyby te stosunki z Francją. Ztąd Bizardière ciężkiemi zarzutami obarcza elektora Saskiego, który był szczęśliwszym spół- zawodnikiem do tronu. Nie wierzy w jego męztwo, lubo przyznaje mu siłę. Nakreślając portret Augusta, zbyt wyraźnćmi farbami odróżnia go od xiecia francuzkiego. W pierwszym widzi tylko niepomiarkowaną chęć zaszczytów władzy i panowania, w drugim tylko poświęcenie się dla Rplitéj. Elektor idąc do Polski nie troszczył się oto bynajmniej, czy zgwałci jéj narodowe prawa, owszem często je bardzo obrażał, ale xiąże de Conti myślał o tém, jak walczyć mu przyjdzie na czele narodu polskiego przeciw wrogom Rplitéj i zachować swobody szlacheckie. To też August pośpieszył się do Polski i do Krakowa: Conti długo się ociągał, bo chciał przyjąć godność jako król zgodnie obrany, z powagą i z majestatem, nie dla siebie, ale dla Rplitéj. W ostatnim razie przybył już pod Gdańsk, żeby ratować upadłą swoję sprawcę, ale mógł i wtenczas jakim krokiem stanowczym zyskać zwycięztwo. Nie chciał tego jednak, bo widział w Rplitéj wiele niezgody, wiele interesu panów, wiele udanej miłości ojczyzny; nareszcie porzucił brzeg Polski, wracając do Francji. August nie odstąpiłby tak dobrowolnie zdobyczy, którą mu ręka intrygantów nastręczyła. Jak Conti obawdał się każdego kroku w Polsce, żeby praw Rplitéj nie obraził, tak August przed żadną nie cofał się odpowiedzialnością. Sejm poparcia, rokosz prymasa i Huinieckiego, uniwersały zwołujące szlachtę w Sandomirskiém, pod Grodnem i w Wielkiej Polsce przeciw Sasowd, przeważnie za Contim utrzymywały szalę. Gdyby choć jeden taki wypadek miał za sobą August, sprawa inaczej i prędzej by się skończyła. Z Bizardiére’a nauczyliśmy się bardzo ważnego faktu: od 27 Czerwca 1697 r. aż do pierwszych dni Listopada tegoż roku, xiąże Conti był prawdziwym królem Polskim, na mocy elekcji i na mocy miłości szlachty. Nigdzie nie czytaliśmy tak mocno wystawionej téj prawdy.

Obok tych główniejszych postaci, które się kryją za Polignakiem, obok Contego i Augusta, widziémy całą masse panów i stronnictw i kłótni narodowych. Charakter Prymasa dosyć wybitnie skreślony: nie był to zły człowiek, owszem dobre, wdzięczne ku Sobieskim i obywatelskie ku Rplitéj miał serce; po upadku xiecia Jakóba szczerze się do Francji przywiązał, ale nie umiał pokazać dosyć powagi na wzniosłem swojém stanowisku; xiążo Prymas nie miał żadnej mocy duszy, żadnej woli charakteru. Łagodny był, wyrozumiały, przywiązany do spraw ojczystych i gdyby nie to właśnie przywiązanie, nie nastąpiłaby w kilka godzin po elekcji Kontego, elekcja Sasa. Taki człowiek, jakim był Radziejowski, nie może kierować łódką narodową w czasie wielkiego przesilenia: inaczej ją zatopi. Wypadki to pokazały.

Obok Prymasa biskup Dąbski wydatnieje mocno. Człowiek to bez czci, i bez wiary, zimny samolub, gotów ojczyznę sprzedać pierwszemu lepszemu, aby mu tylko dobrze zapłacił. Z nim pan Przebendowski, figura również nikczemna, której Bizardière skreśla oddzielny portret. To stronnicy Sasa przeciw Prymasowi i Rplitéj. Obok nich w całćm stronnictwie niemieckiém wszystko także małe i pokazuje się w drobnych bardzo rozmiarach. Bo cóż znaczą np. Kryszpinowie? Biskup i wojewoda Witebski? Intryganci to-li tylko przez nienawiść dla Sapiehów, dla własnego interesu. Wizerunek znowu tych ostatnich, objaśnia także wiele zagadkowych postaci. Sapiehowie w całem tem bezkrólewiu grali jakąś wyczekującą, niepewną rolę : wahali się i sami nie wiedzieli co począć. Byli to także egoiści ale na mniejszą skalę, bo nie szli za powinnością. ale za poddmuchem własnej dumy. Wrogowie Sobieskich, stanęli dla tego pod chorągwią francuzką, że za Augustem byli wszyscy, którzy dawniej za Jakóbem trzymali, osobiści ich nieprzyjaciele. Postać pana hetmana wielkiego dosyć ciekawa. Nie był to także człowiek zrodzony do czynu w czasie przesileń politycznych. Jan Kazimierz Sapieha pokazał burzliwy charakter: miał on dosyć dumy i woli w walce z królem, z biskupem Wileńskim, z obywatelami kiedy żył król, ale kiedy umarł Jan trzeci, wszyscy co chcieli robili z panem hetmanem. I temu człowiekowi przypisują zamiary, że chciał być udzielnym xiążęciem całej Litwy! Sapieha był straszny tylko dla króla, który się podniósł na tron ze stanu rycerskiego, ale nie dla Rplitćj i nie dla unji dwóch narodów. Po niepewności Radziejowskiego, wahanie się bezustanne Sapiehy, najwięcej zaszkodziło sprawie francuzkićj. A kiedy August już stanowczo utrzymał się przy koronie, pan hetman uderzył w dawne intrygi i znowu przypomniał sobie , że miał postanowienie i rozum. Z elektorem Saskim walczyć nie śmiał,— ale co innego było z królem Polskim. Zmuszony rzucić się w objęcia pierwszego lepszego zwyciężcy, hetman litewski poddał się Szwedom, a ten krok jego był to jedynie ciąg dalszy walki zaczętej w bezkrólewiu przeciw Augustowi, ale tą razą wybrał się Sapieha za późno.

Mniej znaczących postaci wiele jeszcze przemyka się w obrazie Bizardièr’a. Autor nasz nic a nic nie ukrywa, wskazuje śmiało na niecne czyny, na zdradę panów albo przekupstwo. Kto dziełko jego pilnie i z uwagą przeczyta, przekona się, że nie massy szlacheckie, ale kilka wy-branych głów rządzi w Polsce. Elekcja po Janie trzecim przedstawia się oczom naszym obnażoną zc wszelkiego uroku. Dwóch, trzech ludzi, zmówiwszy się pomiędzy sobą potajemnie, sprowadziło do Polski Niemców; dwóch, trzech ludzi zaimponowało w tém przesileniu całej Rplitéj. A mieli oni, ci ludzie, straszliwą w rękach potęgę : obiecywali nagrody, rozdawali wakanse i potrzęsali złotem. Żal serce ściska, kiedy przychodzi przypatrywać się tym ludziom, którzy wszystkie szlachetne uczucia serca poświęcali dla marności światowych. My, co tak mocno przywiązani jesteśmy do historji przodków, do tych wspomnień zabiegłćj już niepowrótnie a wielkiej, wspaniałej przeszłości, prawie żałować musim, że takie w życiu dawnćm znajdujemy plamy i błędy, na jakie nam Bizardière palcem jawnie wskazuje.

Oto powstaje konfederacja wojskowa Baranowskiego. Któś ją umyślnie sklecił, Jabłonowscy czy Lubomirscy dla własnych widoków ambicji. Bizardière wiedział bliżej prawdę; ale tutaj jakby na złość, skrył ją cokolwiek przed oczami potomstwa i kazał się tylko domyślać: uczucie czasow’e przyzwoitości, doradziło mu, żeby na te smutne wypadki rzucił zasłonę. Hetman Jabłonowski kłóci się z Polignakiem, który Rplitéj nastręcza swoje interesowanie się u Porty, żeby bezkrólewie zrobić bezpieczném od Tatarów. Hetman więzi posła tureckiego, gwałcąc tém prawa narodów, sprzyja Baranowskiemu i jego konfederacji, a kiedy potem przyszło do jej rozwiązania przed samą elekcją, chce wmówić Rplitéj, że on to zwalczył wpływem swoim ten buntowniczy związek, bezpieczeństwu ogólnemu szkodliwy, a pochlebiając się tém szlachcie, wyciąga rękę po koronę Sobieskiego. Marja Kazimira zapomina dobrodziejstw męża, przywiązania dla dzieci i gotowa jest z Jabłonowskim tron i łoże podzielić, bo tak niechętnie widzi blaknący połysk swojego majestatu. Stary hetman zawiedziony w najdroższych swoich nadziejach, łączy się więc z Sasem przeciw Kontemu, żeby chociaż wpływ swój i powagę buławy uratować przed nowym panem. August opłaca złotem niemieckićm innych hetmanów, których po kolei przeciąga na swoję stronę. Kupiony też starosta Krakowski wydaje mu zamek na Wawelu; kupionych dwóch prałatów wydają mu insygnia królewskie potrzebne do koronacji, a elektor robi ich za to biskupami. Rzekłbyś, że każdego grzecznością ujmować sobie potrzeba, że jedynie pieniądz wybiera w Polsce królów. Tak samo dzieje się zupełnie na stronie Kontego: Podskarbi ziem pruskich, potem sławny Wojewoda Chełmiński i autor traktatu pod Narwą zawartego, całe życie swoje niepopularny pomiędzy bracią szlachtą, bierze pieniądze od Francuzów niby na wydatki wojenne i zdradza ich zatrzymując pieniądze przy sobie. Zdradza ich także i Podskarbi W. Kor. kiedyś najzapaleńszy wielbiciel Kontego, Francuz z charakteru i z wychowania, bo elektor Saski widać czulej do niego przemawiał o potrzebach Rplitéj i nie dosyć na tém, że sam zdradza, ale pod- mawia jeszcze silnych na Litwie Sapiehów do odstępstwa. Starosta Warszawski zakupiony także, knuje intrygi. Wszędzie zła wiara, podstęp, nikczemność. Na ciemném niebie r. 1697 świeci zaledwie kilka zacnych, a kilka niedołężno poczciwych postaci, zresztą aż oczy bolą patrzeć na ten stek brudów. Kącki, Humiecki, szlachetnie wcale wyglądają, aleć to nie są ludzie tak potężnego wpływu, jak np. biskup Kujawski, albo Kasztelan Chełmiński.

W tym kalejdoskopie, który przedstawia dzieło Bizardière’a krok za krokiem, widzieć nam myśli i czyny senątorów i dygnitarzy Rplitéj. Dzisiaj panowie są za tym, jutro za tamtym. Wszystkie zmiany spółczesnćj opinji zanotował nasz historyk. Choćby za to samo należałaby mu się wdzięczność od nas.

A jednak nie byłoby potrzeba tych intryg i zmów na zgubę Rplitéj, interes osobisty nie wyrobiłby sobie tak szerokiego koryta do knowań i zabiegów, gdyby król Jan III zostawił po sobie piękniejsze wspomnienia. Niéma wątpliwości, że xiąże Jakób osiadłby na tronie, zwyczajem narodowym, gdyby Jan III kochał więcej Rplitę, gdyby Jakób sam się nie zgubił nietrafnćm wcale swojćm postępowaniem, zaraz w pierwszych chwilach bezkrólewia. Nie byłby stanął z nim do walki xiąże Conti, ani elektor Saski August. Historja narodu byłaby inną. Bizardière wskazuje to wyraźnie, kiedy rozwija obraz posępny niechęci szlachty ku rodzinie Sobieskich. Króla stosunki z żydami, chciwość Marji Kazimiry, jéj narzucanie się Rplitéj, związki z konfederacją Ogińskiego i z Polignakiem nie rozwinięte w całej obszerności, ale dokładnie zakreślone, zdradzają całą tajemnicę upadku królewicza Jakóba. Ta niechęć szlachty rysuje się dokładnie w całym rozwoju dziejowym wypadków z r. 1697.
Bizardière opowiadając, wydaje swój sąd własny o rzeczach, tak, że zdaje się tworzyć oddzielne jeszcze stronnictwo w Rplitéj, obok już tylu innych. Lubo kontysta, widzi błędy w postępowaniu panów francuzkich; lubo nieprzyjaciel Niemców, chwali to co w nich widział dobrego i w panach, którzy popierali Sasa. Bo głównie idzie autorowi naszemu o prawdę historyczną, a malując swoje postaci, przedewszystkiém zwraca uwagę na ich szczerość i na ich dobrą wiarę.

Bizardière jest przyjacielem Rplitéj i Polaków: to przywiązanie jego widne w każdym kroku i ztąd podług téj skali sądzi o panach polskich, czy działali w dobrej wierze przez miłość ojczyzny i ocenia całe ich postępowanie. Jeden krok zasługuje u niego na pochwałę, drugi godzien nagany. Sapieha hetman Litewski niepewnością swoją zgubił sprawę Kontego, to mu Bizardière wyrzuca; a przecież uniewinnia go za co innego, uniewinnia go za spory jakie toczył z Brzostowskim biskupem Wileńskim, i w niejedném miejscu widzi w hetmanie więcej, być może, próżności i dumy, jak umyślnie złego serca. Widzieliśmy jak nikomu nie przepuszczał, jak wskazywał na każdy czyn nikczemny. Przez miłość dla Rplitéj, brzydzi się intrygami, które rozwidnia, i ubolewa nieraz z tego powodu nad losem Polski. Nie patrzy przez szkło powiększające, ale widzi prawdę nagą, jaka była w istocie. Przyznaje Polakom wiele zalet: męztwo, cnoty obywatelskie, miłość swobody, ale razem ostrzega ich i jakby ręką wskazuje na przyszłość. Trudno mu i w tych uwagach, w tych jasnowidzeniach, przestrogach, odmówić trafnego sądu i znajomości rzeczy.

Ma Bizardière jeszcze inne mniejszej wagi ustępy. Widać, że dużo broszur polskich spółczesnych miał pod ręką , że historją zbierał z malowideł i satyr nawet. W charakterze naszym narodowym dawno już upatrywano wiele podobieństwa do Francuzów. Ta prawda uderza zaraz, kiedy się czyta dzieło Bizardièr’a. Przypominamy sobie, że o dawnej przedrewolucyjnej Francji mówiono, że to jest rząd ograniczony piosenkami. I o nas-by cóś podobnego powiedzieć było można, gdybyśmy nie mieli jeszcze do piosenek, szlachty i sejmików. Każde zdarzenie zabawne, każda komedja wywoływała u nas satyrę. Kiedy król August koronował się w Krakowie, latały po rękach obrazy przedstawiające np. sejm bez posłów, koronacją bez prymasa, króla bez dyplomatu elekcji i t. d. Kandydatura don Liwjusza Odescalchi także obudziła satyrę. O satyrycznych malowidłach Wojewody Matczyńskiego, które w spadku zostawił Sobieskim, także ciekawy szczegół zachowany nam przez Bizardièr’a. To wszystko są fakta do humorystyki narodowej, której dotąd najcelniejszćm wyobrażeniem, jest ukochany nasz Pasek.

Bizardière nie pisze tylko dla Polaków, ale dla całej Europy, ciekawej co się w Polsce dzieje. Takie pisma jak jego zastępowały dla czytelników, dzisiejsze gazety i przeglądy. Gazety były w samym zaczątku, i mogły się tylko rozwijać, za nim powagami i potęgami się stały. Zatem wielu uczonych, obeznanych bliżej z przedmiotem, który zajmował, drukowało swoje broszury, i rzucało je na świat. Myśmy pewni, że oprócz dogodzenia myśli Polaków, którzy go prosili żeby dzieje bezkrólewia po Janie III. napisał, Bizardière miał jeszcze myśl inną, to jest, pragnął objaśnić Europie wypadki polskie, o których wtenczas wszędzie mówiono. Dzisiejsze gazety mają swoich korrespondentów po wszystkich celniejszych miastach i stolicach: argusowego wzroku nowiniarzy żaden pomysł, żaden fakt nieujdzie; zaraz go zanotują, objaśnią, przeinaczą, opiszą. Ale wtenczas, pod koniec XVII. wieku, przodkowie dzisiejszej Europy nie mieli takich dogodności, jakie my posiadamy. Dla nich niejeden fakt był tajemnicą, niejedna rzecz była niezrozumiałą. Zatem sama potrzeba mnożyła te poglądy, te revues rèlro-spcctives, które i dzisiaj wychodzą, ale dla więcej już obeznanych z tajemnicami czasu czytelników. Dla tego jesteśmy pewni, że dzieło Bizardièra czytali w swoim czasie wszyscy i więcej po za granicami Rplitéj, jak w saméj Polsce. Autor nasz wié dobrze że rycerski, szlachecki naród polski, żył więcej w swoich swobodach jak w literaturze i sztukach. Kiedy Odescalchi, synowiec Papieża Innocentego, starając się o tron polski, obiecywał przodkom naszym malowidła, arcydzieła i pomniki Włoch w upominku, Rizardière powiada, że Polacy pierwszy raz może słyszeli dziwnych dla nich imionach, Michała Anioła i Juljusza Rzymskiego. Była to prawda, jeżeli zwrócim uwagę na ogół szlachty. Dawna Rplita miała inne posłannictwo dziejowe; nie piórem i pędzlem, ale szablą walczyła. Dzisiaj, po upadku dawnych stosunków i szlachty, widoki te o wiele mogą być inne.

Ale wracając do Bizardièr’a, powiemy jeszcze, że jako gazeciarz, jako przeglądacz (reviever) dla Europy, tego co działo się w Polsce, autor nasz zapuszcza się czasem w przeszłość o wiele dalszą od wypadków, które opisuje— i nic dziwnego: Europa nie znała stosunków polskich i konstytucji Rplitéj, a zatém w pośród opowiadania, niejedną rzecz wypadało dla niéj wyłożyć i objaśnić. Tak dla Polski, Bizardière wyjaśniał znowu tajemnice saskie i do samego textu dzieła wprowadzał poglądy w przeszłość. Te nowego rodzaju ustępy, są, że tak się wyrazim, elementarnemi dodatkami do dzieła, i mogłyby pójść najwygodniej pomiędzy przypisy. Ale trudno nie zważać na to, że i wszyscy historycy i kronikarze europejscy, w text swoich dzieł, wtrącali takie wiadomości. Nasz biskup Piasecki opowiadając o zamieszkach na Wołoszczyznie, które broń polską tam sprowadziły, liczy wojny dawne naszych hetmanów, bitwy pod Obertynem, Soczawą, wymienia Tarnowskich, Wieniawskich i Zamojskich. Owszem dodatki te nie raz rzucą światło na przedmiot, ukażą na cel żądany. Ile razy w objaśnieniach tych pokazują się Niemcy, tyle razy słucha się o nich sąd prawdziwie narodowy polski. Polityka Niemców względem Rplitéj, a zwłaszcza Austrji, z wielką umiejętnością schwycona z faktów, odkrćśla się prawdą.

Bizardière był człowiekiem uczonym, więc jeszcze całą powieść swoję i uwagi, upstrzył podobieństwami z historji biblijnej i starożytnej, napełnił cytacjami z Pisma Świętego.

Te kommentarze nasze nad Bizardièr’em, moglibyśmy do nieskończoności rozwijać. Moglibyśmy chwalić styl jego, sposób pisania i zamiary. Ale skończymy o zaletach jego tym pewnikiem, że jest to w każdym razie historyk sumienny i godzien tego, żeby lepiej był poznany. Jeden tylko zarzut możemy mu zrobić, ale ten zarzut jest dla niego pochlebny, że nie rozpowiedział nam więcej o czasach bezkrólewia po Sobieskim. Drugi zarzut więcej się formy dotyczę, jak grunta rzeczy: czemu Bizardière nie zajął się więcej faktami, jak rozumowaniem, czemu nam więcej na widoku nie postawił rozjaśnionych postaci historycznych, czemu pół prawdy czasem powiedział, czemu nam nie wskazał palcem na panów, którzy się o koronę starali. jak pokazał nam ich zdrady i niecny interes własny? czemu nareszcie więcej się dyplomacją i dyplomatami, jak szlachtą polską, sejmikami, broszurami, których musiało wiele wtedy w Polsce wychodzić, jak podczas każdego przesilenia, zajmował? Ale Bizardière mógł nam na te wszystkie zarzuty odpowiedzieć, że właśnie myślał.

W Końskich, małćm miasteczku, pozbawieni nawet byliśmy i tej przyjemności, żeby chociaż Bizardièr’a dobrze objaśnić, mieliśmy tam do pomocy kilka xiążek i kilka sexternôw naszych notât. Ale spostrzegliśmy, że z tych notât będziem mogli dać ciekawe i nieznane wiadomości, jeżeli nie o wypadkach to o ludziach tej epoki. Tak przypiski nasze zmieniły się w biograficzne urywki. Używaliśmy ich tem bardziej, że materjały z których wypisywaliśmy notaty, nie każdemu mogły być dostępne. Czytelnik dostrzeże często tutaj cytowaną xięgę bractwa pięciorańskiego przy kościele Paulińskim w Warszawie. Zacni członkowie tego religijnego stowarzyszenia, mieli widać kiedyś własne archiwum, które dziś zniknęło bez śladu. W osobnej xiedze zmarłych notowali szczegóły do biografji osób, które do ich bractwa zapisały się. A zapisywali się tutaj xiążęta. wojewodowie, stare matrony, bogate panie, i nie sam tylko gmin miejski. Każdy z tych wielkich świata łożył nakłady na jakieś pobożne fundacje, rozdawał jałmużny, a bractwo to wszystko notowało w xiedze zmarłych, po śmierci już dobroczyńców, na wieczną dla nich pamiątkę. Chwalebny to był zwyczaj i godzien zawsze naśladowania. Z prawdziwą przyjemnością zatem, w miejscu, w którem się tego wcale nie spodziewałeś, znajdujesz szczegóły, których nigdzie nienapotykasz, o hetmanach i senatorach i matronach polskich. Są tam nawet całe porządne, obszerne życiorysy, prawdziwy skarb dla historji. Promotorem bractwa tego był zacny xiądz Innocenty Pokorski długi czas przeor Warszawskich Paulinów, a potem przeor na Jasnćj-Górze. Pobożny, świątobliwy. poczciwy, uosobiona cnota, xiądz Pokorski miał wpływy u możnych lego świata, jak tip. Szembeka Kanclerza Koronnego, Pocieja hetmana Litewskiego, Nestorowicza Kasztelana Brzeskiego i t. d. bo kto ich zliczy wszystkich? Otoż ci panowie przez przywiązanie dla Pokorskiego, być może, zapisywali się do bractwa, a on obeznany z ich życiem, bo był nie jednego z nich śpowiednikiem i doradcą, pisał potém w xięgach zmarłych dla pamiątki to co wiedział o dobrodziejach swoich. Najciekawsza też xięga tego bractwa z czasów kiedy żył Pokorski, potem mniej ma treści. Wszystko co tylko dało się przyczepić do Bizardièr’a, wypisaliśmy z téj xięgi i umieściliśmy w przypisach, a i tak nam wiele jeszcze innych notat zostało, których użyjemy z korzyścią dla nauki. Panu Sobieszczańskiemu do jego dzieła: Wiadomości historyczne o sztukach pięknych, wskazaliśmy na to źródło także, i lubo mniej ważnych, udzieliliśmy mu jednak z niego kilka pewnych wiadomości.

Potém za powrotem do Warszawy, z akt metryki koronnej, wypisaliśmy dat kilkadziesiąt o osobach w dziele Bizardièr’a wspominanych. Daty te są nowe, nie podane jeszcze przez nikogo, zatem także bardzo pożyteczne dla historji polskiej.

Inne dodatki nasze do Bizardièr’a, mają także interes czasowy. Z akt metryki koronnej i ze wspomnień rozmaitych autorów historycznych, ułożyliśmy kalendarzyk polityczny Rplitéj z r. 1696—7. to jest, spis ministrów, wojewodów, kasztelanów i biskupów. Bizardière wspomina często po tytułach działające osoby, nie wspominając nazwisk, zatém spis nasz służyć będzie czytelnikowi do sprawdzania rzeczy. Kasztelanowie mniejsi nieodegrywali wielkiej roli w Rplitéj, przynajmniej za czasów tego bezkrólewia, niéma zupełnie o żadnym wzmianki w Bizardièrze, ale spis nasz nie będzie zbyteczny, wyliczy wszystkich, nawet te osoby, które potem historycznego znaczenia nabyły. Z woluminów legum wyciągnięte wiadomości, pokażą kto z nich był stronnikiem saskim i wiele August miał przyjaciół w senacie.

Chcieliśmy dać oprócz tego w oddzielnej liście spis kandydatów do tronu wr. 1696, i tych których wspomina Bizardière i o których nie wić, albo o których przemilczał. Erazm Otwinowski liczy tych kandydatów osiemnastu; dn tej liczby dójść nie mogliśmy, ale ten przedmiot rozwinięty nieco, będzie przedmiotem innej pracy.

Nareszcie chcieliśmy dodać chronologję dwóch lat 1696—7 dla tego tylko, żeby przed oczy wystawić czytelnikowi pełny i dokładniejszy rys wypadków, tak, żeby za jednym rzutem oka mógł ocenić położenie Rplitéj, kiedy zobaczy że w jednym zakącie kraju to, a w drugim tam to się działo. Za główną osnowę do téj chronologji służy nam mała szczupła liczba dat, które w dziele swojém zachował Bizardière; z postronnych wiadomości mieliśmy obficie czerpać, moglibyśmy tę chronologję do długich bardzo rozmiarów rozwinąć, bo nie brak wcale na materjałach, ale woleliśmy być zwięźlejsi, woleliśmy zastosować się tutaj do Bizardièr’a; o ile on rozwija i wyczerpuje przedmiot, o tyleśmy go wyczerpać i rozwinąć chcieli. Inaczej przedsionek i dachy byłyby większe od samego gmachu. Dajem więc tylko chronologję znalezioną w saméj xiążce; szczupłą liczbę wiadomości nie z Bizardièr’a wziętych, zkąd są wzięte, cytujem.

W końcu powiedzieć musiemy, że nie dajem nadzwyczajnej rzadkości czytelnikom naszym. Bizardière stanowił ciekawą xiążkę aż do czasu, kiedy panu hrabiemu Salwandy podobało się napisać historję Jana III po francuzku. Minister króla Ludwika Filipa, wziął się do pisania dziejów polskich bez najmniejszego do tego przygotowania, i dla tego grubych dopuścił się błędów, ale doszedłszy do 1690, przepisał prawie żywcem naszego Bizardièr’a, i dzieło to rozpowszechnił utaiwszy pożyczkę. Co tylko dobrego jest w Salwandym, to wszystko pan hrabia ma z Bizardièr’a. Ale Francuzi tak mało znali i polską i swoje literaturę , że się na tém zupełnie nie poznali.

Salwandego na język polski tłómaczył a raczéj przerabiał Leon Rogalski wydając swoję xiążkę której dał tytuł: Dzieje Jana III Sobieskiego. Tak wiec Bizardière znajomy jest po części czytelnikom polskim, ale nie wydany jest jako źródło. Autor francuzki odciął cały początek w oryginale, może dla niepoznaki. Wziąłby któś text, pana Salwandego historji z roku 1696—7. za text jego oryginalny, za utwór jego własnych poszukiwań i spostrzegłszy grube pomyłki w poprzednich latach, nie wierzyłby może i powieści, która się tyczyła elekcji Augusta i Kontego. Tém samém wyrządziłby wielką krzywdę Bizardièrowi, który na tę nieufność wcale nie zasługuje. Dla tegośmy sądzili za rzecz pożyteczną, wydać jak należało naszego autora, w jego pierwotnej całości. Wydając go tale, przyslępnem robimy jeszcze jedno źródło ważne dla dziejów, bo wcielony w Salwandego Bizardière nie był źródłem. Spodziewamy się też, że za dodatki nasze i objaśnienia, znawcy dziejów ojczystych nie będą się na nas gniewali; skoro i tam ujrzą jeżeli nie fakta nowe i wielkie, to przynajmniej niektóre daty z akt urzędowych wydobyte.

Jeżeli pan X. G. (i., który z Salvamlego wytłómaczyl panowanie Michała Korybuta dotrzyma obietnicy i wyda jeszcze swój przekład dzieła Bizardièra o sejmach polskich, literaturze naszej przybędzie znowu ciekawy materjał historyczny, a krytyka oznaczy miejsce jakie autor nasz zajmować ma w rzędzie źródeł polskich (1).

Moje tłómaczenie dokonane było w Końskich od dnia 20 Kwietnia do 10 Maja 1849.
Pisałem w Warszawie dnia 9 Listopada 1851.
Juljan Bartoszewicz.

 

(1) Opuściliśmy przedmowę Michała Dawida de la Bizardière, jako niezawierającą nic ważnego, oprócz upewnienia: że tę pracę przedsięwziął na żądanie Polaków i że ją wykonał z wiarogodnych pamiętników dostarczonych mu z Polski. Dodany przezeń krótki rzut oka na dawniejsze dzieje tego kraju, dziś jużby nie zaspokoił nikogo. Pożądańszą byłaby wiadomość o życiu autora, lecz naprędce zaledwo mogliśmy odszukać tytuły dzieł jakie wydał. Zostawił on prócz Bezkrólewia po Janie III, następne pisma: I. Histoire des diètes de la Pologne pour les élections des vois. Paris, 1697. in 12. II. Historia gestorum in ecclesia memorabilium ab anno 1517 ad annum 1346. 1701. in 12. III. Caractère des auteurs anciens et modernes. 1704. in 12. Ma to być satyra pełna dowcipu. XV. Histoire de Louis-le-Grand. Paris 1712 in 12. Krótka i powierzchowna. V. Histoire d’Erasme, Sa vie, ses moeurs, sa réligion. Paris, in 12. Przesadzone w pochwałach. Ob. Michaud Biogr. universelle t. 4. str. 535.

 

 

(+++)

Histoire de la Scission ou division arrivée en Pologne le 27 juin 1697, au sujet de l’élection d’un roy 

_______________________

 

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE