Jan Paweł II a stara msza, czyli “dobrze, że jesteście, ale lepiej, gdyby was nie było…”

Poniższy fragment pochodzi z bestsellerowej książki autorstwa x. Grzegorza Śniadocha IBP pt “Msza św. trydencka. Mity i Prawda”, której II wydanie właśnie się ukazało. Książkę można nabyć tutaj:

W kwestii stosunku Jana Pawła II do starej Mszy dominują dwa skrajne poglądy: 1) był jej skrajnie przeciwny oraz 2) w zasadzie „też chciał przywrócenia” starej mszy ale nie zdążył. Oba są tak samo błędne.

Nie ma co zaklinać rzeczywistości, że Jan Paweł II był przychylnie nastawiony do starej mszy. Myślę, że było wręcz przeciwnie. Wierzył w powodzenie i słuszność reformy, choć ubolewał nad nadużyciami. Nie widział potrzeby szerszego udostępnienia starej mszy, choć dla „pokoju w Kościele” zgadzał się na jej odprawianie. Oczywiście nie znaczy to, że za jego pontyfikatu nic się nie działo pod tym względem. Było wręcz przeciwnie, ale to nie papież był spiritus movens, ale w Kurii Rzymskiej przede wszystkim kard. Józef Ratzinger. To głównie za jego przyczyną, a za przyzwoleniem Jana Pawła II, w 1984 r. po raz pierwszy pojawiło się zezwolenie[1], które choć mocno obłożone ograniczeniami, jednak pozwalało na celebracje starej Mszy Św. Możemy tylko się domyślać jakie „czynniki” wpłynęły, że pozwolenie wydano w tak restrykcyjnej formie.mtr

Latem 1986 roku Jan Paweł II ustanowił komisję ad hoc dziewięciu kardynałów Kurii Rzymskiej[2], która miała zbadać funkcjonowanie indultu z 1984 r. Na zebraniu w grudniu 1986 roku Komisja uznała, że „warunki ustanowione w Quatturor abhinc annos były zbyt restrykcyjne i powinny zostać rozluźnione”[3] W związku z tym komisja opracowała szczegółowy projekt nowego rozporządzenia. Oto streszczenie owych norm kardynalskich:

1. Trzeba oddać należną cześć językowi łacińskiemu. Biskupi powinni zatem postarać się, aby w niedziele i święta odprawiano co najmniej jedną Mszę Św. w języku łacińskim w każdym ważnym ośrodku ich diecezji. Lekcje mogą być jednak odczytywane w języku narodowym.

2. W Mszach prywatnych wszyscy kapłani mogą zawsze używać języka łacińskiego.

3. W każdej Mszy Św. odprawianej w języku łacińskim – z obecnością wiernych lub bez niej – celebrans ma prawo wybrać swobodnie między mszałem Pawła VI (1970) i mszałem Jana XXIII (1962).

4. Jeżeli celebrans wybierze mszał Pawła VI, jest zobowiązany do używania rubryk tegoż mszału.

5. Jeśli celebrans wybierze mszał Jana XXIII, jest zobowiązany do używania rubryk tegoż mszału, ale może:

– w czytaniach używać języka łacińskiego, albo języka narodowego.

– korzystać z dodatkowych prefacji i modlitw własnych Mszy Św., zawartych w mszale Pawła VI, oraz wprowadzać preces universales(modlitwy wstawiennicze).

6. W przypadku świąt przyjmować należy kalendarz liturgiczny właściwy mszałowi wybranemu przez celebransa.

Projekt dokumentu zawierającego powyższe normy został w imieniu komisji przedstawiony przez kard. Mayera papieżowi w lutym 1987 r., jednak dokument ten nigdy nie wszedł w życie. Zaalarmowane jego treścią niektóre wpływowe konferencje episkopatów wyraziły swój zdecydowany sprzeciw. Jak to powiedział kard. Stickler przyszli do papieża i powiedzieli: Absolutnie nie wolno na to zezwolić, bo będzie to okazją, a nawet powodem do kontrowersji między wiernymi”. I pod wpływem tego argumentu, jak myślę, papież powstrzymał się od podpisania takiego pozwolenia[4]. Nie ulega jednak wątpliwości, że to Jan Paweł II był papieżem i miał ostateczny głos i władzę wprowadzenia tych norm, ale z wiadomych sobie powodów nie skorzystał ze swoich prerogatyw. Być może gdyby było inaczej i rozporządzenia weszły w życie, to arcybiskup Lefebvre nie podjąłby tej dramatycznej decyzji i nie wyświęcił czterech nowych biskupów pomocniczych dla swego Bractwa.

W każdym razie, w związku z tym wydarzeniem, papież w swoim motu proprio Ecclesia Dei napisał, że w stosunku do wiernych przywiązanych do Tradycji Katolickiej biskupi „poprzez decyzje mające na celu zagwarantowanie szacunku dla ich słusznych życzeń” powinni ułatwić uczestniczenie w sakramentach w starym rycie i „wszędzie należy uszanować nastawienie tych, którzy czują się związani z liturgiczną tradycją łacińską, poprzez szerokie i wielkoduszne zastosowanie wydanych już dawniej przez Stolicę Apostolską zaleceń co do posługiwania się Mszałem Rzymskim według typicznego wydania z roku 1962 r.”[5].

Te słowa z ust papieża o „słuszności życzeń wiernych” padły zdecydowanie za późno,  a nawet wprost wyrażone przez papieża Jana Pawła II zachęta do „wielkoduszności” nie przekonywały biskupów. Stało się wręcz przeciwnie i dlatego Komisja Pontyfikalna Ecclesia Dei w 1995 r. przypominała[6], że:

Motu Proprio Ecclesia Dei stwierdza, iż pożądanie celebrowania i uczestniczenia w tradycyjnej liturgii Kościoła katolickiego, zgodnie z przepisami ksiąg liturgicznych, które weszły w życie w 1962 r. samo w sobie stanowi uprawnione żądanie ze strony wiernych (…) Motu Proprio Ecclesia Dei nie wspomina o żadnych ograniczeniach, włącznie z limitem wieku, nałożonych na tych, którzy mają pragnienie sprawowania kultu Bożego zgodnie z księgami liturgicznymi z 1962 r. Nie stwierdza również, iż uprawnienie do takowego pragnienia zarezerwowane jest jedynie dla osób, które miały wcześniejsze doświadczenia z łacińską tradycją liturgiczną.

 

Owszem papież mówił także i piękne słowa jak np. te w przemówieniu skierowanym do mnichów benendyktyńskich z opactwa Le Barroux w 1990, że używanie starego Mszału jest bezkonfliktowe z rozporządzeniami ostatniego soboru. Jednak to zaledwie akcydentalne wypowiedzi, których próżno szukać w jakichkolwiek biografiach o „wielkim papieżu”.

Jest faktem, że za czasów tego papieża powstało wiele nowych zgromadzeń i klasztorów, które żyją „wyłącznie” lub „przede wszystkim” dawną liturgią, ale czy to była zasługa papieża? Jeśli za zasługę poczytamy fakt iż „na pewno nie przeszkadzał” to tak.

W październiku 1998 r. odbyła się wielka pielgrzymka katolików przywiązanych do starej Mszy Św., jako dziękczynienie, że w dziesięć lat wcześniej w motu proprio Ecclesia Dei, papież wyraził uznanie i polecił biskupom zagwarantowanie szacunku dla „słusznych życzeń”, aby dawna liturgia był szeroko dostępna. Podczas audiencji generalnej na Placu Świętego Piotra papież powiedział wówczas m.in. (…) po bratersku wzywam również biskupów, aby mieli zrozumienie i odnowione duszpasterskie staranie względem wiernych przywiązanych do dawnego obrządku, oraz aby u progu trzeciego tysiąclecia pomagali wszystkim katolikom przeżywać celebrację świętych misteriów z pobożnością, która stanowiłaby prawdziwy pokarm dla ich życia duchowego

i byłaby źródłem pokoju[7]. Szkoda, że i te słowa nie przebiły się do szerszego obiegu, choć ogromnie cieszy fakt, że papież je publicznie powiedział.

W październiku roku 2001 w swoim orędziu do rzymskiej Kongregacji Kultu Bożego papież Jana Paweł II napisał, że Liturgia, będąc: przede wszystkim aktem chwalenia najwyższego majestatu Boga (…) nie może być nigdy redukowana do zwykłej rzeczywistości estetycznej, ani być uważana za narzędzie do celów czysto pedagogicznych lub ekumenicznych[8]. Jej pierwszym celem jestprzedstawienie Boskiemu Majestatowi Ofiary żywej, czystej i świętej, złożonej raz na zawsze na Kalwarii prze Pana Jezusa, który staje się obecny za każdym razem, gdy Kościół celebruje Mszę Świętą dla sprawowania kultu należnego Bogu w duchu i prawdzie. W konsekwencji jest zrozumiałe, że Liturgia powinna się charakteryzować głębokim poczuciem świętości. To ostatnie ma charakter duchowy, lecz rodzi się i zachowuje także dzięki określonej postawie – zwłaszcza postawie duszpasterzy, którą wierni widzą i podchwytują.Lud Boży potrzebuje widzieć w kapłanach i diakonach zachowanie pełne szacunku i godności, mogące pomóc w przenikaniu rzeczy niewidzialnych. Papież zauważał, że nie potrzeba wielu słów i objaśnień (jakby wbrew dzisiejszej tendencji do rozszerzenia komentarzy kosztem ciszy i adoracji). Co więcej, udzielając tych napomnień i zaleceń, papież nie ograniczył się do samych zasad teologii liturgii, ani nawet do ogólnych wskazówek liturgicznych, lecz odniósł się wprost do konkretnych wzorców kultu – przypominając uczestnikom plenarnego posiedzenia Kongregacji Kultu Bożego, że

W Mszale Rzymskim, tzw. Mszale Św. Piusa V — jak i w różnych liturgiach wschodnich — znajdujemy bardzo piękne modlitwy, w których kapłan wyraża najgłębsze poczucie pokory i szacunku wobec świętych misteriów: to one objawiają samą istotę wszelkiej Liturgii. Celebracja liturgiczna pod przewodnictwem kapłana jest zgromadzeniem modlitewnym, zebranym w wierze i uważnym na Słowo Boże. Jego pierwszym celem jest przedstawienie Boskiemu Majestatowi Ofiary żywej, czystej i świętej, złożonej raz na zawsze na Kalwarii przez Pana Jezusa, który staje się obecny za każdym razem, gdy Kościół celebruje Mszę świętą dla sprawowania kultu należnego Bogu w duchu i prawdzie[9].

W ten sposób myśl papieża zamyka się w syntezie: tradycje Wschodu i Zachodu są praktycznym wcieleniem wyłożonych wcześniej zasad teologicznych i podanych wskazówek. Na uwagę zasługuje wyróżnienie przez papieża klasycznego Mszału Rzymskiego – tego „trydenckiego” i „przedsoborowego” – o którym Jan Paweł II wypowiedział słowa podziwu dawno nie słyszane w oficjalnych wypowiedziach kościelnych[10].

Niektórzy jako przykład „niezwykłej przychylności” przytaczają fakt, że to za czasów Jana Pawła II w 2002 r. powstała Administratura apostolska Św. Jana Marii Vianney’a, na terenie diecezji Campos w Brazylii, która jest wspólnotą wiernych i księży tradycyjnych, należących wcześniej do Unii Świętego Jana Marii Vianney’a, założonej przez biskupa-seniora Campos, Antonio de Castro Mayera[11]. Jednak na ile w tym zasługi samego papieża, a na ile kardynałów szczerze oddanych sprawie, którzy przekonali papieża do takie rozwiązania?

Z perspektywy starej liturgii ostatnim ważnym akordem w ramach pontyfikatu Jana Pawła II była Msza Św. pontyfikalna, odprawiona w rycie tradycyjnym przez kard. Castrillona Hoyosa 24 maja 2003 r. w rzymskiej bazylice Santa Maria Maggiore. Był to przełom, choć raczej symboliczny. Od ogłoszenia Mszału Pawła VI aż do tego dnia nie zezwalano na uroczyste pontyfikalne „celebry trydenckie” w wielkich bazylikach Rzymu. W homilii tej Mszy Św. kard. Hoyos powiedziałm.in.:

Nie można uważać, ze tzw. ryt św. Piusa V obumarł. Autorytet papieża wyraził swą serdeczną otwartość dla wiernych, którzy – uznając prawomocność rytu rzymskiego odnowionego według wskazań Soboru Watykańskiego II – są nadal przywiązani do wcześniejszego rytu i w nim znajdują solidny pokarm duchowy w swej drodze uświęcenia. Zresztą sam Sobór Watykański II oświadczył, że «Święta Matka Kościół uważa za równe w prawach i godności wszystkie prawnie uznane obrządki i że chce je na przyszłość zachować i zapewnić im wszelki rozwój; pragnie też, aby tam, gdzie zachodzi potrzeba, zostały one roztropnie i gruntownie rozpatrzone w duchu zdrowej tradycji, oraz aby im nadano nową żywotność, stosownie do współczesnych warunków i potrzeb» (SC 4). Stary ryt rzymski zachowuje więc w Kościele swe prawo obywatelstwa, pośród wielości rytów katolickich, łacińskich i wschodnich[12].

 

Myślę, że można z całą pewnością stwierdzić, że największą zasługą jaką ma Jan Paweł II na rzecz starej mszy, jest postawienie na czele najważniejszej Kongregacji – Kongregacji Doktryny Wiary – kard. Józefa Ratzingera, swego zaufanego człowieka. Ten zaś niemal od początku objęcia tej odpowiedzialnej funkcji, opowiadał się za „przywróceniem do pełni praw”. Stosunek Jana Pawła II do Mszy trydenckiej najlepiej określa słowo tolerancja, w klasycznym tego słowa znaczeniu, i choć stopniowo rosnąca, zawsze pozostająca tylko tolerancją.

 

X. Grzegorz Śniadoch, Msza św. trdencka. Mity i Prawda. Apologetyka starej Mszy dla początkujących. Wydanie II, poprawione i uzupełnione

Chodzi o list Kongregacji Kultu Bożego Quattuor abhins annos z 3 października 1984 r. skierowany do Przewodniczących Konferencji Episkopatów w którym czytamy m.in. „Ojciec Święty, w pragnieniu wyjścia naprzeciw pragnieniom tych grup, udziela biskupom diecezjalnym możliwość nadawania indultów wszędzie tam, gdzie księża i wierni tego pragną i którzy wcześniej złożą pisemną prośbę i przedstawią ją ordynariuszowi miejsca. Biskup, udzielając indultu, zezwala tym samym na celebrację Mszy używając Mszału Rzymskiego edycji z 1962”

[2]Byli to: Agostino Casaroli (sekretarz Stanu), Bernardin Gantin (prefekt Kongregacji ds. Biskupów), Paul Augistin Mayer OSB (prefekt Kongregacji Kultu Bożego), Antonio Inncenti (prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa), Silvio Oddi (b. prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa). Pietro Palazzini (prefekt Kongregacji ds. Kanonizacji), Joseph Ratzinger (prefekt Kongregacji Nauki Wiary), Alfons Stickler SDB (prefekt Archiwum i Biblioteki Watykańskiej) i Jozef Tomko (prefekt Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów)

[3]Kard. A. Meyer, List do Krajowej Konferencji Episkopatu USA z 19 kwietnia 1990 r.; cyt. za. „Nova et Vetera” nr 4, Poznań.

[4]Cyt. za: P. Milacarek, Historia Mszy. Przewodnik po dziejach liturgii rzymskiej,Dębogóra 2009, s.319n

[5]List apostolski Ecclesia Dei w formie motu proprio został ogłoszony 18 lipca 1988 r. przez Jana Pawła II. Był odpowiedzią na wyświęcenie biskupów bez zgody Stolicy Apostolskiej przez arcybiskupa Lefebvre’a dnia 30 czerwca 1988 r. Zarówno Ecclesia Dei jak i Quattuor abhinc annos zostały zastąpione w roku 2007 przez motu proprio Summorum Ponitificum, w którym papież Benedykt XVI postanowił: „Jest przeto dozwolone odprawiać Ofiarę Mszy zgodnie z edycją typiczną Mszału Rzymskiego ogłoszoną przez bł. Jana XXIII w 1962 i nigdy nieodwołaną, jako nadzwyczajną formą Liturgii Kościoła. Zasady użycia tego Mszału przedstawione we wcześniejszych dokumentach Quattuor abhinc annos i Ecclesia Dei, zostają zastąpione na następujące (…)”. Motu proprio znajduje się w dodatku do książki.

[6]Chodzi o list Komisji z dnia 5 września 1995 r.

[7]Cyt. za. P. Milcarek, Historia Mszy. Przewodnik po dziejach liturgii rzymskiej, Dębogóra 2009, s.371n

[8]Orędzie do zgromadzenia plenarnego Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów z 21 IX 2001 – tekst polski w:http://www.fidelitas.pl/dokumenty/oredzie_JPII_kongr_kult.php

[9]Ibidem

[10]Obszerne omówienie papieskiej przemowy można przeczytać w artykule wstępnym pt. „Najważniejsza sprawa” nr 9/2001 „Christianitas”.

[11]Apostolska administratura personalna Świętego Jana Marii Vianney’a (łac.Apostolica Administratio Sancti Ioannis Mariae Vianney) – istniejąca na terenie rzymskokatolickiej diecezji Campos, jest jedyną katolicką personalną administraturą apostolską na świecie. Powstała 18 stycznia 2002 roku na skutek porozumienia się ze Stolicą Apostolską biskupa Licinio Rangela, (który otrzymał sakrę biskupią z rąk biskupów Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X) i grupy duchownych zrzeszonych w Bractwie Kapłańskim Świętego Jana Marii Vianney’a (FSSJV). Obecnym administratorem apostolskim tej wspólnoty jest biskup tytularny Cedamusa, Fernando Aręas Rifan, który był pierwszym biskupem wyświęconym (po reformie pontyfikału) wg tradycyjnych obrzędów z mandatem Stolicy Apostolskiej. Księża podlegający jurysdykcji administratury posługują się w swoich parafiach księgami liturgicznymi według wydania z 1962 roku (nadzwyczajna forma rytu rzymskiego).

 

[12]Cyt. za „Christianitas” 15/16, 2003, s. 276-279

 

======

List x. Grzegorza Śniadocha IBP

Laudetur Iesus Christus!

Drodzy Przyjaciele,

Jeżeli na bieżąco śledzicie odnowę ruchu Tradycji katolickiej, to zapewne zgodzicie się ze mną, że powtórzę za św. Pawłem: „otwarła się bowiem wielka i obiecująca brama, a przeciwnicy są liczni” (1 Kor 16,9). W chwili swego powstania Instytut Dobrego Pasterza dostał od Kościoła misję wzięcia udziału w tak upragnionej przez Ojca Świętego Benedykta XVI „reformie reformy”. I to nie tylko w dziedzinie świętej liturgii, ale i całego życia kościelnego. Dalecy od próżnej pychy jesteśmy tylko drobnym oddziałem w tej armii ochotników, którzy    podchwycili te papieskie wezwanie. Drobnym, ale walecznym!

Mamy dopiero trzy lata, a nasze szeregi wzrosły pięciokrotnie. Jest już u nas dwóch polskich kapłanów a trzech seminarzystów kontynuuje studia. Ksiądz Leszek Królikowski jest v-ce regensem naszego Seminarium we Francji. Nasz subdiakon Sergiusz Orzeszko kontynuuje studia licencjackie na Uniwersytecie Św. Krzyża w Rzymie i wkrótce przyjmie święcenia diakonatu, a ja studiuję na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu. Wiele i niewiele, ale to tylko trzy lata!

Zapewne wielu z was, łącznie ze mną, zadaje sobie pytanie: kiedy Instytut będzie oficjalnie działał w Polsce? Odpowiedź brzmi: wtedy kiedy Bóg będzie tego chciał. Na razie zbieramy siły, czekając na zielone światło Opatrzności Bożej. Żeby móc otworzyć dom potrzeba trzech kapłanów i zaplecza finansowego. W tej chwili nie ma ani jednego ani drugiego. Oczywiście robimy, co możemy, aby zmienić ten stan rzeczy, jednak nie wszystko jest od nas zależne. Powołania daje sam Pan, On powołuje robotników do Winnicy Pańskiej. Ufamy, że ci, których już Bóg powołał, dotrwają a następni zapukają do naszych drzwi.

Do prowadzenia aktywnego apostolatu potrzeba w pierwszym rzędzie gorliwych kapłanów według Serca Jezusowego, potrzeba też zaangażowanych świeckich oraz wsparcia materialnego. Bóg tak postanowił, że to, co jest zewnętrznym przejawem duszpasterstwa, wymaga doczesnych środków. Tych środków, których nasz młody Instytut nie ma. Nasze dzieła we Francji pochłaniają cały skromny budżet naszej wspólnoty, a więc jeżeli chcemy coś w Polsce stworzyć, jesteśmy zdani sami na siebie.

Od samego początku, gdy tylko pojawiły się projekty przyszłego apostolatu Instytutu w Polsce, powstała potrzeba powołania fundacji, która od strony materialnej mogłaby przygotować grunt pod naszą działalność. Tutaj nasi przyjaciele stanęli na wysokości zadania. Po kilkunastu miesiącach przygotowań została powołana do życia fundacja „Instytutu Summorum Pontificum”. Nie będę opisywał w tej chwili całej fundacji i jej celów, to wszystko jest dostępne w internecie. Dość powiedzieć, że sama nazwa fundacji zawiera w sobie jej główny cel: wcielanie w życie postanowień tego doniosłego dokumentu i realizowanie w praktyce „reformy reformy”. Najbardziej widać jej potrzebę w dziedzinie liturgicznej, bo skoro Benedykt XVI jeszcze będąc kardynałem dobitnie podkreślił, że „pierwszym źródłem obecnego kryzysu w Kościele jest kryzys liturgii”, to aby odwrócić ten proces musimy zacząć właśnie od niej. Przecież papież tak pragnie, aby powstał „nowy ruch liturgiczny”, którego program zawarł w swojej wspaniałej książce pt. „Duch liturgii”. My synowie i córki Kościoła, chciejmy odpowiedzieć na to wezwanie i to una cum Petro nie inaczej! Jest już fundacja, mamy więc „brachium saeculare”, teraz czas działać. Zapewne na stronach fundacji wkrótce pojawi się opis najbliższych akcji, ja ze swej strony zachęcam do współpracy. Chcemy jak najszybciej uruchomić działalność wydawniczą oraz wydawać biuletyn „Nova et Vetera”, związany ze świetnym blogiem www.nowyruchliturgiczny.blogspot.com. Ufam, że ciepło przyjmiecie i wspomożecie nasze skromne dzieła. Przed nami dużo zrobienia!

Pierwszymi Nieszporami z Uroczystości Najświętszego Serca Jezusowego Ojciec Święty ogłosił rozpoczęcie „roku kapłańskiego” w Kościele powszechnym. W swym Liście do kapłanów, wydanym z okazji trwającego właśnie Roku Kapłańskiego przytacza słowa św. Jana Vianey’a: „Bez księdza śmierć i męka Naszego Pana nie służyłaby do niczego. To ksiądz kontynuuje na ziemi dzieło zbawienia… Na co zdałby się dom pełen złota, gdyby w nim nie było nikogo, kto otworzyłby nam doń drzwi? Ksiądz ma klucze do skarbów niebieskich: to on otwiera bramę: on jest ekonomem dobrego Boga; zarządcą Jego dóbr…” Bardzo polecam lekturę tego pięknego listu papieża otwierającego rok pod patronatem świętego proboszcza z Ars. Przynagleni apelem Ojca Świętego i realnymi potrzebami chcemy jedną z pierwszych akcji naszej fundacji skierować na wsparcie naszych kleryków. Każdy z nas w jakimś stopniu jest odpowiedzialny za kształt kapłaństwa. Ta odpowiedzialność może przybrać bardzo konkretny wymiar pomocy finansowej, której potrzebują nasi klerycy kształcący się w Seminarium Instytutu Dobrego Pasterza w Courtalain we Francji i w Rzymie. My możemy dać im solidną formację i nauczyć gorliwości, Wy jednak, drodzy wierni, musicie dostarczyć na to środki. Pomoc materialna nie powinna być postrzegana jedynie dobry gest, albo wyraz dobrej woli. Gdy przyjrzymy się zadaniom świeckich w Kościele, to trzeba być świadomym nałożonego na Was przez Kościół zobowiązania: „Troszczyć się o potrzeby Kościoła”. Niestety, miesięczny koszt utrzymania jednego kleryka wynosi ok. 400 euro. Składają się nań nie tyle warunki życia w seminarium, które są bardzo ubogie, ile drogie a obowiązkowe ubezpieczenia. Jeśli nasi klerycy nie otrzymają pomocy z Polski mogą przerwać swą formację. Dla wielu kandydatów jest to też główna bariera przed pójściem do seminarium. Przełożeni Instytutu bardzo liczą na pomoc od Polaków, wiedzą bowiem, że doceniamy i rozumiemy potrzebę świętych, mądrych kapłanów, którzy są przewodnikami dusz w drodze do Nieba. Hojne serca nagradza Pan, Sprawiedliwy Sędzia i odda „wieniec sprawiedliwości (…) a nie tylko mnie, ale i wszystkim którzy umiłowali pojawienie się Jego” (2 Tm 4,7).

Ufam, że wielu z Was chętnie nam pomoże w pracy, aby to młode dzieło powoli się rozwijało „na większą cześć i chwałę Boga w Trójcy jedynego a nam na pożytek nasz zbawienny”. Samo tylko działanie na rzecz promowania tradycji katolickiej to jednak za mało. Tak samo jak liturgiczne participatio actuosa nie znaczy mechanicznego wstawania, siadania, klękania, odpowiadania, wertowania mszalika, „rozumienia” wszystkiego etc., ale głębokie zaangażowanie własnej duszy w liturgiczne misterium, tak samo na nic się zda aktywizm przy „reformie reformy”, jeśli nasze życie nie będzie głęboko duchowe i zanurzone „w życiu, śmierci i zmartwychwstaniu” naszego Pana Jezusa Chrystusa. Na koniec pamiętajcie, choć Eccelsia semper reformanda to Kościół nie potrzebuje reformatorów, ale świętych.

Odmawiajcie codziennie różaniec, bo zwycięstwo jeśli przyjdzie, przyjdzie per Mariam!

In Christo Rege nostro
ks. Grzegorz Śniadoch IBP

http://rzymskikatolik.blox.pl/2010/01/List-x-Grzegorza-Sniadocha-IBP.html

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE