Bądź sobą, Piotrze!

BE THOU PETER!

Bądź sobą, Piotrze!

Głos którego nie wysluchano przed ponad 30 laty, a jest równie istotny dzisiaj

tłumaczenie Ola Gordon


http://www.latinmass-ctm.org/pub/archive.htm
o. Gommar A DePauw, JCD – Przewodniczący – Katolicki Ruch Tradycjonalistyczny

**Ten list wysłany oryginalnie bez żadnego rozgłosu, jako prywatny list księdza do papieża, który dwa lata wcześniej go pobłogosławił i mianował na stanowisko lidera Katolickiego Ruchu Tradycjonalistycznego (CTM).

Dopiero po upływie 3 miesięcy CTM dostał oficjalną wiadomość, żeby nie oczekiwał na żadną formalną “ojcowską odpowiedź”, zdecydowano ogłosić go publicznie, w druku i na taśmie, pod tytułem “Bądź sobą, Piotrze”.

Wkrótce przetłumaczony na holenderski, francuski, niemiecki, włoski i hiszpański, ten pochodzący z 1967 roku list stał się, i jest nadal dzisiaj, niedoścignionym “krzykiem udręki” posoborowego “cierpiącego Kościoła”.

 


Tekst listu

wysłanego 15.08.1967, przez przewodniczącego CTM do papieża Pawła VI

Wasza Świątobliwość:

Wciąż żywo pamiętam ten wieczór 1 grudnia 1965 roku, kiedy Wasza Świątobliwość osobiście pobłogosławiłeś mi i mojej pracy z tradycyjnymi katolikami, którzy wybrali mnie na swojego rzecznika. Nigdy nie zapomnę mocnego uścisku dłoni Waszej Świątobliwości, kiedy szczerze oświadczyłem, że my, katolicy tradycjonaliści, byliśmy gotowi do najbardziej lojalnej współpracy z papieżem i biskupami na rzecz wprowadzenia decyzji II Soboru Watykańskiego, ale będziemy nadal sprzeciwiać się fałszywym interpretacjom tych decyzji, które już wtedy wywoływały dużo konfuzji w umysłach i sercach naszego katolickiego ludu.

p vi

Równie dobrze pamiętam jak Wasza Świątobliwość dosłownie błagał mnie bym zachęcał katolików którymi miałem kierować w walce o “PRAWDĘ  i TRADYCJĘ”, by nie stracili zaufania do Kościoła.  I Wasza Świątobliwość uzasadniłeś tę prośbę oświadczając: “Kiedy osiądzie pył wywołany przez ostatni Sobór Ekumeniczny, Kościół wyjdzie z tego wszystkiego ze wznowiona siłą i wigorem”.

Z pokorą przyznaję, że w ciągu ostatniego półtora roku harowałem tak ciężko jak mógł człowiek by robić dokładnie to, o co prosiłeś mnie, Wasza Świątobliwość: zachować zaufanie do Kościoła wśród tych katolików, którzy słusznie tak byli zaalarmowani, że publicznie pytali siebie i innych: “Co, na Boga, dzieje się w naszym Kościele Katolickim?!” I dodam, że jednym z głównych aspektów moich wysiłków zachowania zaufania do Kościoła było stałe podkreślanie wiary w boskie ustanowienie rzymskiego papiestwa, i pełnej szacunku lojalności do osoby będącej na tym stanowisku teraz, Waszej Świątobliwości, Pawła VI.

Już wtedy, 1 grudnia 1965 roku, Wasza Świątobliwość poprosiłeś mnie bym zdał sobie sprawę z tego, że Kościół przechodził przez “jeden z największych kryzysów w swojej historii”. Jeśli taki opis sytuacji w Kościele był prawdziwy wtedy, to ile więcej można tak samo powiedzieć o dzisiejszym Kościele? Mówienie, że przeszedł od złej sytuacji do gorszej byłoby niedomówieniem stulecia.

Obecna sytuacja Kościoła przekroczyła punkt herezji doktrynalnej, faktycznej schizmy, a nawet apostazji. Znajduje się w chaosie i stanie całkowitego upadku wywołanych systematycznym niszczeniem najpierw naszej liturgicznej i innych tradycji, a teraz naszych wierzeń i moralności.

 

W 1965 roku, z szacunkiem złożyliśmy petycję do Waszej Świątobliwości w celu zapewnienia, że amerykańscy biskupi poprawnie wprowadzą nowo ogłoszoną Konstytucję o Świętej Liturgii, i pozwolą na zachowanie chociaż jednej tradycyjnej Mszy łacińskiej dziennie dla milionów katolików obrzędu “łacińskiego”, którzy odnosili dużo głębszą satysfakcję duchową z tradycyjnej Mszy, niż z każdej innej nowości dostępnej w ich kościołach.

Błagaliśmy również Waszą Świątobliwość o nakazanie największego umiarkowania pewnym członkom posoborowej Komisji Liturgicznej w Rzymie, i uniemożliwienie niewiarygodnie radykalnych i niepotrzebnych zmian, które wtedy fanatycznie przygotowywali, i które musiały, jak wykazaliśmy, zwiększyć konfuzję i rozpacz wśród katolików, księży, a także świeckich przez już wprowadzone pierwsze zmiany liturgiczne.

Nasze prośby z roku 1965 nie tylko zostały zignorowane, ale ci z nas, którzy ośmielili się publicznie je złożyć, byli wyśmiewani, zniesławiani, oczerniani i poddawani ostracyzmowi, i, tak, prześladowani. (Nie muszę przypominać Waszej Świątobliwości przez co musiałem przejść osobiście ze strony naszego “liberalnego” establishmentu Kościoła pod przywództwem tego samego biskupa Baltimore, którego Twoi doradcy umieścili na liście nowych kardynałów, w czasie kiedy Święte Oficjum prowadziło dochodzenie  pod zarzutem herezji.)

Poprzez otwarte naruszenie wszystkich byłych i obecnych dyrektyw liturgicznych, Rzymska Liturgia katolicka, wcześniej przedmiot zazdrości wszystkich innych religii, praktycznie została zniszczona. I daje nam bardzo małą osobistą satysfakcję wiedza, że na wszystkich odpowiedzialnych za to zniszczenie, wcześniej nieodwołalnie nakładano klątwę na mocy nadal obowiązującego dekretu Soboru Trydenckiego: “Jeśli ktoś mówi, że Msza powinna być sprawowana tylko w języku narodowym, niech będzie przeklęty” (Kanony o Najświętszej Ofierze Mszy nr 9).

Przymusowe zmiany zastąpiły nasze tradycyjne praktyki “nowinkami”  naszego kościelnego establishmentu, codziennie intensyfikując próby podporządkowania “ludu Bożego”, by stał się “protestanckimi” katolikami.

Nasze kościoły już nie mają katolickiego wyglądu, atmosfery czy celu. Stoły wyglądające jak rzeźnicze, lub blaty do prasowania, zastąpiły nasze ołtarze w idealnej harmonii z XVI-wiecznymi dyrektywami protestanckiej reformacji, dążącej do zniszczenia wiary w dogmat Przeistoczenia i ofiarnego charakteru Mszy, i zastąpienia jej symboliczną transygnifikacją – wspólnym posiłkiem.

Nasza Święta Msza zniknęła, a w jej miejsce ludziom oferuje się święty bałagan unarodowionej próżni odartej z pewności, spokoju, jednolitości i godności naszej tradycyjnej liturgii łacińskiej.

Pieśni kojarzące się z antykatolickim buntem Lutra, Kalwina i Wesleya, bezceremonialnie wykorzeniły cenione katolickie pieśni do naszego Boga i Matki Najświętszej, podczas gdy naszą unikalną katolicką gregoriańską muzykę polifoniczną wyrzucono na rzecz dźwięków i instrumentów, czasami pożyczonych z dekadenckiego środowiska młodych ludzkich zwierząt.

Wyrywa się balustradę komunijną i odmawia się Komunii świętej “Bożym ludziom”, jeśli nie stoją (nie klęczą) by przyjąć Tego, na dźwięk Imienia którego wszystkie kolana powinny się zginać, jeśli nadal można wierzyć tekstowi “nieskorygowanego” Nowego Testamentu, jaki dawano nam wcześniej w katolickich instytucjach.

 

Najświętszy Sakrament, dla którego zarezerwowane jest “centralne miejsce szacunku”, zgodnie z prawnymi dyrektywami liturgicznymi, przenosi się do obskurnej niszy w rodzaju pudełka na buty, odgrywającej dużo mniejszą rolę niż drugie skrzypce, wobec krzesła w rodzaju tronu dla przewodniczącego klerykalnego Buddy, usadowionego w samym centrum dyskotekowej stodoły o posmaku religijnym, z której tradycyjne figury Drogi Krzyżowej wytransportowano do najbliższej galerii aukcyjnej lub sklepu z antykami.

Stale rosnąca liczba wcześniej niczego niepodejrzewających katolików nagle zdaje sobie sprawę z tego, jak przewidzieliśmy ponad dwa lata temu, że stopniowo, najpierw subtelnie, potem z wzrastającą liczbą odważnych zmian w liturgii, wpuszcza się humanistyczny obrzęd posiłku powszechnego braterstwa, wyrażającego się egzystencjalnymi pojęciami panteistycznymi oświeconej “jednej religii światowej”, torując drogę dla kontrolowanego przez komunistów “jednego rządu światowego”.

Ale zniszczono nie tylko nasze tradycje liturgiczne. Wierzenia i moralność naszego dziedzictwa katolickiego są teraz do zgarnięcia w naszym tzw. “Uaktualnianym Kościele” [oryg. Church of the Aggiornamento]. Stale, dzień po dniu od czasu II Soboru, jego muł był przewrotnie wpychany w umysły katolików w Ameryce.

Nasze “katolickie” uniwersytety, seminaria i kolegia, wprost odrzucają charakter religijny uzasadniający ich istnienie, a ich nauczyciele “nowej teologii” podają w wątpliwość, jeśli nie wręcz odrzucają, każdy element naszego dziedzictwa doktrynalnego. Nie tylko szydzą z celu i wartości historycznej Pisma Świętego i Tradycji, ale nawet usuwają takie fundamentalne wierzenia jak Boskość naszego Pana i Zbawiciela, Jego dziewicze narodzenie, a także wiarę w Trójcę Przenajświętszą Ojca, Syna i Ducha Świętego zastępują bezbożną trójcą Marksa, Freuda i Teilharda de Chardin.

Niedziela po niedzieli nasze tradycyjne dogmaty i nakazy moralne szkaluje się pseudo-nowoczesnymi posłaniami o socjalizmie, lub gorzej, wygłaszanymi z naszych ambon, zajmowanych przez “nową rasę” duchownych, których patologiczna obsesja seksualna doprowadziła ich do najniższego poziomu nie tylko działania na rzecz zakończenia celibatu duchownych, ale nawet aprobaty cudzołóstwa, homoseksualizmu, małżeństw na próbę, sztucznej kontroli urodzeń, rozwodów i aborcji.

Programy radiowe i telewizyjne i artykuły prasowe naszego establishmentu kościelnego przejęły te same heretyckie siły. A nasze wcześniej szanowane zakonnice nie tylko stały się “nikim” poprzez absurdalność zachowania i stroju, ale sabotują lekcje religii naszej młodzieży i dzieci, zastępując nasz tradycyjny katechizm piorącymi mózg religijnymi (?) książkami, subtelnie zatruwając umysły przyszłych pokoleń stopniową akceptacją najpierw unitarnej, potem panteistycznej, i w końcu ateistycznej filozofii życia.

Podczas gdy niektórzy z naszych amerykańskich kardynałów i biskupów wysunęli się daleko przed tymi odszczepieńczymi hordami religijnych buntowników, reszta naszej hierarchii zakopuje głowy w piasek, usypia swoje sumienie przysłowiowym “wszystko będzie OK!”, lub próbuje zrekompensować zaufanie i szacunek których już nie mają od swojego katolickiego ludu, kumając się z tymi spoza owczarni, tylko po to by nie  wykreować nic oprócz powierzchownej harmonii międzywyznaniowej, zbudowanej na ruchomych piaskach doktrynalnego kompromisu i fałszywych nadziei.

Wasza Świątobliwość, my tradycyjni katolicy, widzimy obowiązujące zło i odrzucamy każdą jego część!

Wasza Świątobliwość wie lepiej niż każdy inny człowiek,  jak my w CTM robiliśmy wszystko co możliwe by zachować lojalność i posłuszeństwo wobec ducha i litery ostatniego Synodu Ekumenicznego, łącznie z tymi jego niedoktrynalnymi decyzjami, których nie mogliśmy zrozumieć ani pod względem konieczności, ani przydatności. Ale przyglądając się bliżej “soborowemu” kościołowi wymuszonemu na nas w imieniu II Soboru, i tylko oceniając drzewo po jego owocach, jesteśmy skłonni by zgodzić się z jednym z Twoich biskich współpracowników w Rzymie, którego wypowiedź charakteryzującą Sobór Watykański cytowano jako “złowrogą farsę dokonaną przez pewnych nieudaczników, z których niektórzy, pomimo złotych krzyży na ich piersiach, nawet nie wierzą w Trójcę Przenajświętszą czy Maryję Dziewicę”.

Wasza Świątobliwość, byliśmy, jesteśmy i zamierzamy nadal być członkami Kościoła  KATOLICKIEGO, i odmawiamy wciągnięcia nas do każdego nowego SOBOROWEGO KOŚCIOŁA!  POTĘPIAMY  I  ODRZUCAMY  KOŚCIÓŁ  SOBOROWY!

Pomimo wszystkich gigantycznych i kosztownych technik promocyjnych wykorzystywanych do “sprzedania” go, kościół “soborowy” nie fascynuje opinii publicznej, i odmawia jednostce duchowej odnowy. Zamiast tego jest odrażający do punktu odrzucenia tak tragicznie widocznego w najniższym współczynniku  nawracania i powołań, i patetycznego odchodzenia naszych najbardziej lojalnych i oddanych katolików, przenoszących niemal zgaszoną świecę tradycyjnych wierzeń katolickich i praktyk z naszych poświęconych kościołów, do podziemnego sanktuarium swoich serc i domów.

Wasza Świątobliwość, jeśli TY nie podejmiesz NATYCHMIASTOWYCH  DZIAŁAŃ, to publiczna rzeczywistość religii katolickiej bardzo szybko zaginie. Już pamięć o “prawdziwej” Mszy odchodzi z umysłów młodszego pokolenia, a starsi stają się coraz bardziej obojętni, lub mają żal do Kościoła, który, jeśli jego wcześniejsze wierzenia i praktyki były tak nieistotne, żeby je zastąpić tak szybko i drastycznie,  to wolą o nim zapomnieć jako o największym oszustwie w historii.

Wasza Świątobliwość, przyjrzyj się gasnącemu żarowi Twojego Kościoła i naszego! I zdecyduj, wprost i uczciwie, czy chcesz być PAPIEŻEM, Wikariuszem Jezusa Chrystusa, Najwyższym Pasterzem jednego prawdziwego Kościoła, czy utrwalić swój obecny wizerunek BISKUPA Rzymu,  pierwszym pomiędzy równymi, zajmującym miejsce SZACUNKU, ale bez autorytetu w szeregach tzw. “kolegium” biskupów.

Nie chcąc Cię obrażać, musimy szczerze przyznać, że nie interesuje nas nawet w najmniejszym stopniu biskup czy nawet patriarcha Montini. Prawdziwe uczucie i posłuszny szacunek jakie żywimy jeszcze do Ciebie jest tylko dla papieża Pawła VI, Wikariusza Chrystusa, Najwyższego Pasterza, o prawdziwej JURYSDYKCJI nad wszystkimi katolikami, łącznie z patriarchami, kardynałami i biskupami. Tylko PAPIEŻ który chce stosować dane mu przez Boga prerogatywy może uratować Kościół przed dalszym rozpadem!

Czy Wasza Świątobliwość pamięta jak entuzjastycznie ująłeś moje ręce w swoje, tego 1 grudnia 1965 roku, kiedy z szacunkiem, ale szczerze, powiedziałem Ci, że my, tradycyjni katolicy, nie wierzymy 2.500 małym papieżom, a raczej 2.500 biskupom i jednemu papieżowi?

To oświadczenie naszego CTM nadal jest aktualne, ale z jedną różnicą: poza kilkoma wyjątkami, które można policzyć na palcach jednej ręki,  JUŻ  NIE  UFAMY  NASZYM  BISKUPOM, KTÓRZY  ZDRADZILI  CIEBIE  I  NAS, ale jeszcze ufamy papieżowi! Nawet zaufamy papieżowi Pawłowi VI, jeśli natychmiast podejmie działania, jakich zaniechał do tej pory: DZIAŁAJ  JAK  PAPIEŻ!

Wasza Świątobliwość, czy mogę, z największym szacunkiem, ale ze szczerością dorosłego syna, który bardzo kocha swojego ojca, powiedzieć Ci, iż, wbrew temu, co mówi Ci Twój orszak pochlebców, Twój wizerunek dla tradycyjnych katolików, Twoich najbardziej lojalnych synów i córek, jest wizerunkiem bardzo słabego papieża, który dzisiaj przeczy temu, co potwierdził wczoraj, i marnuje swoją energię próbując pogodzić to, czego nie da się pogodzić: ognia z wodą, kłamstwa z prawdą, modernizmu z tradycjonalizmem.

My w CTM nadal odmawiamy dołączenia do wzrastającej liczby katolików na całym świecie, którzy oskarżają Ciebie o to, iż jesteś częścią zespołu chcącego zniszczyć Kościół jaki znamy, i  to że mniej interesuje Cię pozostanie Najwyższym Pasterzem Chrystusa jednego prawdziwego Kościoła, niż bycie głównym kapłanem nowej jednej religii świata na służbie jednego rządu światowego.

My w CTM nadal tłumimy w sercach entuzjastyczną lojalność, którą my tradycyjni katolicy, mamy wyłącznie dla Najwyższego Pasterza. I nie chcielibyśmy niczego więcej, niż zapomnieć ostatnie cztery lata i przelać naszą lojalność na Pawła V, zmienionego w nowego św. Piusa X, który miał odwagę zmierzyć się z rzeczywistością wrogów w naszych szeregach i uczciwość by ich potępić. Pierwsze cztery lata Twojego pontyfikatu, Wasza Świątobliwość, zawiodła Twoich najbardziej lojalnych synów i córki. Ale mimo że jest późno, to jeszcze masz okazję by jeszcze raz być zdolnym coś zrobić, a nie być winnym.

Czy możemy, tradycyjni katolicy, których jestem niegodnym rzecznikiem, pomóc Waszej Świątobliwości wyjść z kłopotu, w jaki wsadzili Cię Twoi wrogowie, pokornie przedkładając Ci następujące dwie prośby:

  1. Publicznie ogłoś we wszystkich dostępnych międzynarodowych mediach publicznych, że znowu wykonujesz prerogatywy Najwyższego Pasterza jednego prawdziwego Kościoła Chrystusa, i że zakończyło się interregnum II Soboru Watykańskiego.  

Niech świat się dowie, że II Sobórrozpoczął się, jako uczciwa próba ze strony cudownie szczerego, a haniebnie wykorzystanego starego człowieka, niezapomnianego “dobrego papieża Jana”, ale okazał się być strasznym błędem.

Być może był to tylko strach przed tą straszną możliwością, i to Duch Święty spowodował, iż papież Jan zadeklarował na samym początku, że II Sobór, przeciwnie do wszystkich wcześniejszych soborów ekumenicznych, nie był soborem DOKTRYNALNYM, a tylko PASTORALNYM, pozostawiając w ten sposób otwarte drzwi dla każdego przyszłego papieża by usunął go z kronik.

Wasza Świątobliwość, kiedy uczciwi ludzie popełniają błąd, przyznają się i próbują go skorygować tak szybko jak możliwe. Do tej pory II Sobór nie stworzył nic oprócz konfuzji i rozłamu wśród ludzi Kościoła Bożego. Potrzebna jest pokora i odwaga by przyznać, że nawet papież, poza sferą nieomylnych definicji ex cathedra, może popełnić błąd. Ale to ten rodzaj pokory czyni prawdziwego wielkiego lidera w oczach jego poddanych. Mimo to, Ty wiesz lepiej niż my wszyscy razem, że utrata twarzy jest niczym w porównaniu z utratą dusz.

Odwołaj NATYCHMIAST I NA ZAWSZE ten fałszywie interpretowany i nadużywany dekret o “kolegialności“. Ciężar papiestwa nie może być dzielony i nigdy nie miał takim być. Tylko Piotrowi dano klucze Królestwa. Piotr i TYLKO Piotr został mianowany żeby wzmacniać wiarę “braci”, pierwszych biskupów, którzy kierowali prymitywnym Kościołem NIE Z PIOTREM, ale POD PIOTREM. Przestań zakładać biskupią mitrę, i na swoją namaszczoną głowę ponownie załóż papieską tiarę, gdzie umieszczono ją w dniu, kiedy zgodziłeś się służyć, jako Wikariusz Chrystusa i Najwyższy Pasterz. Przyjąłeś to stanowisko; posmakowałeś przywilejów – a teraz posmakuj odpowiedzialności; to są dwie strony tego samego medalu. Daj nam jeszcze jedną okazję by świat się dowiedział, że “HABEMUS  PAPAM! Mamy papieża!”

Przestań korzystać z rad swoich rzekomych “doradców”. Stań na własnych nogach! Ci doradcy wprowadzili Ciebie i Kościół w otchłań swojej antyChrystusowej działalności. Oni Cię zmusili do zajęcia pozycji światowej, byś czuł się pozornie swobodnie w takich niemożliwych sytuacjach, jak kiedy modlisz się w panteistycznym dziwolągu, “pokoju medytacji” w ONZ, kiedy odmawiasz ulubionemu dziecku-wizjonerce z Fatimy okazania publicznego uznania, nieskruszonych przykładów zdegradowanej kobiecości, Twoje kumanie się i wymienianie symboli władzy religijnej z liderami nadal heretyckich lub schizmatyckich sekt, a przede wszystkim, Twoje okazywanie szacunku liderom międzynarodowego komunizmu, którzy nadal chcą niszczyć nasz Kościół i wszystkie inne instytucje religijne.

Przestań słuchać politycznie poprawnych i diabolicznie ukierunkowanych “doradców”, którzy przedostali się na najwyższe szczeble Kościoła, dokładnie jak przepowiedziała Matka Boża w ostatnim objawieniu fatimskim, który z nieuzasadnionych powodów przez siedem lat ukrywany jest przed katolikami.

Przestań słuchać odzianych w czerwień i purpurę kryptoateistów, którzy przygotowują Twój samolot Alitalia na kolejny melodramat do Moskwy, ze wszystkich miejsc!

Zamiast tego słuchaj prawdziwego katolika, tradycjonalistycznego “mężczyzny i kobiety w ławce kościelnej”, który chce by jego papież zachowywał się jak papież; tego samego katolika, który nadal przyklęka, kiedy przyjmuje żywego Boga w Komunii św; który nadal odmawia Różaniec do Matki Niebieskiej; który nadal pada na kolana, kiedy słyszy “I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem”; który nadal czyta Ostatnią Ewangelię św. Jana z podniszczonego mszalika; który po Mszy św. nadal odmawia modlitwy papieża Leona XIII o nawrócenie Rosji; który powstrzymuje się od spożywania mięsa w piątki; który dalej chodzi do kościoła w niedzielę a nie w sobotę; jednym słowem, tradycyjnych katolików, którzy nie uznają odwracania się plecami do Syna Bożego a przodem do syna człowieczego, pomimo czerwieni lub purpury, którą się pyszni.

  1. Ustanów nowy “obrządek ojczysty” dla tych, którzy się nim interesują, i publicznie przywróć nasz, stosowany od stuleci, a teraz uśpiony obrządek łaciński, usuwając od niego tych prałatów i księży, którzy planowali jego zniszczenie.

Jeśli są jeszcze osoby, które wolą nadal mieć de facto istniejący obrzęd “niełaciński”, to na pewno nie zamierzamy pozbawić je tej satysfakcji. Chcielibyśmy jedynie im zasugerować, żeby poprosili Waszą Świątobliwość o dokonanie pewnego duchowego posprzątania w ich niełacińskiej sekcji Kościoła, i wyczyszczenia dotkniętych rakiem takich miejsc jak Baltimore, Chicago, Detroit, San Francisco, Atlanta, Oklahoma, San Diego i innych Worcesterów, które usilnie skażają całość. Wasza Świątobliwość, pozorni przyjaciele, heretyccy pseudokardynałowie i biskupi kierujący tymi diecezjami, za Twoimi plecami są Twoimi wrogami.

Ale my, tradycyjni katolicy, NIE MOŻEMY MIEĆ JUŻ NIC WSPÓLNEGO z establishmentem, który całkowicie zdradził tradycję i wierzenia Kościoła naszych Ojców.

Dotarła do nas informacja, że mający się odbyć w przyszłym miesiącu w Rzymie synod biskupów, wyraża przynajmniej chęć zalecenia odprawiania jednej mszy po łacinie każdej niedzieli w każdej parafii, dla tych z nas, których nazywa się starszymi wiekiem katolikami, a którym nie udało się przystosować do tzw. “aggiornamento” [włoski – aktualizacja].

Podczas gdy mogliśmy z wdzięcznością zaakceptować ten pomysł dwa lata czy nawet rok wcześniej, dzisiaj taką propozycję ze smutkiem musimy określić, jako “za mało i za późno!” NIE JESTEŚMY JUŻ CZĘŚCIĄ ESTBLISZMENTU SOBOROWEGO KOŚCIOŁA, i żadne resztki łacińskiej Mszy nie zaspokoją duchowego głodu tradycyjnych katolików. Po prostu nie mogliśmy znieść zapachu mieszkania, w którym musielibyśmy żyć pod jednym dachem ze skażonym Alfrinkitisem przez Shehanów, Deardenów i innych Codych soborowego kościoła, który “zawarł przymierze ze Śmiercią,
i z Szeolem [piekło] zrobił układ” [Iz 28:15].

Wasza Świątobliwość,  w pełni zdaję sobie sprawę z tego jak aroganckie jest to, że zwracam się do Waszej Świątobliwości w sprawach o takim charakterze we własnym imieniu. Ale Waszą Świątobliwość może zadowolić przyjęcie następujących konkretnych propozycji, pochodzących od milionów strapionych i cierpiących lojalnych katolików, których rzecznikiem zostałem w Stanach Zjednoczonych, jak również od niezliczonych innych katolików, z którymi nasz Ruch współpracuje w 28 innych krajach.

W imieniu tych milionów lojalnych katolików, formalnie proszę Waszą Świątobliwość, o ustanowienie nowego “ojczystego rytu” dla zainteresowanych, i o publiczne przywrócenie naszego, od stuleci celebrowanego, a teraz uśpionego łacińskiego rytu, usuwając od niego prałatów i księży, którzy zamierzali go zniszczyć.

Oczywiście ten odmłodzony łaciński ryt będzie zawierał doktryny tradycyjnego “Wyznania wiary”, a także towarzyszącą mu “Przysięgę antymodernistyczną”, i będzie żył prawami i liturgią obowiązującą 9 października 1958 roku, w dniu, kiedy świętobliwy papież Pius XII poszedł po swoją wieczną nagrodę.

Matka hojnie pozwalająca niektórym ze swoich dzieci zachować swoje abisyńskie, aleksandryjskie, antiochijskie, ormiańskie, bizantyjskie, chaldejskie i inne obrzędy, nie powinna zrobić mniej dla swoich dzieci o ŁACIŃSKIM obrządku, które są zmęczone traktowaniem jak przysłowiowe przybrane dzieci, i czują się równie uprawnione do tego publicznego uznania ich dojrzałości i umiłowania naszej Wiary.

Uprzejmie prosimy o to, żeby Wasza Świątobliwość osobiście i natychmiast, bez stosowania żadnych zwyczajowych opóźnień biurokratycznych, wyznaczył dla zwolenników “ojczystego rytu” pewne kościoły, probostwa, szkoły, zakony i seminaria, zaspokajające ich potrzeby, z jednoczesnym uroczystym potwierdzeniem ustanowionych praw własności tradycyjnym katolikom rytu łacińskiego, nad wszystkimi innymi budynkami i posiadłościami Kościoła katolickiego w USA.

Uprzejmie prosimy Waszą Świątobliwość o mianowanie moderatora CTM, najczcigodniejszego biskupa Blaize Kurza, głównym ordynariuszem tradycyjnego rytu łacińskiego w USA, i upoważnienia go do przystąpienia do natychmiastowego wyświęcenia nowych biskupów, wybranych z listy 156 amerykańskich księży, którzy dołączyli do mnie w tym ostatnim heroicznym wysiłku ratowania naszego Kościoła.

Niech wolno mi będzie poinformować Waszą Świątobliwość, że do tych księży, najlepszych z najlepszych, dołączyli również: 15 zakonnic, 11 braci, 11 seminarzystów i 2.028 amerykańskich rodzin, gotowych by natychmiast zorganizować i poprzeć nasz odnowiony stary łaciński ryt dla duchowych korzyści milionów innych katolików, którzy potajemnie wyrażali swoje poparcie dla nas, i tylko czekają na publiczne przypieczętowanie przez Waszą Świątobliwość aprobaty, by publicznie weszli w nasze szeregi.

Wasza Świątobliwość! W imię Jezusa Chrystusa, Twojego i naszego Pana i Zbawiciela,

miej odwagę rozpędzić fałszywych pasterzy i posłuchać własnego sumienia! Jeszcze raz pokaż przyjacielowi i wrogowi, że bramy piekielne faktycznie nie przemogły Kościoła. Rozpal żar konającego Kościoła, i z waleczną rozpaczą, uczyń go jeszcze raz Domem Schronienia, a nie domem nieczystości. Zszyj, a nie rozdzieraj bolesnych ran Mistycznego ciała Chrystusa.

Ojcze Święty! Błagamy byś wyszedł ze ślepej Drogi Appijskiej, do której przyprowadzili Cię Twoi doradcy. Nie chcemy byś w przyszłych podręcznikach historii zdobił ich strony, jako jeden ze słabych papieży, a Twoje zdjęcie w nich podpisano “Paweł Słaby”, a nie “Paweł Wielki”. Niech historia mówi o Pawle VI jako o papieżu, który postawił znowu Kościół NA STRAŻY, papieżu, który, po jednym z najstraszniejszych kryzysów w historii Kościoła, przywrócił mu atrybuty Wielkości, Jedności, Autorytetu, Szacunku i Godności.

Wasza Świątobliwość! Faktycznie byłoby najbardziej niewłaściwe by rzecznik lojalnych tradycyjnych katolików był nadawcą ultimatum w kontaktach z Najwyższym Pasterzem jego Kościoła. Ale zaniedbałbym swoje obowiązki wobec Ciebie, papieża, i tych, których reprezentuję, gdybym nie oświadczył jednoznacznie, że cierpliwość tradycyjnych katolików doszła do granicy wytrzymałości. 

Nie możemy dłużej stanowić części establishmentu gotowego do dokonania ostatecznego gwałtu na naszej Świętej Matce Kościele. Musimy i przerwiemy łańcuchy, które trzymają nas na siłę przykutymi do systemu negowania Chrystusa, deptania najświętszych tradycji, szkalowania wcześniej szanowanych praktyk liturgicznych i pokutnych, niszczenia wiary i moralności przyszłych pokoleń, i zachowywania hierarchów i kleru, publicznie angażujących się w zamianę wcześniej dobrowolnie przyjętych obowiązków, na życie wypełnione osobistymi ambicjami i obłudą moralną.

Wasza Świątobliwość! Jeśli nie otrzymamy od Ciebie zadowalającej odpowiedzi, lub przynajmniej nie umożliwi się nam okazji przeprowadzenia dyskusji o naszych problemach i propozycjach z Waszą Świątobliwością osobiście – w ciągu najbliższego miesiąca – to uznamy, że odmówiono naszym prośbom i odrzucono nasze propozycje, i wyciągniemy tragiczny wniosek, że nasza Matka Kościół chwilowo porzuciła swoje najlepsze dzieci.

Modlę się do Boga i Jego Najświętszej Matki, której Wniebowzięcie czcimy dzisiaj – do tej modlitwy dołączają miliony z całego świata – by taki mroczny i tragiczny dzień nigdy nie nastał. Ale jeśli nie będziemy mieć żadnego innego wyboru, będziemy zazdrośnie chronili małej, ale jeszcze płonącej świecy naszej tradycyjnej wiary katolickiej, i cierpliwie trwali w duchowym ruchu “oporu”, bez oczekiwanej aprobaty papieskiej.

Jestem winien Waszej Świątobliwości by uczciwie stwierdzić, zdając sobie sprawę z naszej odpowiedzialności wobec Boga, naszego Kościoła i powierzonych nam dusz, że jesteśmy gotowi na każdą ewentualność, aż do punktu podjęcia środków koniecznych do zagwarantowania ważnej sukcesji apostolskiej w naszych szeregach.

Ojcze Święty! Nie odrzucaj Twoich najlepszych i najbardziej lojalnych synów i córek! Ale, jeśli nawet Paweł VI zamknie przed nami swoją duszę i serce – Quod Deus avertat! [niech Bóg broni!] – nie odrzucimy papiestwa!

Porzuceni przez Ciebie, będziemy ze smutkiem modlić się i czekać na dzień, kiedy nowy następca św. Piotra znowu otworzy ramiona dla tych dzieci, których jedynym przestępstwem było wywiązywanie się z napomnienia Twojego świętego patrona: “Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty!” [Ga 1:8], albo tych innych wcześniejszych przywódców Kościoła, którzy uczyli nas: “Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” [Dz 5:29].

Umiłowany Ojcze Święty, kiedyś ostrzegł mnie przyjaciel-później-wróg, Twój były delegat w Waszyngtonie – teraz kardynał Vagnozzi! – że Twoi “doradcy” mogą Cię skłonić do zastąpienia udzielonego przez Ciebie, mi i CTM, błogosławieństwa w 1965 roku, nawet najsroższymi środkami dyscyplinarnymi. Nie udało mu się mnie wystraszyć, bo nadal mam w sobie na tyle prostej wiary dziecka, by wierzyć, że żaden Wikariusz Chrystusa nie mógłby nawet skapitulować przed tego rodzaju otchłanią.

Tymczasem nadal będę sprzeciwiał się każdemu lansującemu się “małemu papieżowi”, który usiłuje zastraszyć mnie bym się poddał, i będę mu cytował słowa św. Tomasza Morusa, który stracił życie w obronie prawdziwego Kościoła. Kiedy prześladujący go ówczesny Shehan zapytał tego gotowego na wszystko człowieka: “Morus! Chcesz by uważano cię za mądrzejszego i o lepszym sumieniu niż wszyscy biskupi i arystokracja królestwa?” Św. Tomasz odpowiedział: “Panie, na jednego twojego biskupa mam setki świętych; a na jeden twój parlament, Bóg wie jakiego rodzaju, mam wszystkie sobory Kościoła z całego tysiąclecia!”

Umiłowany Ojcze Święty! Pozwól mi podsumować ten długi list do Waszej Świątobliwości, kierując do CIEBIE  udręczone wolanie jakie skierowałeś do lojalnych amerykańskich katolików 1 września 1963 roku: “Robi się późno. Bądź pewien, że jest to konieczne, by działać dziś, natychmiast, by nie stracić nawet godziny. Ogromna i najpilniejsza jest tego potrzeba. Chodź i pomóż nam powiedzieć światu gdzie jest prawda, a gdzie błąd!”

Oczekująca w duchu modlitwy ojcowskiej odpowiedzi Waszej Świątobliwości na to ostateczne wolanie obecnego “cierpiącego Kościoła“, pragnąc być nadal

Twoim lojalnym i oddanym synem w Jezusie Chrystusie

(podpis) Ojciec Gommar A. DePauw
Ksiadz od 1942 — Przewodniczący CTM

 

A PRIEST FOR OUR TIMES: FATHER GOMMAR A. DE PAUW

Ksiądz na nasze czasy: o. Gommar A DePauw

http://www.traditio.com/feature/depauw.htm

gazeta-warszawska Gommar A DePauw

Patricius Anthony

Niewątpliwie najważniejsza postać tradycyjnego katolicyzmu w ostatnim półwieczu odszedł po wieczną nagrodę. O. Gommar Albert DePauw JCD zmarł 6 maja 2005 roku, spędzając życie, zwłaszcza w pełnych zgiełku latach podczas i po żałosnym II Soborze Watykańskim, na odważnej i niezłomnej obronie prawdziwej katolickiej i apostolskiej wiary.

Podczas gdy cały katolicki świat bezmyślnie przyjął przerażające zmiany, do których nawoływał II Sobór, i później nieważną, świętokradczą i sprotestantyzowana “nowa msze”, o. DePauw stal przy Chrystusie. Ale był nie tylko lojalny wobec ślubów kapłańskich, które zawierały uroczysta przysięgę antymodernistyczna, ale toczył przeważnie jednoosobowa krucjatę promowania i zachowania tradycyjnej wiary, prowadząc ciągły ostrzał przeciwko nowej religii.

Jednym z najbardziej niezwykłych aspektów tej kampanii antysoborowej było to, ze o. DePauw zorganizowali Ruch Tradycyjnych Katolików [CTM] zanim zakończył się II Sobór! [. . .]

W następstwie II Soboru nie było już nic dla tradycyjnych katolików poza radiowymi Mszami o. DePauw i jego Kaplica Ave Maria. Dla tych, którzy żyli we wczesnym okresie soborowym był to smutny czas, a jeszcze, dzięki o. DePauw, wiele dusz dostało inspiracje by sprzeciwiać się nowemu porządkowi, i tym sposobem ustanowił podstawy dla powstania CTM.

Podczas gdy bardziej znani duchowni ery powojennej tacy jak bp Fulton J Sheen, i katoliccy “intelektualiści” jak William Buckley, w końcu zaakceptowali reformy, o. DePauw uznał, jak mądrze nauczał sw. Piotr, że pierwszy jest Pan Bóg, i zasiał nasiona wśród szukających prawdy. Ani nie płaszczył się przed aparatem novus ordo by uzyskać “pozwolenie” biskupów, ani nie wysyłał petycji do papieży by uzyskać “indult” [lac. dyspensa], do której on i każdy katolicki ksiądz miał apostolskie prawo i obowiązek: by udzielać sakramentów dla zbawienia dusz i celebrowania odwiecznej Mszy dla chwały Boga Wszechmogącego.

Wykorzystywał każde dostępne media do promowania nie siebie, ale Chrystusa, Jego Świętych i Świętego Kościoła. […] Najbardziej niezwykle było to, że ten odważny ksiądz sam finansował cotygodniową emisje prawdziwych Mszy w stacjach radiowych w dziesiątkach głównych metropolii w całym kraju, w czasie kiedy nie była dostępna dla większości katolików w żadnych mediach.

Tego wszystkiego podjął się, płacąc niesamowita cenę osobista, człowiek mający już osiągniecia akademickie i patriotyczne, które, w normalnych czasach, z pewnością zostałyby nagrodzone dalszym awansem kościelnym. Przed soborem o. DePauw zdobył doktoraty z Prawa Kanonicznego, Teologii Moralnej i Historii Kościoła, z licznymi nagrodami akademickimi. Wtedy mianowano go na szefa Teologii Moralnej i Prawa Kanonicznego i dziekana w prymasowskim seminarium Mount St. Mary’s w Emmitsburg, Maryland.

Ale zgodnie z kościołem soborowym, takie stanowisko mógł zajmować jedynie ksiądz który nie “robił szumu” i akceptował nowy porządek. Podczas gdy większość księży na podobnych stanowiskach pozostała w “strukturze” i przyjęła modernistyczne zmiany nowego porządku, o. DePauw ostro to odrzucał, gdyż dokonał mądrego wyboru przestrzegania mających 2.000 lat nauk, doktryn i praktyk Świętego Kościoła Katolickiego.

Dla niekatolika, dobrowolne wyrzeczenie się ziemskiego szczęścia, wydaje się głupota. Ale nie dla tych, którzy korzystają z rady Chrystusa i “niosą swój krzyż” by zasłużyć na wieczne życie: taki jest cel ich życia. Większość świętych zgadzała się na takie cierpienia i postrzegała je, jako okazje do przypodobania się Zbawicielowi. I tak było w przypadku o. DePauw.

Przed swoim wspaniałym męczeństwem, sw. Pawel tak ocenił swoje nieprześcignione wysiłki ewangeliczne: “W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem” [2 Tm 4:7].

Żadne piękniejsze słowa nie mogą podsumować życia jednego z najbardziej lojalnych nowoczesnych uczniów, o. Gommara Alberta DePauw.

Requiescat in pace.

 

 

 

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE