Antyludzie R.7&8.

ROZDZIAŁ  VII

ODRUCHY WARUNKOWE

 

Wobec istot ludzkich komuniści stosują dobrze znaną zasadę odruchów warunkowych, która w dużym stopniu tłumaczy zachowanie zwierząt.

 

Odruchy te, stanowiące podstawę socjalistycznej nauki medycznej i psychologii, często nazywane “odruchami Pawłowa”, od rosyjskiego fizjologa Iwana Pawłowa [1], który jako pierwszy przeprowadził systematyczne eksperymenty, głównie na psach, żeby ustalić dokładny charakter tej reakcji neurofizjologicznej. Ale faktycznie badany przez Pawłowa fenomen znany był od wieków i szeroko stosowany w praktyce szkolenia zwierząt. Najsłynniejszy ze wszystkich eksperyment Pawłowa polegał na podawaniu psu kawałka mięsa przy jednoczesnym dźwięku dzwonka. Kiedy zrobiono to kilka razy, odruchy psa były tak uwarunkowane, że kiedy słyszał dzwonek, zaczynał się obficie ślinić, mimo iż nie widział mięsa. Ale odruchy warunkowe wykorzystywano na wiele wieków przed Pawłowem; na przykład przez Cyganów w tresowaniu tańczących niedźwiedzi.

 

Małego niedźwiadka przeprowadza się przez blaszaną płytę pod którą jest wolno palący się ogień. Kiedy płyta staje się coraz cieplejsza, zaczynają go parzyć podeszwy stóp. W tym czasie uderza się w bębny. Po powtórzeniu tego kilka razy, powstaje połączenie neurologiczne między dźwiękiem bębnów i ruchem stóp, i od tej pory na dźwięk bębnów, mimo iż niedźwiedź jest już dorosły, zaczyna “tańczyć”, zawsze kiedy je słyszy. Taka jest w pigułce procedura wywoływania odruchów warunkowych u irracjonalnych zwierząt.

 

Kiedy komuniści używają tej techniki na ludziach, najpierw muszą zredukować swoje ofiary do poziomu zwierząt.

 

Kiedy w człowieku niszczy się  fundament moralny i intelektualny jego istoty, jego świadomość tożsamości osobistej i wyższości, i w ten sposób pozbawia się go kontroli nad własnymi zdolnościami przez rozum i wolę, człowiek przestaje być istotą wyższą. Już nie ma żadnej różnicy między człowiekiem i zwierzęciem. On, podobnie jak zwierzęta, podda się biologicznym impulsom.

 

To dlatego kiedy Turcanu w celi napotkał na niespodziewany opór, potwierdził: “Wasz opór jest próżny. Ten system został doprowadzony do perfekcji i używano go przez 25 lat [2] i do tej pory nigdy nie zawiódł. Sami się o tym przekonacie. Nie działam chaotycznie”. Strażnik więzienny, bolszewicki lejtnant Dumitrescu, kilka razy mówił w więcej niż jednej celi, tuż przed rozpoczęciem “reedukacji”: “Nawet gdybyście byli z granitu, nie możecie w ogóle się temu sprzeciwić. Wkrótce zrozumiecie że nie kłamię”. W Pitesti, przynajmniej jeśli chodzi o podstawową metodę, eksperymentatorzy nic nie improwizowali; od samego początku wykorzystywali metodę skuteczną niezliczoną ilość razy, i której rezultaty można z cała pewnością przewidzieć.

 

Nie wiem jak ten system opracowano i testowano, ale jego efekty były pewne. Tylko wzmianka o torturach była jak dzwonek prof. Pawłowa lub bębny Cyganów. Jedno słowo wystarczało by przywołać ból i degradację, i człowiek natychmiast stawał się sparaliżowany i zachowywał się jak wymagały eksperymenty.

 

Zaczynając od więźniów w kategorii “korekcji” i obozów pracy, “reedukatorzy” wyszkolili wystarczająco dużą grupę do zajmowania się innymi kategoriami więźniów. Tę operację ułatwiało umieszczanie studentów w celach, w których było od 5 do 15 więźniów, a którzy zawsze byli razem choć całkowicie odizolowani od kontaktów z innymi, gdyż cele były zamykane i zasłaniane od zewnętrznego świata dzień i noc. Ta izolacja w małych grupkach ułatwiała przeprowadzanie operacji.

 

Początkowo “reedukacji” poddawano tylko kilku, potem coraz więcej, a w końcu wszystkich studentów. I wszyscy ostatecznie stawali się, niezależnie jak długo stawiali opór, bezmyślnymi potulnymi kreaturami, których nadzorcy dalej wykorzystywali zgodnie z dobrze wymyślonym planem. Nie było żadnych wyjątków. Tylko ci którzy mieli na tyle szczęścia by umrzeć w czasie tortur, i ci którzy korzystając z przeoczenia czegoś przez swoich oprawców, znaleźli sposób by popełnić samobójstwo, uciekli transformacji.

 

Osoby które przez 2 lata, dzień w dzień, noc w noc, opierały się torturom i pociskom komunistycznego Securitate, kruszyli się po trochu pod techniką Pawłowa, i przytłoczeni rozpaczą, terrorem i niepewnością, zostały zmienione w zombie.

 

Jak radykalna transformacja odbywa się w duszy człowieka, któremu odmawia się prawa do biologicznego samozniszczenia, który przez lata utrzymywany jest w stanie żywej śmierci z naprawdę satanistyczną pomysłowością? Co może przetrwać systematyczne mentalbójstwo? Heroizm? Samopoświęcenie? Przekonania etyczne? Idealizm? Gdyby poganie w czasie prześladowań chrześcijan wykorzystywali komunistyczne metody, to prawdopodobnie w kalendarzu chrześcijańskim byłoby mniej świętych i męczenników.

 

Co może być bardziej przygnębiające niż ta myśl? Wśród ofiar komunistów nie ma żadnych bohaterów – nie może być żadnych bohaterów.

 

Czy może heroizm jest tylko stanem psychicznej egzaltacji karmionej uczuciem, które zależy od wydarzeń i okoliczności? W warunkach stworzonych w Pitesti, nie tylko nie można było stać się bohaterem, ale samo pojęcie bohaterstwa było wymazane.

 

Jeśli kiedyś w przyszłości będzie możliwe dokładne zbadanie zastosowania technik bolszewickich i wywoływanej przez nich głębokiej mutacji ludzkiej psychiki, cywilizowana ludzkość pozwie i skaże nie efemeryczne stworzenia, które wprowadzały techniki tortur, ale odwiecznych inicjatorów przerażających technik redukcji człowieka do niższego poziomu niż zwierzęcia.

 

Po zakończeniu pierwszego etapu procedury wszczętej w sali szpitalnej 4 i zredukowaniu ofiar do pożądanego psychopatologicznego stanu biernej rozpaczy i zwierzęcej bezradności, uznano, iż dojrzały one do następnego etapu tego procesu. Już były gotowe do drugiego etapu, w którym więźniowie byli doprowadzani do tego by oskarżać jeden drugiego spontanicznie i bez żadnej inicjatywy ze strony władz więziennych.

 

Transfery z jednej celi do drugiej odbywały się według wskazówek Turcanu. Dali mu wolną rękę przenoszenia więźniów jak uważał za korzystne dla programu “demaskowania”, i do dyspozycji miał pełną listę skazanych, przy pomocy której mógł przenosić więźniów tam i z powrotem w różnych kombinacjach. Żeby ukryć tę rolę, transfery zawsze dokonywane były przez strażników więziennych na rozkazy z góry.

 

Turcanu organizował transfery tak żeby grupa studentów, która przeszła przez szkolenie dane w sali 4 dzielili celę z taką grupą, która nic nie słyszała o technice “demaskowania” i oczywiście nie miała – nie mogła mieć – żadnego podejrzenia wobec przybyszów. którzy wydawali się być umieszczeni z nimi tylko przez jedną z pozornie przypadkowych rearanżacji więźniów, które władze więzienia często organizowali. Przez dwa czy trzy tygodnie, “zdemaskowani” studenci prowadzili dyskusje, krytykowali reżim komunistyczny, i wymieniali informacje chcąc rozluźnić języki swoich niczego nie podejrzewających towarzyszy, którzy byli następni w kolejce do “reedukacji”, żeby wyciągnąć z każdego z nich co najmniej kilka kompromitujących wypowiedzi do późniejszego wykorzystania. Takie wypowiedzi potrzebne były jako środki do zniszczenia, kiedy nadejdzie czas, najpierw zaufania jakie mieli do siebie studenci (bo wtedy nikt kto nie został “wyreedukowany” nie mógł nawet wyobrazić tego co było wcześniej), a potem ich naturalnej awersji do komunizmu.

 

Pozbawieni wszelkich zwykłych materiałów do pisania, więźniowie od dawna przyzwyczajeni byli do potajemnego używania płytek mydlanych do notowania, a nawet komunikacji między celami. Przybysze – zgodnie z instrukcjami swoich mistrzów – korzystali z tego zwyczaju i pisali na tych płytkach wszystko co uważali może się przydać w nadchodzącym “demaskowaniu”. Chowali te zapisane płytki i przekazywali je Turcanu i jego asystentom, albo rano kiedy zabierani byli z celi do toalety, albo kiedy wzywani przez strażników, pod pretekstem wezwania do głównego biura, ale faktycznie po to żeby, nie wywołując podejrzeń, donosić Turcanu na korytarzu na zewnątrz celi. Innym razem te płytki mydlane ukryte były w określonych miejscach w łazience, i zabierane po nocnym zamknięciu przez agentów Securitate. Zapisy na mydle przekazywano również potajemnie strażnikom więzienia, osobom rozdającym jedzenie, lub innym do których “reedukowany” mógł czasem dojść w taki sposób, by nie wywoływało to żadnych uwag ze strony niczego nie podejrzewających mieszkańców celi.

 

Oczywiście “reedukatorzy” nie mieli potrzeby zdobywania w ten sposób zapisanych informacji; one i tak wyszłyby na jaw podczas “demaskowania”. Tę procedurę stosowano z trzech powodów: pierwszy – to utwierdzało każdego z “reedukowanych” w wykreowanym u niego zwyczaju obłudy i zdrady wobec jego ofiar, a jednocześnie wiązało “reedukowanych” w ich wspólnej winie; drugi – ukradkowa prowokacja i nagrywanie kompromitujących wypowiedzi utrzymywały “reedukowanych” w stanie ciągłej czujności i niepokoju, bo zdawali sobie sprawę z tego, że jeśli przez jakieś pozostałe jeszcze poczucie przyzwoitości czy  tylko przeoczenie, byli nieskuteczni w swoich wyznaczonych rolach, sami będą poddani dalszej “reedukacji”; i wreszcie pokazanie takiej porażająco pełnej i dokładnej informacji w pewnym psychologicznym momencie, całkowicie zaskoczy i oszołomi ofiary, że tak powiem, uderzeniem od wewnątrz.

 

Po upływie kilku tygodni, kiedy uważano iż zebrano wystarczającą ilość kompromitujących szczegółów, do akcji wkraczali “reedukatorzy” w celi. Wtedy jeden z liderów ODCC, zwykle sam Turcanu, wchodził do celi w obstawie kilku swoich kolaborantów. Pojawienie się tej grupy przypominało “reedukowanym” w celi przez co przeszli, tym samym wywoływało u nich odruchy warunkowe, i miało praktyczny efekt przyprowadzenia grupy tych zbirów żeby uniknąć prawdopodobieństwa wydarzenia, jakie miało miejsce w sali 4, rozpaczliwy opór mógł uzasadniać bezpośrednią interwencję władz więziennych. Grupa towarzysząca Turcanu w takich okazjach składała się z dobrze odżywionych, energicznych i krzepkich mężczyzn, nie mówiąc o samym Turcanu, który był prawdziwym Herkulesem w porównaniu z fizycznie wycieńczonymi głodową dietą studentami, którą przez długi okres i stale ich serwowano.

 

Biorąc pod uwagę to, że zbiry były właśnie funkcyjnymi, którzy zajmowali się rozdzielaniem żywności do każdej celi, to jest oczywiste, w jaki sposób zdobywali wystarczająco dużo jedzenia, mimo oficjalnej doktryny, że wszyscy więźniowie są “bandytami”, którym nie wolno pozwolić na “życie kosztem ludzi pracy”. Inteligencja, która zza kulis kierowała całą tą złowrogą tragedią, wcześniej załatwiła nawet takie szczegóły, żeby nic nie mogło się wydarzyć co przeszkodzi skuteczności ich gry.

 

Po wejściu do celi “reedukatorów”, dyskusją rozpoczynało się “spotkanie”, zwykle przez samego Turcanu, składające się ze stereotypowych wyrażeń, które wypowiedziano w sali 4: “konieczność reedukacji”, “bandyci którzy są  jej przeciwni”, “konieczność złamania każdego oporu wszelkimi sposobami”, itp., itp., [3] Po zakończeniu “przemówienia”, wszyscy mieszkańcy celi, łącznie z “reedukowanymi” mieli natychmiast dokonać swojego “demaskowania” (“samodoniesienie”). Odpowiedź studentów była zawsze taka sama, tak jak reakcja Turcanu: dawał sygnał uniesieniem czapki lub ręki, i wtedy, jak w sali 4, zaczynało się bicie. Ale teraz konfuzja i osłupienie ofiar było jeszcze większe, bo wśród atakujących zobaczyli kolegów z celi, których do tej chwili uważali za braci. Teraz ci zaufani współtowarzysze nagle zadawali im ciosy, najczęściej w plecy. Skąd mogli znać motywację tak wyraźniej gwałtownej transformacji?

 

Ten pierwszy moment osłupienia Turcanu wykorzystywał do maksimum. Były student literatury opisał mi to następującymi słowami:

 

“Kiedy Turcanu skończył przemawiać, myślałem że zwariował. Wszyscy patrzyliśmy na siebie w osłupieniu. Ale upłynęła tylko chwila. Uniósł czapkę. I natychmiast przyjaciel, prawdopodobnie najlepszy jakiego miałem przed aresztowaniem, i człowiek któremu na ślepo wierzyłem, uderzył mnie pięścią w twarz, zadając mi tak wściekły cios, że poczułem się odurzony. Spojrzałem na niego totalnie przerażony. Ręce zwisły mi nagle bezsilne. Nie mogłem wydusić z siebie nawet jednego słowa; po prostu nie byłem w stanie zapytać go dlaczego. Nadal mnie tłukł z taką samą rozpaczą. Nie mogłem nawet stawić najmniejszego oporu. Najpierw myślałem, że to koszmar, albo że nasze umysły nagle zamroczyło zbiorowe szaleństwo. W końcu próbowałem zapytać go coś; nie wiem już co to było. Jego odpowiedzią był grad ciosów pięściami, któremu towarzyszyły tak ohydny wyraz twarzy, że wydawało mi się iż to on krzywdził mnie bardziej niż jego ciosy. Dopiero wtedy zebrałem swoje zmysły i usiłowałem się bronić. Ale od tyłu zaatakował mnie inny student, którego przyprowadzono do mojej celi w tym samym czasie jak przyjaciela jakieś dwa tygodnie wcześniej. On był uzbrojony w pałkę. Nie miałem pojęcia skąd ja wziął! Nie mogłem go w żaden sposób uniknąć. Zacząłem uderzać w rozpaczy, na oślep, wszędzie gdzie mogłem. Próbowałem utworzyć sobie ścieżkę w kierunku ściany żeby chronić plecy, ale ktoś z pałką bardzo mocno uderzył mnie w lewe ramię. I następna pałka wylądowała mi na głowie. Zacząłem się trząść. Potem kolejny cios; i dużo więcej. W celi miała miejsce straszna bójka. Jęki, odgłos pałek i przekleństwa mieszały się w chaotyczną kotłowaninę.

 

Po chwili pałki się połamały, i zaczęła się walka wręcz. Ale było nas dużo mniej niż atakujących. Jeden po drugim padali na podłogę, fizycznie nie mieli możliwości by się podnieść. Później straciłem przytomność.

 

Jak długo byłem w tym stanie, nie wiem. Kiedy się ocknąłem, pokryty byłem krwią i siniakami. Byłem cały odrętwiały, wszystko mnie bolało. nie mogłem się poruszać. Moi towarzysze byli w takim samym stanie. Turcanu wyszedł z celi, zostawiając nas w rękach kolaborantów, ludzi (łącznie z moim niegdyś najlepszym przyjacielem) przeprowadzonych do naszej celi dwa tygodnie wcześniej, którzy, co było teraz dla nas oczywiste, byli już mianowani na nasz “komitet reedukacyjny”, stanowisko które otwarcie przyjęli.

 

To co wydarzyło się przed chwilą stworzyło bezdenną przepaść między nami i nimi. Turcanu mógł swobodnie odetchnąć, bo żaden z jego ludzi nie mógł sprawić mu zawodu. Ale w tej gorzkiej chwili nie wyobrażałem sobie – nie mogłem nawet uwierzyć – żebym, za kilka miesięcy, mógł zostać tak uwarunkowany, bym torturował innych w celu ich ‘reedukacji'”.

 

Kiedy młody człowiek skończył swoją narrację – było to kilka lat po “demaskowaniach” – z jego twarzy mogłem wyczytać niewyobrażalną rozpacz. I zakończył ją w ten sposób: “Poprzez niewyobrażalne fatum, staliśmy się grabarzami własnych aspiracji, własnych dusz. Bo nigdy nie będziemy mogli podnieść swoich głów.

 

Kiedyś chrześcijanie umierali szczęśliwie za wiarę. Ale my, również chrześcijanie, nie mogliśmy osiągnąć tego szczęścia. Staliśmy się narzędziami serdecznie znienawidzonego przez nas komunizmu, po to byśmy się sami niszczyli, żeby nasze najdroższe nadzieje pogrzebać w wyjątkowym szaleństwie, nadzieje które karmiliśmy wielkim cierpieniem i doczesnym wyrzeczeniem. Było to jakby szatan wyrwał nas z rąk Boga. Gdybym wtedy miał szansę popełnienia samobójstwa, nic więcej bym nie chciał. Ale teraz, w obecnym stanie, brakuje mi do tego odwagi. Mogę wydawać się być w jednym kawałku, ale jestem wrakiem samego siebie, zdyskredytowanym w oczach przyjaciół, i pogardzanym przez wrogów. A jeszcze w istocie byliśmy niewinni.

 

W tych przypadkach proporcja sił była zwykle dwa do jednego. Co więcej, “reedukowani” wyposażeni byli w pałki, deski i pasy, i inspirowała ich dziwnie wywołana nienawiść, która motywowała ich do zredukowania wszystkich więźniów do jednego poziomu, żeby nikt nie mógł patrzeć na drugiego oczami pełnymi oskarżeń. Tą wściekłą potrzebą dawali upust własnemu cierpieniu zrodzonemu z wiedzy, że nie byli w stanie się oprzeć, nie byli w stanie umrzeć przed poddaniem się”.

 

Rzadko musieli interweniować strażnicy. Ale niekiedy, pomimo dysproporcji w liczbie i sile, rozpacz i opór po pierwszym momencie zaskoczenia i przerażenia, powodował konieczność sprowadzania wsparcia dla “reedukatorów”. Strażnik Dumitrescu zawsze przez judasza nadzorował postęp “demaskowania” wewnątrz, zwłaszcza na samym początku, który był punktem krytycznym.

 

Ogólnie pierwsze bicie trwało 2 – 3 godziny, ale w niektórych przypadkach nieprzerwanie przez 9 godzin, bo rozpacz budzi w człowieku mało znane siły. Studenci, jeden po drugim byli eliminowani z walki. Kiedy każdy z nich został pobity do stanu bezruchu lub nieprzytomności, kiedy miał pękniętą czaszkę lub połamane żebra, rozbierano go i poddawano dokładnej rewizji osobistej. Każdy przedmiot, który mógł być użyty do obrony lub popełnienia samobójstwa, konfiskowano. Następnie nagie i bezwładne ciała wsuwano pod piętrowe łóżko. Kiedy odzyskiwali przytomność, bicie przez “komitet reedukacyjny” wznawiano.

 

Przez wiele dni ci w “pozycji demaskowania” poddawani byli tej brutalnej rutynie. Nie mogąc stawiać oporu czy się bronić, przetrzymywani pod ostrym nadzorem, żeby uniemożliwić im popełnienie samobójstwa, ich umysły stopniowo ulegały doszczętnej rozpaczy, jaką miała wywoływać technika “demaskowania”. I obojętnieli na tortury, ze zniszczoną świadomością i biernie czekając na to co ma się im przydarzyć.

 

Metody stosowane w “demaskowaniu” były zasadniczo jednakowe. Wszystkie sposoby osiągnięcia postawionego sobie celu były, oczywiście, sankcjonowane, a jeśli były jakieś warianty wykonywania tortur, były to jedynie drobne szczegóły, które zbrodnicza mentalność różnych szefów mogła wprowadzać do określonego schematu procedury.

 

[1] W czasie przejmowania przez bolszewików Rosji, Pawłowowi, wtedy w wieku prawie 70 lat, nie udało się uciec z Rosji, ale go nie zlikwidowano. Wyznawał dziwny pogląd, że badania naukowe były “apolityczne”, i wyniki swojej pracy przekazywał do dyspozycji bolszewików, którzy nagradzali go dobrą emeryturą i rzeczami by kontynuował swoje badania aż do śmierci w roku 1936. Oczywiście Pawłow przeprowadził wiele innych i bardziej skomplikowanych eksperymentów w celu doprowadzenia zwierząt do całkowitego wyniszczenia poprzez tworzenie konfliktów między stanowionymi odruchami. Te zasady są oczywiście wykorzystywane przez komunistów do niszczenia racjonalności ofiary, ale ten temat jest zbyt obszerny by go tu omawiać. Więcej informacji w każdej dobrej pracy o zjawiskach neuropsychologicznych. Krótki zarys w Rozdziale II “Brainwashing” [Pranie mózgu] Edwarda Huntera, Nowy Jork 1956, lub późniejszych wydaniach.

[2] Oznacza to, że system wykorzystywany w Pitesti, w Rosji wprowadzono natychmiast po tym kiedy stary Pawłow spędził 3 miesiące na Kremlu jako niemal królewski gość Uljanowa, alias Lenina, dla którego przygotował 400-stronicowy podręcznik o sposobach wywoływania odruchów warunkowych i zahamowań w istotach ludzkich. Pierwszy film o szkoleniu bolszewickiej tajnej policjji w metodach Pawłowa był, z tego co mi wiadomo, nakręcony w 1928 roku.

[3] Komunistyczna rozwlekłość stylu zwykle polega na stereotypowych wzorach, ale warto zauważyć, że powtarzanie zwrotów mogło forsownie przypominać “reedukowanym” o działaniach wstępnych przed ich transformacją.

 

ROZDZIAŁ  VIII

RUTYNOWY  DZIEŃ

 

W więzieniu Pitesti dzień rozpoczynał się o 5:00 by mieć czas na sprzątanie celi, które miało się zakończyć na 6:00. To zadanie obowiązkowo spadało na “katolików”, jak nazywano bardziej “fanatycznych”,  lub bardziej odpornych na “reedukację”. Zwykłych więźniów wyznaczano do mycia okien lub wykonywania innych służebnych prac. Szorujący podłogi musieli nosić “na barana” przynajmniej jednego “reedukatora”, niekiedy dwóch lub trzech, zgodnie z zaleceniem “komitetu reedukacyjnego”. Szorowanie podłóg trwało do 6:00, kiedy pojawiali się strażnicy by policzyć więźniów. Często sam strażnik lub oficerowie Securitate przychodzili żeby otworzyć drzwi celi do inspekcji. Dwaj więźniowie oczywiście musieli stać na baczność, podczas gdy lider celi, zawsze jeden z “reedukowanych” składał raport. Osoby które były tak torturowane iż nie mogły stać o własnych siłach, ustawiano w ostatnim rzędzie i wspierano rękami “reedukowanych” – zapewne by oszczędzić uczuć strażnika!

 

Po porannej inspekcji cele miały pozostać “otwarte”. W tym czasie studentów pod nadzorem strażników zabierano do “mycia” i czyszczenia “wiadra” – rodzaj drewnianego pojemnika używanego poprzedniego dnia dla własnych potrzeb. Zgodnie z panującą w więzieniu zasadą “komitetu reedukacyjnego”, wykorzystywanie tej archaicznej toalety ograniczało się do oddawania moczu. Do innych potrzeb studentom pozwalano dwa razy dziennie używać wspólnych toalet w holu ich części więzienia.

 

Są pewne aspekty życia więźnia, o których zwykle się nie mówi, bo szczegóły są obrzydliwe, ale muszę nawiązać do nich tutaj, gdyż tworzyły jeden z najstaranniej zaplanowanych i skutecznych elementów programu “reedukacji”.

 

Skala dręczenia i poniżania którym poddawano studentów, podstępnie zwiększała się kiedy szli do ubikacji i łazienki. Czas przydzielony osobie “na etapie demaskowania” był zbyt krótki nawet dla koniecznego przygotowania się. Różnił się od 30 sekund lub mniej do maksimum jednej minuty, dokładnie czasu pozostawionego do dyskrecji eskortującego “bandytę”. Tych którym nie wystarczał przyznany czas, wyciągano za kołnierz i bito, gdyż “sabotowali czystość”, i wpychano z powrotem do celi, gdzie musieli czekać albo do wieczora, albo, jeśli było to wieczorem, czekać do następnego ranka. Kiedy to powtarzało się na kolejnych wyjściach, ofiara musiała zastosować inne środki, dużo bardziej poniżające. To samo miało miejsce w łazience, gdzie dawano czas tylko by zmoczyć ręce. Oczywiście ten program kontynuowano z nieubłaganą starannością do zakończenia “demaskowania”.

 

Ten system poniżania był szeroko stosowany we wszystkich ośrodkach Securitate w komunistycznej Rumunii. Jako przykład podam tylko jeden przypadek: latem 1952 roku byłem przesłuchiwany przez  Securitate w Konstancy.

 

Pewnego sierpniowego dnia do naszej celi przyprowadzono dr Papahagi. Wcześniej był naczelnym lekarzem w regionie Tulcea. Mimo że był członkiem partii komunistycznej, został właśnie aresztowany za działalność “faszystowską”, rzekomo od wielu lat, kiedy był uczniem rumuńskiej szkoły w Grecji! Wszyscy strażnicy w sekcji gdzie go przetrzymywano pochodzili z Tulcea, gdzie przez wiele lat praktykował medycynę, i bardzo dobrze go znali. Niemniej jednak dosłownie był łapany za kołnierz i kopany, rozebrany, przez analfabetę strażnika z Jurilofca. Dali mu mniej niż minutę na ubikację. Doktor wrócił do celi z płaczem. Do tej chwili myślał, iż byłem zbyt uczuciowy kiedy rozmawiałem o nieludzkim traktowaniu nas w więzieniu!

 

Powróciwszy do swoich cel, studenci otrzymywali poranne racje  żywnościowe – danie składające się z pełnej łyżki zupy kukurydzianej (250 ml) zwanej ‘terci’, lub takiej samej ilości herbaty. Studenci którzy byli na “etapie demaskowania” nie mieli prawa do jedzenia kiedy jedli pozostali. Ich zmuszano do jedzenia “jak wieprz”, wykorzystując tylko buzię! Musieli klęknąć, ręce do tyłu, lub stanąć na czterech, jeśli taki był rozkaz “szefa reedukacji”. W takiej pozycji musieli wciągać gorący płyn z postawionej przed nimi miski. Na skutek tego student skończył z poparzonymi ustami. Zawsze był początkowy opór na to żądanie zachowania ‘jak wieprz’, ale po okrutnych i przedłużonych torturach, każdego w końcu zmuszono do poddania się.

 

“Bandycie” nie wolno było umyć garnka po skonsumowaniu jego zawartości. Mycie musiało być dokonane lizaniem, gdyż woda roznoszona do cel mogła być wykorzystana tylko przez już “wyreedukowanych”. W celach nie było bieżącej wody. Funkcyjni przynosili ją w drewnianych baryłkach lub podobnych naczyniach. Zakazane były tłukące się pojemniki, gdyż mogły być użyte do popełniania samobójstw. Natychmiast po zjedzeniu “śniadania”, przechodzący “demaskowanie” zajmowali swoje “pozycje”. Każdy z nich musiał usiąść na skraju łóżka, nogi wyciągnięte prosto, dłonie na kolanach, głowa podniesiona i zwrócona zawsze do przodu, bez możliwości odwrócenia jej w żadnym kierunku. Każdego obserwował strażnik, zwerbowany, oczywiście, z tych już “zdemaskowanych”. Najmniejsze odstąpienie od tej określonej pozycji było doraźnie i ostro karane przez strażnika, który później składał raport zwierzchnikowi, szefowi “komitetu reedukacyjnego”, który z kolei wymierzał dodatkową karę.

 

Południowy posiłek podawano między 11:00 i 12:00. Najpierw rozdzielano chleb. Kiedy strażnik zbliżał się do celi, lub dało się słyszeć znajomy hałas w korytarzu, na dany sygnał każdy zajmował tak naturalną pozycję jak możliwe “żeby strażnik nie dowiedział się czym się zajmujemy w celi”, mimo że ten sam strażnik uczestniczył we wcześniejszej fazie “demaskowania”, albo sam, albo pod nadzorem inspektora lub oficera Securitate. Żeby dostać swoją porcję, każdy student przechodził obok koszyka z chlebem i beczką z jedzeniem ustawioną w drzwiach. Kiedy zamknięto drzwi celi, nadal obowiązywała dyscyplina “demaskowania”. “Bandycie” nie wolno było jeść chleba z użyciem rąk. Często z rękami związanymi z tyłu, i chlebem rzuconym przed nim, zmuszony był jeść go klęcząc i przy użyciu tylko ust. Najmniejszy okruch musiał podnieść z podłogi językiem lub ustami! Czasami zmieniano te metodę. Więźniowi pozwalano używać rąk do jedzenia chleba, ale wtedy 250 g kawałek chleba łamano na dwa czy trzy kawałki, i każdy z nich musiał w całości wepchnąć do ust.

 

Pozostałą część południowego posiłku zasadniczo podawano w taki sam sposób jak poranny, tylko ten posiłek był bardziej męczący. Rano ‘terci’ czy herbata mogły trochę ostygnąć jeśli się ociągało, nawet jeśli za to było się bitym, ale posiłki południowe, nieco gęściejsze i zwykle składające się z łuskanego owsa, stygły dłużej. “Komitet reedukacyjny” żądał by każdy “bandyta” zjadał go tak szybko jak możliwe; jeden z jego członków stawał przed “bandytą” i biciem zmuszał go do chlipania parującego posiłku od razu. Miska znowu myta była lizaniem. Albo w innych przypadkach każda forma mycia była ściśle zakazana, gdyż “wrogowie ludu” nie potrzebowali czystości. . . Następnie więźniowie ponownie zajmowali wyznaczone im miejsca.

 

O 17:00 była krótka przerwa. Strażnik lub szef strażników chodził od celi do celi by policzyć więźniów. Znowu stawano w tych samych pozycjach jak rano. Ci którzy nie mogli stać sami byli ustawiani w ostatnich rzędach i podtrzymywani przez dwóch “reedukowanych”. Po inspekcji o 18:00 powrót na wyznaczone miejsca na skraju łóżek i zajmowanie ich do 21:00, kiedy dawano sygnał “gasić światło” – (anachroniczne określenie pochodzące z czasów kiedy więźniowie mogli wyłączyć światła na noc). Za komunistów w więzieniach rumuńskich – wszystkich – światła paliły się całą noc.

 

Kiedy na korytarzu zadzwonił dzwonek, każdy więzień musiał iść do łóżka, a rozmowy po tym czasie, zgodnie z regulaminem, były karane. Ale “gasić światło” w Pitesti stanowiło początek nowej udręki. Po 13 godzinach stałego nękania, ofiarom pozwalano spać tylko w określonej pozycji, która była, być może, okrutniejsza niż wszystko inne. Wyciągnięty na plecach, twarz do góry, wyprostowane ciało, z rękami pod kocem zakrywającym go do klatki piersiowej, student w żaden sposób nie mógł zmienić tej pozycji. W nogach, z pałką w dłoni, stał funkcyjny student; który z kolei był męczony brakiem snu, przez co bardziej wrogi wobec każdego oporu swojego podopiecznego. Komu nie przydarzy się podczas snu, niechcący, przekręcić na bok, czy podnieść kolan? Cios w kostkę zadany z pełną siłą powodował przyjęcie “poprawnej” pozycji. Obserwator miał obowiązek zadawania silnego ciosu, gdyż bał się nie tylko “komitetu demaskującego”, lecz również tego kogo obserwował. Nie myślę tu o tym, że ten któremu zadawał ciosy poprosiłby go o mocne uderzenie, ale sam obserwator obawiał się kary, gdyby pokazał litość. Bo kiedy już złamało się w człowieku opór, zaczynał mówić “o wszystkim”, i jeśli obserwator nie uderzył go wystarczająco mocno, on w trakcie “demaskowania” powiedziałby, że wtedy i wtedy był lekko potraktowany przez obserwatora, który wcześniej musiał być przyjacielem, i jego “demaskowanie” było albo niekompletne, albo powróciły w nim burżuazyjne myśli i uprzedzenia. Tym sposobem często obserwatorów cofano do rutyny “demaskowania” po raz drugi, tylko dlatego, że ktoś doniósł na nich, że ten nie uderzył go wystarczająco mocno podczas “dyscypliny spania”! Po pierwszym ciosie nie wraca chęć do spania i występuje bezsenność. To tak jakby brali udział w czuwaniu przy zmarłym – zwykle zaczynająca się natychmiast lub zaraz po sygnale “gasić światło”.

 

Ślimaczyły się godziny; ofiary usiłowały nie zapaść w sen, w obawie iż mogą się poruszyć czy wykonać bezwiedny ruch kiedy usną, gdyż cios otrzymany w takiej sytuacji ma straszny skutek psychologiczny. A kiedy przydarzy się  że jednak człowiek uśnie, ten sen nie był normalnym snem, lecz rodzajem nieprzytomności w wyniku całkowitego wycieńczenia. Ranka oczekiwano z ulgą, a powrót do sztywnej pozycji “demaskowania” przychodził jako błogosławieństwo!

 

Ile tajnych próśb kierowano do nieba, ile zdesperowanych umysłów chciało odkryć gdzieś, nawet w najbardziej fantastycznych i absurdalnych hipotezach, promyka nadziei lub perspektywy śmierci! Ale nic z tego się nie spełniło. Na razie ich świadomość wypełniały tylko fizyczne cierpienia; agonia duszy przyjdzie później. Dla cierpiących czas przestał istnieć, chyba że jako rzadko rozumiana zmienność pomiędzy światłem dnia i tego z elektrycznej żarówki. A jeszcze stawiali opór. Zdolność przetrzymania, ta wspaniała broń duszy, która podnosiła do świętości tak wielu zwykłych śmiertelników, również się tu obficie pokazywała.

 

Studenci wytrzymywali i czekali. Było to rozpaczliwe oczekiwanie, bez końca, nienaturalne, bo w sercach od dawna wiedzieli, że byli całkowicie bezradni i na łasce swoich oprawców. Byli przekonani, że również we wszystkich innych więzieniach, a być może także na zewnątrz, system rozkładu przez tortury stosowano wobec każdego. Oni wiedzieli także, że niemożliwe było stawianie oporu na zawsze, bo każdy człowiek widział byłego przyjaciela, którego bardzo dobrze znał i do którego miał ślepe zaufanie, który poddał się, i który zmienił się w nie-człowieka. Ale coś wewnątrz jeszcze zachęcało ofiary do oporu, do oporu w ukrytej głębi ich umysłu.

 

Kiedy zmniejszała się cierpliwość :komitetu reedukacyjnego”, lub kiedy niewidzialni eksperci kierujący wszystkim z cieni uznali, że nadszedł czas, wypowiadano straszne pytanie, którego spodziewał się każdy, od którego nie było żadnych wyjątków: “bandyto, zdecydowałeś się już na demaskowanie?”

 

Ci których już złamano słyszeli je z rodzajem bolesnej ulgi i zaczynali mówić. Następnie poddawani byli całej procedurze w celu całkowitego rozpadu swojej duszy. Ale większość studentów, mimo że wydawali się złamani, byli uparci i odpowiadali sucho: “nie mam nic do zdemaskowania. Wszystko co wiedziałem wyznałem Securitate”.

 

Taką odpowiedź “reedukatorzy” uważali za sprzeciw. I wtedy zaczynało się “prawdziwe bicie”. Było wielu studentów którzy prowokowali bicie nie tylko umyślnie, ale chętnie – z rozpaczy. Bicie dawało im jedyną nadzieję śmierci. Każdy kto wolał śmierć od zgody na degradację rozpaczliwie spodziewał się, że podczas bicia może dostać śmiertelny cios kończący jego ciągłe męki, i uwolni go od nie do zniesienia ciężkiego życia.  Ale kierujący eksperymentem wiedzieli to wszystko, i wiedzieli też oprawcy w celach, bo wielu z nich, kiedy byli w takiej samej sytuacji, tęsknili i oczekiwali śmiertelnego ciosu.

 

Mieli rozkazy kategorycznie zakazujące takiej litości. Nie wolno było zadawać ciosów w skronie, okolice serca, podstawy głowy, czy w każde inne miejsce, w które cios może okazać się śmiertelny. Śmierci fizycznej studentów trzeba było zapobiegać, a tylko zabić duszę. Ostatecznym celem, oczywiście, nieludzkich kierowników, było wykorzenienie duszy i zastąpienie jej odruchami warunkowymi. Tylko w ten sposób mogli stworzyć nowego człowieka w społeczeństwie jutra, o jakim marzyli. W żargonie teorii marksistowskiej materializmu dialektycznego. takie stworzenie nazywa się “dysalienacją” [1]. Osiąga się ja przez ukrzyżowanie duszy kończące się śmiercią moralną, a nie fizyczną.

 

Kiedy długo oczekiwana śmierć nie przyszła, ludzie tęsknili za ciosem po którym stracą przytomność, jedyny sposób ucieczki nawet na kilka chwil z piekła wymyślonego przez tych, którzy obiecują ludzkości raj na ziemi.

 

[1] Marks powiedział, że ludzie ze względu na religię stawali się wyalienowani, inaczej mówiąc, tracili pierwotny i właściwy kierunek. Dlatego “dysalienacja” jest procesem doprowadzającym człowieka z powrotem do formy “rozumowania” nieskażonego przesądami religijnymi i ciężarem kilku tysięcy lat “niewolnictwa”.

 

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE