Antyludzie R.5&6.

rozdział  5 i 6

ROZDZIAŁ  V

SALA  SZPITALNA  4

 

Na północnym krańcu budynku więziennego, na parterze, znajduje się sala z numerem 4. Początkowo miała być dla chorych; to dlatego zachowała swoją nazwę i znana była więźniom jako “sala szpitalna 4”. Salę tę, dosyć dużą, wybrano do rozpoczęcia eksperymentu, bo była z dala od cel w których przetrzymywano studentów.

Poniżej opis tego co miało w niej miejsce, przekazany mi przez studenta, który znalazł się pośród pierwszych  ofiar:

“Pewnego wieczora zabrano nas z celi na parterze, gdzie byliśmy przez jakiś czas, i poszliśmy do sali szpitalnej 4. Było nas około dziesięciu, wszyscy z ‘korekcji’ [1]. W sali była już inna grupa studentów – około dwudziestu – wśród nich Turcanu i Titus Leonida. Nie podejrzewaliśmy nic zdrożnego, gdyż transfer więźniów z jednej sali do drugiej był dosyć częsty i stał się niemal rutyną. Po 18-ej, godzinie, kiedy zwykle cele zabezpieczano na noc, Turcanu wstał i stając groźnie przed nami, zaczął mówić. ‘My, grupa zatrzymanych studentów’, powiedział, ‘postanowiliśmy zrehabilitować się w oczach reżimu  robotników, gdyż rozumiemy, że to co robiliśmy było przeciwko interesom ludzi pracujących i partii. Uważamy, że jesteście przeszkodą w naszej żądanej rehabilitacji z powodu waszej postawy “antyrobotniczej”. I dlatego prosimy was byście wyrzekli się wcześniejszych przekonań i dołączyli do naszej grupy. Jeśli nie zrobicie tego w normalny sposób, zastosujemy wobec was wszelkie dostępne nam metody. Jesteśmy zdecydowani doprowadzić tę akcję do końca i zmiażdżymy wszelki opor’.

“Ponieważ nie wiedziałem o tym co wydarzyło się w Suceava, początkowo uważałem, że to był żart w złym smaku. Nigdy nie słyszałem takiej bezczelności, nawet od największych fanatyków administracji więziennej. Nigdy nie byłem jednym z ‘silnych’, i do dziś nie mogę zrozumieć dlaczego wybrano mnie spośród pierwszych, nad którymi miano pracować. Wyobrażasz sobie moją odpowiedź daną razem z tymi których szef naszej sekcji przyprowadził ze mną do sali 4. Rozsądny człowiek, uważaliśmy, nie mógł mówić takich głupot. Dlatego jego wypowiedź potraktowaliśmy jako żart, i zaczęliśmy z niej pokpiwać.

“Turcanu spodziewał się takiej reakcji, bo dobrze znał mentalność i przekonania studentów. I dlatego był przygotowany. Wszyscy na sali, którzy byli z nim kiedy weszliśmy, nadal milczeli, czekali. Każdy z nich pod ręką miał ukrytą pod kocem na piętrowych łóżkach obok pałkę, pas lub deskę, dostarczoną oczywiście przez administrację, bo niemożliwe byłoby by nabyli je w inny sposób.

“Nasza odpowiedź dała Turcanu okazję do startu. Wściekle podniósł czapkę, i na ten sygnał wyciągnięto spod koców pałki. Każdy z nich był uzbrojony i bez żadnego ostrzeżenia, walił nią w najbliższego z nas. Faktycznie wcześniej tak się wszyscy usadowili, że każdy z nich miał pod ręką ofiarę. Zaskoczeni, byliśmy zdezorientowani. Ale natychmiast powrócił rozsądek i zaczęliśmy się bronić – każdy jak umiał. Zrozpaczeni zaczęliśmy atakować. Byliśmy w korzystniejszej sytuacji, gdyż broniliśmy własnej skóry, podczas gdy oni bili na rozkaz. Jak później przyznali, naprawdę nie spodziewali się, że sprawa zajdzie tak daleko. Zaczęliśmy ich rozbrajać. Słychać było jedynie uderzenia pałkami i jęki uderzonych. W konfuzji nie można było rozróżnić poszczególnych grup. Wszyscy wymieniali ciosy by się bronić, i walka zamieniła się w bitwę o życie, w której każdy walczył zaciekle by pokonać przeciwnika. Po jakimś czasie sytuacja nieco się wyjaśniła. Chociaż było dwudziestu przeciwko dziesięciu, wszyscy, którzy nas zaatakowali leżeli na podłodze, łącznie z Turcanu. To na pewno nie tego spodziewali się pomysłodawcy eksperymentu, a zatem potrzebna była interwencja żeby udowodnić, że sprzeciw był daremny.

“Przez cały czas strażnik lejtnant Dumitrescu obserwował walkę przez judasza w drzwiach. Kiedy zobaczył, że Turcanu i jego sługusy przegrali, szybko otworzył drzwi i otoczony przez około 20 strażników, czołowych podwładnych i oficerów Securitate, wszedł do sali. Zapanowała cisza. Co jakiś czas słychać było przytłumione jęki. Dyrektor nakazał każdemu zostać gdzie był. Potem odbyła się rozmowa dyrektora z Turcanu.

“Co tu się dzieje, bandyci?” (określenie ‘bandyta’ było epitetem, jakim zwracali się administratorzy więzienia do więźniów) Turcanu zrobił krok do przodu i odpowiedział:

“Sir, my, grupa studentów, zdając sobie sprawę z tego, że grzeszyliśmy przeciwko klasie pracującej, sprzeciwiając się dobrobytowi jej i narodu, postanowiliśmy zrehabilitować się w oczach partii. Dlatego uważaliśmy za konieczne uszanować życzenia administracji więzienia, by zrobić wszystko co możliwe, i zreedukować się w duchu marksizmu, żeby skrócić okres naszego aresztu, i dobrze służyć klasie pracującej po zwolnieniu. Ale kiedy zaczęliśmy dyskusję o naszych zamiarach, obecni tu bandyci napadli na nas z ukrytymi pałkami i próbowali nas zabić. Broniliśmy się najlepiej jak mogliśmy. Dlatego prosimy administrację o ochronę przed tymi kryminalistami i zapewnienie nam bezpieczeństwa’.

“Po tym nastąpiły pytania i odpowiedzi, w których strażnik, udając zaskoczenie, poprosił Turcanu o dalsze wyjaśnienia. Następnie zwrócił się szybko do nas i powiedział: ‘To taka sytuacja, bandyci’?

“To wszystko! Na jego sygnał wszyscy strażnicy nas zaatakowali, a grupa Turcanu szybko prześlizgując się za strażnikiem, opuściła naszą grupę w pełni się demaskując.

“Kto mógłby podnieść rękę na umundurowanego funkcjonariusza? Już byliśmy poobijani i zmęczeni, i wiedzieliśmy, że taki sprzeciw oznaczałby natychmiastowe zastrzelenie.

Miała miejsce straszna scena, trwająca niewiarygodnie kilka godzin, kiedy słychać było tylko uderzenia pałek, jęki cierpiących, i wulgaryzmy naczelnika i jego podopiecznych.

Co jakiś czas grupa Turcanu pomagała strażnikom, kiedy któremuś nieszczęśliwcowi udało się uwolnić od grupy bitych, i próbował – bez skutku – znaleźć schronienie. Strażnicy zadawali ciosy z największą  wściekłością, uwalniając swoją złość na nas za to, że przeciwstawiliśmy się im wcześniej.

“Osłabieni celowo nieadekwatną dietą, przytłoczeni liczbą i siłą strażników, jak również przez władzę, którą reprezentowali, stopniowo zaprzestaliśmy daremnych, choć instynktownych wysiłków by uniknąć ciosów. Strażnicy teraz bili nas jakby walili w puste worki. Podłoga była pełna moczu i krwi.

Powalone i wyczerpane biciem nasze ciała leżały na podłodze jak zwłoki na polu bitwy. W końcu strażnicy opuścili salę. Myśleliśmy, że wszystko się skończyło. A to był dopiero początek! Sytuację przejęła grupa Turcanu. Poddano nas wyjątkowo dokładnemu przeszukiwaniu. Wszystko, co mogło przydać się do obrony, nawet wyobraźnia, zostało nam odebrane. Zostawiono nam tylko ubrania. Kazano nam wczołgać się pod wielkie wspólne łóżko. Tych, którzy nie mogli się poruszać ciągnęli ‘reedukatorzy’, pod panowaniem, których teraz się znaleźliśmy. Wielu z tych, którzy byli z Turcanu ubolewali nad tym, co się działo. Ale spektakl, który się odbył i alternatywa widzenia się na naszym miejscu zmuszały ich do kontynuowania tego haniebnego czynu. Nie mogli uwierzyć, żeby mogło do tego dojść. Ale skoro zaangażowali się w brudną grę, nie mogli z niej się wycofać, gdyż między nimi i nami istniała teraz prawdziwa przepaść. Ale to było tylko do czasu. Kilka miesięcy później sam robiłem innym to, co mi zrobiono.

“Plan opracowano w najmniejszych szczegółach. Wprowadzano go na coraz większą skalę kiedy szkolono nowych uczestników. To co wydarzyło się w ‘sali szpitalnej 4’ powtórzono setki razy w innych celach, z niewielkimi zmianami.

“Zaraz po tym biciu poddano nas ‘demaskowaniu’.

To, co partia komunistyczna robiła w rumuńskich więzieniach zalicza się do psychologii patologicznej. Według mentalności komunistycznej, była to praca jak każda inna, która bez względu na wszystko musiała być wykonana. Ludzka natura, względy moralne czy społeczne, nie mogły opóźniać postępu ważnego eksperymentu.

W całej tej tragedii, Turcanu był tylko aktorem, grającym pod dyrekcją tych. którzy opracowali eksperyment i oglądali go zza świateł rampy z zainteresowaniem i przyjemnością. A jego oryginalni kolaboranci, którzy spodziewali się skorzystać z wcześniejszego zwolnienia z więzienia, byli tylko narzędziami w jego rękach.

Co powstrzymuje osoby o skłonnościach przestępczych w normalnym społeczeństwie, to niewątpliwie strach przed karą ze strony legalnej sprawiedliwości, która zachowuje równowagę społeczną. Takie były warunki w Pitesti, że Turcanu miał pewność, iż nigdy nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności, bez względu na to ile aktów bestialstwa popełni, gdyż władze które miały bronić więźniów przed przemocą ze strony innych współwięźniów, nakazywały i wprowadzały inny plan, który kosztował życie tak wielu studentów i rujnował wszystkich innych.

Początkowo Turcanu sam prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy jak daleko miał się posunąć. Nie mógł sam wymyślić tej operacji. Jej diaboliczna subtelność i pomysłowość przechodziły jego możliwości. Mógł jedynie robić to co mu kazano. Ci którzy wymyślili i kierowali operacją chcieli czegoś więcej niż torturowanie ofiar. Byli zdecydowani na przedostanie się do najintymniejszych zakamarków ludzkiej duszy, sondowanie i dźganie jej, by znaleźć nawet najmniejsze szczelinki, odkrywając wszystko w co można uderzyć, złamać, zniszczyć w człowieku, by pozostawić mu tylko bierne i pozbawione woli ciało.

Zwierzęta / bestie zabijają z konieczności biologicznej – by się pożywić.  Ale człowiek-bestia, kiedy wykorzystuje powód żeby realizować swoją nienawiść, nie zna żadnych granic. Tylko ludzie zdolni do wielkiej przytomności umysłu i szalonej nienawiści mogli zorganizować Pitesti.

To wydaje się paradoksalne, ale w świecie komunistycznym paradoks staje się normą. Jeśli Turcanu jest odpowiedzialny za tortury fizyczne (za które, prawdę powiedziawszy, później zapłacił), to inni muszą odpowiedzieć za cały proces zniszczenia. Lista nazwisk jest długa. I zaczyna się od tych, którzy niszczą w człowieku wartości, którzy zniszczyli jego równowagę nie dając mu niczego w zamian. Próżnia urodziła dezorientację. I ta dezorientacja uwolniła szaleństwo.

[1] Z kategorii II opisanej we powyższym rozdziale.

 

ROZDZIAŁ  VI

ZŁAMANIE

Inicjatorzy eksperymentu już bardzo dobrze znali nie tylko rumuńską duszę, ale także to jak poszczególnych studentów wybranych do tego eksperymentu kształcono w szkole, w domu, a zwłaszcza w organizacji, do której należeli przed aresztem.

Ich całkowite złamanie może się dokonać jedynie poprzez systematyczne niszczenie wszystkiego co stanowiło mocne zakotwiczenie ich życia i sposobu myślenia; inaczej mówiąc, odcięcie lin cumowniczych. A ponieważ chrześcijaństwo, diametralnie przeciwne materializmowi, zawsze oferowało najskuteczniejszy system życia, i ponieważ większość aresztowanych studentów została skazana za działalność inspirowaną przez Legion św. Michała Archanioła, “reedukatorzy” mieli atakować dokładnie te wartości, na których opierała się etyka chrześcijańska. Poprzez zniszczenie ich, mogli zniszczyć przyczynę aresztowania tych młodych ludzi, wybrali więzienie ale nie wyrzekli się swoich zasad.

W wyniku prowadzonych przez MSW i różne regionalne oddziały Securitate śledztw, udało im się dowiedzieć od studentów kilku tajemnic, nie z powodu ich moralnej słabości, lecz brutalnych metod przesłuchań. Były one takie, że niemal niemożliwe było by student zaprzeczał przestępstwu, nawet gdyby żadnego nie popełnił; przyznawał się do zbrodni by uniknąć dalszych tortur. Mimo że Securitate udało się wyrywać tajemnice z torturowanych umysłów, nie mogła wpływać na strukturę duszy. Wręcz przeciwnie, przeszedłszy przez te przesłuchania, studenci  nabierali coraz większego przekonania co do słuszności sprawy za którą cierpieli, i absurdalności nowo nałożonego systemu.  A zatem, tak długo jak dusza pozostawała niezmieniona, nie było żadnej klęski. Dlatego głównym celem była dusza, jej całkowite zniszczenie.

Rumuński naród i ich wiara nie pokazały się w historii w jakiejś określonej dacie, ale rumuńska dusza jest organicznie związana z chrześcijaństwem, może dlatego, że urodziły się razem, o czym mówią rumuńskie kroniki historyczne na przestrzeni kilku wieków i wszystkie krzyże zwane ‘troitests’ postawione na niemal każdym skrzyżowaniu we wioskach. Ponieważ Rumun tradycyjnie pokładał swoje nadzieje w Bogu, kiedy skonfrontowany z procesami, synowie chłopów, teraz studenci, zwracali się o pomoc do Boga w najtrudniejszych czasach ich życia. Modlitwa odmawiana drżącymi ustami z najgłębszych zakamarków duszy często była bardziej zadowalająca niż chleb. Chociaż często mówi się, iż wiara jest odwrotnie proporcjonalna do poziomu wykształcenia, dokładnie odwrotnie było w rumuńskich więzieniach.

Najbardziej wierzący, którzy odczuwali największą potrzebę modlitwy, byli z pewnością najbardziej wykształceni, niezależnie od ich poglądów politycznych, łącznie z najbardziej materialistycznymi socjalistami, którzy w więzieniu odkrywali bliskość Boga, gdzie tylko prawdziwa wiara mogła wypełnić pustkę w ich życiu.

Komuniści wiedzieli o tym i postanowili od razu uderzyć z całą wściekłością, próbując wywołać rozpacz i przygnębienie aż do zniszczenia tej wiary. W ten sposób mogli unieszkodliwić dwa filary rumuńskiego patriotyzmu: chrześcijańskie nakazy moralne i tradycję.

Wszystko z przeszłości co mogło oferować jakiś rodzaj schronienia miało być zdeptane i oczernione. To odnosiło się do bohaterów historii i folkloru chrześcijańskiej inspiracji. Następnie, szczególną uwagę zwróci się na zniszczenie miłości do rodziny, by całkowicie odizolować ofiarę w jego własnej nędzy, pozbawioną religii, miłości ojczyzny i rodziny. To przerwie łańcuch, który łączy ze sobą wspólnotę narodowego myślenia i nadaje sens walce narodowej. Kiedy człowiek zostanie odcięty od swojej historii, wiary i rodziny, ostatecznym krokiem w “reedukacji” go będzie zniszczenie jego istnienia jako osobowości – jednostki. To, dla ofiary, miało okazać się najbardziej bolesnym krokiem ze wszystkiego i nazywało się jej “zdemaskowaniem”.

A zatem takie były główne cele eksperymentu zainicjowanego w więzieniu Pitesti, który, jak oczekiwali “reedukatorzy”, miała wyprodukować “nowego człowieka”, odindywidualizowanego robota, którym mogli manipulować.

Przygotowania konieczne do rozpoczęcia ostatniego okrutnego kroku, “zdemaskowania”, była prawdopodobnie wzorowana na metodach wyjaśnionych w książce rosyjskiego prawnika, który, aresztowany i torturowany po przyznaniu się do wszystkiego, napisał ją z korzyścią dla przesłuchujących. Mówi się, iż to miało miejsce podczas pierwszych przesłuchań prowadzonych przez komunistyczna policję po zdobyciu Rosji. W książce autor wykorzystał siebie jako przykład, przeszukał własną duszę, i udało mu się oddać do dyspozycji oprawców traktat psychologiczny olbrzymiego znaczenia. Analizując samego siebie, odkrył słabe punkty w człowieku, najbardziej wrażliwe, którymi można dokonać całkowitego załamania. Tymi słabościami, albo “pęknięciami”, jak nazywa je w książce, są głód, terror psychologiczny, niekończąca się niepewność i całkowite odizolowanie. Miesiące niedożywienia, jakich nasi studenci już doświadczyli, dosyć dobrze kładły podstawę pod to co miało nastąpić.

To są warunki wstępne do wdrożenia techniki “demaskowania”. Praktycznie rzecz biorąc, składało się to z dwu różnych etapów, demaskowania zewnętrznego i wewnętrznego. Pierwszy etap to intensyfikacja zwykłych metod śledczych komunistycznej Securitate, z udziałem nie tylko pewnych tortur, ale także wielu groteskowych i irracjonalnych. Ale to drugiemu etapowi, “demaskowaniu wewnętrznemu”, który miał wywołać całkowite załamanie, eksperci poświęcali najwięcej uwagi.

Pierwszy etap prowadził do zakończenia wcześniejszego śledztwa tajnej policji systemem tortur, przez który chcieli wcisnąć człowieka w taką pozycję, żeby przyznał się do wszystkiego, ale absolutnie wszystkiego co zrobił lub zamierzał zrobić przed aresztowaniem. Musiał podać nazwiska i donieść na wszystkich z kim się kontaktował, każdego który pomógł mu pieniędzmi i jedzeniem, radą lub zachętą moralną; każdego który dał mu schronienie; każdego kto wiedział o jego działalności, nawet jeśli jeszcze nie brali w niej udziału; wszystkich którzy nie okazywali sympatii do reżimu komunistycznego; każdego którego podejrzewał o infiltrację partii lub zapisał się do niej dla korzyści; każdego kto wydawał się później angażować w działalność antypartyjną; każdego kto oczerniał partię itd.

Później musiał powiedzieć czy miał jakieś materiały ideologiczne – książki, dokumenty, gazety, okólniki itp. – których nie zgłosił podczas wcześniejszych przesłuchań; gdzie je ukrył; kto jeszcze wiedział o ich istnieniu; czy miał broń; jeśli tak, to gdzie ją ukrył. Szczególnie interesowali się bronią, zwłaszcza magazynowaną przez chłopów podczas wycofywania się Niemców w roku 1944; i o każdym członku “armii ludowej”, który mógł później, za łapówkę, przekazać ją w ręce ‘wrogów ludu”, czy wszystkich innych rzeczy, które można wykorzystać przeciwko partii.

Najpierw od ofiar żądano słownej deklaracji, ryto ją na tabliczkach z mydła, sprawdzał ją członek “komitetu reedukacyjnego” (lub sam Turcanu, jeśli sprawa wydawała się ciekawa), i w końcu spisywano na papierze, podpisywał ją przesłuchiwany, i wysyłano do specjalnych oficerów MSW, którzy nadawali jej bieg, i po sprawdzeniu informacji, tak szybko jak możliwe aresztowano osoby “na które doniesiono” w deklaracji. Również jako część “demaskowania”, student, jeśli przeniesiono go z innego więzienia, musiał szczegółowo opisać swoją działalność po przybyciu do Pitesti.

W pierwszych miesiącach uwięzienia, zanim swoją pracę rozpoczął Turcanu, studenci mieli odrobinę swobody, byli mniej lub bardziej powierzchownie nadzorowani przez strażników, i wolny czas organizowali według własnych upodobań. Nie mając książek czy materiałów piśmiennych, nawet ołówka i papieru (niebezpieczne było ich posiadanie), studenci od nowa odkrywali rzymski rylec [Roman stylus], używając kostki mydła zamiast wosku. To na tych małych tabliczkach pisano. Ponieważ nie było książek, prowadzono kursy języków obcych, a także zaawansowanej matematyki, chemii i innych przedmiotów jakie pamiętano z lat szkolnych. Dosyć przydatne były dyskusje, zwłaszcza między tymi którzy studiowali filozofię, literaturę, prawo i teologię, o wielu aspektach duchowego życia Rumunii, jak również problemach socjologicznych i filozoficznych. Wszystko to komuniści tolerowali, uważali za sprawę przystosowania się do życia w więzieniu; ale jeśli odkryli te sesje edukacyjne, wszelki rodzaj działalności politycznej, kara była surowsza niż za podobną działalność na zewnątrz.

Wśród studentów o różnych poglądach nie brakowało dyskusji o czysto politycznym charakterze. Dzięki tym rozmowom lepiej poznawali się i mogli wyjaśnić przeszłe nieporozumienia. Te dyskusje często prowadziły do prawdziwego zbliżenia, rozpraszały błędne wrażenia powstałe podczas wcześniejszych konfrontacji, kiedy niezbyt dobrze kontrolowano pasje; i w ten sposób powstawał wzajemny szacunek, o jakim nie można było myśleć wcześniej. Był to taki rodzaj informacji o studentach, które szczególnie chcieli poznać “demaskujący”.

Przesłuchiwany człowiek musiał opowiedzieć o wszystkich dyskusjach przeprowadzonych z kolegami, o wszystkich spotkaniach edukacyjnych zajmujących się obywatelstwem i wydarzeniami politycznymi, i donieść na każdego kto wykazywał wrogą postawę wobec administracji, lub robił sarkastyczne uwagi w związku z interpretacją marksizmu, albo żartował ze Stalina-“nauczyciela”. Potrzebne były odpowiedzi na takie pytania, jak który spośród studentów był “fanatykiem”; albo był lepiej poinformowany; albo mógł polaryzować młodszych; kto udzielał pomocy medycznej skazanym na ciężką pracę – wszystko to w celu precyzyjnego określenia klasyfikacji poszczególnych osób do ewentualnego wykorzystania w “demaskowaniu” tych, którzy dotąd jeszcze nie przeszli przez ogień.

Kiedy student powiedział już wszystko, czy tak dużo jak musiał, by przekonać komitet reedukacyjny, że nic nie ukrywał, tylko wtedy zaczynała się prawdziwa tragedia, “demaskowanie wewnętrzne”, próba zniszczenia duszy. Podczas pierwszego demaskowania przekazał wystarczające informacje i nazwiska dla Securitate, by zniszczyć kolegów jeszcze na wolności; teraz zostaje zmuszony do złożenia w ofierze własnej osobowości. Reedukacja miała zniszczyć siłę moralną i psychiczną jego wnętrza i przekształcić go w plastyczny materiał, żeby ukształtować go od nowa.

W tym celu studenci byli zobowiązani do podeptania wszystkiego co było dla nich najświętsze – Boga, rodzinę, przyjaciół, żonę, kolegów, wspomnienia, ideologię – wszystkiego co łączyło ich z przeszłością, wszystkiego co mogło zapewnić im wewnętrzne wsparcie podczas pobytu w więzieniu.

Kiedy student przeszedł także ten sprawdzian ku satysfakcji reedukatorów, stawał się “uczciwym i czystym” naczyniem, zasługującym na wlanie weń nowej doktryny marksistowskiego humanizmu, ucieleśnionego wtedy w osobie  “genialnego lidera narodów” – pana J W Stalina.

W imię tej doktryny przebudowy i uzasadnienia demaskowania na swój sposób, Turcanu zwykł mówić:

“Ty bandyto, wybiję z ciebie legionistycznego kryminalistę (albo członka Partii Narodowej, według potrzeby); nie mam nic przeciwko tobie osobiście. Ale przez moje działanie chcę pomóc ci wyrzucić z siebie kryminalne pojęcie które tutaj cię przyprowadziło, i przygotuję cię do włączenia się w nową sprawę ludzi pracujących”.

Prawdę powiedziawszy, taki jest rodzaj traktowania, który, na różnych szczeblach i w różnych warunkach, jest stosowany we wszystkich społeczeństwach pod kuratelą komunistyczną. Poprzez przebiegłą manipulację propagandową, komuniści próbują zmusić człowieka by uważał, że ogólny pauperyzm nie jest realny, że stan państwa nie może być lepszy, i że tylko taka jest droga do szczęścia. . .

Dla tych, którzy żyli w komunizmie, taki paradoks nie jest czymś niezwykłym, i ich nie dziwi znaczna dysproporcja między tym co się twierdzi, a tym co faktycznie się robi. Na przykład wprowadza się wszelkie rodzaje praw żeby zadowolić każdą ludzką potrzebę, ale praktykuje się dokładnie wszystko odwrotnie. Ale o tym nie wolno mówić głośno. . .

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE