Antyludzie R.1&2.

 

ROZDZIAŁ  I

PROLOG

 

“Są zbrodnie namiętności i zbrodnie logiki. Granica między nimi nie jest jasno określona. Ale kodeks karny rozróżnia je pojęciem premedytacji. Żyjemy w erze premedytacji i zbrodni doskonałej. Nasi zbrodniarze nie są już bezbronnymi dziećmi, które mogą powoływać się na miłość jako wymówkę; wręcz przeciwnie, są już osobami dorosłymi i mają doskonałe alibi: ‘filozofię’, której mogą używać do wszystkiego, nawet przekształcania morderców w sędziów”.

Te słowa napisał Albert Camus w przedmowie powieści “The Rebel” [Buntownik]. On, z całym swoim mistrzowskim niezadowoleniem, nie wiedział, że w kraju niezbyt odległym od własnej Francji, utworzonym i wychowującym w duchu myśli francuskiej, w rzeczywistości, Rumunii, paroksyzm całej serii zbrodni został zrealizowany w tajemnicy, po 23 sierpnia 1944 roku – zbrodni o charakterze tak innym i tak nienaturalnym, że ani Camus, ani żaden inny człowiek Zachodu nie mógłby uwierzyć w ich możliwość, czy nawet sobie je wyobrazić.gazeta warszawska  antyludzie

Operacja przestawienia i odwrócenia ludzkiej natury jest czymś, co przeczy wyobraźni każdego normalnego człowieka. Poza ofiarami i ich oprawcami, jedynie kilka, bardzo niewiele osób, które miały możliwość doinformowania się, może uwierzyć w te zbrodnie, a ponadto zrozumieć głębsze znaczenie leżące pod faktami fizycznymi.

Prawdą jest, że ostatnie cztery dekady stanowią erę zbrodni, zbrodni kalkulowanych zimno i logicznie, a nawet uzasadnianych jako racjonalne. Taka zbrodnia teraz dominuje na całym świecie. Wkracza w życie  codzienne. Stała się czymś normalnym, często powszechnym. Stała się akceptowana jako normalna, bo ludzie już nie przyjmują jej do wiadomości, czy nie rozumieją realnego zagrożenia jakie stwarza dla samego istnienia ludzkości.

Nikt nie miałby cierpliwości by sporządzić listę wszystkich zbrodni dokonanych w tych czterech dekadach, ani nie zrobiłby tego w ciągu życia. Musiałby włączyć wojnę domową w pocarskiej Rosji z jej wymuszoną kolektywizacją, zbrodnie, które stały się znane i są uznane za takie przez światowych liderów. Musiałby włączyć grecką wojnę domową. w której komuniści pustoszyli całe regiony; również powstałe po wojnie tzw. “trybunały ludowe”; bombardowanie bezbronnych miast i szpitali; współczesne obozy niewolnicze i śmierci we wszystkich krajach pod rządami komunistów; Budapeszt  w 1956 roku.

Ale to wszystko to tylko kilka wybranych rozdziałów z długiej historii uwolnionego zła. Pokazują, że człowiek albo doszedł do punktu kiedy odczuwa konieczność zabijania tak samo silną, jak ochotę do życia, czy że przez logiczną perwersję żądzy osiągnięcia ideału, może łatwo i z ledwie ukłuciem sumienia zostać zmuszony do zabijania osób, które wcześniej chciał uszczęśliwiać – zniszczyć je z przekonaniem, że właśnie to musi zrobić, że nie ma innego wyjścia.

Wszystkie takie zbrodnie mają jedną wspólną cechę: dokonywane są w imię ludzkości, walki klasowej, wyzwalania ludzi, prawa najsilniejszego, wszystkie według uznania jednostki. Wszystkie mają ten sam cel: biologiczne zniszczenie wroga, zasada stosowana z fanatyzmem przez Stalina. Martwi nie mogą się ani bronić, ani oskarżać.

Takie zbrodnie od dawna były znane i bez końca opisywane. Stały się pospolite i banalne. Ale istnieje głębszy horror – taki o którym jeszcze świat nie wie. To co miało miejsce w więzieniach w Rumunii, kiedy kraj został zniewolony przez Sowietów poszerzyło domenę przestępczości poza wszystko co uważano za możliwe. Zbrodnia przekroczyła granice biologiczne i umieszczone na innych współrzędnych i w wymiarze nieznanym przodkom. Dokonywana z zimną krwią i cynicznie, ze wcześniej niespotykanym sadyzmem, zbrodnia ma na celu zniszczenie nie ciała, lecz duszy.

Biologiczne zniszczenie przeciwnika już nie satysfakcjonuje, ani nie zadowala, lub, być może już się nie opłaca.

Burzenie umysłu i duszy ofiary jest bardziej atrakcyjne i bardziej przydatne: niszczenie ludzkich cech;
redukcja człowieka do poziomu całkowitego zezwierzęcenia; ostateczna dehumanizacja, która przemienia to co było ludzkie w potulną, elastyczną protoplazmę, instynktownie reagującą na wszystkie kaprysy tresera – w zombie.

To co tutaj przedstawię, według mnie, jest wyjątkowym przeżyciem. Ale to nie powstało z fantazji, z mózgu, który przekroczył próg racjonalności. Aby mogło to być możliwe, konieczna była odrębna ewolucja na płaszczyźnie myśli, na płaszczyźnie filozoficznej, przez długi okres wstrząsów, załamania i zastępowania wszystkich wartości, w które do tej pory człowiek wierzył. Było konieczne, żeby “spekulacje czystego rozumu i fizycznego determinizmu zbiegły się z naukami humanistycznymi, z których człowiek jest praktycznie wyeliminowany”. (G. Thibau, “Babel ou le vertige technique” [Babel lub techniczne zawroty głowy])

To co do tej pory uważano za niepodważalną prawdę  – że człowiek jest stworzeniem boskim –  zastąpiono przez dezyderat przyjmowany za prawdę, że człowiek jest twórczą boskością. Stare wartości i koncepcja człowieka zostały odrzucone. W świetle nowych realiów i stosunków, eksperymentatorzy skrystalizowali całe materialistyczne żniwo ostatnich stuleci w jad godny koncepcji, która go zrodziła.  Konieczne było zdetronizowanie Boga, i że zamiast Niego wywyższy się człowieka; ale nie prawdziwego człowieka, a hipotetycznego, który istnieje tylko w wyobraźni jego twórców. Ubóstwienie materii spowodowało pomylenie człowieka z materią, z człowiekiem uległym wobec materii. Ten ostatni wniosek pozwolił na przeprowadzenie eksperymentu bez żadnych zahamowań.

Kiedy nie dostrzega się różnicy między kształtowaniem kawałka żelaza i poddawaniem człowieka psychologicznym eksperymentom, te same metody działania można zastosować na żelazie i na człowieku, i otrzyma się taki sam pożądany rezultat.  Według takiego rozumowania, pozbawionego wszelkich ludzkich uczuć, można było mieć do człowieka taki sam stosunek jaki ma rzeźbiarz do kawałka marmuru. On dalej rzeźbi, żeby z amorficznej skały stworzyć model istniejący w jego wyobraźni. Nie ma znaczenia, jeśli się nie powiedzie  – jest dużo marmuru; a jeśli takie traktowanie zastosowane wobec człowieka okaże się również nieudane, to znowu to nie ma znaczenia – ludzi jest więcej niż potrzeba.

Jedna rzecz może się wydawać paradoksalna – że ludzie odważyli się traktować innych z własnego gatunku, jakby byli niepodobni do nich. Ci o których opowiem sami uważali się za innych od swoich bliźnich i czuli, że uzasadnione jest poddawanie ich bezprecedensowemu traktowaniu. Przyjęli dla siebie rolę twórcy, ale odmówili jej innym, jakby ci ostatni ulepieni byli z innej i gorszej materii. Było to możliwe, ponieważ normalne poczucie wartości stało się tak zniekształcone, że nawet eksperymentatorzy sami nie byli pewni, ale że czyn zgodny z “zasadą” dziś nie będzie jutrem, uznany za przestępstwo i odpowiednio ukarany. Ale do tego czasu, dla nich zbrodnia była legalna. Co gorsze, nawet ogłosili ją działaniem zbawczym. Oni dawali oprawcy świadectwo edukatora, a ofiarę, zgodnie z ta samą logiką, oskarżali o to, że jest ohydnym zbrodniarzem.

Jakie metody stosowano i jakie były rezultaty tego eksperymentu, którym zamierzano stworzyć nowy typ człowieka, którego wstydziliby się nawet najbardziej prymitywne dzikusy?

To powiedzą nam tylko proste fakty. One poza wszelkimi innymi względami, stanowią niezbity dowód czasów, w których pogarda dla ludzkiej kondycji osiągnęła najniższy poziom, znacznie przekraczający wszystko co dotąd miało miejsce w obozach koncentracyjnych.

Taka jest cecha XX wieku, a wkład Rosji sowieckiej w historię ludzkości, w historię zniewolonych przez nią narodów, przyczynił się do tego, że ze względu na komunistyczne metody, ten wiek nazywa się “wiekiem zbrodni”.

 

ROZDZIAŁ  II

PIERWSZE OZNAKI

W 1951 roku zauważyłem pierwsze oznaki tego, że działo się coś bardzo niepokojącego. Było to dokładnie w czasie, kiedy eksperyment doszedł do paroksyzmu – w wielkiej tajemnicy. Było to całkowicie nieznane tym, którzy pozostawali poza ścisłym kręgiem zaangażowanych.

Zostałem skazany i odbywałem wyrok w więzieniu Aiud, kiedy pewnego ranka dwaj oficerowie wyciągnęli mnie z celi i zawieźli do Securitate [1] w Kluż, bez podania mi nawet powodu. Mój niepokój był normalny dla systemu penitencjarnego, w którym człowiek nie mógł mieć pewności czy jego los był już przesądzony, czy nie. Szczególnie niepokoiło mnie to, że nie angażowałem się w żadną działalność antykomunistyczną w Kluż: nigdy tam nie byłem.

Pierwszą noc w Kluż spędziłem próbując dostosować się do celi 2 m długiej i 60 cm szerokiej. Drugiej nocy zabrano mnie do innego pomieszczenia, gdzie znalazłem się z trzema innymi więźniami, przywiezionymi z więzienia w Gherla. Znałem ich. Dwaj byli studentami z Bukaresztu, trzeci robotnikiem. Chociaż mieliśmy odrębne procesy, dwaj studenci zaangażowali się w działalność związaną z moją. Wsadzono nas do auta i zabrano na stację kolejową. O 23 wyjechaliśmy do Bukaresztu szybkim pociągiem ekspresowym, pilnowani przez dwu oficerów i sierżanta z Securitate. Połączonych w pary kajdankami, trzymano nas w nieoświetlonym przedziale, żeby uniemożliwić innym podróżującym rozpoznanie nas.

Była noc. Co jakiś czas księżyc świecił przez okno oświetlając twarze całej trójki. Były to dziwne twarze. Przeszedłem przez wiele więzień w Rumunii; spotkałem tysiące więźniów, ale nigdy nie widziałem takich twarzy. Oprócz bladości wspólnej dla wszystkich więźniów, ich twarze pokazywały wyjątkową słabość fizyczną. I na wychudzonych twarzach był cień terroru – stały wyraz przerażenia, które wynikało z jakiegoś niezwykłego doświadczenia – dawał wszystkim trzem przerażający wygląd. Kiedy później w nocy, student, który został przykuty do mnie zasnął z wyczerpania i oparł głowę na moim ramieniu, nie mogłem już powstrzymać reakcji na obejmujący mnie strach, poruszyłem ramię by go obudzić. Jego głowa, oświetlona światłem księżyca, wydawała się, że pochodziła ze zwłok kogoś zmarłego, zaskoczonego przerażeniem tak ohydnym, że towarzyszyło mu ono na tamten świat. Wcześniej był mistrzem w pływaniu i odważnym człowiekiem.

Nie wolno nam było rozmawiać. Co jakiś czas spotykały się nasze oczy, i mogłem czytać w nich takie samo przerażenie jakie było na ich twarzach – przerażenie podobne do szaleństwa. Kiedy przejechaliśmy Predeal, siedzący naprzeciw mnie robotnik zapytał mnie niespodziewanie, “Twoja matka jest drobną kobietą o śniadej skórze, prawda?” Jego dokładny opis mojej matki mnie zaskoczył; nigdy jej nie widział – z prostego powodu, że nigdy nie była w Rumunii [2]. Nie odpowiedziałem. Później znowu się do mnie odezwał, tym razem na inny temat. “Czy już przejechaliśmy przez Pirinei?” “Zbliżamy się do Sinaia”, odpowiedziałem, przekonany, iż choć mnie nie słyszy, to jest obecny tylko ciałem.

Dwaj studenci raczej się nie odzywali. Rano przyjechaliśmy do Bukaresztu. Zabrano nas do biura policji na stacji, co wskazywało na to, że będziemy kontynuować naszą podróż. Nasi strażnicy zostawili nas na chwilę. To wtedy jeden z dwóch, zapięty ze mną, zaczął wychwalać komunizm! Wydawało się jakby to co miał powiedzieć skierowane było do dwu pozostałych, nie po to by przekonywać, a żeby pokazać iż mógł powtórzyć wyuczoną lekcję. I wydawał się spieszyć, żeby dwaj pozostali go nie uprzedzili. Wypowiadał te słowa, bezsensowne słowa powtarzane przez komunistów na wszystkich rogach ulic, lecz wychodząc z jego ust, miały dla mnie głębokie znaczenie. Byłem zaskoczony słysząc jak mówił w ten sposób, bo znałem go dobrze i wiedziałem, co czuł do komunizmu. I to była ogólna prawda dla wszystkich więźniów, że życie w więzieniu wzmacniało przekonania, jakie mieliśmy wcześniej. I wtedy wypowiedział rażące kłamstwo – twierdząc, że funkcjonariusze Securitate byli przyzwoici.

W nocy kontynuowaliśmy podróż w kierunku Konstancy – poznałem po linii kolejowej. Kiedy sierżant, chłop z gór Apuseni, zapytał z lekką niepewnością “Czy wierzysz w Boga?”, ten sam student pośpiesznie odpowiedział, że ani on, ani żaden z jego znajomych nigdy nie wierzył w Boga. To pochodziło od człowieka, który jak dobrze wiedziałem, kształcił się w wierze chrześcijańskiej. Tym razem znowu w jego oczach zobaczyłem przerażenie. Znowu odpowiedział z tym samym pośpiechem – jakby uniemożliwić by ktoś inny z nich powiedział coś co mogło być katastrofalne, a jego oczy wydawały się wyrażać to samo pragnienie aprobaty od pozostałych dwóch więźniów. Ale one patrzyły tylko w pustkę. Sierżant pochylił głowę. Na pewno spodziewał się innej odpowiedzi.

“Za co cię aresztowano?” później zapytał drugiego studenta jeden z oficerów Securitate. “Byłem członkiem organizacji terrorystycznej na Wydziale [3] Literatury w Bukareszcie. Byłem takim fanatykiem, że w czasie przesłuchania nikogo nie wydałem – nawet największych zbrodniarzy w grupie”. Następnie, jakby czuł się zażenowany (lub ‘zdemaskowany”, jak dowiedziałem się później) starał się poprawić swoją wypowiedź – “nawet nie najbardziej odpowiedzialnych z grupy, którzy kierowali tą tajna organizacją”. Moje zdumienie dzielili tym razem dwaj oficerowie, którzy, tak jak ja, słyszeli chyba po raz pierwszy z ust więźnia politycznego, taką charakterystykę własnej działalności. Nikt nie mógł odpowiedzieć na moje niewypowiedziane pytania. Dwaj pozostali wciąż wpatrywali się w próżnię. Jak mogłem podejrzewać wtedy wszystko przez co musieli przejść, tresujące ich do składania oświadczeń, do których, kilka minut wcześniej, nie uwierzyłbym by byli zdolni?

I dojechaliśmy. W pokoju przeszukań, korzystając z chwili kiedy nie było strażników, zapytałem najstarszego: “Jakie stanowisko zajmiesz podczas przesłuchania?” “Musimy wyznać całą prawdę. Po co mamy cierpieć tortury teraz, kiedy wszystko stracone? Komuniści wygrali tę grę i są na dobrej drodze”. Dalej już nie słuchałem. Jego odpowiedź była niedopuszczalna; próbowałem przyjąć postawę, która pozwoli uniknąć wplątanie naszych przyjaciół w działalność, która była przedmiotem wcześniejszych przesłuchań, a która, można przewidywać, będzie ponownie podjęta na najbliższym przesłuchaniu. Ale on był złamany.

Potem była izolacja, głód i terror niekończącej się inkwizycji. Sam w celi, całkowicie odcięty od ludzkości z wyjątkiem śledczych o kamiennych twarzach, zacząłem zapominać o pozostałej trójce. Co jakiś czas oficerowie przypominali mi o nich czytając zeznania dotyczące spraw, o których wiedzieli tylko oni i ja.

Ale moje cierpienie nie pozwalało mi na zbyt długie rozmyślania o tym; pozostało złowieszczą enigmą niepokojącą mnie od czasu do czasu.

Później latem 1952 roku ponownie byłem w kontakcie z tymi, którzy przypominali mi o zagadce, którą częściowo zapomniałem. Inni więźniowie, przeniesieni z obozów pracy przymusowej na Kanale Dunaj-M Czarne, przynieśli wiadomość, która zwiększyła moje podejrzenia dotyczące całej kategorii więźniów, którzy wcześniej byli najbardziej oddanymi i najwierniejszymi obrońcami wolności narodu – organizacji studenckiej. Przeciwko nim postawiono oskarżenia, które dla nieznającego się obserwatora wydawały się całkowicie wstrętne. A osoby, które mi o tym powiedziały nie mogły kłamać. Bo one mówiły z doświadczenia, tego co sami przeżyli. Już “wyreedukowani studenci”, mówili, bili ich, donosili na nich, byli szpiegami tajnej policji, zwiększali normy pracy, i torturowali każdego, kto ich nie wykonywał. Wszystkie te oskarżenia były ogromnie obciążające. Chciałem wierzyć, że skoro w większości te osoby były proste i niewykształcone, błądziły, robiąc uogólnienia na podstawie własnego doświadczenia, gdyż znałem studentów z zupełnie innej strony.

Ale dalsze wiadomości, zamiast obalenia tego co miałem nadzieję nie było prawdą, faktycznie potwierdziły to co było tragiczne. Tym razem powiedział mi to student. Znałem go z wcześniejszych lat kiedy studiował na Politechnice w Bukareszcie. Początkowo nie chciał mówić; obawiał się każdego. Ale kiedy powiedziałem mu, że przyjechałem do Konstancy z Aiud, gdzie w kilku wcześniejszych miesiącach nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, rozluźnił mu się język. To od niego dowiedziałem się po raz pierwszy o “demaskowaniu”.

Wszyscy studenci przebywający w Pitesti przeszli to “demaskowanie”. Powiedział mi, że nie mógł mi tego wytłumaczyć, ale że tam działo się coś przerażającego. Byli torturowani w taki sposób, że wszyscy – absolutnie wszyscy – studenci stawali się donosicielami, tak, że okradziono ich z ludzkiego charakteru i stali się tylko robotami w rękach oficerów politycznych. Zostali zdepersonalizowani.

“Kto torturował?”

“Wyreedukowani”

“Kim byli ci ‘wyreedukowani’?”

“Inni studenci, którzy wcześniej przeszli ‘reedukację’, w ‘demaskowaniu’, jak to nazywają”.

“Kto to zaczął i gdzie?”

“Nie wiem na pewno, ale myślę, że jest to ogólne zjawisko we wszystkich więzieniach. I wszędzie gdzie tego jeszcze nie było, będzie, wcześniej czy później. Mówi się, że inicjatorami byli trzej studenci z Iasi: Turcanu, Titus Leonida i Prisacaru”.

Przebywał nieco dłużej w naszej celi, ale unikał rozmów. “Jeśli dowiedzą się, że rozmawiałem, będę człowiekiem skazanym na śmierć”, wyszeptał kiedy zabierano go z celi.

Miesiąc później inny znajomy całkowicie potwierdził to co miało miejsce w obozie nad kanałem.

“Unikaj studentów tak jakbyś unikał samego szatana, nawet jeśli pojawią się pod maską przyjaźni. Oni są zdrajcami. Zrobili dużo złego i nadal będą to robić”.

“Dlaczego każdy w ten sposób wyraża się o studentach? Co się stało z nimi, że stali się tak zdeprawowani? Przecież dobrze wiesz, że wcześniej nie byli tacy”.

“Nie wiem i nie chcę wiedzieć tego co z nimi się stało. Mówię ci tylko, że mocno gryzą – po kryjomu. Uważaj!”

Wtedy nie wiedzieliśmy – i być może on nie wie o tym dzisiaj – że w procesie degradacji zabito ich dusze. Oni przeszli przez piekło.

Więcej dowiedziałem się od innego, który przeszedł przez więzienie w Pitesti. Powiedział mi dużo dokładniej o ‘demaskowaniu’. Wspominał studentów, których znałem i jacy się stali po tych doświadczeniach – przygnębieni, złamani, zupełnie zmienieni. Ale nie mógł wyjaśnić przez jaki kryzys wewnętrzny sam przeszedł, żeby dojść do tego etapu. Ciężka próba przez którą przeszedł była, jak sam powiedział, sekwencją tortur naprawdę wyjątkową w kwestii długości trwania i głębokości. Ale to co mi powiedział nadal nie wystarczało bym mógł pojąć głębię transformacji duszy, która nastąpiła, żeby przynieść takie rezultaty. Jego fragmentaryczna opowieść przypomniała mi inny przypadek sprzed kilku lat, który wydawał mi się wyjątkowy.

W lutym 1951 roku w drodze do Aiud, grupa więźniów, wśród których znalazłem się ja, była w tranzycie do Pitesti, czekała na ciężarówkę, która miała zabrać nas w ostatni etap podróży.

Byłem zaskoczony dokładnością przeszukiwań, którym nas tam poddano – dużo dokładniejsze niż to w Jilava. A Jilava uważana była za najcięższe więzienie w całej Rumunii. Potem poddano nas ścisłej izolacji. W więzieniu w Pitesti nie widziałem nawet jednej twarzy innego więźnia. Czasem w nocy, ale częściej w ciągu dnia, zza ściany oddzielającej nas od faktycznego więzienia, dochodziły do moich uszu niewyraźne jęki. Przypisywałem je zwykłym torturom dokonywanym we wszystkich więzieniach.

Przed odjazdem do naszej grupy dodano jednego młodego człowieka. Był inżynierem o nazwisku Eugen Bolfosu. Przez następne dwa dni, tyle zabrało nam by dotrzeć do Aiud, rzadko się odzywał i tylko w monosylabowych odpowiedziach na moje pytania. Ale na jego twarzy było to samo przerażenie, jakie później widziałem twarzach kompanów podróżujących ze mną z Kluż. Po przyjeździe do Aiud, w czasie przeszukiwań, inżyniera zapytano skąd przyjechał. Kiedy wypowiedział słowo “Pitesti”, natychmiast został odizolowany na kilka dni. Później zabrano go i spotkałem go w więziennym warsztacie. Nie podał mi przyczyny swojej izolacji. Oficerowie polityczni w Aiud wiedzieli co działo się w Pitesti, a inżynier nie miał odwagi nic mówić z powodu późniejszych konsekwencji. A może wtedy był tylko robotem, który działał na rozkaz “politruków” [4].

Zapytałem młodego człowieka, który przeszedł Pitesti, czy wcześniej spotkał inżyniera Bolfosu. Powiedział mi, że razem przechodzili przez “demaskowanie”, i że on również został wysłany do Aiud nieco później, ale przed opuszczeniem Pitesti zostali szczególnie ostrzeżeni przez dyrektora więzienia żeby nic nie mówili. Za niedyskrecję mogą zapłacić powrotem do Pitesti – jeśli demaskowania nie rozpoczną się także w Aiud – i w ten sposób poddani zostaną strasznie ciężkiej próbie. Kto może lekceważyć taką groźbę bez dostania drgawek?

Moje zatrzymanie w podziemiach Securitate w Konstancy zakończyło się w maju 1953 roku. Następne 20 miesięcy inkwizycji spędziłem w więzieniu Gherla kontynuując odbywanie wyroku. Przyjechałem tam rankiem 6 maja. Natychmiast zostałem odizolowany, ale po godzinie czy dwu do celi przyprowadzono innego więźnia. Przyjechał z Bukaresztu, gdzie zabrano go na dodatkowe śledztwo, z Gherla, miesiąc później. Znaliśmy się. Zapytał mnie:

“Byłeś tu wcześniej?”

“Nie, to mój pierwszy raz”.

“Uważaj na studentów jak uważałbyś na szatana. W przeciwnym wypadku doświadczysz bardzo nieprzyjemnych niespodzianek. A ponadto będziesz niepotrzebnie dużo cierpiał”.

“Dlaczego? Co zrobili studenci, a raczej, co im zrobiono, że doszli do takiego stanu? Nie jesteś pierwszym, który mnie ostrzega”.

“Osobiście nie mogę ci tego wyjaśnić. Coś stało się z nimi, co dla mnie jest niezrozumiałe. A na pewno ich znam, bo niedawno sam byłem studentem. Po prostu nie mogę zrozumieć charakteru głębokiej transformacji, którą wymuszono na nich siłą. Wiem, że byli torturowani; ale same tortury nie mogą być powodem ich zachowania. Każdy z nas przeszedł przez ręce Securitate, i po pewnych mniejszych lub większych błędach, oprzytomnieliśmy. Ale studenci nadal idą tą diabelską ścieżką.  Mówi się, że oni przeszli przez ‘demaskowanie’. Na czym polegało ‘demaskowanie’, może nam wyjaśnić tylko czas i być może wyzdrowienie pewnych studentów. Ale jestem ostrożny, i dlatego zalecam rozwagę”.

Po 15 dniach kwarantanny zabrano mnie do pracy w więziennym warsztacie. Dano mi nocną zmianę od 18 do 6 rano. Pierwszym więźniem, którego tam spotkałem, a raczej, któremu przedstawił mnie nadzorca, był były student filozofii. Po zapytaniu mnie o powodach skazania i miejscu pochodzenia – nieuchronnych pytaniach do nowoprzybyłych do każdego więzienia – powiedział mi obojętnym tonem, unikając mojego wzroku “Uważaj na mnie! jestem studentem. To powinno ci dużo powiedzieć. Uważaj nie tylko na mnie, a na wszystkich studentów, zwłaszcza tych, którzy są twoimi przyjaciółmi. Mogą cię bardzo skrzywdzić, bo pod maską noszoną przez każdego z nas nie możesz dostrzec przepaści jaka teraz dzieli nas od tego kim byliśmy niedawno temu, lub kim chcieliśmy być”.

Tu znowu jeden z tych “zdemaskowanych”, który ostrzegał mnie przed samym sobą, a także przed innymi jak on, a może gorszymi od niego. Ale by to zrobił, w jego duszy musiała jeszcze istnieć resztka godności i odwagi. Czy udało mu się wyzdrowieć? Czy uciekł przed katastrofą bez trwałego okaleczenia? To była zagadka, którą mogłem rozwikłać dopiero później.

“Dlaczego mnie ostrzegasz? Nie mam nic do ukrycia. Odsiaduję wyrok za postawę jaką przyjąłem przeciwko reżimowi. Jakie znaczenie mają szczegóły? I dlaczego ostrzegasz mnie nawet wbrew samemu sobie?”

“Bo jeśli powtórzą ‘demaskowanie’, nie będę mógł milczeć podczas przesłuchania, a obawiam się, że mówiłbyś wcześniej niż ja. Niewyznany szczegół może kosztować kogoś życie. Ale teraz doprowadzono nas do punktu, kiedy boimy się o swoje życie. Staliśmy się większymi tchórzami niż możesz sobie wyobrazić”.

Nie miałem odwagi prowadzenia dalszej dyskusji. Kto mógłby mi powiedzieć, że to nie była delikatna pułapka zastawiona dla mnie, w którą mógłbym wpaść, łatwiej oszukany jego szczerością? Pozwoliłem by upływ czasu pokazał fakty. Ale z tym studentem raczej szybko się zaprzyjaźniłem. Wkrótce potem lody roztopiły się zupełnie, otwierając wymianę zdań bez żadnych zastrzeżeń. To od niego zdobyłem pierwsze elementy tego wyjaśnienia. Bo on był, mimo młodego wieku, myślicielem posiadającym rzadką siłę dokonywania analizy.

Tego co wydarzyło się w Pitesti nie można opisać w prostych słowach. W tym przypadku, podobnie jak w innych, język jest niewystarczający by wyrazić wszystko co chcemy powiedzieć.  I dlatego często mamy wrażenie, że w całej historii czegoś brakuje. Tę lukę można wypełnić tylko głosem własnej duszy, kiedy próbujemy żyć w wyobraźni tym co inni przeżyli w rzeczywistości.

Jest to głęboki dramat dotykający najbardziej delikatnych włókien ludzkiego ducha, o pochodzeniu, które przekracza materialne przejawy codziennego konfliktu. Stopniowo ten dramat stał się moim przytłaczającym zajęciem. W ciągu trzech lat spędzonych przeze mnie w więzieniu i dwa po zwolnieniu, aż do 1959 roku, moim zajęciem było dotarcie tak głęboko jak możliwe do tajemnic tego zjawiska by je zrozumieć. Badając dyskretnie, gromadząc nawet najmniejsze przyznania się i podpowiedzi, słuchając relacji ofiar, tylko po to żeby zostać samymi oprawcami później, zrozumiałem pojęcie tragedii, która odbywała się w murach więziennych Rumunii, i zrozumienia tego, jak eksperyment psychologiczny, tak osobliwy jak zbrodniczy i poniżający, mógł w ciągu pewnego czasu przekształcić ludzi w nieludzi. Kilkudziesięciu studentów, z którymi rozmawiałem o tym co się z nimi stało, a których zeznania o własnych doświadczeniach i osobistej ruinie słyszałem, dostarczyły mi podstawowej informacji. Niniejsza praca jest kompleksowym obrazem ich tragedii. Napisałem ją by zwrócić uwagę na “zjawisko Pitesti”, ale to wcale nie jest próbą wyczerpania tego tematu.

Tak niekompletną jak jest – bo ogrom przedmiotu przekracza kompetencje każdej pojedynczej osoby – przedstawiam tę książkę, jako świadek, moim braciom na wygnaniu, by mogli wyraźniej wyobrazić sobie piekło wprowadzone do ich ojczyzny i wszystkich krajów wchłoniętych w sowieckie imperium. Co się wydarzyło w Rumunii mogło się zdarzyć – i prawdopodobnie się wydarzyło – w każdym innym zniewolonym kraju, autorzy i sprawcy tego terroru są tymi samymi ludźmi we wszystkich krajach.
To jest świadectwo zza zasłony, zza grobu. Ofiarom zostawiam prawo do osądzenia.

[1] Bolszewicka tajna policja w Rumunii przybrała nazwę Służby Bezpieczeństwa Wolnej Rumunii.

[2] Bacu urodził się i do gimnazjum chodził w Macedonii, do Rumunii przyjechał na studia na Uniwersytecie w Bukareszcie.

[3] Europejskie uniwersytety składają się z wydziałów, odpowiadających mniej więcej kolegiom amerykańskich uniwersytetów. Na Wydziale Literatury były języki klasyczne i nowoczesne, literatura i inne studia, powszechnie nazywane humanistycznymi.

[4] Szefowie polityczni reżimu komunistycznego.

 http://gazetawarszawska.com/2012/12/19/antyludzie-cz-34/

 

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE