Bartosz Arłukowicz i niewygodny temat służby zdrowia

Bartosz Arłukowicz i niewygodny temat służby zdrowia

 Zofia Skrok 

 

Premier Donald Tusk zapowiadał reformę systemu opieki zdrowotnej. –Będzie reforma, rewolucji nie będzie– podkreślał głośno kiedyś w swoim expose. O pomoc zwrócił wówczas się do opozycji – PiS i LiD: –Do naprawy systemu zdrowia zaprosimy wszystkich ponad podziałami. To wielkie narodowe zadanie– podkreślał wtedy Donald Tusk. Dziś jednak rzeczywistość jest inna , brutalniejsza , skandaliczna, w służbie zdrowia zgrozą wieje a narodowe zadanie okazało się fiaskiem.

W październiku notowania Narodowego Funduszu Zdrowia CBOS ocenił jako “nadal bardzo złe”. W porównaniu z ubiegłym miesiącem pogorszyły się o 7 punktów procentowych – 84 proc. ocen negatywnych. Opinii pozytywnych było 11 proc. (spadek o 5 punktów). Jedynie co piąty ankietowany ma zaufanie do ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza (badania CBOS z września 2012r.)

Przykładem funkcjonowania służby zdrowia w Polsce jest śmierć noworodka na śląsku, gdzie od ponad roku rodzice Miłosza nie mogą ustalić , co było przyczyną śmierci ich syna. Jeden lekarz wystawił dokument, że dziecko urodziło się żywe, a inny, że martwe. Czy w szpitalu w Katowicach doszło do matactwa?

Dramat w Katowicach

Przez całą ciążę pani Anny z Tychów wiadomo było, że dziecko, które urodzi, będzie miało wadę jelit i zostanie poddane operacji, gdy już przyjdzie na świat. Lekarze jednak uspakajali rodziców, że to tylko rutynowy zabieg. Dlatego kiedy podczas rozpoczynającego się porodu pani Anna została przyjęta na zwykłą porodówkę, zamiast na oddział patologii ciąży w Szpitalu Klinicznym w Katowicach, nie protestowała.

Zwyczajnie nie spodziewała się, że spotka ją coś złego. Po porodzie jednak lekarze najpierw poinformowali rodziców, że dziecko żyje, potem, że zostało zabrane do szpitala w Zabrzu na operację, a na koniec, że urodziło się martwe.

Cenne minuty

Kłopoty zaczęły się już podczas planowania cesarskiego cięcia. Pani Anna zapytała, dlaczego lekarz wyznacza tak odległy termin. Usłyszała: „To ja jestem lekarzem, a nie pani”.

Niestety, tak jak się spodziewała, musiała czekać zbyt długo i poród rozpoczął się w domu. Pani Anna została zawieziona do szpitala, w którym procedura przyjęcia na porodówkę i wypełnienie dokumentacji trwały wiele minut. Cennych minut dla życia -dziecka.

Aby miało szansę na przeżycie, pani Anna miała zostać poddana cesarskiemu cięciu. O 5:08 lekarka przeprowadziła badanie USG, które wykazało prawidłową pracę serca dziecka. Dopiero o 6:31 rozpoczęła się operacja. Pani Anna pamięta, że lekarze po zabiegu przekazali dziecko innym i poinformowali ją, że karetka z Zabrza już czeka, aby zawieźć syna na operację.

Dziecko nie żyje

– Chciałam zobaczyć syna – opowiada Pani Anna. – Usłyszeliśmy najpierw, że dziecko jest myte. Kiedy znowu o to poprosiłam, usłyszałam, że synek jest już transportowany do Zabrza. Dopiero po chwili przyszedł lekarz, który powiedział mi, że dziecko nie żyje. Razem z rodziną zobaczyliśmy syna. Wtedy położna mówiła, że został wydobyty martwy.

Z Mateuszem (ojcem dziecka) przytuliliśmy go i płakaliśmy. Zaczęliśmy też sobie zadawać pytanie, dlaczego było tak wiele wersji tuż po porodzie.

Szpital wydał rodzicom dwa dokumenty potrzebne do zgłoszenia narodzin dziecka w Urzędzie Stanu Cywilnego. Urzędnik, który je zobaczył, powiedział, że nie może ich przyjąć, bo są ze sobą sprzeczne. Z jednego wynikało, że dziecko urodziło się martwe, a z drugiego – że żywe zmarło dopiero potem.

Lekarze to grupa, której członkowie często wzajemnie się kryją. Ale nie mogą stać ponad prawem- mówi ojciec Miłosza

Przyczyną śmierci miała być niewydolność oddechowa i zatrzymanie akcji serca. Kiedy udaliśmy się do szpitala, by to wyjaśnić, lekarze byli bardzo zdenerwowani. W sposób wulgarny kazano nam oddać te dokumenty. Nie zrobiliśmy tego, udaliśmy się do prokuratury. Prokurator obejrzał dokumenty i uznał, że należy natychmiast wszcząć postępowanie w tej sprawie – mówi Pani Anna.

Czy była reanimacja?

Dotarliśmy do zeznań świadków. Załoga karetki, która przywiozła do szpitala panią Annę, stwierdziła, że drzwi do położniczej izby przyjęć były zamknięte, a poszukiwania lekarzy trwały 15 min. Ginekolog wydobywający noworodka zeznał, że przekazał pediatrom dziecko żywe, co potwierdził lekarz, który mu asystował przy zabiegu.

Neonatolog powiedziała z kolei, że po przewiezieniu dziecka do kącika noworodkowego przystąpiła do reanimacji, która trwała ok. 10 min. W protokole położnej czytamy: „ Dziecko zostało przywiezione do kącika noworodkowego i leżało na wadze. Kiedy zauważono, że nie krzyczy, przystąpiono do reanimacji.”

Inna położna zeznała, że neonatolog z lekarką z karetki czekającej na Miłosza razem podjęły decyzję o odstąpieniu od reanimacji, stwierdzając zgon. Jednak lekarka z karetki podała do protokołu, że neonatolog nie chciała pomocy z jej strony.Dlaczego lekarze nie zdecydowali, że ostatnie tygodnie ciąży pani Anna powinna spędzić w szpitalu? Co wydarzyło się w trakcie przewożenia dziecka do kącika noworodkowego? Dlaczego istnieją rozbieżne dokumenty o jego stanie tuż po porodzie? Te pytania zostają bez odpowiedzi.

Sprawa umorzona

Rodzice dziecka chcą jednak wytoczyć lekarzom proces cywilny i powołać niezależnego biegłego.- To jest grupa, której członkowie często wzajemnie się kryją. Ale lekarze nie mogą stać ponad prawem – mówi ojciec. Dlatego rodzice chcą walczyć dalej, aby poznać prawdę.

Sąd Rejonowy w Katowicach nie dopatrzył się błędów ani zaniechań w działaniach podejmowanych przez lekarzy. – Dlaczego, mimo tak rozbieżnych zeznań i wielu niejasności, umorzono sprawę? – Zapytaliśmy Patrycję Łukasik – Swobodę, wice- prezes sądu.- Zwykle takie medyczne sprawy są trudne do udowodnienia – odpowiedziała. Rodzice dziecka chcą jednak wytoczyć lekarzom proces cywilny i powołać niezależnego biegłego.- To jest grupa, której członkowie często wzajemnie się kryją. Ale lekarze nie mogą stać ponad prawem – mówi ojciec. Dlatego rodzice chcą walczyć dalej, aby poznać prawdę.

Przedstawiona dokumentacja jest kolejną częścią sprawy w której chodzi o uzyskanie odpowiedzi na pytanie czy błędy kolejnych lekarzy doprowadziły do śmierci dziecka. 7 stycznia 2010 rodzice dziecka zgłosili sprawę do Prokuratury Rejonowej Katowice – Zachód. Przesłuchania świadków rozpoczęły się początkiem lutego 2010. 11 października 2010 roku Prokuratura umorzyła śledztwo, w uzasadnieniu napisano iż czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego. Przyczyna śmierci dziecka nadal jest nieznana.

Rodzice dziecka ponownie apelują aby zapoznać się z całą dokumentacją sprawy.15 września 2011 w Magazynie Reporterów TVP Info „Telekurier” został wyemitowany reportaż w którym wypowiadają się między innymi rodzice dziecka Anna Loska oraz Mateusz Gruźla. http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=QcUj6Naafo8

Skany dokumentacji sprawy

1. Dokument chrztu Miłosza

2. Karta Statystyczna do karty zgonu w której wyraźnie wpisano że dziecko żyło 12 min. Na dokumencie widoczne odręczne poprawki.

3. Karta Zgonu Miłosza, z której wynika że dziecko żyło 12 minut.

4. Notatka Urzędowa z Policji świadcząca o tym iż sekcja zwłok którą opracowała biegła sądowa była wykonana na podstawie wyników sekcji zwłok przeprowadzonej w szpitalu w Ligocie.

5. Wypis ze szpitala w którym jednoznacznie napisane jest  że Miłosz urodził się z oznakami życia i zmarł po 12 minutach.

6. Zeznania  lekarki która nadzorowała ciążę Miłosza.

7. Zeznania Lekarza który wystawił zaświadczenie o Chrzcie Miłosza , oraz odbierał Miłosza w dniu porodu. Lekarz twierdzi że Miłosz żył.

8. Zeznania profesora, chirurga dziecięcego z którym rodzice dziecka konsultowali operację Miłosza. Profesor też sugerował o wcześniejszym rozwiązaniu ciąży za pomocą cesarskiego cięcia.

9. Pisemne zgłoszenie urodzenia dziecka z którego jednak wynika że Miłosz urodził się Martwy.

10. Skierowanie na oddział patologii ciąży, mimo okazania skierowania lekarz nie dostosował się do treści, i mamę dziecka zapisał na ginekologię ciąży dopiero na 4 stycznia 2010. 2 stycznia 2010 w domu nastąpiła akcja porodowa.

11. Adnotacja dotycząca zapisu o przyjęciu do szpitala, jednak nie na patologię ciąży.

Fragm. Listu otwartego do czytelników:

„…Chcielibyśmy abyście  przyjrzeli  się bliżej sprawie, którą dziś opieramy na podstawie dołączonej dokumentacji oraz reportażu który za pośrednictwem Telewizji Polskiej ujrzał światło dzienne.

Ponadto czujemy się moralnie odpowiedzialni za kontynuację walki o prawdę związaną ze śmiercią naszego Syna. Niech ta walka o prawdę będzie dla Miłosza pewnego rodzaju „pomniczkiem” , fundamentem który otrzymał od rodziców.

Apelujemy dziś więc ponownie do wszystkich czytelników o Pomoc w tej sprawie. Jeśli ktoś z Was czuje się na siłach i medycyna oraz prawo nie jest Wam obce, prosimy o kontakt. Sprawa o której piszemy ma wielkie szanse ponownie ujrzeć Salę Sądu, być może poza granicami Polski.

W związku z tym że do dziś nie znamy przyczyny śmierci naszego dziecka prosimy również o interwencje Poselskie każdego z polityków który czuje się na siłach podjąć wyzwanie tej trudnej sprawie. Na chwilę obecną słyszymy że nie macie Państwo  możliwości podejmowania interwencji w indywidualnych sprawach, do których rozstrzygania zostały powołane właściwe organy, w tym organy prokuratury.

Pokażcie jednak że potraficie pomóc Polakowi, Rodakowi w nierównej walce naszym zdaniem z „Niesprawiedliwym Wymiarem Sprawiedliwości” Jeszcze raz prosimy o pomoc i dziękujemy za udzieloną . Jeżeli ktoś chciałby zapoznać się z obszerną dokumentacją , oraz wydać niezależną opinię w sprawie śmierci naszego dziecka prosimy o kontakt pod adresem mailowym

gruzlamateusz@gmeil.com

Z wyrazami szacunku rodzice Miłosza…”

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE