Upiór Smoleński w kościele św Anny w Warszawie. Zatrzymać profanację.

 

+++

Upiór Smoleński w kościele św Anny w Warszawie.

Zatrzymać profanację.

 

Posoborowe dewiacje zaczynają coraz bardziej wyniszczać Kościół w Polsce, a co za tym idzie także cały polski naród. Mamy tu kolejny tego przykład w postaci tzw. „pomnika smoleńskiego”, który ma być oddany do użytku w niedzielę 25 listopada o godz. 19,  przez rezydenta na Pałacu Biskupim Kazimierza Nycza.

Estetyka i ścisłość symboliki są jakąś formą naszego języka codziennego, który w dużym stopniu wpływa na nasza świadomość, a przemyka się do naszej umysłowości w sposób słabo przez nas kontrolowany lub podstępny nawet. Idąc ulicą możemy pominąć wzrokiem zwartość gazety „NIE” – nie kupując jej i nie zaglądać do środka, trudno jednakże wykazać podobny refleks samoobronny, kiedy przekaz sataniczny czy świństwa są umieszczane w miejscach dla nas ważnych lub niezbędnych, na np. bilbordach czy – tym gorzej – w miejscach kultu religijnego.

Polacy są narodem i wykształconym i wierzącym, a to sprawia, że także są zdolni do myślenia abstrakcyjnego. Nie przekłada się to jednak na jakieś wymagania dotyczące prawidłowości form wypowiedzi symbolicznych, jakie w przestrzeni naszej wyobraźni funkcjonują.

Nie jest oczywiste to, skąd ta przerażająca nonszalancja się bierze, zauważmy jedynie, że godło, tzn. Orzeł Polski nie jest jako forma przekazu symbolicznego czysta czy jednoznaczna. Piłsudski, korzystając z przerwy Sejmu, zerwał Godłu koronę zamkniętą z krzyżem i zamienił to koroną niegodną królewskości, a na dodatek skrzydła orła są przybite do podłoża gwoźdźmi o łbach w kształcie gwiazdy masońskiej, która przechodzi w Dawidową.

Jeszcze gorzej jest z polskim hymnem: w treści ani to polskie, ani chwalebne, wspomina się tam obce kraje, wodza, który mordował narody, a końcu ukrzyżował własną Francję. Dąbrowski zaś to nawet nie Polak, ale Niemiec, który plądrował, mordował, gwałcił inne państwa i narody dla obcych interesów, a niewątpliwie czynił to na konto naszego sumienia i dobrego imienia w świecie. Śpiewać się tego też nie da, a szczególnie w marszu, gdzie maszerując trzeba chwycić oręż i śpiewając nie pomylić kroku, a fala grzmotu tej pieśni ma powalić wroga, bo „myśl jest bronią”, zaś „słowo pieśni i bicie serca” tym bardziej. Takie pieśni mają Anglicy, Rosjanie, Szwedzi, a nawet Niemcy, którym najlepiej byłoby kazać śpiewać jakieś utwory Pendereckiego ( jako zemstę za II WS i profilaktykę), bo wtedy przestaliby być groźni dla sąsiadów jako agresorzy, a nawet konkurencyjni jako producenci samochodów, bo destrukcja umysłowa, którą jest muzyka Pendereckiego, rozpościera się na wiele dziedzin życia społecznego.

Badacze zauważyli związek pomiędzy symbolami, muzyką a stanem umysłowości: to dlatego tak lansuje się muzykę negrów w USA i tym niszczy się zdolność białych amerykanów do rozwoju intelektualno – emocjonalnego. Agresywna nawałnica tych narkotyczno-satanistycznych kakofonii rodem od czarowników – kanibali, gwałcących przy ogniskach małe dzieci, bo taka jest kultura Afryki, która jak straszna, wijąca się, robaczywa maź wkrada się do naszej umysłowości, zjada nasze szare komórki i zastępuje je swoją własną kloaką tego robactwa, musi mieć negatywny wpływ na absolutnie wszystko. I nie należy się dziwić temu, ze młodzież popada w różne narkomanie, jest agresywna, brzydka, zmęczona seksem, a co na chłopcach odbija się najgorzej i nie widzą oni sensu w nauce, matki zaś wynajmują morderców, aby ci porwali ich dzieci, wsadzili do worków i utopili w Wiśle. Dziwne? Wcale nie: jeżeli sieje się obłęd, to zbiera się żniwa w postaci wariatów i zboczeńców, bo jak mogłoby być inaczej.

Kościół święty już parę setek lat temu zauważył nadchodzenie tej systemowej burzy, która w sposób świadomy i planowy skoczy do gardła całym narodom. To dlatego na soborze Trydenckim nałożono ostry reżim co do reguł sprawowania liturgii, a co dało wyraz w tzw. Mszy Trydenckiej. Potem wielcy papieże wydali wysoce przezorne encykliki, które normowały nasze życie religijne i cywilizacyjne, chroniły nas katolików nie tylko przed mocarzami czy nieuczciwymi możnymi, ale i przed „artystami” wszelkiej maści. Syllabus nałożył nawet definicję reguły obecności kwiatów na ołtarzu jak i również wypowiedział się w sprawie zachowania kapłana katolickiego w aspekcie jego moralności seksualnej, tzn. co do warunków, jakie musi spełniać, aby nie nastąpiło jej złamanie.

Kościoły budowano w oparciu o żelazne reguły symboliczne, tak samo ołtarze czy liczne dzieła sztuki, które aby mogły być umieszczone w świątyni, musiały mieć piętno rzeczywistego mistrza, a nie „zaprutego absolwenta” Akademii Sztuk Pięknych (?), bo jak trochę się naćpa, to myśli jaśniej.

Kolory ornamentów ołtarza, krucyfiksu (a nie krzyża, jako dwóch desek!), symbolika tych ornamentów lub rzeźb, były poddane surowej ocenie tak interpretacji, jak i elegancji.

Kiedy przyszedł Sobór Watykański II, to za pomocą drobnych szwindli przy głosowaniach nad formami organizacyjnymi prac tego zgromadzenia, władze ważnych komisji organizujących prace Soboru oddano w ręce kilku masonów i oszustów, którzy od lat czaili się na swych pozycjach do rozprawy ze świętością Kościoła. I tak powstał Sobór Antychrysta, który od 50 lat przerabia Kościół katolicki na filie synagogi szatana.

Zniszczono wszystko, świętą liturgię, reguły porządku moralnego obowiązującego kapłana w jego życiu codziennym, wyśmiano Syllabus, rozwiązano Święte Oficjum, w liturgii poprzekręcano modlitwy, a kapłan w trakcie sprawowania Eucharystii zazwyczaj wypina się bluźnierczo, tyłem w stronę Tabernakulum.

To wszystko pod hasłem do wolności człowieka od ograniczeń sztywnych reguł, które go tłamsiły. Minęło 50 lat i „zbudowano” wiele, a terazjuż widać, co i jak. Architektura kościołów nie przypomina świątyń Chrystusa, ale jakieś jarmarczne stodoły, w liturgii można wszystko, nawet dochodzi bluźnierczych modlitw lub chamstwa, bo np. kapłan może wymyślać wiernym od bydląt.

W tym chaosie wolności szybko okazało się, że mimo wszystko, jednak, powstaje jakiś porządek. Daje się łatwo zauważyć regułę, że to jest „nowy porządek”, równie rygorystyczny, co przedsoborowy, lecz odwrotny w swych „prawidłach”. Co było nakazane lub normalne poprzednio, teraz okazało się zabronione, a nawet obłożone karami. Obecnie nie wolno cytować całych fragmentów Nowego Testamentu, o ile jest to nie jest w smak rabinom. Wyrzucono nawet świętego Szymona i jego katedrę oddano w użytek synagogi.

Tam gdzie nie można było słowem mówionym lub pisanym wyrazić drastycznych, bluźnierczych treści, tam oddano głos właśnie artystom, bo ich przekaz sięga dużo dalej niż słowo, a zawsze można tłumaczyć się błędami interpretacji. 

Wyrazem właśnie takich bluźnierstw jest synagoga łagiewnicka, gdzie tabernakulum omotano symbolem globalizmu, a nad tym króluje czupiradło rzeźby, która nie jest niczym innym, jak ornamentyką judaistyczną. I nie wiemy tego, czy tam nie ukryto (zapisano) bluźnierstw przeciwko Panu Jezusowi Chrystusowi, a to z najprostszego powodu, bo jest to symbol – zapis, którego nie potrafimy odczytać ani skontrolować teologicznie jego poprawnej treści! Opowiadanie, że ma to być anioł czy Duch Święty, jest zwykłą kpiną z wiernych, którzy spokojnie i niegodnie – a karygodnie – wysłuchują tych bredni. Nawet dzwonnica w Łagiewnikach ma kształt bluźnierczy, bo falliczny, a to symbol płodności u masonerii. Bywa, że w niektórych krajach takie rzeźby fallusa w stanie wzwodu ustawia się na placach czy ulicach, jako kilkunastometrowe wieże. Takim happeningami masoneria popisuje się swoją władzą i prawem do obrazy uczuć wszystkich przechodniów.

Synagoga łagiewnicka ma wiele symboli bluźnierczych. Sama forma budynku zbudowana jest na obraz Wieży Babel, stoły liturgiczne są w kształcie menor, a przy tej troskliwości o szczegóły nie ma ławek do klęczenia. Masoneria obiecała Kościołowi w trakcie Soboru, że za 20 lat komunia będzie przyjmowana „na stojąco”. Łagiewniki zadbały o to, aby nawet przez roztargnienie nie klękać przez Chrystusem.

Chodzi tu o nową teologię! Abp. Lefebvre podnosił wrzawę twierdząc, ze Sobór dokonał faktyczne detronizacji Pana Jezusa Chrystusa. Biorąc pod uwagę solidarną nagonkę, jaka urządzona na jego osobę łącznie z ekskomuniką, jego ostrzeżenie nie przebiło się do instynktu katolików.

Widać jednak, że chyba dla Watykanu Jezus nie jest już Synem Bożym, Chrystusem. Wyraża się to licznymi dokumentami dwóch ostatnich papieży, gdzie dokumenty te są w sprzeczności z Kościołem przedsoborowym. Wyrazem tego jest właśnie natłok nowej symboliki ( która nie jest niczym innym jak formą przekazu nowych dogmatów, które wchodzą do podświadomości wiernych), która albo jest otwarcie bluźniercza, jak np. Golgota Beskidów – to jawna  bezczelna manifestacja nienawiści do Chrystusa, albo drzwi do kościoła na Starym Mieście w Warszawie udekorowano kształtami seksualnymi, które mają wyrażać prowokacyjną płciowość Matki Bożej.

Ciekawe, nikt nie protestuje. Męskiego czynu brak.

Czy upadek stoczni w Gdańsku nie był rezultatem bluźnierstw trzech krzyży ( znaków masońskich, umieszczonych w miejsce  crucifixu), gdzie zamiast Chrystusa umieszczono kotwice? Czy bardziej wyraźnym bluźnierstwem mogłaby być już jednie masońska węgielnica i cyrkiel, które umieszczono by tam zamiast kotwic? Czy nie jest tak, że stocznia upadła z powodu umieszczenia w krzyżach tekstu Miłosza jako symbolu walki judaizmu przeciw gojom? Tekstu Miłosza, który mówił o dawaniu siły przez „pana” „swemu „ludowi”? Tłumaczonego z satysfakcją przez Korowców, jako odnoszący się do nich – żydów, w ich walce przeciw gojom i tu przeciw Polakom-stoczniowcom właśnie.

I jakie były tego owoce?

Miłosz dostał Nagrodę Nobla, właśnie za przekłady Starego Testamentu, którego fragment żydzi podrzucili Polakom, aby ci walczyli w ich imieniu przeciw samym sobie, Korowcy zostali mulitmilionerami na rozpadzie polskiej gospodarki i bezprawiu, a stoczniowcy poszli na bruk!

 I zasłużyli na to!

Bo wiadomo było to, jakiego to „pana” miał na myśli Miłosz.

Ten wezwany „pan” dał „swemu ludowi” tak jak należy, a stoczniowcy zostali bez niczego, „pan” Miłosza, nie jest Panem Jezusem Chrystusem, a  tam na tych trzech krzyżach – postawionych w dodatku na planie masońskiego trójkąta – zabrakło właśnie Pana Jezusa Chrystusa. Stoczniowcy nie prosili Go o nic, bo Go tam nie było i logicznym jest to, że nic nie dostali.

Tego Chrystusa nie ma również i na „pomniku smoleńskim”.  Artysta, który stworzył tego strasznego upiora, wyraźnie pochodzi ze szkoły rzeźbiarskiej twórców „Golgoty Beskidów” i krzyż ten jest ewidentnym naigrawaniem się z Chrystusa,  jego wiernych i całej świątyni pod wezwaniem Sw Anny, bo kościół ten stanie się miejscem profanacji.

Pomnik ten nie jest Chrześcijański, katolicki, czy choćby wyrażający polską kulturę estetyczną lub komunikatywność na poziomie ludzi wykształconych, w zdolnych do pisania i czytania.

Od wieków jest znany masoński trick z krzyżem, jako ekwiwalent Krucyfixu, w krajach luterańskich jest to codzienne, że występują krzyże, ale bez Chrystusa. Ma to nawet usprawiedliwienie w rytuałach masońskich, które odnoszą się do Świątyni Hirama. Jak się utrzymuje, świątynia ta składała się z dwóch komnat i te dwie deski krzyża, to dwa prostokąty, a prostokąt to kształt komnaty Hirama.

W latach 90-tych, w Niemczech, wydrukowano nawet mszał do mszy NO, który na okładce miał właśnie krzyż zbudowany z dwóch prostokątów. Widocznie było jeszcze zbyt wcześnie z tym nowym wymiarem teologicznym, bo wierni podnieśli krzyk i biskup, jak niepyszny, był zmuszony do wycofania tego bluźnierstwa.

Pamięcią Ofiar zamachu warszawskiego, kłamliwie zwanego katastrofą smoleńską, kupczy się i manipuluje, a ta uroczystość poświęcenia „pomnika smoleńskiego” jest wyrazem tej najnikczemniejszej ohydy.

Krzyż wyrwany z rak grupy modlitewnej przez Kazimierza Nycza, który dostał nominację na obecne stanowisko z rąk rabinów – bo wystarczy pogrzebać się w jego przeszłości na temat udziału w dokształcaniu podległych mu kleryków w temacie „teologicznego wymiaru holokaustu”,  czy późniejsze wyczekiwanie pod Ścianą Płaczu na ogłoszenie nominacji z Watykanu – ma być teraz „ poświęcony” przez tego strasznego człowieka.

Rzecz ukradziona została zdeponowana u pasera w kościele katolickim, który pełni misje w stosunku do młodzieży studenckiej i teraz ma być poświęcona.

Czego ta młodzież ma się nauczyć?

Czy studenci warszawscy mają być tak samo debilni i autodestruktywni, jak ich krakowscy koledzy, którzy klaskali prezydentowi Izraela Peresowi, absolwentowi szkół kibucowych, kiedy ten w mowie na Uniwersytecie Jagiellońskim namawiał ich do wyrzucenia nauki historii, bo to tylko głupota.

Co wyniknie dla Polski, Polaków , Kościoła Świętego z:

– budowania symbolu pomnika na oszustwie i morderstwie 96 osób, wsadzenia tego horroru do świątynni katolickiej. Przecież  ten symbol będzie świadectwem kłamstwa, zbrodni, demonstracją próby ostatecznego ujarzmienia Polaków, jako Dzieci Bożych i wydania nas na pastwę Szatana. Bo Szatan jest „ojcem kłamstwa”.

– posługiwania się przez nominalnych przedstawicieli Kościoła podstępem i przemocą, aby ten krzyż ukraść z rąk tych, którzy się nim opiekowali, a potem owoc kradzieży „poświęcić”.

– pobawienia krzyża symbolu osoby Pana Jezusa Chrystusa, który pozwolił się ukrzyżować, ale żeby zwyciężyć śmierć. A który nie kłamał, nie oszukiwał, nie porywał, nie mordował, nie stosował przemocy, ale patrzył nam prosto w oczy.

– obłożenia formy krzyża symboliką, która nie jest ani zrozumiana, ani nie może mieć pochodzenia katolickiego,  a swą formą geometryczną kojarzy się diabłem, więc już jest bluźnierstwem, bo jeśli ktoś tylko zastanawia się nad tym, czy widzi diabla, to z całą pewnością tak jest, diabeł stoi przed nim.

 

Czy jutro, w niedzielę 25 listopada, w Kościele św Anny,  znajdzie się, chociaż jeden sprawiedliwy, który wystąpi w obronie Pana Boga?

 

(-)Krzysztof Cierpisz

+++

 

 

 

 

 

,

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE