Zamach smoleński

+++

Zamach smoleński,

(finalizacja Planu B).

„Nasz człowiek w Hawanie”.

nowy wybuch w Tuskolecie,

Trzej Fryzjerzy,

podmienione proszki Jarosława,

Magiel 24 otwiera na nowo.

 

Przedstawiciel Kościoła katolickiego w Albionie, konwertyta za anglikanizmu na katolicyzm – Graham Greene – napisał książkę pod tytułem „Nasz człowiek w Hawanie”.

W książce tej opisał coś, co potem przytrafiło się w Smoleńsku, a w zasadzie w warszawskich zakutych łbach oszustów smoleńskiego kłamstwa; rzekomej katastrofy, a obecnie rzekomego “zamachu smoleńskiego”.

Chociaż w końcu nie wiadomo, na co tu się nastawić z naszymi komentarzami, a więc może odrzućmy na jakiś czas  ten wątek warszawski i niech chwilowo będzie ten smoleński, bo po ruskiej stronie zawsze jakoś tak swojsko.

Bohater powieści Greena  – Wormold, handlarz odkurzaczami, potrzebując forsy decyduje się na to, aby – sam siedząc w Hawanie – pójść na zaproponowaną mu współpracę szpiegowską z centralą wywiadowczą w Londynie. http://gazetawarszawska.com/2012/10/30/graham-greene-z-wariatami-lepiej-sie-nie-spierac/.

Następnie, przechodząc cały ciąg wstępnych perturbacji “pasowania na szpiega”, musi w końcu napisać jakiś “raport szpiegowski”. Oczywiście Wormold ani nie wie tego, co ma napisać, ani jak, ani nawet co! O czym ma pisać, bo przecież niczego ani nie wie, ani nie rozumie!? A pieniądze są mu bardzo potrzebne i nie bardzo może się wycofać.

Ale w końcu wpada na pomysł:

„Kiedy został sam, poodkręcał śrubki i rozłożył odkurzacz, na części.

Potem siadł przy biurku i zaczął starannie rysować jeden szkic po drugim.

Odchylając się w krześle i podziwiając własne rysunki rozpylacza,

odczepionego z końca gumowego węża, inżektora igłowego, dyszy i

teleskopowej rury, zastanawiał się: „Czy ja się czasem nie zagalopowałem?”

Przyszło mu do głowy, że zapomniał oznaczyć skalę. Nakreślił więc poziomą

kreską i zrobił na niej podziałkę: każdy cal równał się w rzeczywistości trzem

stopom. Dla tym lepszego uzmysłowienia proporcji narysował obok dyszy

człowieczka wysokości dwóch cali. Ubrał go porządnie w ciemny garnitur,

dodał melonik i parasol.

Kiedy Milly wróciła wieczorem do domu, Wormold jeszcze pracował nad

swoim pierwszym raportem, mając rozłożoną na biurku dużą mapę Kuby.

— Co tatuś robi?

— Stawiam pierwszy krok na nowej drodze.

Milly zajrzała mu przez ramię.

— Czy tatuś chce zostać pisarzem?

— Tak. Autorem fantastycznych opowieści.”

Tak właśnie – jak powyżej – wyglądają (i czynią) oszuści smoleńscy w Warszawie.

Oszuści –  zmyślacze – podlegając surowej strukturze służbowej hierarchii, która zarówno jest poza Polską, jaki też nie posługuje się językiem polskim, nie są w stanie znaleźć się odpowiednio w sytuacji gorliwego podwładnego, który posłusznie spełnia rozkazy swego pryncypała.

Rzucają się więc desperacko na wszystkie strony, starając się znaleźć w tym absurdzie kłamstwa smoleńskiego jakąś logikę lub najlepiej jakiś praktyczny wątek – najmniejszy nawet, na którym mogliby nabudować jakieś fantazje. A wtedy mogliby następnie wyjść z nimi do ludu i te durnoty pokazać jako prawdę, czego to właśnie żądają ich szefowie.

Jest bardzo trudno, bo skoro nic nie wiadomo, nic nie ma, to jak tu kłamać!? Paradoksalnie, kłamstwo musi mieć jakieś zakotwiczenie w rzeczywistości.

Skoro nawet dialogu z szefem nie można nawiązać, no bo po jakiemu?  Co raportować tym zwierzchnikom, jak zagajać uprzejme z nimi rozmowy, jak się mizdrzyć, a jak czytać w ich myślach?

A potem, co opowiadać publiczności tak, aby dumnie, bojowo i odkrywczo mówić do hołoty telewizyjnej, a równocześnie czymś nierozważnym nie obrazić uczuć władzy?

W końcu nie wiadomo, czy to katastrofa przez zaniedbanie, czy zamach, albo czy może oni wszyscy uciekli do Tajlandii? Diabli wiedzą!

A żeby coś bajdurzyć, potrzeba przecież jakiejś materii, której – jak powtarzamy – nie ma, więc nie ma też jakiegokolwiek punktu wyjścia dla kłamstw.

Ale jak to zwykle w sytuacjach beznadziejnych –  posłużono się inteligencją i wyobraźnią Wielkiego Maga.

Wielki Mag, miłośnik naszej literatury, zauważył, że na stronach Zamach.eu jest bardzo wiele różnych rzeczy, które on mógłby sobie jakoś tam pobrać i przerobić na swoje ludzkie potrzeby, może nikt tego pobrania nie zauważy, a z tego, co tam zostanie, to innym wystarczy na jakieś następne trzy kadencje Sejmu, no i to – może, przyszłościowo – tę wymarzoną katastrofę helikoptera z Tuskiem na pokładzie da się jakoś umaić tym, co tam jeszcze zostanie.

Te obecne wybuchy, które zaraz po ich ujawnieniu tak wstrząsnęły wrażliwym sumieniem Jarosława, właśnie tam zostały wyszperane i to dość dawno, bo sądząc po dacie, było to kilka dni po 10 kwietnia. http://zamach.eu/100419%20Samolot%20blizniak/Samolot.htm. Zamach.eu opisał tam te eksplozje, które to sprawiły, że Tupolew się rozbił. Co prawda, autor tego art. nie mając właściwych predyspozycji, nie był w stanie właściwie zadbać o ten nieoszlifowany diament wiedzy i słusznie, zatem kamień ten przypadł w udzielane zawładnięcia tego dobra wielkiemu Magowi, jako Wielkiemu Szlifierzowi Diamentów  – Brylanciarzowi- bo tak, i nie bez kozery, jest on tytułowany w wśród zaufanych.

Otóż Antoni, bacząc na to, że sprawa ta musi być także należycie przedłożona w Eterze – na miarę tego opatrznościowego znaleziska – przyjął przemyślaną i godną procedurę expozycji tejże prawdy. A najbardziej godnym będzie posługiwanie się tu ludźmi z autorytetem.

I tak też właśnie – nieco historii najnowszej – wybrano trzy gwiazdy eksperckie z prestiżowej branży handlarzy maści na porost włosów, wzięte prosto z najlepszych portów Missisipi: Biniendę, Nowaczyka i Szuladzinskiego.

A tam podzielono się zadaniami;

Binienda odreagował Brzozę,

Nowaczyk odkrył trajektorię, która wziął od Anodiny, a która też była głupia, bo nie widziała tego, co ona ma w ręku! – Może tylko pruderyjna, czy jak?

A Szuladzinski zaś nałożył te wybuchy na różne części samolotu tak, że eksplozja idzie kolejno; jedna, druga i trzecia.  Co prawda, obecnie trzecia eksplozja nie jest jeszcze ujawniona, ale jest w planach jej upublicznienie. Trzeba tylko trochę poczekać, bo lud musi się oswoić z informacjami mówiącymi o tym czarnym prochu zalegającym na skorupach blach Tuskoleta, a które nie pochodzą od przemarszu Napoleona, co udowodnili profesorowie niedawanej Konferencji Smoleńskiej w Warszawie.

Przechodząc na śmiertelną powagę zacznijmy od innego cytatu z: http://zamach.eu/110416/Untitled_1.htm

Istotę obecnych zawieruch ostatnich dni zaznaczyliśmy na czerwono:

—————————————————-

 Co dalej?

Blogerscy oszuści kontra prawda.

 

Kiedy już to wszystko się nie uda, a to jest przesądzone, pozostaje plan B. Wspominaliśmy o tym już wielokrotnie, plan B zakłada przyznanie nawet, że Tupolew padł ofiarą zamachu lub czegoś podobnego, a co winą obciąży Rosję. A Rosja to przyjmie – to też pisaliśmy.

 

Plan B nie będzie wypracowany przez tradycyjne media, które „padły” nad planem A. Plan B wypracują chłopcy internetowcy. Plan ten jest już gotowy, nad jego zaszczepieniem w świadomości społeczeństwa, które na nowo musi być oszukane – innego wyjścia nie ma – pracuje Internet.

 

Różni blogerscy guru prowadzą zasiew szeroką parą, a są rozpoznawalni poprzez hasła:

MAK, Anodinia, czekiści, meconing, Putin, etc., czyli wszystko to, co prowadzi do kompromisu:

 

Do zamknięcia sprawy zamachu po stronie rosyjskiej.

Utrzymać front rosyjski za wszelką cenę.

 

I to jest tłem tego zgiełku internetowego, odczytów czarnych skrzynek i temu podobnych.

Podczas kiedy – od roku – nikt nie widział listy pasażerów Tupolewa! Nawet tej sfałszowanej na komputerze. Tak jak jest sfałszowane opublikowane zdjęcie Tu-154 na Okęciu rano, zrobione telefonem Blackberry.

 

Każdy, kto ma trochę wykształcenia, rozumu, etc. układa sprawy, które bada wg jakiegoś porządku, a tu tym podstawowym porządkiem jest chronologia zdarzeń. Nie możemy rozpatrywać lądowania czegoś, o czym nie wiemy, jak to wystartowało. W ogóle nie wiemy czy coś wystartowało, a co ma jakikolwiek związek z odlotem delegacji – nawet martwej (godz. 7.27).

 

Guru prowadzą jednak te sprawy odwrotnie, od końca – mają już nawet lotniska w Rosji, na których powinny wylądować Tupolew i Jak. W domyśle – czekały tam plutony egzekucyjne, jeszcze lepsze nawet niż te z filmu Koli.

 

Guru blogów szukających winy w Rosji z wyprzedzającym bezwarunkowym rabatem dla nieróbstwa śledczego warszawskich bandziorów, są właśnie tymi dziś, kim  kiedyś byli ich ojcowie podczas wszelkich buntów społecznych w PRLowskiej Polsce: na Żeraniu, w Poznaniu, Gdańsku, w okresie „Solidarności” – prowokatorami. Prowokatorami zwodzącymi tłumy, odwracającymi uwagę ogółu od istoty problemu.

Prowokatorzy ci, zaczynając lub włączając się w bunty, pomagali prowadzić ludzi ku właściwemu dla władz rozwiązaniu.

Tak jest teraz w Internecie z problemem śledztwa smoleńskiego. Zrobiono wszystko, aby śmierć delegacji do Katynia toczyła się w Rosji i tak jest, tak się stało. Toczy się to przy pomocy Internetu. Jest to genialne oszustwo epoki blogu, blogerskie wunderwaffe.

Bunty wasze, zyski nasze.

Okrągły stół zaczął być strugany zaraz po śmierci Stalina. Jego głównym propagatorem w Polsce był zbrodniarz komunistyczny Kołakowski. A Polacy uważają, że to Jaruzelski z elektrykiem.

I teraz, po raz kolejny odbywa się cos podobnego, z tym tylko, że w innej skali i warunkach, ale toczy się. Nie możemy dać się oszukać, wejście na zły tor zaprowadzi nas w niewłaściwe miejsce.

 

Zachodzi ryzyko powodzenia planu B. Kiedy wróg podda się, a Rosjanie wezmą winę na siebie, Polakom wstyd będzie grzebać się dalej w przeszłości, zamiast raźnie iść do przodu. A kiedy tak, to śledztwo polskie trzeba umorzyć, jako zbędne, bo rosyjskie już jest zakończone i po myśli, i nie trzeba Rosji obrażać, bo zagrożą, że odwołają swoja winę, tak jak odwołali zeznania świadka.

 

————————————————————–

To dlatego widzimy ten ostatni chaos, skrytobójczą śmierć człowieka, atak gazety za pomocą trotylu odkrytego przez usługowych naukowców (wybuch amoku Jarosława w linii prostej), a na końcu ujawnienie akt prokuratorskich – jest to pokłosie realizacji Planu B. Oczywiście, naukowcy niech sobie tam badają – to przecie nasza przyszłość, ale byłoby grzecznie wobec nas zdefiniować to , po co bada się blachy szmelcu niewiadomego pochodzenia?! Co to nas Polaków obchodzi! Czy ci wybitni chemicy czy fizycy zbadali już skład paliwa, jaki wlano do Tupolewa z Delegacją?

Albo, kto i jak zakręcał korek? Czy ktoś na tamtej stacji paliw czegoś nie zapomniał? A i Okęcie bliżej, niż Smoleńsk.

Mniemamy, że rządzący ośrodkami władzy i propagandy w Polsce zdecydowali o końcowej i nieprzekraczalnej fazie kłamstwa – tegoż planu B, która polega – jak ukazano wyżej – na winie rosyjskiej za zamach: „zamachu smoleńskiego”, a która to faza właśnie teraz ma nastąpić. A następuje to według sprawdzonego scenariusza: „Nasz człowiek w Hawanie”.

I to z akcesoriami:

– Hasła – „zamach smoleński”, wybuchy.

– Dowody-  ostatnie sekundy lotu po wybuchach (dawniej brzoza), aż po uderzenie ziemię.

– Zaplecze medialne – furia Jarosława (aktywowana za pomocą podmiany tabletek), reanimacja Maglarza w Maglu 24, który za pomocą głupawych maglarek, magluje Smoleńsk na całego.

Przytrafił się też i piasek w trybach: publikacje akt prokuratorskich.

Niektóre omówmy krótko po kolei.

Hasłowość oskarżeń o zamach w Smoleńsku i wybuchy będą się nasilać, bo jest to technika mącenia wody, w której wszystko będzie można udowodnić i wszystko przemilczeć. Agentów poznajemy po ich nowym haśle: „zamach smoleński”.

Dowody, tj. ostanie sekundy lotu, były zaplanowane do sfabrykowania w ten sposób, aby można było uzupełnić nimi materiał dowodowy – dosłownie móc przedłużyć oś czasową –  tak potrzebny Trzem Fryzjerom: Biniendzie, Nowaczykowi  i Szuladzinskiemu.

Te dowody to właśnie zapis i świadectwo zeznań zamordowanego Musia, ale nieprawdziwe, lecz sfałszowane. Zapis i zeznania tego świadka trzeba było sfabrykować na potrzeby Trzech Fryzjerów. Tak i po to, aby jego świadectwa potwierdzały ustalenia Ekspertów od wybuchów w lub na Tuskolecie. Sfałszowane świadectwa byłoby niczym innym jak materiałem dowodowym, potrzebnym na przedłużenie w/w osi czasowej, której Fryzjer Nowaczyk nie może już dalej rozciągać po trajektorii od strony Brzozy. Dowody JAK-a 40 dawałyby możliwość uzupełnienia osi czasowej w zakresie pomiędzy brzozą, a zaleganiem wraku na polanie. A to WŁAŚNIE jest ta katastrofa, czego nie było u Anodiny, bo ona we wrak smoleński nie wierzy. To przedłużyłoby zapis trajektorii Tuskoleta o te brakujące sekundy, z którymi można by zsynchronizować wykresy Fryzjerów. A dowód zapisu jest właśnie w JAK-u w postaci nasłuchu tego, co działo się w kokpicie ginącej załogi, bo radio w Tuskolecie działało cały czas, aż do uderzenia w ziemię lub rozerwania kokpitu przez trzecią bombę.

W ten sposób wynalazki Trzech Fryzjerów byłyby potwierdzone przez dowody świadka z pokładu JAK-a 40. Nie można było tego zmanipulować dopóki żył chorąży Muś, który będąc człowiekiem uczciwym i rzetelnym mógł wszystkiemu zaprzeczyć. Dlatego go zamordowano, zabito człowieka dla tych brakujących sekund miedzy „brzozą Anodiny”, a zniszczeniem kokpitu. Bo brzoza Anodiny, choć zamroziła wszelkie zapisy, ale nie wyłączyła radia z kokpitu Tuskoleta. Co za niedopatrzenie: radio to szło na osobnym zasilaniu bateryjnym, którego łączność była nasłuchiwana w kokpicie Jak-a 40, do samego końca – jak powiedziano. Kiedy świadek już nie żyje, można mu włożyć w usta wszystko to, co potrzeba.

Wartość dowodową śp. chorążego Musia na potrzeby Trzech Fryzjerów dobrze zrozumiał prokurator (najprawdopodobniej), który może miał te właśnie dowody przerobić. To dlatego opublikował jakiś materiał w sieci w stanie pierwotnym i w ten sposób „zamroził” ich „ pierwotną” zawartość lub zagroził, że tak się może stać.

W razie wątpliwości – wypadku – Polacy będą mogli łatwo zauważać różnice pomiędzy aktami „zamrożonymi”, a poprawionym rękami prokuratorów, np. po śmierci kolejnego świadka. Ten prokurator, który byłby to uczynił, nie zrobiłby tego poprzez lenistwo, ale z chęci do życia. Musi on dobrze rozumieć to, że po takim fałszerstwie akt w jednym czy drugim wypadku i on sam będzie zamordowany, może nie przez stres i depresje, ale np. przesłuchiwanego przestępcę, bo nawet w Hawanie musi być jakaś zmiana i postęp.

Tak naprawdę, to nie bardzo wiemy to, co powiedział śp chorąży  Remigiusz Muś w prokuraturze. Nie jest oczywiste także i to, czy ten cały ciąg wypowiedzi, półsłówek etc. nie były mu wkładane w usta przez dziennikarzy. Wg tych krążących pogłosek, inżynier pokładowy JAK-a 40 miałby rozgłaszać informacje o tym, że wie dużo więcej o faktach ze Smoleńska, niż powiedział na przesłuchaniach.

A to przecież czyniło go sygnatariuszem listu carte blanche i nominowało na przyszłą ofiarę, a jego śmierć była tylko kwestią czasu.

W Smoleńsku nic nie było.

Jak słusznie zauważą antyewolucjoniści „nic” nie może zdefiniować niczego, wektor procesu ewolucji nie może być umocowany w jakiejkolwiek przestrzeni wektorowej, a w dodatku takiej przestrzeni też nie było, a więc i ewolucja nie była możliwa. Wiec i tam wymyślono wybuchy.

Problemu Smoleńska dotknął baczny i mądry obserwator naszych czasów Graham Greene, było to już 60 lat temu, i już wtedy Greene napisał to, że katastrofy czy zamachu smoleńskiego nie było, wystarczy tę książkę przeczytać i zrozumieć, no ew. zamienić plus z minusem.

Wielki Mag i co najmniej jeden z jego Trzech Fryzjerów, ten, którego poznaje się po języku przedwojennego inteligenta, musieli czytać Hawanę. Ten, kto to przeczytał, potem prosto zastąpił gentlemeńskie dialogi angielskich oficerów lat pięćdziesiątych z mentalnością chamów służb w Warszawie doby obecnej, musi wiedzieć to, że jakakolwiek gra faktami smoleńskimi, których nie było, będzie podlewana ludzką krwią: to jako substytut tych faktów, których nie było. Służby w Warszawie to ludzie okrutni, bez wstydu i sumienia, bezwzględni zbrodniczością pachołków panów, których nawet nigdy nie widzieli i w ogóle nie wiedzą tego, komu służą. Jedno, co się dla nich liczy, to miejsce przy korycie, dla niego zamordują każdego.

Wielki Mag musi to wiedzieć i niech nie liczy na to, że ujdzie karze, bo jest za to współodpowiedzialny, a może nawet pomaga w podejmowaniu decyzji.

Na koniec – co najgorsze – Radio M. i TV T. tę zbrodniczą grę również podjęło i to nie tylko w roli dziennikarzy, którzy we właściwym momencie patrzą w drugą stronę. Redakcje te aktywnie uczestniczą w kłamstwie smoleńskim i to na liczne sposoby, a tu propagując tego bezczelnego łgarza, (który jako KOR-owiec ma polska krew na rękach, a co kapłan katolicki i Polak musi wiedzieć i rozumieć!) z jego trzema oszustami. Dla ojców redaktorów też widocznie nie liczy się  coś więcej, niż tylko ugoda z tym światem , bo prawdy katolickiej w ich rozgłośniach nikt tam nie widział już od dawna.

(-)Krzysztof Cierpisz

+++

.

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE