Cyprian Polak: “Homilia biskupa Tadeusza Płoskiego niewygłoszona w Katyniu 10. 04. 2010”

Homilia biskupa  Tadeusza Płoskiego niewygłoszona w Katyniu 10. 04. 2010.

 

Nie, nie będzie wspomnieniowo i pamiątkowo.

 

Po przerwie (także gdy idzie o czytanie materiałów dotyczących mistyfikacji warszawsko-smoleńskiej) sięgnąłem do cokolwiek późno spopularyzowanej (o ile słowa „spopularyzowanej” można powiedzieć, gdy rzecz dotyczy powiedzmy, kilkunastu tysięcy osób) audycji z Radia Maryja z dnia 10.04.2010.

 

Początkowo zamierzałem pominąć znajdującą się na samym początku niewygłoszoną homilię biskupa polowego Wojska Polskiego w Katyniu, ale pomyślałem, że nie należy opuszczać niczego w tej sprawie, to po pierwsze, a po drugie przez szacunek dla zabitego.

 

Zakładałem, że zabitego, jak i nadal sądzę, że większość osób z Delegacji nie żyje. Ale nie zacietrzewiam się w tym mniemaniu i nie mam argumentów, które mógłbym jako kontrę dać blogerom i komentatorom, którzy uważają że to mistyfikacja kompletna i wszyscy żyją. Poza swoimi prywatnymi „metafizycznymi”  dowodami dotyczącymi kilku osób z Delegacji, z tym, że akurat te konkretnie osoby uprawdopodobniają to, że większość nie żyje. Jednakże, mimo że jak twierdzą niektórzy teologowie katoliccy, byt metafizyczny jest pewniejszy od empirycznego, to sam skłonny jestem jednak opierać się bardziej na tych empirycznych (poza podstawą wiary), choć od prawie już trzydziestu lat moje skromne „metafizyczne” kontakty z duszami zmarłych (prawie zawsze z Czyśca, wyjątkowo rzadko z Nieba, nigdy z Piekła) nie wskazują, aby z tym wypadku mogła zajść pomyłka. Aczkolwiek, jak mówię, coraz mniej mimo wszystko jestem pewny śmierci tych osób, bo jak wiemy, nie mamy na to żadnych dowodów.

 

Po trzecie przesłuchałem uważnie dlatego, że ja i wielu innych z drążących potrzebujemy od czasu do czasu jakiegoś zastrzyku duchowości, rozjaśnienia tych spraw, łaski Ducha Świętego, jakiejś wskazówki, uznałem więc że przesłucham homilię dokładnie i że swój powrót do analizy materiałów zacznę od rzeczy stricte religijnej czyli od homilii biskupa, która miała być wygłoszona w Katyniu.

 

Jeśli szukałem tam wskazówki, jakiegoś tropu, to zostałem cokolwiek zaskoczony.

Otóż myśl homilii, która najbardziej do mnie dotarła, była w największym skrócie taka:

 

NIE ZAWSZE NALEŻY SZUKAĆ PRAWDY!

 

Homilia, która miała być wygłoszona w Katyniu:  Nie zawsze należy szukać prawdy?  W odniesieniu do Katynia? Nieźle, co? Czyż być to mogło?

 

A może.. w odniesieniu do  tzw. Smoleńska?

 

Sięgnijmy do źródła, ale także do kontekstu, nie tego ogólnego, oczywistego, ale informowania w tejże audycji przez o. Tadeusza Rydzyka o tym, iż biskup Płoski żegnał się z mamą tego dnia, (a także informację podaną przez przedstawiciela Kurii w drugiej audycji z tego dnia ranka), co wpisuje się w kontekst  uroczystego żegnania się i niektórych innych osób z Delegacji, jakby jechali daleko i na długo, co zostało prosto odebrane przez tę część społeczeństwa, która w ogóle interesowała się cokolwiek zamachem zrobionych przez brzydkich Rosjan na czele z jeszcze brzydszym Putinem, jako przeczucie śmierci i łaska Pańska (jako że mogli się pożegnać) przed chwalebnym oddaniem hołdu w Katyniu bo wszyscy musieli tam być, śmierci która ich wszystkich spotkała w jednym samolocie na ziemi smoleńsko –katyńskiej, dodatkowo jednając w ten symboliczny sposób ze sobą wszystkie opcje polityczne i w wyraźny sposób pokazując : Zgoda! Zgoda! Zgoda!

 

Najpierw źródło czyli homilia, kontekst dokładniej później.

 

Homilia w czytaniu Marka Prałata trwa około 21 minut.  Do 11 minuty nic w niej nie zaskakuje. Jednak jej clou to rozważania o prawdzie. Biskup Płoski nie nawiązuje w niej bezpośrednio do ukrywania prawdy o Katyniu czy jej niepełności do dzisiaj, a może nawet ukrywaniu innych spraw zasadniczych tajnych decyzji dotyczących Polaków, a zawartych w archiwach sowieckich, dzisiaj z całym dobrodziejstwem przejętych przez Wielką Rassiję. Rozważania więc o prawdzie same w sobie wydawałyby się słabe i niepotrzebnie ogólnikowe.

 

Jednak od 12`24 do 12`59 audycji:„ Czy prawda rzeczywiście wyzwala? Czy zawsze i czy każda prawda?

Nie, nie każda prawda wyzwala i nie zawsze wyzwala.

Nie zawsze, PONIEWAŻ POTRZEBUJE SWOJEGO WŁAŚCIWEGO CZASU, ABY MOGŁA ZAJAŚNIEĆ W PEŁNYM BLASKU.  WiELOKROTNIE NA ÓW CZAS TRZEBA CZEKAĆ, DŁUGO CZEKAĆ I TRZEBA GO ROZPOZNAĆ, GDY NADEJDZIE.

PRAWDA WYJAWIONA ZA WCZEŚNIE LUB ZA PÓŹNO, zamiast świecić – roztacza wokół siebie ciemność, zamiast wyzwalać – niszczy”.

 

???

 

Czego to ma dotyczyć? Katynia? Nie spotkałem się z takim ujęciem kwestii prawdy w odniesieniu do Katynia, przynajmniej wygłoszonej przez duchownego.

Czy mają to być „zupełnie ogólnikowe ogólniki”. Po co w takim momencie, podczas takiej rocznicy? A jeśli mają dotyczyć ukrywanej prawdy o Katyniu, całkowicie do roku 1989 i niepełnej prawdy od tego czasu, to co mają oznaczać? Że prawda o Katyniu, która ujawniła się przecież zaraz po zbrodni, była nie w porę? I wtedy i później nie wyzwalała? A na czym miało polegać rozpoznanie tego czasu, „właściwego czasu”? Ot po prostu przyszedł rok 1989, kiedy „można było mówić i się mówiło”.  Kto tu co rozpoznawał?

Czy prawda o  Katyniu wyjawiona „za wcześnie” (?) roztaczała wokół siebie ciemność? To nowe ujęcie.

Trzeba stwierdzić że nie trzyma się to wszystko kupy.

Gdyby tak prosto kolokwialnie ująć, nie wchodząc nawet głębiej w sprawy katyńskie i zupełnie nie tykając smoleńskich, trzeba stwierdzić, że homilia jest dziwna.

 

No dobrze, powiedzą mainstreamowi, oraz metafizyczno – zamachowi nad i na Siewiernym: Przeczucie śmierci  było i dlatego homilia jest naznaczona pewnego rodzaju dziwnością.

Filozoficzne rozważania o prawdzie u biskupa katolickiego przed śmiercią? A nawet miejscami wydające się sofistycznymi?

Słowo „prawda” obracane na różne sposoby.

Przykłady?:

11` 07 – 12` 22  : „ Cóż to jest prawda? Prawdę można pomylić z własną opinią, z poglądami, z uczuciami. Bo choć uczucia są prawdziwe, nie znaczy to że są prawdą.

 

Prawdy można poszukiwać, można ją znać, odrzucać ją, ukrywać. Co można zrobić z prawdą w świecie pełnym kłamstwa? Oprawić w ramkę i powiesić na ścianie. Co można, a co należy z nią robić? Może trzeba jej bronić? Choć niektórzy twierdzą, że prawda obroni się sama, to jest to chyba dość naiwny pogląd. Bałagan nie sprząta się sam, problemy nie rozwiązują się same, a prawda miałaby się sama obronić?

Prawda potrafi być wielkim ciężarem, źródłem niepokoju, punktem oparcia, powodem rozterek.

 

Czy prawda jest ważniejsza od szczęścia?

Czy można być szczęśliwym bez prawdy?”

 

…………………….

 

Natomiast to, co winno być clou homilli w Katyniu na tle rozważań o prawdzie, czyli problem mordu naszej elity, wydaje się dość słabe, jakby doczepione do głównych rozważań… o prawdzie.

 

Od 14`29 do 16`11

„Na naszej historii w dwudziestym wieku zaważyły dwa okrutne systemy: Faszyzm, którego symbolem jest Oświęcim – Auschwitz i stalinizm, którego symbolem jest Katyń. Hitler i jego potworne zbrodnie zostały już osądzone i potępione, a Stalin i system komunistyczny winien śmierci milionów ofiar, w tym setek tysięcy Polaków pozostaje nadal bezkarny. Ten ogrom potwornego, bolszewickiego zła nazywamy Golgotą Wschodu. Kaci totalitaryzmu zabijali ludzi. Niszczyli ich niezależnie od pochodzenia, rasy, religii. Zbrodnie ludobójstwa państwa totalitarnego nie mogą być w żaden sposób usprawiedliwione. Siedemdziesiąt lat temu sowieckie NKWD przystąpiło do wykonywania polecenia Stalina i towarzyszy, którzy postanowili zgładzić tysiące polskich oficerów, policjantów i funkcjonariuszy państwowych uznanych za zdeklarowanych i nie rokujących nadziei poprawy wrogów władzy sowieckiej. Nie rokowali nadziei,  że da się ich urobić do konsystencji ludzi sowieckich, wobec czego byli wrogami, których należało unicestwić.”

 

Faszyzm? Tak chętnie mówią wrogowie społeczeństwa otwartego, a biskupa Płoskiego zaliczam do przeciwnej tej strony. Mówią: faszyzm zamiast nazizm, a wrogowie Polaków nadto unikają słowa Niemcy. I tutaj nie mamy konkretnych państw oficjalnie reprezentowanych przez narody rosyjski i niemiecki tylko: totalitaryzmy,  faszyzmy, stalinizmy.

 

Na takie słowa cieszyliśmy się jeszcze świeżo w roku 89 i 90, że ktoś dowala tym systemom, ale już od dawna pomijanie konkretnej agresji państwa rosyjskiego i państwa niemieckiego oraz rozmydlanie jej w totalitaryzmach jest (o ile ktoś nie ma tu złej woli) anachroniczne.

 

Biskup Płoski pisze, że Stalin pozostał bezkarny, ale przecież właśnie tzw. stalinizm i tzw. kult jednostki zostały już w latach 50-tych potępione. Choć to była wpisana w system maskarada. A Stalin  właśnie obciążany jest chętnie za wszystkie grzechy tzw. komunizmu, także za ustawę aborcyjną wprowadzoną w Polsce po jego śmierci i nazywaną uporczywie do dziś stalinowską. Potem pisze, że „Stalin i towarzysze”. A przecież wiadomo, że nie on był inicjatorem mordu i był do tego przekonywany.

 

„Zbrodnie ludobójstwa państwa totalitarnego nie mogą być w żaden sposób usprawiedliwione”. Takie podejście oskarżające jakieś ogólne totalitaryzmy jest jak najbardziej na rękę wiecznie chorej Wielkiej Rosji.

 

I to napisał, miał wygłosić biskup, który miał być wielkim patriotą, wspaniałym Polakiem, a do tego profesorem? Pod takim tekstem mógłby się podpisać ktoś z zupełnie innej strony, „pełniący obowiązki Polaka”, który musiałby „z urzędu” wygłosić to przemówienie.

 

Ja jednak zakładam że biskup Płoski był patriotą i człowiekiem światłym, skąd więc taki tekst, pod którym mógłby się podpisać Michnik?

 

Może biskup Płoski nie przyłożył do tej homilii ręki? A może jego są owe rozważania o prawdzie, zaś reszta została pozostawiona sekretarzowi, a ten zrobił to sztampowo.

Pozostawiona sekretarzowi w wiedzy, że i tak tego nie wygłosi, zaś najistotniejszy będzie wątek o „Prawdzie, która potrzebuje swojego właściwego czasu”.

 

Przecież w Katyniu mieli być z ważniejszych sami swoi, nie Kwaśniewscy, nie Wajdowie i inni tacy, więc zacytowany wyżej wątek, w skrócie „zbrodni ludobójstwa państwa totalitarnego”, mógł być cokolwiek wyrazistszy, konkretniejszy, polski, patriotyczny i mądrzejszy.

 

…………..

 

Gdyby ta homilia została odczytana w Katyniu nie poruszyłaby. Byłaby odebrana z pewnym rozczarowaniem, może nieuświadomionym, bo przecież nie ma w niej niczego, co mogłoby napawać na gorąco wyraźnym dyskomfortem. Ale jednak.

 

Zupełnie inaczej wygląda homilia wygłoszona przez biskupa Płoskiego rok wcześniej na cmentarzu wojennym w Katyniu w Wielki piątek, 10 kwietnia 2009. Mamy tu konkrety i jest to homilia, której można spodziewać się po biskupie Tadeuszu Płoskim.  Oprócz tego jest bardziej patriotyczna i jest tu „myślenie po polsku”. A przecież dodatkowo homilia z 2010 dotyka okrągłej rocznicy, więc jest – jeśli można tak rzec – ważniejsza, bardziej istotna, zwracająca uwagę itd. A zatem tym bardziej powinna być bardziej dosadna i mocniejsza od tej z 2009 roku. Po prostu lepsza.

 

Zacytujmy najistotniejszą część homilii z roku 2009.

 

„Dzisiaj wiemy już z pewnością, że pierwsze egzekucje polskich jeńców miały miejsce tuż przed Wigilią 1939 roku. To wtedy, tuż przed Bożym Narodzeniem, zostali rozstrzelani prawie wszyscy wzięci do sowieckiej niewoli kapelani Wojska Polskiego – w sumie około 200 duchownych więzionych w obozach w Starobielsku i Kozielsku, a data tej egzekucji jest symboliczna. Ostatnie egzekucje i masowe rozstrzeliwania polskich jeńców  miały miejsce na przełomie maja i czerwca 1940 roku.

Ogólna znana liczba wymordowanych polskich jeńców wojennych stale się powiększa. W samym Katyniu NKWD zabiło około 4,5 tysiąca osób. Dalsze 18 tysięcy rozstrzelano w Miednoje i Charkowie. Wiemy już dzisiaj także, że masowe egzekucje polskich jeńców NKWD przeprowadzało w Bykowni oraz Kuropatach. Wiemy, że co najmniej jeden transport polskich oficerów został zatopiony w okrutny  sposób na Morzy Białym. Ale nie znamy innych tragicznych dla nas miejsc na całym, ogromnym obszarze imperium zła, gdzie były mordowane elity polskiego społeczeństwa.

Według najnowszych badań Rosjanie wymordowali około 35 tysięcy jeńców. Większość z nich stanowili oficerowie i generałowie Wojska Polskiego, straży granicznej i policji. Ale byli wśród nich również urzędnicy państwowi i bankowi, leśnicy, przedsiębiorcy, lekarze, prawnicy i adwokaci, nauczyciele, profesorowie wyższych uczelni oraz wymordowani jako najbardziej niebezpieczni w pierwszej kolejności –duchowni. To była naprawdę elita przywódcza, intelektualna i duchowa Rzeczpospolitej. Takich strat nie poniosło żadne państwo ani w II wojnie światowej, ani nigdy wcześniej.

W wyroku z 5 marca 1949 roku czytamy, że NKWD wyselekcjonowało spośród wszystkich polskich jeńców, czyli blisko 250 tysięcy uwięzionych, grupę ponad 25 tysięcy Polaków, uznaną za elitę Narodu najbardziej niebezpieczną dla komunizmu, bowiem „… wszyscy oni są zatwardziałymi i nie rokującymi poprawy wrogami władzy sowieckiej”.

Zbrodnia miała pozostać na zawsze tajną i najstraszliwszą spośród straszliwych zbrodni ludobójstwa sowieckiego. Zbrodnia ludobójstwa w Katyniu, Charkowie, Twerze, Kuropatach, Bykowni – była ukrywana przez pół wieku. Była nie tylko ludobójstwem, ale największym też kłamstwem związanym z II wojną światową.

Tylko zrządzenie losu sprawiło, że prezydent ZSRR, Michaił Gorbaczow, musiał kiedyś po latach publicznie wyznać winę swojego narodu za dokonanie masakry w Lesie Katyńskim. Złożył to oświadczenie 13 kwietnia 1990 roku. Wskazane zostały inne miejsca masowych grobów i zgodzono się na przeprowadzenie ekshumacji oraz przekazano częściową dokumentację.

Trzeba także jednoznacznie stwierdzić, że nie przedawniają się zbrodnie przeciwko ludzkości, ludobójstwa i zbrodnie wojenne. Rosjanie, powołując się na przedawnienie, negują taki, a nie inny charakter zbrodni, który sami potwierdzili w akcie oskarżenia w procesie norymberskim.

Obowiązkiem każdego Polaka jest kultywować pamięć, nie tylko o tym, co było wielkie w naszej  historii, ale również o tym, co było tragiczne. Są to elementy świadomości narodowej. Sprawa Katynia jest jednym z takich zagadnień, które samo w sobie jest elementem nowoczesnej świadomości narodowej Polaków. Elementem – ostrzeżeniem, przestrogą i nakazem pamięci.”

 

Widzimy różnice?

 

Pomijam już tutaj rozważania o prawdzie, ale porównajmy tylko z  zacytowanym wątkiem o totalitaryzmach. Tam ogólniki  i szablon, zabijanie bez względu na narodowość, brak Rosjan, za to Stalin i towarzysze oraz totalitaryzmy itd.

Tutaj (2009) konkrety: Najnowsze dla wielu Polaków informacje. Użycie terminu: „ludobójstwo”, wspomnienie o nieprzedawnieniu także zbrodni wojennych, użycie konkretnie nazwy narodu: Rosjanie i powiedzenie, iż negują to, co sami potwierdzili w procesie norymberskim. Podkreślenie, iż zbrodnia ta była „najstraszliwszą spośród zbrodni ludobójstwa sowieckiego” (w homilli z 2010 najpierw mamy dziesiątki milionów ofiar, dopiero potem Polaków) i „największym kłamstwem związanym z II wojną światową.”  W homilii z 10 kwietnia 2010 mamy nadto podkreślenie (nie ma tego w tym, co zacytowałem), iż w Katyniu leżą rozstrzelani również i nie-Polacy, a ich wymieniona liczba jest dwukrotnie większa od zamordowanych Polaków.  Wpisuje się to volens nolens w „polsko – rosyjskie pojednanie” od 10 kwietnia, ale i to od 7 kwietnia z cerkwią na cmentarzu katyńskim.

Mamy także ważny intelektualnie konkret. Określenie Katynia jako elementu nowoczesnej świadomości narodowej Polaków.

 

Jest jednak jeszcze lepiej. W roku 2009 biskup Tadeusz Płoski informuje (jak zacytowałem wyżej): Według najnowszych badań Rosjanie wymordowali około 35 tysięcy jeńców.

Zaś w roku 2010 (od 16` 30) wspomina tylko o 22 tysiącach, choć z dodatkiem co najmniej.

Potem zaś skupia się innych ofiarach w Katyniu, wspomina o wielkich czystkach 1938.

Wspomina też o Wielkich Rekolekcjach w odniesieniu do Jana Pawła II (2005) dla naszego narodu, ale i całego świata. Wiadomo że o Rekolekcjach Narodu mówiono też chętnie po 10 kwietnia 2010.

 

Więc coś mi tu nie gra.

Śmierdzi mi tu.

 

Czy homilia z 10 kwietnia 2010 jest to homilia biskupa Płoskiego?

Czy owe rozważania o prawdzie przynajmniej są jego? To też nie gra, ale jeśli tak, to sugerowałoby po fragmencie przytoczonym na czerwono, iż jeśli miałaby trzymać się kupy, to musiałoby to dotyczyć tzw. Smoleńska, a więc przyszłości. Zatem biskup Płoski musiałby mieć jakąś wiedze dotyczącą tego, co się stanie, zniknięcia swojego i generałów przynajmniej, innej części Delegacji. Nie swojej i innych śmierci, a przynajmniej nie wedle wiedzy, którą miał. Wedle wiedzy, którą miał, nie miała nastąpić śmierć. Zaś swoje rozważania o Prawdzie adresowałby do tych szukających prawdy o tzw. Smoleńsku.

 

To możliwa wersja, ale wydaje mi się mniej prawdopodobna od tej, iż został wystawiony, zaś homilia nie jest jego, a została przerobiona lub też w ogóle żadnej homilii nie przygotował. Mniej prawdopodobna także dlatego, iż nikt z innych znikniętych nie pozostawił żadnych rozważań, skrótowych choćby, zapisanych w notatniku, który troskliwa żona znalazła na wezgłowiu rano, gdy się obudziła, słów w rodzaju, że prawda musi czekać na swój dobry czas i nieraz trzeba bardzo długo czekać.

 

Ale przecież i takich podejrzeń by mimo wszystko nie było. Mimo wszystko. Mimo dziwności homili z 2010 roku gdyby nie narracja, iż jeszcze rano mama go żegnała, widziała się z nim, co się powtarza i przy dwóch przynajmniej jeszcze duchownych – jednego z „samolotu” i jednego z „pociągu”, a biorącego udział we mszy w Katyniu.

Narracja w przypadku księży: spotkał się z mamą. W przypadku generałów są to żony, z którymi żegnali się uroczyście przed kilkugodzinna rozłąką, no i jeszcze bonus w postaci mamy, przykuwający nas do Jarosława Kaczyńskiego.

 

Wciąganie społeczeństwa w narrację: „pożegnali się z mamami” zaczyna się de facto chyba od tej audycji. (Zakładam, że sprytnie podane o. Rydzykowi, który w takiej przebiegłości się nie zorientował). Po emisji homilii o. Tadeusz Rydzyk informuje

(23 `12 – 23`45):

„ Wyrazy ogromnego współczucia proszę, by przyjęła mama księdza biskupa, która jeszcze rano go żegnała, a później już… niedługo, niedługo niewiele godzin później uczestniczyła we mszy świętej w katedrze polowej, za jego duszę, za duszę syna, który razem z nią rok temu żegnał tatusia.”

 

Podczas rozmowy z profesorem Jaroszyńskim mówi (1: 54: 21 – 1: 55: 01):

 

Ksiądz biskup Płoski jeszcze w sobotę (pauza) czcił kapłaństwo i kapłana, swojego kapłana 50 lat obchodził wieczorem w sobotę (?) (Chyba o. Tadeusz Rydzyk chciał powiedzieć w piątek, choć do końca nie możemy być pewni), a później, panie profesorze, rano z mamą był i mama go żegnała rano.

Rok temu pożegnał tatusia, a za dwie czy trzy godziny już (lekkie westchnienie) modliła się w katedrze polowej za jego duszę”.

 

Ojciec Rydzyk ma nie tylko  informacje dotyczące biskupa Płoskiego, jak widać w większym zakresie, niż te podane przez przedstawiciela, ale i w kontekście innych księży  i spraw metafizycznych, bo zaraz po tych słowach opowiada, iż w sobotę Szmajdziński rozmawiał  z jednym z pasterzy „jeszcze chyba w sobotę”.

 

Z tą sobotą to mamy problem w tych relacjach, bo obchodził wieczorem w sobotę , a później (..) rano z mamą był i mama go żegnała rano,

 

Zaś w info o Szmajdzińskim: (1:55: 44 – )

 

Jeszcze w sobotę, jeszcze chyba w sobotę, jeden z kandydatów, jak się nazywa, może pan wie, też zginął, z lewicy, chyba z lewicy, tak, nie pamiętam może Pan przypomni nazwisko…

 

P. Jaroszyński: A to chyba Szmajdziński.

O. T. Rydzyk: Szmajdziński, podobno  tak.  Rozmawiał  z jednym z pasterzy i rozmawiali tak normalnie i ten zapytał o to kandydowanie na prezydenta i tak dalej, czy ma szansę, o tak grzecznościowo, prawda? A ten powiedział: Tak jak ojciec Rydzyk mówi: Alleluja i do przodu. I też odszedł”.

 

(Alleluja czyli inaczej radujmy się. – choć dosłownie Hallelujah – chwała Jahwe. Jak wiemy rozradowana była żona Szmajdzińskiego, ale postać Szmajdzińskiego w kontekście tej i innych informacji ze snem Millera na czele to materiał na krótką, ale osobną notkę. Tutaj skupię się na powtarzającym się dziwnym mówieniem o sobocie.)

 

„Jeszcze w sobotę, jeszcze chyba w sobotę” – Tutaj użycie „jeszcze” sugeruje, że było coś po sobocie, przynajmniej niedziela w przypadku Szmajdzińskiego. Ale może to takie niezbyt trafne użycie „jeszcze”. I zapewne tak można było byłoby bez wątpliwości sądzić, gdyby nie to, że tuż przed tym o. Rydzyk mówi o biskupie polowym obchodził wieczorem w sobotę, a później (..) rano z mamą był i mama go żegnała rano.

 

Tu mamy wieczorem w sobotę i później rano.

Tam mamy jeszcze w sobotę +

+

(jeszcze chyba w sobotę) czyli jest coś później.,

Czy trzeba dodawać, że mówimy: Jeszcze wczoraj się z nim widziałem, czyli poprzedniego dnia.

 

Ki licho? Ojciec Rydzyk mówi spokojnie, nie myli się wcześniej.

 

?

 

W tej „katastrofie” nawet z dniami tygodnia nie jest normalnie, jak się okazuje.

 

A może to kwestia szabasu, dlatego z tą sobotą coś się kitra.

Przed ponowną emisją homilii w tym programie o. Tadeusz Rydzyk powtarza jeszcze: (3: 18: 13 – 3: 18:  28„ (..) którego jeszcze rano żegnała mama, a on pożegnał rok temu tatusia. A później ta mama po dwóch czy trzech godzinach już modliła się w katedrze polowej za duszę świętej pamięci.

 

Mamy jednak i uzupełnienie tej informacji. Podane zresztą w Radio Maryja wcześniej tego, bo w Aktualnościach Dnia:  Ze względu na to, iż jest to bardzo krótkie (01`48) wejście na antenę zacytuję całość.

 

„Ojczyznę dotknęła niewyobrażalna katastrofa. Zginęły najważniejsze osoby w Państwie. Zginął także biskup polowy Wojska Polskiego Generał Dywizji Profesor Doktor Habilitowany Tadeusz Płoski. Zginął także Wicekanclerz Kurii Polowej ksiądz podpułkownik Jan Osiński. Ordynariat Polowy Wojska Polskiego jest w głębokiej żałobie. Pogrążony jest w żałobie, ale modli się. Na wieść o katastrofie została odprawiona Msza Święta w kaplicy sióstr Pallotynek, przy ulicy Długiej.

We mszy Świętej uczestniczyła mama, rodzeństwo, najbliższa rodzina,  KTÓRZY AKURAT BYLI Z WIZYTĄ U KSIĘDZA BISKUPA POLOWEGO.

O godzinie osiemnastej w katedrze polowej wojska Polskiego odbędzie się Msza Święta sprawowana za wszystkie ofiary samolotu, który rozbił się w Smoleńsku. Będziemy trwać na modlitwie, będziemy Panu Bogu polecać wszystkie osoby począwszy od Prezydenta, poprzez osoby dowódców wojskowych, poprzez…(?) Będziemy polecać wszystkie osoby pełniące ważne funkcje w naszym państwie, wszystkie, ktokolwiek tam zginął. Będziemy modlić się za ordynariusza diecezji polowej Tadeusza Płoskiego, naszego ukochanego biskupa polowego.

(niezr.  „danie?”) wypowiedzieć rozmiaru, wypowiedzieć naszego żalu wobec rozmiaru tej katastrofy, ale Panu Bogu polecamy wszystkich, którzy zginęli. Polecamy z nadzieją w Zmartwychwstanie. To Zmartwychwstanie, które teraz w liturgii celebrujemy. Które jest naszą nadzieją i naszą radością.

Wieczne odpoczywanie racz im dać Panie. A światłość wiekuista niechaj im świeci na wieki wieków..”

 

…………………………………………………………………

 

Więc tak, oprócz homilii o której wiemy już dość dużo, mamy także skąpe, aczkolwiek wyraziste relacje o…  ostatnich godzinach (?) biskupa.

Relacje wyraziste, ale przecież niejasne, choć wydające się na pozór jasnymi.

 

Trzeba dodać że i ojciec Rydzyk (nie wiem czy pod wpływem homilii czy też nie) mówi podobnie, choć skrótowo w kontekście poszukiwania prawdy.

 

Wobec uwagi prof. Jaroszyńskiego  (1.58.44 – 2: 00: 05) „ (..) ale pamiętając, że trzeba te wszystkie szczegóły z tym związane, (podkr. C. P.)

– o. T. Rydzyk: Yhym

– P. Jaroszyński: wszystkie trzeba ujawnić, bo tu nie można przejść do porządku dziennego.

– o. T. Rydzyk : No prawda, cała prawda w miłości, a miłość w prawdzie.

Miłość, bez prawdy to jest sentymentalizm, naiwność, prawda bez miłości z kolei to może być terror. I tego się musimy uczyć, musimy bardzo. Przy naszym, przy naszym, powiedziałbym jakimś takim, no powiedziałbym naszej konstrukcji, naszej uczuciowości, spontaniczności uczyć się merytoryczności, prawda?

 

Nieco to zaskakujące, prawda, w kontekście tego, co wcześniej w audycji mówi o. T. Rydzyk. Może to przypadek, że gdy Piotr Jaroszyński mówi, że wszystkie szczegóły z tym związane trzeba ujawnić, o Tadeusz Rydzyk odpowiada, że prawda w miłości co jeszcze nie zwraca uwagi, ale informuje, że prawda bez miłości to może być terror.

 

Trzeba zauważyć, że niezrozumiałe jest tutaj właśnie wstawienie tych słów przez osobę tak konkretną jak o. Rydzyk, zwłaszcza po jego wcześniejszych, celnych różnych uwagach w audycji.

 

W kontekście śledztwa wyjaśniającego wszystkie szczegóły, wszystkie, a więc nie tylko Siewierny (i jeszcze to słowo: szczegóły) należałoby wyobrazić sobie prokuratura, prokuratorów, którzy nie kierują się prawdą bez miłości, bo to może być totalitaryzm i nie dopytują o wiele rzeczy, nie naciskają świadków, znajomych ofiar, rodziny, innych, nie wyłapują sprzeczności, bo to byłoby.. bez miłości.

Zresztą tak robią, nie naciskają i nie wyłapują, nie zauważają. Zatem miłość zwyciężyła.

 

Ja myślałem, że nawet każdy rozsądny duchowny, a  zwłaszcza ojciec Rydzyk uzna, iż prokuratura i komisje śledcze są od tego, by robić swoje, by wykonywać swoje obowiązki.

Jan Paweł II nie mówił, że wyjaśnienie zamachu na niego ma się dokonywać w miłości i nie może tu być prawdy bez miłości, tylko zostawił to prokuraturze, sądowi i służbom, a sam nawet nie sugerował, iż wyrok jest odpowiedni, za mały, za duży i czy na pewno wymienione organa kierowały się prawdą, ale połączoną z miłością.

 

Może to wszystko przypadek u o. Rydzyka, ale niezrozumiałe są te akurat słowa w kontekście wypowiedzi prof. Jaroszyńskiego.

……………………

Podsumowując i uzupełniając:

 

– Kto przekazywał księdzu Rydzykowi te informacje dotyczące biskupa Płoskiego, ale i Szmajdzińskiego w kontekście jego spotkania w sobotę z księdzem?

 

W pierwszym przypadku można łatwo oprzeć się na wystąpieniu w Aktualnościach Dnia przedstawiciela Kurii i uznać iż skoro skontaktował się z Radiem to skontaktował się z ojcem Rydzykiem opowiadając mu tę niezwykłą przecież historię, iż u księdza biskupa gościła mama, ale i rodzeństwo, najbliższa rodzina. (Ktoś jeszcze oprócz mamy i rodzeństwa?)

 

Szczególnie istotne, uroczyste żegnanie się jest w relacjach dotyczących generałów (choć nie tylko), a tu mamy biskupa polowego Wojska Polskiego.

 

– Trudno tu w ogóle oddzielić jedno od drugiego, ale ponieważ jest to notka o biskupie Płoskim, pominę pewne rzeczy, które się nasuwają. W przypadku jednak Szmajdzińskiego odstąpię od tego wyjątku, bo też pytam kto przekazywał o. Rydzykowi taką informację: O kontakcie Szmajdzińskiego z księdzem w sobotę rano i jego z nim rozmowie.

Jaki to ksiądz nie wiemy.

 

Faktem jest, że te rzeczy poszły na antenę w dniu 10 kwietnia 2010 (i po północy z 10/11 kwietnia przede wszystkim), ustawiając kontekst w kierunku widomych znaków Opatrzności Bożej: Zdążył pożegnać się z mamą, z rodzeństwem, z rodziną, a i inny choć z lewicy jeszcze rano spotkał się z księdzem i porozmawiał dodatkowo, tajemniczo cytując ojca Rydzyka.

No i później,  i niedługo później wiele rzeczy, by wymienić tylko: Godło, wieniec, mama (przy której łożu choroby obecność uratowała Jarosława Kaczyńskiego), co podkreślał zresztą o. Rydzyk. I wiemy już, jak w tych trzech sprawach sytuacja wygląda.

 

Nigdzie też (z tego co wiem) nie natknęliśmy się na jakieś słowa mamy biskupa na ten temat, rodzeństwa, innej rodziny. Mamy kilka „wydelegowanych”  rodzin. Skoro 10 kwietnia 2010 w Radio Maryja z oczywistych względów osobą pierwszoplanową był najwyższy duchowny katolicki poległy pod Smoleńskiem,  to dlaczego nie zaproszono tej całej rodziny do Radia Maryja na czele z mamą księdza biskupa, aby poopowiadała o ostatnim czasie syna.

 

No i mamy tylko mamy. Nie mamy zresztą żadnej relacji nawet z drugiej ręki sekretarza ks. Biskupa, innych jego współpracowników.  Relacji kierowcy biskupa który go zawoził, odwoził na lotnisko. A może przysłano po niego samochód służbowy? Ale to nie bardzo nam w tym przypadku pasuje, bo jak wiemy, owe samochody służbowe podjeżdżały o wygodnej dla o r g a n i z a t o r ó w  porze, czwartej nad ranem, a mama biskupa po dwóch czy trzech godzinach już modliła się za jego duszę.

 

I jeszcze inne pytania: Czy tylko mama rano żegnała syna biskupa (o ile w ogóle)?

Gdzie żegnała?

 

O. Rydzyk mówi także, iż po dwóch czy trzech godzinach od pożegnania się z synem już modliła się w katedrze polowej za jego duszę.

 

– Musimy jednak spytać gdzie byli (rodzina) z wizytą u biskupa polowego? No gdzie? Miejsca oznaczonego nie mamy. Może to Kuria, a może Ordynariat w Wojsku, a może zupełnie inne miejsce?

 

– Oraz czy miejsce, gdzie miała spotkać się rodzina i miejsce, w którym żegnał się rano z mamą, to było to samo miejsce? Czy inne?

 

Jak wynika z  tych wypowiedzi (ks. X  i  o. Rydzyka) rano była już tylko mama. Dlaczego rodzina zostawiła wiekową mamę samą.

I co, mama miała wracać do siebie sama?

Nie wystarczyło, że wieczorem spotkała się z synem, wraz z dziećmi (i inną rodziną?).

Musiała zostać do rana, żeby się pożegnać? Żeby się uroczyście pożegnać z synem, który miał wieczorem, ba, po południu wrócić?

 

– Czy tylko mama go rano żegnała z bliskich? Wynika z tego że tak. Konspiracja?

 

Gdyby było powiedziane, przekazane, uzupełnione niedługo później, że odprowadzała syna na lotnisko, to by było przynajmniej coś. Jakaś informacja, prawdziwa czy nie, z której trudno byłoby się wycofać, ale nie.

 

Ż e g n a ł a   s i ę   z    s y n e m

 

R a n o

 

W literaturze znamy wiele pożegnań, ale zawsze autorzy określają nie tylko miejsce, ale i  jego klimat. Na przykład gdy Wołodyjowski żegna się z Basią, ma to miejsce w obleganym Kamieńcu. Basia przychodzi do Michała, siadają po murem, blisko tak że kule przelatujące przez mur nie mogą ich dosięgnąć bo padają dalej. Co świetnie stwarza klimat miejsca.

 

A tu: Żegnała się z synem rano.

 

I tyle wiemy nadal po dwóch latach i blisko czterech miesiącach.

 

Jeśli przyjmiemy słowa o. Rydzyka, iż biskupa Płoskiego „jeszcze rano żegnała mama (..)  po dwóch czy trzech godzinach już modliła się w katedrze polowej za duszę świętej pamięci”.  To zachodzi bardzo krótki czas między pożegnaniem a informacją o katastrofie

 

 

Aby modlić się za duszę świętej pamięci, musiała już być powszechnie podana informacja, że wszyscy zginęli, a jak wiadomo taka od razu nie była.

 

Jeśli nawet mama biskupa była przekonana o śmierci syna już o godzinie dziesiątej naszego czasu, to biorąc pod uwagę dwie godziny, żegnałaby się z nim o godzinie ósmej, a biorąc maksymalne trzy, o godzinie siódmej. Siódma to cokolwiek za późno aby dopiero wyjeżdżać na lotnisko na mniemany wylot około 7.30, który zresztą miał być jeszcze pół godziny wcześniej, ale cóż jeśli gen. Potasiński wyszedł z domu w Krakowie o świcie, lub tuż przed świtem i zdążył, to dlaczego nie miałby zdążyć biskup gen. Płoski.

 

Zresztą późniejsze wstawanie (o ile) i niekonieczność wyjazdów o czwartej nad ranem biskupa polowego Wojska Polskiego, generała Potasińskiego i, wydaje się, innych generałów jest podobna. I biskupa polowego – powiedzmy: siódma godzina  -pożegnanie się przed udaniem się… gdzie? I u gen Potasińskiego wyjście z domu w Krakowie pozwalające na bez pośpiechu udanie się na lotnisko Balice i przylot do Warszawy mniej więcej blisko pory, w której biskup polowy żegnał się z mamą. (Nie twierdzę zresztą bynajmniej, że nawet jeśli miał lecieć do Warszawy samolotem, czy gdziekolwiek indziej, to dotarł do lotniska Balice).

 

I jeszcze takie pytanie : Skoro mama biskupa polowego w dwie czy trzy godziny po pożegnaniu już modliła się w katedrze polowej za jego duszę to znaczy, że po pożegnaniu się została w Warszawie. Dlaczego została i gdzie została?

 

Czy pożegnanie miało wyglądać tak: Rano biskup wstaje, budzi mamę, żegna się z nią i opuszcza miejsce, no właśnie jakie: Kuria, inne? A mama co? Kiedy miała zamiar jechać do domu? (A może obudził mamę, pożegnał się i poradził by się jeszcze przespała, bo się rozsypie.)

 

(A może) Nie miała jechać, aby niedługo potem modlić się za duszę syna?

 

To, że biskup Płoski istniał rano w niekreślonym miejscu w Warszawie legitymuje tylko mama i to mama z drugiej ręki. Dlaczego tylko tyle?

, , , , ,

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE