Warning: include(/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php): failed to open stream: No such file or directory in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 17 Warning: include(): Failed opening '/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php' for inclusion (include_path='.:/usr/local/php54/lib/php:/storage/content/03/139703/pear/php') in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 17 Warning: include(/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php): failed to open stream: No such file or directory in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 108 Warning: include(): Failed opening '/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php' for inclusion (include_path='.:/usr/local/php54/lib/php:/storage/content/03/139703/pear/php') in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 108 Zamach Warszawski - Gazeta Warszawska

Zamach Warszawski

 

http://gazetawarszawska.com/category/zamach/

 Przedruk:  http://zamach.eu/

____________________________________________________________________

Data publikacji: 2010-04-16

Korekcja językowa: 2012-10-17

I. http://zamach.eu/100419%20Samolot%20blizniak/Samolot.htm

Tytuł: Samolot Bliźniak.

_________________________

20100416

+++

Prezydent Kaczyński  i wszyscy inni znajdujący się na pokładzie samolotu lecącego na uroczystości katyńskie nie zginął w samolocie, który rozbił się kolo lotniska w Smoleńsku – jak to pokazano całemu światu, ale w innym miejscu.
W Smoleńsku rozbił się samolot – bliźniak. Bliźniak ten był pusty – bez pasażerów i załogi.

Przypuszczalnie chciano mieć absolutną pewność skutków zamachu i dlatego zamordowano wszystkich poprzez strącenie samolotu prezydenta i rozbicie go w ustronnym miejscu, gdzie ofiary można było rzeczywiście dobić o ile ktoś by przeżył.
W Smoleńsku rozbił się jedynie samolot – bliźniak, który został spreparowany jedynie do upozorowania katastrofy z winy pilota. W TV widać było rozbity samolot, ale ciał ofiar nikt nie widział.

Konstrukcja bliźniaka była specjalnie przygotowana do rozpadnięcia się na mnóstwo kawałków zdemolowanej konstrukcji na dużej przestrzeni miejsca upadku. To celem ukrycia właśnie faktu braku ciał ofiar w samolocie rzekomo prezydenckim.

Pierwsi  spontaniczni świadkowie na miejscu rozbicia samolotu Tu-154, np. polski kamerzysta  telewizyjny oraz polski ambasador w Moskwie Bahr, stwierdzili zgodnie, że nie widzieli ciał ani zabitych, ani rannych.  Szczególnie ważne tu jest zeznanie kamerzysty, który był na Kabatach i widział, jak wygląda miejsce katastrofy lotniczej w chwili tuż po zderzeniu samolotu z ziemią.
Brak ciał zabitych lub rannych, obaj świadkowie podkreślali  ze zdumieniem i pełną świadomościową niezwykłość tego faktu.

Ciał ofiar nie widział ani ten polski kamerzysta, ani następni operatorzy , którzy filmowali strażaków polewających wrak wodą.  Ani jeden raz kamera nie pokazała czegoś co mogło przypominać ciało jakiejś ofiary katastrofy. Ciała te powinny przecież   znajdować się  w samolocie oraz obok niego.
Samolot ten leciał z niską prędkością, a konstrukcja miała być nienaruszona do chwili uderzenia w ziemię. Dodatkowo gałęzie lasu oraz miękkie podłoże powinny wybitnie amortyzować uderzenie, co powinno umniejszyć efekt ew. rozrzutu ciał. Gdyby w samolocie bliźniaku byli ludzie, to widać by było też ciała ofiar tego wypadku.
Kamery nie pokazały także, ani plandek lub koców , które w takich wypadkach narzuca się na ciała zabitych. Na wszystkich ujęciach kamer brak takich śladów przykrycia ew. ciał.
Do miejsca wypadku nie podjechała ani jedna karetka, nie przybył nikt z personelu medycznego.
Pokazano trumny przy wwożeniu ich na miejsce wypadku jak i  przy wywożeniu ich do Moskwy.Co było w trumnach nikt nie widział. Pakowanie skrwawionych ciał ofiar katastrofy pozostawia ślady krwi na ubraniu personelu ratunkowego, jak i na sprzęcie ratunkowym. Tu ani ratownicy nie mieli śladów krwi, ani materiał trumien nie został zakrwawiony w sposób widoczny.

Władze Smoleńska – groteskowo wręcz- od razu podały , że wszyscy zginęli. Podczas kiedy nie wiedziano nawet ilu było zabitych – nie umiano podać żadnej cyfry. Cyfrą było: wszyscy zabici.W przypadku takiej katastrofy podaje się, ilu ciał doliczono się wśród zabitych, a ile ciał możne brakować – są to ew. zaginieni. Widać tu wcześniej zaplanowane komendy zaprojektowane za biurkiem i nie mające pokrycia w realnych raportach o faktycznym zdarzeniu.

Oprócz oceny działań ratunkowych dochodzi tu aspekt oszacowania  technicznego uszkodzenia  samolotu. Kiedy w pierwszych doniesieniach podawano , że wszyscy zginęli i samolot został doszczętnie zniszczony w trakcie katastrofy, TVP Info pokazywała swymi kamerami – w tle takich właśnie komentarzy  -wyraźny dobrze zachowany kształt kadłuba samolotu. Kadłub  – w części środkowej – leżąc na ziemi  wyglądał na będący  w bardzo dobrym stanie!
Leżąc lekko skośnie do osi kamery ukazywał wyraźnie swe wnętrze,które wyglądało na dobrze zachowane choć wskazujące na ślady braku tak foteli, jak półek bagażowych itp. Wyglądało to tak,  jakby nastąpił tam wybuch , który wymiótł wszystko ze swego wnętrza. Coś tak jak skorupka jajka bez swej zawartości.
Na pokazywanych zdjęciach video widać było tak, jakby część cylindryczna kadłuba została rozdarta na kawałki.  Przekrój tego rozerwania był charakterystycznie postrzępiony regularnie – też jak skorupka jajka –  co było widokiem niezwykłym przy takich zderzeniach. To postrzępienie mogło być także   podobne  do rury lub łuski pocisku , które zostały rozerwane silą wybuchu od środka, a nie siły zewnętrznej. Uszkodzenia takie nie mogą być skutkiem uderzenia w ziemię.
Film pokazujący tak zniszczoną konstrukcję zaginął i może nie ma już go nawet w archiwum TVP. Jeżeli  ktoś nagrywał te sceny w domu, powinien kopię tego filmu rozesłać po świecie i opublikować na internecie.

Co charakterystyczne, ogon części kadłubowej – pokazany na innym filmie -ma widoczne oderwanie od części kadłuba cylindrycznego w sposób absolutnie odwrotny.
Sprzeczność w rozumowaniu nie występuje  jeżeli założymy , że kadłub cylindryczny jest jednolity, a część ogonowa jest przykręcona śrubami przez wręgę kadłubową.
Przygotowując konstrukcje do łatwego rozsypania się w trakcie wybuchu przy uderzeniu w ziemię  jest dużo łatwiej poluzować śruby części ogonowej niż osłabić monolityczną konstrukcję części cylindrycznej. Stąd ta różnica. Fakt, że konstrukcja ogonowa została celowo osłabiona jest łatwo zauważalny. Wystarczy popatrzeć na zdjęcia innych katastrof Tu-154. Tam zawsze ogon jest konstrukcją najtrwalszą i trzyma się części cylindrycznej , podczas kiedy – u bliźniaka – nastąpił wyraźny podział.

Przygotowując  samolot bliźniak do efektownego rozbicia postanowiono zwiększyć efekt rozrzucenia części wraku poprzez rozerwanie kadłuba od środka właśnie za pomocą ładunków wybuchowych. Obawiano się bowiem , że wrak zachowa się w całości i trudniej będzie ukryć fakt braku ciał.
Bliźniak był tak właśnie  przygotowany – konstrukcja osłabiona – do rozpadnięcia się na mnóstwo kawałków  na rozleglej przestrzeni.  Z tych to powodów samolot nie zapalił się. Brak pożaru bowiem jest prostym wynikiem braku paliwa w zbiornikach. Samolot prezydencki  –  „prawdziwy”  – miał paliwo na całą drogę powrotną i przy takim właśnie uderzeniu “plunąłby” ogromnym pożarem. Brak paliwa w bliźniaku  musiał wynikać z obaw , że eksplozja samolotu w powietrzu wywoła równoczesny pożar samolotu na wyraźną chwilę przed zderzeniem się z ziemią – co podważy wersję o błędzie pilota.

KC100416

 

+++

_____________________________

Dodatek: Data publikacji:2010-04-29

_____________________________

20100429
+++

W załączeniu przesyłam odtworzony z pamięci
obraz oderwania części kadłuba TU-154 w katastrofie smoleńskiej.


Patrz : Szkic symboliczny przerwania kadłuba Tu-154. Kadłub tak przepołowiony – znikł bez śladu.

Obraz taki pokazywała TVP.Info w sobotę 10 kwietnia 2010 – godziny przedpołudniowe.
Odległość od kamery jakieś 100-200 metrów.
Reporter stojąc przed kamerami miał w tle taki właśnie widok kadłuba rozbitego Tupolewa.
Widok ten przemykał się miedzy osłaniającymi go drzewami po lewej, jak i po prawej stronie kadłuba.
W rzeczywistości kadłub samolotu wyglądał podobnie jak na szkicu czyli :

– 1.Leżał dość równo na ziemi  ukazując geometrię urwania ( w przekroju kołowym) w prawie 100%
– 2.Os wzdłużna kadłuba padała jakieś 60-70 stopni do osi obiektywu kamery.
– 3.Można było dojrzeć zacienione wnętrze kadłuba.
– 4.W kadłubie – poszycie było właśnie tak postrzępione, jak to pokazano na szkicu, co podkreślam.

ad1. Z takiego widoku można było wyciągnąć wniosek , że kadłub tej pokazywanej części był lepiej niż dobrze zachowany w swej pierwotnej geometrii.
Co jawnie przeczy rozgłaszanej informacji o tym, że kadłub rozpadł się całkowicie  i że choćby ze względu na to, nikt nie mógł przeżyć.

ad3. Dzięki temu można było coś powiedzieć zarówno o wnętrzu kadłuba jak i bardzo niecodziennym oderwaniu pokazywanego kadłuba od jego pozostałej części.
Otóż wnętrze kadłuba ukazywało brak jakichkolwiek elementów wewnętrznych kabiny:
– brak foteli
– brak półek bagażowych
– przypuszczalnie brak poszycia wewnętrznego (dekoracyjnego kabin pasażerskich)

ad4.  Poszycie nośne kadłuba było postrzępione właśnie tak bardzo regularnie jak to widać na szkicu.
Wynika to oczywiście z konstrukcyjnego rozplanowania ułożenia blach poszycia kadłuba i to nie jest dziwne.
Dziwne zaś jest to , że nie było widać tam tzw podłużnic, czyli elementów nośnych kadłuba,
które poprzez nity są konstrukcją niejako zintegrowaną z poszyciem nośnym.
Oznacza to , że przy zniszczeniu kadłuba – jak na obrazie – powinny być także widoczne te elementy podłużne (podłużnice) również  proporcjonalnie zniszczone – tak jak poszycie.
Co zatem możne oznaczać  brak podłużnic na zdjęciach?
– To, że zostały bądź usunięte bądź uszkodzone przed lotem.
W jakim celu?
– Aby osłabić konstrukcję.
W jakim celu?
– Aby samolot łatwo rozleciał się na drobne kawałki przy kontakcie z ziemią.
W jakim celu ?
Po to, aby ukryć fakt braku ofiar na pokładzie samolotu – który w takim wypadku musiał być bliźniakiem. Ten odstęp czasowy ok 20 minut – powyżej normalnego czasu lotu – jest zbyt krótki na to aby:
– opróżnić samolot z pasażerów i załogi – żywych , martwych  lub odurzonych narkotykiem,
– wynieść ok 120 foteli.
– uszkodzić strukturę kadłuba tak, aby łatwo rozpadła się na wiele fragmentów przy tak zaaranżowanej katastrofie.
Nasuwa się też pytanie : dlaczego miało tam nie być foteli?
Odpowiedz jest przypuszczalnie prosta. Aby umożliwić gwarantowany rozpad kadłuba przy zderzeniu z ziemią użyto ładunków wybuchowych , których efekt byłby osłabiony przez cale rzędy i szeregi foteli.
W ten sposób – bez foteli –  fala uderzeniowa obciążyła kadłub bardzo równomiernie , co dało duży efekt  destrukcji samolotu przy małym ładunku detonacyjnym , co mniej rzuca się w oczy ew. zaocznym świadkom wypadku.
Taki mniejszy ładunek, z równomiernie rozprowadzoną falą uderzeniową,  zostawia także mniejsze lokalne ślady deformacyjne na konstrukcji kadłuba.

KC100429

+++
Home

___________________________________________________________________

Data publikacji: 2010-05-11

II.   http://zamach.eu/100511%20Klamstwo%20wiarodniejsze%20niz%20prawda/Klamstwo.htm

Tytuł:  Na koniec: Najbardziej nieprawdopodobna wersja katastrofy samolotu 101, czyli: Kłamstwo wiarygodniejsze niż prawda.

___________________________________

+++

20100511

Na koniec : Najbardziej nieprawdopodobna wersja katastrofy samolotu 101.
czyli :
Kłamstwo wiarygodniejsze niż prawda.

 

Hipoteza  zakładająca to , że  w Smoleńsku nie było samolotu prezydenckiego nr 101, a w  TV widzieliśmy jedynie samolot-bliźniak, nie przestała być aktualna. Przeciwnie, wydarzenia – jakich jesteśmy świadkami po opublikowaniu tego przypuszczenia -co miało miejsce 16 kwietnia – dodały jedynie nowych argumentów na korzyść hipotezy samolotu – dublera.

Chodzi tu o dwa fakty szeroko rozpowszechnione w mediach, które swymi skutkami mają odwrócić uwagę od spostrzeżeń świadków miejsca katastrofy, z których jasno wynikało to, że ciał ofiar nikt nie widział w Smoleńsku.

Fakt pierwszy – publikacja bardzo krótkiego filmu w YOUTUBE, w którym to widać i słychać coś, co wskazuje na likwidację ocalałych rozbitków samolotu 101. Fakt drugi to skandal związany z plądrowaniem rzekomego miejsca katastrofy, z rzeczy osobistych ofiar, a nawet wygrzebywanie szczątków ciał.  Jest to bardzo dziwny zbieg okoliczności. Jest zastanawiające to, czy te dwa fakty nie są reakcją na słabość oszustwa smoleńskiego, spontanicznie ujawnionego przez  TVP, na miejscu w Smoleńsku, w kilkadziesiąt minut po rozbiciu samolotu o polskich znakach lotniczych.

Musi być oczywiste to, że te dwa w/w zdarzenia medialne mają dać „wrażenie” oczywistości rozbicia się samolotu 101 na lotnisku w smoleńsku.

Film  z YOUTUBE  przypadkowo zrobiony telefonem komórkowym – , który ukazuje „sugeruje”  likwidację osób, które katastrofę przeżyły.  Według sugestii audiowizualnych przekazanych przez to nagranie,  rozbitkowie wychodzą z wraku samolotu, a tam czekają na nich oprawcy. Rozpoczyna się wymiana ognia i po jednej  minucie wszystko jest gotowe – ci co przeżyli – rozbitkowie – zostali zlikwidowani w 100 procentach , a widzą to miliony internautów.

Pozostaje pytanie: dlaczego zatem przeżył sam autor tego filmu? Jak to możliwe, że uszedł z życiem? Czy nie po to, aby zainstalować film na internecie? Nie ma w filmie  niczego, co jest jakimkolwiek dowodem przestępstwa. Mimo to, skorumpowana prokuratura gorliwie bada jego zawartość, podczas gdy, ani Wiśniewskiego ani Bahra nikt nie wzywa na przesłuchanie. Naoczni świadkowie miejsca masowej zbrodni  – Wiśniewski i Bahr – leżą poza zakresem zainteresowań polskiego prawa(prokuratury).

Film ten jest nadzwyczaj udanym przykładem manipulacji zbiorowej. Internauci całymi milionami budują w swych świadomościach przekonanie mówiące im , że na pokładzie samolotu byli jednak ludzie. Czyli jest to zbiorowe odwrócenie uwagi od spostrzeżeń  Wiśniewskiego, Bahra  oraz innych   świadczące o tym, że ciał tam nie było. Nie był to zatem samolot 101.

Przypuszczalnie – tak jak to bywa –  sprawcy zbrodni dużo chętniej przyjmą na siebie ciężkie podejrzenia – a fałszywe, aniżeli pozwolą odsłonić słabe nawet poszlaki, które mogą naprowadzić na prawidłowy trop. Trop , który mógłby okazać prawdę o tym zamachu.

Sam film mógłby jednak być – paradoksalnie – dowodem na prawdziwość hipotezy „samolotu bliźniaka”. Otóż o słuszności hipotezy bliźniaka świadczyć miałby ten krótki fragment likwidacji tych, którzy przeżyli. Oprawcy musieliby jednak wiedzieć , że na pokładzie miało znajdować się jedynie parę osób, a nie dziewięćdziesiąt sześć. W ciągu tych kilkunastu sekund  osoby te zostałyby odnalezione i zlikwidowane.  Gdyby miał to być prawdziwy samolot prezydenta, musiałby  być tam i załoga, i cała delegacja . A wtedy wyszukiwanie, sprawdzanie kto żyje i ew. dobijanie ich z tych 96 osób musiałoby zająć jakieś dobre 30 minut a nie 20 sekund. Ponadto pozostałe w ciałach kule lub ew. ślady po nich byłyby ewidentnym świadectwem zbrodni.

Drugim szachrajstwem, mającym uśpić czujność analityków wydarzeń, jest farsa odnajdywania przedmiotów osobistych należących do ofiar katastrofy. Kiedy już „wszytko zostało znalezione i zabezpieczone” nagle w trzecim tygodniu po katastrofie, na jego sugerowanym miejscu tragedii, odnajdują się przedmioty osobiste ofiar. Portfele, telefony  i znaczące sumy pieniędzy.

A przecież teren był tak dokładnie zbadany, ziemia przekopana na  jeden metr wgłąb!

Zamachowcy tak bardzo zapatrzyli się w oszustwa WTC – 11 września –  że i w Smoleńsku, tak jak w Nowym Yorku odnalazł się paszport osoby mającej znajdować się na pokładzie. Przypomnijmy, w WTC w wielkim ogniu, stopiła się nawet stal, ale paszport rzekomego dowódcy porywaczy nie spłonął. W Smoleńsku tak samo. Mówią, że ciał nie widzieli, a tu patrzcie państwo, nawet paszport się znalazł!

Otwarcie miejsca katastrofy dla poszukiwaczy nie jest przypadkowe. Poszukiwacze chodzą tam i grzebią, a dzięki temu , że znajdują tam nawet pieniądze,  motywacja grabieży jest podtrzymywana.

Nagłaśnianie tych aktów sprawia, że problem pytań nt. braku ciał w samolocie- bliźniaku utonie w morzu faktów na temat grabienia przedmiotów osobistych rozbitków. Bo skoro są rzeczy osobiste to musieli być i pasażerowie. Brak kontroli nad tym miejscem nie jest przypadkowy. Bo gdyby tak było, to ta – kiedy indziej – żenująca sprawa byłaby natychmiast zatuszowana, a teren byłby natychmiast szczelnie  odizolowany. Problem plądrowania tego miejsca jeszcze długo pozostanie na łamach prasy. Lekcja ta musi być utrwalona w świadomości ogółu.

Jak jednak hipoteza samolotu-bliźniaka wpisuje się w przebieg zamachu?

O ile jest bardzo prawdopodobne to, że zarówno załoga jak i inni na pokładzie zostali odurzeni lub zabici gazem bojowym w trakcie lotu, to pozostaje pytanie czy zamachowcy byli na pokładzie , czy też nie. Nie można też wykluczyć tego,  że w samolocie 101 utworzono tzw. kocioł. Ci wszyscy, którzy wchodzili kolejno na pokład byli natychmiast mordowani, a ich ciała układane wgłębi kabiny.

Tej ewentualności nie można wykluczyć z dwóch powodów: Faktu spóźnienia pary prezydenckiej na lotnisko, oraz wyjątkowego przypadku braku kamer telewizyjnych, jakie zawsze były podczas wchodzenia prezydenta na pokład samolotu.  Lech Kaczyński mógł być już zabity w pałacu prezydenckim i to łącznie z oficerami BOR. Metoda ta choć klasyczna jest trudniejsza do wykonania, niż metoda gazu bojowego, która to jak się przypuszcza jest często stosowana przy porywaniu samolotów pasażerskich, a które są przerabiane na katastrofy.

Weźmy to po kolei. Zaatakowanie załogi oraz pasażerów samolotu pasażerskiego gazem jest nad wyraz proste. Jak wiadomo samolot taki lecąc na wysokości 3000-9000 metrów musi mieć – wg przepisów lotów – własną instalację tlenową. Jednakże wpuszczenie gazu do samolotu – drogą wentylacji ogólnej niosłoby ze sobą problem  nierównomiernego rozejścia się tej substancji w samolocie jako całości, co mogło być zauważone przez potencjalne ofiary. Poza tym  wstępna manipulacja taką instalacją mogłaby być wykryta przez serwis naziemny w Warszawie.

Najlepszym rozwiązaniem jest tu posłużenie się system masek tlenowych, które są na wyposażeniu każdego takiego samolotu. Maski takie same wypadną na głowami pasażerów i co ważne pilotów, kiedy tylko pojawi się jakikolwiek alarm na pokładzie. Tym alarmem może być; pożar, dekompresja kabiny, inne podobne problemy.

Procedura jest taka: natychmiast po alarmie wypadają maski, pilot oznajmia powód, zachęca wszystkich do założenia masek na twarze. Kapitan tak jak inni zakłada też i swoją maskę, aby oddychać tą drogą. Procedura nakazuje kapitanowi równoczesne załączenie AUTOPILOTA .

I to w zasadzie wszystko. Załoga wdycha gaz , którym jest odurzona lub zabita. Zamachowcy drogą zdalną przejmują rozmowy rutynowe z ew. wieżami kontrolnymi lub podobne.  Wieże rozmawiając z porywaczami są przekonane , że mają bieżącą łączność z załogą.

Jeżeli samolot nie musi lądować bez katastrofy  na ziemi, to fizyczna obecność zamachowców na pokładzie jest zbędna. Trudność  pojawia się o ile samolot jest mało nowoczesny , a potrzeba  sprowadzić go na ziemie bez kolizji. Tu–154 był natomiast takim samolotem , który pod tym względem mało nadawał się do takiego zdalnie sterowanego lądowania. A samolot 101 wylądował bez szwanku – to niemal pewne.

Należy zatem założyć, że zamachowcy musieli być na pokładzie.

Fakty mówiące o tym, że;

-nie było “zwyczajowej” ekipy reporterów i kamer TV w chwili kiedy prezydent Kaczyński wsiadał do samolotu,

-nie można było otrzymać informacji z lotniska w Warszawie, co do ilości osób na pokładzie,

-niejasność co do powodów spóźnienia pary prezydenckiej na lotnisku wskazują na to, że  zamachowcy na  pokład samolotu TU-154 nr 101, musieli wsiąść  już w Warszawie.

Jeżeli tak, to był wśród nich porywacz – pilot , który przejął stery od nieprzytomnych lub martwych pilotów prezydenta L. Kaczyńskiego. Z chwila zameldowania do centrum dowodzenia , że samolot 101 został przejęty, nastąpił moment wprowadzenia do akcji „samolotu bliźniaka”. Bliźniak został podłączony ruchu jako samolot 101, podczas kiedy samolot prezydenta leciał wgłąb Rosji.

To właśnie bliźniak krążył nad lotniskiem w Smoleńsku z załogą lub na autopilocie. To z tym pilotem lub zamachowcem podszywającym się pod pilota – już tu samolotu-bliźniaka – rozmawiała wieża w Smoleńsku. Rosyjski kontroler nie kłamał. Kontroler mógł rozmawiać z fałszywym pilotem, który -możliwe – siedział w samolocie dowodzenia zamachem. Taki samolot był zauważony nad Smoleńskiem – był to przypuszczalnie rozpoznany Antonow. To z tego powodu, kontroler prawdziwie powiedział, że pilot Tupolewa miał problemy z językiem,  dokładnie: z liczbami. Pilot w bliźniaku lub podający się za pilota zamachowiec w Antonowie  mógł rzeczywiście błędnie dyskutować – problem wysokości, co nie uszło uwadze wieży. Ale mogło to być jedynie udawanie problemów językowych –  jako konieczność grania na czas.

Kiedy bliźniak – lecąc na autopilocie – znalazł się we właściwym punkcie – został osadzony na ziemi. Odbyło się to poprzez detonacje ładunku wybuchowego w skrzydle. Skrzydło zostało ucięte i tym sposobem osiągnięto precyzyjne miejsce rozbicia samolotu bliźniaka.

Popełniano jednak błąd lub nastąpiły inne okoliczności niż te, które przewidywano. Samolot ten nie miał paliwa w ilości należnej do wkalkulowanego wybuchu. Skutkiem czego zniszczono by  ślady manipulacji, a przede wszystkim ukryto by fakt braku ofiar na pokładzie.  Wszystko miało spłonąć. W popiołach ukryto by fakty; braku ciał oraz ogromnego (nietypowego) zniszczenia konstrukcji samolotu. Brak pożaru sprawił, że opóźniono alarm. To tu właśnie i dlatego powstał problem braku określenia czasu rozbicia bliźniaka. Nie było też już czasu na przeredagowanie komunikatu władz Smoleńska: Wszyscy zginęli, a duża ilość ciał jest całkowicie  zwęglona – tak ogłoszono. Możliwe, że samolot miał lecieć bez paliwa, ale miał zapalić się na ziemi od nafty, którą wstępnie rozlano na miejscu zaplanowanego wypadku. Było jednak coś, co nie zagrało, rozlane paliwo nie wywołało pożaru i samolot nie spłonął.

Należy uważnie zwrócić uwagę na to, co ukazują filmy ze scenami gaszenia pożaru. Otóż widać tam palącą się ziemię , a nie palący się samolot.  Wrak samolotu nie ma śladu płomieni! Pierwsze co powinno się zapalić to opony kół podwozia. Koła te znajdowały się w “najbliższej bliskości” rozszarpanego zbiornika i powinny spłonąć, pozostały jednak nietknięte.

Filmy wideo pokazują zaś coś  odwrotnego niż zwykle: płonie ziemia – ale nie samolot. Oznacza to, że podkład był polany paliwem i to podkład płonie, ale słabym płomieniem, coś zawiodło.

Co zaś stało się z samolotem 101 i 96 osobami na pokładzie? Samolot ten osadzono na ziemi, gdzieś na tajnym lotnisku lub nawet doraźnie utwardzonym terenie. Było ważne, aby nie ryzykować obecności niepotrzebnych  świadków. Okolice bardziej na wschód. Było to daleko od Smoleńska.

Fakt ten wyszedł na jaw, kiedy Jarosław uparł się, aby ciało Lecha Kaczyńskiego zabrać natychmiast do Polski. Ciało należało najpierw przewieźć do Smoleńska. Samolot 101 lecąc z prędkością 800-900 km/h mógł osiągnąć dość daleką odległość, która sprawiła ten właśnie kłopot. Wymagań Jarosława Kaczyńskiego nie wzięto pod uwagę przy planowaniu. Ciało Lecha trzeba było specjalnie przerzucić do Smoleńska. Siły operacyjne w takich sytuacjach posługują się helikopterami . Prędkość lotu helikoptera jest 4 razy niższa niż Tu1-54. Oznacza to, że transport taką drogą też może być 4 razy dłuższy. I to było powodem, że samochód z Jarosławem Kaczyńskim był wstrzymywany w drodze do Smoleńska, gdzie miał zidentyfikować zwłoki Lecha.

Jest niemal pewne to, że samolot 101 nigdzie nie się rozbił . Świadczyć musi o tym stan zwłok Lecha Kaczyńskiego. Zwłoki te szybko „znaleziono”, zidentyfikowano i dostarczono do Smoleńska. Świadczy to o tym, że nie był to losowy przypadek zmiażdżenia ciała w trakcie uderzenia samolotu o ziemię. Miejsce prezydenta było przy kabinach pilotów. Stan zwłok byłby podobny do innych z tego samego miejsca w kadłubie Tupolewa. Pilotów nie znaleziono, ciało żony prezydenta było trudne i do odnalezienia i do identyfikacji.

Bez wątpienia 96 zostało zamordowanych. Nie wiadomo jaka była to śmierć, może wszyscy byli martwi już w Warszawie. Może kapitan nie dotknął nawet steru samolotu. Czy ginęli od kuli w głowę, czy od trucizny? Można przypuszczać, że ciała ofiar celowo masakrowano to granicy nierozpoznawalności, a to ze względu na obawę związaną z ew. sekcją zwłok. Oględziny ciała mogą ujawnić to, czy ciało zostało zmasakrowane u osoby żyjącej, czy też po zgonie. Ustalenie tego momentu mogło poważnie obnażyć kulisy zamachu.

Istotne jest to, że w Smoleńsku rozbił się bliźniak i nie było tam ciał, zaś samolot ten nie spalił się tak jak zaplanowano,  skutkiem czego pozostały dowody poszarpanych blach pokrycia, co świadczy wyraźnie o podłożonym ładunku detonacyjnym.

Czarne skrzynki nie świadczą zaś o czymkolwiek. Towarzysze napiszą cały zapis na nowo. Jeżeli zapisy skrzynek mogłyby coś okazać, to nic innego jak  tylko kolejną fuszerkę fałszerzy i zbrodniarzy. Tak jak po partacku rozbili samolot bliźniak  i  nie potrafili go “porządnie” spalić na miejscu, tak mogą też coś pomylić w nowo tworzonym zapisie. Towarzysze nad Wisłą pomogą towarzyszom w Moskwie zatuszować ew. uchybienia. A są także towarzysze w szerokim świecie, ci też pomogą.

Należy mieć świadomość co do tego , że zamach ani nie był robotą ani jednej osoby, ani jednego państwa. Zamach ten jest rezultatem zmowy międzynarodowej – przypuszczalnie nowej Jałty. O ile inicjatywa, inspiracja lub doraźne korzyści mogły przeważać w jedną lub drugą stronę, to jednak nikt nie robił tego na własna rękę.

KC100511

+++

_____________________________________________________________

III.  http://zamach.eu/100728%20Katastrofa,%20ktorej%20nie%20bylo/Katastrofa.htm

___________________________________________________________________

IV.   http://zamach.eu/100821%20Oszustwo%20katastrofy%20smolenskiej/Oszustwo.htm

___________________________________________________________________

IV-2.   http://zamach.eu/110109/TU-154.htm

___________________________________________________________________

V.    http://zamach.eu/110125/110125.htm

___________________________________________________________________

VI.    http://zamach.eu/110209/Oszustwo.htm

___________________________________________________________________

VII. http://zamach.eu/120308/Untitled_1.html

___________________________________________________________________

XIII. http://zamach.eu/120406/Untitled_1.html

___________________________________________________________________

IX.   http://zamach.eu/120505/Untitled_1.html

___________________________________________________________________

Data publikacji: 2012-09-29

X.   GRAWITACJA                 http://zamach.eu/120930/Untitled_1.html

______________________________

+++

Oszustwo Katastrofy Smoleńskiej

10 kwietnia 2010

Plama, która wyklucza Smoleńsk, jako miejsce mordu na członkach Delegacji do Katynia.

Ofiary zostały zamordowane w Polsce.

(ciąg dalszy; „Samolot bliźniak” oraz „Katastrofa, której nie było”)

Cześć X

Grawitacja

r.3 (poprawki językowe, usunięte błędy i dodane opisy zdjęć).

http://zamach.eu

120929

 Grawitacja

Wstęp

Katastrofa Smoleńska to arcydzieło oszustwa medialnego dokonanego przez sprawców Zamachu Warszawskiego. Jest to oszustwo na miarę zbiorowej hipnozy, w którym to stanie Polacy trwają już od paru lat. Wydarzenie, które może być porównywalne z magią WTC 11 września. Przy czym Smoleńsk rzuca większy cień na Polaków, jako ludzi rozumnych, niż WTC na Amerykanów, bo w Polsce inna jest relacja społeczeństwa do ofiar. W USA problem dotyczy społeczności amerykańskiej niezdolnej do wyartykułowania prawdy o nowojorskim zamachu – tam ofiary, jako przypadkowe osoby, nic nie maja wspólnego z krajowym systemem kłamstwa i oszustwa (establishmentem), podczas kiedy w Polsce duża część bliskich ofiar to właśnie cześć elit władzy, która mogłaby dopomóc w ujawnieniu prawdy, ale która bierze aktywny, przerażający udział w szerzeniu nieprawdy o wydarzeniu zbrodni dokonanej na ich najbliższych.

Ogólnie rzecz ujmując podpisanemu nie jest wiadome to, jak mogło dojść do sytuacji, że prawie 40  milionów Polaków wierzy w jaskrawe brednie oficjalnej wersji propagowanej przez zamachowców lub wynajęte przez nich ośrodki PR, a równocześnie  podobne 40 milionów  deklaruje, że temu „nie wierzy” i twierdzi, że domaga się prawdy, przy czym ludzie ci dalej tkwią w tym kłamstwie, a nawet sami – recyrkulacyjnie – gorliwie propagują brednie smoleńskie.  Co gorsza, ta surowa ocena – w dodatkowym aspekcie -dotyczy wyżej wspomnianych osób najbliższych ofiarom. Mianowicie, ludzie ci są często wysoko wykształceni zawodowo, a nierzadko nawet są zawodowo kompetentni w dyscyplinach ocierających się o pewne zagadnienia z różnych płaszczyzn tej masowej zbrodni. Także i te osoby twierdzą, że nie wierzą w oficjalną  wersję, ale same podobnie powtarzają w koło te fałszywe tezy zamachowców, tym samym pomagając zbrodniarzom  w tej poniżającej propagandzie kłamstwa. Makabrycznym już przykładem może być pewna wdowa smoleńska, która dystrybuuje fałszywe zdjęcia mające świadczyć o dowodach na odlot delegacji z Okęcia.

Będąc bezradnym w rozpoznaniu przyczyn tego stanu umysłów lub moralności, podpisany przyjmuje z  pokorą uwagę osoby będącej najbliższym współpracownikiem znanego w Polsce księdza, który nie tak dawno odszedł od nas skutkiem katastrofy drogowej – na temat źródeł tego problemu.  Dyskutując nt. powodów zaślepienia, czy braku zdolności Polaków do prostego rozpoznawania rzeczywistości smoleńskiej, osoba ta oświadczyła, że to nie musi być ani dziwne, ani niewytłumaczalne.  Stwierdziła ona, że może to być skutkiem zatrucia umysłowego Polaków poprzez „masowe praktyki okultystyczne w społeczeństwie”. Okultyzm masowo wprowadzany w Polsce sprawia, że społeczność ta zatraca swe europejskie korzenie, a co dawało więzy logicznego myślenia i racjonalnego działania. Podała ona przykład, że nie tak dawno temu, do Wisły i innych rzek w Polsce zostały wpuszczane mandale. Mnisi tybetańscy, w ramach własnego posłannictwa religijnego, przyjeżdżają do Polski, układają takie mandale i wpuszczają je do wodoobiegu Polski (np. do Wisły). http://gazetawarszawska.com/2012/08/23/mandala/ oraz art. wybitnego znawcy tematu, który koniecznie trzeba przeczytać (od redakcji); http://gazetawarszawska.com/2012/08/23/aleksander-posacki-sj-kultura-czy-kult-dialog-czy-zdrada/ Potem, to coś, co te mandale tworzą – poprzez kontakt fizyczny – wchodzi w krwiobieg Polaków. A następnie  – „to coś” – zakorzenia się  u Polaków, taki jest tego bieg. Skutki tego są widoczne wokół- inna sfera świadomości. Tak twierdzi ta osoba.

Jeden dziennikarz „smoleński”  na fali  zatracania ostrości widzenia lub popadnięcia w nową  świadomość (możliwe, że tybetańską) , napisał całą książkę o katastrofie, gdzie tę część ogonową kadłuba samolotu nazwał kokpitem rozbitego Tupolewa. Nie należy wnikać teraz w to, czy głupotę tę nieświadomie zapożyczył od kogoś, czy świadomie kłamał, a za co mu zapłacono. Niewątpliwie zbiegło się to z deklaracją Antoniego M. mówiącą o tym, że kokpit się odnalazł i on prowadzi na nim badania. Przyjmując te i tamte brednie społeczeństwo nie daje już sobie rady z tym, aby na ten kokpit rzucić trzeźwym okiem i zauważyć, że ten kokpit to ogon. Dla Polaków przód, to to samo, co tył.

Dodatkowo – w ramach tych manipulacji –  pokaźna bryła tego ogona (często eksponowana w massmediach ) jest pomocna oszustom w odwracaniu uwagi Polaków od niezwykłego faktu bezobrażeniowego stanu zwłok wielu ofiar. Omawiany ogon, swym masywnym wyglądem, sugeruje obserwatorowi pozostałość kadłuba, jako pewną całość, w której jakieś ciało mogło (- jakieś ciała mogły – (L. mnoga), bo jest ich wiele, ale mnogość ta jest przemilczana) pozostać w strefie ochronnej, osłaniającej je przed uderzeniem i rozczłonkowaniem. Ten natrętnie exponowany ogon utrudnia zauważenie totalnie zniszczonych stert blach kadłuba, jako jedynych pozostałości po kadłubie, co powinno implikować axjomat mówiący to, że ciała pasażerów muszą być w podobnym stanie. A to całkowite zniszczenie kadłuba wyklucza jakąkolwiek możliwość zachowania ciał zabitych w całości, co powinno być bardziej alarmujące. Tych ciał jest relatywnie bardzo wiele, co już wspomniano wyżej, a niektóre nie mają jakichkolwiek śladów uszkodzeń, które to byłyby oznakami domniemanych obrażeń wielonarządowych, będących rzekomo odpowiedzialnymi za masowe zgony. Jeżeli ciała te w znacznej liczbie odbiegają swym stanem zniszczenia od stanu zniszczenia kadłuba samolotu, to bardzo prosty wniosek: ciał tych nie było w kadłubie, kiedy kabina Tupolewa uległa temu zniszczeniu do niezwykłego poziomu fragmentacji jej konstrukcji. Wniosek taki jest nie tylko prosty, ale elementarnie uczciwy w stosunku do samego siebie, zaś kto myśli inaczej, ten kłamie, kłamie w myślach! Taki musiał pić wodę z Wisły i to blisko miejsca, gdzie Tybetańczycy wpuścili swego STRASZNEGO demona i skazili nim Polskę i polskie umysły.

Tenże ogon ma jednak pewną cechę, która sprawia, że może być on pożyteczny w ujawnieniu prawdy o katastrofie: tzn. o tym, że katastrofy nie było, a co utrzymywaliśmy od samego początku.

 

Grawitacja

To jedno zdjęcie tego ogona, jako całość, ujawnia bardzo wiele szczegółów na temat inscenizacji smoleńskiej lub okoliczności Zamachu Warszawskiego, które w innych aspektach zostały już omówione wielokrotnie na łamach Zamach.eu.

Tam omawiane zagadnienia nie poruszały jednej bardzo prostej cechy wraku ogona: zacieków od brudów zmieszanych z jakimś olejem lub innym płynem eksploatacyjnym samolotu. http://zamach.eu/100821%20Oszustwo%20katastrofy%20smolenskiej/Oszustwo.htm UWAGA: Pod tym linkiem powyższe zdjęcie jest w wysokiej rozdzielczości i pozwala na łatwiejsze zrozumienie istoty omawianego problemu.

Jest to bez wątpienia jeden z bardzo wielu znaków, znamionujących wrak smoleński kłamstwem inscenizacji, jeden z najmniejszych i nie decydujący zasadniczo o samym fakcie inscenizacji – co podkreślamy. Możemy się nawet zastanowić nad tym, czy ten słaby znak nie jest fatamorganą, cieniem lub celowym mylnym tropem.

Znak ten od pierwszego momentu rzucił się nam w oczy, ale przez ponad dwa lata milczeliśmy o tym, bo były ku temu taktyczne powody. Teraz, kiedy główny oręż oszustwa smoleńskiego – Antoni M. ogłasza, że wszystko zostało już ustalone i raport jest prawie gotowy, Wielki Maglarz został zabity, a jego apostołowie rozpędzeni na cztery wiatry, zaszła stosowna chwila na ten drobny szczegół prawdy.

Moment wydaje się być dobry, bo raport nie może już być zasadniczo zmieniony, wybuchy w powietrzu odwołane, a inna kombinacja oszustwa rozwinięta od nowa. Z Magla24 uszło wszelkie powietrze zarazy smoleńskiej i tej wielkiej mocy zakrzykiwania faktów i kierowania uwagi czytelników na ślepy tor już tam niema i nie będzie. Co prawda, działają różni „analitycy”, ale są to głównie „badacze pisma” i tak jak świadkowie Jehowy obciążeni są piętnem zaślepienia czytanymi literami, są niezniszczalni, ale mało groźni. Są też oczywiście masowi klakierzy zamachowców jako katastroficzów, ale ci są łatwo rozpoznawalni po niskiej kwocie inteligencji, niezwykle uciążliwi, ale nie wnoszący niczego.

Jest zatem szansa na to, że zwykli ludzie będą mogli w pokoju ducha zająć się tu wskazanym problemem, a nawet Antoni M. ten Lider Prawdy będzie zmuszony do odpowiedzi na proste pytania, stawiane przez prostych „niefachowców od budowy samolotów” lub techniki w ogóle. On w końcu na te pytania będzie gorliwie odpowiadał i to nawet przed kamerami, bo to, co on lubi najbardziej, to być główną gwiazdą towarzystwa i będzie odpowiadał i tłumaczył, bo dla niego kamera i mikrofon silniejsze są niż śmierć. Tak jak u Petelickiego.

A oto główny przedmiot tego wpisu.

Plama i grawitacja

Jak widzimy samolot (Tupolew zielony) w trakcie swej eksploatacji dostaje zacieków na powierzchniach zewnętrznych konstrukcji płatowca.  Jest to wynikiem zbierania się brudów na pow. blach, które potem spływają z kroplami wilgoci.  Jest to proces naturalny i ma głównie efekt kosmetyczny.

Co oczywiste dla wszystkich, krople płyną do dołu, bo tak działa siła grawitacji i drobiny brudu zachowują się tak samo.

 

   

Tu widzimy zaciek od okuć steru kierunku

 

 

 

 

 

Grawitacja

 

Grawitacja

 

 
Na powyższych zdjęciach widzimy dwa ogony dwóch różnychegzemplarzy Tu – 154 M, smoleński i jakiś inny (niebieski) – to ujęcie z lewej strony,

nieco od tylu. Niebieski Tupolew dobrze ukazuje okucia.

 

Grawitacja

____________________________

 

 

Plama zaciekowa na tupolewie smoleńskim rozpościera się wokół okucia osłon silnika środkowego.(Okucie to i jego charakter jest lepiej i wyraźniej pokazane na tupolewie  niebieskim)Okucie na tupolewie smoleńskim (strzałka) i zaciek.Położenie wraku kadłuba – ogon:„na kołach”.

Tu powyżej mamy ten sam fragment wzięty ze zdjęcia obiektu od przodu, fotografia ta ma większą rozdzielczość i smuga brudu jest bardziej wyraźna.Tu wszystko jest w odwróconym porządku plama cieknie do góry wbrew silom grawitacji. W widoku fragmentarycznym widać wyraźnie plamę, która ścieka na dół (strzałka grawitacji) i zabiera drobiny brudu leżące na okuciu, spływa dalej, a potem skutkiem procesu schnięcia zostawia wyraźną smugę brudu (zaciek), który wygląda podobnie do zacieku na tupolewie zielonym.

Spójrzmy jeszcze raz na zdjęcie umieszczone na początku artykułu i potem to samo odwrócone do góry nogami:

Grawitacja

Grawitacja

 

„Prawidłowa” plama jest na zdjęciu dolnym, odwróconym do góry nogami ( a więc w pozycji na kolach kiedy plama i zaciek powstały),bo wtedy płyn ścieka do dołu (grawitacja).

Grawitacja

Grawitacja

Tu ta sam plama i zaciek, lepsza jakość zdjęcia na ;http://zamach.eu/100821%20Oszustwo%20katastrofy%20smolenskiej/Oszustwo.htmpokazuje, że zaciek cieknie pod górę.

Grawitacja

Ujęcia fragmentów

Jak widzimy na tym ostatnim (powtórzonym) zdjęciu smuga brudu spływa do góry, a co musiałoby być sprzeczne z grawitacja. Odsłania to inscenizację.

Tak jest prawidłowo. Tak powstała ta plama i zaciek po niej.

Jeżeli to nie jest fatamorgana, ani fałszerska prowokacja to jest to duży problem dla oszustów smoleńskich, a wygodny argument dla ludzi „nietechnicznych”, a którzy nie chcą pozostać poza nawisem dyskusji na temat podstawowych faktów dot. Smoleńska.

Jak do tego zacieku mogło dojść?

Na wstępie stanowczo i wyraźnie stwierdzamy to, że plama i zaciek są stare, licząc do momentu „katastrofy”. Plama musiała powstać na 12 do 48 godzin przed godziną alarmu katastrofy na lotnisku. Nie jest możliwe, aby powstała tam na miejscu inscenizacji – w tamtej pozycji – bo płyn nie płynie (swobodnie) do góry, ale w dół, bo to wymusza grawitacja.

Tupolew smoleński był przytransportowany na miejsce inscenizacji w częściach. Prawdopodobnie helikopterem, a potem poszczególne części wraku był rozłożone dokładniej za pomocą dźwigu na gąsienicach takim, jak na zdjęciu.

Tak helikopter, jak i dźwig, dają sobie radę z 25 tonami wagi obiektu. Tupolew na sucho to ok. 50 ton ciężaru, a z usuniętymi pewnymi elementami to nawet znacznie mniej. Podzielony został przed przewiezieniem na przypuszczalnie takie fragmenty:

1.       Skrzydło lewe

2.       Skrzydło prawe (jedno z nich mogło być z fragmentem kadłuba)

3.       Kadłub część przednia

4.       Kadłub część ogonowa

4.1   Część ogonowa była razem z ogonem (prawie pewne)

4.2   Stateczniki z usterzeniami poziomymi i pionowymi (mogły być właśnie oderwane od nasady do części ogonowej, ale pewności nie ma)

 

Przy takim podziale żaden zespół nie ważył więcej niż 10 ton. Zadanie przewiezienia oraz ułożenia elementów w jakąś konfigurację nie byłoby zbyt trudne.

Właśnie na wiele godzin przed alarmem katastrofy doszło do zalania części ogonowej płynem technicznym, który spowodował ten zaciek. Część ogonowa lub nawet większy fragment kadłuba znajdowały się pozycji normalnej (na kołach). W takiej pozycji doszło do wyschnięcia i przyklejenia brudu zaciekowego do ogona. Potem dopiero nastąpiło przetransportowanie i ułożenie ogona do góry nogami.

Po wstępnej konfiguracji elementów wraku na polanie to wszystko wysadzono w powietrze. Bomb było co najmniej dwie.

Jeżeli zdjęcia są prawdziwe i prawidłowo odczytane to:

– nie jest to ani katastrofa, ani próba ukrycia pewnych niewygodnych faktów dotyczących katastrofy, a która by się rzeczywiście wydarzyła gdzieś tam. Ale to nieprawda, katastrofy nie było –  ten niuans kłamstwa (sugerujący, że to ukrycie faktu katastrofy w innym miejscu, było powodem aranżacji zdemaskowanej przez nas inscenizacji ), wisi powietrzu(!!!). Nie dajmy się na to nabrać! Bo tak spreparowany wrak i wyschnięty płyn musiały być gotowe na długo przed piątkiem o godz. 22.00 – kiedy ogłoszono alarm o zagrożeniu terrorystycznym.  A to ukazuje zamach i to nie w Rosji, ale w Warszawie i na Litwie, gdzie złapano i zabito Prezydenta Polski. Prezydenta Polski zabito  obcym kraju, za wiedzą i zgodą rządu litewskiego. Była to robota w pełni międzynarodowa.

 

Zakończenie

To, a nawet znacznie więcej, może sobie wydedukować osoba „nietechniczna” mając rozpoznaną plamę i zaciek, który nie mógł tak powstać w warunkach katastrofy czy po niej. Artykuł ten nie przynosi niczego nowego, ale daje narzędzie do ręki ludziom, którzy słabo czują się w technice (taki jest motyw główny napisania tego artykułu).

Z tym zaciekiem w ręku można pójść do:

– członka rządu i zapytać, jak to wytłumaczyć, czy to złudzenie? Nie mówić nic więcej, a zamówić kosę na sztorc.

– prokuratora i złożyć zawiadomienie o przestępstwie dotyczącego: porwania w Polsce członków delegacji, których może przywieziono do Polski w trumnach, a może nawet nie. Bo z Rosji nie można było niczego przywieźć , co wcześniej się tam nie znalazło. I nie jest pewne to, że wszystkie ciała ofiar wywieziono do Rosji, więc jest bardzo prawdopodobne (logiczne), że nie zostały one wysłane do Polski.

Czy – zatem –  nie zachodzi poważne podejrzenie co do tego, że w trumnach leżą jakieś ruskie trupy? Bo pochowek Walentynowicz wygląda na od samego początku zaplanowaną prowokację. Jeżeli wiadomo było, że w dużej części trumien nie ma polskich ciał, bo ciała te nigdy do Rosji nie dotarły, podobnie jest z pistoletami BOR, telefonami , etc– które zostały w Polsce. Aby zatem uspokoić nastroje, sprowokowano te ekshumacje po to jedynie, aby na tych paru dodatkowych sprawdzeniach trumien, o których już z góry się mówi, zakończyć ten etap. Bo gdy w kolejnych trumnach będzie prawidłowe ciało, to stwierdzi się, że ciało Walentynowicz było jednym problem, a teraz, tymi paroma ekshumacjami potwierdzono to, że reszta dostawy jest prawidłowa. Więc dalszych ekshumacji nie będzie, bo nie ma już  wątpliwości.

Prokuratora należy poinformować, że sprawa, którą on prowadzi, będzie wywieszona w Internecie. Nadejdzie taki czas, że jakiekolwiek immunitety nie będą miały skutku.

– bliskich ofiar i zapytać o to, dlaczego nie protestują, przecież taka plama wyklucza oficjalna wersję, zatem jaka wersja jest prawdziwa?

– redakcji TV Trwam i zapytać, jak długo jeszcze ojcowie redaktorzy będą zapraszać do redakcji smoleńskich oszustów i wspólnie oszukiwać Polaków?

 

 

Christus Rex

(-)Krzysztof Cierpisz

20120929

+++

Zdjęcia o podwyższonej, jakości można ładować z: http://zamach.eu/

Ew. errata na http://gazetawarszawska.com/

____________________________________________________________________

 

 

 

 

 

 

 

 

Trackbacks/Pingbacks

  1. Wydarzenia i komentarze, 22 kwietnia 2012 r. « Monitorpolski's Blog - 22/04/2012

    […] mógł być bliźniakiem. Warto dokładnie zapoznać się tymi artykułami, są one na stronie http://gazetawarszawska.com/zamach/. W relacji zaraz po zamachu (patrz nagranie Gawrońskiego) zeznaje, że “nie widział i nie […]

  2. Konferencja smoleńska oszustwem | Gazeta Warszawska - 18/10/2012

    […] Zamach Warszawski […]

  3. Konferencja smoleńska oszustwem « Wirtualna Polonia - 18/10/2012

    […] http://gazetawarszawska.com/zamach/ […]

  4. Odnośnie Jeremiasza | Arka Noego - 19/09/2013

    […] http://gazetawarszawska.com/zamach/ […]

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE