Warning: include(/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php): failed to open stream: No such file or directory in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 17 Warning: include(): Failed opening '/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php' for inclusion (include_path='.:/usr/local/php54/lib/php:/storage/content/03/139703/pear/php') in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 17 Warning: include(/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php): failed to open stream: No such file or directory in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 108 Warning: include(): Failed opening '/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php' for inclusion (include_path='.:/usr/local/php54/lib/php:/storage/content/03/139703/pear/php') in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 108 Louis-Ferdinand Celine: Pogromowe drobiazgi (8) - Gazeta Warszawska

Louis-Ferdinand Celine: Pogromowe drobiazgi (8)

“…W naturze istnieje zaledwie kilka bardzo rzadkich gatunków ptaków, mających tak mało samozachowawczego in­stynktu, tak bezgranicznie głu­pich, tak łatwo dających się o­szukiwać, jak ci ariowie… Tylko najbardziej durne gatunki pta­ków wysiadują jaja kukułki, ho­dują kukułcze pisklęta, które zaledwie zdoławszy się wykluć, usuwają z gniazda przybranych rodziców wszystko, co nie ku­kułcze. Prawi właściciele gniaz­da są tak bezdennie głupi, że nie umieją poznać podrzutków, tak samo, jak Francuz nie po­znaje Żyda, który pożera, ruj­nuje, pustoszy, oszukuje, nisz­czy, rozkłada jego własną ojco­wiznę. Ta sama groteskowa bez­troska, ten sam niewzruszony, zapowietrzony spokój, ta sama umysłowa tępota wstrętnego pyszałka.”

 

Louis-Ferdinand Celine:

Pogromowe drobiazgi

Kłamstwo jest środkiem nie tylko dopuszczalnym, ale najbardziej wypróbowanym w walce z przeciwnikami bolszewizmu.

LENIN

Jeśli się nie chce być ciem­nym, głupim i naiwnym, jak cie­lę w pierwszych dniach swego życia, trzeba się nauczyć odróż­niać żydowskie wpływy, żydow­ską inicjatywę, żydowską rękę we wszystkich przewrotach świata, w Europie, w Afryce, w Azji, wszędzie, gdzie przygoto­wuje się hekatomby, systematy­czne, zaciekłe niszczenie umy­słów i mięsa ariów. Trzeba się nauczyć odróżniać w życiu co­dziennym barwę, ton i prze­chwałki żydowskiego imperializ­mu, żydowskiej (czy masoń­skiej) propagandy, trzeba umieć przenikać do głębi wszystkie te mroki, orientować się wtym la­biryncie frazeologii, w przyczynach wszystkich klęsk, nie­szczęść, trzeba się znać na tej komedii, na tym uniwersalnym kłamstwie, na nieustępliwej ży­dowskiej megalomanii, na wszy­stkich odmianach żydowskiej obłudy, na żydowskim rasizmie, raz jawnym, raz aroganckim al­bo znów nieprzytomnym, na ży­dowskim oszustwie, trzeba rozu­mieć sens wielkiego zbrojenia tej kosmicznej permanetnej apokalipsy.

 

Trzeba mieć dobry węch, by umieć zwęszyć diabła bardzo z daleka, w każdej dziurze, we wszystkich kątach świata, po­między wierszami każdej pozor­nie niewinnej gazety — prawi­cowej czy lewicowej — trzeba się znać na każdym podstępnym chwycie, mocnym, swoistym, na każdym przychylnym epitecie, na każdej pochwale, na szczero­ści publicystycznego świecenia baki, na każdej złośliwości tak zwanej bezstronnej oceny. Dla celów żydowskiego triumfu nie ma nic obojętnego. Każdy deci­gram, każdy półton pochwały, dodany w odpowiednim mo­mencie choćby nawet nie na te­mat, ma duże znaczenie dla po­wodzenia parszywca, dla jego zaprezentowania. Żart, dowcip, utwór, czyn każdego, obojętne, jakiego Żyda, najmarniejszego autora, malarza, pianisty, ban­kiera, szulera, żydowska książ­ka, obraz, piosenka — to zawszę i wszędzie, tak czy owak cegieł­ka, to wibrujący atom w budo­wie więzienia, więzienia dla nas aryjczyków, z żydowskimi dy­rektorami na czele. Dla udosko­nalenia żydowskiej tyranii, nic nie zostało stracone. Jeśli wszy­stko się „wydyma”, to wszystko robi się dla „Żyda”. Tej wewnę­trznej kolonizacji dokonywa się albo łagodnie albo przemocą, za­leżnie od rytmu żydowskich po­trzeb w danej chwili… We Fran­cji dokonywa się tego zaboru je­szcze w rękawiczkach, ale długo już to nie potrwa.

 

Wystawa z roku 1937 dała nam wspaniały, druzgoczący do­wód tej kolonizatorsko – żydow­skiej furii, co raz mniej liczącej się z uczuciami i reakcją tubyl­ców, z każdym dniem tym bar­dziej widocznej, tym bardziej wrzaskliwej, im więcej tubylcy są ulegli, płaszczący się, tchórz­liwi. Ten zdradziecko morder­czy fanatyzm wkrótce zupełnie straci przytomność. Tak jest z tym szparagiem Pokoju, wsadzo­nym monumentalnie pośrodku Trocaderą. Jak się wam podoba ta olbrzymia żydowska gwiazda na szczycie krzaka, gwiazda kró­la Dawida, gwiazda synagog? Co ona wam mówi? Oto co: Francuzi, od tej chwili Żydzi bę­dą robili z wami co będą chcieli. Ten zgniły kodeks uświęca ich triumf. Niech tłum sobie to po­wtarza. Dla pokoju żydowskiego poniesie jutro swe flaki we wszystkie strony’ świata. Tak postanowiono. Na kolana, ludu!.. i milczeć!.. Czekając na dalsze rozkazy, wystawić swe pośladki i dawać forsę!. .

 

Zanim opuścicie triumfalne ghetto z 1937 r. rzućcie jeszcze okiem na pawilon literatury, wszak tyle się nim chełpiono. Taka sama lepka sałata, taki sam podstęp, takie samo tendencyjne oszukaństwo. Przypatrzcie się z bliska natrętnym i krzy­kliwym plakatom, tak starannie objaśniającym, tym ostrożnym referencjom, tym eliptycznym schematom! Cóż one nam chcą powiedzieć? Na co nam się każą od razu zgodzić, co uznać, pro­klamować? I na baczność! „De­cyzją naszych panów, naszych ministrów, przed tym żydow­skich artystów, żydowskich krytyków, decyzją długo, powoli przez nich przygotowywaną, głęboko przemyślaną i mającą moc prawa, dowiedziono niezbi­cie jasno, klasycznie, że z dniem dzisiejszym nieuleczalny pysza­łek Prout-Proust, „Miche juive aux Camélias”, będzie miał tę samą godność, będzie zajmował w podręcznikach, w umysłach, wszędzie i pod każdym wzglę­dem to samo miejsce, ten sam stopień, co i Honoriusz Balzac”. Trąbić! Wyraźnie! Triumfalnie! Albo się na to zgodzić, albo zdy­chać! Jest tak, jak wam mówię.

 

A teraz chcecie posłuchać in­nej muzyki? Innego tonu trąb­ki? Nieco poważniejszego? Zgo­da. Raczcie więc tym razem po­słuchać p. Hore Belisha Ży­da na stanowisku angielskiego ministra wojny. Po powrocie z francuskich manewrów wyraża nam swoje zaufanie, swój wiel­ki entuzjazm, swój zachwyt dla karności, dla wytrzymałości na największe trudy, dla wspania­łej bojowej postawy naszych żołnierzyków… Posłuchajcie mowy Ben Hore Belisha: „Je­stem teraz przekonany, że armia francuska jest najlepszą armią świata, że będzie zawsze umiała stworzyć silną zaporę i zwy­cięsko przeciwstawić się wszel­kim próbom inwazji… Naszą granicą jest Ren”. To zachwycająco uprzejme. A dobrze prze­tłumaczone z żydowskiego na francuskie, znaczy:

 

Bidart! Nor. bert! Lacassagne! Miraillet! Lendormi! Liczę na was, przy­jaciele… chamy. I to bardzo ry­chło! Bądźcie gotowi, bez przy­musu, rzucić się na druciane zasieki! Jak tylu innych takich sa­mych, jak wy, zaprzedańców. Niech wasze mięso na coś się przyda!… Już wielki czas!… Niech broni, jak należy pomyślności, szczęścia wysp judeo-brytyjskich. Wasze kości będą do­skonałą barierą dla naszych wspaniałych angielskich ogro­dów. Nie cieszycie się, nie wy­krzykujecie z radości? Merde! Czemuż więc chcecie służyć? By gosh. Wiwat król. Wiwat różne Lloyd’y. Wiwat Tahure. Wiwat City. Wiwat pani Simpson! Świat, .to żydowski lupanar.

 

+++

jew1001

 

 

Piętnaście milionów Żydów

ujarzmi pięćset milionów ariów.

 

We Francji szary człowiek, ten, na którego barkach wszy­stko się skrupi, który zaludni wszystkie okopy, słabo zna Ży­dów, nie rozpoznaje ich w masie. Nie wie nawet, gdzie się znajdują ich pyski, nie wie, że mogą mieć swoje własne sposoby postępowania.

 

Przede wszystkim wszystkie Żydy się maskują, przerabiają nazwiska, jak granice, raz się nazywają bretończykami, owerniakami, korsykaninami, to znów Turandotami, Durandami, Cassouletami, wszystko jedno jak, byle zwieść, oszukać…

Najmniej niebezpieczne, naj­mniej zdradzieckie w tej ban­dzie są nazwiska Meyerów, Jakobów, Lewych. By poznać trochę Żydów, trzeba sobie za­dać nieco trudu. Lud zaś takie­go trudu nie lubi. Dla ludu Żyd jest człowiekiem, jak każdy in­ny, to mu całkowicie wystarcza za wszelkie wyjaśnienia. Fizy­czne i moralne cechy Żyda, jego nieprzebrany arsenał podstę­pów, chytrości, przebiegłości, pochlebstw, jego nieprzytomna zachłanność, jego niezwykła zdradliwość, jego nieubłagany rasizm, jego niesłychana zdol­ność do kłamstwa, absolutnie I samorodnego, potwornego w swej bezczelności, aryjczyk przyjmuje przy każdej okazji, I znosi, rozpływa się w tym, grzęźnie, ginie od tego, nie zastano­wiwszy się ani na chwilkę, co ! mu się stało, co się z nim dzieje, co to za dziwna muzyka. Zdradzony z bebechami umiera, jak żył, nie dowiedziawszy się prawdy, nie przejrzawszy ani na chwilę na oczy. Całą swą istotą działa wyłącznie dla pomyślności, dla chwały swego pasożyta najbardziej uporczywego, naj­bardziej żarłocznego, najbar­dziej rozkładowego, dla Żyda, lecz nigdy tego nie widzi, nie zdaje sobie z tego sprawy. Z każdych wydanych przez nas dwu­dziestu centymów piętnaście i­dzie do kieszeni Żyda. Nawet ścierwo aryjczyka będzie mu za­wsze służyć do jego chwały i propagandy. W naturze istnieje zaledwie kilka bardzo rzadkich gatunków ptaków, mających tak mało samozachowawczego in­stynktu, tak bezgranicznie głu­pich, tak łatwo dających się o­szukiwać, jak ci ariowie… Tylko najbardziej durne gatunki pta­ków wysiadują jaja kukułki, ho­dują kukułcze pisklęta, które zaledwie zdoławszy się wykluć, usuwają z gniazda przybranych rodziców wszystko, co nie ku­kułcze. Prawi właściciele gniaz­da są tak bezdennie głupi, że nie umieją poznać podrzutków, tak samo, jak Francuz nie po­znaje Żyda, który pożera, ruj­nuje, pustoszy, oszukuje, nisz­czy, rozkłada jego własną ojco­wiznę. Ta sama groteskowa bez­troska, ten sam niewzruszony, zapowietrzony spokój, ta sama umysłowa tępota wstrętnego pyszałka.

 

Człowiek zachodu reprezentu­je idealną ofiarę, ofiarę absolutnie gotową, oddaną Żydom, ży­dowskim poglądom, mętnej, wieszczącej dialektyce Żyda, je­go socjalistyczno – komunisty­cznemu gadulstwu. Ideologicz­nie aryjczyk jest rogaczem, jest skowronkiem, który nigdy nie zawiedzie, który da się zwabić Żydowi na błyskotki. Rzuca się żarłocznie na każdą przyprawioną naukowo-postępowo-socjali- stycznym sosem blagę. Już jest gotów. Nic go nie powstrzyma. Wpada w zachwyt, w zapamię­tałość, staje się podobny do pa­pugi. Gotów jest umrzeć dla ży­dowskiej blagi. Zwróćmy uwa­gę, że aryjczyk jest znakomicie przygotowany do tego przez swoje dziedzictwo, że dzięki brzydkim hiper-małostkowym zwyczajom swej wiejskiej prze­szłości, stał się zatwardziałym rogaczem, nieufnym i głupim, że jest w najwyższym stopniu bierny i pyszny, jest wprost nadzwyczajną ofiarą.

 

Aryjczyk nie podróżuje nigdy, pleśnieje, jak krowie łajno w trawie. To nieuleczalny plot­karz, z tradycji, z zamiłowania. nic nie wie, nic nie czyta. Mó­wi, ciągle mówi, upaja się swy­mi własnymi słowami. Jest za­rozumiały, uważa się za kryty­ka. „Może kłamać kto przybywa z daleka”. Żyd łatwiej kłamie, niż oddycha! Czy pan jest Ży­dem? Ach, skądże znowu! Jak pan może! Jestem katalończykiem. Patrz pan na moje włosy. Jestem baskiem! Czarownikiem! Albańczykiem, sportowcem, han­dlarzem, strażakiem, wszystko jedno, czym… Ale Żydem? Fe!… Żydem nigdy!…

Lud nie wierzy w Żydów. Przeciwnie, głęboko wierzy, że Żydzi w ogóle nie istnieją, że Żydzi to podła tendencyjna baj­ka, to złośliwy wymysł ssących ludzką krew „nazistów”.

Ani jego gazeta, ani radio, ani kino nie mówi mu nigdy o Żydach, a jeśli nawet zostanie po­ruszony ten drażliwy temat, to z takimi ostrożnościami, po­chwałami, z taką powodzią komentarzy, wyrażających bezgra­niczny szacunek i bałwochwal­czy podziw. „Niezwykła inteli­gencja, niebywała, fenomenalna przenikliwość polityczna przy­wódcy ‘ naszego rebe Bluma…“ Takie oto słowa słyszy zawsze, gdy mowa o Żydach.

Niech tylko jakiś zwykły Fran­cuz pozwoli sobie powiedzieć otwarcie, że nie lubi Żydów, że nie znosi żydowskiego rasizmu, żydowskiego szwindlarstwa, zo­staje zaraz, natychmiast, bezape­lacyjnie zaliczony pomiędzy naj­większych łotrów, staje się nie­słychanie rzadkim okazem nieu­ka, przykładem absolutnie niedopuszczalnego wstecznictwa, tępakiem, wrogiem wszelkiego postępu, godnym politowania głupcem, wyznawcą wstrętnych I rasowych przesądów, zacofa­nym magotem, zasuszoną mumią, nieruszaną od czasów wiel­kiej kloaki Dreyfusa. Wreszcie czymś tak okropnym, tak mon­strualnym, że nie można na to patrzeć, nie można tego słuchać, nie można o tym myśleć bez obrzydzenia.

Żyd złożony jest z 85% bez­czelności i 15“/o próżni. Aryjczykowi zupełnie brak tupetu. Dzielny jest tylko na wojnie, w życiu zaś to nieśmiały baran. Gdy go chcą zawstydzić, na­tychmiast się wstydzi. Wstydzi się swojej własnej rasy! Połk­nie wszystko, co powiedzą, we wszystko uwierzy. To znaczy wierzy w to, czego chce Żyd. Żydzi zaś bynajmniej nie wsty­dzą się ani swej rasy, ani swe­go obrzezania, przeciwnie… Gdyby się wstydzili swego żydostwa, to w ciągu tylu wieków byliby się rozpłynęli w masie innych narodów, i dziś nie mie­libyśmy ani Żydów ani żydow­skiego rasizmu. Ich żydowskość nie jest dla nich wadą, przeciw­nie, jest ich dumą, ich najwyższą, najpiękniejszą chlubą, ich histe­rią, ich religią, ich fanfaronadą, ich tyranią, całym arsenałem najfantastyczniejszych przywi­lejów. Marzą o tym, że zostaną panami świata i będą nim rzą­dzić coraz to bardziej despoty­cznie. „Mity rasowe” to dla nas, my mamy wierzyć, że rasa, że naród to tylko mit, to szkodli­we kłamstwo! Dla nas więzie­nia! Dla nas niewola! Trzeba być głupim, jak aryjczyk, aby nie dostrzegać, nie widzieć tych uderzających swoją oczywisto­ścią znamion żydostwa, które włada nami, osacza nas. gnębi.

Żyd korzystając z próżności i naiwności goja, opanował go bez wysiłku z bebechami, do szpiku kości. Żyd zawsze wygrywa. Ze skromnego i prostego aryjczyka żyd zrobił snoba, niby krytyka, świetnie przygotowa­nego do automatycznego poniża­nia, do niszczenia swych ple­miennych braci, do podejrzliwo­ści względem nich, lecz w żad­nym razie, nigdy do „krytyki” fantasmagorii żydowskiej. Aryj­czyk jest po prostu tylko żydo­wską małpą. Wykrzywia się na komendę Żyda. W naszych cza­sach najbardziej tępy goj staje dęba, buntuje się, jeśli ma po­dejrzenie, że może zachował w sobie jeszcze kilka drobnych ra­sowych przesądów. Niepokoi się, lęka, że może być nie dość postępowy, nie dość modny, li­beralny, nie dość międzynarodo­wy, demokratyczny, smokingo­wy, nie dość politycznie wolno-myślny, co oznacza praktycznie, że nie jest dość dobrze zoriento­wany, dość trzymany przez Ży­dów w szponach, dość przez nich opanowany, dość bezpłcio­wy, uległy, posłuszny, zżydziały we wszystkich swych członkach, w każdej kropelce swej spermy, swej krwi, aż do ostatniej nitki swego odzienia, najdrobniejszej cząsteczki swego chleba, że nie jest dostatecznie zafajdany przez Żydów… dla Żydów. Jeżeli oka­że nieco ciekawości, nieco podej­rzliwości, prędko zostanie przy wołany do porządku, wnet zro­zumie, wnet nauczą go tak, iż wszystkim powtarzać będzie, że nie ma, że me może być na świecie nic większego, wybitniejsze­go, szlachetniejszego, doskonal­szego, ponad Żyda, ponad to, co żydowskie… Ani uczony, ani mi­nister, ani malarz, ani reżyser, ani primadonna teatru ,ani pio­senka, ani szwaczka, ani finan­sista, ani architekt, ani doktór itd. — nikt i nic nie może przewyższyć Żyda!

Wybrana, utalentowana rasa! I Zaćmiewa, przoduje, dystansuje, zostawia nieskończenie daleko poza sobą ten nędzny, godny po­litowania, głupi drobiazg, od­padki ludności tubylczej, tych drwiących gadułów, bezmózgich, zgorzkniałych, zapleśniałych, pretensjonalnych patała­chów, tę naiwną hołotę, której już sam widok przyprawia o mdłości — do tego stopnia są ci współzawodnicy głupi, niemra­wi, niedołężni, groteskowi. Hi, hi! hi! ludożercy, plotkarze, bła­zny, smarkate, nędzne wesołki, brudna, zwyrodniała rasa, du­chowe wyrzutki, kasta rabów, do których przynależność nigdynie może być zaszczytem! Wstyd nad wstydy! Hańba! Nie mieć w sobie kropli krwi żydowskiej, to w naszych czasach mniej Wię­cej być „nieczystym”.

Ci, co tu i owdzie pozwalają sobie na pewne figle, na psoty, co zachowali jeszcze pozory eg­zystencji, zawdzięczają to jedynie wielkiej pobłażliwości władz żydowskich, ma tu miejsce tyl­ko wstrzymanie wykonania wy­roku, które każdej chwili może być odwołane. Gdy goj zacho­wuje się poprawnie, może jesz­cze przez pewien czas liczyć na wyrozumiałość; pozwolą mu być j do czasu belfrem, konowałem, i wiejskim strażnikiem, członkiem gwardii ludowej, policjantem, pacykarzem, dniówkowcem. Lecz gdy zaczyna mieć niezdro­we ambicje, niedopuszczalne zachcianki, gdy zaczyna przebąkiwać o przeniesieniu się do mia­sta, wówczas biada mu! Sto piorunów na jego głowę! Zdeptać! Zmiażdżyć poczwarę. Niech nie zapomina, że światem rządzą Żydzi, że „biały” może być jedynie robotnikiem lub sołdatem i koniec! Artystą, pisarzem, „szefem”, może i musi być tylko Żyd!

Selekcja dokonana pierwszo­rzędnie, zapory mocne, niewzru­szone. Wszystkie gazety, prawi­cowe i lewicowe są do tego sto­pnia zażydzone, zżydziałe, tak u­zależnione od Żydów, że gdyby która z nich pozwoliła sobie choćby jednym słówkiem zdra­dzić to co się naprawdę dzieje, czy w metropolii, czy w kolo­niach, w głębi tajników naszych najżywotniejszych interesów na­rodowych, natychmiast odebrano by jej wszelką możność dal­szej egzystencji.

Jeżeli się zdarzy jeszcze w tej lub owej dziurze jakiś antysemi­ta, jakiś przedziwny uparciuch, to jest on tylko straszydłem, po­śmiewiskiem. Jego niezadowole­nie, jego wystąpienia, wszystkie jego słowa i czyny są absolut­nie bezskuteczne, są uważa­ne za rażąco niestosowne. Trze­ba przecież jeszcze dobitniej klęczącym kornie masom do­wieść śmieszności głupich, nie­smacznych wybryków, donkiszoterii tych odosobnionych wy­stąpień. Doskonale! Niech lud ma rozrywkę, niech się bawi ko­sztem tych klownów!

Sprawa jest pogrzebana już od czasów Dreyfusa, już od Dreyfusa Francja należy do Ży­dów, należy ciałem i duszą, do Żydów międzynarodowych. Wszyscy oni są międzynarodowcami. Francja to kolonia mię­dzynarodowych władz żydo­stwa. Wszystkie próby buntu krajowców, wszystkie usiłowa­nia, mające na celu wyrugowa­nie Żydów, wszelka walka z gó­ry skazana jest na sromotną przegraną. Zmaterializowana, zracjonalizowana gruntownie, schamiona, ujarzmiona przez ży­dowską podłość Francja, zalkoholizowana aż do szpiku kości, miglancowata, sprzedajna, wyja­łowiona doszczętnie z wszelkie­go liryzmu, a ponadto wynisz­czona maltuzjanizmem — prze­znaczona jest przez Żydów na zagładę, na entuzjastyczną ma­sakrę. W takich warunkach ka­żdą rebelię czeka jeden jedyny los: szybkie zlokalizowanie, masakra rebeliantów i nowe, jesz­cze cięższe represje, jeszcze cięższe prześladowania…

Francuzi już nie mają duszy.

Duszę Francuzów pożarł rak zepsucia, wrzód złośliwości. Lecz są oni mimo to bardziej tępi, bardziej skostniali, niż zepsuci i złośliwi. Każdy antyżydowski wysiłek, natychmiast potęguje świerzbienie skóry żydowskiej, świerzbienie nigdy nieustające, wielką żydowską propagandę „żydowskiego męczeństwa” dla sprawy żydowskiego zwycię­stwa, którego im zawsze za ma­ło, którym się nigdy nasycić nie mogą. Żyd będzie się pastwił nad nami aż do skończenia świa­ta, aby się pomścić za obcięcie mu napletka. To napisane. To wesołe. Każda antyżydowska kampania wywołuje natych­miast w odpowiedzi tysiące ży­dowskich zebrań, zjazdów, kon­gresów, roznamiętnionych, roz­gorączkowanych jeszcze większymi, zroszonymi łzami kroko­dylimi żądaniami, usprawiedli­wia powódź nowych petycji, wreszcie wybucha straszliwe wycie, dzika sarabanda, huk wszystkich organów nadmucha­nych i przedmuchanych nieusta­jącymi żydowskimi jeremiada­mi… syczące żydowskie prze­kleństwa.

Nie ma nic dość niskiego, dość hańbiącego, przy pomocy czego można by należycie odmalować przed zgorszonym, przed obu­rzonym światem całą potwor­ność tej niebywałej bezczelno­ści, te fenomeny, te bunty aryj­skiego bydła, które nie chce poł­knąć, strawić, zasymilować, po­godzić się z diabolicznym tupe­tem Żydów, z setkami tysięcy ‘kataklistycznych świństw żydo­wskich. Wampiry! Jaskiniowce! Łajdaki! Lubieżniki! Cyrkowcy! Pajace! Prześladowcy męczenni­ków! Katy! Zwierzęta, dyszące żądzą demokratycznej krwi! Trędowate pachołki faszyzmu! Apokaliptyczny harmider napeł­nia cały świat. Drżą, pękają od niego mikrofony. Rozlega się echem we wszystkich zakątkach ziemi. Głuszy, rozbija na proch wszelki, najmniejszy nawet sprzeciw!

Daremny wasz wysiłek, nie­wolnicy Żydów! Nie będziecie słyszani! Choćbyście pękali. Na nic wam się to przyda. Infernalny harmider żydowski, blaga o prześladowaniach dominuje, tłu­mi, zaciera wszelką prawdę, wszelką rzeczywistość tak umie­jętnie i z taką siłą, że każda pró­ba przeciwstawienia się jest śmieszna. Żydowska żyganina, żydowski szantaż do tego stop­nia zapaskudziły całą ziemię, ogłupiły cały świat, że niepodob­na się już porozumieć. Stąd to pomieszanie wszelkich pojęć, wszelkich wartości, to ogólne rozbicie, powszechne tamtam parszywców, tych szwindlarzy, oszustów, krętaczy, szkodników! Najszlachetniejsze, najczystsze i bez wątpienia najcenniejsze dla społeczności ludzkiej uczu­cia: litość, przyjaźń, wierność, szacunek, pogarda kłamstwa, u­miłowanie prawdy, zaufanie — były w ciągu wieków tyle razy przez Żydów wyśmiewane, nad­używane, wydrwiwane, bezcze­szczone, gwałcone, zaprzedawane setkami tysięcy przeróżnych sposobów, że obecnie straciły już wszelki pokup, wszelką war­tość, że nie są już notowane na giełdzie świata. Teraz w oczach świata uczucia te są już podejrzane, uważa się je za nędzne lub śmieszne podstępy, kryjące w sobie z całą pewnością jakieś nieczyste zamiary, nowy rodzaj łajdactwa, zbrodniczą intrygę…

Lecz mimo tylu doświadczeń, sztuczki „prześladowanego”, „umęczonego” Żyda mają jeszcze ciągle wzięcie u głupiego aryj­czyka. Każda najnędzniejsza bajka o ucisku Żydów, każda ży­dowska skarga, żydowski „Chaplinizm”, wyciska mu z oczu po­toki łez. To nie zawodzi. Lecz gdy zwrócą się do niego swoi, gdy przyjdą poskarżyć się na swoje aryjskie nieszczęście jego współplemieńcy, to wyrzuca ich na złamany pysk. Dla nich nie ma łez. Samą swoją skargą bu­dzą w nim obrzydzenie. Jest dla nich najsurowszym sędzią. Ich narzekania uważa za bezczel­ność, za przebiegłość. Nienawi­dzi ich za to z całej duszy. Wzru­szają go zawsze tylko nieszczę­ścia Żydów. Opowiadań o tych „okropnościach” słucha bez nie­ufności, bez sceptycyzmu, bez sprzeciwu. Połknie wszystko. Nieszczęścia żydowskie są legendą, zresztą jedyną legendą, w którą wierzy jeszcze aryjczyk. Najwyższy cud! Gdy żydowski łupieżca woła ratunku, wyje, że go krzywdzą, zbiegają się aryj­skie cielęta i same rzucają mu się W paszczę. Uczta gotowa. W ten sposób Żydzi zdobyli wszy­stkie bogactwa, wszystko złoto świata. Napastnik, rabuś wyje, że go mordują. Ta sztuczka jest tak stara, jak sam Mojżesz… Żydzi ani na chwilę nie przestają się nią posługiwać. Żyd włożył rękę do cudzej kieszeni, a na nas spadł za to potop. Żyd sprowa­dzi na świat nieszczęście, a sam myk do Arki! i bezpieczny.

( D. c. n.).

==========

Prosto z Mostu

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE