Warning: include(/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php): failed to open stream: No such file or directory in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 17 Warning: include(): Failed opening '/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php' for inclusion (include_path='.:/usr/local/php54/lib/php:/storage/content/03/139703/pear/php') in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 17 Warning: include(/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php): failed to open stream: No such file or directory in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 108 Warning: include(): Failed opening '/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php' for inclusion (include_path='.:/usr/local/php54/lib/php:/storage/content/03/139703/pear/php') in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 108 Adolf Nowaczyński: Żydy łżą. - Gazeta Warszawska

Adolf Nowaczyński: Żydy łżą.

 

 

Adolf Nowaczyński

 

Sempre avanti

Żydy łżą.

Adolf Nowaczyński

Adolf Nowaczyński

Okropnie teraz, obłędnie,  opętańczo żydy łżą. Okłamują i oszukują Europejczyków bez opamiętania. Przez trzy lata  produkowali dziennie kilka tysięcy ton kłamstw o Hiszpanii. Teraz rzucili się na Italię, odkąd Italia zdecydowała się na radykalną kurację i wyczesanie pasożytów. W poprzednich latach jeszcze jako tako Italię oszczędzali.

Ale już podczas Abisynii  wydał Sanhedryn Mędrców  Syjonu ukaz do żydostwa, aby zacząć judzenie świata na Romę w obronie czarnego króla w  pelerynie i dla ratowania demokracji etiopskiej („Lew Judy”). W  genewskiej Synagodze Narodów dyplomatyczny spęd służalców żydostwa zadecydował te błazeńskie „sankcje” przeciw  Romie. Państwa – wampiry globu zaopiniowały, że Italii nic się z czarnego lądu nie należy.  Zmobilizowano do ujadania i  szczucia całą journaille z Weltpressy. Jakże się zaśliniała z radości piekielnej porozlokowywana w europejskich metropoliach  pisząca swołocz (przeważnie litwacka), gdy się coś nie  udawało wodzom i strategom II Duce.

W rezultacie finalnym  wszystko się udało. Imperium jest, będzie i będzie jeszcze narastało wtedy, kiedy w oczach będą  odpadać wielkie kolonie narodów zdechlackich, giełdziarskich,  zamierających na cukrzycę i  wysychanie szpiku pacierzowego.

Ale żydy światowe przez to  jedno tylko, że tak wyły w niebogłosy o sankcje i represje  przeciw Rzymowi, podpisały już wtedy wyrok bezapelacyjny na szczupłą, ale doborową cyfrę pięćdziesięciu tysięcy judierii włoskiej. Teraz już im nic nie dopomoże i nie ich nie uratuje. Żyli sobie całe lata, całe wieki jak u Pana Boga za piecem.  Były żydy i żydówki koło  Garibaldiego, były burmistrzami Roma Aeterna (Nathan), były  premierami (Luzatti) i moc ministrów, senatorów, znakomitych  uczonych, literatów, śpiewaków.

Toteż zjeżdżało się tutaj  czarne mrowie i ze Wschodniej  Europy. Po roku 1919 w sumie 20.000, wśród nich genialne kombinatory Toeplitz i Schaurer i Suvich i Pinkerle („Moravia”). Czystka zaczęła się już  właściwie od schwytania za  gardziel „wielkiego mediolańezyka” presidente „Banca Commerziale”. Już wtedy można było przeczuć, że Rzym weźmie się kolejno do wszystkich „gniazd żmij” i do wszystkich „kupców weneckich”. Kilka afer  odkrywających matactwa i intrygi pozornie oddanych faszyzmowi Hebrejów zdemaskowały  solidarność Żydów włoskich z  Żydami zachodnich i zachodzących „Wielkich Demokracji”.  Szczególnie afera „dziesięciu Levych”, szczególnie podłechtywanie zwyrodniałego członka  wielkiej rodziny Garibaldich EnZion, szczególnie paszkwile na odrodzoną Italię zgangrenowanego erotomana „conte Sforza”, szczególnie głupowata nagonka też eksdyplomaty Żyda Prata w zakupionym mu przez  genewskie żydostwo „Journal des Nations”, szczególnie fanatyczny, wrzaskliwy entuzjazm żydostwa zagranicznego dla takich  maniaków z XIX-tego wieku jak G. Ferrero, stęchłego adoranta  liberalizmu schylockratycznego.

Drobniejsze motywy też  odegrały swoją rolę, jak  wypychanie na “front reklamy  europejskiej jako reprezentanta młodej literatury włoskiej… Pitigrillego, jak błazenady wyprawiane przez żydostwo z genialnym, ale głupowatym Toscaninim, jak wreszcie pasowanie na przekór przez żydowskich paryskich gourmandów Chiricca na  reprezentatywnego malarza  nowoczesnej Italii… No i jak wreszcie Dybuk na miejsce Parsifala… Doszło bowiem i do tego. I nie tak to dawno. Kilka lat temu. W mediolańskiej La Scali w pierwszym na świecie instytucie muzycznym szła premiera żydłaka Luigi Rocca z librettem  Renato Simone na tle  dramatycznego „poematu” Żyda  kijowskiego czy charkowskiego „Anskiego”. „Dybuk” szedł w „La Scali”, a Włosi klaskali, a  telegramy o zwycięstwie szły z Milano na cały świat.

Dziś to już wszystko zapadły świat. Ani śladu po Toeplitzach i Schaurerach, po Pitigrillim i „Dybuku”. Już nie ma mowy o  tym, żeby Mussolini przyjmował nadrabina dr.prof. Prato na  „prywatnych audiencjach”, jak to bywało.

Represje w Italii idą tym ostrzejsze, że o kilka lat  odkładane, choć nigdy nie zapóźnione. Muszą opuścić wszystkie  katedry uniwersyteckie i zrzec się wszystkich wyższych szarż  wojskowych. Zostanie minimalny procent adwokatów, profesorów gimnazjalnych, lekarzy,  dyrektorów banków, szefów industrii. Ci co po roku 1919-tym osiedli, wszyscy fora! Zabierać mają tylko po 2.500 lirów. Zostawić muszą biedaczyny całe maleparta w sumie 12 (dwanaście)  miliardów lirów!

Cóż więc mają począć teraz, znalazłszy się w desperackiej sytuacji? Cóż im pozostaje jak nie szkalowanie Italii i  podjudzanie przeciw państwom  totalnym wszystkich narodów i  ludów? Tak też i czynią. Pośród tysiąca łgarstw i potwarzy dwa zasługują na szybkie  napiętnowanie. Pierwsze to, że ten  ostry kurs antyhebrajski, to z  drugiej ręki, to naśladownictwo z ostatnich dwóch lat dla  przypodobania się Berlinowi, że to się nigdy nie zapowiadało, że to jest przedrzeźnianie i małpowanie Niemców.

Otóż nieprawda. Tak w  publicystyce jak w literaturze  znacznie przed Hitlerem było przede wszystkim kapitalne alarmujące potężne dzieło Papiniego o Gogu i Magogu”, przyswojone polszczyźnie pzez wdowę po St. Brzozowskim (rok 1930),  godne miejsca przy dziele  angielskim Hilarego Belloca  domagającego się całkowitego usunięcia żydostwa z Europy. Jeżeli zaś sam początek obecnej wielkiej Wojny Żydowskiej, sam początek ofensywy przeciw „Gogowi i Magogowi” nie zaczął się w Rzymie, to trzeba tu  przypomnieć minimalność cyfry  procentowej, to jest 45 tysięcy na 45 milionów, a nawet z  dodatkiem wimigrowanych po roku 1919 dwudziestu, a po roku 1933 dwunastu tysięcy, czyli suma sumarum plus minus; 77  tysięcy, a więc mniej niż w polskim jednym… Będzinie, czy  Białymstoku!

Drugie kłamstwo bezecne i bezczelne, to o upadku  kompletnym sztuki, literatury,  twórczości, piękna, niezależnej myśli, dramatu, muzyki, poezji.

Wystarczy i należy przeczytać instruktywną, sumienną,  spokojną pracę Jerzego Walldorfa „Sztuka pod dyktaturą”.  Równocześnie i Zischki: „Italię”. Równocześnie przerzucić stos miesięczników, tygodników, dzienników, periodyków. Co za bogactwo, co za pełnia, co za  różnorodność! różnolitość  wydawnicza i typograficzna! I to  czasem po całkiem  prowincjonalnych miastach! Czy miał coś z tego w ręce któryś z  naszych burżujów z „Robotnika”, żydłaczków z „Epoki” lub  wyeksploatowanych najemników z chrześcijańsko kapitalistycznej „Polonii”? O „uwiądzie twórczości pod batami  dyktatury” piszą wtedy, kiedy jeszcze żyje i pisze Ada Negri („Dar Poranka”) Taurini, F. Coppola, M. Bontempelli, Niccodemi, Forbes, Davanzatti, Federzoni, Forzano, Chiarelli, Marinetti, kiedy taki Artur Stanghellini  decyduje się prześlicznie opisywać nasz Kraków, a kiedy drugi Artur Strinati w powieści swej „Malebolge” daje pono śliczny typ Polki współczesnej!

Gdzie tu twórczości zanik?

Jeżeli po śmierci  największego dramatysty ostatniego  ćwierćwiecza w Europie, nie ma w  Italii równorzędnie wielkiego i  fascynującego dramatysty, to nie ma też takiego jak Pirandello żaden kraj, żaden język w  Europie, ni wśród chudych i  zabiedzonych totalnych, ni wśród  nażartych i sklerotycznych „wielgich” demo – pluto – Schylockracji. Co natomiast w pełny rozkwit weszło w Italii Mussoliniego, a nigdzie indziej to Opera i to Opera jako teatr i Opera jako twórczość.

O „Dybuku” już nawet nikt by słówkiem nie wspomniał, gdyż świat muzyczny wstydzi się wprost tego wpadunku. Dziś w życie muzyczne Italii nie wcisnąłby się hebren ni  jako kompozytor, ni jako  reżyser lub śpiewak. Skończył się raz na zawsze  ośmieszony murzyńsko – semicką  reklamą Toscanini „Żyd  syntetyczny”. Jest nową gwiazdą kapelmistrzowską fascynujący  Serafin. Takich śpiewaków jak Titto Schipa, Beniamino Giglii nie ma żadna demokracja, nawet ta  kostiumowa średniowieczna  królewsko – cesarska nad Tamizą. Kompozytorów nowych i  świetnych również moc.

Najważniejsze zaś to to  spopularyzowanie,  zdemokratyzowanie Opery, te „Wozy Tespisa”, bilety po 2 liry, 20 tysięcy słuchaczy 4 razy w tygodniu w lecie w Termach Caracalli w Rzymie lub „Maj Muzykalny” w ogrodach Boboli we Florencji, lub Teatr Antyczny we Fiesole (reżyser Precipsi), opery na rynkach, koncerty popularne wśród ruin, na których robociarze z żonami przysłuchują się… Sonatinie Caselli…, dalej cykle wagnerowskie, Ryszarda  Straussa, M. Schiłlinga, Regera all aperto, all aperto all aperto… Byłem na takich w maju r. 1938, widziałem na własne oczy, słyszałem na własne uszy  turysta z Warszawy, ze stolicy, gdzie w wielkiej operze rozpiera się król – zaduch najordynarniejszego musie – hallu… I ci  barbarzyńcy, arcybarbarzyńcy, z  radykalnych świstków i  gwizdków, nadal coś tam wyplatają o upadku Sztuki tam, gdzie ta Sztuka dosłownie dostała się pod „strzechy”, poszła w lud  pracujący, stała się podstawowym składnikiem powszedniego życia całego ludu fizycznie  pracującego, gdzie „chłopy i parobki” z winnic na ławach w rzędach przysłuchują… się „Turandot” Pucciniego na „Wozie Tespisa”… Łżą żydy jeszcze jedno. A za Żydami powtarza maniacko,  ślepo i wiernie stłoczona trzoda Panurga. czerń prasowa.

Czyta się wypracowania tych młodzianków, wystękane ściśle wedle dyktanda semickich  bakałarzy i spryciarzy. W  dyktaturach totalnych i ustrojach korporatywnych autorytatywm/ch panuje w prasie „zgleichszaltowanie” wedle wzorów „Berlinterna” (ulubiony szmonces), nie ma żadnych wymian i różnic myślowych, mózgi w mundurach, nie spotkałbyś żadnych kontrowersji i polemik, bo zaraz idzie się za to do obozu  koncentracyjnego, na wyspy Liparyjskie.

O Barbari! Jakże wy ślepo wierzycie mełamedom z  redakcyjnych bethamidraszów!

Czytalibyście ostatnie  polemiki Interlandiego z Marinettim lub „Regimo” z „Lavoro”, czyli Farinacciego z grupą jego  antagonistów!

Telerio Interlandi stoi teraz w pierwszej awangardzie wojny z rozwścieklonym smokiem  usuwanego żydostwa, skutkiem  czego oczywiście od razu  pomawiano go o żydowskie (Hinterland) pochodzenie tak samo jak…  Hitlera, Daudeta, a ostatnio gen. Franco. Interlandi grzmiąc na żydostwo, poświęcił też dużo miejsca wprowadzonym przez Azjatów wschodnio –  europejskich zwyrodniałym kierunkom sztuki i zagrzmiał przeciw Archipenkom i Szagallom, przeciw surrealizmowi i futuryzmowi. W obronie tychże wystąpiło „Giornale”. A kiedy Telerio  Interlandi zaczął zamieszczać  reprodukcje całych kolekcji  paryskich neobohomazów, wtedy na arenę wszedł sam academicus Marinetti, oświadczając ni mniej ni więcej tylko że sam Duce od dawna w odróżnieniu od  Hitlera (zamiłowanego passeisty) jest miłośnikiem futuryzmu i proteguje jawnie i stale  najnowocześniejsze kierunki w  rzeźbie i w malarstwie i  wyszczególnił których. Wtedy Interlandi znów reprodukując co  szpetniejsze okropieństwa tych  rzekomych faworytów, znów  potężnie skrobnął Marinettiego. Na co maestro powołał się na  swoje koleżeństwo i przyjaźń z  Duce od r. 1919, poczem  korzystając z okazji 30-lecia futuryzmu włoskiego, palnął sobie „Hymn o Wojnie”, gdzie w najekstatyczniejszych superlatywach o Duce, o Morzu, o Wojnie i t. p. i w ogóle, że futuryzm a faszyzm to właściwie bliźniaki… Poczem znów w Tevere i w „Vita” poszła porcja kiczów i knotów  paryskich oszustów malarskich. Rzecz prosta, że żydostwo, gdzie  jeszcze mogło przychodzić do głosu, stanęło ławą za… Marinettim. Ale to żydostwo już nic nie  pomoże, gdyż przed 12-tym marca duży procent zostawiając tu maleparta będzie się musiało  jednak wynosić.

Drugi bój polemiczny zawrzał przy Farinaccim. Dzielny  mecenas w swoim „Regime” (Crernona) zaczął walić w żydostwo  niczym świetny i tani „Dijfenza dela Razza”, tyle że  przystępniej i nie naukowo, a ad  personom, wywlekając Hebrejom całe litanie łajdactw, oszustw i  nadużyć. A że mecenas nie bardzo  serdecznie odnosił się i do pewnych osobistości i pewnych prądów w Watykanie, więc za kulisami utworzyła się jakaś tajemnicza spółka, która znanymi i  patentowanymi sposobami wywlekła Farinacciemu, że wśród czterech filarów Regime Fascista,  czwarty jest jednak obrzezany i  nazywa się Levi, Marco Levi. To były rewelacje „Lavoro  Fascista”, powtórzone rzecz prosta przez jeszcze tu i owdzie niezapakowanych do drogi Żydów prasowych. Oczywiście po atakach żydowskich przyszły ataki konwertytów i przechrztów, a potem i t. zw. „katolickiej”  prasy w Paryżu („UAube”), która Farinecciego nie nosi w sercu. Takich i tym podobnych  polemik i turniejów prasowych  bywa w Italii moc. A to o dworzec kolejowy we Florencji wrzały homeryckie boje, a to o  nadmierne opanowanie przez  młodych i najmłodszych  kompozytorów repertuaru Królewskiej Opery… a to o autentyczność biograficzną arcydzieła  filmowego o Verdim, a to o walory dramatyczne nowego pisarza  scenicznego Ghisalbertiego  („Blanco e Nero”).

I też w tych kłótniach życia, temperamentu, ferworu, ognia, wehemencji! Jakaż w tym bujność, miłość, świeżość!

Kłamstwem więc idącym z  falami „trujących gazów  żydowskich” jest frazes, że pod  „dyktaturą” zamiera życie Sztuki,  Literatury, Teatru. Architektura, Rzeźba i Muzyka weszły z Mussolinim nawet w erę nowego  renesansu. Z Poezją, z Powieścią, z Dramatem słabiej. Ale tętno życia i dynamika twórcza nadal na wysokim poziomie i dla nas… pod względem dynamiki nieosiągalne.

Cóż więc wydziwiać i  powtarzać to co żydy łżą. Jest faktem, że Parsifal wrócił, a Dybuk  zapadł się w przepaść Hadesu. No i że Czystka generalna się zaczęła. Inde Irae Izraeli. Ale co nas to obchodzi?

Czas wracać do, źródła  italskiej kultury, skąd czerpaliśmy w naszych pierwszych wiekach. Czytajcie po Walldorfie i po Zischce H. Barysza „Polacy na  studiach w Rzymie w wieku  Odrodzenia”.

Wszystko cośmy brali z Italii było pozytywne i  konstruktywne.

A wszystko co z Paryża  bierzemy dzisiaj, to gnój dobrze u- perfumowany gnój.

 

 

 

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE