Warning: include(/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php): failed to open stream: No such file or directory in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 17 Warning: include(): Failed opening '/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php' for inclusion (include_path='.:/usr/local/php54/lib/php:/storage/content/03/139703/pear/php') in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 17 Warning: include(/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php): failed to open stream: No such file or directory in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 108 Warning: include(): Failed opening '/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php' for inclusion (include_path='.:/usr/local/php54/lib/php:/storage/content/03/139703/pear/php') in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 108 Louis-Ferdinand Céline: Pogromowe drobiazgi (6) - Gazeta Warszawska

Louis-Ferdinand Céline: Pogromowe drobiazgi (6)

Bagatelles pour un massacre

Pogromowe drobiazgi

Jehowa był Bogiem, które­mu zawsze miła była woń pa­lącego się mięsa. (Exodus 29 —18).

Jego gniew łagodzili ludzie ofiarą krwi.

A gdy nie dawali krwi, nieśli mu w ofierze zwierzęta w takiej obfitości, że świątynia w Jerozolimie stała się największą jatką, jaka kiedykolwiek istniała.

CH. PICARD: Historia ofiar.

Już wojna za burżuazję jest kapitalnym głupstwem, ale woj­na za Żydów!… Nie mogę zna­leźć przymiotnika, dość ośliz­głego, dość ciężkiego guariem, dość bogatego w toczone robac­twem i zieleniejące ścierwo, do należytego przedstawienia, co to znaczy! Wojna ku radości Ży­dom! To rzeczywiście karmienie się ich gangreną! Nie mogę sobie wyobrazić większego upokorzenia, większego upodlenia, nie widzę nic bardziej hańbiącego, niż skazywanie; się na rzeź dla Żydów…

1283_1

Umrzeć to jeszcze nic. Ale i­dzie o ten straszliwy upadek, o to okropne zacofanie, o to kom­pletne zidiocenie, jakiego nie­biosa jeszcze nie widziały! Cze­go bowiem chcą żydy? Co zna­czy socjalistyczno – komunisty­czny szwargot? Ich karnawało­wa demagogia? Ich szatańskie oszukaństwo? Czego chcą?…

Chcą, byśmy poszli rozbijać sobie łby dla ich celów, byśmy ich wyręczyli, byśmy grali ro­lę pajaców przed mitraliezami Hitlera. O nic innego im nie chodzi! Tylko o to, jedynie o to! Idea! To, co oni nazywają ideą, to fantasmagoria, to największe, jakie kiedykolwiek istniało, o­szustwo. Motywy, jakimi posłu­gują się Żydzi, by nas pchnąć na armaty, są takim samym o­szustwem. Komunizm? Nie my­ślą o nim i nigdy nie myśleli… Żydzi agitują, propagują, napa­stują tylko w imię swych wła­snych idei i ryzykują tylko be­bechami psów-gojów. Przede wszystkim należałoby zażądać od Żydów, aby oni pierwsi po­święcili swoje bebechy, a dopie­ro później angażować nasze. Niech sami wprzód wyzdychają wszyscy, a potem zobaczymy… Może z żydowskiego ścierwa zro­dzi się idea? W ten właśnie sposób dowodzi się męczeństwa, a nie samymi tylko słowami!

Żydzi zawsze obiecują przy­szłość, ale zaufaniem darzą je­dynie teraźniejszość… W tera­źniejszości rozkoszują się naszą tępotą, naszym ogłupieniem, na­szą naiwną wiarą w einsteinowski Wszechświat, w miliardy lat nocy. Ci panowie, ci bladzi apo­stołowie wchodzą w kontakt z Duchem, w duchowy handel je­dynie przy pomocy jak najwię­kszego komfortu. Najpierw do­statek i wygodne życie! To naj­istotniejsze! Hitlerowskie czy żydowsko – mongolskie krucja­ty są w gruncie rzeczy jedynie wzajemnym wydzieraniem so­bie niewolników przez dwa ry­walizujące ze sobą kramiki… Jeśli nie-Żyd wyjdzie na arenę, to na pewno nie zejdzie cało. To pies! Wystarczy mu rzucić ka­wał kości, i będzie spokój… Ani szeląga zysku… Z obłąkania 1914 —1918 roku, tylko parszywcy wyszli wielkimi zwycięzcami…

 

Na przyszły raz będzie jesz­cze lepiej, będzie jeszcze więk­sza zaciekłość, większa precy­zyjność, będzie to bardziej krwawe, bardziej gwałtowne, to bę­dzie koniec gojowskięgo bydła. Nienawiść Żydów do zwierząt, za które nas uważają, jest tak jadowita, tak skondensowana, tak dynamiczna, że nim zdoła­my mrugnąć oczami, żywcem wysadzą nas w powietrze; obe­drą ze skóry, spalą, rozproszą…

Tłumy zawsze adorują guano w muzyce, w malarstwie, w sło­wie, w wojnie, na scenie. Fałsz jest bożkiem tłumów. Gdybym się był urodził dyktatorem — Bóg strzegł — działyby się dzi­wne rzeczy. Ja wiem, co potrze­bne ludowi. Nie rewolucja, i na­wet nie dziesięć rewolucji… Trzeba mu zamknąć pysk na przeciąg dziesięciu lat, a pozwolić pić tylko wodę, ażeby wypłukał z siebie nadmiar alkoholu, wypitego od 1793 r. i te słowa, które w ciągu tego czasu sły­szał… To jedyne lekarstwo! Je­dyny ratunek! Obecnie lud jest tak naładowany masońskim śmieciem, tak zżarty alkoholem, ma flaki w stanie takiego zażydzenia, tak owrzodzone Żydami, że pchany głośnikami rozpada się na kawały w żydowskich wychodkach.

Podczas swej dyktatury dał­bym „burżuazji krajowej” na takie przeczyszczenie, otrzyma­łaby ona taką lekcję dobrych manier, że żałowałaby Komuny, Jezuitów, Inkasów, Hunnów, oddawania się na pożarcie dzi­kim zwierzętom. Lecz nasi bur­żuje to już tylko — przeszłość… Nie znaczą już prawie nic. To tylko żydowscy podoficerowie, niszczeni niepewnością, ginący ze strachu. Nie wiedzą już nawet, w którą stronę zwrócić swoje kroki, tak im pil­no do zdrady, do zaprzedania się, tak się boją, że mogą „zdra­dzić za mało“. Pozwoliliby się ucharakteryzować na Abisyńczyków: pomalować na czarno, powywracać nozdrza, byle by Żydzi zechcieli ich jeszcze nieco tolerować, gdy przyjdzie nowy porządek rzeczy, byle by ich nie odrazu poodpędzali od koryta. Zrodzeni w zdradzie, umrą tak samo w zdradzie… w biedzie… w zaprzedaniu się… Często zadaję sobie pytanie, co jest bardziej wstrętne: czy rozdeptane żydo­wskie guano, czy francuski bur­żuj na stojąco… co więcej zatru­wa powietrze. Naprawdę, nie wiem!

Przyszła wojna — można to przewidzieć — będzie się toczy­ła na trzy fronty. Ogromna! O­kropna! Życzę wam przyjemności i wesela dzieci Bohaterów, synowie Gallów… Germanii, Hi­szpanii, Italii. Ci, co umieją ko­pać, będą kopali. Nie było jesz­cze tak długich, tak głębokich o­kopów. Nigdy jeszcze nie po­chłonęły one od razu tylu ludzi. Dla olbrzymiej chwały Izraela! Dla ideału masonów! Dla pom­szczenia żydziaków, wyrzuco­nych z lukratywnych stanowisk w Niemczech… Dla chwały Giełd, Przemysłu, Handlu i… Mięsa. Po to, ażeby dać miejsce milionom świeżych, rozradowa­nych łupieskich parszywców, żartych niecierpliwym oczeki­waniem wydostania się z ghett, w których żyją w brudzie i nie­dostatku…   _

Synowie Francji, choć odro­binę serca! Nie dajcie się uśpić! Czyżbyście już zwyrodnieli?… Gdy nadejdzie ta oczekiwana chwila, wspomnijcie na wasze rycerskie tradycje! Francuz ni­gdy nie drżał, gdy trzeba było bronić ojczyzny. Dobra krew nie umie kłamać. Krew wojow­nika. Francuzi podnoszą czoła tylko pod gradem kul. Co za żoł­nierze. Bayard! Murat! La Tour d’Auvergne! Czujność! Goto­wość! Hejże na hordy germań­skie! Hejże na dzikich morderców Żydów. Śpiewać Międzyna­rodówkę? Owszem. Ale tylko z Rosjanami, baczność judomongołowie! Bez pomyłek! Nie po­zwólcie na siebie czekać! Wy tu mitrężycie przy drzwiach tru­piarni, a oni tam nieszczęśliwi toną w smutku, cierpią, niepo­koją się… Jubelkranc, Lizok, Le­wy, Rosenbaum…

Na co czekacie? Banda tchó­rzów! Możecie jechać spokojnie! Na wasze miejsca w warsztatach, w domach, w łóżkach znajdą się niezwłocznie zastępcy… po dzie­sięciu na każdego… Zresztą wa­sze żony marzą tylko o puszcza­niu się… co ja mówię! tak samo się niecierpliwią, by was odpro­wadzić na Dworzec Wschodni, jak Lizok, Lewy, Jubelkranc, by was oddać działaniu miaż­dżącej maszyny. Jak Żyd jest urodzonym oszustem, tak kobie­ta jest urodzoną zdrajczynią. Nade wszystko zaś kobieta prze­pada za kędzierzawymi, za Abisyńczykami… oni dają tyle nie­spodzianek… są tak wyrafinowa­ni, tak pieszczotliwi, tak dobrze rozumieją kobietę… Ach, to Wschód!… To zupełnie coś innego! Biedne „koszerne” mięso, biedni rogale z okopów, nie bę­dziecie zapomniani: będziecie wchłonięci, połknięci,stopieni w żydowskim Zwycięstwie… ku wielkiemu zadowoleniu waszych żon będziecie zamienieni na ren­ty wdowie. Na waszych kościach Żydzi wyprawią sobie ucztę. Będą zjeżdżać autobusami, podziwiać miejsca, na których was zakatrupią, na grobach waszych bawić się będą wasze najdroż­sze małżonki i Żydzi. Będą przy­jeżdżać w niedziele uprawiać or­gie na miejscu waszego męczeństwa. W ten sposób czcić będą waszą pamięć! Tak będzie wyglądała wasza nieśmiertelność Na twoje zdrowie druhu…

Sojusznicza Anglia? Figa! To jeszcze jedna wielka blaga. Tym razem Anglicy będą się jeszcze mniej spieszyli, zapewniam was. Mają o wiele więcej do strace­nia… Rok na mobilizację… drugi na ćwiczenia… Będą już nas jeść robaki, gdy we Flandrii wylądują pierwsi pederaści z Oxfordu… gdy wypłynie na A­tlantyk wyczekująca piękna Ho­me-Fleet z Whisky… Żydzi są panami City, która, obok Wall Street i Moskwy, jest ich najcenniejszą twierdzą… Nie zapo­minajmy o tym nigdy. Bądźcie spokojni… Nie wiele zniszczą. Cierpliwości.. Dużo cierpliwości. „Wait and see“. Żydy, żydowska Izba Lordów, magnaci Anglii nie będą się tym razem spie­szyć… Wyślą kilka samolotów, kilku generałów na śniadanie do Maurois… na dyskusyjkę w Ministerstwie o tunelu pod La Manche…

Ale zapaśników do kosmicznej corridy — my będziemy musieli dostarczyć, nasz to kraj, najbar­dziej upadły, najbardziej zgniły ze wszystkich krajów Europy, przeznaczony jest do ponoszenia wszystkich kosztów… Rozumie się naszym mięsem, naszymi gojowskimi gardłami, naturalnie oprócz całego naszego dorobku.

Żydzi angielscy będą działali na Bałkanach przy pomocy na­szego złota, przy pomocy „Intel­ligence Service“ i Czechów. Od­ważni mazgaje z Oxfordu, zniewieściali wariaci zaczną konfe­rować i wydawać odezwy… bę­dą agitowali wśród bezrobot­nych i namawiać ich do wstąpie­nia do wojska. Ale nasi: Bidart, Brodin du Puy-de-Dôme, Lascagne, Vandeput i Kersuzon, na­tychmiast pójdą na armaty i ka­rabiny. Żadnego tam patyczko­wania się… Bez markirowania… Nie będą konferować! Wystawią swoje piersi i brzuchy na bagne­ty! Na całym obszarze naszej ojczyzny nie będzie najmniej­szego sprzeciwu, wszyscy staną pod bronią!… A Żydzi? Gdzie wówczas będą?… gdzie będą na­si rozwścieczeni, rozszalali oswobodziciele?… nasi parszywcy… nasze szczury… Gdzie będą nasi czarujący naturalizowani?… Co?… „zbyt starzy, zbyt dłudzy, zbyt grubi, tłuści, bladzi, coś nie coś przeciwni… zbyt zezowaci… mają zbyt pałąkowate nogi, za słabe oczy, za słabe serca, nerki”. Wiew chwały przechodzi o­bok nich. Oni są za cenni, za wąti w gruncie rzeczy mają odmienne zdanie. Najwyżej na sanitariuszów… może jeszcze szta­bu generalnego… do czegoś takie­go, co ma dozór nad piwnicami… Na tłumaczów oczywiście rów­nież… na oficerów przy genera­łach… wielu do telefonów. Co trzeba, to trzeba!…

Gutman powiedział mi raz tak:

— Ty nie znasz swoich Fran­cuzów… Zobaczysz… Pierwszy odgłos trąbki i hop!… Już lecą… lecą wszyscy, jak jeden mąż!… Piersi naprzód! Wspaniale stawią czoło atakom wroga!…

Miał rację… Tak się zachowa Bidasse… Lidoire i Vandeput i jeszcze dziesięć milionów in­nych, takich samych, jak oni, idących na śmierć dla Żydów. (Na trzech poległych, podczas wojny dwóch przypada na chłopów a tylko 1/1300 na Żyda). Tak, Gutman ma zupełną rację. Wystarczy dwa tygodnie radia, prasy i fanfar, aby runęli pija­ni naprzód i dali się rąbać, za­bijać… to mechanizm całkiem dziecięcy.

Ja, gdybym był dyktatorem (to już stanowczo mania), wy­dałbym prawo, jeszcze tylko je­dno, już ostatnie… Bo wyobraź­cie sobie, że znam sposób na­tychmiastowego wyświetlenia

I uspokojenia międzynarodowej sytuacji… Oto jakby brzmiał mój dekret złożony z trzech krótkich artykułów:

1)Na całym, objętym, wojną terytorium wszyscy Żydzi, pół- Żydzi, ćwierć-Żydzi, mieszańcy, wszyscy żonaci z Żydówkami oraz wszyscy masoni od 17 do 60 roku życia będą bezwarunkowo wcieleni wyłącznie do oddzia­łów piechoty, walczących w pierwszej linii. Do odroczenia, lub uwolnienia od tego obowiąz­ku Żyda, mieszańca, zasymilo­wanego przez Żydów nie może być powodem żadna ułomność. Wojskowi tej kategorii nigdy i pod żadnym pozorem nie mogą przekroczyć rangi kapitana.

2)   Żydowi nie wolno powie­rzać absolutnie żadnej innej funkcji: ani lekarza, ani sanita­riusza, ani artylerzysty, ani sa­pera, ani pisarza, ani lotnika, ani komisarza politycznego, ani kucharza, ani szofera, a to w imię zasady, że nawet dwudzie­stometrowa odległość od linii ognia jest dla Żyda doskonałą kryjówką, dającą mu sposob­ność do natychmiastowego wykorzystania swych stosunków, swych skłonności, to pierwszy krok ku tyłom, pierwszy krok ku rue de Grenelle, ku lożom, do ucieczki.

3)   Wszelkie naruszenie ni­niejszej ustawy będzie karane śmiercią bez żadnych rozpraw.

Zatem wszyscy Żydzi w pier­wszej linii! Bez gadania! Bez wykrętów! I to w ciągu całej wojny. Żadnych absolutnie przywilejów! Ranni Żydzi nie mogą być ewakuowani poza strefę działań wojennych, musza się leczyć i, jeśli trzeba, mu­szą umierać w strefie wojny. Będą użyźniać tę strefę. Z Ży­dami trzeba się mieć na baczno­ści, nawet z umarłymi.

Ponieważ Sowiety — to wojna więc dobrze, niech będzie! A jeśli awantura weźmie zły o­brót, co jest dość prawdopodob­ne, nie można pozwolić Żydom żadne wykręty. Niech zapła­cą za wszystkie szkody, niech wypiją do dna to, czego nawa­rzyli. Muszą zostać zakładnika­mi i swoją skórą zagwaranto­wać emancypację, o której zaw­sze tyle mówią. Zobaczymy, jak to pójdzie.

Ponieważ Żydzi są naszymi panami, ponieważ reprezentują sól ziemi i światłość świata, ponieważ ich zadaniem jest uczynić ziemię zdatną do mieszkania niej, będzie to bardzo odpo­wiednia chwila do rozpoczęcia. Więc wszyscy na pierwszą linię! Nie ociągać się, do cholery! Zo­baczymy, jak się tam będziecie popisywali. Będzie to rozkoszna nas chwila. Cóż za wspaniałe widowisko! Najpiękniejszy teatr żydowski, jakiego jeszcze nigdy nie widziano.

Można będzie umrzeć z za chwytu. Przyrzekam podnieść osobiście kurtynę i patrzeć do­, dopóki będzie potrzeba, aby zobaczyć wszystkich gudłajów, skaczących przez zasieki, by podziwiać to niebywałe zja­wisko, by ujrzeć wreszcie milczącego Bluma, idących do ata­ku i gardzących nami ze wszyst­kich sił „Benda – Brothers” z ty­siącami bagnetów w tyłkach!

 

+++

 

 

 

„Wojny i rewolucje, to żni­wo dla ludu żydowskiego…”

DISRAELI

Premier rządu angielskiego.

Ogólna liczba mieszkańców Francji: 40 milionów.

W tym Żydów i mieszańców: 2 miliony.

Ogólny majątek Francji: 1000 miliardów.

Z tego do Żydów należy: 750

Liczba Francuzów powoła­nych pod broń w ostatniej woj­nie: 9.950.000;

Żydów: 45.000.

Poległo: Francuzów 1.750000 (1 na 3).

Żydów 1350 (Ina 35).

 

Oświadczenie głównego rabina.

Dla większej ścisłości zbadaj­my jeszcze następujące cyfry:

Podczas wojny 1914—1918 po­legło 1350 Żydów, francuskich Żydów, to znaczy jeden Żyd na 1300 Francuzów. Ten stosunek 1/1300 powinien być miarą praw dla Żydów we Francji.

Bardzo chętnie przyznałbym Żydom 1/1300 praw we wszystkich zawodach. Według tego ra­chunku na 30.000 mniej więcej lekarzy, praktykujących we Francji, Żydów powinno być 23. Wspaniale! To byłaby normal­na, absolutnie dostateczna licz­ba. Lecz ponieważ praktykuje ich w samej tylko metropolii bli­sko 8.000, więc… nieprawdaż…

 

+++

„Całym światem rządzi

trzystu znanych mi Żydów”.

Żyd RATHENEAU

minister niemiecki.

 

„W każdej strzelnicy żyd” — oto moja dewiza na wypadek wojny. Jeden Żyd, jeden mason. Słowem ci, którzy jej pragną, którym przynosi zyski, którzy rządzą. Sądzę, że na przestrzeni od Dunkierki do Zatoki Gaskońskiej nie trudno byłoby znaleźć dla nich dość miejsca. Łatwo można by obdzielić wszystkie loże, wszystkie, najbardziej nawet tajne synagogi.

Mój mobilizacyjny dekrecik dla Żydów, dekrecik wyznaczajacy od razu rolę — ściśle i do­kładnie — to nie żaden kawał. Dobrze zrozumiany, dobrze przyswojony i zastosowany przez naszych jewrejów mógłby dać rezultaty zdumiewające, wprost opatrznościowe, gdyż u­wolniłby nas (co za cud!) od u­działu w największej i najokropniejszej rzezi, którą Żydzi swoimi metodami popychania do zbrodni czynią co raz to bardziej prawdopodobną, co raz to bliż­szą.

Widzielibyście, jaka burza, ja­ki huragan protestów przeciw wojnie wybuchłby, jak gdyby pod czarodziejskim tchnieniem we wszystkich punktach globu ziemskiego, jakie chmary gołębi pokoju unosiłyby się nad grani­cami wszystkich państw.

Zapoczątkowano by niezwło­cznie zbliżenia odwiecznych nieprzyjaciół, poszukiwano by się na wszystkie strony świata, by się wzajemnie uściskać. Gdybyśmy powiedzieli kucharzowi, że ma być wrzucony do garnka na ro­sół, natychmiast stałby się pełen litości i wołałby z rozczuleniem: „Biedne rybki! nieszczęśliwe ho­mary”.

Od tej chwili z pewnością o wiele mniej by mówiono nam o Sowietach, o sojuszu z judeotatarami, nie staranoby się nas przekonać, że jest on koniecz­ny, absolutnie niezbędny do szczęścia… do wyzwolenia na­szych umysłów. Gdyby Żydzi wiedzieli, że w wojnie chodziło by właśnie o ich juchę, o ich fla­ki, to od razu odkryliby najwię­ksze okropności takich sojuszów. Gdyby trzeba było płacić własnym ścierwem, to najbar­dziej gorliwi ryzykanci, musieliby się zastanowić. I ręczę wam znaleźliby bardzo oryginalne sposoby załatwienia kwestii socjalnej. Żydzi celują w umiejęt­ności wycofywania się w samą porę z przygotowanego przez sa­mych siebie niebezpieczeństwa. To ich specjalność… Zostawiliby Rosjan własnemu losowi w ich barbarzyństwie, w ich mongol­skiej ciemnocie. Trąbiliby na wszystkie strony świata, że ci azjaci są istotnie niemożliwi; nieznośni, niechlujni, że pławią się we własnym kale, że nie po winniśmy nigdy pozwolić tym zacharkanym mongoloidom wtrącać się do naszych spraw, że trzeba ich czym prędzej od wylać na złamanie karku. Niech idą do Kirgizów, Mandżu­rów, Papuasów. Apostołowie kultury nie mówiliby już o nich, lecz o Skandynawii, o cudach norweskich. Studiowanoby szczegółowo zagadnienie współ­pracy klas, ustroju korporacyj­nego. Wcale by już nie wspomi­nano ani o interwencjach, ani o wojnach, ani o zdecydowanym stanowisku. Nastąpiłoby pow­szechne uspokojenie. Spraszano- by faszystów na przyjacielskie zabawy, ogłaszano by nagrody dla najcnotliwszych kobiet.

Taka sielanka zaczęłaby sięwtedy, kiedy Żydzi, wszyscy Ży­dzi byliby absolutnie pewni, że oni przede wszystkim, oni pier­wsi i od pierwszej salwy, od pierwszego strzału, oni we wszy­stkich liniach, wszystko żydy, od pierwszego do ostatniego, że nic by tu, absolutnie nic nie pomogły żadne szacherki.

 

+++

 

Ponieważ chodzi o podboje i kolonie… to muszę się przyznać, że ja nie znajduję najmniejszej różnicy pomiędzy żydowską armią Bluma i szwabską armią Falkenhayna… Dla mnie to zupełnie to samo… Armia Bluma, masy larw lepkiego robactwa… nie­miecka wprawdzie bardziej bru­talna, ale nie bardziej drapież­na, tylko te same upokorzenia, ten sam przymus, to samo upo­dlenie, ten sam wstyd… Żadnej różnicy pomiędzy pokojem ży­dowskim, a pokojem niemiec­kim. Wolę jednak w każdym ra­zie pokój niemiecki.

Monsieur Blum może oczywi­ście liczyć na to, że zdrajcy i szpiedzy francuscy będą mu służyli z takim samym oddaniem, z jakim służyliby Moltke’mu, gdyby zdołał przyjść aż tutaj. Żadnych złudzeń pod tym względem! Ci sami Żydzi, ci sa­mi masoni. Monsieur Blum ma już całkiem ładną armię woju­jących parszywców, liczącą o­koło dwóch milionów ludzi, do­skonale zdyscyplinowanych i go­towych każdej chwili postawić nas na baczność, nas godnych pożałowania autochtonów, uwię­zić nas w naszych norach i cze­kać na sposobność zrobienia z nas pieczeni, duszonej w sosie à la „Croisade anti-nazi”. Wzią­wszy pod uwagę tempo, w jakim nasze żydowskie urzędy naturalizują swoich, siły te, nim rok upłynie, będą podwojone. Wszy­scy „Francuzi”, zbiedzy ze wszy­stkich ghett świata, meteki, odepchnięte przez wszystkie „emigracje”—nade wszystko przez U. S. A. — przybywają do nas ze swą zgnilizną, z wadami, najczęściej „niezdolne do służby wojskowej”, lecz w najwyższym stopniu drapieżne, pełne wyma­gań, aroganckie, bezczelne, panoszące się, nigdy nienasycone w swych żądaniach, w swej natarczywości i zachłanności na wszystkie posady, na wszystkie nawet najmocniej zawarowane dla innych stanowiska — przy­kładem wojsko i marynarka. A kto byłby w stanie wystą­pić przeciwko tej sforze, tej zgrai?… My przedwojenni Fran­cuzi?… Młodzi, dyszący masonizmem, są ślepi. Czy pozostali je­szcze przy życiu sprzed 1914 r.. słabeusze, których Żydzi uważa­ją oczywiście za najbardziej zu­żytych z całej przeżartej alko­holem rasy, za zatraceńców godnych najgłębszej pogardy i śmiertelnej nienawiści?…

W pracy dla swego obozu, dla rozwoju swej hordy w zdoby­tym kraju, Monsieur Blum mo­że liczyć na pomoc naszych ka­cyków… naszych rodzimych ma­sonów; są mu oni całkowicie od­dani, ci chciwi i zarozumiali in­tryganci. Monsieur Blum trzyma w swych żydowskich rękach wszystkie środki ich egzystencji, wszystkie odznaczenia, jest ich jedyną racją istnienia… Osacza­ją, ubezwładniają, tresują au­tochtonów, najlepiej jak tylko mogą, dla dobra swego pana, dla Żyda – zdobywcy… Nic im nie może zarzucić…

Koniec końców, okupacja Bluma, bardziej obłudna, bar­dziej zamaskowana — jest nie­wątpliwie bardziej poniżająca, byłaby dla nas okupacja Falkenhayna. Siła mniej niszczy na swej drodze, mniej poniża, mniej zaraża zgnilizną, niż in­tryga, niż chytrość i podstęp. Kolonizacja „od wewnątrz” jest najbardziej hańbiąca, najbardziej upadlająca ze wszystkich kolo­nizacji. Kolonizacja żydowskich negrytów jest szczytem wszel­kiego moralnego i fizycznego upodlenia.

A poza tym, Falkenhayn ma jeszcze tę dobrą stronę, że nie żądał od Belgów, by się bili za Niemcy. Niemcy sami za siebie prowadzą wojny. (C. d. n.)

 

==============

Prosto z Mostu Nr51

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE