Warning: include(/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php): failed to open stream: No such file or directory in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 17 Warning: include(): Failed opening '/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php' for inclusion (include_path='.:/usr/local/php54/lib/php:/storage/content/03/139703/pear/php') in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 17 Warning: include(/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php): failed to open stream: No such file or directory in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 108 Warning: include(): Failed opening '/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php' for inclusion (include_path='.:/usr/local/php54/lib/php:/storage/content/03/139703/pear/php') in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 108 Wojtyła i żydomasoneria: IDO-C oraz Tygodnik Powszechny - Gazeta Warszawska

Wojtyła i żydomasoneria: IDO-C oraz Tygodnik Powszechny

Na marginesie nowego wystąpienia krakowskiego “Tygodnika Powszechnego”

Jędrzej G. Londyn

 

 

Uważam za swój obowiązek uczynić niniejsze wydawnictwo od samego początku jeszcze jednym (skromnym i działającym w miarę sił na swoim maleńkim polu) organem walki o uratowanie życia zbiorowego katolickiego przed atakującymi je siłami rozkładowymi.

Owe siły rozkładowe są dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, toczy się w świecie i w Kościele proces samorzutny, po legający na osłabieniu wiary i upadku moralności, mający źródło w ludzkim zobojętnieniu, wygodzie, łatwiźnie, zmaterializowaniu, a także w skłonności do~ grzechu, co wszystko jest ogólnym zna mieniem naszych bardzo zmaterialzowanych nieuduchowionych czasów. Po wtóre jednak o czym nie wolno zapominać proces ten jest planowo organizowany przez wrogów Kościoła. Dwa są ośrodki, które w sposób świadomy i systematyczny nad tym pracują, by Kościół rozłożyć i zniszczyć. Jednym z nich są. organizacje komunistyczne (wszystkich obediencji, to znaczy zarówno prosowieckie, jak prochińskie, trockistowskie, cheguevarystowskie i inne). Znaną metodą komunistyczną jest tworzenie “jaczejek”, tajnych komórek, których zadaniem jest wciskanie się do obcych sobie lub wrogich środo wisk, celem ich stopniowego opanowania i przetworzenia na swoją modłę, że komunizm stara się mieć wpływ na środowiska katolickie i wpływ ten nieraz zdo bywa to jest od dawna widoczne. (Szczególnie jaskrawo widać to w nie których krajach Ameryki Łacińskiej, ale także i gdzie indziej). Ale pozostawiam tę sprawę w tej chwili na boku.

Drugim ośrodkiem jest tu masoneria. Jest ona od wielu pokoleń, od kilku stuleci, Jawnym i w istocie głównym wrogiem Kościoła.

Tak samo i ona stosuje, od początku swojego istnienia, metodę wciskania się do środowisk swoich przeciwników, po to, żeby je opanować, rozłożyć, lub sparaliżować. Masońskie “jaczejki”, czy “wtyczki” są zjawiskiem, znanym od więcej niż dwóch stuleci, a doświadczenie masonerii w sztuce zaszczepiania takich jaczejek czy wtyczek najrozmaitszym instytucjom i organizacjom, przez to że jest starsze, jest jeszcze większe od komunistycznego. Metoda owego przenikania do obcych sobie środowisk nie jest jedyną używaną przez masonerię metodą działania (masoneria potrafi także nieraz występować w sposób otwarty), ale jest z pewnością jedną z jej metod najważniejszych.

W przeciwieństwie do “jaczejek” komunistycznych, najczęściej otwarcie reprezentujących swoją partię i swoją doktrynę, “jaczejki” masońskie zdają się być przeważnie zorganizowane w sposób bardziej dyskretny, mocniej zamaskowane i prowadzące swoją akcję metodami bardziej subtelnymi. Ważną rolę odgrywa w technice i taktyce masonerii to, co wybitny znawca historii polskich ruchów konspiracyjnych, profesor i generał Marian Kukieł nazwał “organizacjami po chodnymi” i “pokrywkowymi”.

JAK WYWIERA MASONERIA WPŁYW

Jak taka metoda działania przy po mocy organizacji pokrywkowych funkcjonuje, pokazuje nam dość dobrze wyświetlony przykład mało znanej tajnej organizacji w Polsce tuż przed jej ostatecznym rozbiorem, jaką było ,,Tow. Przyjaciół Konstytucji 3 Maja”. Warto ten przykład nieco dokładniej opisać, bo jest on dobrą ilustracją metod masońskich i pomoże nam lepiej rozumieć także i zjawiska dzisiejsze.

Profesor Skałkowski odnalazł protokoły posiedzeń tego Towarzystwa z okresu od 21 maja do 14 grudnia 1791 jy1) Wynika z tych protokołów, że wymieniona, poufna organizacja kierowała z ukrycia obradami Sejmu Czteroletniego. Organizacja ta składała się z 213 członków, w czym 125 posłów sejmowych, 14 senatorów i 74 tak zwanych “arbitrów”, czyli stałych bywalców galerii sejmowej, którzy wywierali pewien wpływ na obrady, a przynajmniej na ich nastrój, przez oklaski, okrzyki itp. Otóż jak wynika z badań profesora Skałkowskiego, ” z górę pół setki” członków tej organizacji to byli notoryczni członkowie lóż masońskich. Możemy więc ze spokojem wyrazić przypuszczenie, że tak jak Towarzystwo Przyjaciół Konstytucji 3 Maja kierowało Sejmem, tak masoneria kierowała Towarzystwem Przyjaciół Konstytucji. Mała organizacja kierowała większą organizacją, a ta ostatnia ciałem, istniejącym publicznie. Masoneria nie kierowała bez pośrednio Sejmem; czyniła to przy po mocy organizacji “pokrywkowej”.

A ta organizacja “pokrywkowa” formalnie wcale nie walczyła o cele masonerii. Przy brała sobie nazwę popularną, efektownie brzmiącą i pasującą do istniejących w Polsce nastrojów. Nazwa ta wskazuje, że oficjalnym jej celem była obrona dobrej sprawy, jaką była zaprowadzona w Polsce nowa konstytucja. Członkowie tej organizacji w swej masie zapewne nie zdawali sobie z tego sprawy, że organizacja ta może mieć także i jakieś cele inne. W istocie, organizacja ta była narzędziem masonerii i służyła zadaniu takiego pokierowania polityką ‘Sejmu, jakie odpowiadało dążeniom masonerii.

Istotą roli historycznej Sejmu czteroletniego bynajmniej nie było uchwalenie konstytucji 3 Maja; to było wydarzenie, wbrew pozorom, w niemałym sto pniu marginesowe. Istotą tej roli, w krytycznym momencie, gdy Europa trzęsła się w posadach, było dokonanie zwrotu w polskiej polityce zagranicznej. Polska pod rządami Sejmu czteroletniego stała się w istocie satelitą Prus. Najważniejsze polskie decyzje polityczne niejedno krotnie zapadały w owym czasie na tajnych spotkaniach polskich masonów, kierujących polityką Sejmu, odbywanych w mieszkaniu pruskiego posła, margrabiego Ducchesiniego. Masoneria poprowadziła polski Sejm, a w konsekwencji i Polskę, w łożysko polityki pro-pruskiej. A “Prusy pragnęły rozbioru Polski” Polityka zagraniczna Sejmu Czeroletniego sprawiła, że Prusy mogły to osiągnąć. Sejm ten urzędował w latach 1788-1792. W roku 1793 nastąpił drugi rozbiór Polski, który był rzeczywistym, rozstrzygającym ciosem, niweczącym polską nie podległość. Doprowadzenie dzieła do formalnego końca, mianowicie trzeci rozbiór, nie kazało na siebie długo czekać: nastąpiło w roku 1795. Propruska polityka Sejmu Czteroletniego osamotniła Polskę i wpakowała ją w konflikt, który ją doprowadził do zguby.

Masoneria życzyła sobie wzrostu po tęgi Prus i życzyła sobie zniszczenia katolickiej Polski. Oczywiście, mogli sobie z tego nie zdawać sprawy polscy maso ni. Ale byli oni kółeczkami w o wiele większym od polskich lóż mechanizmie masońskiej polityki światowej.

Przez nich oddziaływał wpływ pruski na Polskę byli oni narzędziem tego wpływu. A oni mieli za narzędzie Towarzystwo Przyjaciół Konstytucji 3 Maja. (Przed uchwaleniem tej konstytucji zapewne mieli do dyspozycji jakieś narzędzia podobne, być może złożone z tych samych mniej więcej ludzi, lecz pod inną nazwą i innym pretekstem). A to Towarzystwo panowało nad Sejmem. A Sejm rządził krajem. Myśl, powzięta w ośrodkach rządowych pruskich została tym sposobem narzucona Polsce i przez naród polski samobójczo wprowadzona w czyn.

O ZNISZCZENIE KOŚCIOŁA

Na powyżej opisanym przykładzie widzimy, jak funkcjonuje masoński wpływ. Wtyczki masońskie opanowały polską, politykę i doprowadziły do zguby państwo polskie. Obecnie jesteśmy świadkami tego, jak wtyczki masońskie usiłują opanować Kościół katolicki. Oczywiście celem, ich jest zniszczenie tego Kościoła.

Czy możliwe jest, by masoneria wtargnęła w szeregi Kościoła? Że to jest możliwe, dowodzi udowodniony fakt, iż w XVIII wieku całkiem spory zastęp biskupów, w szeregu krajów Europy, całkiem formalnie należał do lóż. Oczywiście, wobec wyraźnego brzmienia zakazów papieskich, był to z ich strony akt nieposłuszeństwa wobec Kościoła. Byli to zdrajcy, wilki w owczej skórze, ludzie udający że są katolickimi duszpasterzami, ale w istocie potajemnie służący sprawie zdecydowanie Kościołowi wrogiej. Jeśli tacy ludzie mogli istnieć w XVIII wieku, nic nie stoi na przeszkodzie przypuszczeniu, że mogą oni istnieć i dzisiaj. Wciskali się oni wtedy na stolice biskupie, każdy z osobna, pod naciskiem i wpływem jakichś czynników, należących do panującej w ówczesnym świecie warstwy królów, książąt i magnatów. Dzisiaj inna całkiem warstwa panująca rządzi światem; jest nią klasa przywódców demokratycznych], występujących w roli wyrazicieli woli ludu. Ludzie tacy jak Talleyrand zostawali w XVIII wieku biskupami, ponieważ we pchnęło ich na biskupie stolice po parcie potężnych rodów arystokratycznych. Byłoby wielką naiwnością wyobrazić sobie, że “wola ludu”, to znaczy w istocie agitacja, “uprawiana przez działaczy społecznych i politycznych, przez redaktorów gazet, przez profesorów, przez całą, tak dziś ruchliwą warstwę, nazywaną “intelektualistami”, nie potrafi tak samo wprowadzać na stolice biskupie różnych Talleyrandów dzisiejszych. Nie ma nic niemożliwego w przypuszczeniu, że masoni, utajeni wrogowie Kościoła, “wilki w owczej skórze”, nie wierzący w Boga i świadomie dążący do tego, by Kościół zniszczyć, mogą być choćby nawet i członkami Episkopatu. A tym bardziej, że mogą znajdować się na stanowiskach redaktorów czy wydawców prasy katolickiej, w roli prezesów katolickich organizacji czy stronnictw politycznych, na katedrach profesorskich w katolickich uniwersytetach, czy nawet w seminariach duchownych, a wreszcie też j w biurach Watykanu. A w dodatku, jeszcze możliwsze jest zajmowanie wszystkich wyżej wymienionych stanowisk nie przez formalnych członków masonerii, nie przez “wilków w owczej skórze”, ludzi świadomie złej woli i nie wierzących w Boga, lecz przez tych, którzy sami o tym nie wiedząc dostali się, przez naiwność lub z innych powodów, pod masoński wpływ i są “przez masoneria używani za narzędzie, mimo, że osobiście są wierzącymi katolikami i zdaje im się, że wiernie Kościołowi służą. (Dokładnie tak samo, jak wydawało się że są dobrymi Polakami i że wiernie Polsce służą., politykom Sejmu Czteroletniego, którzy pod wpływem masonerii poszli w rydwan polityki pruskiej i doprowadzili Polskę do ostatecznego rozbioru).

KOMÓRKI MASOŃSKIE W KOŚCIELE

Podejrzenie, że w szeregi kierowniczego aparatu Kościoła katolickiego wtargnęły w ostatnich dziesięcioleciach wpływy masońskie, (wypowiadane jest tu i ówdzie już od dość dawna. Na ogół, jak dotąd raczej nie wypowiadano takich podejrzeń w środowiskach katolickich: zaufanie do Kościoła, do Episkopatu, a nawet do organizacji katolickich, prasy katolickiej i katolickich autorytetów literackich, naukowych i politycznych było w szeregach katolickich do ostatnich czasów zbyt wielkie, by podejrzenia takie mogły się w nich rodzić. Ale wysuwano te podejrzenia na przykład w środowiskach prawosławnych: środowiska te nie były ani oślepione zaufaniem,, ani skrępowane szacunkiem i posłuszeństwem wobec katolickich autorytetów i wobec tego mogły łatwiej dostrzegać to, czego katolicy często zauważyć nie potrafili. W prawosławnej Grecji, oraz wśród zachowawczej emigracji rosyjskiej mówiono już od dawna nie ze złośliwością, lecz z troską że wpływy masońskie docierają aż do Watykanu. (W roku 1937 usłyszałem takie właśnie, z troską wypowiedziane przekonanie z ust prawosławnych rumuńskich w Jassach w Rumunii w domu czołowego rumuńskiego polityka, profesora Cuzy, w pół roku później członka prawicowe go, ale i antyhitlerowskiego, rumuńskiego rządu Cuza-Goga).

Ale zdarzali się już od dawna tak że i katolicy, którzy wyrażali obawy i przypuszczenia podobne.

Atak .masonerii na Kościół katolicki przedsiębrany metodą przenikania, dostrzegał już przed blisko pół wiekiem, Roman Dmowski. Napisał on w swej broszurze “Kościół, naród i państwo”, ogłoszonej w roku 1926, co następuje:

“Walka przeciw religii w skrajnej, brutalnej postaci rozwinęła się właściwie tylko w krajach katolickich. Dokumenty (… na ten temat) odnoszą się na ogół do nich i wychodzą z odłamu masonerii, zwanego Wielkim Wschodem, a będącego kreacją francuską, i rozpowszechnionego głównie w krajach łacińskich. Jest to walka zwrócona bezpośrednio przeciw Kościołowi Rzymskiemu, i, jako taka, jest ona niejako dalszym ciągiem Reformacji. Wielki Wschód stanowi tylko odłam powszechnego wolnomularstwa, którego głów ny związek, istniejący na podstawach, ustalonych w Anglii w początku XVIII wieku, działa we wszystkich krajach, ale szczególnie jest potężny w protestanckich, z Anglią i Ameryką na czele. Jak świadczą fakty, nie poszedł on na walkę z kościołami i sektami protestanckimi, ale działa wewnątrz nich przez duchowieństwo protestanckie, znajdujące się w ogromnej liczbie w jego szeregach, działa z takim skutkiem, że dziś społeczeństwa protestanckie znakomicie górują swą bezreligijnością nad katolickimi. Górują, w dwóch kierunkach: liczbą ludzi, nie uznających potrzeby religii w ogóle, i samym charakterem wyznań protestanckich, które tracą szybko resztki ducha religijnego i stają się bezduszną formą. Fakty również świadczą, że loże tego’ związku, działające w krajach katolickich, usiłują często stosować względem religii te same metody postępowania, co w protestanckich, to znaczy nie wypowiadać Kościołowi walki otwartej, jeno oddziaływać nań od wewnątrz, uzyskiwać wpływ na społeczność katolicką, na duchowieństwo a i nawet na wyższą hierarchie kościelna”-2)

Słowa powyższe świadczą, że już 45 lat temu bardzo doświadczony i bardzo dobrze w tym co się w świecie dzieje zorientowany polski mąż stanu dostrzegał, że masoneria nie tylko pro wadzi atak przeciwko Kościołowi, ale stara się w szeregi Kościoła wtargnąć, po to, by ten Kościół zniszczyć. W oparciu o te spostrzeżenia i oceny, pochodzące sprzed wielu lat, po winniśmy być w stanie dość dobrze rozumieć zjawiska, dziejące się w chwili obecnej. A rozgrywają się dziś wydarzenia nie byle jakie.

DZISIEJSZA SYTUACJA

Toczy się dziś w świecie akcja, której celem jest usunięcie przeciwieństwa ‘pomiędzy Kościołem a masonerią. Zakazy antymasońskie nie zostały w Kościele odwołane. Ale liczne głosy ostentacyjnie katolickie proklamują dziś pogląd, że zakazy te w istocie milczą co utraciły swa moc. Oraz wyrażają pragnienie, by między Kościołem a masonerią doszło do “dialogu”.

Wypadło mi już raz zabrać głos, by przeciwko tym, tendencjom publicznie zaprotestować. Uczyniłem to artykułem “Masoneria a Watykan”, ogłoszonym w “Horyzontach” (Nr. 150-151 z 15 listopada 1968 1 stycznia 1969 roku). Impulsem; do tego wystąpienia były dla mnie dwa fakty. Po pierwsze, skłonił mnie do tego artykuł p.t. “Kościół i masoneria” w krakowskim “Tygodniku Powszechnym” z dnia 12 maja 1968 roku, podpisany literami J.T., pod którymi kryje się redaktor naczelny tego pisma. p. Jerzy Turowicz; artykuł ten głosił postulat doprowadzenia między Kościołem i masonerią do porozumienia i ‘Zgody. Po wtóre, uważałem za potrzebne zapoz nać czytelników polskich z książką Yicomte Leon de Poncins “Masoneria i Watykan” (przekład angielski, “Free-masonry and the Vatican. A Struggle for Recognition”, Londyn 1968, Britons Publ. Co.). Książka ta informuje o licznych, niebezpiecznych dla Kościoła próbach nawiązywania kontaktów między masonerią a kołami katolickimi, czy kościelnymi. Artykuł mój był w istocie także i recenzją tej książki. Od ukazania sie mego artykułu w “Horyzontach” upłynęło około trzech lat i czuję się obecnie zmuszony zabrać w tej sprawie głos po raz drugi. Skłania mnie do tego szereg nowych faktów, świadczących o tym, że kampania, zmierzająca do osłabienia czujności Kościoła wobec poczynań masonerii posuwa się z całym rozmachem dalej. Z faktów tych uważam za najważniejsze demonstrację promasońską paryskiego Diskupa-sufragaria Pśzerila”, oraz no wy artykuł p. Jerzego Turowicza. (Normalnie, znaczenia ukazania się jednego czy dwóch artykułów w prasie nie należy przeceniać. Ale wobec monopolicznej pozycji jaką “Tygodnik Powszechny” zajmuje w życiu umysłowym społeczeństwa katolickiego w Polsce, artykuły w tym piśmie, zwłaszcza pod pisane inicjałami redaktora naczelnego, mogą wywrzeć wpływ duży).

DEMONSTRACJA PARYSKA

Demonstracja promasońską biskupa Daniela Pezerila (podwładnego arcybiskupa Paryża, kardynała Francois Marty), która odbiła się rozległym echem w całym świecie, miała miejsce w dniu 22 czerwca 1971 roku. Pole gała ona na złożeniu przezeń uroczystej wizyty w Wielkiej Loży Francji. Wedle sprawozdania, przypuszczam, że inspirowanego przez koła masońskie, ogłoszonego w londyńskim “Dzienniku Polskim” (18 września 1961 roku, w artykule Jana Kowalskiego “Kościół katolicki a masoneria”), miała ona przebieg następujący.

“Wielka Loża Francji” przyjęła sufragana (…) Pezerila (…), który przybył na zaproszenie serbskiej loży «Gen. Peignet», by wygłosić odczyt na temat Kościoła Jutra.

(…) Przyjęcie odbyło się zgodnie z rytuałem masońskim w czasie tenue blanche fermee. Obecnych było w kaplicy i w innych salach (diipleix) 1500 «braci» z rozmaitych obediencji. (…) Wstępne ceremonie związane z rozpoczęciem prac odbyły się jak zwykle. Najpierw powitano uroczyście oficjal ną delegację Wielkiej Loży Narodowej «Opera» i Wielkiego Mistrza Wielkiej Loży Francji, dr. Pierre Simona wraz z członkami rady federalnej, wszystkich w masońskich emblematach. Następnie przy akompaniamencie orkiestry, która grała wyłącznie utwory kom pozytorów masonów (…) wprowadzono biskupa Fezerila w otoczeniu magistratury loży zapraszającej, wśród której można było zauważyć kleryka masona. Wszyscy powitali biskupa wstając z miejsc z respektem i tak samo go potem żegnali. Tajemne symbole masońskie usunięto z kaplicy bezpośrednio przed wejściem dostojnego gościa. «Bracia» pozostali w szarfach, ale bez fartuszków.

Biskup Pezeril odczytał wyczerpujący referat, poruszający wszystkie aktualne problematy interesujące świat katolicki. Najważniejszym problematem, właściwie reforma już przyjęta, to udział laików w obrzędach i administracji Kościoła. (.. )

Z kolei poświęcił dużo uwagi stosunkom z władzą świecką. Zdaniem biskupa Pezerila identyfikowanie się czy też popieranie rządu nie wyszło Kościołowi na dobre. Dzisiejszy Kościół chce za wszelką cenę pozostać przy swojej wierze, biorąc na siebie ryzyko tej separacji. Dowodem wystąpienia kardynała Marty przeciwko surowości wyroków francuskiego sadu na młodzież, która w obecności Sartre’a zdemolowała częściowo Bazylikę Sacrś Coeur na wzgórzu Montmartre.

W sprawie celibatu biskup wyraził opinię, że wierni żonaci powinni mleć możność otrzymania święceń kapłańskich, gdyż w ten sposób małżeństwo będzie powołane wspólnie do pełnienia obowiązków duchownych.” (…) «Dzisiaj kapłan przestał być księdzem funkcjonariuszem, a stał się księdzem misjonarzem. Otoczenie stało się dla księdza trudne, a jednak księża pałają, pragnieniem, by podjąć zadanie ewangelizacji, by głosić prawdę.

Masoni wysłuchali słów mądrego kapłana z wielkim skupieniem. Dyskusja odbyła się na podstawie pytań, zadawanych na piśmie. Biskup Pezśril odpowiadał zwięźle. (…) Oto główne odpowiedzi.

Szkoła powinna być jedna dla wszystkich. Kwestia, dlaczego Kościół uważa, że masoneria nie da się pogodzić z religią katolicką, nie powinna więcej niepokoić braci. Potępienie masonerii przez papieża Klemensa XII nie należy do decyzji nieomylnych, wszelka klątwa może być zawsze odwołana. Kobiety mogą celebrować mszę, (…) nie ma przeszkód w tym względzie. Dalej « Nie należę do tego kościoła, który twierdzi, że poza Kościołem nie ma zbawienia*. I jeszcze dalej: «Ci dwaj młodzi uczniowie masońscy, któ rym w okresie wielkanocnym, ksiądz j odmówił komunii gdyż są wyklęci, niechaj przyjdą do mnie celem wyjaśnienia incydentu».

Sapientisat. To są wielkie, historyczne definicje, które odejmują anatemę z masonerii. (…)

Wielki mistrz dr Simon podkreślił w odpowiedzi, że tego wieczora przekroczono jeden etap, etap spotkania się. (…) Ponad istniejące różnice u-mieliśmy poznać się, wzajemnie uszanować i pokochać”.

Tyle sprawozdanie.

Nasuwają się na jego temat następujące uwagi.

Przede wszystkim trzeba stwierdzić, że biskup Pezóril wziął udział w regularnym posiedzeniu loży masońskiej. W pewnym sensie uczestniczył w masońskim ceremoniale, jakby masońskim nabożeństwie. Wprawdzie część tego nabożeństwa odbyła się w jego nieobecności, ale było to tylko z jego strony uprzejme czekanie za drzwiami. Uczynił to wszystko nie jako osoba prywatna, jako człowiek, bywający na posiedzeniach loży w sposób potajemny, ale oficjalnie, jako biskup. Czegoś takiego jeszcze w dziejach Koś ioła katolickiego nie było.

Po wtóre, biskup Pćzćril wystąpił na owym uroczystym posiedzeniu loży z programem reformy ‘Kościoła katolickiego. Można by tu postawić szereg pytań. Dlaczego program ten został wyłożony nie gdzie indziej, tylko przed gremium masońskim? W czyim imieniu zostało to uczynione? Czy w imieniu własnym Biskupa Pezerila? Czy w imieniu jakiejś grupy? A jeśli w imieniu grupy, to jakiej? Jedno jest pewne że nie w imieniu Kościoła. Bo przecież niektóre z wypowiedzianych przez niego postulatów znalazły się, jako propozycje, na porządku obrad jesiennego Synodu biskupów w Rzymie i zostały tam odrzucone.

Zrekapitulujmy jeszcze raz program biskupa Pezśrila. Pragnie on, by nastąpiło oddzielenie Kościoła od państwa. By skasowane zostało (na gruncie francuskim) odrębne szkolnictwo katolickie i zapanowała szkoła świecka. By nie były zbyt ostro karane wy bryki antykościelne w stylu hiszpańskim z roku 1936-:go, polegające na podpalaniu świątyń. By skasowany został celibat księży i zastąpiony systemem wzorowanym na prawosławiu (wyświęcanie ludzi żonatych). By kobiety mogły odprawiać mszę. By zmieniony został charakter i rola kapłaństwa, w sposób ściślej nie sprecyzowany, ale zapewne w duchu odebrania księżom ich funkcji administracyjno-parafialnych i nadania im cechy, przypominającej słynnych francuskich “księży robotników”. By świeccy brali u-dział w liturgii i w administracji Kościoła. By porzucony został punkt widzenia, że poza Kościołem (o ile to nie jest niezawinione) nie ma zbawienia.

Jak widzimy, program przebudowy Kościoła katolickiego, przedstawiony przez biskupa “PezSrila gremium masońskiemu to jest ten sam program,, który głosi w całym Kościele pro paganda obozu progresywlstów.

Po trzecie, biskup Pezeril niejako skasował, a przynajmniej ogłosił skasowanie, nałożonej na masonerię i masonów klątwy kościelnej. Tak postawił sprawę, jakby klątwa Klemensa XII i jego następców już nie obowiązywała i jakby odtąd katolikom wolno było należeć do lóż, a członkom lóż wolno było uważa się za katolików 1 przy stępować do sakramentów świętych. Rzecz prosta, nie potrzeba dodawać, że był to z jego strony akt samowoli j bezprawia i że jego oświadczenia w tej materii nie mają żadnej mocy wiążącej: tylko Stolica Apostolska mogła by klątwę papieską odwołać, a żaden taki akt papieski miejsca nie miał.

Nasuwa się w konkluzji jedno tylko pytanie: kto to jest biskup Pezeril? Czy to jest potajemny mason, “wilk w owczej skórze” odziany w szaty bis kupie, działający umyślnie na szkodę Kościoła? Czy to jest człowiek naiwny i nie wiedzący co czyni, osobiście uczciwy, lecz ulegający jakimś po stronnym podszeptom? Jedno jest pewne: że jakiś tragiczny przewrót do konał się widać w składzie T strukturze francuskiego episkopatu, skoro wystąpienie biskupa Pćzćrila było w ogóle możliwe, a gdy nastąpiło, skoro nie spotkało się z natychmiastowym zdezawuowaniem przez arcybiskupa-ordynariusza, kardynała Marty. Coś dziwnego dzieje się z kościołem Francji! I pomyśleć, że jeszcze tuż przed wybuchem II wojny światowej żył i działał w Paryżu infułat Jouin, znany badacz zagadnienia masońskiego, przestrzegający przed masońskim niebezpieczeństwem i wydawca słynnego wydawnictwa “Revue internationale des societes sćcretes”.
NOWE WYSTĄPIENIE P. TUROWICZA
Przechodzę do nowego artykułu p. Jerzego Turowicza. Widocznie redaktor krakowskiego tygodnika trwa przy swym poglądzie na użyteczność katolicko-masońskiej ugody w sposób uporczywy, skoro uznał za stosowne znowu do tego samego tematu powrócić i tezy swoje z taką samą. jak po przednim razem, lub większą jeszcze stanowczością powtórzyć.

Artykuł nosi tytuł “Dialog z masonami”, podpisany jest literami J. T. i ukazał się w “Tygodniku Powszechnym” Nr 36 (1180) z dnia 5 września 1971 r.

Pozwolę sobie przytoczyć tu najważniejsze punkty tego artykułu, a zarazem dać do nich swój komentarz P. Turowicz pisze:

“Sobór Watykański drugi otworzył w Kościele erę szerokiego dialogu ze wszystkimi ludźmi dobrej woli bez względu na ich przekonania czy światopogląd, dialogu z chrześcijańskimi kościołami niekatolickimi, z religiami niechrześcijańskimi, z niewierzącymi, ateistami i marksistami. Nic dziwne go, że z dialogu tego nie jest wyłączona i masoneria, mimo, że w XVIII wieku oficjalnie została przez (Kościół potępiona”.

Jest to zupełnie dowolne i przesadne interpretowanie tego, co Sobór Watykański II uczynił. Sobór ten nie skasował, i nie otworzył drogi do skasowania nałożonych klątw. Np. świeżo ogłoszono w Watykanie, że ekskomunika nałożona na Lutra nie może być cofnięta. “Dialog”, o którym tyle się od czasu Soboru mówi, dotyczy przede wszystkim, stosunków z oderwanymi kościołami chrześcijańskimi i ma na celu posunięcie naprzód sprawy zjednoczenia chrześcijaństwa. Nawiasowo mówiąc, nie jest to, jeśli idzie o postawę zasadniczą, nic nowego: przecież “dialog” taki był uprawiany niejednokrotnie, żeby tylko wymienić rozmowy z prawosławnymi na Soborze we Florencji w roku 1439 i w związku z Synodem w Brześciu w 1595, a z anglikanami w słynnych rozmowach w Malines, prowadzonych przez kardynała Mercier w początkach bieżącego stulecia. Różnica do tyczy tylko praktycznego wykonania: polega ona na uznaniu, że dialog taki jest w obecnej “epoce bardziej możliwy i bardziej potrzebny.

Dialog ten, w zakresie bardziej ograniczonym, uznany został za możliwy także i w odniesieniu do innych religii, zwłaszcza monoteistycznych. Co do a-teistów, marksistów i masonów, Sobór nie przyniósł ze sobą nic, co by oznaczało, że ich punkt widzenia ma się spotkać z jakąś formą uznania za dopuszczalny. (Sobór poświęcił osobną dekla rację “Nostra Aetate” stosunkowi do religii niechrześcijańskich i zawarł w tej deklaracji słowa, że “Kościół Katolicki nie odrzuca niczego co w tych religiach jest prawdziwe i święte”, ale “żadnego najmniejszego oświadczenia o podobnej treści, zwróconego do ateistów, maso nów i marksistów w dokumentach soborowych nie ma). Jeśli Kościół dzisiaj więcej może pertraktuje i rozmawia z nimi, niż powiedzmy w latach 1919-1939, czy 1945-1960, jest to tylko sprawa taktyki. Kościół nigdy nie stał na stanowisku, że żadne rozmowy nawet z najzacieklejszymi jego wrogami nie są w żadnych warunkach możliwe. Po pierwsze, istnieją sytuacje, w których wspólne dobro wymaga współdziałania z każdym kto tak samo jak i my chce tego dobra bronić: w czasie trzęsienia ziemi, pożaru, powodzi, czy tonięcia okrętu nie pytamy się, czy ten z kim razem dźwigamy nosze, albo ustawiajmy drabinę, albo odrzucamy gruz, albo pompujemy wodę, albo wiosłujemy, nie jest aby ateistą, masonem, czy komunistą, ale działamy z nim wspólnie; takich sytuacji i takich pól współdziałania jest w życiu bardzo dużo. Po wtóre, istnieje rozległa dziedzina, którą że tak powiem można by nazwać rokowaniami z nieprzyjacielem:. Tak samo, jak na wojnie musi się rozmawiać z przedstawicielami armii nieprzyjacielskiej, po to, by zawrzeć pokój, lub rozejm, lub dokonać wymiany jeńców, tak samo Kościół czy obóz katolicki musi nieraz prowadzić pertraktacje z rządami niekatolickimi, lub antykatolickimi, po to, by zawrzeć konkordat, lub doprowadzić do jakiegoś ułożenia stosunków w konkretnych sprawach. Jest całkiem naturalne, że np. biskupi mogą rozmawiać z masonami na temat sprawy szkół, czy ustawodawstwa, czy kwestii podatkowych i że rozmowy te mogą być uprzejme i w sensie osobistym, przyjacielskie. Ale to nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek tolerancją wobec masonerii. Masoneria jest rodzajem religii i to religii bardzo wierze katolickiej wrogiej i katolik ani nie może do loży należeć, ani nie może uczestniczyć w masońskim quasi-nabożeństwie. Tak samo zupełnie, jak np. nie może należeć do gminy żydowskiej, czy muzułmańskiej, ani brać udziału, choćby częściowego, w nabożeństwie w synagodze czy w meczecie co mu przecież nie przeszkadza w prowadzeniu z żydami czy muzułmanami rozmów na temat spraw wspólnie ich obchodzących.

“Już w 1738 masoneria została potępiona przez Kościół, a motywacją te go potępienia była lei tajność”.

Motywacją potępienia nie «była tajność sama w sobie, ale to, że tajność ta osłaniała sekrety, przeciwstawne wierze , sama tajność nigdy nie jest powodem potępienia przez Kościół. Np. Armia Krajowa była organizacją, tajną, ale potępiona przez Kościół nie była. P. Turowicz łagodzi zresztą swe twierdzenie w innym miejscu swego artykułu, gdzie pisze: “Bulla «In Emineriti» Klemensa Xli potępia masonerię z powodu jej tajności, oraz «z powodu innych słusznych i uzasadnionych przy czyn, nam znanych».”

“Z początkiem XVIII wieku masoneria organizuje się jako tajne bractw o ideologii deistyczno-materialistycznej, mające na celu moralne doskonalenie członków. (…) Masoneria nie miała nigdy charakter antyreligijnego, w statutach swych głosiła Wiarę w Boga jako «Wielkiego Budowniczego Świata» i nie dopuszczała do swych szeregów ateistów. Miała natomiast nie wątpliwie charakter antyklerykalny”.

Co do owego “moralnego doskonalenia członków” można z zupełnym spokojem określić to jako pusty frazes. Nikt nie, przeczy, że istnieje i istniało wielu masonów, którzy byli uczciwymi ludźmi; są oni w każdym środowisku. Ale notorycznie znany system wzajemnego popierania się masonów,. nieraz wbrew prawu i z pogwałceniem elementarnych zasad słuszności, z pewnością był bardzo daleki od sprzyjania ideałowi “moralnego doskonalenia się”, a przeciwnie, przyczyniał się do formowania typu człowieka, ożywionego raczej duchem osobistego, lub klikowego egoizmu, niemoralnej zachłanności i zakłamania. Ale mniejsza z tym. Natomiast sprawa ustosunkowania się masonerii do religii jest czymś o wiele ważniejszym. Nie jest to sprawa prosta i całkowicie wyświetlona i z pewnością daje ona pole do różnicy poglądów w ocenie jej szczegółów. Myślę jednak, iż można z zupełnym spokojem przyjąć, że podstawy światopoglądowe masonerii są nie tylko chrześcijaństwu całkowicie obce ale z samej zasady przeciwstawne i wrogie. Trudno mieć co do tego wątpliwości, że podstawy te zostały zbudowane pod wpływem idei manichejskich i gnostyckich, które nurtowały w podziemiu jako tajny prąd opozycyjny przez całe średniowiecze i w czasach nowożytnych odżyły, rozkwitając właśnie w ruchu masońskim. Cóż to są za idee? Jest to przekona nie o dwoistości świata, o tym, że istnieje dwóch Bogów Dobry_i zły.. Ujmując rzecz inaczej, jest to postawienie Szatana na równi z Bogiem. Wedle tych idei, materia, świat materialny, jest dziełem Szatana. A więc któż jest “Wielkim Budowniczym Świata”? Trzeba przyjmować z wielką ostrożnością twierdzenia, że wiara w Wielkiego Budowniczego Świata, to jest wiara w Boga. Istnieją poważne podstawy do uważania, że owe szczeble wtajemniczenia masońskiego (które niekoniecznie muszą być identyczne z dekoracyjny mi szczeblami oficjalnych stopni ceremonialnej hierarchii masońskiej)], to jest stopniowe oswajanie poszczególne go masona z tajnym światopoglądem satanicznym i wprowadzanie go w przyjęcie przezeń potajemnej postawy, polegającej na oddaniu się w służbę Szatana. (Iluż wysokiej klasy masonów kończy samobójstwem, tym samym koronując swoje życie aktem ostateczne go buntu przeciwko Bogu!). Gdy się mówi o “deizmie” masonów i o tym, że nie są oni (poza Wielkim Wschodem.) ateistami dobrze jest być ostrożnym i dobrze jest nie być naiwnym.

P. Turowicz powołuje się dalej na swój artykuł w ,,Tygodniku Powszechnym”, ogłoszony 12 maja 1968 roku, podtrzymując to ! co wtedy napisał i dodaje:

“Obecnie mamy do zanotowania nowe fakty”.

Owe nowe akty, które wylicza, wyglądają jak następuje.

“Na zaproszenie Wielkiej Loży Francji, msgr. Daniel Pezeril, biskup sufragan Paryża, wygłosił w dniu 22 czerwca br. na regularnym, zamkniętym zebraniu tej Loży w Paryżu, odczyt na temat «Kościół i znaki czasu». Audytorium liczące 1000 osób, wy łącznie członków Loży, zgotowało gorące owacje biskupowi katolickiemu, który przekroczył progi Loży t>o raz pierwszy od czasu Wielkiej Rewolucji Francuskiej”. P. Turowicz podaje następnie dłuższą cytatę z przemówienia powitalnego z którym się na tym zebraniu zwrócił do biskupa Pezerila wielki mistrz Wielkiej Loży Francji, dr, Pierre Simon.

Mowa jest w tym prze mówieniu o tym, że ,,tego wieczora przekroczyliśmy pewien etap, etap spotkania”; “znikną pewne nieporozumienia”; “umieliśmy poznać się, szanować się nawzajem oraz nauczyć się kochać”.

“Jest to”, jak pisze p. Turowicz, “przekroczony etap, ale nie pierwszy”.

“Już w roku 1961 znany jezuita francuski o. Michel R’quet na zaproszenie loży «Volney» z Laval, obediencji Wielkiego Wschodu, za zgodą władz kościelnych, wygłosił odczyt «Kościół wobec ateizmu».”

W dzisiejszych czasach, wyrażenie “za zgodą, władz kościelnych,” jest w swej treści zbyt ogólnikowe. ‘Kto konkretnie zezwolenia udzielił? A może to było za zgodą biskupa Pezerila lub kogoś do niego podobnego ?

“Dwa lata temu włoski ksiądz katolicki uczestniczył jako obserwator w kongresie masonów w Genui”.

“Kontakty między katolikami i masonami zacieśniły się znacznie w krajach skandynawskich, za zgodą tamtejszego episkopatu”.

Biskupów Pezćrilów może być w świecie więcej.

Zważmy, że nie zawsze możemy dziś polegać na zezwoleniach i opiniach biskupów. Przypomnijmy sobie, jak głośno było przed kilku laty na te mat hałaśliwych oświadczeń biskupa Shannon, koadiutora diecezji St. Paul, Minnesota w Stanach ‘ Zjednoczonych, że katolicy nie muszą brać sobie zbyt do serca encykliki “Humanae vitae”. Podobno “tysiące Wiernych polegały na jego radzie i przewodnictwie” w tej sprawie. Co jednak był wart jego autorytet dowodzi fakt, że następnie bis. kup ten uznał za stosowne podać się jako biskup do dymisji i ożenić się; i to z rozwódką.

“Ukazało się też szereg książek, traktujących problem masonerii z katolickiego punktu widzenia, w tym trzy książki paryskiego adwokata, «obroń-cy» masonerii, Alec Mellora (tytuły podaliśmy w «T.P.» Nr 1007)”.

Owe książki Mellora są jednym z głównych ogniw kampanii propagandowej promasońskiej, prowadzonej na terenie katolickim od pewnego czasu. Pisałem o nich w “Horyzontach” w cytowanym wyżej, moim artykule, oraz pisał o nich b. obszernie yicomte de Poncins w cytowanej wyżej swojej _. .książce. Natomiast o tej ostatniej książce (“Masoneria i Watykan”), p. Turowicz nie uznał za stosowne wspomnieć. Wymienia on tylko to, co jest przyjazne masonerii, a nie to. co jeśli wobec niej krytyczne.”

“Z nowszych wymieńmy wioską (książkę) ks. Rosario Esposito »La massoneria e l’Italia» oraz hiszpańską ks. Benimelli «La massoneria despues el Concilio»”.

“Ostatnio w jezuickim miesięczni ku «Civilta Cattolicaj, (…) ukazała się seria artykułów na ten temat, pióra znakomitego znawcy problemów masonerii, o. Giovanni Caprile, SJ (…). Nowością stanowiska, zajętego przez o. Caprile jest to, iż jego zdaniem «dialog powinien być prowadzony równocześnie ze Wszystkimi odłamami masonerii, bez żadnych ograniczeń i wyjątków». Ekskomunika na katolików, którzy by należeli do masonerii, wchodząca w skład prawa kanonicznego, formalnie dotąd obowiązuje, istnieje jednak w praktyce tendencja do «zapominania» o tej ekskomunice, zresztą kodeks prawa kanonicznego pod lega Obecnie rewizji i niewątpliwie wszelkiego rodzaju generalizujące eks-comiunlki zostaną z niego usunięte. O. Caprile sądzi, że wszystkie te ekskomuniki winny być cofnięte «w odniesieniu do wszystkich grup maso nerii bez żadnych rozróżnień.» (. …) O. Caprile cytuje wreszcie niedawne oświadczenie o. Beyera, również jezuity, dziekana wydziału prawa kanonicznego papieskiego uniwersytetu «Gregorianum» w Rzymie. (…) O. Beyer pisze: «Przynależność do loży masońskiej, która nie ma charakteru sekciarskiego, czy antychrześcijańskiego, że z punktu widzenia prawa Kościelnego nie pociągać żadnej sankcji karnej. Ekskomunika może być stosowana tylko w wypadku, gdyby przynależność powodowała niewierność wobec Boga, porzucenie wiary w Chrystusa, niebezpieczeństwo jej utraty lub też nie możność wyznawania tej wiary w łonie Kościoła:. Wszelka przynależność, która do tego nie prowadzi, nie może w konsekwencji powodować ekskomuniki .

Innymi słowy, wedle tego poglądu, ma katolikom być wolno należeć do tych lóż, które oficjalnie nie odżegnują się od Boga i od Chrystusa (a co z Matką. Boską?), oraz nie zabraniają swoim członkom praktyk katolickich. Ale rzecz w tym, że loże masońskie “prawowierne”, to znaczy trzymające się zasad, ustalonych w roku 1717 w Wielkiej Loży londyńskiej (a loże te stanowią olbrzymią, większość masonerii światowej), wcale się formalnie od chrześcijaństwa nie odżegnują, i wcale postawy otwarcie antyreligijnej od swych członków nie wymagają. Przeciwnie, chcą. one, by członkowie ich mogli do Kościoła czy kościołów przenikać, a do tego potrzebne jest, by byli zewnętrznie chrześcijanami i by zachowywali pod tym względem wszelkie pozory. To przecież przeciwko tej właśnie masonerii (“Wielkiego Wschodu” jeszcze wtedy nie było) zwracała się bulla Klemensa XII z roku 1738. Katolikom nie wolno było, i nadal nie wolno jest, do tych lóż należeć, nie dlatego, że zmuszają ich one do jawnego odstępstwa (bo one ich do tego nie zmuszają), ale dlatego, że wstępując do tych lóż poddają się oni powolnemu i ‘stopniowemu wpływowi, przekształcającemu len “cały” sposób” myślenia, ~ca7y ustrój uczuciowy aż po podświadomość włącznie, całą po prostu ich duszę i narażają się na stanie się, nie od razu, ale po wielu latach, sługami Szatana. Wyliczenie p Turowicza pokazuje nam, że kierunek promasoński uwił sobie całkiem liczne gniazdka w świecie katolickim, w katolickich kołach umysłowych, w episkopacie, w Towarzystwie Jezusowym, i nawet w środowisku watykańskim. Oznacza to tylko potwierdzenie stwierdzenia Dmowskiego sprzed lat 45 o tym, że loże masonerii “prawowiernej” (typu angielskiego)) ,,usiłują (…) stosować wobec religii” w krajach katolickich “te same rnetody postępowania, co w protestanckich, to znaczy nie wypowiadać Kościołowi walki otwartej, jeno oddziaływać nań od wewnątrz, uzyskiwać wpływ na społeczność katolicką, na duchowieństwo i nawet na wyższą hierarchię kościelną”. Oznacza to także potwierdzenie o-pinii, którą 34 lata temu usłyszałem z dobrze poinformowanych ust prawosławno-rumuńskich w dodatku tau znakomitego rumuńskiego uczonego i męża stanu, Są Wpływy masońskie wdzierają się w instancji czasach aż do Watykanu.
Turowicz kończy swój artykuł Słowami następującymi:
“Z jednej strony idzie wiec o wyjaśnienie charakteru oraz istotnych przyczyn owych potępień (…), z drugiej zaś strony uzyskanie owych gwarancji, o których mówi o. Capfile. Wy jaśnienia owe pozwoliłyby na anulowanie ekskomuniki i zlikwidowanie wiekowego konfliktu. Nie trzeba chyba do dawać, że wśród dialogów prowadzonych przez Kościół, ten ma charakter dość marginalny, ostatecznie masoneria jest dziś raczej remanentem przeszłości, niż realną siłą społeczną”.

Tak więc p. Turowicz głosi postulat cofnięcia przez Kościół zakazu na leżenia do masonem i kasowania ekskomuniki, nałożonej na tych, co ten zakaz łamią. Nie zamierzam wdawać się z nim, w tej sprawie w polemikę. Ograniczam się do stwierdzenia faktu. To taki program głoszony jest i to w sposób autorytatywny, bo piórem redaktora naczelnego z łamów czasopisma, które od ćwierć wieku zdobyło sobie w Polsce pozycję monopoliczną jako zarażeni rzekomy wyraziciel i skuteczny wychowawca (nie chcę być niesprawiedliwym i wobec tego nie mówię w sposób stanowczy: także i manipulator) katolickiej opinii publicznej.

Inną konkluzją p. Turowicza jest bagatelizowanie przezeń masonerii, o-raz jej roli, a tym samym i niebezpieczeństwa, jakie przedstawia ona dla Kościoła, oraz możliwych skutków jakie by mieć mogło ewentualne skasowanie ekskomuniki.

Uważa on, że “masoneria jest dziś raczej remanentem przeszłości”. Czy naprawdę? Gdzie, w jakiej dziedzinie, na jakim polu, w jakim kraju straciła masoneria swoje znaczenie i przestała wywierać wpływ? I co to znaczy “dziś” ? Od roku, od dziesięciu lat, od ćwierć wieku, od stu lat? Co się w ciągu owe go czasokresu, określonego słowem “dziś”, stało, co pozwala na uważanie, że ta groźna w oczach Kościoła potęga, która była powodem uroczystych i pełnych niepokoju wystąpień tylu papieży, oraz tylu oświadczeń episkopatów różnych krajów, i która stała się powodem tak obfitej literatury badawczej i informacyjnej katolickiej (i nie tylko katolickiej) naraz zamieniła się w cień bez znaczenia, w “remanent przeszłości” o marginesowym dla Kościoła charakterze? (Uwaga przy okazji: dlaczego przyjęty w polskim języku wy raz “marginesowy” zastępować nowo tworem, wzorowanym na angielszczyźnie i francuszczyźnie, “marginalny'” ? Przecież nadal mówimy “margines”, a nie “marga”, “margin” czy ,”margina”).
Uważa on także, że masoneria nie jest ,,realna społeczną”.
Ustalmy fakty. Ruchem masowym masoneria nie była nigdy i nic się pod tym względem nie zmieniło. Nie należą do niej wielotysięczne tłumy, które można by było wyprowadzić na ulicę w rozruchach, czy demonstracjach. Jej rola i znaczenie jest inne. Jest to organizacja, wywierająca wpływ na społeczne i intelektualne elity. To nie zna czy, że nie potrafi on mieć wpływu także i na masy; choćby i na tłumy na ulicy. Ale ten rodzaj jej wpływu jest zawsze tylko pośredni, poprzez jakieś ogniwa kontaktujące i inspirujące.

Jej istotna rola to jest zdolność oddziaływania na prądy umysłowe i naukowe, filozoficzne, kulturalne, literackie, polityczne, oraz na mechanizm funkcjonowania aparatów politycznych, społeczno-organizacyjnych i środków masowego przekazu. Działa o-na metodą posiadania “wtyczek” w ważnych ośrodkach życia zbiorowego, za których pośrednictwem, szerzy tam swoje poglądy (zwłaszcza: wyrażane przez siebie wątpliwości i krytyki), popycha do działań i wystąpień w~3uchu swej ideologii, oraz zapewnia sławę i karierę ludzkim dążeniom odpowiadają, zarówno jak rozgłos tym właśnie poglądom. Masoneria jest szczególnie niebezpieczna dla Kościoła przez to, że stara się przenikać w je-go szeregi i wywierać wpływ na opinie teologiczne i filozoficzne, na “politykę kościelną, na prawo kanoniczne, na działalność publiczną katolików. Jej siły nie można mierzyć ilością tysięcy ludzi, jakich mogłaby ona (jak np. Partia Komunistyczna) wyprowadzić na ulicę, ale ilością katedr uniwersyteckich, czy redakcji, czy ambasad, czy prezesur i sekretariatów stowarzyszeń i stronnictw jakie obsadziła swoimi ludźmi. A przecież trudno nie przyznać, że dziesięć uniwersytetu, czy dziesięciu sekretarzy wpływowych organizacji potrafi czasami wywrzeć większy i trwalszy wpływ niż dziesięć tysięcy przeciętnych ludzi z legitymacja mi członkowskimi w kieszeni, że masoneria ma małe znaczenie?
Wedle Turowicza tysiąc, a wedle p. Kowalskiego półtora tysiąca masonów było obecnych na ceremonii zaprezentowania paryskiej Wielkiej Loży przez biskupa Pezśrila programu reformy Kościoła katolickiego. Przecież to byli wszystko członkowie paryskiej intelektualnej, politycznej i społecznej elity!
Czy tysiąc lub półtora tysiąca profesorów uniwersytetu, czołowych parlamentarzystów, dygnitarzy rządowych, dyplomatów, wojskowych, sędziów, znakomitych lekarzy, redaktorów najwpływowszej prasy, kierowników radia i telewizji, reżyserów teatru i kina, przemysłowców, bankierów, finansistów, przywódców związków zawodowych (a przecież to z takich ludzi składają się loże) to, nawet w tak dużym mieście jak Paryż, mało?

Nie bądźmy naiwni. W Paryżu, w Londynie, w Nowym Jorku, w Waszyngtonie, w Brukseli, w Zurychu, w Buenos Aires, w mieście Meksyku, w Stambule, w , których poglądy jej

Delhi, w Mediolanie, w Dublinie, na wet w Rzymie, nawet w Madrycie, na wet w Atenach, nawet w Lizbonie, masoneria jest wielką potęgą. Jest zwłaszcza wielkim, zakulisowym wpływem intelektualnym i manipulatorskim.

Czy jest potęgą w Warszawie i w Krakowie ?

Chętnie zgodzę się z poglądem, że w warunkach ustroju komunistycznego, gdzie nic się nie dzieje bez zezwolenia władzy, zebrania panów, ubranych w szarfy i fartuszki, w salach, ozdobionych “tajemnymi symbolami” i przy akompaniamencie muzyki kompozytorów-masonów, mogą się odbywać rzadko, lub mogą się nie odbywać nigdy. Nawiasowo mówiąc, w dużych połaciach Polski musiało być tak samo i w latach, po wiedzmy, 1831-1914. Ale masoneria, aby być swym wpływem obecną, nie musi zawsze posiadać te zewnętrzne akcesoria. Niejeden polski mason, u profesorów w XIX w., mógł tylko bardzo rzadko bywać na prawdziwych posiedzeniach loży, nie w kraju, ale gdzieś w Paryżu czy Brukseli, w czasie zagranicznej wycieczki. W kraju wystarczało mu mieć kontakty towarzyskie z “braćmi”. Pewnie tak samo jest i dziś. Nie wierzę, by w mieście, w którym wychodzi redagowany przez pana Turowicza “Tygodnik Powszechny”, nie było także i obecnie silnego, zakulisowego wpływu masonerii. I by można było mówić o tym wpływie tylko jako o “remanencie przeszłości”, który nie jest już “realną siłą społeczną”

Chcę tu zwrócić uwagę na jeden jeszcze szczególnie ważny aspekt roli masonerii zwłaszcza na gruncie polskim. Jest ona mianowicie możliwością alternatywą dla doktryny komunistycznej. I wobec tego jest niebezpiecznym rywalem dla światopoglądu katolickiego (czy w ogóle chrześcijańskiego), a także narodowego i tradycjonalistycznego.

Myślący ludzie w świecie komunistycznym zrozumieli już od dawna, że komunizm, że cała doktryna filozoficzna, ekonomiczna i polityczna marksizmu-leninizmu zbankrutowały, że ich założenia myślowe są błędne, że eksperyment / wprowadzenia ich w praktyce w życie okazał się eksperymentem nieudanym , że trzeba całe przedsięwzięcie jakoś zlikwidować. Dotyczy to nie tylko Polski, dotyczy to także i Rosji, już nie mówiąc o takich krajach jak Jugosławia. Otóż ludzie ci często młodzi uczeni, filozofowie, ekonomiści, a jeszcze częściej administratorzy, dygnitarze rządowi, kierownicy przemysłu i życia ekonomicznego, wyżsi, wykształceni wojskowi, artyści, literaci, szukają dróg myślowych na które mogliby wkroczyć. Chrześcijaństwo, oraz cała tradycja historyczna cywilizowanej Europy i cywilizowanego świata mogłyby dla nich być gotowym drogowskazem który trzeba by tylko zauważyć i odkryć. Ale przeszkodą. jest tu masoneria. Jest ona drugą, gotowa alternatywa. Na miejsce komunizmu podsuwa ona inny światopogląd, też z założenia materialistyczny i może z łatwością rodzące się w świecie komunistycznym prądy krytyczne zgarnąć w swoje łożysko. Jest dlatego i dla Kościoła katolickiego, i dla cywilizowanej Europy, i dla cywilizowanej Polski, właśnie dziś, i właśnie więcej dziś niż kiedykolwiek, siłą szczególnie niebezpieczną. Przez zlekceważenie tego niebezpieczeństwa narażamy się my, ludzie myślący po katolicku, na zmarnowanie dziejowej koniunktury, jaką niesie dla chrześcijaństwa nieuchronny w niezbyt odległej przyszłości upadek komunizmu.. Upadek nie tylko w takich krajach jak Rosja, ale także i takich jak Chiny. Już nie mówiąc o naszej ojczynie, Polsce.
CZY ZORGANIZOWANY OBÓZ PROMASOŃSKI W KOŚCIELE
Nie ulega wątpliwości, że narodził się w łonie Kościoła katolickiego i społeczności katolickiej w świecie prąd, czy też obóz, szukający ugody i porozumie nia z masonerią. Czy jest to tylko pojawienie się tych samych myśli w różnych głowach niezależnie od siebie, czy też jest to obóz zorganizowany, złożony z ludzi, będących ze sobą w porozumieniu ?

Zacznijmy od zestawienia nazwisk. Ograniczmy się tylko do tych z nich, które w swym, ostatnim artykule wymienia p. Turowicz.

Zwolennikami skasowania ekskomuniki antymasońskiej i tolerancyjnego ustosunkowania się do masonerii zdają, się być, czy to w świetle swych oświadczeń, czy w świetle swych czynów, biskup. sufragan Paryża, Pezeril, jacyś nie wymienieni z nazwiska biskupi skandynawscy, jezuici ojcowie Michel Riquet, Giovanni Caprile i Beyer, literaci Alec Mellor, ks. Rosario Esposito, ks. Benimelli. Do listy tej dołączyć należy też i samego p. Jerzego Turowicza.

Jest to w sposób oczywisty lista niekompletna , którą można z łatwością rozszerzyć, sięgając do innych ?źródeł informacji.

Ale ograniczmy się do niej. Obejmuje ona (jeśli uwzględnić owych biskupów skandynawskich i także bezimiennego księdza co był na kongresie masońskim w Genui) do tuzina osób, przeważnie wybitnych i wpływowych, mieszkających i działających w półtuzinie, lub więcej, krajów. W praktyce, ludzi otwarcie czynnych na tym polu i tak samo wybitnych, a których nazwiska, przy odrobinie cierpliwości w przeglądaniu dostępnych ?źródeł informacji, dałoby się ustalić, jest z pewnością trzy razy, lub pięć razy więcej i krajów, które są. ich działalnością o więcej niż owe wymienione przez p. Turowicza Francja, Włochy, Hiszpania. Skandynawia, może Niemcy, także i Polska.

To trochę za dużo, jak na zjawiska całkiem samorzutne. Przy zachowaniu wielkiej ostrożności, ale jednaki powodując się doświadczeniem w ocenie takich spraw, trudno uniknąć przypuszczenia, że chyba istnieje jakiś komitet porozumiewawczy, jakaś komórka organizacyjna, gdzie ci wszyscy ludzie, lub ich większość, mogliby się jakoś spotykać, oddziaływać na siebie, wymieniać myśli i pomagać sobie w akcji. Mimo woli nasuwa się myśl o organizacji, wedle terminologii generała Kukiela, “pochodnej” i “pokrywkowej”, służącej za narzędzie wpływowi masonerii. Zapewne większość z nich, to są ludzie dobrej woli, którzy “nie wiedzą, co czynią”. Ale zapewne są między nimi i świadomi, z pełną złą wolą działający objęte, jest tak samo dużo masoni. Ilu ich jest? Przypomnijmy sobie ową organizację Przyjaciół Konstytucji 3 Maja w polskim przedrozbiorowym sejmie, która zdobyła sobie wpływ na politykę tego-Sejmu. Masoni stanowili czwartą część jej członków.

Jeśli przyjmiemy, że istnieje organizacja, czy komitet, czy porozumienie w obrębie Kościoła katolickiego, które stawia sobie za cel lub stawia sobie między innymi za cel usunięcie przeciwieństwa między Kościołem katolickim, a kompletna i można by ją z masonerią, moglibyśmy, przez analogię, wysunąć przypuszczenie, że także i w tym ugrupowaniu zakonspirowani masoni stanowią czwartą część uczestników. Gdyby wziąć ów tuzin osób, wymienionych przez p. Turowicza, oznaczałoby to, że trzy z tych osób są w istocie udającymi katolików masonami. Oczywiście, to tylko rozumowanie o charakterze orientacyjnym. Nie należy na nim budować zbyt wiele. Myślę jednak, że można uważać obecność jakichś krypto masonów w pro masońskim prądzie w Kościele katolickim za rzecz mniej więcej pewną. Nie mogę uniknąć zajęcia się tak że i osobą p. Turowicza. Jestem jak najbardziej daleki od rzucania na niego jakichś oskarżeń, czy wysuwania wobec niego (zapewne krzywdzących) posądzeń; nie mam) do tego żadnej podstawy. Trudno mi również nie odczuwać szacunku dla człowieka, który potrafił przez ćwierć wieku utrzymać przy życiu pożyteczną i wpływową placówkę katolicką pod rządami komunistycznymi, oraz trudno mi nie uznać zasługi. A to nie zmienia faktu, że oceniam wystąpienia p. Turowicza w sprawie masonerii jako głęboko szkodliwe. (Nie oceniam pozytywnie także i jego stanowiska w nie których innych sprawach). Oraz stwierdzam, że osoba p. Turowicza, a tym samym i jego poglądy, cieszą, się zadziwiającym rozgłosem w świecie i że trudno uwierzyć, by rozgłos ten nie był w pewnymi przynajmniej stopniu wynikiem korzystania z poparcia jakichś sił wpływowych.

P. Turowicz bywa na kongresach i zjazdach międzynarodowych katolickich od Manili na Filipinach aż po Limę w Peru i wszędzie tam odgrywa rolę czołową. Biorąc pod uwagę olbrzymi koszt takich dalekich podróży, który trudno chyba pokrywać z własnej kieszeni, biorąc pod uwagę trudności paszportowe jakie trzeba pokonać (zwłaszcza, gdy się mieszka “za żelazną kurtyną”), oraz co wcale nie błaha okoliczność biorąc pod uwagę, że nie zawsze jest łatwo znale?ć się w wybranym kręgu tych co dopuszczeni są do pierwszoplanowej roli na międzynarodowych zjazdach trze ba stwierdzić, że stosunki osobiste p. Turowicza są w sposób oczywisty nie małe. Otóż jego stosunki międzynarodowe są wyraźnie progresywistyczne.

Mami przed sobą broszurę w języku angielskim p.t. “Dossier on IDO-C. Is it a parallel hierarchy?” wydaną w r. 1968 jako odbitka przez szkockie, tradycjonalistyczne czasopismo katolickie “Approaches” (pod redakcją Hamish Fraser”a), ukazujące się w Saltcoats. (Broszura ta ukazała się także w wydaniu amerykańskim, oraz w przekładach we Francji, Niemczech i Hiszpanii).

Broszura ta poświęcona jest między narodowej organizacji katolickiej znanej pod nazwa IDO-C. co jest skrótem, oznaczającym “Międzynarodowe Centrum Informacji i Dokumentacji, poświęconej Kościołowi Soborowemu”. Wedle własnej publikacji, ogłoszonej przez tę organizacje, “IDO-c jest planowej międzynarodową grupą z kwaterą główną w Rzymie i rosnąca siecią oddziałów w całym świecie. Jest ona niezależna od jakiejkolwiek instytucji religijnej lub państwowej, po siada charakter niezależny i działa na podstawie prawa włoskiego. (…) Jej szczególnym zadaniem jest gromadzenie rozpowszechnianie dokumentacji o strukturalnych i teologicznych skutkach nieustannego wprowadzania w życie dekretów i ducha II Soboru Watykańskiego. (…) Wśród prenumerato rów są biskupi, (…), profesorowie, (…), studenci w katolickich, protestanckich i żydowskich seminariach duchownych, redaktorzy katolickich, protestanckich i żydowskich czasopism, redaktorzy działów religijnych w wielkich dziennikach”.

IDO-C zostało założone w grudniu 1963 roku w Holandii, oraz pierwotnie ogłaszało biuletyny tylko w języku holenderskim. Wkrótce jednak przeniosło swoją centralę do Rzymu i stało się ośrodkiem międzynarodowym. W jego centralnym biurze w Rzymie, na ogólną ilość 15 osób, pracuje 7 Włochów, 2 Holendrów, 2 Hiszpanów, 1 Brazylijczyk, 1 Anglik, 1 Australijczyk i 1 Belg.

Autorzy broszury sugerują (także i w jej tytule), że organizacja IDO-C stawia sobie za cel wytworzenie ,,równoległej hierarchii”, jakby drugiego poza hierarchią biskupią, międzynarodowe go kierownictwa jeśli nie Kościoła, to przynajmniej katolickiej społeczności w świecie, Jest tu jakby zastosowanie leninowskiej metody rewolucyjnej o “podwójnej władzy” (dwojewłastje).

Jak takie “dwojewłastje” funkcjonuje, można było obserwować w czasie Synodu Biskupów jesienią 1971 r. w Rzymie. (To już nie jest wiadomość z wymienionej broszury). Obok watykańskie-go biura prasowego działało w Rzymie biuro prasowe IDO-C i rozsyłało po całym świecie swoje własne komunikaty prasowe o Synodzie, bardzo różne swą treścią od oficjalnych. Przedstawiały one tak sprawę, jakby zwyciężał na Synodzie kierunek progresywistyczny co było odwrotnością rzeczywistości. Komunikaty te były pod tłustymi nagłówkami przedrukowywane przez prasę światową podczas gdy komunikaty oficjalne by wały często przemilczane. Dzięki temu wytwarzało się w świecie wrażenie, że dokonywa się w Kościele wielki, a w istocie nie istniejący przewrót.

IDO-C głosi w całym świecie program reformy Kościoła bardzo zbliżony do programu bp. Pezeriia, przedstawionego paryskim masonom. A może IDO-C jest organizację, podobną do Towarzyst wa Przyjaciół Konstytucji 3 Maja, to znaczy organizacją kierowaną przez masonów ?

Autorzy broszury podają listę nazwisk dziennikarzy, publicystów, profesorów, księży, postępowych zakonnic, działaczy społecznych (jest wśród nich i organizator związku zawodowego księży, ks. William Dutoay, oraz głosiciela antykoncepcji, Rosemary Ruether) itd., idącą w setki. Działają oni w 33 krajach.

Otóż autorzy broszury wymieniają, jako jednego z uczestników akcji IDO-C (dwukrotnie: na str 3 na str.58), także i p. Jerzego Turowicza.

Nie jest to fakt błahy.

POTRZEBA KONTRAKCJI

Już dość dawno temu, mianowicie w dniu 2 czerwca 1951 roku w czołowym katolickim wydawnictwie prasowym angielskimi “The Tablet” w Londynie ukazały się następujące słowa, na pisane przez katolickiego księdza-publicystę, Humphrey J.T. Johnsona:

“Klerykalizm sprzed pół wieku różnił się od dzisiejszej chrześcijańskiej demokracji. Klerykał był skłonny do angifobii, judeofobii- i do uważania masonerii za dzieło szatana. Nienawidził on republiki francuskiej i bał się carskiej Rosji. Chrześcijański demokrata, czy katolik lewicowy jest anglofilem, judeofilem i jeśli nie uważa masonerii za wymyślonego straszaka, to w każdym razie za coś, czego wpływ został mocno przesadzony. Trzeba zdawać sobie w pełni sprawę z tej zmiany Wielkiej Loży londyńskiej (a loże te stanowią olbrzymią, większość masonerii światowej), wcale się formalnie od chrześcijaństwa nie odżegnują, i wcale postawy otwarcie antyreligijnej od swych członków nie wymagają. Przeciwnie, chcą. one, by członkowie ich mogli do Kościoła czy kościołów przenikać, a do tego potrzebne jest by byli zewnętrznie chrześcijanami i by zachowywali pod tym względem wszelkie pozory. To przecież przeciwko pojęć jeśli się chce rozumieć ewolucję współczesnej Europy”.

Jak widzimy, tendencja przekształcania się Kościoła (lub przekształcania go) w “‘uchu jeśli nie wyraźnie promasońskim, to przynajmniej pobłażliwszym wobec masonerii, lub skłonniejszym do bagatelizowania jej znaczenia zaznaczała się już 20 lat temu. Można powiedzieć, że podskórne, czy podziemne procesy przemian w Kościele w całym okresie po drugiej wojnie światowej dokonywały się pod znakiem tej tendencji. To nie znaczy, że nie było w szeregach Kościoła wysiłków, zmierzających po stare mu do studiowania zagadnienia masońskiego i oświetlania niebezpieczeństwa, jakie masoneria stanowi. Nawet i w Anglii, w której słowa powyżej zacytowane zostały napisane, wysiłków takich było nie brak. Dość wymienić obejmującą swoim wpływem i Anglię działalność pisarską Irlandczyka, ks. Denis Fahey, który żył i pisał także i w latach powojennych; działalność autora kilku wybitnych i opartych na gruntownej wiedzy książek o masonerii, Waltona Hannah, anglikańskiego

duchownego, który prze szedł na katolicyzm i został katolickim księdzem; oraz działalność wydawniczą firmy Britons Publishing Co., która wy dała m. in. przekład angielski książki t Vicomte de Poncins o Kościele i masonerii. Ale wysiłki te, którym nic nie I można zarzucić jeśli idzie o ich wartość : i poziom, toczyły zepchnięte w cień i zdławione przez potęgę sił, wyrażających tendencję powyżej wymienioną, które w latach powojennych trzymały już w katolickiej społeczności angielskiej moc-ino w ręku to, co się po angielsku określa słowem ,,establishment”, a co po polsku nazwałbym “siłami trwale osadzonymi”. By się ograniczyć do katolickiej prasy: wymieniony wyżej naczelny organ świeckiego katolicyzmu angielskiego, odgrywający już od lat 130 (od r. 1040) przywódczą w tym katolicyzmie rolę, który dziś ostentacyjnie popiera kierunek IDO-C i jest przez ludzi bliskich IDO-C wydawany i redagowany, zdradzał w łagodniejszej formie, podobne tendencje już od początku czasów powojennych.

Otóż czas już jest, by w tym procesie przemian nastąpił przewrót i by się kierunek rozwoju odwrócił.

To nie dość już prowadzić, jak księża Fahey i Hannah i jak wydawnictwo Britons, wojnę podjazdową i jakby kam panię osłaniania odwrotu. Trzeba przejść całym frontem do kontrofensywy.

Czas już najwyższy, by zaczął zwyciężać w Kościele ten kierunek, który przeważał w czasach Wcześniejszych, na wet, właściwie, jeszcze tuż przed ostatnią wojną. To znaczy kierunek wyraźnej i stanowczej walki z masonerią i z tym co ona reprezentuje.

Pragnąłbym,, by przynajmniej na naszym, polskim odcinku przeciwofensywa antymasońska zaczęła się zaznaczać w sposób śmielszy i szerszy.

J.G.

1.) A. Skałkowski Towarzystwo przyjaciół konstytucji 3 Maja”. Poznań 1930. Odbitka z “Pamiętnika Biblioteki Kórnickiej”. Pisałem o tym w moim “Tragizmie losów Polski”, Pelplin 1936, na str. 160-161.

2) Str. 5-6. Cytuję według wydania amery kańskiego z lat wojennych (1939 lub potniej), nakładem Księdza Prałata A. Syskiego, bez daty i miejsca wydania

5 kwiecień 2004

 

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE