Jaruzelskiego na kirkut!

 +++

 pilecki_photo_1947_doboszynski_nil

Dziś pochowano kolejnego zaprzańca, któremu chciano by zapewnić nie tylko wiecznie dobre imię, ale nawet i pochowek – w atmosferze ”godności”,  a  jego wdowie sowitą  rentę, .

„Trumna” (czyli urna z prochami, bo satanistyczny zwyczaj palenia zwłok jest w modzie) tego bandyty w mundurze oficera LWP, polakobójcy, nędznego sprzedawczyka Polski żydom, została wystawiona honorowo na katafalku w Katedrze wojskowej. Później urna ta została wyprowadzona prosto na Powązki do grobu w Alei Zasłużonych.

To haniebne upokarzanie Polaków poprzez szczególne uhonorowanie prochów Jaruzelskiego dokonane przez animatorów tej cmentarnej hańby,  było – jak widać – udziałem czołowej hierarchii kościoła posoborowego. Świadczy to nie tylko o skrajnym upodleniu, a nawet zbydlęceniu obecnego episkopatu. Liczne wystąpienia telewizyjne hierarchów odwrotnie tłumaczących prawo zmarłego do ostatniej posługi z faktycznym obowiązkiem oddania hołdu  życiowym „osiągnięciom”, jakie miał Jaruzelski, świadczą dobitnie o tym, że nie o pogrzeb tu chodzi, nie o ostatnią posługę, ale o sprawę ideologiczną czy religijną. Bo prawda jest taka, że Jaruzelski nie miał prawa do katolickiego pogrzebu w ogóle, a nie mówiąc już o tej pompie. Nycz, który kolejny już raz usprawiedliwia ceremonię pochowku Jaruzelskiego, kłamie publicznie i łamie prawo kanoniczne i również któryś raz z rzędu stawia się poza Kościołem, ale temu typowi najwyraźniej to jest bez znaczenia.

Kapłan katolicki ma kanoniczny obowiązek oceny osoby zmarłego w sensie jego przynależności do parafii. Jeżeli kapłan ma wiedzę o tym, że zmarły, za swego życia, zwalczał Kościół Święty, co niewątpliwie czynił Jaruzelski, to taki ksiądz ma obowiązek odmówienia pochowku kościelnego.

Rozpuszczanie plotek o spowiedzi Jaruzelskiego i namaszczeniu nie czynią prawa! Nawet gdyby była to prawda, to co najwyżej kwalifikuje go do jakiegoś pochowku na innym cmentarzu i nie w Katedrze. W końcu nie dajmy się nabrać, to nawrócenie się Jaruzelskiego najprawdopodobniej było reżyserowane przez żydów we współpracy z Nyczem. Na tym pogrzebie „katolickim” byli obecni i Miller, i Urban, aby nie wyliczać wszytkach innych im podobnych. Ich obecność była oczywistą gwarancją koszerności chowanego. Ten podwójny pogrzeb:  żydowski – z kościelną powierzchownością w tle – wypierający prawdziwy katolicki obrządek, etos katolickiego narodu, odbywający się w katolickich katedrach, na katolickich cmentarzach i za katolickie pieniądze, jest częścią żydowskiej agresji przeciw Kościołowi i Jego Narodom – a tu jest wymierzony przeciw nam Polakom. „Trup” Jaruzelskiego (żyda) z prawem do pochówku w katolickiej ziemi jest tu narzędziem antykatolickim użytym nie po raz pierwszy. Żyda Lustigera – Wojtyłowego kardynała – pochowano w Katedrze Notre Dame w Paryżu, a był to obrządek żydowski z rabinem w roli głównej,  podobnie było z żydem Geremkiem, z żydem Miłoszem, etc. Miłoszowi – temu polakożercy – to nawet sam JPII wystawił papiery „prawowitej katolickości”, co pamiętamy.

Skrajne upokorzenie wroga, zniszczenie jego zaplecza materialnego czy więzienie ciała nie wystarcza. Tu trzeba wrogowi wszczepić inne „ja”. I tam w katedrze, i na cmentarzu, ta całkowita odwrotność zachowań wymuszana przez żydów na Polakach była widoczną częścią procedury zmiany polskiej tożsamości – nawracaniem na judaizm.

Żydowska kradzież polskiej tożsamości żydom już nie wystarcza – to od dawana.  Kradzieże  te  sięgają  w Polsce wieków średnich, gdzie żydzi przebrani za katolickich biskupów łatwiej uprawiali lichwę,  podrzucanie wpływowym Polakom żydowskich nałożnic, masowe kradzieże nazwisk i tytułów  polskiego ziemiaństwa poległego w powstaniach,  niepisany, towarzyski zakaz przypisywania żyda do jego pochodzenia. Wezwanie żydów przez Bermana (1946 rok) do zmiany nazwisk jest jednym wielkim pasmem podszywania się żydów pod polskie pochodzenie. Tu żydzi osiągnęli w zasadzie wszystko i jesteśmy na etapie kolejnym  – całkowicie nowym, jest to właśnie etap nawrócenia Polaków na judaizm, wymiany naszego „ja” na żydowskie.

To wszystko przy potwornym zgiełku socjotechnicznej i medialnej przemocy. Bo o atmosferę godności, zadumy czy świętości w Polsce nietrudno, szczególnie w dniu śmierci zaprzańca, gdyż takiemu sam Nycz każe bić w dzwony. I jeżeli nie będzie to wydarzenie rzeczywiście godne i uroczyste, a co staje się normą,  to będzie to przynajmniej jakaś atmosfera fety, po której pozostaną pomniki czy uroczyste nagrobki.  Tworzy  się tym „podwaliny historii” chwilowo nawet niewygodnej,  na której później dopisze się właściwy etos, a prawdy i tak później nikt nie dojdzie.

Ale – zauważmy –  kiedy umiera zasłużony polski patriota, który w zasadzie nie tyle umiera, co  zdycha: wymęczony nieludzkimi trudami ostatnich lat życia, goryczą poczucia przegranej, dochodzi swoich dni w ponurej samotności, w atmosferze sprzedawania kryształów na pchlim targu lub innego desperackiego dziadowania. A potem,  jak już wyzionie ducha, …to mało kto z jego towarzyszy ma środki finansowe, aby przyjechać na pogrzeb. Na żadną informację o zasłużonym zmarłym w tych wstrętnych żydowskich publikatorach nadwiślańskich nie ma co liczyć, bo pamięć o osobie takiej – nawet tej niższej rangi społecznej – jest niebezpieczna.

Zaprzaniec zaś okrzyczany bohaterem, świętym, mężem opatrzności, zasłużonym dla kultury, asystowany jest podczas ostatniej prostej  przez bezustanne migoty fleszy, wywiady ze zgromadzonymi „celebrytami” i „VIP-ami”, podniosłą muzykę, no i urzędowy nakaz okazywani mu szacunku, godności – słowem, myślą i uczynkiem, coś tak jak przy „spowiedzi powszechnej” w kościele.

Warszawskie publikatory, od dawana nie będące  środkami przekazu, stały się  środkami kontroli właściwości uczuć odbierającego je motłochu pod adresem właściwych osób czy środowisk, które zasłużyły sobie na właściwą godność. To zakłamanie już dawano przekraczało granice wszelkiego smaku czy elementarnej etyki w sensie czystych, najprostszych komunikatów prasowych, a stało się  sadystyczną formą wyniszczania resztek odruchu spontanicznego sprzeciwu. Wściekły pies za życia w pełni władzy, bezwstydna świnia na emeryturze podniesiona do godności ojca narodu, której trumna bezwstydnie została wniesiona do świątyni Chrystusa specjalnie przeznaczonej Bohaterom, służy zdrajcom, którym prosta kaplica cmentarna byłaby rozrzutną wylewnością.

Ubolewa się nad gwizdami pod adresem trupa bandyty, ale wobec jawnych zabójstw dokonanych na Polakach walczących o Polskę czy ład społeczny, to się po prostu milczy. Weźmy tylko pierwsze nazwiska z brzegu; Ratajczak, Wróbel, Larkowski, Trzcińska, Walentynowicz, Lepper. Osoby te zostały wyrwane z tego świata przez bezkarną wszechwładzę, a nie dokonano elementarnych czynności śledczych celem ustalenia okoliczności zgonu ofiar. A w przypadku Walentynowicz, to nawet nie wiadomo, co się z nią stało i nie jest jasne to, gdzie leży jej ciało. A o ile prokuratura jest obecnie narzędziem żydoniemieckiego okupanta, to jednak w publikatorach powinna się znaleźć jakaś grupa dziennikarzy o elementarnej godności zawodowej – a nie ma tam niestety nikogo takiego, kto odezwałby się jednym słowem. To znamienne!

W Polsce po wojnie, czy po okresie – nazwijmy to –  przełomu mieliśmy cztery wielkie nazwiska, które przeszły do historii. Nazwiska te są wielkie, a nawet epokowe. Wyliczmy je w porządku wejścia na scenę , a nie  w porządku „epokowych zasług dla Polski i świata”. Są to: Wyszyński, Wojtyła; Jaruzelski i Wałęsa.

Jest to wyliczenie chronologiczne, gdzie na początku pojawia się Prymas Tysiąclecia, jego wielkość jest faktyczna i niepozorowana  w stosunku do trzech pozostałych, ale i tak w świetle owoców coraz wyraźniej się jawiących, osoba Prymasa zdaje się być coraz mniej  nieskazitelna  czy  niekontrowersyjna. Patrząc na przerażający upadek Kościoła Świętego – tak tego w Watykanie, jak i tego w Warszawie – zastanawiamy się nad tym, czy krytycy Prymasa we wczesnych latach jego posługi prymasowskiej jednak nie mieli racji. Krytykowali oni Wyszyńskiego za to, że zbyt daleko posuwa się w ustępstwach wobec tzw. komunistów. Bo to owocem tamtej „szkoły” dialogu jest ta obecna chorobliwa atmosfera ustępstw i tolerancji, królująca wśród całości obecnego duchowieństwa, które całkowicie zagubiło kontakt z Duchem Świętym,  a sam biskup Wojtyła to w końcu owoc zgody Wyszyńskiego na tego duszpasterza.  Liczba zamordowanych księży w latach 50 – tych zastanawia, a bezrefleksyjne podejście do tego problemu przez samego Wyszyńskiego musi nas zdumiewać i pouczonych gorzkim doświadczeniem przygotowywać skrytość naszych myśli na najgorsze.

Przechodząc zaś do następnych nazwisk trudno nie dopatrzyć  się zdumiewających podobieństw w przebiegu karier u trzech pozostałych. Wałęsy, który jeszcze żyje,  ale który już oczami wyobraźni widzi swój własny pogrzeb, i to w pełnej krasie, bo żałobę narodową, a nawet areszt dla tych, którzy chcieliby zignorować żałobne wycie syren i obowiązek stania na baczność w chwili ogłoszenia zejścia tego Noblisty. Wojtyły, którego osoba – a już nawet nie świętość – poprzez wybryki następcy i wybrańca, półinteligenta Bergoglio, zaczyna coraz bardziej zastanawiać  – a zdziwienie budzi się nawet wśród najmniej rezolutnych wojtylian. No i Jaruzelskiego – najprostszego do oceny, bo najmniej charyzmatycznego.

Otóż wszyscy trzej obdarzeni zostali propagandowym mitem niepowtarzalności, niezastępowalności, absolutnej pryncypialności i uczciwości skrywanej – co najwyżej – pod maską koniecznego walenrodyzmu, no co i najważniejsze – otrzymali certyfikaty niedotykalności. Patrzeć wolno, ale dotykać już nie wolno!

Co ciekawe, nawet życiorysy mają oni podobne, tzn. wszyscy trzej są dość  niejasnego pochodzenia, wszyscy trzej są obarczeni podejrzeniami o formalne donosicielstwo, o zbyt zażyłe kontakty z wrogami Polski czy Kościoła.  Ich kariery to jedno wielkie pasmo decyzji nie tylko szkodliwych dla własnych instytucji, ale decyzji oprotestowanych przez własne środowiska jeszcze przed ich podjęciem,   podjęte wyraźnie wbrew sygnalizowanemu oporowi tych własnych środowisk. A które to decyzje zaszkodziły tym instytucjom w sposób nie tylko przewidywany, ale i zasadniczy dla ich losów.  I tak:  Wałęsa zniszczył „Solidarność”, Jaruzelski armię zamienił w zgraję pętaków, która została rozpędzona bez jednego wystrzału,  a przyłożył do tego rękę  oddawszy uprzednio ster Państwa jego śmiertelnemu wrogowi – żydom okrągłostołowym, a Wojtyła  całością owoców swego zamienił Kościół Święty w coś, co dziś coraz częściej inspiruje różnych „luźnych” chrześcijan do postawienia pytania pod adresem wyznawców Kościoła Katolickiego:  czy wy jeszcze jesteście wyznaniem chrześcijańskim?

Naturalnie, cenzura działa i Wałęsy nie wolno było krytykować, bo on zaciekle walczył z „KORem” i innymi extremistami, i utrzymywał „Solidarność” w potędze oraz jedności. Jaruzelskiego wybielano dlatego, że bronił Polski przed najazdem bolszewików, a Wojtyłę uświęcano strofowaniem krytyków za pomocą bajkowych plotek mówiącym to, że rzekomo podjął samotną i heroiczną walkę przeciw modernistom w kurii w Watykanie, a może nawet uratował Kościół przez schizmą. Wszyscy trzej byli krytykowani przez własne „doły” – aczkolwiek w różnym stopniu – że właśnie szkodzą własnym organizacjom i mówiono im to wprost. Wałęsie zarzucano to, że wyniszcza „Solidarność” poprzez wykluczanie wszelkich krytyków jego form sprawowania władzy. Jaruzelskiego za to, że gra na czas, sabotuje gospodarkę i planuje stan wojenny, zamiast rozwiązywać problemy społeczne. Wojtyłę zaś za to , że nie jest obrońcą tradycji walczącym z modernistami, lecz przeciwnie – sam jest „wilkiem w owczej skórze”, który tłumi wszelką krytykę ze strony resztek prawdziwej hierarchii i w ukryciu wymienia doktrynę Kościoła na jej przeciwieństwo, jak i w tym celu nominuje antykatolickich biskupów na wysokie stanowiska w Kościele.

Podobieństw jest bardzo dużo, a to wskazuje, ze Polska została wybrana ( globalistycznie) na jakieś sataniczne centrum czy laboratorium zmian w bloku sowieckim lub całym świecie. Gdzie „szkoła frankfurcka” zaaplikowana np. w Szwecji  była jedynie jakimś narzędziem, krokiem wstępnym,  do obecnej kulminacji w Polsce, a może nawet i całych Sowietach. Osoby zaś te – bez żenady -podjęły się swych ról i prowadziły je do końca. Społeczeństwo chyba to wyczuwa, że zostało oszukane, skazane na unicestwienie, że niejako zostało pokonane od wewnątrz – co zawsze jest największym bólem zwyciężonego –  więc krzyczy i gwiżdże, bo nie chce się z tym zgodzić, a głośny protest jest już ostatnim tchnieniem umierającego Narodu, narzędziem obrony, a raczej skargi. To właśnie stąd te krzyki, które muszą paść pod czyimś adresem i podczas jakiejś okazji.

O ile „Bolek” jeszcze nie ma pogrzebu, chociaż już o nim marzy, Wojtyła jest już świętym, a ratujący jego „świętość” Ratzinger został wymieniony przez Bergoglio, który pokaże jeszcze niejedno – więc tym bardziej skonfundowani wierni nie wiedzą, co o tym wszystkim myśleć, to pozostał Jaruzelski, który jest dość prosty do opisu.

I napiszmy parę zdań przypomnienia, bo pamięć w narodzie krótka jest. Otóż próby oceny  osoby Jaruzelskiego  w świetle szerszej perspektywy czasowej są bez sensu. To z tego powodu, że po drugiej W.Ś. Polska przestała być krajem pod kontrolą własnej inteligencji, elit, wojska czy gospodarki. W Polsce praktycznie nie było żadnych ludzi na poziomie, którzy tworzyliby jakąś grupę – związek społeczny. Były co najwyżej różne „towarzystwa” środowiskowe, ale o  charakterze czysto  „towarzyskim” właśnie, aniżeli ideowym, w sensie siłowym. A co gorsza, wziąwszy to na tle szerszego krajobrazu przeszłości, gdzie od paruset lat Lechia z przedmurza chrześcijaństwa przekształcała  się w karykaturę państwowości o wyraźnej autoagresji, którą podobnie głupią trudno byłoby znaleźć w świecie.

Żadna więc osoba, jako nie mająca faktycznego pozytywnego zaplecza środowiskowego, a funkcjonując w zespole (negatywnym motłochu) nie może być jednoznacznie oceniana, bo zawsze można powiedzieć – „chciałem, ale mi nie dali” (motłoch mi nie dał). I Jaruzelski jechał na tym, i to do samego końca.  Ale w jego przypadku, to właśnie on miał szansę na politykę, której nigdy po II WŚ nikt w Polce nie zdobył, sprawę te przypomnimy w paru zdaniach.

W tej właśnie atmosferze brunatno-żydowskiej groteski cywilizacyjnej PRL-u miał Jaruzelski swoje „5 minut”, które nie tylko źle wykorzystał, a jako osoba czysto polityczna właściwych kroków zaniechał,  a zamiast tego,  skierował i prowadził Polskę do tego stanu całkowitego jej rozpadu, w jakim obecnie się znajduje, co już jedynie rozpędem kontynuowali jego następcy.

Chodzi tu o okres powstania „Solidarności”. W pewnym okresie – po upadku Gierka –  Jaruzelski posiadał najwyższy możliwy stopień koncentracji władzy, który był niespotykany w obozie socjalistycznym. O tym fakcie mało kto wspomina , a jest to chyba czynione celowo, bo dzięki pominięciu tego faktu łatwiej zrobić z Jaruzelskiego obrońcę Polski, jednocześnie przymykając oczy na jego oczywistą rolę jako sabotażysty.

Kreml bardzo zważał na to, aby kraje satelickie nie buntowały się i z tego powodu przywódcy podwładnych państw  nie mieli zbyt dużo władzy w jednym ręku. Np. problem z Tito polegał właśnie na tym, że był on zbyt silny na to, aby łatwo można go było podporządkować Moskwie, bo skoncentrował on zbyt dużo władzy w jednym ręku. W Polsce było inaczej, władza wysoko  usadowiona ponad głowami społeczeństwa, sama w sobie była mocno rozdrobniona i taki towarzysz był kontrolowany przez różne szare eminencje, a ministrowie siłowi podlegali bezpośrednio Moskwie, czyli centrum władzy było niejasne.

W pewnym momencie, po upadku Gierka i po ustąpieniu Kani, towarzysz Jaruzelski stał się równocześnie  ministrem Obrony, Premierem i Pierwszym Sekretarzem PZPR w jednej osobie. Była to ogromna koncentracja władzy, która każdemu dawała możliwość dowolnego posunięcia. Z taką władzą mógł Jaruzelski  – ponad głowami samozwańczych doradców  „Solidarności” (tj. „KOR-owców”) –  zwrócić się do „mas solidarnościowych” w całej Polsce, celem szerokiego porozumienia z  nami „młodymi ambitnymi Polakami” – jak nazywał nas Mieczysław Moczar. Moczar opisywany w żydoprzekazie  jako „ślepy beton”, antydemokrata i koniokrad, widział nas – młodych wykształconych ludzi – jako tych którzy mają polityczną racje, z którymi trzeba się dogadać, z którymi można coś zrobić dla Polski. Dla Moczara my „Solidarność” nie byliśmy wrogiem, ale szansą, cennym partnerem.  Przyjazny zachęcający, zapraszający stosunek Moczara do nas „Solidarnościowców”, a nienawistny Jaruzelskiego i do nas, i do narodu, jest już przez „historyków” skrupulatnie ukryty, zapomniany i ma nigdy nie być przypomniany. Dlatego właśnie piszemy te słowa.

Jaruzelski nie chciał porozumienia z „Ruchem Społecznym Solidarność”, nie chciał demokratyzacji, nie chciał samorządności w wielkich zakładach pracy, nie chciał nas młodych w ruchu budowy Polski. Jaruzelski chciał nas Polaków utrzymać w pakamerach, w kolejkach po mięso i w pochodach pierwszomajowych, a nasza pozycja Narodu, który miałby coś do powiedzenia, była dla niego nie do zniesienia.  Zamiast konstruktywnej próby skontaktowania się z nami, wypocił Jaruzelski „10 postulatów”, które poza tym, że były dla nas prowokacyjne, to jedynie grały na czas.  Był to człowiek niezdolny do powstrzymania się przed najbardziej drobnym nawet świństwem czy śmiesznością, o ile tylko dawało to mu jakieś korzyści. Jego kolorowe szlaczki na kartkach z doniesieniami do bezpieki na kolegów są przysłowiowe. Aby wywoływać niepokoje społeczne, np. nakazywał – poprzez rozporządzenia ministerialne – aby nie skupować butelek do mleka! Nie było butelek zwrotnych, nie było więc mleka i dzięki temu mógł  twierdzić , że to z powodu ciągłych strajków, a głupcy przyznawali mu rację.

Najpierw 13 grudnia, zaciskając pięści przed kamerami, groził całemu społeczeństwu oraz siłom antysocjalistycznym. Potem, kiedy jednak już posprzątał w całej Polsce i my „Solidarność”,  a faktycznie najkrócej i najdosadniej  my „Młoda Polska” (czyli największy ruch polityczny młodych magistrów w skali całego świata) została rozbita poprzez terror i emigracje, to  urządził Okrągły Stół i zrobił to, co zawsze występowało po powstaniach: przekazał władzę nie nam Polakom, ale żydom! Zachował się dokładnie tak jak postępowali zaborcy, rosyjscy, pruscy i austriaccy. Żydzi otrzymawszy od Jaruzelskiego Koronę i Berło dokonali reszty, a co widać już gołym okiem!

Potem występował Jaruzelski wielokrotnie  w TVP i płaszcząc się wobec dyplomatów amerykańskich ubolewał, że np. jego willa jest w pobliżu willi ambasadora USA, a nigdy się nie spotkali. Narzekał oczywiście na to, że PRL miał „fatalny system polityczny”, który szkodził społeczeństwu polskiemu i to było uzasadnionym powodem tamtego dawnego afrontu troskliwego ambasadora – a co on rozumie. Te jego błazeńskie wystąpienia są w archiwach filmowych.

Jaruzelski to skrajna kreatura, która w końcu zeszła z tego świata i poznała Prawdę.  Osoba taka jak on – czyli osoba publiczna, a nie tatuś czy dobry kolega – podlega prawu do każdej formy oceny społecznej, w każdym czasie i w każdym miejscu.

A to, czy ktoś się w ostatniej chwili nawrócił, czy też nie, nie może mieć jakiegokolwiek wpływu na okoliczności oceny społecznej. Jeśli ktoś myśli inaczej to czyni błąd, bo w ten właśnie sposób dokonuje sabotażu na porządku społecznym, który kieruje się dowodami widzialnymi, a nie domniemaniami.

Spowiedź i namaszczenie Jaruzelskiego jest klasycznym dowodem instrumentalnego posługiwania się przynależnością katolicką czy polską, a to po to, aby ten Kościół czy Polskę ukraść, a najprawdopodobniej spowiedź Jaruzelskiego to typowy happening wymyślony przez Urbana – w konsultacji z Nyczem.

Okoliczności żałobne nie mogą stać na przeszkodzie tej oceny lub jej formy.  Jeżeli on lub jego bliscy zdecydowali, że pogrzeb nie będzie prywatny, a społeczny, to znaczy, że wkroczono świadomie i prowokacyjnie w domenę społeczną, z celem wymienionym na początku tego artykułu.

Czyli tam na Powązkach,  żyd Jaruzelski dokonał agresji, na szczątkach zamordowanych, Nilów, Doboszyńskich, Pileckich  rozłożył  swój trupi  odwłok i chce godnej ciszy! Nawet po śmierci chce mieć przewagę nad swoimi ofiarami!  To pod pretekstem “katolickiego szacunku” „w obliczu śmierci”! Cóż to za kraj ta Polska! Przecież „cisza” i „spokój” nad grobem tego złoczyńcy  to wrzaski bluźnierstwa na grobach Naszych Świętych Bohaterów! My nawet nie wiemy tego, gdzie oni leżą!  Spokój Jaruzelskiego to koszmar podobny  do opisanego  przez francuskiego pisarza BIZARDIER`A, a trakujący o polskiej (okresu Jana III Sobieskiego): godności , rozumie, uczciwości i katolickości:

„Ten żyd, który zadzierżawił dobra królewskie, kazał przychodzić kupcom do siebie, pokazywał im krucyfix, kazał im cześć oddawać krzyżowi a potem wymagał przysięgi, że nie popełnili żadnej defraudacji; rzucał następnie to święte symbolum zbawienia w miejsce najwięcej brudne swojego pokoju,…………”  (+) 

Nic się nie zmieniło! a mamy rok 2014.

Polacy mają prawo i obowiązek sprzeciwiać się agresji żydowskiej w Polsce, czego ten potworny pochowek był kolejnym przejawem.

W zasadzie nie powinien to być protest – protestują niewolnicy – ale skuteczna akcja niewpuszczenia urny i tych diabelskich żałobników do Katetery, ani na cmentarz. Jeśli to już się stało, to w normalnym narodzie , który jest włodarzem u siebie, taka urna powinna być wygrzebana z grobu i odstawiona w inne właściwe miejsce. Bo każde przestępstwo musi być ukarane, tak rządzą się narody. Nikt, kto wolny, mężczyzna, nie zgodzi się z faktami dokonanymi.

Niewolnicy pokrzyczą , ale potem i tak się uspokoją, aż do następnego razu – protesty nic nie dają, liczy się jedynie siła i władza – trzeba to wiedzieć i pamiętać.

Mamy wiele klasycznych odpowiedzi w naszej kulturze i cywilizcji, zacytujmy dwie:

Vim vi repellere licet – siłę wolno odeprzeć siłą.

Male iure nostro uti non debemus– nie powinniśmy posługiwać się źle naszym prawem. Nie można czynić ze swego prawa złego użytku, który prowadziłby do nadużycia prawa.

 

(-)Krzysztof Cierpisz

30-V- 2014

+++

  (+)   http://gazetawarszawska.com/2014/04/14/ekonomia-zydowska-za-jana-iii-sobieskiego/

5 Responses to Jaruzelskiego na kirkut!

  1. radoslaw 31/05/2014 at 19:33 #

    Sprawdził się jako dziecko systemu -- ortodoks, wierny do końca omercie, kryształowa postać Mordoru, prawdopodobnie matrioszka, czyli taki nasz siermiężny Hans Kloss -- J23 (ur, 1923).

  2. Adm 31/05/2014 at 20:01 #

    Tak ,

    przypuszczalnie żyd z krwi żonaty z żydówką.

    Spowiadał go prawdopodobnie Palikot albo Urban,
    choć wątpliwe to, czy byl ochrzczony, a wtedy to nawet Urban jako spowiednik mało moze pomoc,

    poza miejscem na katafalku w katedrze.

    ADM

  3. dziadkjack 01/06/2014 at 03:25 #

    Pańska wypowiedż jest nieco chaotyczna, widać, że pisze Pan od serca, wlepiam jej kawałeczek, aby podkreślić sedno sprawy:

    “…Czyli tam na Powązkach, żyd Jaruzelski dokonał agresji, na szczątkach zamordowanych, Nilów, Doboszyńskich, Pileckich rozłożył swój trupi odwłok i chce godnej ciszy! Nawet po śmierci chce mieć przewagę nad swoimi ofiarami! To pod pretekstem “katolickiego szacunku” „w obliczu śmierci”! Cóż to za kraj ta Polska! Przecież „cisza” i „spokój” nad grobem tego złoczyńcy to wrzaski bluźnierstwa na grobach Naszych Świętych Bohaterów! My nawet nie wiemy tego, gdzie oni leżą!…”

    Nie zauważyłem by jeszcze ktoś inny przedstawiał sprawę pochówku “Spawacza”/”Sztywnego”,itp. tak trafnie!

    Jeżeli teraz dostojnicy kościelni uczestniczą w pogrzebach takich szubrawców, to co będzie za parę lat, gdy “świętość” utrwali na tyle autorytet Karola Wojtyły, że będzie ten autorytet służył do przemiany chrześcijaństwa w holojaństwo, czy inne żydowskie qrewstwo?

    Rozpowszechniałem linki do publikacji Gaz. Warsz. n/t tradycyjnego Kościoła, teraz widzę, że to za mało -- żydowienie polskiego Kościoła będzie teraz postępować coraz szybciej! -- trzeba zachować dla następnych pokoleń pamięć o tym, jaki polski Kościół był, I jaki powinien ZNOWU BYĆ!
    Pozwolę więc sobie na zamieszczanie większych fragmentów tekstów z Gaz. Warsz., sumiennie podając żródło.

    “Nie po to jest światło, by pod korcem stało!”

    Życzę wiele zdrowia i odporności psychicznej na przeciwieństwa!

  4. Adm 01/06/2014 at 07:54 #

    Tekst jest świadomie wielowątkowy i wtedy zawsze zachodzi jakaś niespójność czy chaos, bo trzeba szybko przeskakiwać z wątku na wątek (dodatkowo tu trzeba bylo napisać coś z pogranicza historii).

    To nie jest Trylogia, a jedynie kilka stron textu, które trzeba bylo krotko złożyć do kupy. W Polsce to ważne, bo Polacy juz nie rozumieją tego, że sprawy są złożone, że np tolerancja (ta polska) jest przerażającym terrorem, i ci co mówią o sobie: “jestem tolerancyjny”, mają na reekach krew niewinnych.

    No, ja Dostojewskim nie jestem, poza tym nie posługuję się polskim codziennie, a niechby to takie polskie michalkiewicze czy inny ziemkiewicze -- które żyją z pisania -- potrafiły w parę godzin napisać coś na taki trudny temat i to w takiej objętości, bo text jest dość długi. Ci zawodowcy opiszą spójnie, nawet po kozacku -- jak trzeba -- ale sedno problemu omijają dużym lukiem.

    KC

  5. radoslaw 02/06/2014 at 21:19 #

    Ballada o Felku Zdankiewiczu

    “Wreszcie go schwytali g r u d n i a t r z y n a s t e g o
    I go zawieźli do biura śledczego

    Bajrum, tarira bajrum, tarira bajrum
    Tarira raz, dwa trzy”
    ??????????????????????????????????

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE