Dziś bronimy Krzyża – najważniejszego symbolu naszej Wiary.

    Ks. Edward Wesołek

Omnia instaurare in Christo

Treść kazania wygłoszonego przez ks. Edwarda Wesołka podczas Mszy świętej i uroczystości poświęcenia krzyża ustawionego na Żwirowisku w Oświęcimiu, jako dar od Bractwa Św. Piusa X w dniu 15 sierpnia 1998 r., w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w 78. rocznicę „Cudu nad Wisłą”.

 40b50c

Umiłowani Bracia i Siostry w Chrystusie Panu!

Dziś bronimy Krzyża – najważniejszego symbolu naszej Wiary. Pojawił się on w tradycji chrześcijańskiej stosunkowo późno, bo dopiero w IV wieku, a zadecydowały o tym dwa cudowne wydarzenia. Pierwszym było, gdy podczas kampanii wojennej w 312 r. cesarz Konstantyn ujrzał jaśniejący znak krzyża na niebie, a na nim napis EN-TOUTOI-NIKA – „w nim zwyciężaj”. Drugim, gdy święta Helena, matka tegoż cesarza Konstantyna, odkryła w r. 326 fragmenty Świętego Drzewa Krzyża. Dowodem prawdziwości jej odkrycia były cudowne uzdrowienia dokonane za pomocą odnalezionych wówczas fragmentów. Na pamiątkę tego wydarzenia obchodzimy jej święto w dniu 18 sierpnia, czyli za trzy dni. Dzięki tym dwóm cudownym wydarzeniom zakończył się trwający kilkaset lat okres prześladowań pierwszych wieków naszej ery, a chrześcijaństwo stało się odtąd religią państwową. Krzyż – okrutne narzędzie karania zbrodniarzy – który był znakiem wstydu i niegodziwości, stał się odtąd świętym symbolem Męki Pańskiej. W taki oto cudowny sposób Bóg objawił nam tą Swoją wolę, aby Krzyż, na którym Syn Boży został ukrzyżowany, był postrzegany jako symbol całej Wiary.

Już w Piśmie świętym znajdujemy zapowiedź, iż Krzyż będzie symbolem Wiary, a zarazem znakiem, „któremu sprzeciwiać się będą” (Łk 2, 34). Bo przecież Chrystus powiada: „Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem” (Łk 14, 27). A św. Paweł zauważa w liście do Koryntian: „Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia” (1 Kor 1, 18) – i dalej – „my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan” (1 Kor 1, 23).

I rzeczywiście, Żydzi gorszą się na widok Krzyża. Mówią, że nie mogą w jego obecności się modlić, że rzuca cień na obóz. Religijni przywódcy żydowscy nazwali nawet ostatnio Krzyż „bożkiem”. Niektórzy spośród nas zdają się przyjmować ich argumenty, w swej nieświadomości, że jakoby: „my mamy swojego Boga a Żydzi mają swojego, i że my się modlimy po swojemu a Żydzi po swojemu, że każdy ma prawo do swoich własnych symboli religijnych, itd.”. Takie twierdzenie, to wielka obraza Boga. Wiara bowiem, to nie kwestia zapatrywań czy gustu, że np. jeden lubi jeździć w góry, a drugi nad morze. Nie ma dwóch Bogów – Boga chrześcijańskiego i Boga żydowskiego, ponieważ jest tylko jeden Bóg i jedna obiektywna Prawda dotycząca Wiary. Jeden prawdziwy Bóg objawił się najpierw ludowi wybranemu, a następnie zstąpił na Ziemię, jako druga Osoba Trójcy Świętej – Syn Boży – który objawił nam całą prawdę, w tym również – co bardzo ważne – sposób – podkreślam to słowo, sposób, w jaki Bóg pragnie być czczony! Najważniejsze z tych pragnień zawiera się w słowach Chrystusa wypowiedzianych podczas Ostatniej Wieczerzy „To czyńcie na moją pamiątkę!” (Łk 22, 19). Oznacza to Mszę świętą. Żydzi, jak dobrze wiecie, odrzucają Mszę świętą, więc woli Bożej nie wypełniają. A przecież Chrystus powiedział wyraźnie do Apostołów: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28, 19) – a więc również naród żydowski!

Żydzi zdają się uważać siebie za naród szczególny, którego ten nakaz nie obowiązuje, więc oczekują przyjścia swojego mesjasza, innego niż Chrystus. Jednakże takiemu poglądowi zaprzeczają następujące słowa św. Piotra: „I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4, 12). Żydzi byli „narodem wybranym” tylko do czasu Ukrzyżowania, które oznaczało odmowę uznania Chrystusa za Mesjasza. Wszystkie pojęcia, którymi określano Żydów starotestamentowych, stosują się dziś wyłącznie do chrześcijan. Św. Piotr mówi do swoich owieczek: „Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym” (1 P 2, 9). A święty Paweł zapytuje w liście do Rzymian: „Powiesz może: Gałęzie odcięto, abym ja mógł być wszczepiony. Słusznie. Odcięto je na skutek ich niewiary” (Rz 11, 19–20). I rozwiewa wszelkie wątpliwości w liście do Filipian: „My bowiem jesteśmy prawdziwym ludem obrzezanym” (Flp 3, 2–3).

Zapewniam Was, drodzy Bracia i Siostry, iż żaden spośród tych Żydów, którzy zginęli w Auschwitz, nie ujrzał Boga żydowskiego, a każdy z nich bez jednego wyjątku stanął przed obliczem Chrystusa Ukrzyżowanego. Bóg jeden raczy wiedzieć, którzy spośród nich będą mogli dostąpić łaski zbawienia. Jedno co jest pewne, iż nasze modlitwy mogą im w tym pomóc, a modlitwy Żydów, którzy się gorszą na widok Krzyża, mogą im tylko zaszkodzić, gdyż, zaprzeczając uznaniu Chrystusa za Boga, tylko obrażają Boga – a to nie przynosi niczego dobrego. Stąd też wypływa obowiązek naszej modlitwy w tym miejscu również za dusze Żydów, którzy zginęli w obozie, a zapewniam Was, iż takie jest również gorące pragnienie owych dusz w czyśćcu cierpiących, dla których każda nasza modlitwa i każda Msza św. jest ochłodą.

Nie sposób tutaj przejść do porządku dziennego nad tragedią, która rozegrała się w tym miejscu pięć lat temu. Nasze drogie siostry karmelitanki, które całe swoje życie poświęciły dla modlitwy za dusze obozowych ofiar i ich oprawców, zostały z tego miejsca, ze swego klasztoru, brutalnie wypędzone. Sami osądźcie, jaki to może mieć skutek dla dusz w czyśćcu cierpiących. Po tym wydarzeniu Żydzi pisali: „To nie myśmy wypędzili Siostry, myśmy tylko prosili Ojca Świętego, ale to on samodzielnie podjął decyzję”. Trudno się z tym argumentem nie zgodzić – przecież Ojciec Święty miał i ma suwerenną władzę, aby powiedzieć: „Siostry do Oświęcimia powrócą, Siostry w Oświęcimiu pozostaną”. Nie wiemy jaki cel przyświecał Ojcu Świętemu. Być może sądził, iż w ten sposób przyszłe konflikty zostaną zażegnane. Dziś widzimy, że tak się nie stało.

Kolejnym żądaniom nie widać końca, a to o usunięcie Krzyża, a to o likwidację okolicznych kościołów, o wysiedlenie mieszkańców – a wszystko to po to, aby katolicy byli upokorzeni, a modlitwę dla zbawienia dusz zastąpiło bezowocne, nic nie znaczące milczenie. Nie wiadomo, co by zaspokoiło żydowskie żądania. Niektórzy sądzą, że można by Krzyż zastąpić pomnikiem lub kamiennym obeliskiem. Ale w komunikacie wydanym 2 sierpnia przez organizację Yad Vashem, co podała agencja Reutera 3 sierpnia br., a co nie było wówczas cytowane w Polsce, stwierdzono wyraźnie: „uzgodniono, iż żaden pomnik nie powstanie” („it was agreed that a tombstone would not be erected”).

Podobnie ma się sprawa dotycząca okolicznych kościołów. Rabin Joskowicz z Polski mówi, że Krzyż należy usunąć, gdyż katolicy mogą się modlić w okolicznych kościołach. Ale Rabin Weiss z Nowego Jorku domaga się likwidacji kościoła w Brzezince. Nie wspomnę tu już o wiceprzewodniczącym Światowego Kongresu Żydów, Kalmanie Sultaniku, który 4 czerwca br. zażądał, aby obozy były eksterytorialne i nie podlegały władzom RP.

Nie ma więc mowy o porozumieniu, nie ma mowy o dialogu. Jedni Żydzi zarzucają drugim Żydom brak prawa do występowania w imieniu całej społeczności. Najwidoczniej, jedynego wspólnego przedstawiciela, którego mieli, odrzucili i ukrzyżowali. Polityka ustępstw w sprawie Karmelu nie doprowadziła, jak widać, do niczego dobrego. Dlatego właściwe pytanie, które należy dzisiaj postawić, brzmi nie: „Kiedy Krzyż będzie usunięty?”, tylko: „Kiedy siostry karmelitanki powrócą do swojego oświęcimskiego klasztoru, z którego zostały pięć lat temu wypędzone?”. Broniąc dziś Krzyża, nie bronimy tylko kawałka drzewa, z którego jest on wykonany, ani tylko miejsca, na którym stoi. Tu chodzi przede wszystkim o obronę naszej Wiary i naszej tożsamości narodowej, która jest gwarantem zachowania tej Wiary. Ojciec Święty powiedział kiedyś: „Każdy ma swoje Westerplatte”. Tutaj w Oświęcimiu jest dziś nasze polskie katolickie Westerplatte! Niektórzy mówią, iż należy zaprzestać walki w imię pokoju. Czy można się z tym zgodzić? „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój?” – zapytuje Chrystus – „Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu” (Łk 12, 51–52). Współcześni moderniści niechętnie cytują podany tu fragment Ewangelii. Chrystus bowiem rozróżnia fałszywy „pokój” – tak jak go rozumie współczesny świat, i „pokój” prawdziwy: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję” (J 14, 27). Ten prawdziwy „pokój”, to pokój duszy. Wolność od grzechu, który jest naszym największym wrogiem. W imię tego pokoju musimy bronić Wiary. Nie możemy się godzić na fałszywy pokój światowy, który będzie ustanowiony kosztem Chrystusa, kosztem naszej Wiary.

Jeżeli tego miejsca nie obronimy: „daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także nasza wiara” (1 Kor 15, 14). Czeka nas wówczas ten sam los, który 30 lat temu spotkał społeczeństwa na Zachodzie: demoralizacja, opustoszałe kościoły, indyferentyzm religijny, wyrzucenie Boga z domów, ze szkół i z życia publicznego. Broniąc dziś Krzyża, nie jesteśmy osamotnieni. Przykładowo, dwie trzecie uczestników ankiety Polskiej Agencji Prasowej przeprowadzonej w dniu 31 lipca 1998 r. opowiedziało się za pozostawieniem krzyży (podkreślam liczbę mnogą) na Żwirowisku. Ale martwi mnie fakt, iż tak niewielu księży i biskupów katolickich w Polsce wypowiada się dziś publicznie w obronie tych krzyży, a niektórzy wręcz domagają się ich usunięcia. Paradoksalnie, świeccy wierni Kościoła bardziej dziś bronią Krzyża i Wiary, niż ci, którzy zostali do tego powołani. Przypominają mi się w tym miejscu prorocze słowa św. Pawła: „Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty!” (Ga 3, 19). Kościół nie może istnieć bez biskupów i kapłanów, ale „jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą” (Łk 19, 40). Te kamienie, to dziś świeccy wierni Kościoła katolickiego!

Drodzy Wierni, gdzie są nasi pasterze, co mówi nasz ordynariusz bp Tadeusz Rakoczy? Zapytany w dniu 20 lipca o to, czy krzyż może zostać usunięty, biskup odparł: „No pewnie, że może!”. Obecni na konferencji prasowej obrońcy Krzyża usiłowali uzyskać od Biskupa jakieś wyjaśnienia, więc zapytali: „Dlaczego zostały usunięte krzyże z Brzezinki pod osłoną nocy?”. „Z wami nie będę rozmawiał” – odparł Biskup. Biskup Rakoczy mówił też o tym, że w sprawie krzyża decyzję podjęto, cytuję: „Bardzo dawno temu już, prawda, w czasie rozmów genewskich, słynnych deklaracji, że na miejscu Krzyża zostanie zbudowany pomnik z elementem wyraźnym krzyża, prawda, pomordowanym tam ludziom, więc była sprawa, powiedzmy sobie Karmel. Krzyż w jakimś sensie związany jest z Karmelem”. Jak zapewne pamiętacie, w roku 1987 r. w Genewie grupa kardynałów, m.in. kard. Lustiger i kard. Macharski, zobowiązała się do usunięcia sióstr karmelitanek, nie byli oni jednak uprawnieni do reprezentowania Kościoła w tej sprawie.

Kościół w swej historii przechodził wiele kryzysów. Była herezja arianizmu, która w IV wieku dotknęła nawet papieża Liberiusza i 80% ówczesnych biskupów, a której się przeciwstawił wielki święty Atanazy. Wówczas to biskup Euzebiusz z Samosaty, wbrew woli Papieża, konsekrował biskupów i obsadzał nimi spustoszone diecezje. Była wielka Schizma Wschodnia. Była groźba wielkiej Schizmy Zachodniej. Był kryzys związany z Reformacją. Jeden z ostatnich kryzysów Kościoła miał miejsce na przełomie XIX i XX wieku. Wówczas to Pan Bóg miłosierny zesłał nam wielkiego papieża, świętego papieża Piusa X. Ów papież, jedyny święty papież od połowy XVI wieku do dzisiaj, w porę dostrzegł kryzys i starał się jemu zapobiec. Jego mottem życiowym było: OMNIA INSTAURARE IN CHRISTO – „wszystko odnowić w Chrystusie”. W najważniejszej swojej encyklice „Pascendi” przestrzegał przed niebezpieczeństwami grożącymi Kościołowi „od wewnątrz” – zwracając szczególnie uwagę na pojawiający się wówczas modernizm. Wówczas udało mu się w porę kryzysowi zapobiec, ale powrócił on ze wzmożoną siłą po pięćdziesięciu latach.

Oto przykład. Trzydzieści lat temu zbuntowani księża i biskupi na Zachodzie, wbrew woli papieża Pawła VI, wprowadzili rozdawanie Komunii św. na rękę – co zostało wówczas uznane za przejaw braku czci i profanację Najświętszego Sakramentu, ale mimo tego ta zgubna praktyka się rozpowszechniła. Od kilku tygodni w „Tygodniku Powszechnym” ukazują się artykuły propagujące dopuszczenie Komunii na rękę również w Polsce, a jeszcze w tym miesiącu taki „eksperyment” ma być wprowadzony w diecezji arcybiskupa Józefa Życińskiego. Czyż nie dziwi was fakt, że ci sami, którzy najbardziej występują przeciwko Krzyżowi, opowiadają się jednocześnie za wprowadzeniem Komunii na rękę? Mówią przy tym: „Taka była praktyka pierwszych wieków chrześcijaństwa”. Nie do końca to prawda, ale, jeżeli przyjmiemy ich argumentację, to czyż nie powiedzą za chwilę: „Krzyż należy usunąć, bo taka była praktyka pierwszych wieków”? Widzimy zatem, iż obrona Krzyża łączy się nierozerwalnie z obroną naszej wiary w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii, która to wiara jest najbardziej charakterystycznym wyróżnikiem Katolicyzmu spośród fałszywych odłamów chrześcijaństwa. Mając tego świadomość i widząc, jak profanuje się Ciało Chrystusa, zmarła niedawno matka Teresa z Kalkuty wyraziła się następująco: „Komunia na rękę jest gorsza, niż aborcja”. Zwolennicy rozdawania Komunii na rękę mówią nam czasami, iż „ręka nie jest mniej godna, niż język”. Bracia i Siostry: ani ręka, ani język, ani cały człowiek nie jest godzien, aby przyjąć Ciało Chrystusa. „Domine, non sum dignus” – Panie, nie jestem godzien, aby Ciebie przyjąć, ale czynię to dlatego, że Ty mi każesz!

Trzydzieści lat temu miała też miejsce inna tragedia. Wprowadzono w Kościele katolickim nowy ryt Mszy świętej, tzw. Novus Ordo. Msza św., w której dzisiaj uczestniczymy, to Msza Trydencka – Łacińska – która wcześniej obowiązywała, i która nigdy nie została zakazana, a którą starsi z was zapewne jeszcze pamiętają. Jest to dokładnie ta sama Msza ś w., którą odprawiał przez całe życie św. Maksymilian Maria Kolbe, a także wszyscy księża katoliccy, którzy potajemnie odprawiali ją w obozie. W Nowej Mszy św. zatracony został jej ofiarny charakter. Ksiądz jest dziś zwrócony twarzą do ludzi, a nie do Boga, a uniwersalny charakter łaciny, dzięki której każdy mógł uczestniczyć we Mszy św. w każdym miejscu na świecie, a która wyrażała jedność Kościoła, został zastąpiony zrozumiałymi tylko dla „miejscowych” językami narodowymi. A co najważniejsze, wiele treści modlitw mszalnych zostało zastąpione dwuznacznymi sformułowaniami, nie wyrażającymi w pełni katolickiej Wiary. Przykładowo, w większości krajów na Zachodzie, jednakże nie dotyczy to na razie Polski, słowa konsekracji wina, zamiast brzmieć „która za was i za wielu będzie wylana”, brzmią „która za was i za wszystkich będzie wylana”, co jest równoznaczne z głoszeniem herezji „powszechnego zbawienia” i zaprzecza dogmatowi o istnieniu piekła.

Nie jest też żadną tajemnicą, iż wraz z Nową Mszą nastąpił stopniowy upadek Wiary, najpierw na Zachodzie, później także w Polsce. Przykładowo, któż dziś wie, iż Msza św. jest przede wszystkich powtórzeniem tej samej Ofiary, którą poniósł Chrystus na Krzyżu, a w dalszej kolejności jej pamiątką czy też ucztą. Księża porzucili sutanny i zaczęli prowadzić „zwyczajne życie”. Nastąpił spadek powołań. Wraz z odwróceniem się kapłana w kierunku ludzi, odwróciła się również teologia od Boga w kierunku człowieka, na prawa człowieka – jako zaprzeczenie praw Bożych, na „godność osoby ludzkiej”. Podany powyżej przykład słów konsekracji wina, to nie jedyna różnica pomiędzy Mszami odprawianymi w poszczególnych krajach. Wraz z wprowadzeniem języków narodowych Msze św. zatraciły swój jednolity

charakter i zaczęły ewoluować, w zależności od inwencji miejscowych księży, stając się czasami przedstawieniami teatralnymi, nie mającymi nic wspólnego z ofiarnym charakterem Mszy. Ci z was, którzy dużo podróżowali za granicą mogli zapewne tego doświadczyć. Dlatego obrona tej Mszy świętej, którą odprawiali, lub w której uczestniczyli wszyscy dotychczasowi święci, a nie tej, przez którą ani jeden człowiek nie został wyniesiony na ołtarze, winna być naszym podstawowym narzędziem obrony Wiary.

Wczoraj odbył się w Chorzowie wielki koncert grupy rockowej, która od niemal 40 lat skutecznie demoralizuje młodzież. Jej członkowie wręcz pysznią się swoim cudzołóstwem, narkotykowymi ekscesami i pogardą dla wszelkich moralnych wartości. To nie przypadek, że koncert odbywa się zaledwie 70 km od Częstochowy, a jego datę wyznaczono na dzień kulminacji pielgrzymek młodych ludzi na Jasną Górę. Pytam was: czy nasi dostojnicy kościelni choć jednym słowem o tym problemie wspomnieli lub to zakwestionowali? Nie! Oni wolą stroić się w piórka przed Żydami, wytykać nam niegodziwość obrony Krzyża, wyzywać nas od wrogów Kościoła, podczas gdy to właśnie tam dziesiątki tysięcy ludzi mogą na zawsze utracić Wiarę!

Siedemdziesiąt osiem lat temu ten Krzyż uchronił Polskę przed zalewem czerwonego bezbożnictwa. Za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny, w dniu Jej święta Wniebowzięcia, Maryja upomniała się o swój wierny lud przed Bogiem. Podobnie i dziś zanieśmy nasze błagalne modlitwy do Maryi. Nie pozwólmy wtopić się w konsumpcyjne, przepełnione indyferentyzmem religijnym, próżne społeczeństwo, które zapomniało o najważniejszym celu naszego ziemskiego bytowania, o Bogu, który jest początkiem i celem wszechrzeczy. Prośmy o siłę dla wytrwania, aby przy końcu ziemskiego pielgrzymowania usłyszeć te słowa: „Sługo dobry i wierny! (…) wejdź do radości twojego pana!” (Mt 25, 23).

W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

 

Zawsze Wierni, numer specjalny, 10.1998, s. 7.

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE