X. Trzeciak: UBÓJ RYTUALNY – cz.6

Cz.VI.

PRZEBIEG UBOJU RYTUALNEGO.

Co do talmudycznych pojęć czy mięso jest „ko­szer” czy ,,trefne“, to źródłem tych wszystkich przepisów jest obawa, by nie jeść mięsa zwierzęcia, z którego, nie wytoczono wszystkiej krwi do ostatniej kropli”. Stąd to drobiazgowe przepisy, nie liczące się wcale z tem, że przy uboju rytualnym, który otoczono jakimiś mistycznymi przepisami, zadaje się zwierzęciu niewymowne męki, przedłuża się jego dogorywanie od 15 do 20 minut przy pełnej świadomości śmierci. A przecież zwierzę ma takie same uczucie i czucie, jak człowiek, odczuwa ono tak samo Obawę śmierci, ma lęk na widok miejsca zabijania innych zwierząt. Z jaką niewymowną boleścią i lękiem idzie zwierzę na stracenie, świadczy jego płacz, łzy z ócz spadają mu jak groch, lub ca­łe smugi powstały mu z ustawicznie płynących łez, bo już po opuszczeniu swego właściciela zaczyna się droga udręczenia i torturowania zwierzęcia przy różnego rodzaju transportach szczególniej na kolejach, gdzie ryk i jęk żałosny świadczy o tem co zwierzę przeżywa. Im bliżej zaś rzeźni, tem ob­chodzenie się ze zwierzęciem gorsze.

Ten lęk, ta obawa przed śmiercią łączy się jeszcze z nieludzkiem obchodzeniem się przed zabiciem, kiedy to spędza się zwierzęta na kilka godzin przed rżnięciem do rzeźni. Zwierzęta czują zapach krwi, płoszą się, oszołomione chcą uciekać, tymczasem naganiacze biją je okrutnie, skręcają im ogony, kaleczą i torturują. Przed samem rżnięciem powalają zwierzę związane na ziemię, bo według rytuału podanego w § 19 księ­gi „Jore dea“ Szulchan arukhu wiąże się cztery nogi razem, jak Abraham związał syna swego, by go złożyć w ofierze Panu. Zwierzę powala się na wznak gardłem do góry i w tej pozycji leży ono, szamocąc się i kalecząc i czekając na swą kolejkę zarżnięcia. Patrzy oszalałe na męki, dogorywanie i konwulsyjne drgania swych poprzedników. Słucha przy tem charczenia i rzężenia śmiertelnego swoich sąsiadów. Do okrutnej zatem męczarni fizycznych dołączają się tu jeszcze, że tak powiem, męczarnie moralne. Samo rżnięcie rytualne jest tak barba­rzyńskie, takie tortury niepotrzebnie zadaje zwie­rzęciu, że musi wołać o pomstę do nieba na człowieka, któremu te zwierzęta służą, żywią go, czy strze­gą, a on zamiast być dla nich przyjacielem, staje się dla nich okrutnym katem; obchodzi się z niemi: jak z bezduszną rzeczą, jak z martwym przedmiotem.

W Talmudzie i w całej księdze Chulin, podającej najwięcej drobiazgowo przepisy o uboju rytualnym, nie ma ani jednego słowa, by przy zarzynaniu oszczędzić cierpienia zwierzętom. Omawia się to wszystko tak, jakgdyby się mówiło o krajaniu płót­na czy desek.

To barbarzyńskie mordowanie zwierząt opisu­je P. Wanda Melcer, według własnych spostrzeżeń, z ostatnich dni przy zwiedzaniu rzeźni, warszawskiej: „Spłynięcie krwi trwa około 20 minut. Zwierzę żyje jeszcze, kiedy podeszli do niego dwaj ro­botnicy, żeby sprawić łeb: wprawnymi ruchami no­ży przecięli skórę wzdłuż pyska i oderwaili ją rów­no na dwie strony, odsłaniając pokłady białego tłu­szczu. Potem przyskoczył trzeci z toporem na długim drzewcu i paroma cięciami oddzielił łeb od tu­łowia: oczyszczony, gotowy, zawisł natychmiast na haku nad cielskiem, które jeszcze dawało pozory życia. Potężny czarny ogon poruszył się ciężko w jedną, w drugą stronę, aż przywarł bokiem do kadłuba w ostatecznej niemocy”39).

Przykład ten ilustruje całą potworność uboju rytualnego, wykonywanego na podstawie przepi­sów Talmudu.

 

===========

:39) Wiadomości Literackie z dnia 14 kwietnia 1935 „Czarny Ląd — Warszawa”.

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE