Ewa Błasik dla Onetu: kilka dni przed katastrofą mąż powiedział, że planowany jest zamach

3901ec1bd85e7162c6d

– Na kilka dni przed wylotem do Katynia i katastrofą pod Smoleńskiem, w Święta Wielkanocne, (mój mąż gen. Andrzej Błasik – red.) powiedział, że planowany jest zamach terrorystyczny na jakiś statek powietrzny. Tak powiedział – wspomina w wywiadzie dla Onetu Ewa Błasik, wdowa po śp. dowódcy Sił Powietrznych.

Ewa Błasik (w środku)

Jacek Gądek (Onet): Pierwszy raz Pani mówi o tym, że mąż tuż przed 10 kwietnia 2010 r. wspominał o informacjach dot. planowanego zamachu?

Ewa Błasik: Nie pamiętam, abym wcześniej publicznie o tym wspominała.

 

A wtedy, gdy mąż to mówił, to przywiązywała Pani do tego wagę?

– Żyjemy w takich czasach, że wszystko jest możliwe. Jesteśmy członkiem NATO, bierzemy udział w różnych zagranicznych misjach, także w Afganistanie. Mój mąż, na stanowisku dowódcy Sił Powietrznych, musiał brać pod uwagę każdą ewentualność.

Rozpracowywanie informacji o możliwym zamachu należało jednak nie do niego, ale do służb specjalnych, wywiadu i kontrwywiadu.

Co Pani mąż powiedział?

– Na kilka dni przed wylotem do Katynia i katastrofą pod Smoleńskiem, w Święta Wielkanocne, powiedział, że planowany jest zamach terrorystyczny na jakiś statek powietrzny. Tak powiedział.

Nie miał pojęcia, o jaki statek powietrzny chodzi. Po chwili dodał: “Mam nadzieję, że służby specjalne wiedzą, co robią”. Teraz już, jak pan doskonale wie, nie mogę męża dopytać.

Te słowa o możliwym zamachu wzbudziły w Pani niepokój?

– Dopiero później, po katastrofie smoleńskiej, zobaczyliśmy, jak to państwo i służby naprawdę funkcjonują.

Nie tak to wszystko powinno się odbywać. Teren katastrofy powinien zostać uczyniony strefą eksterytorialną. Powinniśmy zwrócić się o wsparcie do NATO. Najważniejsi generałowie tego Paktu byli gotowi udzielić nam wszechstronnej pomocy. Polska niestety nie dysponuje kompetentnymi i rzetelnymi ekspertami do spraw wyjaśniania katastrof lotniczych. Wszyscy doskonale widzą, do jakich absurdów doprowadził ich tok rozumowania i tzw. kontekst sytuacyjny. Ręce opadają!

Uczciwi dziennikarze powinni się kierować zdrowym rozsądkiem i szybko wychwytywać, kto mówi prawdę, a kto ją tuszuje.

Co stało się 10 kwietnia 2010 r.?

– W Smoleńsku mogło się zdarzyć wszystko. Widzimy, na jakim poziomie są nasi tak zwani eksperci lotniczy, którzy mają wyjaśnić, co się stało.

Po tym jak spadł samolot CASA, wielu pilotów łącznie z moim mężem, twierdziło, że raport nie zawiera prawdziwych przyczyn tej tragicznej katastrofy. Do dziś tak naprawdę nie znamy powodów katastrofy CASY, a teraz też Tu-154M w Smoleńsku.

A później, już po katastrofie z 10 kwietnia, powiązała Pani słowa męża o planowanym zamachu z katastrofą Tupolewa?

– Mąż twierdził, że katastrofa CASY nie jest do końca wyjaśniona – tam zginęli wysocy wojskowi, jego przyjaciele i uczniowie. Jak na ironię losu, wracali z konferencji o bezpieczeństwie lotów. Mąż nie miał pewności, i nie mamy jej także teraz, dlaczego ten samolot tak nagle runął na ziemię. Być może jakaś usterka techniczna? Ale całą winę od razu zrzucono na pilotów i ich szkolenie, choć ci piloci byli przecież szkoleni przez Hiszpanów.

Teraz, po katastrofie w Smoleńsku, jak sobie wszystko układam w głowie, to mogę myśleć o różnych rzeczach. Tym bardziej, że wiem, co słyszałam z ust męża na kilka dni przed jego śmiercią.

Sądzę, że wszystko mogło się tam zdarzyć. Mogła być również inna przyczyna: Tupolew był po remoncie – mogło nastąpić coś, co spowodowało, że samolot stał się niesterowny i zaczął pikować, więc piloci nie mieli żadnych szans.

A jeśli chodzi o wersję MAK i komisji Millera, to ja przede wszystkim na nagraniach nie słyszałam żadnego uderzenia o brzozę.

Odniosła Pani wrażenie, jakby mąż, tuż przed katastrofą, się żegnał. Jak to wyglądało?

– Czasami ludzie, choć nie możemy tego wytłumaczyć, mają głęboką intuicję i odczucia, których nie jesteśmy w stanie nazwać i wyartykułować. To przeczucie.

Teraz, jak wszystko składam sobie w całość, to widzę, w jaki sposób mogę te zachowania męża interpretować. On po prostu jakby przeczuwał zagrożenie. Czasami człowiek takie rzeczy wyczuwa. W ostatnich tygodniach dużo latał i jeździł po Polsce, odwiedzał ludzi, tak jakby się z nimi żegnał. Dwa dni przed śmiercią powiedział też, kogo widziałby na swoim stanowisku.

Teraz trudno powiedzieć coś z całą pewnością. Nie mam już męża. Nie mogę go dopytać.

Sama cały czas drążę i każdego dnia zastanawiam się, dlaczego tak się stało. Mąż wierzył i ufał pilotom. Wiedział, że ma ich mało, ale że są to bardzo oddani lotnicy z pasją. Po powrocie z Haiti mąż nagrodził kapitana Arkadiusza Protasiuka – był z niego dumny. Często mówił o pilotach “moi chłopcy”. Bardzo ich szanował, rozumiał i doceniał ich trudny zawód.

Jak wyglądało wasze pożegnanie przed wylotem 10 kwietnia?

– Wylot 10 kwietnia był dla nas, jako rodziny, bardzo wyjątkowym przeżyciem. Mąż po raz pierwszy udawał się do Katynia. 70. rocznica zbrodni katyńskiej to było szczególne wydarzenie i ten wylot był bardzo podniosły.

W tę podróż wybrali się wszyscy dowódcy Sił Zbrojnych. Niektórzy przerwali urlop, żeby lecieć do Katynia. Dla nich wszystkich to było wyróżnienie i zaszczyt, że ktoś o nich pomyślał i że zostali zaproszeni na pokład tego specjalnego samolotu.

Wszyscy byli przekonani, że ten samolot musi być bezpieczny. To musiał być najbezpieczniejszy samolot w naszej ojczyźnie, bo jest rządowy i latają nim najważniejsze osoby w naszym państwie.

Miała Pani okazję być w Katyniu?

– Dopiero po śmierci męża. Dokończyłam jego lot. Dopełniłam. A teraz za niego bronię prawdy.

(RZ)

One Response to Ewa Błasik dla Onetu: kilka dni przed katastrofą mąż powiedział, że planowany jest zamach

  1. KSC 11/07/2013 at 19:51 #

    Pełnomocnik J. Kaczyńskiego: ta informacja może wskazać nowe kierunki ws. katastrofy

    -- Ta informacja może wskazać nowe kierunki poszukiwań istotnych dowodów w śledztwie -- mówi Onetowi mec. Piotr Pszczółkowski (pełnomocnik J. Kaczyńskiego). Chodzi o słowa Ewy Błasik, która w wywiadzie dla Onetu przytoczyła słowa swojego męża, który na kilka dni przed śmiercią miał dowiedzieć się o planowanym ataku na jakiś statek powietrzny.
    Piotr Pszczółkowski, fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
    Piotr Pszczółkowski, fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta

    W rozmowie z Onetem Ewa Błasik, wdowa po gen. Andrzeju Błasiku (dowódcy Sił Powietrznych), który zginął w katastrofie smoleńskiej, przytoczyła jego słowa.

    -- Na kilka dni przed wylotem do Katynia i katastrofą pod Smoleńskiem, w Święta Wielkanocne, powiedział, że planowany jest zamach terrorystyczny na jakiś statek powietrzny. Tak powiedział -- stwierdziła wdowa po generale.

    REKLAMA

    Jak dodała, jej mąż “nie miał pojęcia, o jaki statek powietrzny chodzi”. -- Po chwili (mąż) dodał: “Mam nadzieję, że służby specjalne wiedzą, co robią” -- wspominała Ewa Błasik. (Czytaj cały wywiad)

    Mec. Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego (PiS), przyjmuje te słowa z powagą.

    -- W moim przekonaniu pani Ewa Błasik przekazała bardzo istotną informację, którą należy teraz sprawdzić poprzez zasięgniecie wiedzy w służbach specjalnych, które miały informować śp. gen. Andrzeja Błasika o planowanym zamachu terrorystycznym. Ta informacja może wskazać nowe kierunki poszukiwań istotnych dowodów w śledztwie. Dobro śledztwa wymaga sprawdzenia tej kwestii i ustalenie, czy opisywana informacja może mieć związek z katastrofą smoleńską. Jeśli prokuratura wojskowa nie zrobi tego z urzędu, sam będę o to wnioskował -- mówi nam mec. Piotr Pszczółkowski.

    Jak podkreśla adwokat, skoro służby specjalne poinformowały dowódcę Sił Powietrznych, to musiały posiadać wiarygodne informacje -- jak wspominała pani Ewa Błasik -- o planowanym zamachu terrorystycznym.

    W jego odczuciu prokuratura wojskowa, która prowadzi śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej, powinna i zajmie się wypowiedziami wdowy po dowódcy Sił Powietrznych.

    -- Myślę, kierując się swoją znajomością dotychczasowej praktyki wojskowych prokuratorów, że zajmą się oni informacjami pani Ewy Błasik. Dotychczas publiczne wypowiedzi członków rodzin smoleńskich oraz ekspertów zespołu parlamentarnego Antoniego Macierewicza na tak ważkie tematy często stawały się przyczyną do ich procesowego utrwalenie w formie protokołu zeznań świadka -- mówi Onetowi mec. Pszczółkowski.

    Ostatnim szeroko komentowanym ruchem śledczych była informacja ws. badań na niestwierdzenie przez biegłych obecności materiałów wybuchowych bądź śladów po nich na wraku Tu-154M.

    Zbadano 258 próbek -- 124 próbki gleby z miejsca katastrofy i 134 próbki z wraku. Jedynie w 14 próbkach oraz dwóch próbkach kontrolnych stwierdzili obecność śladowych ilości związków powszechnie używanych przy produkcji niektórych tworzyw sztucznych i nieposiadających właściwości wybuchowych. Na czterech innych próbkach oznaczono obecność siarki, a w pojemniku z nazwą jednego z leków nasercowych obecność nitrogliceryny.

    Według szefa Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Macieja Laska, ustalenia biegłych są zbieżne z ustaleniami badającej katastrofę komisji Jerzego Millera, ówczesnego szefa MSWiA. A przyczyną katastrofy nie był wybuch, lecz zejście samolotu poniżej bezpiecznej wysokości.

    Tymczasem szef zespołu ds. katastrofy smoleńskiej Antoni Macierewicz (PiS) poinformował w środę, że złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez prokuratorów wojskowych prowadzących śledztwo ws. katastrofy. Jego zdaniem prokuratorzy działali świadomie na szkodę śledztwa.

    Według zawiadomienia prokuratorzy nie podejmowali czynności w celu zbadania, czy na pokładzie samolotu Tu-154M doszło do zamachu i “przekazywali w tym zakresie fałszywy obraz ustaleń śledztwa opinii publicznej i organom państwowym”.

    (PG)

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE