Ks. Zygmunt Zieliński: Kto jest kim i co jest czym?

 

 

Zygmunt Zieliński.

Kto jest kim i co jest czym?

 

 X Zielinski

            Obracając się w sferze abstrakcji można się takiego pytania nie obawiać. Mężczyzna będzie się tu kojarzył z pewnymi cechami nie podlegającymi dyskusji, bowiem można je w każdej chwili sprawdzić. To samo kobieta. To, gdy chodzi o podmioty osobowe, a co z przedmiotami? Jest podobnie, choć w większości przypadków mamy do czynienia z wytworem ludzkim, zatem twórca może określić charakter swego tworu, nawet abstrahując od jego postaci. N. p. w sztuce abstrakcyjnej artysta krzyżując kilka prętów i osadzając je na sporej pecynie gipsu podpisał swe dzieło: tańczący derwisz. Równie dobrze wszakże można by uznać je za fantazyjny wieszak na okrycia, albo zgoła jeszcze coś innego .

Z dziełami człowieka może być więc różnie. Ktoś, kto uważa, że Boga Stwórcy nie ma z łatwością stawia siebie w Jego miejsce. Tak jest dziś szczególnie w dziedzinach mających związek z tym, co nazywamy seksem – pojęcie również umowne, gdy chodzi o nadawane mu znaczenie. A jest nim w potocznym rozumieniu dziś to, co modo commerciali nazywa się spółkowaniem dwóch osób – dotąd zazwyczaj odrębnych płci, a obecnie wydaje się, że chodzi o jakiekolwiek spółkowanie w ramach jednego gatunku, lub także poza nim, o płeć nie pytając. Tak więc prawodawstwo – gwałcąc porządek naturalny, nawet w materii określania płci, bo już nie fizjologia tu decyduje, ale jakieś nieokreślone kryteria społeczne czy zgoła inne, mówiąc konkretniej uznaniowe, domaga się nowego nazewnictwa. Trudna sprawa, bo kryteria określające relacje międzyludzkie (jak dotąd, bo może być, iż rozszerzy się je także na inne gatunki i ich kontakty seksualne z homo sapiens) nie mają charakteru stabilności.  Ostatnio ponoć w podręczniku dla pielęgniarek zajęto się tym nowym nazewnictwem. Bo takie pojęcia, jak małżeństwo, rodzina, mąż, żona w dla każdego zrozumiałym znaczeniu uznano za nieczytelne. Właściwie już używać ich nie wypada i naprawdę się ich unika, n. p. niektórych mediach.  Mniejsza zresztą o to, i nie będziemy tu rozważać stopnia zawłaszczenia przez człowieka prawa do korygowania natury, bo jest to już domena diabelska, wszak to diabeł kusił słowami: „tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz. 3,5). Okazało się to kłamstwem, ale jakże brzemiennym w skutki. Oto w psalmie 53 czytamy: „Powiedział głupiec w sercu swoim: nie ma Boga”. I znowu następstwa tej diagnozy są aż nadto widoczne, wskazuje na nie psalmista, stwierdzając dalej, iż  „zepsuli, skazili swe czyny, nie ma nikogo, kto by czynił dobro”. (Księga psalmów. Tłumaczył z hebrajskiego Czesław Miłosz, Paryż 1979, s. 144). A czyż nasza rzeczywistość zada kłam tym słowom? Odpowiedzi nie trzeba. Zło zaczyna się zawsze od zasypania źródła dobra i prawdy. Te dwie wartości się pokrywają. A zasypuje się to źródło w imię racji pozornie nieodpartych. Bo któż sprzeciwi się prawu człowieka do wolnego wyboru? Wprawdzie w praktyce jest to prawo bardziej iluzją, aniżeli wartością realnie istniejącą. Zbyt wiele jest niezależnej od nas konieczności. Ale powoływać się na nie, wszak można. Zatem człowiek może wybrać sobie płeć, może zakwestionować naturalną postać rodziny opartej na związku dwojga ludzi odmiennej płci. Teraz będzie to dobór według płci sobie wybranej, a więc czegoś istniejącego tylko subiektywnie. Zatem nie może być już określeń: mąż i żona, ale partner, partnerka. Nie ma rodziny ale są związki partnerskie, na razie z milczącym założeniem, iż w ramach jednego gatunku, ale jeśli wszystko jest względne, to dlaczego rzecz tę przesądzać? „Powiedział głupiec w sercu swoim nie ma Boga” i – trawestując słowa psalmisty – zaczął wyczyniać wszelką obrzydliwość, bo jeśli nie ma Boga, to on jest bogiem. Można by powiedzieć, że wszystko jasne, nie ma niedomówień. Nie będzie Adasia, to może być Azor.

Dziwny jest czas, jaki przeżywamy. Za jednego pokolenia trzeba się uczyć na nowo najprostszych słów. I nie ma innego wyjścia, bo jakże dziecko ma nazwać ludzi, z którymi na stałe mieszka, którzy nie są jego rodzicami. Jak ono się czuć może, kiedy w  szkole jedne dzieci chwalą się tatusiem i mamusią, a taki adoptowany przez dwóch partnerów lub dwie partnerki stoi zacukany w kąciku i kombinuje czym by się tu pochwalić, bo kim przecież nie może, skoro dla niego tatuś i mamusia, to nie to samo, co dla reszty kolegów i koleżanek? Słyszałem kiedyś, stojąc za płotem dziedzińca przedszkolnego, jak to dzieci się przechwalały: mój tata ma balonówę (to było dawno, kiedy auto w miasteczku miał tylko taksówkarz), inny chwalił mamę, bo piecze pyszne ciastka, a wreszcie jedno z dzieci  cichutkim głosikiem powiedziało: a mój tato ma gruźlicę. Czymże się pochwali dziecko nie mające ani tatusia ani mamusi, ale partnerów, nie rozumiejąc do końca nawet tego słowa? Pytanie na miejscu, ale czy człowiek ogłuszony egoizmem, a niekiedy w dodatku własną biedą, zważa na taki nieśmiały cieniutki głosik dziecięcy. Pan Tusk chce być sprawiedliwy dla wszystkich, dlatego siłą przeforsuje prawa usuwające de facto nie tylko zasady chrześcijańskie, ale także te najstarsze, jak sam człowiek na świecie, po to tylko, żeby dogodzić, co by tu nie mówić, niewielkiej mniejszości i według jej norm urządzać życie ogółu. Tych mniejszości będzie coraz więcej i coraz dziwaczniejsze będą zgłaszać postulaty. Oczywiście człowiek kierujący się sumieniem, mającym jako fundament choćby tylko Dekalog, akceptowany o wiele szerzej niż sięga religia kręgu judeo-chrześcijańskiego, musi zgłosić sprzeciw wobec takiego pojmowania praw człowieka i zasad kształtowania życia społecznego. Pan Tusk nie ma kłopotu z wrzuceniem tychże zasad do kosza, ale w PO są przecież, aczkolwiek w mniejszości, chrześcijanie, niekoniecznie katolicy, a to że większość członków tej partii znalazła się przy ścianie i musi, ulegając wodzowskim zapędom premiera, jasno powiedzieć, iż z tymi wartościami nie ma nic wspólnego jakoś oczyszcza atmosferę. Bo przynajmniej tu wiadomo: kto jest kim. Przy najbliższym głosowaniu pokaże się, ilu jest w Polsce chrześcijan (niekoniecznie katolików), dla których prawo boże i ich własne  sumienie nie są na sprzedaż. Nie poruszam tu kwestii rządzenia, nie moja sprawa. Mogę tu być tylko ofiarą, jak inni. Nie warto się spierać o to, czy to państwo jeszcze istnieje, czy tylko funkcjonuje jak bilbord, atrapa. Jedno jest pewne. Ono nie będzie istnieć na fundamencie rozchwianych zasad, na krzykiem i bluźnierstwami wymuszanych koncesjach sprowadzających jako tako normalne życie społeczne do bezładnej szamotaniny. Już dziś widać to w parlamencie – szacownej instytucji, jak by się zdawać mogło, a coraz bardziej redukowanej do rzędu taniego teatrzyku, którego występy wielu ogląda z braku jakiegoś porządniejszego kabaretu. Ten umarł wraz z Sempolińskimi, Krukowskimi, nie wyliczając bliższych nam czasowo mistrzów sceny. A parlament umiera na naszych oczach. Brak tylko jeszcze na fotelu marszałkowskim kogoś z lornetką, śledzącego mimikę posłów. Bo już nie tylko słowa będą kładzione na wadze lojalności. Proszę darować, że przywołałem tu scenę z Reichstagu i marszałka Rzeszy lornetkującego salę.

Róbmy więc lepiej wszystko na opak, ale bójmy się wszelkich „ruchów”, bo wszak kiedyś, gdy jeszcze w Republice Weimarskiej dopiero dogorywał zdrowy rozsądek, zakazano nazwy partii pewnego malarza, mówiono więc wtedy o niej „Bewegung”, co, jak wiadomo znaczy właśnie „ruch”. I nazwano go także nazwiskiem wodza. W jakim kierunku poszedł ten ruch, o tym nie trzeba mówić nawet najmłodszym, chociaż nie brak takich, którzy, choć wcale nie najmłodsi, mylą Powstanie Styczniowe i Marcem ’68. W końcu jaka to różnica, skoro tyloma dziwnościami kłuje się nam w oczy?

 

Z ostatniej chwili. Wczoraj (1 III 2013) sondaż uliczny. Pytanie: czy jesteś za ujawnianiem się homoseksualistów? 70 procent odpowiedziało: tak. Przykład przekrętu, jakiego jeszcze nie było. Bo pytanie powinno brzmieć: czy jesteś za propagowaniem i reklamowaniem homoseksualizmu. Nie wiem, czy jako tako zdrowe społeczeństwo mogłoby w 70 procentach popierać taki odrażający proceder? Oto sposób na robienie w konia obywateli przepytywanych na ulicy. Ujawnianie się homoseksualistów, to coś zgoła innego, uważam, że jest to uczciwe, gdyż ostrzega przed ewentualnymi niepożądanymi kontaktami. Przepytujący zgoła co innego mieli na myśli. Oto, jak powstaje vox populi!

5 Responses to Ks. Zygmunt Zieliński: Kto jest kim i co jest czym?

  1. mariaf 02/06/2013 at 10:44 #

    Czy ksiądz Zygmunt Zieliński też był “wyświęcony” po 1969 roku i “z lornetką” będzie wyczekiwał, że: “Przy najbliższym głosowaniu pokaże się, ilu jest w Polsce chrześcijan (niekoniecznie katolików), dla których prawo boże i ich własne sumienie nie są na sprzedaż.” -- ?

    ” Nie poruszam tu kwestii rządzenia, nie moja sprawa. Mogę tu być tylko ofiarą, jak inni. Nie warto się spierać o to, czy to państwo jeszcze istnieje, czy tylko funkcjonuje jak bilbord, atrapa” [!?] -- nic dziwnego, że jest, jak jest, bo prawdziwi, odważni Polacy ( w tym również księża ) wymarli, lub zostali zamordowani, a cała reszta jak wyżej…

  2. mariaf 02/06/2013 at 10:46 #

    P.s. Proszę Księdza piszemy Boże, bo czyje, a nie jakie!

  3. mariaf 03/06/2013 at 08:26 #

    Do wszystkich, którzy jak ksiądz Zieliński, uważają, że polityka i kwestia rządzenia krajem to nie jest ich, czyli chrześcijan, sprawa. Pewnie myślą, że to sprawa ateistów, muzułmanów, masonów, żydów i cyklistów.
    Pan Jezus powiedział do cesarza Konstantyna: “W tym znaku zwyciężysz.” I pokazał mu Krzyż (a może Swoje inicjały, czyli dwie greckie litery rozpoczynające wyraz Chrystus:
    Chi -- Rho. My piszemy P przekreślone na nóżce X).
    Cesarz posłuchał Chrystusa, kazał oznaczyć tarcze i labarum swych wojsk tym znakiem i zwyciężył, a chrześcijanie z nim.
    Księża, in Persona Christi, powinni to samo powtarzać wszystkim, jasno, wyraźnie, konsekwentnie, zgodnie (tzn. wszyscy to samo głosić, dając świadectwo jedności), odważnie i do znudzenia! Wszystkim rządzącym i wszystkim ludziom, niezależnie od ich wiary: “W znaku Krzyża Chrystusowego zwyciężysz wszelkie zło, nie w półksiężycu czy gwieździe synagogi szatana!”
    To dlatego jest szatański zamęt na świecie, że słudzy Chrystusa tchórzliwie Go opuszczają, zdradzają, sprzedają! I okłamują wszystkich, że Kościół Chrystusa, czyli chrześcijanie nie mają się mieszać do polityki!
    Polityka nie oparta na civitas christiana zaprowadza w świecie civitas szatana, trzeciej drogi nie ma! “Ja Jestem Drogą Prawdą i Życiem! I Królem królów, powiedział Chrystus.

  4. mariaf 03/06/2013 at 08:30 #

    http://www.voxdomini.com.pl/plmsg/plm19w.html

    27 maja 1993

    Z bólem i żalem w Moim Sercu muszę wam powiedzieć o wszystkim, co widzę w Moim własnym Domu: dziś Tyran depcze już Moje Ciało i chce całkowicie usunąć Moją Stałą Ofiarę. Zdradza Mnie jeden z tych, którzy żyją pod Moim dachem. Głosi pokój, lecz szuka jedynie zła. Pali kadzidło, ale po to, aby wezwać szatana i zdobyć więcej mocy

    Tylu Moich pasterzy zbłądziło z powodu ich fałszywych nauk i przez ich błędy! Zeszli z prawej drogi i błądzą, idąc za tradycją, która nie pochodzi ode Mnie. Porzucają święte zasady, które im dałem. Ostrzegłem was przed tymi fałszywymi nauczycielami i fałszywymi prorokami. Ostrzegłem was, że w ostatnich dniach Babilon zostanie wzniesiony w sercu Mojego Sanktuarium, zamieniając Moje Święte Miejsce w kryjówkę złodziei, siedlisko demonów! O, córko!… W schronienie, w którym mieszkają i królują wszelkie duchy nieczyste… Zajęci są kupczeniem w Moim własnym Domu. Handlarze wspierają się wzajemnie w Moim Domu, zastawiając pułapki na życie Mojego Ludu. Przeganiają Moich proroków, zabijają Moich rzeczników, cały czas ochraniając swych własnych fałszywych proroków, rozpowszechniających herezje i błędy! Zniesławiają Moich proroków przed światem; kłamią wobec świata, który uwielbia słuchanie oszczerstw i zniewag. Wyrywają Moje Tradycje, aby ustanowić wymysły i ludzkie doktryny. Wszystko to robią przed Moim Tronem… Handlarze ci zwodzą właśnie bardzo wielu podstępnymi argumentami. Umieszczają swoich na najlepszych miejscach, aby panować z berłem Kłamstwa.

    Szatan nadchodzi, aby każdego wystawić na próbę. Przychodzi zmusić was do ucieczki i podzielić. Zbliża się do Mojego Tronu, do Mojego Tabernakulum, aby sprzedać Moją Krew i usunąć Moją Nieustanną Ofiarę.

  5. KSC 03/06/2013 at 09:34 #

    Państwo KATOLICKIE, z praktyki i formalnych deklaracji jest jedynym ratunkiem dla Polski i Polaków

    KSC

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE