Jerzy Kleban: ZAMACH NA GEN. SIKORSKIEGO.

ZAMACH NA GEN. SIKORSKIEGO.

Jerzy Kleban

W powodzi książek i artykułów poświęconych zamordowaniu gen. Wł. Sikorskiego, 4 lipca 1943 r. w Gibraltarze , daje się bez trudu zauważyć trend, mający obarczyć za mord Churchilla, Stalina, gen. Andersa a nawet samego szefa Abwehry, Canarisa.
Pomimo niesamowitych karkołomnych umysłowych sztuczek, mrówczej pracy i penetracji “dostępnych źródeł” mordercy gen. Sikorskiego nie zostali wskazani palcem przez spolegliwych autorów.
Nie dziwię się temu: o ile wskazanie palcem na Hitlera czy Stalina jest wejściem na powszechnie zaakceptowaną ścieżkę “poprawności demokratycznej” i ” jest dobre”, o tyle napaść na premiera W. Brytanii, Churchilla, nosiłaby już wszelkie znamiona “politycznej niepoprawności”, wykluczającej autorów z grona “poważnych pisarzy”, mogących się nieźle i bezpiecznie pożywić przy demoliberalnym żłobie.

Chłodna analiza znanych powszechnie faktów i wskazanie palcem na właściwych morderców wywołałaby w tej pociesznej gromadce literackich, pożytecznych idiotów, wśród nobliwych światowych polityków a także wśród “intelektualistów”, znaczące podniesienie brwi, byłoby poddane “surowej, wnikliwej krytyce“, nie dałoby równie miłego brzęku pieniędzy w kieszeni i chlupotu pluskwianej whisky w szklance.
Wskazanie palcem na żydowskich zamachowców byłoby już “niewybaczalną zbrodnią”, bo, jak powszechnie wiadomo, wszyscy żydzi są “miłosierni, niewinni i dobrzy” ( tzw. “holokaust” ) ; to świat zewnętrzny stale na nich napada i szczuje do ich zabijania. Ale oni tego, oczywiście, nic robią i w ” najlepszym wypadku tylko się bronią”…

Ujawnienie zbrodniarzy byłoby wiec dla demoliberalnego pisarza samobójstwem literackim, skazującym jego “dzieło” na kompletne przemilczenie i “księgarnie niszowe” : czynem, wciągającym nazwisko danego pisarza na masońska, utajnioną przed “opinia publiczna” listę.
Taki pisarz już się póżniej nie przebije w żadnym, liczącym się wydawnictwie: jeśli będzie miał dużo szczęścia, to jego nazwisko nie znajdzie się na liście osób przeznaczonych do odstrzału.
Wreszcie “niepoważna pisanina” byłaby czynem, wymagającym od danego pisarza sporej dozy odwagi cywilnej; całkiem często zdarzało się, że tacy ludzie tracili życie w “wypadkach drogowych”, popełniali “samobójstwa” lub byli mordowani przez nieznanych sprawców w domach lub jakichś ciemnych zaułkach.

Gąszcz hipotez. Seria książek T. Kisielewskiego o zamachu na gen. Sikorskiego ( “Zamach”, “Zabójcy”, ” Gibraltar i Katyń” ) a także wydana przez wyd. “Rebis”ostatnia z serii, “Po zamachu”, ma wszelkie znamiona pracy wykonanej przez jeszcze jednego “pożytecznego idiotę” : prowadza czytelnika na mnóstwo, krzyżujących się ścieżek, na których wyłaniają się z mroków i znów w nim giną coraz to nowe postacie.
Zalewają nas mnóstwem szczegółów. Skądinąd bardzo interesujących niekiedy szczegółów ale niewiele wnoszących do sprawy i raczej powodujących tylko jeszcze większe
zaciemnienie.

Równie “ważne” są karkołomne hipotezy obficie podsuwane Czytelnikom przez autora. Mają one uwiarygodnić …inne… hipotezy. Czyli całość jest po prostu…zbiorem hipotez z główną, hipotetyczną myślą przewodnia: za zamachem na gen. Sikorskiego stał Stalin.

Seria książek T. Kisielewskiego przypomina do złudzenia swą konstrukcją książki angielskich dziennikarzy, Michaela Baigent,a i Richarda Leigh,a, starających się za wszelką cenę udowodnić obficie serwowane gojom żydowskie opowieści, fałszujące celowo prawdę o
Ukrzyżowaniu Chrystusa : “Na Krzyżu umarł nie Chrystus a inny człowiek. Chrystus przeżył ukrzyżowanie i spokojnie dokonał żywota, zasilając dynastię Merowingów swą krwią.”

 

Dokładnie to samo, co dwa wyzute ze wszelkiej moralności angielskie indywidua, robi T. Kisielewski w swych książkach : najpierw stawia hipotezę główną : “to Stalin był wykonawcą i zleceniodawcą mordu”, by później innymi hipotezami i wybranymi przemyślnie z książek (czasami nawet beletrystycznych) faktami i cytatami , “udowodnić” …główną
hipotezę.
Należy od razu przyznać, że główna hipoteza jest bardzo chwytliwa a jej przyjęcie przez zdemoliberalizowane narody, ma duże szanse powodzenia : zdejmuje bowiem z “demokratycznego obozu Dobra” i Brytyjczyków odium sprawców mordu, bowiem, co kilkakrotnie podkreśla w swej książce autor : oni “bezskutecznie próbowali ostrzec Polaków”
…Ostatnim razem ostrzegał bliżej niezidentyfikowany przez autora ” jakiś pracownik wywiadu brytyjskiego”.

Słynna siatka “Pieciu z Oxfordu”, nosząca u brytyjskiego wyższego pracownika kontrwywiadu, Petera Wrighta, kryptonim ” Ring of Five” najwyraźniej nie wzbudziła u T. Kisielewskiego żywszej ciekawości: ot, konstatuje on , że byli tacy agenci i wymienia ich nazwiska ale…
Ale np. uznaje “za niemożliwe” , że podwójny agent, Kim Philby, mógł maczać palce w zamachu, bowiem “był niskiej rangi i nie przebywał w tamtym czasie w Gibraltarze”.
Autor co prawda wspomina , najpewniej pod wrażeniem lektury książki P. Wrighta, ze Dick White prowadził w tamtych czasach MI6 ale prześlizguje się tylko nad jego postacią i ginie on szybko w mroku.

Zagadkowy “Kanadyjczyk”. Więcej uwagi poświecił T. Kisielewski osobie hipotetycznego drugiego pilota “Liberatora” gen. Sikorskiego, Georga Fredericka “Screwball,a”  (“Świra”) Beurlinga. Należy uczciwie przyznać, że to chyba jeden z bardziej wartościowych i najbardziej prawdopodobnych tropów w tej książce.
Jeśli jego ustalenia są prawdziwe (jak również wyznania byłego pilota Bomber Command , Jimmy,iego Leacha), to fakt, że po wojnie ” Screwball” obracał się wyłącznie w… towarzystwie Żydów, a po wojnie został przez nich wynajęty jako pilot do …wojskowego lotnictwa izraelskiego, powinien wzbudzić u niego najwyższe podejrzenie .
Ale tak się, oczywiście , nie dzieje!

Nie budzi najmniejszego zdziwienia autora, że ” Screwball “( “Świr”) , Beurling, “kanadyjski obywatel”, ( ojciec “Świra” był… skromnym “badaczem Pisma Świętego” ), który zginął później we Włoszech w ” wypadku lotniczym” z rak… agentów wywiadu brytyjskiego (zostali oni z kolei zamordowani przez…żydowska Haganę ), został przez Żydów…ekshumowany w 1950 r. z grobu na rzymskim cmentarzu, “Verano“, i z wielką pompą, ze wszystkimi honorami wojskowymi, przewieziony do Izraela – pochowano go na …górze Karmel nad zatoką portu Hajfa.
Jakież piękne sny musi śnić Świr nad tą zatoką…

Czy Żydzi zwykli ekshumować gojów, choćby bardzo dla nich zasłużonych i chować ich w Izraelu?
Czy zmarłego Jana Karskiego, żonatego z Żydówką wielkiego przyjaciela Żydów, zmarłego w Waszyngtonie, ekshumowano i z wielka pompą i pochowano w Izraelu?
Nie! Ale “Świra”…tak!
Dlaczego?

Dlatego, ze “Screwball” – Beurling pomimo kanadyjskiego obywatelstwa “był z ojczyzny swojej” – był Żydem syjonistą.
Także dlatego, że przyłożył się czynnie do mordu na polskim generale – czynu, którego wagę Żydzi ocenili niesłychanie wysoko. Dla Żydów każdy Żyd, mordujący gojów dla syjonistycznej sprawy żydowskiej, a więc najważniejszej, jest bohaterem.
Pompa ponownego pochówka Żyda Beurlinga w Hajfie staje się w tym kontekście zupełnie jasna a jego zainstalowanie jako drugiego pilota na pokładzie “Liberatora” gen. Sikorskiego było celowe: miał on za zadanie nie tylko odpowiednio pilotować do końca maszynę, by nikt z niej nie mógł się wydostać ale także odpalić we właściwym momencie ukrytą w samolocie bombę.

Gdy sprawa działalności żydowsko – bolszewickich szpiegów stała się tajemnicą Poliszynela i nabrała niejakiego rozgłosu w siedzibie MI5 i MI6 w Londynie, na polecenie Churchilla polecono likwidację Beurlinga.
Dla wielu zwykłych pracowników MI5 i MI6 był on zdrajcą, “mordującym polskiego sojusznika”.

Żydowsko -masoński dezinformator. Zupełnie groteskowo brzmią wyznania
T. Kisielewskiego, że zapoznał się z “legendarnym dokumentem” Rolfa Hochhutha (przewijającego się w książce wiele razy) w Bazylei, że :

” (…) jest (T. Kisielewski -JK) pierwszym nieniemieckim autorem, mającym dostęp do tego dokumentu, za co składam panu Hochhtuhowi serdeczne wyrazy podziękowania. Jestem także wdzięczny osobie, która pośredniczyła w moich kontaktach z panem Hochhuthem……Przełom nastąpił w połowie lat sześćdziesiątych za sprawa niemieckiego
dramaturga Rolfa – Hoychutha. W grudniu 1963 podczas wystawiania w Paryżu jego sztuki “Namiestnik. Tragedia chrześcijańska”, dowiedział się on o udziale premiera Winstona Churchilla w katastrofie gibraltarskiej”..
..( podkr. moje -JK).

Rękopis Hochhuth przechowywał w sejfie wraz z podpisanym przez wydawce, Heinricha Marie Ledig – Rowholta, maszynopisem, zawierającym wyznania jego żony , “Brytyjki, Jane Ledig-Rowholt,  mówiącej jednak dobrze po niemiecku”. Wyznała ona ” w najgłębszym zaufaniu” Hochhuthowi i jego żonie, że “…Idealizuje pan tutaj Winstona Churchilla. Proszę nie zapominać o jego żądzy walki, która miał we krwi, inaczej zepsuje pan utwór – w końcu to on rozkazał zatopić francuska flotę w Oranie i zamordował Sikorskiego…”

Później Hochhuth odwołuje się do lektury “Rozmów ze Stalinem”, Milovana Dżilasa-krwawego komunisty i członka Kominternu ale znów wraca do “wyznań” Jane Ledig – Rowholt:

 

” To, co powiedziała wówczas Jane Ledig było straszne – moje ówczesne wyobrażenia o Churchillu (najwidoczniej no sam miał o nim jak najlepsze -JK ) kazałyby mi to potraktować jako absurd lub śmiesznostkę, gdyby Jane nie opowiedziała mi, że w czasie wojny
pracowała na Korfu w tajnych służbach…”

“Rewelacje” T. Kisielewskiego nie są jednak żadnymi rewelacjami : zarówno Hochhuth jak i jego wydawca, Heinrich Ledig-Rowholt byli Żydami. Podejrzewam, że ta “pośrednicząca w kontaktach osoba” też była Żydem – normalni goje czują raczej niechęć do takich kontaktów…
Ledig – Rowholt musiał uciekać z Niemiec a jego książki (wydawał “dzieła” pisane przez żydowskich “postępowców”-komunistów i nieżydowskich seksualnych zboczeńców) trafiły na stos.
Po wojnie uwił sobie gniazdko w Paryżu, w którym, korzystając z faktu, że znów zaczęli rządzić Francja masoni i Żydzi, zaczął z miejsca wydawać książki. I znów w większości były to dzieła żydowskich, lewackich autorów lub nawet jawnych zboczeńców seksualnych.

Sam Hochhuth to nie byle jaka postać : dał się poznać po wojnie, oczywiście jako “wybitny dramaturg”, wystawiając na paryskich scenach napisaną przez siebie, choć wyraźnie z masońskiej inspiracji, rzekomo “chrześcijańską” sztukę teatralną, “Namiestnik“, której akcja obraca się wokół osoby papieża, Piusa XII – wielkiego przyjaciela Polaków.

Schemat “sztuki” był prosty i jasny : dużo Niemców było dobrych i chętnie pomagali oni żydom. Mogliby oni (ci dobrzy Niemcy) uczynić o wiele więcej dla Żydów, gdyby nie Pius XII, “który był obojętny dla losów Polski”. Czyli już wtedy rozpoczęło się wybielanie Niemców na szerszą i “artystyczna” skalę.
Rzecz szla o przedstawienie Kościoła Katolickiego w takim świetle, by widz odebrał “dramat” Hochhutha “właściwie”, tj. nabrał przekonania, że to głównie Kościół Katolicki spowodował …”holokaust” Żydów , bo gdyby “Pius XII nie był obojętny wobec Polski”, to “można byłoby ocalić więcej żydów w Polsce”.

 

Akcja sztuki obraca się także wokół czeku jaki Papież otrzymał w dn.17 września 1943 r., a więc w dniu rozpoczynających się prześladowań Żydów w Rzymie. Oczywiście one wcale nie obchodzą “namiestnika Chrystusa”: bardziej interesuje go suma na czeku.

Suma ta pochodzi, jak mocno podkreśla Hochhuth, z dywidend, z fabryk broni, w których Watykan “miał pokaźne udziały”. “Namiestnik Chrystusa”, Pius XII , odzywa się w te słowa do amerykańskich Jezuitów, wręczających mu czek:

“…Samoloty są błogosławionym rządzeniem. Że we współczesnych złych czasach obciąża się je, miasto pasażerami, bombami, to nie wina kochanych Ojców….Kto nie podejrzliwy, tego łatwo się nabiera.”

 

W dalszej części “dramatu” akcja toczy się wg. utartego, żydowskiego schematu: perfidny Papież zostaje skonfrontowany z młodym, uczciwym jezuitą, o. Ricardo, który domaga się by ten wystąpił w obronie żydów ale przywódca Kościoła oświadcza, że “jeszcze mi trzeba Hitlera w mojej grze politycznej – dlatego milczę”…

 

Są to ordynarne, zwykłe żydowskie kłamstwa gdyż, jak podkreśla ks. Józef Warszawski w “Akcji antypapieskiej w Polsce” ( wyd.”Veritas” w Londynie, str.116), ” … indeks Odzew i Przemówień Piusa XII za okres lat 1939- 45” obejmuje dla poszczególnych krajów Europy następujący wskaźnik: Dania niecałą szpaltę; Czechosłowacja jedną szpaltę; Austria
i Holandia niecałe półtora, Belgia niecałe dwie szpalty, to samo Wielka Brytania i Rosja; Szwajcaria około 2 szpalty; Portugalia 3i ½ szpalty, Niemcy 4 szpalty; Hiszpania i Polska 5 i 1/2 szpalty; a jedynie dla Francji i Włoch notujemy 6 szpalt….trudno na podstawie tak
wymownego wskaźnika liczbowego chcieć wysuwać serio zarzut o “obojętności” Piusa XII w sprawie Polski….”
23 lutego 1963 r, wystawiono w Berlinie zachodnim
po raz pierwszy “sztukę” Hochthuta, “Der Stellvertreter” w reżyserii niejakiego Erwina Piscatora. Domyślamy się już , że musiał to być także żyd i komunista : http://pl.wikipedia.org/wiki/Erwin_Piscator

Ślepe uliczki. Zarysowałem z lekka sylwetki obu żydów ( Hotchutha i Rowholta) i zacytowałem parę wypowiedzi po to, by zilustrować schematy ich myślenia, główne kierunki zacierania śladów przez zamachowców, których autor co prawda niby nie przyjmuje, ale z nimi poważnie polemizuje. -Po co to czyni?

Polemika miałaby sens gdyby starał się wysunąć i udowodnić hipotezę, mająca jakieś pozory prawdopodobieństwa. Hipoteza, wskazująca na Stalina, a nie Brytyjczyków i żydów jako na “silę sprawczą” do takich, niestety, nie należy.
Autorowi wcale nie wydało się podejrzane (a powinno), że rzucaniem podejrzeń na Stalina zajęli się Żydzi: jeden z nich , mający na swym koncie szerzenie kalumnii o Watykanie i Piusie XII w czym pozostaje w najgłębszej zgodzie z wytycznymi masonerii i drugi, wydający dzieła najgorszych europejskich lewaków, z których wielu było szpiegami
Sowietów ,a prawie wszyscy – członkami partii komunistycznych
(vide:
Nigel West, “Venona – największa tajemnica zimnej wojny”, Bellona,
2006 )” .

T. Kisielewski, wykorzystując sprytnie “źródła” Hochhutha , obala posądzenia Brytyjczyków o zamach tylko po to, by, konstruując masę pomniejszych hipotez i klucząc po najrozmaitszych śladach, skierować je w stronę Kremla.
Ale akurat tam, zasiadał na kremlowskim stolcu bolszewik, otoczony wianuszkiem żydowskich morderczych pomagierów, mający Żydówki za kochanki. Że jest to prawdą nie do podważenia wystarczy, by T. Kisielewski zapoznał się ze źródłowa i” cenną” ( bo żydowskiego autora ) książką, Simona Sebag – Montefiore: ” Stalin, czerwony car i
jego dwór”.
Jeśliby to sobie Kisielewski dobrze uzmysłowił, wtedy żydowskie “rewelacje” nabrałyby innego : bardziej złowieszczego sensu.

Ale, rzecz jasna, on tego nie robi i nie wydaje mu się ani krzty podejrzane, choć powinno, że żydzi za wszelką cenę starają się obarczyć winą Brytyjczyków a nie Stalina.
T. Kisielewski zaznacza, ze wiele wiadomości o działaniu wywiadów zaczerpnął z …literatury popularnej, np. książek Le Carre,go, będącego w swoim czasie agentem MI6. Gdyby jednak uważnie a nie “po łebkach” przeczytał i zastanowił się nad pisarstwem Le Carre,go (i
wspomnieniami innych szpiegów), to doszedłby do wniosku, że jest ono mieszaniną prawdziwych faktów i czystej fantazji; przy czym te prawdziwe fakty mają formę “zbowlizerowaną” (od ang. słowa ” bowl”-kula) czyli tak celowo zmienioną, żeby niemożliwe było rozdzielenie fikcji od prawdy.

Le Carre podkreśla wielokrotnie w swoich książkach – czynił to także Peter Wright w tak samo zmienionej książce – że wywiady wszystkich państw pracują dokładnie tak samo: główna akcja i pozostawione ślady, są umyślnie kierowane na wiele ścieżek : często wzajemnie się krzyżujących ale zawsze prowadzących w pustkę lub w ślepą uliczkę.
Jest to jakby gabinet “krzywych luster”.
Aby zasypać główny trop plantują one wiele fałszywych, a często zupełnie prawdziwych (choć zupełnie nieważnych “dowodów” i przez to wiarygodnych dowodów, mających uwiarygodnić, rodzącą się u podążających śladem, “prawdopodobna hipotezę”.

Operacja “Arkadia”. Czytanie kolejnych “dowodów” i poznawanie równie “prawdziwych dowodów” , mających udowodnić kolejne “dowody”, niesłychanie nuży uważniejszego Czytelnika.

Rzut na “bibliografie”dołączoną na końcu książki odsłaniani “przyjemną prawdę”: autor,
pomimo stałego podkreślania o swych mitycznych “kwerendach” jakich dokonał czy próbował dokonać (widzieliśmy, niestety, jakość tych “kwerend” w przypadku Hochthutha stale przewijającego się w tekście ) opiera się głównie na literaturze, której autorzy już “przepracowali” dostępne im źródła. Nie byłoby to jeszcze takie złe, bo wielu tak
czyni. Rzecz w tym, że znaczącą ilość stanowią opracowania…komunistyczne.

“Kwerendy” po brytyjskich archiwach MI5 i MI6, całkiem słusznie traktowanej lekceważąco przez T. Kisielewskiego jako “przetrzebione” i “niepełne” w ogóle nie są wymienione.
Ma racje, że, przeglądając je “trzeba stale pamiętać o ograniczeniach” ale zarazem zauważa coś więcej, coś bardzo istotnego :

“…jednak, wbrew wielu innym zwolennikom tezy zamachu, nigdy uważałem, by rozkaz zamordowania polskiego premiera wydał brytyjski premier, natomiast co
do udziału w zamachu Secret Intelligence Service, to nigdy nie obciążałem tym zarzutem kierownictwa brytyjskiego wywiadu, lecz wyłącznie niektórych jego niesubordynowanych pracowników.”

 

Jak to odczytamy nie popełniając błędu? Czy nie tak, że owo kierownictwo brytyjskiego wywiadu było zdrowe tylko niektórzy jego pracownicy, ( “czarne owce”) były “niesubordynowane”? Śmiać się chce, bowiem było ono prawie w całości złożone z masonów, podlegające utajnionemu ośrodkowi i ma na sumieniu bardzo wiele.

 

Niestety: nie dowiadujemy się z książki nazwisk tych “niektórych niesubordynowanych pracowników” wywiadu – widocznie “kwerenda” nie była niezbyt owocna, ale grunt to “właściwe nastawienie” gdyby brytyjski Dyrektoriat SIS chciał napisać w przyszłości książkę o swych niezwykłych dokonaniach, powinien zatrudnić właśnie T. Kisielewskiego.

Zaskakująco brak w bibliografii T. Kisielewskiego (choć to właściwie przestaje już nas dziwić) bardzo ważnej pracy Davida Bercusona
(http://en.wikipedia.org/wiki/David_Bercuson ) i Holgera H.
Helwiga,dwóch zawodowych historyków, “Operacja Arkadia” ( Warszawa, ” Bellona”, 2008 ).

Autorzy książki o spotkaniu Roosevelta i Churchilla zamieszczają na jej końcu z 10 razy więcej pozycji bibliograficznych, niż T. Kisielewski, choć podpiera się także literaturą komunistyczną.
Czy “rewelacje” o rzekomych rozmowach komunisty, Leszka Millera, z premierem W. Brytanii, w ogóle zasługują na zaufanie? Jak można się na takie indywiduum powoływać, pisać do niego listy?

Ponieważ o tej ważnej książce ani śladu wzmianki w bibliografii polskiego apologety “SIS” (“Secret Intelligence Service”), musimy krótko wypełnić tę istotną lukę i naszkicować jej zawartość : szlo o spotkania Churchilla z Rooseveltem, opatrzone kryptonimem “Arkadia” ,
które zaowocowały stworzeniem “Wielkiej Koalicji”.

Spotkania, czy raczej cała seria tajnych rozmów, trwała od grudnia 1941 do stycznia 1942 r . Jej ideę zapoczątkowało już pierwsze spotkanie obu mężów stanu w dniu 9 sierpnia 1941 na pokładzie ” Augusty” – jachtu Roosevelta, zakotwiczonego w zatoce Placentia opodal
miasteczka Argentia na Nowej Funlandii.
Tak naprawdę “Wielka Koalicja” była objęciem schedy po imperium W.Brytanii przez St. Zjednoczone oraz wciągnięciem do współrządzenia światem Sowietów, które, siłą rzeczy musiały otrzymać jakieś “rekompensaty” po pokonaniu Niemiec. O to nalegał sam Roosevelt,
żywiący do Stalina wiele ciepłych uczuć , a na które to “rekompensaty” bez wahania zgodził się Churchill. Zgodził się bo nie dotyczyły Wielkiej Brytanii.
Najistotniejszą klauzulą było “prowadzenie walki przez demokracje aż do bezwarunkowej kapitulacji Niemiec.”

Już wtedy zarysował się po raz drugi bardzo detaliczny plan “Nowego

 Porządku Światowego” – pierwszy plan “Nowego Porządku Światowego” w
demo – liberalnym duchu przedstawił prez. Wilsonowi wysoki mason, płk. Mandell House, przed Kongresem Wersalskim. Gra szła więc o wielką stawkę.
Obaj amerykańscy historycy piszą:

“….Istniejąca i potencjalna siła ekonomiczna wyspiarskiego królestwa, jak argumentował historyk Kenneth S. Davis, była mniejsza niż Niemiec i Związku Radzieckiego i “jeszcze mniejsza w porównaniu do Stanów Zjednoczonych”.

Koalicja, a więc dalsza wojna, była rzecz jasna kosztowna. O to, by się ona opłaciła USA, postarali się Żydzi, gęsto natkani w rządzie Roosevelta : stosunkowo szybko podpisano więc “umowę” zakamuflowaną jako “Ustawa 1776” i wystawiono Churchillowi dokładne rachunki w milionach dolarów .
Pomimo, że Roosevelt chciał udzielić W. Brytanii natychmiastowego
kredytu w wysokości 1 mld dolarów (sumy na tamte czasy olbrzymiej)
minister skarbu USA, Żyd, Morgenthau jr. , uważał, że

 

“(…)…należało Brytyjczyków wycisnąć niczym gąbkę, aż oddadzą  wszystko, co im pozostało w Ameryce i gdzie indziej…” i zażądał “stu centów za każdy towar “wypożyczony” Wielkiej Brytanii… Rząd Jej Królewskiej Mości powinien najpierw przekazać amerykańskiemu skarbowi pełne dane o swojej sytuacji finansowej, potem zaś sprzedać udziały i inwestycje w USA niezależnie od ceny, a wreszcie pozostały deficyt pokryć złotem wydobywanym w Afryce Płd. Morgenthau obiecał zdominowanej przez republikanów senackiej Komisji Spraw Zagranicznych, że “każdy dolar w postaci nieruchomości, ruchomości lub papierów
wartościowych, jaki posiadają angielscy obywatele w Stanach Zjednoczonych” będzie musiał zostać sprzedany, by zapłacić za wojenne dostawy “do ostatniego dolara
“….”
( David Bercuson & Holger H.
Helwig “Operacja Arkadia”
).

Co to oznaczało? Pytanie jest oczywiście czysto retoryczne : na wojnie można dobrze zarobić – Żydzi o tym zawsze wiedzieli: było to warunkiem sine qua non żydowskiego handlu na europejskim kontynencie.
Był on podczas kolejnych, wzniecanych “przypadkowych” wojen, zawsze doskonałym rynkiem dla żydowskiego handlu : po kolejnych bitwach, zebrany z pól bitewnych oręż i zakrwawione, pogięte zbroje ściągnięte przez knechtów z ciepłych jeszcze trupów, były kupowane za gorsze przez żydowskich kupców, których wozy ciągnęły za wszystkimi armiami.
Po “remoncie” oręż i zbroje, świetnie nadające się do kolejnego użytku, sprzedawano za niewielkie pieniądze.
Taki stosunek do wojen tłumaczy wiele : im były dłuższe i krwawsze, tym generowały większy zysk.
Posunięcia Morgenthau,a jr. oznaczały więc przejecie światowych, ekonomicznych interesów W. Brytanii przez amerykańskich Żydów.

Postawmy kropkę nad “i” : właśnie wtedy stracili Brytyjczycy całkowitą kontrolę i znaczącą część olbrzymich wpływów z wydobywanego w kopalniach Afryki Płd. złota i diamentów: wydobycie kontrolował koncern De Beers,a a, którego głównym akcjonariuszem był… sir Rothchild i sir Alfred Beits.

 

Warto przy tym zauważyć, że sam Churchill był…spowinowacony z Alfredem Beitsem poprzez pierwsza kuzynkę żony Beitsa, Clementine Hozier, pochodzącej z rodziny wpływowych politycznie, naturalizowanych Żydów w Anglii.
Mówiącą wiele ciekawostka jest fakt, że wdowa po Alfredzie Beitsie, Clementine ( z domu Hozier) Churchill, umierając w 2005 r, zastrzegła, że pamiętniki jej męża zostaną utajnione przez dalsze 20 lat po śmierci dzisiejszej królowej W. Brytanii.
Cóż za piękne możliwości dla przyszłych “kwerend” T. Kisielewskiego : jeśli zgrzybiała królowa wreszcie odda ducha, będzie mógł poszperać…
Ale czy się odważy?

W takiej oto kupczykowskiej atmosferze obrzydliwego, lichwiarskiego szantażu ( „ lepszy szantażował dobrego” ) doszło w Argentia do podpisania słynnej “ustawy lend – lease”: podtrzymała ona pozycję militarna W. Brytanii (bo tak chcieli Żydzi) ale jednocześnie, podcinając ją ekonomicznie przez konieczność spłat lichwiarskich pożyczek jednocześnie osłabiła ją ekonomicznie, umożliwiając osiągnięcie przez USA ekonomicznej hegemonii.
Bercuson i Helwig zauważają, że :

“(…) (ustawa) bardziej niż jakiekolwiek inne działanie Roosevelta,mające na podtrzymanie Wielkiej Brytanii, ujawniła podstawy stosunków brytyjsko – amerykańskich . Na szali znajdowały się pieniądze, wiele miliardów dolarów. Oraz zapewne przyszły stosunek sił na
świecie…(…)”.

Znaczenie konferencji.
Osiągnięcie przez USA światowej dominacji poprzez duże pieniądze i tym samym…generowanie jeszcze więcej pieniędzy, było świetnym interesem. Już w bliskiej przyszłości, Morgenthau et consortes, powtórzy ten sam numer wobec Sowietów.
Chociaż zarówno Roosevelt jak i Churchill nie mieli dużego zaufania do Stalina (Roosevelt miał go jednak więcej), na tej samej naradzie w Argentii zapadły także pozytywne wytyczne dla “lend – lease,u” dla Sowietów. Rzecz prosta, ze głównie szło o syberyjskie złoto.

Ale pomoc dla Sowietów została przede wszystkim uwarunkowana pozytywnymi “postępami w wojnie”- gdy były one niewielkie i Stalin się wycofywał, pomoc zaledwie kapała. Po Stali-gradzie popłynęła już szeroką strugą – stalinowski “fuks”, był złotego koloru.

Spokojny sen kupczykom krwią spędzała z powiek, wisząca jak miecz Damoklesa nad głowami nobliwych przywódców, realna groźba zawarcia separatystycznego pokoju Stalina z Hitlerem.
Jak podaje Simon Montefiore ( podkreślają to także wywiadowcze źródła brytyjskie, amerykańskie,niemieckie i sowieckie) zarówno Stalin jak i Hitler nosili się z tymi zamiarami.

Ale nie tylko pieniądze były ważne : wojna szła o rzecz wiele ważniejszą : o odbudowę Izraela.
Wszyscy najbogatsi, rozsiani po Golusie, mający wiele do powiedzenia na konferencji w Argencie Żydzi, byli…syjonistami. Nie chwalili się tym głośno z różnych powodów (głównie z tego, że, jak zapisano w Talmudzie –  „mądry Żyd, to zakonspirowany Żyd” ) ale wszyscy
solidarnie dążyli do odbudowy żydowskiego państewka.

Gdy się udało ekonomicznie podporządkować znienawidzoną W. Brytanie, można było do
restytuowania żydowskiego państewka użyć także i jej środków.
Pomimo ścisłej klauzuli tajności spotkania ,Niemcy się jednak dowiedzieli o konferencji i odczytali właściwie jej znaczenie dla dalszej wojny.

Autorzy książki, “Operacja Arkadia” cytują fragment z książki Thomasa B. Buella, “Master of Sea Power -A Biography of Fleet Admiral Ernest J.King” ( Boston -Toronto, 1980 ), w której pisze on, że:

(…) otrzymawszy wiadomość o spotkaniu w Argentii, Adolf Hitler wpadł we wściekłość. Już w czerwcu wylewał żółć na Roosevelta na spotkaniu z Mussolinim. Amerykański prezydent poinformował Duce, zazdrościł faszystom sukcesów w pokonywaniu problemów gospodarczych i przepełniała go nienawiść z powodu ich osiągnięć. Jedyną odpowiedzią
Roosevelta było usiłowanie wywyższenia swego kraju kosztem Imperium Brytyjskiego…(Fuhrer) 29 sierpnia 1941 r wystosował jadowity komunikat, w którym przyrzekł “zniszczyć bolszewickie niebezpieczeństwo” oraz “plutokratyczny wyzysk Anglosasów”.(…)”.

Najinteligentniejszy spośród hitlerowskiej ekipy, “(…), Józef Goebbels, dostrzegł niebezpieczeństwo “Karty Atlantyckiej”. Jej osiem punktów aż za bardzo pachniało 14 pkt. prezydenta Wilsona z 1918 r. i mogły one wzbudzić oddźwięk wśród Niemców ( podkr. moje- JK).
Poświecił aż trzy strony swego pamiętnika na krytykę “Karty” jako “typowego wytworu propagandy”, “propagandowego blefu” i “całkowicie głupiego manewru propagandowego” (…)”
Goebbels jednak nie wiedział, że właśnie wtedy, w Argentii, Żydzi zdecydowali się wciągnąć za wszelką cenę izolacjonistyczną Amerykę (Niemcy cieszyli się w USA doskonałą opinią a wojna była wysoce niepopularna) do wojny, ukrywając bardzo starannie kluczową dla
pozycji USA na Dalekim Wschodzie rzecz, że Japonia szykuje się nagłego zaatakowania USA w Pearl Harbor.

Różniej zobaczymy, że manewr wciągania Ameryki w nową wojnę był powtórką manewru Churchilla z…I wojny światowej, w której działał on jako dostojny I Lord Admiralicji.

Pierwsza “Mapa Nowego Porządku Światowego”. Światowe IMPERIUM.
Jakiekolwiek wzmianki o “dalekosiężnych planach” żydomasonerii nieuchronnie wiodą do znaczącego popukiwania się w skroń u demo -liberałów i Żydów, że niby to ludzie uporczywie je przypominający, są “niespełna rozumu antysemitami”- mniej lub bardziej nieszkodliwymi wariatami.

Jeśli tak jest, to Churchilla i prez. Roosevelta powinni oni także potraktować jako niespełna rozumu “oszołomów”. Ale widać wszystko zależy od tego, kto to mówi… Jeśli mówią masoni i Żydzi, to jest “to dobre dla ludzkości”, a jeśli mówią Chrześcijanie i “najgorsi z nich”, Katolicy, to “jest to Ciemnogród”…
Ale co tu dużo gadać : właśnie po konferencji w Argentii , Roosevelt po raz pierwszy wspomniał o “Nowym Porządku Światowym” i mapie świata go przedstawiającą.                         Tym razem była to, zaskakująco …mapa niemiecka.

Po wyjeździe z Argentii i przyjeździe do Waszyngtonu 27.10.1941 r., w “Święto Marynarki”, Roosevelt zaszokował USA oświadczeniem, że :

(…)…Mam tajną mapę, wykonaną w Niemczech przez rząd Hitlera – przez tych, którzy planują nowy światowy porządek” (cytat autorów “Arkadii” z książki Davida Stafforda, “Roosevelt and Churchill:Men of Secrets”,N.Y., 2000 -JK ).

Mapa ukazywała Amerykę Południową i Środkową podzielone na pięć państw wasalnych wobec Niemiec, w tym Kanał Panamski. Co więcej, dokument ten „zdradzał złowieszcze niemieckie plany likwidacji wszystkich religii i zastąpienia ich jedną hitlerowską wiarą.”

 

Kongres natychmiast wprowadził poprawkę do ustawy o neutralności, pozwalając amerykańskim statkom przewozić broń bezpośrednio do Wielkiej Brytanii. Jak powiedział prezydent dziennikarzom następnego dnia, ”tajemnica państwowa uniemożliwiała mu pokazanie im tej mapy.(…)” ( “Operacja Arkadia”...)

Autorzy “Operacji Arkadia” powołują się na cytowanego wcześniej Davida Stafforda, który przepracował ujawnione dokumenty Białego Domu oraz archiwa brytyjskiego wywiadu w USA z tego okresu. Co w nich odkryto?
Rzecz zupełnie oczywista i charakterystyczną dla wszystkich działań Churchilla:

” (…) …Ten “chytry pan z Hyde Parku (Churchill -przyp. JK ) zagrał
niebezpieczną kartą. Dobrze wiedział, że Londyn utworzył w Nowym Jorku specjalną
placówkę do mokrej roboty, “Biuro Koordynacji Bezpieczeństwa Brytyjskiego” ( “British Security Co – Ordination Office”), kierowane przez sir Wiliama Stephensona, asa powietrznego z I wojny światowej, o pseudonimie “Nieustraszony”. Przywłaszczył on sobie mapę niemieckiego kuriera, którego spotkał tajemniczy “wypadek” w Buenos Aires.
Stephenson przekazał mapę amerykańskiemu pułkownikowi Williamowi “Dzikiemu Billowi” Donovanowi, który dostarczył ją do Białego Domu. Wiemy dzisiaj, że mapę stworzył niemiecki wywiad w Argentynie, a została “wyretuszowana” przez sztab fałszerzy Stephensona, Stacje “M”, mieszczącą się w Kanadzie…(…)” .

Tak, właśnie tak …W świetle ujawnionych dokumentów jawi się Churchill w zupełnie innym, powiedziałbym wyjątkowo nędznym, świetle : nie tylko, że doskonale znał placówkę “M” ( ściśle kontrolowaną przez siebie) do “mokrej roboty” ale chwycił się także ordynarnego
fałszerstwa, wychodząc z wpojonego mu w “Fabian Society ” za młodu
masońskiego założenia, że “cel uświęca środki”. Przy tej okazji zauważmy też , że niemiecki kurier “zginął w tajemniczych okolicznościach”.

Masoneria zna wiele takich “tajemniczych okoliczności”. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że “tajemnicze okoliczności” śmierci niewygodnych jej osób jest ” chlebem codziennym” jej działania. Ona w obliczu społecznego oporu nie potrafi działać inaczej: mordowanie niewygodnych jej osób jest w tym dziwnym świecie chyboczących
“oświeceniowych świateł” i “krzywych zwierciadeł”, reprezentujących demo – liberalizm, rzeczą najzupełniej normalną i akceptowaną – mord na polskim gen. Sikorskim jest potwierdzeniem tej demokratycznej metody.

Ale i prezydent Amerykanów, Roosevelt, był dokładnie taki sam,tj. pozbawiony jakiejkolwiek moralności. Zacytujmy własne słowa tego prezydenta:

“(…) Mogę być całkowicie niekonsekwentny, i co więcej, całkowicie świadomie zwodzę i mówię nieprawdę…- poinformował swojego sekretarza skarbu ( Morgenthau,a – przyp. JK) – jeśli tylko pomoże mi to wygrać wojnę.(…)” ( “Operacja Arkadia”…).

Churchill i Roosevelt byli masonami wysokich stopni i należeli do masońskiej elity – Iluminatów.

 

Churchill, należący do “Fabian Society”-masońskiej organizacji
utworzonej przez Rockefellera i – co wielu “pożytecznym idiotom” wyda się nieprawdopodobne – szerzącej …idee socjalistyczne, został inicjowany w “Studholme Lodge” 24 maja 1901 r. Był masonem o 32* ( gwiazdkowym) stopniu nr. 1591 – taki sam stopień, 33*, miał Edward VII jako “Książę Walii” ( ” Prince of Wales” ), będący ” Wielkim Mistrzem” ( “Grand Master ” ) ” Zjednoczonych Lóż “: “Wielkiej Loży” i ” Loży
Wschodu “.
Roosevelta inicjowano 11 października 1911 r. w “Holland Lodge nr. 8.”
I on osiągnął w loży najwyższy , 32* stopień , gwarantujący wstąpienie do Iluminatów – najwyższego kręgu masońskiego wtajemniczenia.
Czyli rozmowy “na szczycie” były w istocie rozmowami…. braci Iluminatów.
Kiedy Roosevelt był sekretarzem i powiernikiem “wuja Teda”, prez. Woodrow Wilsona, siłą rzeczy przejął wiele jego uniwersalistycznych zapatrywań na podział świata – szczególnie “uniwersalizm demokratyczny” zapadł mu głęboko w pamięć. Cała “Karta Atlantycka”
jest właściwie czystą, wilsonowską retoryką.

Poglądy Roosevelta na Sowiety były, co nie dziwi, odbiciem poglądów jego żydowskich doradców: szczególnie Waltera Lippmana (“słynnego dziennikarza” i neoliberalnego guru), min. skarbu USA, Morgenthau,a, bogatego prawnika Laurence,a A. Steinhardta, mającego szerokie stosunki wśród żydowskiej społeczności w Nowym Jorku .

Chociaż “Światowe Imperium”, do którego budowy zachęcali Roosevelta Żydzi miało dla niego i dla masonerii miłą nazwę, ” The New Deal” ( “Nowy Porządek”, mający już w nazwie to, co później będzie się utrwalać w głowach ludzkości ), to przecież większość Amerykanów zapatrywała się na całość masońskiego programu …negatywnie: zaledwie
2% Amerykanów pragnęło nowej wojny
gdyż uważali, że “pierwsza wojna światowa, która miała położyć kres wszelkim wojnom”, była całkowitą porażką”.
Niemcy, wg. nagich, łatwych do skontrolowania cyfr, zostały pokonane kosztem życia 126.000 Amerykanów.
Ani Francja, ani Anglia nie podjęły większych wysiłków by spłacić zaciągnięte w USA długi.
Ponadto kraje te wcale nie kwapiły się do przelewania krwi by powstrzymać Hitlera gdy ten zaczynał budować nowoczesną machinę wojenną .

“Dlaczego więc Nowy Świat miałby ponownie ruszać na pomoc Staremu?” – pytano w USA. Odpowiedź na to pytanie była dla przytłaczającej większości całkowicie jasna: “Nie, nie powinien tego czynić”.
Opór Amerykanów należało więc złamać : stopniowo ale szybko. Morgenthau uczyni to w sposób bardzo “nowoczesny” ( Goebbels miałby powód do dumy) : szeroko wykorzystując prasę, radio, akcje (słynne “bondy angielskie” o jakich śpiewali najlepsi piosenkarze) , Holywood, stopniowo i nieustępliwie będzie łamał opór amerykańskiego społeczeństwa.
Lecz zyski , choć ważne i przyprawiające wojennych macherów o zawrót głowy, były równie ważne, jak odbudowa państwa żydowskiego.

Kiedy Roosevelt zaraził się tą idea , tego nie wiemy i najprawdopodobniej nigdy się nie dowiemy, choć jego wypowiedzi oraz duża ilość Żydów w jego najbliższym otoczeniu pozwala z pewnym prawdopodobieństwem określić czas podjęcia decyzji o wprowadzeniu
projektu w życie : było to tuż przed konferencją w Argentii.

W roku 1995 Irwin F. Gellman, omawiając charakterystyczne cechy rooseveltowskiego “Nowego porządku” ( “New Deal” ) w artykule ,w prasie uniwersyteckiej ( Baltimore, MD , Johns Hopkins University Press, 1995 ), przypominał Amerykanom książkę ” The White Knight” ,wydana w 1936 r., w której sam Roosevelt mówi o swoim “Nowym Porządku” jako o… “Porządku Żydowskim”.

Nie ulega więc wątpliwości, że plany budowy “Nowego Świata” omawiali Iluminaci już znacznie wcześniej na swych tajnych spotkaniach : projekty o globalnym zasięgu wymagały wpierw tajnego uzgodnienia w kwestiach ogólnych: różnice zdań pomiędzy masonami zachodnimi, choćby francuskimi z Wielkiego Wschodu a masoneria anglosaską, już były duże
a różnice pomiędzy masonerią zachodnią i bolszewikami, jeszcze większe.
Zasadnicza faza projektu, zakładająca uczestnictwo Sowietów w rządach świata, była więc niezbędna.

Że tak było świadczy , świetnie skomponowana, pełna masońskich aluzji “zaskakująca” wypowiedź we wrześniu 1943 (a więc w zaledwie parę miesięcy po zamordowaniu Sikorskiego ) “Bulldoga” Churchilla do studentów zgromadzonych w auli uniwersytetu, w Harvard z ” Anglo-American Unity”, w której padły takie oto słowa:

” (…)Tutaj powiem Wam coś o formie jaki Wasz system światowego
bezpieczeństwa mieć powinien, jak państwa będą zgrupowane i
zhierarchizowane, oprócz tego o rezygnacji z pełnej narodowej
suwerenności na rzecz wielkiej sprawy i większej syntezy
– nic nie
będzie funkcjonowało dobrze i przez długi czas bez zjednoczonych
wysiłków narodu brytyjskiego i amerykańskiego…(
“… I am here to
tell you that, whatever form your system of world security may take,
however the nations are grouped and ranged, whatever derogations are
made from national sovereignty for the sake of the larger synthesis,
nothing will work soundly or for long without the united effort of the
British and American peoples….(…)”.

 

Wybiegając w niedaleka już przyszłość podobnie zacznie Churchill swą
przemowę na spotkaniu najważniejszych polityków masońskich z “towarzystwa węgla i stali”, początkującym powstanie “unii europejskiej”.

Można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że osobą, która przyczyniła się do pełnej wojennego zapału werbalizacji głównej wojennej idei walki z Niemcami “aż do końca” była Marta Gellhorn : “najlepsza przyjaciółka” Eleonory Roosevelt, która, choć co prawda
nigdy nie uczestniczyła w konferencjach politycznych swego męża, to przecież leżała nocą u jego boku, spełniając rolę dobrego przekaźnika żydowskich sugestii. Domyślamy sie, że ta Marta Gellhorn musiała  być także osobą “wybitnie genialna” i aby nas nie posądzono o “zwierzęcy antysemityzm” zamieszczamy ten oto link:
http://en.wikipedia.org/wiki/Martha_Gellhorn

Niewesoły to link : odsłania on “normalkę” : przyjaciółka Elenoory Roosevelt, Marta Gellhorn, była komunistka, agentka Kominternu i “wpływową zwolenniczką Izraela” (“…Gellhorn was a prominent supporter of Israel”…).

List Roosevelta do “Młodego Izraela”. Zaraz po konferencji w Argentia, pisze Roosevelt list do żyda Zabrousky,ego – przewodniczącego ” Rady Narodowej Młodego Izraela”.
List opublikował francuski dziennik, “Le Figaro” , 7 lutego 1951 r. Aż dziw, że T. Kisielewski pomimo rozlicznych “kwerend” najwyraźniej listu tego nie zna. Wielka to szkoda : gdyby go choć raz przeczytał i się porządnie nad nim zastanowił, to nie musiałby pisać książek o zamachu tak chętnie wydanych przez “Dom Wydawniczy “Rebis””.

Ponieważ list ten został już opublikowany w książce Pierre Virion,a ( ” Czy już wnet rząd światowy , anty- i superkościół ? “ ) i w całości przytoczony w “Gazecie Warszawskiej”
(http://gazetawarszawska.com/2012/08/04/list-brata-roosvelta-do-stalina/
) nie ma potrzeby zamieszczać go tutaj w całości jeszcze raz, ale należy obszernie zacytować niektóre jego fragmenty gdyż, jak podkreśla de Virion, “..ujrzymy w nim, w jaki sposób założenia, wtedy określone i realizowane, z niewzruszoną logiką doprowadziły do faktów których jesteśmy świadkami”.

I wtedy bez trudu zrozumiemy dlaczego gen. Sikorski musiał zginąć i kto go zamordował.

List Roosevelta do “Młodego Izraela” zaczyna się tak:

” Drogi Panie Zabrousky!
Jak to już powiedziałem osobiście Panu i Panu Weissowi, jestem głęboko
wzruszony faktem, że “National Council of Young Israel” /Rada Narodowa
Młodego Izraela/….”

Zanim przejdziemy najbardziej interesujących fragmentów listu musimy zatrzymać się na pozór dziwnym sformułowaniem : “Młody Izrael” (“Young Israel “). Chodzi mi o przymiotnik “Młody”. Przecież państwa o takim mianie wtedy nie było. Pamiętamy, że mówiono także powszechnie w “postępowej” literaturze i czołowych dziennikach XIX- tego wieku o “Wiośnie Ludów” a na początku wieku XX nagle narodziła się “Młoda Polska”, “Młode Niemcy”, “Młoda Francja”, “Młoda Rosja”…. Były to pojęcia i nazewnictwo wprost zaczerpnięte z masońskiego żargonu : modernizm, zwiastujący powstanie “Młodych Narodów” ( czyli ich… brak) jest nie tylko kolejną epoką literacką czy architektonicznym
nowym stylem budownictwa w dziejach europejskiej kultury ale i zdecydowanym odrzuceniem przez coraz bardziej pewną siebie masonerię, całego dorobku chrześcijańskiej Europy.

 

Jest to powiew niczym nie maskowanych masońskich prądów i idei filozoficznych, zmieniających dotychczas obowiązujące chrześcijańskie normy etyczno – moralne. Jest to także świeży, stały, mocny polityczny wiatr, rodzącego się globalizmu demo – liberalnego, bezwzględnie narzucającego państwom swe polityczno – społeczne wytyczne i wolę ściśle ukrytego, zamaskowanego kierownictwa politycznego.                                                                     Tym samym zastąpiono jawny chrześcijański uniwersalizm oparty o kodeks etyczny –
moralny Kościoła Katolickiego, wiodący do otwartości i normalności w życiu politycznym , uniwersalizmem żydo – masońskim , demoliberalizmem, narzucającym swe specyficzne normy etyczno – moralne (a właściwie ich brak ) opartym na Talmudzie, znękanym ludzkim
społeczeństwom. Od tej pory całkowity relatywizm moralny będzie stanowił o “wartościach”.

W rodzącym się masońskim “Młodym Świecie”, skupiającym “Młode Państwa”, nie ma już mowy o narodach, państwach czy “samostanowieniu” ale jest wyłącznie mowa o ” nowoczesnym demokratycznym Nowym Świecie Globalnym” i “nowoczesnym demokratycznym Nowym Moralnym Porządku”, paradoksalnie będącym światem bez jakichkolwiek zasad. Światem, w którym ludźmi rządzi wyłącznie przemoc : talmudyczne prawo silniejszego , w którym o wartości człowieka stanowi jego kiesa.

Dziwne, choć może wcale nie, wciągnęła masoneria do budowy “Nowego Moralnego Porządku” także najgorsze , antyludzkie, zmaterializowane systemy : bolszewicki i chiński, kamuflując je jako “liberalne i demokratyczne”. Stad, naturalną koleją rzeczy, wśród grona narodów znalazł się także “Młody Izrael”.

Ma on w tym “Nowym Globalnym Porządku Świata” , zgodnie z “obietnicami samego Jahve”, objąć w nieokreślonej bliżej przyszłości, kierowniczą rolę. Sformułowanie brata Roosevelta wskazuje na bardzo istotną sprawę a mianowicie na to, że ten “Młody Izrael” ma już “Najwyższa Radę”, będącą de facto ukrytym rządem świata…

Potwierdza to czołobitny ( jakby Roosevelt pisał do swych bezpośrednich zwierzchników) w tonie list amerykańskiego prezydenta, w którym najpierw dokonuje sumarycznej oceny wydarzeń swoich rozmów ze Stalinem a później…prosi Zaburousky,ego by ten silniej …wpłynął na Stalina. Najwidoczniej żydowski kanał przepływu informacji uznano za najpewniejszy.

Oto dalsza część listu:

“……w swej dobroci zechciała zaofiarować się w roli pośrednika między mną a naszym wspólnym przyjacielem Stalinem, i to w chwili tak delikatnej, że jakiekolwiek niebezpieczeństwo rozdźwięków wewnątrz grupy Narodów Zjednoczonych, stworzonej za cenę tylu wyrzeczeń, miałoby fatalne następstwa dla nas wszystkich a zwłaszcza dla Związku
Radzieckiego….”
(podkr. Moje -JK)

Co tutaj mamy ? Mamy masońskie aluzyjne “wyrzeczenia”. Jak je odczytać? Nie tylko tak, że przejmują USA schedę po imperium brytyjskim, co stwarza nowe możliwości dla żydów, ale także “wyrzeczenia”, tyczące się Europy Środkowo – Wschodniej.
Mamy też to, o czym już mówiliśmy wcześniej : żydzi są “pośrednikami” pomiędzy demokratycznym prezydentem i szefem państwa bolszewickiego.

 

Oczywiście wybór żydów jako pośredników narzucał się LOGICZNIE sam: jeśli byli w otoczeniu Roosevelta, Churchilla, ba, nawet Hitlera , to musieli być ( i byli ) także w otoczeniu Stalina, bowiem właśnie na Rosji kończyła się strefa wpływów “żydów aszkenazyjskich”. Zastanawia nas jednak na pozór dziwaczne sformułowanie, że “… rozdźwięki…miałyby fatalne następstwa dla nas wszystkich a zwłaszcza dla Związku
Radzieckiego….”.

Nie należy tu prostacko sądzić, że Roosevelt ma tylko na uwadze fakt, że rządzą Sowietami Żydzi. Nie, on masońsko insynuuje i zarazem ostrzega Stalina, że lepiej przyjąć pomoc “lend-lease”od potężnego ekonomicznie kapitalistycznego państwa i punkty w “Karcie Atlantyckiej”, niż pozwolić się powalić na kolana przez Hitlera.

Ale czyż to nie dziwne: mamy rok 1941, wojna z Rosją dopiero się rozpalała na dobre a Roosevelt już mówi o “rozdźwiękach, które miałby fatalne następstwa”… O co chodzi? To
proste: chodzi o niedopuszczenie do zawarcia przez Stalina separatystycznego pokoju z Niemcami (Stalin kilkakrotnie o tym mówił najbliższym współpracownikom) i maksymalne wydłużanie wojny “aż do ostatecznego zwycięstwa”. Dla osiągnięcia nakreślonego celu i
zbudowania na gruzach starego, zmurszałego imperium brytyjskiego nowego imperium światowego, miały jeszcze ginąć przez kilka lat miliony ludzi.

Pomimo wojny i niemieckich zwycięstw, kontakty pomiędzy Stalinem a zachodnimi aliantami ( wizyta na Zachodzie  bolszewickiego marszałka Timoszenki, który “…okazał się o wiele bardziej rozważny podczas swej krótkiej, ale owocnej wizyty…”) trwały cały czas a wizyta Churchilla w Moskwie była “bardzo owocna”. Podkreśla to Roosevelt ze szczególną mocą: “… zwłaszcza gdy pomyślę o korzyściach, jakie wynikły ze spotkania Stalin
– Churchill.”

 

Najwidoczniej już wtedy, kiedy Niemcy stały pod Moskwa, Churchill, podczas swej wizyty w Moskwie, dogadał się (choć amerykański prezydent nie pisze otwarcie o “korzyściach”) ze Stalinem w kluczowych kwestiach. Z pewnością rozmawiano całkiem otwarcie o kształcie
powojennej Europy – sprawa Polski, która zawsze była uważana za Rosję za “wewnętrzną sprawę “Słowiańszczyzny”, musiała być poruszana w rozmowach.

W tym nowym ” Porządku Moralnym”, informuje Roosevelt Żydów z “Najwyższej Rady Młodego Izraela”, że :

“(…)…Stany Zjednoczone i Wielka Brytania są zdecydowane, i to – bez żadnych zastrzeżeń natury moralnej, dać Związkowi Radzieckiemu absolutnie równorzędny głos w sprawach przyszłej, reorganizacji powojennego świata. Jak, go o tym powiadomił z Adany brytyjski
premier, przekazując mu projekt wstępny, ZSRR będzie członkiem grupy kierowniczej wewnątrz Rady Europejskiej i Rady Azjatyckiej, do czego daje mu prawo nie tylko między – kontynentalne położenie geograficzne, ale również, a nawet szczególnie, jego wspaniała walka z nazizmem, która zasłuży sobie na uznanie historyków.(…)”.

 

(cdn)

 

cz.I/A

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE