Pożegnanie; Krystyn Bernatowicz

Pożegnanie

 KB

Krystyn Bernatowicz urodził się w Wilnie 8 stycznia 1938 roku.

Przeżył przesiedlenie rodziny do Gdańska i może dlatego sprawy kresowe zawsze były mu szczególnie bliskie, a jako działacza polskiej prawicy uformowało go ostatecznie głębokie zrozumienie i przeżycie losów zamordowanego Ojca – żołnierza NSZ.

Studiował w Toruniu i Poznaniu filologię polską, co dało mu pewien warsztat myślowo-pojęciowy i pomogło w pisaniu czy przekazywaniu swoich poglądów.

Oprócz studiów Jego pasją był sport – głównie tenis. Szukając miejsca w życiu pracował jako instruktor sekcji tenisowej w klubach „Zawisza” Bydgoszcz i „Wisła” Toruń, został nawet członkiem reprezentacji Polski, a na ścianie w Jego skromnym mieszkaniu wisiało zdjęcie Wojciecha Fibaka z dedykacją „dla Krystka – nauczyciela”. Próbował grać w tenisa gdy zdrowie pozwalało, jednak po przebytej w połowie ubiegłego roku operacji wycięcia raka płuc nie był już w stanie czynnie uprawiać sportu, co stanowiło nawet przyczynę Jego głębokiego żalu.

Jako młody absolwent studiów humanistycznych został instruktorem kulturalno – oświatowym w Polskiej Żegludze Morskiej, ale nie zagrzał dłużej miejsca na tej lukratywnej posadzie (pływał na promach jako „kaowiec” – często ze śmiechem wspominał ten rozdział życia, porównując go z filmem „Rejs”) ze względu na nieukrywanie poglądów ideowo-politycznych. Nie robił tego zresztą nigdy – znamienne jest, że 31.XII.1981 roku powiadomiono go o rozwiązaniu umowy o pracę w Zjednoczeniu Informatyki (oczywiście był tam członkiem „Solidarności”).

W końcu osiadł w Instytucie Informacji Naukowej, Technicznej i Ekonomicznej, w którym pracując obronił pracę doktorską na temat aspiracji i dążeń pracowników w zakładach przemysłowych. Był autorem lub współautorem niemal 50 publikacji naukowych, dziennikarzem miesięcznika „Informatyka”, członkiem Polskiego Towarzystwa Socjologicznego i Towarzystwa Naukowego Organizacji i Kierownictwa.

I znowuż z powodu głośnego wyrażania swoich opinii musiał pożegnać się z Instytutem. Zanim wywalczył w końcu lat osiemdziesiątych sądowe przywrócenie do pracy – przebywał w RFN, wracając po odzyskaniu niepodległości w 1990 roku.

Po powrocie pracował w Kancelarii Prezydenta RP, a następnie do emerytury w Ministerstwie Pracy (z krótką przerwą na doradzanie prezesowi PFRON), prowadząc też zajęcia ze studentami z socjologii i marketingu w Polsko-Japońskiej Wyższej Szkole Technik Komputerowych.

Od zawsze pasjonował się działalnością polityczna i społeczną. Członek „Solidarności” od początków jej powstania, jako przewodniczący Międzyzakładowej Komisji Pracowników Administracji Centralnej, pomagał ludziom i walczył o awansowanie członków i sympatyków Związku w ministerstwach, co nawet pod koniec lat dziewięćdziesiątych nie było takie proste. Władcom Ministerstwa Pracy również nie dawał zapomnieć o ideałach solidarnościowych, toteż wielokrotnie chciano Go usunąć, bez względu na to, czy rządził Kuroń, Boni, czy Komołowski.

Był niewątpliwie trudnym w kontaktach osobistych i współżyciu codziennym człowiekiem – gdy pracowaliśmy razem w Kancelarii Prezydenta RP w początkach prezydentury Wałęsy wielu współpracowników nie znosiło Go za bezkompromisowość przy jednoczesnym obalaniu konwenansów. Trzeba Go było dobrze poznać by odkryć, ze ta ironia jest maską, pod którą skrywa się człowiek niesłychanie życzliwy dla wszystkich. Z dostrzeżeniem tego miały jednak problem nawet najbliższe Mu osoby: trzykrotnie żonaty i rozwiedziony, przez rok walczył sądownie o pełniejszy zakres opieki nad jedynym synem, sprawę wygrał, ale ze względów braku możliwości zatrudnienia właśnie wtedy musiał wyjechać do Niemiec, gdzie m.in. współpracował z Radiem Wolna Europa.

Mimo prawionych często uszczypliwości i ironicznego sposobu bycia był lojalnym kolegą i znakomitym kompanem – czego doświadczyłem osobiście wyjeżdżając z Nim kilkukrotnie – czy to na krótki wypoczynek na Maderę, do Egiptu, czy pielgrzymując wspólnie do Ziemi Świętej.

Z początku wiara nie odgrywała w Jego życiu znaczącej roli – był raczej indyferentny (choć wystarał się o kościelne unieważnienie małżeństwa), dopiero później zaczął łączyć katolicyzm – ten „nierozwodniony” i  „przedsoborowy” z patriotyzmem – do końca życia wisiały na ścianach Jego gocławskiej kawalerki otrzymana ode mnie w prezencie kopia cudownego obrazu Świętej Rodziny z klasztoru w mazowieckich Miedniewicach i portret Benedykta XVI, którego wysoce cenił za  nieustępliwość w zakresie dogmatów wiary. Współpracował też z Instytutem im. Ks. Skargi z Krakowa.

Działalność zawsze sytuowała Go po prawej stronie sceny politycznej: przewodniczący koła socjologów i politologów w Porozumieniu Centrum, prezes Ligi Polskiej, przewodniczący Rady Naczelnej Stronnictwa Narodowego „Patria”, członek LPR, wiceprezes Ruchu Ludowo-Narodowego, wreszcie członek PiS ze względu na wyznawany realizm i pragmatyzm polityczny. Wiązał z tym plany na przyszłość – chciał zostać radnym PiS swojej dzielnicy Praga Południe, a przede wszystkim budować monument żołnierzy wyklętych – którego był pomysłodawcą. To dzięki Jego energii sprawa budowy pomnika zaczęła się posuwać do przodu – zbiegiem okoliczności tuż po Jego tragicznej śmierci (został znaleziony nieprzytomny na podłodze płonącego przedpokoju we własnym mieszkaniu) w tygodniku „Nasza Polska” ukazał się wywiad z Krystynem (dotyczący budowy pomnika właśnie) ze znamiennym cytatem: „nie poddam się. Będę walczyć o to do końca różnymi możliwymi sposobami”.

Będzie nam brakowało Ciebie i Twojej walki, Krystynie.

 

 

Grzegorz Grabski

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE