Warning: include(/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php): failed to open stream: No such file or directory in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 22 Warning: include(): Failed opening '/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php' for inclusion (include_path='.:/usr/local/php54/lib/php:/storage/content/03/139703/pear/php') in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 22 Warning: include(/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php): failed to open stream: No such file or directory in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 113 Warning: include(): Failed opening '/storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-content/plugins/newsletter/emails/themes/default/images/config.php' for inclusion (include_path='.:/usr/local/php54/lib/php:/storage/content/03/139703/pear/php') in /storage/content/03/139703/gazetawarszawska.eu/public_html/wp-config.php on line 113 Ks. Franz Schmidberger: Przekazałem to co otrzymałem. - Gazeta Warszawska

Ks. Franz Schmidberger: Przekazałem to co otrzymałem.

Ks. Franz Schmidberger:

Przekazałem to co otrzymałem.

Spis treści

Drodzy wierni!

Drodzy przyjaciele!

Na wstępie pragnę wyrazić szczerą radość z faktu, że mogę przemawiać do was w tym przełomowym momencie historii Kościoła. Pragnę wam ukazać w sposób pogłębiony kryzys wiary, z jakim mamy do czynienia w dzisiejszych czasach, jak również poszczególne etapy nagocjacji między Stolicą Apostolską a Bractwem Kapłańskim. Daje mi to sposobność dokonania wartościującej oceny konsekracji czterech biskupów, jakiej dokonał arcybiskup Lefebvre 30 czerwca 1988 r. w Ecóne.

  1. Upadek wiary i struktur kościelnych

Niech mi wolno będzie w pierwszej części mojego wystąpienia sięgnąć do historii. Zapewne każdy z was w ostatnich latach znalazł w książkach i broszurach wiele informacji na temat wstrząsu, jakiemu uległ Kościół po II Soborze Watykańskim; być może wysłuchaliście także wykładów i kazań na ten temat, lub nawet w waszych domach odbyła się niejedna gorąca dyskusja dotycząca tego przedmiotu.

Jeśli więc powracam do tych spraw, to czynię to z dwóch powodów. Po pierwsze, pragnę na nowo rozjaśnić mroki i usunąć zamęt, jaki ogarnął dusze ludzkie, ukazać związki między różnymi źródłami tego zła; z drugiej zaś strony tylko na tym tle można zrozumieć decyzję arcybiskupa Lefebvre’a.

Wreszcie chodzi o to, by wszystkim nam ukazać jasno naszą odpowiedzialność i nasz obowiązek w tej apokaliptycznej godzinie.

Od czasu Vaticanum II życie Kościoła czerpie głównie z następujących czterech zatrutych źródeł:

  • kolegializm,
  • wolność religijna,
  • ekumenizm,
  • nowa liturgia.

 

Zjawiska te na zasadzie naczyń połączonych muszą doprowadzić do całkowitego upadku wiary i struktur Kościoła, do degradacji nabożeństwa, moralności i dyscypliny.

A)      Kolegializm

W swej najgłębszej istocie Kościół Katolicki jest czystym darem łaski, niezasłużonym darem trójjedynego Boga. Oto Ojciec w odwiecznym „dziś” rodzi Syna, Syn zstępuje na ziemię i w Duchu Świętym zakłada Kościół, Swoje mistyczne Ciało, aby dusze zostały w niego włączone i za JEGO pośrednictwem uwielbione, aby mogły spocząć na łonie Ojca. Kościół jest więc samoobjawieniem się Boga w prawdzie i w łasce, w darze depozytu wiary, jak również w skarbie życia samej Trójcy – samoobjawieniem przedstawionym i urzeczywistnionym w samej istocie Kościoła, w słowie, w sakramencie i w ofierze. Kościół, jako przyodziana w bogate szaty oblubienica, zstępuje z nieba na ziemię, a człowiekowi nie pozostaje nic innego, jak w uwielbieniu przyjąć jego wiarę i jego łaskę, otworzyć się i pozwolić się obdarować; odjęta mu jest natomiast wszelka moc rozporządzania Kościołem. Jego istota bowiem nie zasadza się na ludzkiej działalności czy postanowieniu większości, obiegowych opiniach lub inicjatywach oddolnych. Najzupełniej obca jest mu zasada demokratyczna, identyfikuje się on bowiem z posłanym przez Ojca, wcielonym Synem, który ze swej strony z tym samym autorytetem i z tą samą misją posyła swych uczniów: „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”1. A innym znów razem uświadamia im, że to nie oni Jego wybrali, ale On ich2. Kościół jest nam dany; więc nie jest i nie może być niczyim dziełem.

Hierarchicznej budowie Kościoła, autorytetowi nauczania objawionej przez Boga prawdy, obdarowywaniu dusz łaską uświęcającą, odpowiada ze strony ludzi miłujące podporządkowanie, chętne posłuszeństwo i radosne

J 20,21; J 17,18.

 

2   J15,16.

przyjmowanie tego, co obiektywnie dane. To nie my tworzymy prawdę, ale prawda tworzy nas. Chrześcijaństwo, w swej najgłębszej istocie, to wielbiące podporządkowanie się Bogu i Jego prawu, bezwarunkowe padanie na twarz przed Najwyższym.

Tymczasem, uważny obserwator z łatwością dostrzega stopniowe zastępowanie ustanowionej przez Boga hierarchicznej struktury Kościoła przez zasadę demokratyczną, prawdy obiektywnej przez subiektywne poglądy, daru łaski przez czysto ludzki aktywizm. Siłą napędową liberalnego ducha czasu jest ów sprzeciw Lucyfera: „non serviam” (nie będę służył).

Rzecz jasna, że te rewolucyjne zmiany strukturalne sieją spustoszenie w całym porządku kościelnym. Papież w wykonywaniu swego urzędu jest paraliżowany przez rzymski synod biskupów, a także znajduje się pod presją konferencji biskupów różnych krajów. Zamiast przepowiadać odwieczną prawdę papież pełni rolę mediatora pomiędzy różnymi prądami i ugrupowaniami. Niestety, ten niekorzystny rozwój sytuacji został uprawomocniony przez dekret II Soboru Watykańskiego JLumen gentium” (nr 22). Jedynie przez dodanie noty wyjaśniającej (Nota praevia explicative) udało się w ostatniej chwili zapobiec najgorszemu na samym Soborze.

Ordynariusze diecezji coraz wyraźniej kryją się za anonimową instytucją konferencji biskupów. Zrzekli się odpowiedzialności osobistej, sprzeniewierzyli się swemu duchowemu ojcostwu, konferencja biskupów tak zdecydowała, nie mogę więc w swojej diecezji wydawać innych rozporządzeń” – mówią sobie. Ale Duch Święty właśnie waszą ekscelencję osobiście ustanowił biskupem nad stadem1. To wasza ekscelencja jest publicznym nauczycielem wiary i tym, który uświęca dusze w swej diecezji, to wasza ekscelencja rodzi owe dusze dla nadprzyrodzonego porządku wiary, i w konsekwencji dla życia wiecznego. Autorytet waszej ekscelencji polega na

1 Dz 20,28

duchowym ojcostwie, które jest jednym z filarów całego chrześcijaństwa. Nikt inny, tylko wasza ekscelencja ponosi przed Bogiem odpowiedzialność za swój Kościół miejscowy; to wasza ekscelencja mocą Bożego postanowienia posiada władzę, nie konferencja biskupów, nie rada diecezjalna. W tym sensie (i tylko w tym sensie!) autorytet biskupi jest służbą, a mianowicie, służbą względem mistycznego Ciała Chrystusa, i względem zbawienia dusz nieśmiertelnych.

Zasada ludowej demokracji przenosi się następnie na życie parafii, gdzie władzę przejęli asystenci pastoralni, stali diakoni, katecheci, lektorzy, a przede wszystkim rada parafialna. System rad według marksistowskiego wzorca wypiera Bożą, hierarchiczną strukturę. Nikt już nie pyta

0   misję, przepowiadanie i obdarowywanie z góry – Uczą się rządy szeregowych członków. Skoro nie mam już za sobą prawdy, próbuję zdobyć większość za pośrednictwem odpowiednich grup nacisku. Tak oto koncepcja Kościoła jako mistycznego Ciała Chrystusa zmienia się w koncepcję Kościoła jako Ludu Bożego pielgrzymującego na ziemi, który wraz z innymi religiami znajduje się w ciągłym poszukiwaniu prawdy.

Dalej, zasada ludowej demokracji rozprzestrzenia się w całej społeczności ludzkiej, w małżeństwie i rodzinie, w szkole i w państwie. Pod hasłem rzekomego wyzwolenia, feministki całkowicie odwracają istotę kobiety, degradując ją do roli igraszki namiętności. Albowiem, kto się sprzeciwia Bożemu porządkowi stworzenia, musi ponieść konsekwencje; kto depcze związek między Chrystusem

1 Jego Kościołem z jednej, a mężczyzną i kobietą z drugiej strony – ten pewnego dnia musi zapłacić cenę rozwodu, aborcji i krwi rozlanej przez rewolucję.

W rodzinie rodzice są w stosunku do dzieci namiestnikami Bożymi. A iluż to rodziców w dzisiejszych czasach niszczy swój rodzicielski autorytet, nie mając odwagi go sprawować, stając się niewolnikami kaprysów własnych dzieci!

Podobnie, państwa wstrząsane są upadkiem autorytetu. Politycy nie pytają już o bonum commune (dobro ogółu), o doczesne i wieczne dobro poddanych sobie obywateli, lecz w decyzjach swoich kierują się oportunizmem, opiniami kształtowanymi przez media, krótko mówiąc – zasadą mechanicznej większości lub szansami w następnych wyborach. W konsekwencji, w prawodawstwie panoszy się niszczący pozytywizm, odrzucający niezmienne prawa naturalne, a nawet w ogóle prawdę obiektywną. Samowola i tyrania – oto gorzkie owoce tych błędów.

W tym miejscu wypada odpowiedzieć na pewien zarzut. Czy takie podkreślanie roli autorytetu nie jest równoznaczne z opowiadaniem się za nieznośnym autorytaryzmem, zniewoleniem człowieka? Otóż nie! Dopóki bowiem autorytet kieruje się prawdą obiektywną, naturalną oraz nadprzyrodzoną, dopóki opiera się na prawie naturalnym i prawie Chrystusowym, dopóki jego źródłem jest ojcostwo duchowe, dopóty chroni on człowieka, jest oparciem dla słabych, miłą Bogu zaporą przed zalewem błędu, iluzji, niemoralności i grzechu. Sprawowanie takiej władzy jest przeciwieństwem zarówno autorytaryzmu jak i postaw wywrotowych. Dlatego też zniszczenie autorytetu jest równoznaczne ze zniszczeniem porządku Bożego, z ogromną szkodą dla jednostek i całych narodów. Konsekwencją tego wszystkiego jest anarchia.

Od tego zła dzisiejszych czasów przechodzimy logicznie do drugiego zatrutego źródła, mianowicie do wolności religijnej.

B)      Wolność religijna

Wolność religijna to nic innego, jak stawianie wszystkich religii na jednym poziomie w życiu publicznym, w państwie i prawodawstwie. Ale Bóg jest nie tylko Stwórcą poszczególnych ludzi i aniołów, ale także rodziny, szkoły i państwa. Człowiek wyszedł bowiem spod Jego „stwórczej dłoni” jako istota przeznaczona do życia społecznego. Stąd też owe społeczne instytucje są ściśle zobligowane do uznawania zwierzchniej władzy Boga, i stanowienia o sobie zgodnie z Jego prawami, oraz do ochrony i popierania Jego Kościoła.

Posłuchajmy słów papieża Leona XIII z encykliki Jmmortale Dei” z 1 listopada 1885 roku:

„Zarówno natura jak i rozum człowieka nakazują mu czcić Boga w święty i pełen uszanowania sposób, podlegamy bowiem Jego władzy, od Niego wyszliśmy i do Niego mamy powrócić. To samo prawo obowiązuje również społeczność. Albowiem ludzie, którzy połączyli się w społeczeństwo, podlegają tak samo władzy Bożej jak każdy pojedynczy człowiek. Wspólnota w nie mniejszym stopniu niż jednostka jest winna wdzięczność Bogu, przez Niego bowiem powstała, dzięki Jego Opatrzności trwa, i z Jego dobroci otrzymała niezmierzone dobrodziejstwa. Podobnie więc, jak nikomu nie wolno zaniedbywać obowiązków względem Boga, podobnie jak najwyższym obowiązkiem naszym jest trzymać się zasad religii w poglądach i postępowaniu, i to nie jakiejkolwiek religii, wybranej według własnego widzimisię, lecz tej, która powstała z woli Boga i na podstawie pewnych i niepodważalnych dowodów, uznana została za jedynie prawdziwą – tak też i państwa nie mogą, nie popełniając tym samym przestępstwa, zachowywać się tak, jakby Bóg wcale nie istniał, lub odrzucać pielęgnowanie wiary jako coś, co nie dotyczy państwa, lub też nie przynosi żadnej korzyści, albo wybierać dowolną spośród różnych form religii. Państwa również muszą bezwzględnie wybrać ten sposób oddawania czci Bogu, który z woli samego Boga został nam ukazany. Dlatego też głowy państw muszą uznawać imię Boże za święte, a do ich najważniejszych obowiązków należy sprzyjać religii, życzliwie ją ochraniać, bronić jej autorytetem władzy i praw, nie postanawiać ani nie rozporządzać niczego, co by jej mogło szkodzić.”

W przeciwieństwie do nauczania papieży sprzed roku 1962 twierdzi się dziś, że państwo nie jest kompetentne w sprawach religii. Państwo nie ma jakoby prawa orzekać o  prawdziwości lub fałszywości danej religii. Posłuchajmy raz jeszcze słów Leona XIII z cytowanej przed chwilą encykliki:

„Która zaś religia jest prawdziwa, z łatwością pozna ten, kto stara się sądzić o sprawie mądrze i uczciwie. Albowiem z wielu wspaniałych dowodów, wypełniania się przepowiedni, z nieprzebranej ilości cudów, z niezwykle szybkiego rozprzestrzeniania się wiary pośród wrogiego świata, i pomimo srogich przeciwności, ze świadectwa męczenników oraz z innych podobnych faktów wynika jasno, że jedyną prawdziwą religią jest ta, którą założył sam Chrystus, i której ochronę i szerzenie powierzył swemu Kościołowi.”

Jeśli mąż stanu nie jest kompetentny w sprawach religii, to cóż dopiero zwykły obywatel! Indyferentyzm państwa prowadzi nieuchronnie do indyferentyzmu jednostki, agnostycyzm społeczny do ateizmu, czy wręcz do apostazji. Po prostu nie istnieje żaden „autonomiczny wymiar społeczny”, który byłby wyłączony spod suwerennej władzy wszechobecnego, wszechwiedzącego i wszechmocnego Boga! Nie ogłosić Chrystusa jedynym władcą, królem całego społeczeństwa jest równoznaczne z zaprzeczeniem Jego boskości.

Tymczasem, właśnie dekret soborowy “Dignitatis humanae” odmawia wcielonemu Bogu prawa władzy nad społeczeństwem. I dlatego nie wahamy się nazwać go bluźnierczym, w najwyższym stopniu naruszającym godność Kościoła, i szkodliwym dla zbawienia dusz.

W wyniku wprowadzenia dekretu w życie praktycznie wszystkie dotychczasowe państwa katolickie – Hiszpania, Włochy, niektóre kantony szwajcarskie, a w szczególności kraje Ameryki Południowej – zostały zlaicyzowane. W wielu przypadkach stało się to wbrew stanowczej woli prezydentów tych państw, po prostu pod wpływem nacisków episkopatu lub Watykanu, tak jak to miało miejsce na przykład w Kolumbii w roku 1973.

Spróbujmy przyjrzeć się państwu katolickiemu. Otóż, jeszcze kilka lat temu konstytucja hiszpańska zawierała następujące zapisy:

  1. Wyznawanie i praktykowanie religii katolickiej, która jest religią państwa hiszpańskiego, podlega publicznej ochronie.
  2. Nikt nie może być molestowany z powodu wyznania religijnego lub prywatnego praktykowania kultu religijnego.
  3. Jako uroczystości lub zgromadzenia zewnętrzne dopuszcza się jedynie te odnoszące się do religii państwowej.

Tego rodzaju wyznanie panowania Chrystusa Króla to potężny bastion, chroniący przed szerzeniem się błędów, przed krecią robotą sekt, przed atakami wrogów Boga.

Powtórzmy raz jeszcze: Bóg stworzył ramy życia społecznego – małżeństwo i rodzinę, szkołę, stowarzyszenia i państwo – bezpośrednio dla doczesnego dobra ludzi; pośrednio jednak mają one niezwykle istotne znaczenie dla wiary i zbawienia wiecznego jednostki. O ile bowiem są one autentycznie katolickie, wówczas człowiekowi przychodzi łatwo przyjąć i zachować wiarę, jak również prowadzić cnotliwe życie. W przeciwnym wypadku natura ludzka, osłabiona przez grzech pierworodny, niejako w sposób nieunikniony pada ofiarą niewiary i niemoralności.

Pewnego dnia nauczyciel religii spytał uczniów, dlaczego są katolikami. Spodziewał się różnych uzasadnień apologetycznych, tymczasem jedna z dziewczynek odparła po prostu: jesteśmy katolikami, gdyż nasi rodzice są katolikami. Prosta, a jakże arcysłuszna odpowiedź. Albowiem rodzina jest dla dziecka pierwszym głosicielem wiary.

Słusznie Pius XII powiada, że te instytucje społeczne mają ogromne znaczenie dla liczby wybranych przed tronem Bożym.

Nawiasem mówiąc, nasi przeciwnicy znają tę zasadę o wiele lepiej od nas, i odpowiednio stosują ją w praktyce. Ani skandynawskie kraje protestanckie, ani anglikańska Wielka Brytania nie znają czegoś takiego jak wolność religijna – w przeciwnym razie protestantyzm dawno by się tam załamał – nie mówiąc o krajach islamskich. Czyż mamy więc, powołując się na Vaticanum II, rezygnować w obronie prawdy z tego, z czego inni korzystają dla szerzenia błędu?

Podobnie katastrofalne skutki miała laicyzacja w krajach latynoskich. Jak drapieżne wilki wdarły się tam północnoamerykańskie sekty z ich dolarami, ich fałszywymi bibliami i ewangeliami. Według danych oficjalnych, od roku 1968 60 milionów katolików padło tam ofiarą propagandowej maszynerii błędu, straciło wiarę, a tym samym, z reguły, życie wieczne.

Kto ponosi odpowiedzialność za odpadanie ludów od Boga i Jego Kościoła? Ci, którzy wymyślili i uchwalili na II  Soborze Watykańskim ową nieszczęsną Deklarację 0   Wolności Religijnej, i którzy od tego czasu wprowadzają ją w życie. Podpisując nowy konkordat z Włochami w osobie premiera Craxiego, kardynał Casaroli, sekretarz stanu w Watykanie, powiedział, że jest „to szczęśliwa chwila dla Kościoła!” W rzeczywistości podpis ten przekształcił Włochy w państwo laickie, to znaczy, w ostatecznym rozrachunku, ateistyczne!

C)     Ekumenizm

A kiedy już w głowach i sercach ludzi ugruntuje się zasada wolności religijnej, kiedy w opinii publicznej zapanuje atmosfera indyferentyzmu religijnego, swego rodzaju duchowej choroby AIDS, wówczas nadchodzi czas owego nieszczęsnego ekumenizmu, który obecnie jest praktykowany. Albowiem wolność religijna prowadzi w życiu publicznym do tego, że przestaje się cenić prawdę, zaczyna się gardzić absolutnym charakterem Boga

1 założonego przez Niego Kościoła.

Takie zsekularyzowane społeczeństwo doczeka się owoców, w postaci owego głośnego wydarzenia w Asyżu w dniu 27 października 1986 roku, do którego Papież zachęcił 25 lutego tegoż roku w kazaniu w BazyUce św. Pawła za Murami. W kazaniu tym Papież stwierdził, że „różne religie pełnią rolę różnych instrumentów podczas koncertu”. A przecież każdy wie, że poszczególne instrumenty wnoszą pozytywny wkład do ogólnej harmonii, do pełni brzmienia. Używając takiego porównania, Papież zdaje się głosić, że wszystkie religie wnoszą pozytywny wkład do uwielbienia Boga i do zbawienia dusz.

Ta właśnie myśl znalazła bezpośredni wyraz podczas samego spotkania 27 października w Asyżu. Na zebranie to wybrano dzień neutralny. Nie mógł to być piątek, bo to by oznaczało wyróżnienie islamu; ani sobota, co z kolei stawiałoby żydów w pozycji uprzywilejowanej; wreszcie odpadała tęż niedziela, dająca przewagę chrześcijanom. Tak więc wybrano neutralny poniedziałek.

Podczas samej uroczystości zastosowano podium, na którym absolutnie takie same fotele umieszczono na tym samym poziomie. Co prawda Papież, jako gospodarz spotkania, zajął miejsce pośrodku; ale obok niego zasiadł patriarcha ortodoksyjny, anglikański arcybiskup Canterbury; dalej zasiadali inni przedstawiciele protestantów, następnie reprezentanci islamu, religii żydowskiej, buddyzmu, hinduizmu, animistów z Ameryki Północnej i Czerniej Afryki.

Wieczorem był zimny bufet z samoobsługą; wszyscy ustawiali się w kolejce, nie wyłączając Papieża, który zachowywał się po prostu jako jeden spośród wielu przywódców religijnych. Można by z uśmiechem pobłażania przejść do porządku nad takimi drobiazgami, gdyby nie to, że wszystkie one służą jednej określonej ideologii. Nawiasem mówiąc, buddyści skwapliwie wykorzystali okazję, i w przydzielonym im kościele św. Piotra ustawili na tabernakulum figurkę Buddy, paląc przed nią swoje kadzidła.

Jeśli ktoś miał nadzieję, że liczne protesty, między innymi ze strony ewangelików pod przewodnictwem profesora Beyerhausa, ,skłonią Watykan do większej ostrożności na przyszłość, to się mylił. Już w kilka miesięcy później, 3 i 4 sierpnia 1987 r., odbyło się kolejne spotkanie religijne, tym razem nie w Asyżu i nie z inicjatywy Papieża. Spotkanie miało miejsce w Kioto (Japonia) na zaproszenie buddystów, w celu uczczenia 1200 rocznicy wprowadzenia tej religii do Japonii. Obchody owe zamieniły się w modlitwę 0   pokój. Papież wysłał osobistego przedstawiciela w osobie kurialisty kardynała Arinze.

Na zakończenie uroczystości zabrzmiały wszystkie gongi świątyń buddyjskich, a wraz z nimi wszystkie dzwony kościołów katolickich w tym kraju. Odezwały się również dzwony kościelne w Asyżu; wydarzenie miały uczcić również dzwony bazyliki św. Piotra w Rzymie – ale o dziwo nie przemówiły. Następnego dnia czynniki odpowiedzialne przeprosiły za to niedopatrzenie!

Już w dwa miesiące później, 28 października, odbył się kolejny kongres religijny, tym razem nie w Asyżu i nie w Kioto, ale w samym Rzymie, w starodawnym sanktuarium maryjnym Santa Maria in Trastevere. Oprócz licznych przywódców religijnych ze strony katolickiej wzięli w nim udział między innymi kardynałowie Glemp (prymas Polski), Martini (arcybiskup Mediolanu), nowo mianowany kardynał Kurii Silvestrini, jak również rektor Uniwersytetu Laterańskiego w Rzymie. Poszczególnym religiom światowym oddano do dyspozycji kaplice boczne wraz z ich ołtarzami; tam ich przedstawiciele wzywali swych bożków. Po odbyciu modłów zostali oni przyjęci przez Papieża na audiencji prywatnej. Widać stąd jasno, że kontynuacja indyferentystycznego programu ekumenicznego cieszy się błogosławieństwem z najwyższej strony.

Drodzy przyjaciele! Jakąż to myśl nasuwają zwykłemu człowiekowi z ulicy te programowe wydarzenia? Jakie przesłanie wyczytuje on ze spotkań w Asyżu, w Kioto i w Santa Maria in Trastevere? To oczywiste: jeden i ten sam Bóg (wszystko jedno czy osobowy czy nieosobowy, różny od swego stworzenia czy identyczny z nim) objawia się we wszystkich religiach, zgodnie z daną kulturą i epoką;

w konsekwencji, wszystkie religie są dla niego drogami zbawienia.

Taka właśnie myśl została wyrażona expressis verbis w pewnym plakacie, wydrukowanym w Rzymie, który wraz z listem przewodnim biskupa Lehmanna, przewodniczącego niemieckiej konferencji biskupów, rozesłany został do wszystkich parafii w Niemczech. Plakat wygląda następująco: u góry pośrodku widnieje słońce (symbol Boga), pod nim umieszczono symbole sześciu wielkich religii światowych, a następnie sześciu tańczących ludzi. Do plakatu dołączono następujące wyjaśnienie:

„We wspólnym tańcu ludzie przekraczają własne granice, wyrażają swą wolność. Unoszą się swobodnie w przestrzeni. To, co ich porusza, co czyni ich wolnymi, to jedno słońce, znak jednego Boga. Z tego to źródła czerpią światło, życie i radość. Ludzie ci mają różny kolor skóry – to tajemnica ogrzewającego ich wszystkich słońca; wyszli oni bowiem z zaplecza różnych religii jednocząc się w wyznawaniu jednego Boga, który ich porusza; pragną oni zademonstrować jedność w modlitwie i działaniu na rzecz świata, w którym panuje pokój. Są oni pierwszymi wyzwolonymi istotami stworzenia, uwolnionymi i uwalniającymi, którzy chcą dać świadectwo nadziei na nowe niebo i nową ziemię, na tym wciąż jeszcze podzielonym świecie.”

Odrzucenie prawdy, że Kościół jest absolutny i jedyny w swoim rodzaju, prowadzi nieuchronnie do odrzucenia prawdy, iż jego Głowa jest absolutna i jedyna w swoim rodzaju, ostatecznie więc do odrzucenia boskości Jezusa Chrystusa. Wniosek taki wyciągnął niedawno w bazylejskim piśmie parafialnym szwajcarski kapucyn, profesor Walter Btilmann. Pisze on mianowicie, że „nie da się udowodnić teologicznie, iż Chrystus jest absolutny i jedyny w swoim rodzaju.”

Jakie są konsekwencje tej fatalnej reorientacji? Oto zburzenie całego nadprzyrodzonego porządku zbawienia, to znaczy, koniecznej dla wiecznego zbawienia wiary jako cnoty Bożej i jako źródła życia Kościoła, a także zburzenie łaski uświęcającej jako zalążka duszy mającej wiecznie oglądać trójjedynego Boga. W kazaniach i katechezie nie przekazuje się już wielkich prawd ekonomii zbawienia. Nie ma mowy o Chrystusie i jego istotowej tożsamości z Ojcem i Duchem Świętym, o Kościele, poza którym nie ma zbawienia, o zbawieniu wiecznym dusz i niebezpieczeństwie potępienia wiecznego; zamiast tego porusza się kwestie zaangażowania społecznego, płytkiego humanizmu i banalnej doczesności.

W ten sposób Kościół coraz bardziej stacza się do wymiaru czysto naturalnego; działa on, pospołu z innymi religiami, na rzecz czysto ludzkich celów, na rzecz pokoju światowego, postępu narodów, dla poprawy poziomu życia w Trzecim Swiecie. Angażuje się w zwalczanie rasizmu w różnych krajach, wybija się nawet na ruch rewolucyjny, jak to ma miejsce w Ameryce Południowej. W samej tylko Brazylii ponad 60 biskupów przyznaje się do teologii wyzwolenia, która nie jest wszak niczym innym, jak marksizmem w religijnym przebraniu.

Tego rodzaju działania i orientacje skrytykował ostro papież Pius XI w encyklice Jdortalium animos” z 6 stycznia 1928 r.:

„Łatwo zrozumieć ludzi, których ożywia gorące pragnienie, by różne narody z biegiem czasu coraz bardziej zacieśniały wzajemne więzy. W podobny sposób wielu ludzi próbuje poczynać sobie na obszarze podlegającym ustanowionemu przez Chrystusa Pana porządkowi Nowego Przymierza. Na podstawie obserwacji, że tylko niewielki procent ludzi pozbawiony jest całkowicie zmysłu religijnego, budują swoją nadzieję, że przy całej różnorodności ludów w kwestii poglądów religijnych bez trudu da się osiągnąć braterskie porozumienie co do wyznawania pewnych prawd jako wspólnej podstawy życia religijnego. W tym celu, wobec licznego audytorium, przeprowadzają konferencje, zgromadzenia, wygłaszają odczyty, na których pozwalają się wypowiadać wszystkim bez różnicy: poganom obok chrześcijan, a także tym, którzy na swoje nieszczęście odpadli od Chrystusa, lub zwalczają zaciekle i uparcie prawdę o Jego boskiej naturze i Bożym posłannictwie”1.

Tego rodzaju prób katolicy w żadnym wypadku nie mogą pochwalać. Punktem wyjścia jest tu bowiem pogląd, jakoby wszystkie religie były w równym stopniu dobre i godne pochwały, gdyż wszystkie one, jakkolwiek w różnej formie, tak samo dają wyraz wrodzonemu i naturalnemu zmysłowi, dzięki któremu odczuwamy potrzebę Boga i poddajemy się chętnie Jego władzy. Głosiciele takich poglądów nie tylko błądzą i podlegają samooszustwu, ale odrzucają także prawdziwą religię, fałszując jej pojęcie. Tym sposobem krok po kroku zbliżają się do naturalizmu i ateizmu. Płynie stąd jasny wniosek, że każdy, kto popiera takie poglądy i dążenia, porzuca całkowicie grunt objawionej przez Boga religii. Pośród tych osób są i tacy – choć jest ich niewielu – którzy przyznają papieżowi prymat honorowy albo nawet pewną jurysdykcję i władzę pasterską. Polega ona jednak według tych ludzi nie na prawie Bożym, lecz niejako na zgodzie wierzących. Inni posuwają się jeszcze dalej, domagając się nawet, by papież przewodniczył ich konferencjom, gdzie, jak widzieliśmy, spotyka się wszelkie możliwe poglądy. Ci, którzy popierają takie dążenia, znajdują się na drodze apostazji – powiada Papież. A cóż dopiero inicjatorzy!

Tego rodzaju prób katolicy w żadnym wypadku nie mogą pochwalać. Punktem wyjścia jest tu bowiem pogląd, jakoby wszystkie religie były w równym stopniu dobre i godne pochwały, gdyż wszystkie one, jakkolwiek w różnej formie, tak samo dają wyraz wrodzonemu i naturalnemu zmysłowi, dzięki któremu odczuwamy potrzebę Boga i poddajemy się chętnie Jego władzy. Głosiciele takich poglądów nie tylko błądzą i podlegają samooszustwu, ale odrzucają także prawdziwą religię, fałszując jej pojęcie. Tym sposobem krok po kroku zbliżają się do naturalizmu i ateizmu. Płynie stąd jasny wniosek, że każdy, kto popiera takie poglądy i dążenia, porzuca całkowicie grunt objawionej przez Boga religii. Pośród tych osób są i tacy –

1  Czyż nie jest to profetyczna i dosłowna wizja spotkania w Asyżu?

choć jest ich niewielu – którzy przyznają papieżowi prymat honorowy albo nawet pewną jurysdykcję i władzę pasterską. Polega ona jednak według tych ludzi nie na prawie Bożym, lecz niejako na zgodzie wierzących. Inni posuwają się jeszcze dalej, domagając się nawet, by papież przewodniczył ich konferencjom, gdzie, jak widzieliśmy, spotyka się wszelkie możliwe poglądy. Ci, którzy popierają takie dążenia, znajdują się na drodze apostazji – powiada Papież. A cóż dopiero inicjatorzy!

D)     Nowa liturgia

Od ekumenizmu już tylko krok do nowej liturgii. Gdy się bowiem raz podjęło dialog, wówczas w sposób naturalny rodzi się potrzeba wspólnej modlitwy, a tym samym zachodzi konieczność stworzenia nowego kultu.

Takim właśnie kultem jest nowa liturgia. Jeden z jej twórców, a właściwie człowiek ponoszący za nią główną odpowiedzialność, arcybiskup Bugnini, stwierdził wręcz, że usunięto z niej wszystko, co mogłoby stać się kamieniem obrazy dla naszych braci odłączonych, tj. protestantów.

Zapytajmy więc, co w naszej liturgii katolickiej jest dla protestantów kamieniem obrazy? Oto ni mniej ni więcej, tylko wszystko to, co naszą mszę czyni kultem katolickim: dogmat o transsubstancjacji, przeistoczeniu, wyrażony w modlitwie i w znakach; rzeczywista obecność; prawdziwy charakter ofiarny, w szczególności charakter przebłagalny Mszy św.; podział na kapłanów i wiernych; wieczne dziewictwo Maryi; wielkie prawdy o niebie, piekle i czyśćcu, itp.

Zniszczeniu uległa cała nadprzyrodzona atmosfera liturgii katolickiej, będącej odblaskiem liturgii niebieskiej z zabitym Barankiem na tronie, w otoczeniu wielbiących go dzień i noc aniołów i świętych. Miejsce ołtarzy zajęły stoły, odnawiana we mszy bezkrwawa ofiara krzyża zamieniła się w międzyludzką ucztę przyjaźni, kapłan, pozbawiony charakteru sakralnego, zamienił się w przewodniczącego zgromadzenia. Naczynia liturgiczne, kielichy i cyboria nie muszą już być uczynione z drogocennych kruszców, nie trzeba ich też natychmiast oczyszczać; ołtarz nie jest już przykryty trzema nakryciami; nie jest wymagany kamień ołtarzowy z sepulcrum relikwii świętych. Komunia przyjmowana jest na stojąco, często do ręki, nie zwraca się uwagi na cząsteczki spadające na ziemię.

Zakwestionowane zostało szczególnie pojęcie ofiary i jej realność sięgająca do samej głębi życia chrześcijańskiego; albowiem ofiara jest objawieniem miłości chrześcijańskiej. Ten, kto naprawdę kocha, jest gotów sam obumrzeć, by żyć już tylko dla Boga i bliźniego, z utęsknieniem pragnie złożyć bezinteresowną ofiarę z samego siebie. To właśnie stanowi najgłębszy fundament dla życia kapłańskiego i zakonnego, dla życia małżeńskiego, poddanego prawu Bożemu, jak również dla katolickiego porządku społecznego.

Z drugiej zaś strony ofiara i rezygnacja są pożywką miłości, podtrzymują jej płomień, rozpalają żarliwość. Właśnie dlatego, że zagubiliśmy pojęcie ofiary i jej nadprzyrodzonej rzeczywistości, w naszych sercach stygnie miłość, nasz świat stał się taki lodowaty i twardy. Po prostu z dala od zbawczego krzyża Chrystusowego dojrzewa tylko to, co widzimy dokoła nas: bezgraniczny egoizm, niepohamowana żądza przyjemności, seksualizm, alkoholizm i narkomania, przemoc, terror i rewolucja.

A Jezus prawie sam jeden płacze nad Jeruzalem…

II.Pertraktacje

Tak jak za dawnych czasów, pośród zdrady soborowej i posoborowych błędów, rozpadu wiary i zniszczenia nadprzyrodzonego porządku, Bóg powierzył wybranym osobom szczególną misję. Mówię tu w szczególności

o   arcybiskupie Marcelu Lefebvre. Jemu to bez wątpienia Opatrzność Boża wyznaczyła specjalne zadanie podźwignięcia upadłego Kościoła, obudzenia do nowego życia śmiertelnie rażonego chrześcijańskiego Zachodu, poczynając od jego centrum.

A co jest centrum chrześcijańskiego Zachodu, sercem Kościoła Świętego? Wszak nic innego, jak święta ofiara ołtarza, sprawowana przez katolickiego kapłana. Wszak nasi przodkowie osiedlali się wokół klasztorów i kościołów, a to znaczy wokół ołtarzy ofiarnych, uczestniczyli w uroczystych nabożeństwach, w modlitwach mnichów i kapłanów, wchłaniali nadprzyrodzoną atmosferę świątyń i tabernakulów, w komunii świętej łączyli się z Boskim Barankiem ofiarnym; po powrocie do domu przemieniali w tym duchu swoje ognisko, swoją rodzinę. Wnosili oni krew zabitego Baranka w swe codzienne życie, w swoje rodziny, sprawiali, że przynosiła owoce w miejscu pracy.

I wnet objawiały się w duszach i w społeczeństwie postawy i cnoty Jezusa Chrystusa na krzyżu. Najpierw uwielbienie Boga; potem bezinteresowna służba bliźniemu, ze względu na Boga; cierpliwość, wytrwałość, pokora, przebaczenie, miłość i dobroć zapuściły korzenie w codziennym życiu; ludzie poczęli współzawodniczyć we wzajemnym obdarowywaniu się. W szkołach klasztornych narodziło się wychowanie młodzieży, rozkwitały rzemiosło, sztuka i nauka. I w ten oto sposób powstało katolickie społeczeństwo.

Tak więc arcybiskupowi Lefebvre nie chodzi bynajmniej tylko o zewnętrzne formy i przepisy, o łacinę i kilka pobożnych pieśni. Chodzi mu o obronę Bożej prawdy, 0   uwydatnienie zasady katolickiej w najszerszym zakresie. Jego zamiarem jest, by w świętej ofierze mszy dać rodzinom katolickim głęboki fundament, po to by mogły prowadzić życie chrześcijańskie naprawdę odpowiadające łasce chrztu i przyjąć dzieci dane im od Boga. Myśli on o tworzeniu szkół katolickich, w których dojrzewałyby osobowości chrześcijańskie zdolne zbudować katolicki porządek społeczny. Troszczy się o klasztory i zgromadzenia kościelne, tak ważne dla szerzenia królestwa Bożego i   pielęgnowania chrześcijańskiej caritas. Zwraca on swoje spojrzenie na państwa katolickie, jakże ważne dla ratowania niezliczonych dusz!

Gdy więc liberałowie i masoni z całych sił pracują nad budową liberalnego, masońskiego świata, a socjaliści i marksiści wszelkimi środkami zmierzają ku komunistycznemu społeczeństwu, także i my, katolicy, nie zamierzamy kryć się z naszym celem: chcemy społeczeństwa katolickiego, i jesteśmy gotowi poświęcić temu celowi wszystkie siły, a nawet życie.

Taki całościowy program katolicki nie mógł pozostać niezauważony przez liberałów i modernistów w Kościele. Szczególnie zaniepokoić musiało ich utworzenie w roku 1970, za aprobatą biskupa Fryburga – Msgr. Charriere, Bractwa Kapłańskiego. Wówczas, zwłaszcza francuscy biskupi z tych kręgów, wyruszyli w drogę do Rzymu, by od swego przyjaciela, sekretarza stanu kardynała Villot, zażądać pilnego postawienia straży u grobu martwej rzekomo Tradycji, i wszelkimi środkami zapobiec jej ewentualnemu zmartwychwstaniu.

Chodziło o to, by nie dopuścić do obudzenia się dawnego ducha walki przeciwko wrogom Boga, ciągłego nawoływania do świętości, do odwrócenia się od grzechu, które to cnoty zostały w wyniku Vaticanum II zastąpione wreszcie przystosowaniem się do świata i jego permisywnej moralności.

Trzeba przyznać, że inicjatywa tych ludzi uwieńczona została pewnym sukcesem. W listopadzie 1974 roku Rzym wysłał do Ecóne wizytatorów apostolskich, którzy jednak znaleźli słowa pochwały dla tamtejszego seminarium i    panującego w nim ducha. Cóż, kiedy wyrok był dawno postanowiony: Bractwo Kapłańskie musi przestać istnieć! Za pomocą szeregu listów z wiosny 1975 r. próbowano to osiągnąć tyrańskimi metodami, nie oglądając się na prawo naturalne i kościelne.

Arcybiskup Lefebvre rozumiał, że podejmowane w tej sprawie kroki nie wychodziły od ludzi Kościoła, lecz od tych, którzy zewnętrznie wprawdzie jeszcze do Kościoła należą, ale duchem dawno już przeszli do wrogiego obozu. Dlatego w pokoju serca i z wielkim spokojem kontynuował rozpoczęte dzieło. Nowe święcenia księży w roku 1976 przyniosły mu w konsekwencji równie bezprawną suspensę. Zignorował więc i to, pracując nadal ze wszystkich sił nad programem katolickim.

Doprowadziło to do rozprzestrzenienia się dzieła [Bractwa] na cały świat. Dziś jest to już 200 kapłanów w 23 krajach wszystkich kontynentów; w 6 seminariach kształci się 250 alumnów; powstało ponad 20 szkół, cały szereg domów ćwiczeń duchownych oraz liczne przeoraty1.

Z drugiej strony Bractwo Kapłańskie św. Piusa X poczuwa się do ścisłej więzi z wielką rodziną duchową, która kroczy tą samą drogą wierności dla Tradycji Kościoła. Są to dominikanki z Fanjeaux i Brignoles wraz z ich wspaniałymi szkołami, dominikanie z Avrille, kapucyni z Morgan, ojcowie Bractwa Przemienienia Pańskiego Abbe Lecareux, liczne karmele w pięciu krajach, klasztor Oasis pod Barceloną, wreszcie dzielne Siostry Odkupienia od Świętego Ducha w Moguncji2. Wszyscy oni wypisali podobny program walki na swych sztandarach.

Ten stan publicznego potępienia, żeby nie powiedzieć prześladowań utrzymał, się bez większych zmian aż do wiosny 1987 roku. Oczywiście była wymiana listów z Rzymem, prowadzono rozmowy, obie strony proponowały rozwiązania. Ale wszystkie te inicjatywy pozostały bez rezultatów z powodu zasadniczo sprzecznych stanowisk.

Przez wszystkie te lata jednak wisiało w powietrzu jedno wielkie pytanie: gdy kiedyś Arcybiskup zostanie odwołany z ziemskiego padołu, co się wówczas stanie z tymi kandydatami do urzędu kapłańskiego, których Boża Opatrzność nam powierzyła, i na których jako na dobrych pasterzy z utęsknieniem czekają rzesze wiernych na całym świecie? Po latach rozmyślań, zasięgania rady i nieustannej modlitwy Arcybiskup zdecydował się więc z początkiem lata 1987 r. na konsekrację kilku biskupów sufraganów.

1   W październiku 1996jest: 330 księży, ok. 200 seminarzystów, 50 Braci, 110 Sióstr, 50 Oblatów, 130 przeoratów, 6 seminariów, 3 uniwersytety, 22 szkoły średnie + 18 współpracujących, 50 szkół podstawowych, ponad 700 kaplic w 54 krajach, oraz 10 męskich i 18 żeńskich zgromadzeń tradycyjnych nie działających w strukturze Bractwa, [przyp. tłum.]
2   O benedyktynach i benedyktynkach z Le Barroux i ich filii w Brazylii nie da się na razie powiedzieć nic bliższego.

O   co chodziło w tej decyzji? Z pewnością nie chodziło Arcybiskupowi o odłączenie się od Stolicy Apostolskiej, ani od papieża jako strażnika, obrońcy i głosiciela wiary, ani też o  ustanowienie osobnej hierarchii. Nowi biskupi nie mieli mieć żadnej innej jurysdykcji prócz tej, jaką sprawują już dziś na swych urzędach w ramach Bractwa; nie mieli też sprawować żadnej władzy terytorialnej. Arcybiskupowi chodziło po prostu tylko o zachowanie Kościoła w jego nadprzyrodzonym porządku zbawienia i przekazywanie wiary katolickiej przyszłym pokoleniom.

Wypowiedział ten swój zamiar publicznie podczas święceń kapłańskich w Ecóne 29 czerwca 1987 roku, a w kilka dni później powtórzył to samo przy okazji wyświęcania kapłanów w Zaitzkofen.

Jeszcze przed tym decydującym krokiem prosił kardynała Ratzingera o rozmowę, chcąc poinformować go o  swym zamiarze. Rozmowa miała miejsce 14 czerwca 1987 roku w Rzymie. Przy tej okazji Arcybiskup powiedział kardynałowi:

„Eminencjo, dla nas Jezus jest wszystkim. On jest Kościołem; On jest jego kapłaństwem; On jest świętą ofiarą mszy; On jest naszym apostolatem; On jest naszym życiem zakonnym; On jest naszą katolicką rodziną; On jest naszą katolicką szkołą; On jest naszym katolickim państwem; On jest dla nas wszystkim. My pracujemy na rzecz chrystianizacji społeczeństwa. Ale wasza eminencja pracuje na rzecz laicyzacji, na rzecz dechrystianizacji. ”

W wyniku tej rozmowy kardynał Ratzinger pod datą 28 lipca 1987 r. napisał list do Arcybiskupa, w którym idzie na zdumiewające ustępstwa. Otóż Bractwo będzie mogło zachować tradycyjną liturgię według ksiąg z roku 1962, tj. stary brewiarz, mszał, rytuał i pontyfikał. Będzie mogło nadal kształcić księży zgodnie ze swym szczególnym charyzmatem. Ponadto Stolica Apostolska jest gotowa – i tu wyszło szydło z worka – wyznaczyć wizytatora apostolskiego o  szerokich pełnomocnictwach. Będzie on decydował o tym, kto z kandydatów do godności kapłańskiej może otrzymać święcenia. Będzie strzegł prawowiemości nauczania, ducha eklezjalnego i więzi ze Stolicą Apostolską! Nietrudno zrozumieć, że Arcybiskup długo głowił się, czy i w jaki sposób odpowiedzieć na taki list.

Jego przedłużające się wahanie zaniepokoiło Rzym w najwyższym stopniu: „Co on knuje”? W przeciągu miesiąca września doszły nas następnie pewne istotne informacje. Dowiedzieliśmy się mianowicie, że w Rzymie jest grupa kardynałów, którym naprawdę zależy na rozwiązaniu problemu tu i teraz, i którzy uważają, że dalsze przeciąganie sprawy jest szkodliwe i niebezpieczne. Po drugie, doszło do naszych uszu, że jako kandydat na wizytatora brany jest pod uwagę kardynał Gagnon, który w ciągu tych wszystkich lat spośród wszystkich kardynałów okazywał nam największą życzliwość. Nie dalej jak kilka lat wcześniej powiedział mi osobiście w Rzymie: „Jest rzeczą najzupełniej jasną, że Bractwo Kapłańskie czyni dzieło Kościoła.” Prawda, że to cenna zachęta do odważnego kontynuowania naszej pracy? Otrzymaliśmy ponadto informację na temat propozycji biskupa Mendesa, pozostającego w stanie spoczynku i mieszkającego w Kalifornii. Otóż biskup Mendes proponuje, by całą rodzinę wiernych Tradycji zjednoczyć w osobnym rycie na wzór maronitów czy kościoła unickiego. Szła by za tym własna hierarchia, a tym samym względna niezależność od biskupów lokalnych. Propozycja ta, mówiono nam, jest obecnie życzliwie studiowana przez Papieża.

Proszę pozwolić mi zastanowić się nad kwestią, co skłoniło Rzym do takiej zmiany polityki. Mówię świadomie: polityki, a nie postawy, gdyż ta nie zmieniła się po dziś dzień. Można tu podać pięć powodów.

1.Bez wątpienia ten i ów dostojnik Kościoła zaczyna powoli dostrzegać upadek wiary, zalew niemoralności, rozprzężenie dyscypliny, obumieranie życia kościelnego. W szczególnym stopniu musiał doświadczyć tego sam Ojciec Święty podczas swej wizyty w Stanach Zjednoczonych we wrześniu 1987 r., gdzie zalała go fala protestów homoseksualistów i feministek. Podobnie, podczas wykładu kardynała Ratzingera w Nowym Jorku w styczniu 1988 r., ci sami kontestatorzy pojawili się na sali, plując kardynałowi w twarz. Czy musiało dojść aż do takich ekscesów, by ci panowie pojęli, że źle się dzieje w państwie duńskim?

2.Inni z kolei ludzie w Rzymie są duchowymi dziećmi Hegla, ożywionymi duchem dialektyki. “Kościół ma skłonności lewicujące – powiadają – wystarczy spojrzeć na tę całą sitwę liberałów, modernistów, progresistów i        teologów wyzwolenia w Ameryce Południowej. Wobec takiego stanu rzeczy idealnym wyjściem dla osiągnięcia nowej równowagi byłoby stworzenie jakiegoś prawego skrzydła. Może właśnie Bractwo św. Piusa X mogłoby stanowić oddział kadrowy tego wyrównawczego elementu w Kościele?” Ludzie ci – a należą do nich niewątpliwie kardynałowie Ratzinger i Oddi – chcieliby użyć Bractwa Kapłańskiego jako psa łańcuchowego przeciwko progresizmowi – trzymanego jednak na tyle krótko, by szczekał, ale broń Boże nie ugryzł!’

3.Inni – co prawda nieliczni – przedstawiciele hierarchii już dawno docenili pozytywną pracę, jaką wykonują różne instytucje wierne Tradycji, i są przekonani o tym, że tylko na tej drodze Kościół może odzyskać prawdziwą tożsamość. Należą do nich – do pewnego stopnia – kardynał Gagnon i biskup Mendes.

4.Niezwykle ważnym ogniwem w tym łańcuchu przyczyn była zapowiedź konsekracji biskupów z 29 czerwca 1987 r., która nie na żarty przestraszyła Rzym. Taki krok byłby ciężkim ciosem dla programu ekumenicznego. Jak bowiem przekonać świat o woli zbratania się wszystkich ludzi, jeśli w łonie samego Kościoła zaznaczają się głębokie podziały? Groziło to poważnym dylematem w odniesieniu do kanonu nowego prawa kanonicznego, w myśl którego za nielegalną konsekrację biskupów grozi ekskomunika; albowiem od czasów Vaticanum II nikt jeszcze nie został ekskomunikowany za przestępstwo wiary, nie wyłączając czystej wody heretyków. W grę wchodziła wiarygodność nowego Rzymu. Dlatego należało za wszelką cenę zapobiec temu krokowi.

5.Być może jednak decydujące okazały się tu modlitwy i     ofiary wiernych, szczególnie w naszych kaplicach, rozproszonych po całym świecie. Ich zaangażowanie, ich oddanie, wielkoduszność, zapał, cierpliwie znoszone cierpienia mogą czynić cuda u tronu łaski. Byli i są ludzie, którzy ofiarowują Bogu własne życie jako okup za powrót Kościoła z soborowego wygnania.

Zapewne w tym świetle należy też widzieć śmierć dwóch naszych młodych współbraci: ojca Abdoo i ojca Basire; pierwszy z nich był Australijczykiem, drugi Francuzem, obaj byli pobożni, inteligentni, dynamiczni, wzorowi kapłani. Pierwszy z nich ginie w wieku 24 lat w wypadku samochodowym w Nowej Zelandii dnia 26 czerwca, w rok po otrzymaniu święceń kapłańskich. W dwa dni później kardynał Ratzinger pisze swój ważny list.

Abbe Basire ginie również w wypadku samochodowym dnia 8 listopada jako najmłodszy kapłan Bractwa w pięć miesięcy po otrzymaniu święceń kapłańskich; 11 listopada kardynał Gagnon przyjeżdża do Ecóne z wizytacją.

Przypadki? Chyba nie. Raczej urzeczywistnia się tu słowo Pana o ziarnie pszenicy, które wpadłszy w ziemię musi obumrzeć, by przynieść plon obfity1. Pomyślmy też o  modlitwie we Mszy Świętej przed komunią świętą, gdzie jest mowa o tym, że Pan Jezus przez swoją śmierć dał życie światu. Podobnie św. Paweł w liście do Hebrajczyków pisze, że bez rozlania krwi nie ma odpuszczenia grzechów . Chrześcijanie pierwszych stuleci wiedzieli lepiej od nas 0   ścisłym związku między krzyżem i łaską. Dla nich krew męczenników oznaczała nasienie, z którego wyrastali nowi chrześcijanie.

W rzeczy samej, drodzy przyjaciele, kryzys dzisiejszy jest kryzysem nadprzyrodzonego porządku zbawienia. Dlatego musi zostać przezwyciężony środkami nadprzyrodzonymi, a więc nie tyle przez politykę i  dyplomację, co przez modlitwę, ofiarę, bezinteresowne

1  J 12,24.
2   Hbr 9,22.

poświęcenie, walkę duchową, a przede wszystkim poprzez dźwiganie zbawczego krzyża Chrystusowego. Trzeba zapłacić okup za uwolnienie Kościoła z rąk jego wrogów, i   zostanie on zapłacony z niewzruszoną siłą wiary, nadzieją mocną jak skała, i żarliwą miłością do trójjedynego Boga i    dusz nieśmiertelnych. Kryzys musi zostać wycierpiany, odmiana wymodlona, ofiarowana i wywalczona.

1   października 1987 r. arcybiskup Lefebvre pisze więc odpowiedź do kardynała Ratzingera:

„Zgadzamy się całkowicie z treścią listu Waszej Eminencji z dnia 28 czerwca. Jeśli jednak chodzi o    wizytatora apostolskiego, to nie może być mowy o  żadnej władzy w ramach Bractwa Kapłańskiego.”

17 października 1987 r. w Rzymie odbywa się kolejne spotkanie kardynała Ratzingera z arcybiskupem Lefebvre, podczas którego zostaje uzgodniona czysto informacyjna funkcja wizytatora. Ma on odwiedzać domy Bractwa, wyrobić sobie dokładny obraz jego ducha i działalności, oraz dyskutować z osobami odpowiedzialnymi w Bractwie na temat możliwości rozwiązania problemu. W tym momencie nie ma jeszcze ostatecznej decyzji, czy funkcja ta zostanie rzeczywiście powierzona kardynałowi Gagnon; następują dni niepewności i oczekiwania.

29     października 1987 r. kardynał Ratzinger ogłasza ojcom synodalnym, że Papież wyznaczył kardynała Gagnon na wizytatora apostolskiego Bractwa Kapłańskiego. Na wezwanie do dyskusji merytorycznej kardynał odpowiada, że teraz nie jest czas dyskusji, lecz czas modlitwy.

Tak więc 11 listopada 1987 r. wizytator przyjeżdża do Ecóne wraz z Msgr. Perlem, Luksemburczykiem, który jest sekretarzem Kongregacji Kultu Bożego w Rzymie, a podczas wizytacji ma być sekretarzem kardynała Gagnon.

Zwróćmy uwagę, że 11 listopada upływa dokładnie 13 rocznica pierwszej wizytacji. Czyżby więc rozwojem wypadków kierowała Matka Boża Fatimska? Jest to możliwe, tym bardziej, że z okazji siedemdziesiątej rocznicy Jej objawienia się w Fatimie pielgrzymowaliśmy do Niej, a Arcybiskup wraz z nami wszystkimi, rzuciwszy się do jej stóp, odnowił śluby Bractwa w święto Jej Niepokalanego Serca, zwracając się do Jej niepokalanego i boleściwego serca. Ponadto dokonał poświęcenia Rosji, tak jak o to prosiła Maryja w rozmowie ze swą służebnicą Łucją – w sposób, w jaki to jest możliwe dla biskupa.

Kilka słów o samej wizytacji. Od samego początku kardynał był pod presją czasu, chciał bowiem jeszcze przed Bożym Narodzeniem przekazać Papieżowi raport. Miał więc do dyspozycji tylko cztery tygodnie, przy czym w tym okresie trzykrotnie poświęcał kilka dni innym obowiązkom. Dlatego zdecydował się ograniczyć swą wizytację do Szwajcarii, Francji i Niemiec, uważając słusznie, że w innych krajach spotka zapewne te same zasady i ten sam apostolat.

Jego główną troską zdawała się być inspekcja seminariów, w związku z czym w Есone, Flavigny i  Zaitzkofen przesłuchał pojedynczo wszystkich profesorów, jak również zasięgnął opinii dużej części seminarzystów.

W domu generalnym w Rickenbach przestudiował różne dokumenty, a także spotkał się ze współbraćmi dystryktu szwajcarskiego, którzy poinformowali go zwłaszcza o swojej pracy w poszczególnych przeoratach. Następnie udał się do Francji, gdzie jednak, na polecenie Rzymu, nie wziął udziału w nabożeństwie w kościele St. Nicolas du Chardonnet, lecz reprezentował go Msgr. Perl. Kardynał Gagnon odwiedził Instytut Uniwersytecki im. św. Piusa X w Paryżu, szkołę St. Michel pod Chateauroux, jak również nowicjat naszych sióstr w St. Michel-en-Brenne. Gościły go też liczne przeoraty – w Marsylii, Lyonie, Unieux. Współbracia, zorganizowani w grupy według regionów, zapewnili go o  wierności Stolicy Apostolskiej i owocności swego apostolatu. Wizytator odwiedził również zaprzyjaźnione wspólnoty zakonne; chodziło bowiem o wypracowanie rozwiązania, które satysfakcjonowałoby całą rodzinę tych, którzy chcą zachować Tradycję Kościoła. I tak na przykład spędził cały dzień u benedyktynów w Le Barroux.

W Stuttgarcie spotkał się 3 grudnia ze współbraćmi dystryktu niemieckiego wraz z pokaźną grupą sympatyków;

5 grudnia zgromadziło się około 70 odpowiedzialnych świeckich ściśle z nami współpracujących, którzy złożyli przed Kardynałem wspaniałe świadectwo. To samo bez żadnych ograniczeń można powiedzieć o młodzieży ze związków MJCF i KJB.

W ciągu tych czterech tygodni usłyszeliśmy z ust wizytatora wiele pochwał o naszym dziele i pracy. Odwiedzając dominikanki w Fanjeaux, Msgr. Perl powiedział na przykład, że właśnie tak winno się odbudowywać Kościół.

Kardynał podkreślał wielokrotnie, że raport będzie na pewno pozytywny. Prawie wszędzie udzielał apostolskiego błogosławieństwa, zachęcał do dalszej pracy, upominał, byśmy zachowali jedność między sobą. Przede wszystkim jednak zachęcał do wytrwałej modlitwy do Matki Bożej, gdyż, jak się wyraził, zanim znajdzie się rozwiązanie, wiele serc musi się jeszcze nawrócić. Nie sprecyzował jednak, czyje serca miał na myśli.

W trakcie wizytacji arcybiskup Lefebvre przekazał jego eminencji memorandum z konkretnymi propozycjami rozwiązań. Była w nim mowa przede wszystkim

o   stworzeniu jakiegoś organizmu rzymskiego, od którego w przyszłości cała rodzina Tradycji byłaby zależna, a który siłą rzeczy byłby obsadzony tylko ludźmi wybranymi w łonie Tradycji. Była też mowa o pilnej potrzebie konsekracji biskupów, która powinna się odbyć nie później niż 17 kwietnia 1988 r., tj. w niedzielę uroczystości Dobrego Pasterza.

Na zakończenie wizytacji, 7 grudnia 1987 r., kardynał spotkał się w Ecóne z Radą Generalną i samym arcybiskupem Lefebvre. Przy tej okazji raz jeszcze potwierdził niezwykle pozytywne wrażenie, jakie odniósł, jak również przedyskutował z nami możliwe rozwiązania.

Ale już w tym momencie ujawniła się głęboka różnica zdań co do konieczności konsekracji biskupów. Kardynał Gagnon był zdania, że po dokonaniu regulacji prawnej można będzie wykorzystywać biskupów spoza dzieła do udzielania święceń w seminariach oraz bierzmowań w przeoratach. Natomiast nasze upieranie się przy swoim mogłoby jego zdaniem zostać zrozumiane jako dyskredytacja wszystkich pozostałych biskupów.

8   grudnia w Ecóne arcybiskup Lefebvre celebrował mszę pontyfikalną ku czci Niepokalanego Poczęcia. Na uroczystość przybyło całe seminarium z Flavigny. Tego dnia, jak co roku, alumni drugiego roku – w liczbie 27 osób – zostali przyjęci do Bractwa. W uroczystości z wyraźnym wzruszeniem wziął udział Kardynał wraz ze swym sekretarzem. Swego rodzaju kuriozum, nieprawdaż? Wszak arcybiskup Lefebvre został suspendowany i w związku z tym nie może sprawować mszy… A Bractwo Kapłańskie św. Piusa X zostało rozwiązane w roku 1975, nie może więc żadnym sposobem przyjmować kanonicznie ważnych ślubów posłuszeństwa…

9    grudnia 1987 r. kardynał Gagnon i Msgr. Perl powrócili do Rzymu, by rozpocząć pracę nad raportem z wizytacji. 5 stycznia 1988 r. gotowy raport został wręczony Ojcu Świętemu, który natychmiast z dużym zainteresowaniem przystąpił do jego studiowania.

Reakcji niestety nie było żadnej. Toteż w końcu lutego arcybiskup Lefebvre wysłał list do Papieża, w którym przedstawia pilną potrzebę znalezienia rozwiązania. Według niego musi ono zawierać trzy elementy:

  1. Względna niezależność od biskupów lokalnych, którzy namiętnie zwalczają wszelkie przejawy odradzania się Tradycji.
  2. Utworzenie organizmu rzymskiego, od którego z jednej strony zależałyby wszystkie wspólnoty wierne Tradycji, a który z drugiej strony wypracowałby ostateczną formułę prawną dla tych wspólnot, będąc dla nich zarazem protektorem wobec biskupów lokalnych, a nawet rzymskich dykasterii. Zadanie to może być właściwie pojęte jedynie przez członków Tradycji i wobec tego im właśnie winno być powierzone.

3. Nie można odwlekać konsekracji nowych biskupów dłużej niż do 30 czerwca 1988 r. Z powodu wieku Arcybiskupa i ubywających sił w seminarium w Stanach Zjednoczonych od dwóch lat nie odbywają się na przykład   święcenia kapłańskie!

Dopiero teraz Papież wyznaczył kilku teologów i kanonistów dla rozpatrzenia całego kompleksu zagadnień, a zwłaszcza dla znalezienia właściwego rozwiązania.

15 marca 1988 r. kardynał Ratzinger prosi pisemnie Arcybiskupa o wysłanie do Rzymu jednego teologa i jednego kanonisty na rozmowy z jednym teologiem i jednym kanonistą ze strony Kurii. Rozmowy miałyby toczyć się pod kierunkiem wyznaczonego przez Papieża moderatora. Monseigneur Lefebvre delegował ojca Tissier de Mallerais (sekretarz generalny Bractwa) jako teologa oraz ojca Laroche (profesor prawa kanonicznego i teolog moralny w Ecóne) jako kanonisty. Ze strony Kurii rzymskiej wyznaczony został ojciec Ocaris z Opus Dei jako teolog oraz ojciec Bertone (salezjanin) jako kanonista. Moderatorem został pracujący od wielu lat w Rzymie szwajcarski dominikanin ojciec Duroux.

8 kwietnia 1988 r. Papież specjalnym pismem powierza kardynałowi Ratzingerowi ponownie całą sprawę – rola kardynała Gagnon sprowadzała się zatem tylko do przeprowadzenia wizytacji – zachęcając go, by uczynił wszystko, co w jego mocy, dla znalezienia rozwiązania. Biskupi lokalni – do których, jak się wydaje, w pierwszym rzędzie adresowane było wspomniane pismo – wezwani zostali do skutecznej współpracy. Nawiasem mówiąc, w piśmie stwierdzono, że Stolica Apostolska przez wszystkie te lata czyniła wszystko dla zachowania jedności. Jest to oczywista nieprawda; prawdą jest natomiast, że wyrzucono nas po prostu z ram oficjalnego Kościoła.

Pięciu wyżej wspomnianych członków Komisji spotkało się 11 kwietnia 1988 r. w Rzymie i prowadziło dyskusję przez kilka dni pod nadzorem kardynała Ratzingera. Niespodziewanie zażądano ponownej deklaracji Arcybiskupa w kwestii wierności Papieżowi, stosunku do Soboru, do Novus Ordo Missae i nowych form sakramentalnych, a dodatkowo, w sprawie nowego prawa kościelnego. Jakże przykra niespodzianka! Wszak już kilka miesięcy wcześniej sprawa ta, wydawało się, ostatecznie zeszła z porządku obrad.

Następnym trudnym punktem okazała się obsada planowanego organizmu rzymskiego; miał się on obecnie nazywać komisją. Nie godzono się na nasze propozycje, by ciało to obsadzić wyłącznie czy choćby tylko w większości ludźmi z Tradycji. Wobec tego poprosiliśmy, by tylko członkowie pochodzący z Tradycji mogli odwiedzać nasze domy, aby nie wnosić do nich ducha soborowego, oraz by tylko oni mogli otwierać naszą pocztę. Obie propozycje zostały odrzucone. Nie uwzględniono też naszej prośby, by prefektem został kardynał Gagnon; przewodnictwo komisji miał objąć kardynał Ratzinger. Strona rzymska miała być reprezentowana w komisji w osobach przewodniczącego, wiceprzewodniczącego oraz trzech innych członków; ze strony Bractwa byłoby tylko dwóch członków.

Problemu biskupów druga strona w ogóle nie podjęła. Kiedy nasi współbracia podnieśli tę centralną dla nas kwestię, usłyszeli w odpowiedzi znany już argument kardynała Gagnon: przez prawne uznanie Bractwa Papież osobiście gwarantuje egzystencję dzieła. Natomiast wyświęcać i bierzmować mogliby biskupi z zewnątrz.

Żądano zatem od nas angażowania w służbie Tradycji tych biskupów, którzy w swoich diecezjach tę Tradycję do tej pory zaciekle zwalczali i przez swoje fałszywe katechizmy, swą nową liturgię i popieranie ducha spotkania w Asyżu całkowicie ją pogrzebali! Dlatego upieraliśmy się przy konsekracji kilku biskupów, bynajmniej nie z przesady lub samowoli, lecz z powodów obiektywnych. Już choćby tylko nasze 6 seminariów czynnych na różnych kontynentach wymagają rocznie 26 ceremonii święceń kapłańskich. A wierni w ponad 500 miejscowościach, gdzie kapłani Bractwa (nie licząc innych wspólnot) celebrują Mszę Św., mają niezaprzeczalne prawo do corocznej wizyty biskupa, który ich umocni w wierze i dokona bierzmowania ich dzieci. Po wielu korowodach dano nam nadzieję na jednego biskupa – ze względów psychologicznych!

15 kwietnia 1988 r.podpisano protokół z rozmów i zaproponowanych rozwiązań. Papież zdawał się zasadniczo zgadzać ze wszystkim.
4 maja 1988 r. odbyło się ponownie posiedzenie komisji pięciu, tym razem z udziałem kardynała Ratzingera i arcybiskupa Lefebvre. Kardynał przedstawił długie wywody na temat jedności Kościoła. “Acha, chce nas zatem wasza eminencja zintegrować z Kościołem posoborowym”? – zauważył Arcybiskup. Na to kardynał: “Nie lubię tego określenia. Jest tylko jeden Kościół.” “Ale pojęcie to zostało ukute przez jednego z waszych ludzi.” „Z tego powodu długo potem kpiono z kardynała Benelli” – wtrącił o. Duroux. Kardynał Ratzinger: “Proszę zrozumieć, kiedy wreszcie znajdziemy rozwiązanie, warunkiem będzie, by w parafiach obsługiwanych przez Bractwo, jak na przykład w Saint Nicolas du Chardonnet, każdej niedzieli była celebrowana także jedna msza według Novus Ordo Missae dla dotychczasowych parafian” Rzecz jasna odrzuciliśmy ten pomysł, wskazując na to, że jest to dla nas kwestia wiary. „Jeśli tak, to komisja rzymska będzie miała dużo pracy” – odrzekł jego eminencja. Dużo pracy? Czyżby więc celem, jaki sobie wytknięto, było ostatecznie zintegrowanie nas z systemem posoborowym? Ale wszak to właśnie odrzucaliśmy, musimy odrzucać, chcemy bowiem dopomóc w ratowaniu Tradycji Kościoła przez pełne zachowanie naszej tożsamości.Również w sprawie biskupów kwestionowano wielokrotnie ustępstwo z 15 kwietnia 1988 r. Arcybiskup Lefebvre był tak wzburzony przebiegiem spotkania przedpołudniowego, że na początku sesji popołudniowej miał zamiar złożyć oświadczenie o fiasku rozmów. Kiedy jednak drugiej stronie udało się zręcznie zatuszować poprzednie nonsensy, zrezygnował chwilowo ze swego zamiaru. Wieczorem uzgodniono wreszcie swego rodzaju układ ramowy. W części pierwszej Monseigneur uznaje w imieniu całego Bractwa Kapłańskiego władzę zwierzchnią papieża; godzi się podpisać krótki, w pełni poprawny tekst soborowy o Urzędzie Nauczycielskim (.JLumen gentium” nr 25); uznaje sakramentalną ważność Novus Ordo Missae, jak również nowych form sakramentalnych zgodnie z wydaniem łacińskim, uznaje również nowe prawo kościelne, przy czym trudne (czytaj: niemożliwe) do pogodzenia z Tradycją punkty Soboru, NOM i sakramentów, oraz prawa kanonicznego mają być wyjaśnione w terminie późniejszym. Tym samym Rzym uznał expressis verbis nasze zastrzeżenia.

Druga część dokumentu przewiduje utworzenie Bractwa Kapłańskiego jako wspólnoty apostolskiej bezpośrednio odpowiedzialnej przed papieżem i względnie niezależnej od władzy biskupów lokalnych. Wspólnota ma zależeć od komisji rzymskiej złożonej z pięciu członków wyznaczonych przez Rzym i dwóch wyznaczonych przez Econe. Wyrażono zgodę na konsekrację jednego biskupa z szeregów Bractwa, nie określając jednak daty konsekracji.

Co skłoniło Arcybiskupa do podpisania dokumentu? Oczywiście miał zastrzeżenia do części pierwszej oświadczenia. Skład planowanej komisji rzymskiej był niezadowalający, nie udało się ustalić daty konsekracji biskupa. Ale z drugiej strony był precedens w postaci zgody na jednego biskupa; drzwi zostały raz wyważone, z biegiem czasu mogły nastąpić dalsze konsekracje.

Po głębszym zastanowieniu Arcybiskup doszedł jednak do przekonania, że warunki uzgodnione w układzie ramowym, przy obecnym nastawieniu Rzymu, stanowią niedostateczne zabezpieczenie przed całkowitą likwidacją Tradycji.

Toteż następnego dnia, 6 maja 1988 r., napisał do kardynała Ratzingera list, w którym wyjaśnia, że warunki ujęte w protokole, a w szczególności problem braku daty konsekracji biskupa, są niewystarczające. Powiedział nam później, że Matka Boska uratowała nas od zasadzki.

Odpowiedź kardynała Ratzingera przyszła jeszcze tego samego dnia. W tych warunkach, pisał, proces pojednania –  takim terminem określił normalizację – nie może się zacząć. Ponadto uznano za niewystarczający list Arcybiskupa do Papieża z 5 maja 1988 r.; Monseigneur otrzymał bowiem projekt tekstu zawierający paragraf, w którym usprawiedliwia się on za zło wyrządzone Stolicy Apostolskiej.

Arcybiskup zostaje ponownie wezwany do Rzymu. 24 maja 1988 r. stawia się na rozmowę z kardynałem Ratzingerem, mając przy sobie dwa listy; pierwszy z nich, datowany 20 maja, jest skierowany do Papieża, drugi nosi datę 24 maja i zwraca się wprost do jego eminencji. W tym ostatnim liście Monseigneur wyjaśnia, że:

a)     konsekracja nie może się odbyć później niż 30 czerwca 1988    r.

b)     z uwagi na pokaźne rozprzestrzenianie się Bractwa i ogrom pracy jeden biskup nie wystarczy,

c)     w planowanej komisji rzymskiej większość muszą stanowić członkowie z Tradycji, by zapewnić rzeczywistą ochronę przed ewentualnymi wpływami.

W rozmowie Kardynał gwarantuje wprawdzie Arcybiskupowi 15 sierpnia 1988 r. jako datę konsekracji, pomija jednak milczeniem kwestię liczby biskupów, oraz obstaje przy przewidzianym składzie komisji. Sekretarz Kongregacji do Spraw Wiary, arcybiskup Bovone, wyjaśnia w związku z tym, że wobec sumy osiągniętych uzgodnień kwestia liczby członków komisji czy biskupów to drobiazgi. Była to ważna wypowiedź, którą pragnęliśmy rozumieć na naszą korzyść. Wszak z powodu drobiazgów nie ekskomunikuje się pięciu czy sześciu biskupów katolickich.

Ponadto zostaliśmy poproszeni o dodanie dalszych nazwisk na proponowanej przez nas liście kandydatów na biskupów. Widocznie nasze poprzednie propozycje nie spodobały się. Chciano mieć kandydatów o profilu odpowiadającym Rzymowi, to jest miękkich, ugodowych, służących dwóm panom.

Wkrótce potem w rozmowie prywatnej, którą nam powtórzono, kardynał Ratzinger zdradził się: pertraktacje z Bractwem Kapłańskim rozumie się jako długi proces pojednania, na którego końcu arcybiskup Lefebvre musi uznać Sobór w całej rozciągłości; komisja rzymska ma mieć charakter przejściowy, a podlegające jej wspólnoty zakonne winny ostatecznie powrócić do swych macierzystych zgromadzeń. Podobne plany snuł kardynał również wobec Bractwa Kapłańskiego.

Innymi słowy, Rzym miał zupełnie inną wizję normalizacji sytuacji niż my. Rzym chciał nas zintegrować z systemem posoborowym jako element korektywny; chodziło o fuzję bloków Tradycji i progresizmu, by dojść do nowej równowagi w Kościele. My natomiast dla ochrony naszej wiary chcieliśmy za wszelką cenę zachować naszą tożsamość przy autentycznym podporządkowaniu się Stolicy Apostolskiej, wychodząc z założenia, że tylko w ten sposób możemy służyć Kościołowi i Papieżowi.

Następnie, listem z 30 maja 1988 r., kardynał Ratzinger potwierdził swoje stanowisko w rozmowie w dniu 24 maja. Tym samym nie mogło już być mowy o jakichkolwiek zmianach w kwestii składu komisji lub liczby biskupów.

Tego samego dnia, 30 maja, odbyło się spotkanie zwierzchników zainteresowanych wspólnot zakonnych we Francji, podczas którego Arcybiskup przedstawił całokształt sytuacji, prosząc o radę i ocenę.

Wreszcie, 2 czerwca 1988 r., po głębokim namyśle, nieprzespanych nocach, żarliwej modlitwie i zasięgnięciu rady z wielu stron, Arcybiskup pisze do Papieża list następującej treści:

„Ojcze Święty! Liczne rozmowy z kardynałem Ratzingerem i jego współpracownikami, jakkolwiek prowadzone w uprzejmej i miłej atmosferze, przekonały nas, że nie nadeszła jeszcze odpowiednia chwila dla szczerej i owocnej współpracy… Wobec odmowy uznania naszych próśb, a także ze względu na ewidentnie odmienne rozumienie celu ewentualnego pojednania przez Stolicę Apostolską i przez nas, postanowiliśmy poczekać na lepsze czasy dla powrotu Rzymu do Tradycji…”

Pod datą 9 czerwca 1988 r. Papież odpowiada uroczystym apelem o jedność Kościoła oraz przypomnieniem kar kanonicznych, jakimi objęty jest krok planowany przez Arcybiskupa.

Arcybiskup nie dał się jednak odwieść od swego zamiaru i   13 czerwca 1988 r. przyjął w Ecóne czterech wybranych przez siebie kandydatów na stanowisko biskupa. Są to:

  • ojciec Tissier de Mallerais, sekretarz generalny Bractwa Kapłańskiego, mieszkający w domu generalnym w Rickenbach – Francuz,
  • ojciec Williamson, rektor seminarium duchownego im. św. Tomasza z Akwinu w Winonie, USA – Anglik,
  • ojciec de Galarreta, zwierzchnik dystryktu Argentyny i   Ameryki Południowej z siedzibą w Buenos Aires – Hiszpan,
  • ojciec Fellay, zarządca generalny Bractwa Kapłańskiego, również z siedzibą w Rickenbach – Szwajcar.

15 czerwca 1988 r. na konferencji prasowej w Ecóne Arcybiskup poinformował o zamiarze konsekrowania

30       czerwca 1988 r. owych czterech kandydatów, mimo sprzeciwu Rzymu. Kardynał Gagnon powiedział kiedyś o nim: ,Mam ogromny szacunek dla Monseigneura Lefebvre. To człowiek, który się zastanawia, zasięga rady, modli się. A potem działa, choćby cały świat miał stanąć na głowie.”

III. Konsekracja, uzasadnienie, skutki

Pod datą 17 czerwca 1988 r. kardynał Gantin, prefekt kongregacji do spraw biskupów, ponownie wysyła do Arcybiskupa kanoniczne upomnienie, by odstąpił od zamierzonej konsekracji. Ze wszystkich stron napływają do nas błagalne apele. Ale nic w świecie nie było już w stanie odwieść Arcybiskupa od powziętego planu. Działał tylko i wyłącznie jako biskup katolicki spełniający swój obowiązek. Skoro w grę wchodziło dobro całego Kościoła, względy ludzkie nie mogły się już Uczyć.

W międzyczasie biskup de Castro Mayer zgodził się wziąć udział w uroczystości jako współkonsekrator. Przyjechał do Ecóne w sobotę 25 czerwca 1988 r., wraz z księżmi z diecezji Campos (Brazylia).

29 czerwca 1988 r. Monseigneur udzielił święceń kapłańskich 13 seminarzystom i 3 zakonnikom. Wieczorem o  godz. 18 przybył posłaniec z nuncjatury w Bernie z telegramem od kardynała Ratzingera, działającego z upoważnienia Papieża. Arcybiskup wzywany był do przybycia natychmiast do Rzymu! Dokąd do Rzymu? Z kim miałby się spotkać? O czym rozmawiać? Faktycznie do dyspozycji był gotowy do drogi wielki czarny mercedes. Czy w czasie wielodniowych, by nie powiedzieć wielotygodniowych wizyt Monseigneura w Rzymie w styczniu, w kwietniu i dwukrotnie w maju nie było dość okazji, by wyjaśnić nieporozumienia, a w razie potrzeby nawet wyjednać audiencję u Papieża? A może teraz, w ostatniej chwili, chciano tylko zapobiec najgorszemu”, by w opinii świata stworzyć pozory, że do ostatniej chwili szukało się możliwości porozumienia i próbowało przerzucać mosty nad przepaścią? Na takie inicjatywy można było tylko pokręcić głową.

Tak więc 30 czerwca 1988 r., w ostatnim dniu miesiąca Najświętszego Serca Jezusa, Arcybiskup wraz z biskupem de Castro Mayerem przystąpił do konsekracji biskupów, po to, by skarby łaski Serca Bożego we Mszy Świętej, celebrowanej przez katolickiego kapłana, nadal spływały na dusze wiernych i uświęcały Kościół. Tego dnia Kościół świętuje wspomnienie św. Pawła. Czyżby Apostoł narodów upominał się o swoją rehabilitację? 30 czerwca 1963 r. papież Paweł VI został koronowany tiarą jako znakiem potrójnej władzy, którą to tiarę następnie sprzedano na aukcji, a pieniądze podarowano biednym Trzeciego Świata.

25 stycznia 1959 r., w uroczystość nawrócenia św. Pawła, Jan XXIII ogłosił w Bazylice św. Pawła za Murami zwołanie brzemiennego w skutki Soboru Watykańskiego II. 25 stycznia 1986 r. Jan Paweł II w tej samej bazylice zaprosił na spotkanie religijne do Asyżu.

Może więc 30 czerwca 1988 r. w Ecóne zapoczątkował grzebanie ducha soborowego i ducha Asyżu? Może rozpoczął się pierwszy etap powrotu Kościoła ekumenicznego do Kościoła misyjnego?

Jeszcze w czasie trwania ceremonii Watykan stwierdził, przez swego rzecznika Navarro, nałożenie rzekomej ekskomuniki względem sześciu biskupów. W liście z 1 lipca 1988 r. kardynał Gantin powtórzył to stwierdzenie. Mówi w nim o akcie schizmatyckim i grozi wiernym, którzy w przyszłości dochowają wierności ekskomunikowanym biskupom i Bractwu Kapłańskiemu, że wykluczą się sami z Kościoła mocą swojej postawy. W liście JUcclesia Dei afflicta” z 2 lipca 1988 r. Papież zapewnia kapłanów i wiernych, którzy zerwą z Bractwem, o daleko idących ustępstwach; Rzym miałby bez zwłoki powołać komisję uzgodnioną układem z 5 maja 1988 r.; poza tym biskupi lokalni mieliby zapewnić prawo obywatelstwa wiernym przez wielkoduszne dopuszczanie liturgii tradycyjnej.

Z powodu konsekracji rzeczywiście odwróciło się od nas 10 kapłanów i 13 seminarzystów. Niektórzy z nich zostali natychmiast przyjęci przez Papieża; utworzono nawet nowe Bractwo Kapłańskie im. św. Piotra. Ale tego rodzaju przedsięwzięcia będą miały równie krótki żywot, co podobne próby w latach poprzednich, które co do jednej spaliły na panewce.

Przejdźmy teraz do stawianych nam zarzutów.

  1. Zerwanie z Kościołem

Media ogłosiły, że przez konsekrację biskupów Arcybiskup zerwał z Kościołem. W rzeczywistości nigdy nikt z nas nie miał zamiaru wyrzec się Katolickiego Kościoła Rzymskiego ani Papieża jako następcy św. Piotra. Również w przyszłości nie będzie miało miejsca rzekome zerwanie.

W swoim oświadczeniu w sprawie konsekracji biskupów arcybiskup Lefebvre powiada, że nie oznaczają one ducha zerwania i schizmy, lecz mają być jedynie pomocą dla Kościoła, który bez wątpienia znalazł się obecnie w najboleśniejszej sytuacji w całej swej historii. Arcybiskup dodaje: Dlatego też potwierdzamy naszą więź i podporządkowanie się Stolicy Apostolskiej i Papieżowi.” A w Uście do kandydatów na biskupów zaklina ich, by pozostali w ścisłym związku ze stolicą Piotrową oraz Kościołem Rzymskim – Mater et Magistra wszystkich Kościołów.

Ale wspomniana wierność i podporządkowanie się Papieżowi, odnosi się do niego jako do strażnika i obrońcy wiary, a niejako następcy Lutra, Rousseau lub Lammenais. Nie inaczej urząd papieski został zdefiniowany na Soborze Watykańskim I, który stwierdza, że następcom św. Piotra nie po to został przyrzeczony Duch Święty, by głosili nową naukę, lecz po to, by przekazaną im naukę święcie zachowywali i wiernie przepowiadali.

Tym, którzy zarzucają nam subiektywne sądy, a nawet wolne sumienie Marcina Lutra, chcemy ukazać obiektywne podstawy naszego stanowiska. W istocie bowiem, to nie my wydajemy wyrok na współczesne błędy, lecz uczynili to zawczasu poprzedni papieże i poprzednie sobory.

Oto kilka przykładów:

Za pontyfikatu papieża Piusa IX zestawiono długą listę błędów, które zostały schematycznie podsumowane w 80 twierdzeniach, a następnie zostały i są do dziś uroczyście potępione. Ostatnie twierdzenie tegoż Syllabusa mówi na przykład, że papież może i powinien pojednać się i sprzymierzyć z postępem, liberalizmem i nową formacją człowieka. I oto teraz kardynał Ratzinger powiada w swojej książce fasady Teologiczne” z roku 1982, że dekret soborowy „Gaudium et spes” stanowi w istocie Antysyllabus1. Oznacza to w istocie, że oba dokumenty są nie do pogodzenia ze sobą, co więcej, że potępione w Syllabusie błędy, dekret soborowy JCośeiół w świecie współczesnym” wręcz zaleca.

Trzeba się więc zdecydować. Chociaż obecny Papież i kardynał Ratzinger kierują się w swoim credo według „Gaudium et spes” – my trzymamy się Syllabusa! I nie jest to kwestia mądrości czy uznania aktualnego kierownictwa, lecz chodzi tu o zasadnicze ukierunkowanie Kościoła.

W encyklice Jdortalium animos” Pius XI potępił ekumenizm dokładnie w takim kształcie, w jakim dziś jest on praktykowany!2 Kto więc ma rację? Pius XI, który widzi

1   Wywody kardynała są niezwykle pouczające: „Chcąc dać ogólną diagnozę tego tekstu (chodzi o tekst soborowy „Gaudium et spes”), można by powiedzieć, że stanowi on, w powiązaniu z tekstami o wolności religijnej i o religiach świata, rewizję Syllabusa Piusa IX, swego rodzaju Antysyllabus. Jak wiadomo, Hamack uznał Syllabus papieża Piusa IX za zapowiedź walki ze swym stuleciem; ocena ta jest o tyle słuszna, że Pius IX odciął się od decydujących sił XIX wieku – naukowego i politycznego liberalizmu. W sporze wokół modernizmu to podwójne odgraniczenie zostało jeszcze bardziej podkreślone i utwierdzone. Od tamtego czasu wiele się jednak zmieniło. Nowa polityka kościelna Piusa XI do pewnego stopnia otworzyła się na liberalną koncepcję państwa. W wewnętrznych zmaganiach egzegeza i historia Kościoła przejmowały coraz więcej postulatów liberalnego życia naukowego, z drugiej zaś strony sam liberalizm przeszedł istotne przeobrażenia w wyniku przewrotów politycznych XX w. Tak więc na obszarze środkowoeuropejskim dokonały się istotne korekty wymuszonych przez sytuację jednostronnych ujęć pozycji Kościoła dokonanych przez Piusa IX i Piusa X względem nowej fazy historii wyznaczonej przez Wielką Rewolucję Francuską, ale wciąż brak było zasadniczo nowego określenia stosunku Kościoła do tego świata, jaki zrodził się po roku 1789. W krajach w przeważającej mierze katolickich nadal dominowała optyka przedrewolucyjna. Dziś nikt już chyba nie wątpi, że konkordaty hiszpański i włoski próbowały zachować nazbyt wiele z tej wizji świata, jaka nie odpowiadała już rzeczywistości historycznej. Nikt też chyba nie zaprzeczy, że zachowaniu przestarzałej konstrukcji Kościoła państwowego odpowiadały podobne anachronizmy w sferze oświaty i wychowania, oraz w odniesieniu do historyczno-krytycznej metody nowoczesnej nauki… Poprzestaniemy tutaj na stwierdzeniu, że wspomniany tekst odgrywa rolę swego rodzaju Antysyllabusa i w tym sensie jest próbą oficjalnego pojednania Kościoła z nowymi czasami, jakie nastąpiły po roku 1789… Oznacza to również, że nie ma dziś powrotu do Syllabusa, który był pierwszym krokiem dyskusji z liberalizmem i rodzącym się marksizmem, ale nie może stanowić ostatniego słowa… Prawdą jest, że najwyższy czas było obalić bastiony, czego już w r. 1952 domagał się Hans Urs von Balthasar.”

 

2   Zob. wyżej s. 6 n.

w ekumenizmie ruch apostatyczny, czy Jan Paweł II, ze swym kongresem religijnym w Asyżu? Zauważmy, że tutaj również nie chodzi o dyscyplinarne czy pastoralne punkty widzenia, lecz ostatecznie o fundamentalne sprawy wiary.

Papież Pius XI w encyklice „Casti connubii” zabrania wyraźnie małżeństw mieszanych (a). Papież Jan Paweł II w encyklice “Familiaris consortio” zaleca małżeństwa mieszane (b):

a)     Ciężko i niejednokrotnie narażając zbawienie wieczne błądzą ci, którzy bez ważnych powodów i lekkomyślnie zawierają małżeństwo mieszane. Macierzyńska miłość i ostrożność Kościoła z ważnych powodów odradza swym dzieciom takiego kroku. Wynika to z wielu sformułowań zawartych w kanonie prawa kościelnego, który postanawia: „Kościół surowo zabrania zawierania małżeństw między dwiema osobami ochrzczonymi, z których jedna jest katolikiem, a druga innowiercą lub schizmatykiem. Jeśli w przypadku takiego małżeństwa dla strony katolickiej oraz potomstwa zachodzi niebezpieczeństwo odejścia od wiary, to zabrania takiego małżeństwa również prawo Boże”1.1 jakkolwiek Kościół czasami dopuszcza dyspensę od tych surowych reguł ze względu na czas, okoliczności lub osobę (zawsze jednak bez uszczerbku dla prawa Bożego i z wykluczeniem możliwości odstępstwa od wiary przez podjęcie odpowiednich środków zabezpieczających), to jednak trudno się ustrzec poważnych skutków negatywnych takiego małżeństwa dla strony katolickiej. W małżeństwach mieszanych dochodzi nierzadko do tego, że dzieci w pożałowania godny sposób odwracają się od religii, a w najlepszym razie zaskakująco szybko popadają w tak zwany „indyferentyzm religijny”, niewiele różniący się od areligijności czy całkowitej negacji Boga. Ponadto, w małżeństwach mieszanych, o wiele trudniej jest osiągnąć ową jednolitą formację dusz, która jest odbiciem wspomnianej wyżej wielkiej tajemnicy, tj.

1 CICkan. 1060.

tajemniczego zjednoczenia Kościoła z Chrystusem. (Rus XI: encyklika Casti connubii z 31 grudnia 1930 r.)

b)     Małżeństwa między katolikami i innymi ochrzczonymi wykazują jednak na swój sposób liczne elementy, które należy chronić i rozwijać, czy to ze względu na ich wartość wewnętrzną, czy ze względu na wkład, jaki mogą wnieść do ruchu ekumenicznego. Jest to słuszne zwłaszcza w odniesieniu do sytuacji, gdy oboje małżonkowie są praktykujący. Wspólny chrzest oraz dynamiczna moc łaski stają się dla tych małżonków podstawą i nieustannym bodźcem, by życiem swym dawali wyraz jedności w obrębie wartości moralnych i duchowych.

W tym celu, jak również po to, by uwydatnić ekumeniczne znaczenie takich małżeństw międzywyznaniowych, które przeżywane są w pełni wiary obu chrześcijańskich małżonków, winno się dążyć, choć nie zawsze jest to łatwe, do serdecznej współpracy katolickich i niekatolickich duchownych, i to już w czasie przygotowań do małżeństwa i ceremonii zaślubin.

Jeśli chodzi o udział małżonka niekatolickiego w uczcie eucharystycznej, to należy się kierować nakazami wydanymi przez Sekretariat do spraw jedności chrześcijan.

(Jan Paweł II: List apostolski “Familiaris consortio” z 22 listopada 1981 r.)

Prawo kościelne z roku 1917 grozi ekskomuniką tym wszystkim katolikom, którzy zawierają małżeństwo przed niekatolickim sługą Kościoła, względnie przyjmują chrzest swych dzieci z jego ręki, lub też wychowują dzieci w wyznaniu niekatolickim (kanon 2319). Kardynał Hóffner podpisał porozumienie z ewangelickim biskupem Lohse, w którym wszystkie trzy punkty pozostawiono swobodnemu wyborowi katolików. Kto ma rację?

Papież Pius XII naucza w encyklice Mediator Dei”, że próba przywrócenia ołtarzowi dawnej formy stołu stanowi odstępstwo od właściwej drogi. Jeśli wziąć na serio tę naukę, to prawie wszystkie parafie zeszły na niewłaściwą drogę.

Przykłady można mnożyć. Jeśli więc ktoś tu jest na drodze do zerwania z tradycyjnym nauczaniem Kościoła, to na pewno nie my, lecz ci, którzy, niesłusznie podnosząc ten zarzut przeciwko nam, chcą ukryć własne grzechy.

2.Akt schizmatycki

Dalej podnosi się zarzut, że konsekracje biskupów były aktem schizmatyckim; twierdzi się, że jak po Vaticanum I, tak i po Vaticanum II, pewna grupa odłączyła się od Kościoła.

Najpierw należy stwierdzić zasadniczą różnicę między І і II Soborem Watykańskim. Vaticanum I było soborem dogmatycznym, kontynuującym linię wszystkich dotychczasowych soborów powszechnych; Vaticanum II, zgodnie z wypowiedziami i wolą papieży soborowych Jana XXIII i Pawła VI, to sobór czysto pastoralny, którego teksty należy oceniać w odniesieniu do depozytu wiary. Następnie starokatolicy odrzucili centralne orzeczenie I Soboru Watykańskiego o nieomylności papieża i jego prymacie jurysdykcyjnym. Tymczasem arcybiskup Lefebvre i Bractwo Kapłańskie odrzucają te części Soboru Watykańskiego II, które są niezgodne z Tradycją, chcą wyjaśnić elementy dwuznaczne w świetle Tradycji, te zaś, które pozostają w zgodzie z Tradycją, przyjmują bez trudności.

Następnie schizma oznacza odcięcie się od papieża, odłączenie od Kościoła. Jasność w tym względzie wprowadza następujący tekst kardynała Journeta, wybitnego teologa nowszych czasów:

„Jeśli uznaję najwyższego pasterza za mego przełożonego, a mimo to, powodowany własnym interesem lub pod wpływem namiętności, nie jestem mu posłuszny, to może to oznaczać ciężką przewinę nieposłuszeństwa, ale nie jest schizmą. A jeśli odrzucam jakieś jego postanowienie, o którym mam pewność, że jest błędne, to w ogóle nie popełniam błędu. Jeśli jednak nie chcę uznać go za przełożonego, choć wiem, że nim jest, to jest to wówczas schizma.”

1 Kardynał Joumet: ,JL’Eglise du Verbe Іпсатё”.

A właśnie konsekracja biskupów nie nastąpiła na zasadzie odrzucenia ustanowionego przez Boga autorytetu, lecz jako korekta bezprawnej, w najwyższym stopniu szkodliwej, nowej orientacji Kościoła.

Ci, którzy gromkim głosem ogłaszają schizmę, zapominają widocznie o wymiarze czasowym Kościoła. Rozciąga się on nie tylko na poszczególne kraje, ale ponadto trwa nieprzerwanie od 2000 lat, sięgając aż do Apostołów i obejmując wszystkich papieży przeszłości, którzy go współtworzą. Jak można odejść od Kościoła przez to, że się celebruje mszę świętą w takiej postaci, w jakiej czynili to papieże aż do Pawła VI, kiedy się naucza według katechizmu, którzy ci papieże ułożyli oraz potępia błędy, które oni przez cały ten czas potępiali?

Jeden z wybitnych teologów naszych czasów, Dom Grea, w książce L’Eglise et sa divine constitution” mówi o   nadzwyczajnych pełnomocnictwach biskupa w Kościele. Każdy biskup z osobna może być odpowiedzialny za cały Kościół i działać kierując się tą odpowiedzialnością, jeśli a) zagrożona jest religia i b) rzymski autorytet jest niedostępny. Nie ma potrzeby wracać do kwestii wypełnienia pierwszego warunku. Ale i ten drugi warunek jest spełniony, albowiem w dzisiejszych czasach autorytet rzymski, jako strażnik i obrońca wiary, jest niedostępny. Papież jest niewolnikiem swej własnej antychrześcijańskiej ideologii.

Dom Grea podaje konkretny historyczny przykład takiego działania biskupa. Otóż, gdy w IV stuleciu większość diecezji obsadzona była przez biskupów ariańskich, biskup Euzebiusz z Samosaty konsekrował prawowiernych biskupów, obsadzając nimi spustoszone diecezje. Dzisiaj twierdzi się, że musiało to nastąpić przynajmniej za cichym przyzwoleniem Papieża. Ale w owym czasie rządził papież Liberiusz, który raczej sprzyjał arianizmowi niż go zwalczał. Ani Euzebiusz wówczas, ani my na gruncie naszej wiedzy, nie możemy zakładać zgody papieża Liberiusza. Euzebiusz kierował się li tylko obowiązkiem ratowania wiary, i Kościół przyznał mu rację.

Podobne stanowisko możemy wyczytać również w encyklice “Fidei donum” papieża Piusa XII z 21 kwietnia 1957 r.

„Nie ma wątpliwości, że Jezus powierzył całość swej trzody jedynie Apostołowi Piotrowi i jego następcom: »Pasce agnos meos, pasce oves meas« (J 21,15-17). Choć jednak poszczególni biskupi są pasterzami tylko powierzonej im części trzody, to jednak są oni jako prawomocni następcy Apostołów z Bożego ustanowienia współodpowiedzialni za apostolską misję Kościoła, zgodnie ze słowami Chrystusa, skierowanymi do Apostołów: »Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam« (J 20, 21)”.

Profesor Geringer, kanonista na Wydziale Teologii Uniwersytetu Monachijskiego, powiedział w wywiadzie radiowym, że konsekrując 30 czerwca 1988 r. biskupów arcybiskup Lefebvre nie dokonał schizmy, chyba żeby jego zamiarem było utworzenie odrębnego Kościoła – co jest absurdem.

Dokładnie w tym samym duchu wypowiedział się profesor prawa kościelnego Wydziału Teologicznego w Paryżu: ponieważ arcybiskup Lefebvre nie powierzył nowo konsekrowanym biskupom żadnej jurysdykcji i żadnego terytorium, to konsekracja nie stanowi schizmy. Nawet kardynał Kurii Castilla Lara wypowiedział się w tym sensie (Jłepubblica” z dn. 10 lipca 1988 r.).

3. Ekskomunika

Kardynał Gantin czuł się w obowiązku stwierdzić następującą niejako samą przez się ekskomunikę dwóch konsekrujących i czterech konsekrowanych biskupów. Ale każda kara kościelna zakłada ciężkie przewinienie, grzech śmiertelny; w przeciwnym razie nie wiąże w sumieniu. W roku 357 papież Liberiusz ekskomunikował na przykład biskupa wyznającego Atanazego. Czy ta decyzja była ważna?

Na czym miałoby polegać grzeszne przestępstwo arcybiskupa Lefebvre? Oto w nadzwyczaj krytycznej dla Kościoła sytuacji podjął konieczne środki dla ratowania wiary katolickiej ze św. ofiarą mszy i katolickim kapłaństwem.

O nie, tych sześciu biskupów nie tylko nie podlega ekskomunice, ale działali oni w poczuciu odpowiedzialności w obliczu Kościoła i zaskarbili sobie zasługi przed Bogiem.

W rzeczy samej, zaledwie w kilka tygodni po tym wydarzeniu, konsekracje te okazują się wielkim błogosławieństwem:

  • Po pierwsze, całemu światu został na nowo ukazany prymat wiary. Wiara nie jest służebna względem prawa kościelnego i posłuszeństwa, lecz jest dokładnie na odwrót. A ponadto jedność Kościoła z pominięciem roszczenia do prawdy lub podstawy wiary jest nie do pomyślenia. Tylko pełnia wiary katolickiej może być podstawą jedności Kościoła.
  • Dzięki wydarzeniu z dnia 30 czerwca 1988 r. wielu katolików zostało brutalnie obudzonych ze snu, wyrwanych z dotychczasowego letargu i obojętności. Rozpoczęła się żywa dyskusja nad obecnym stanem Kościoła. Również związani z nami katolicy zostali zmuszeni do przemyślenia na nowo swej decyzji. Duch walki został wzmocniony, przybyły nam nowe posiłki. Na miejsce jednego bojownika, który odszedł z naszych szeregów, pojawia się dwu innych. Nasze kapUce na całym świecie nie są mniej, lecz bardziej uczęszczane. Poza tym w nas wszystkich obudził się duch męczeństwa i wyznania wiary.
  • Konsekracje biskupów jako zasada są śmiertelnym ciosem dla dzisiejszego programu ekumenicznego Papieża, który coraz bardziej pogrąża Kościół. Bo jakże może być wiarygodne zbratanie się wszystkich religii, kiedy Papież wyklucza ze wspólnoty Kościoła sześciu biskupów katolickich. Z kim więc chce praktykować wspólnotę kościelną – z Dalaj Lamą? Jaki kredyt zaufania można dać kongresom pokojowym religii świata, jeśli we własnym domu wybuchła wojna religijna?
  • Błogosławione są jednak skutki tego wydarzenia przede wszystkim w ich właściwej treści, to znaczy – przekazywaniu kapłaństwa. Wszystko wskazuje na to, że każdy z tych czterech biskupów jeszcze w roku 1988 udzieli święceń1, dając wygłodzonym wiernym pasterzy, którzy z kolei udzielą swej trzodzie prawdziwych dóbr zbawienia.
  • I wreszcie, poprzez te konsekracje, została uratowana św. ofiara mszy wszystkich czasów; wieczne światło naszych kościołów i świątyń nie zagaśnie!

Drodzy przyjaciele i dobroczyńcy! Zwracam się do was na koniec z poczwórnym apelem:

  1. Trwajcie mocno, mężnie i niewzruszenie w nieuszczuplonej wierze katolickiej. Nie dajcie się odwieść od właściwej drogi groźbą ani obietnicami. Już widać brzask nowego chrześcijaństwa, nowego katolickiego porządku społecznego.
  2. Żyjcie w szczególny sposób wewnętrznym życiem modlitwy i nieście krzyż Chrystusowy z miłością i oddaniem. Tylko ci przetrwają obecny kryzys, którzy żyją żywym życiem modlitwy, kontemplacji i  autentycznego naśladowania Chrystusa, którzy dążą do doskonałości i poważnie traktują świętość; owszem, uświęcajcie się właśnie poprzez kryzys. Rady ewangeliczne dotyczą nie tylko zakonników, ale każdego chrześcijanina odpowiednio do jego stanu.
  3. Bądźcie misjonarzami i apostołami w waszych rodzinach, w miejscu pracy, w szkole, w kręgu przyjaciół, gdziekolwiek jesteście. Dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebni są apostołowie świeccy. Doprowadzajcie dusze do skarbów łaski Kościoła; zdobywajcie ludzi dla Chrystusa; wnoście w swoje otoczenie światło ewangelii i chrześcijańskiej miłości. Bądźcie ogniem płonącym, strzelającym płomieniem, zapalonym przez samego Ducha Świętego.
1 Książka ta była napisana w kilka tygodni po konsekracjach biskupów, [przyp. tłum.]

4. Poświęćcie się Matce Bożej, zawierzajcie się jej codziennie na nowo; módlcie się codziennie na różańcu, noście szkaplerz, cudowny medalik, zgodnie ze wskazaniem Najświętszej Maryi Panny, odbywajcie spowiedź i komunię pojednania w każdą pierwszą sobotę przez pięć kolejnych miesięcy. Rozdział dwunasty Apokalipsy opisuje dokładnie obecną walkę dzieci Maryi ze sługami szatana.

Dlatego naszą dewizą niech będzie: przez Maryję do Jezusa, przez Jezusa do Ojca.

Rickenbach, 1988,

w oktawie święta

Wniebowzięcia Maryi.

 

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE