Antyludzie R.10.

ROZDZIAŁ  X

ETAPY  NISZCZENIA  CZŁOWIEKA

 

“Ja, niżej podpisany bandyta (tu wpisane nazwisko i dane osobowe) demaskuję!”

W ten sposób rozpoczynała się “deklaracja”, której miał dokonać student, który na nią się zgodził (kto mógł jej odmówić?) w drodze do poniżania, do wymuszonej, nieludzkiej transformacji charakteru, niewyobrażalnej dla normalnego człowieka. Do czasu sporządzenia tej deklaracji, student w jakiś sposób trzymał w sobie pewną nietkniętą część swojej osobowości, prawdziwej duszy naruszonej w sposób nieodwracalny, jak uważali demaskatorzy. Jeszcze nie miał chęci zdradzać tych, których, kiedy torturowany, udawało mu się chronić podczas śledztw Securitate.

Ale prawdziwa tragedia zaczynała się zaraz po demaskowaniu “zewnętrznym”. “W procesie konieczne jest tłumienie każdej tendencji powrotu do antymarksistowskich poglądów, opartych na następujących regułach życia: wiara w Boga, tradycja i rodzina; zaufanie do polityków prowadzących opór antykomunistyczny materialnie i moralnie; przyjaźń; miłość w normalnym sensie i miłość ludzkości ogólnie; i w końcu własne ego, ze swoim własnym życiem wewnętrznym /  intymnym i niepokojem”. Takie rzeczywiście były filary podtrzymujące naród rumuński, można powiedzieć urodzony w chrześcijaństwie. Nie ma zapisanej daty historycznej przejścia z wcześniejszej wiary na chrześcijaństwo, jak w przypadku większości narodów europejskich.

Kiedy dokonano fuzji podboju Rzymian i pokonanych Daków, powstały w jej wyniku naród był jednocześnie chrześcijański i rumuński. Od początku swojej historii do chwili obecnej, z kilku okresami pokoju w długim łańcuchu bolesnych problemów, naród rumuński bronił tak samo swojej niepodległości jako państwo, jak i wiary chrześcijańskiej – łacińskiej wyspy zagubionej na słowiańskim morzu. Przez wieki atakowany przez wszystkie narody, których miał nieszczęście być sąsiadem, sama Rumunia nigdy nie wykazywała żadnych chęci podbojów. Celem jej walk była obrona, życie wewnętrzne i dochodzenie bliżej Boga. Dla Rumuna ołtarz i ziemia uprawna stanowiły jedno. Kiedy nie było promyka nadziei ani znikąd żadnej pomocy, Rumun klękał przed ograbionym ołtarzem by wołać Boga o pomoc. Niezliczne monastyry, pustelnie i krzyże ustanowione we wszystkich wioskach, prawie na każdym skrzyżowaniu, są dowodami miejsca jakie zajmował Bóg w życiu rumuńskiego narodu. Ta wiara stanowiła, i stanowi nadal, jeden z najsilniejszych filarów oporu wobec komunizmu. Rumuni dzisiaj gromadzą się w cieniach ołtarza, mimo że wiedzą że jest to największe ryzyko, którego konsekwencji nie może przewidzieć nikt kto faktycznie nie przeżył obecnego dramatu naszego narodu.

Jeśli komuniści nie nękali Kościoła oficjalnie, to dlatego. iż obawiali się konsekwencji. Powstania w imię wiary, zwłaszcza kiedy wspierane przez naród pogrążony w rozpaczy, są dużo bardziej niebezpieczne od tych o charakterze ściśle społeczno-gospodarczym. Dlatego Kościołowi na siłę pozwalano funkcjonować w pewnych granicach, ale nie było żadnej tolerancji w więzieniach. Na przykład kaplice w starym więzieniu Aiud przekształcono w składy węgla (wschodnie prawosławne), magazyny owsa dla koni (katolickie) i składy drewna (protestanckie). Duchowni nie tylko nie mieli miejsca na odprawianie nabożeństw, ale mieli zakazane odprawiania ich nawet w celach.

W więzieniu Pitesti terror przekroczył wszelkie granice, bo było to miejsce dokąd przywożono główne króliki doświadczalne, studentów. Największe męki spadały na głowy grup “mistycznych” składających się z bardziej religijnych studentów, uwięzionych za Antonescu po tzw. “rebelii” 21-24 stycznia 1941 roku. Ich liczba powiększyła się wielu aresztowanymi studentami, zwłaszcza z wydziałów teologii i filozofii uniwersytetów w Bukareszcie, Kluż i Timisoara. Prześladowania chrześcijańskich studentów, intensywność, długość ich trwania, a zwłaszcza metody, być może przeszły te wczesnych chrześcijańskich męczenników, którzy ginęli w arenach na krzyżach lub na palach, w dołach z dzikimi bestiami, lub jako ludzkie pchodnie, wyziewający ducha w ciągu kilku minut. W Pitesti męczeństwo trwało miesiącami, godzina po godzinie.

Czego pogańscy cesarze żądali od męczenników – wyrzeczenia się wiary, negowania Boga i Jezusa –  oni siłą wymuszali od więźniów. Tylko zanegowanie, formalna obietnica nie zachowania wiary lub modlenia się czy walki za tę “fałszywą” wiarę, nie wystarczały. Musiał im towarzyszyć cały komplet dowodów, a przede wszystkim wyśmiewanie się z imienia Zbawiciela używając najbardziej obraźliwych epitetów. Niektórzy zarzucali, że Chrystus spędził pierwsze 30 lat życia w Indiach ucząc się fakirstwa; inni mówili, że był szalbierzem, oszustem i manipulatorem wiary i zabobonów ludzi, których księża utrzymywali w ignorancji. Niektórzy negowali Jego historyczne istnienie. Inni pokazywali Go jako utopijnego rewolucjonistę socjalistycznego, początkowo działającego w dobrych intencjach, a w końcu pożądającego tronu Judei; mówili że jego skazanie wynikało z walki o władzę między Nim i narodem hebrajskim, który był podporządkowany, a zatem wspólnikiem Rzymian! Jego moralność badano pod mikroskopem, a wzmianki w Ewangeliach o Marii Magdalenie interpretowano jako relacje ziemskiej miłości. Tak jak Maryję Dziewicę, Jego Matkę, nazywano kobietą lekkich obyczajów, która zasługiwała nie na uświęcenie, a na więzienie za cudzołóstwo. I w tym wszystkim stałym tematem był leninowski slogan “chrześcijańskie zabobony, opium dla ludu”.

W celu wytępienia ostatniego śladu szacunku dla świętych rzeczy, organizowano rytualne parodie wszystkich chrześcijańskich ceremonii, studenci teologii musieli zmieniać teksty modlitw, zastępując wyrażenia religijne wulgaryzmami. Święty Tydzień i Wielkanoc stanowiły okazje do szczególnego oczerniania przez ODCC. Często “zrehabilitowani” musieli, jeśli nie z własnej inicjatywy,  wystawiać duchowe orgie szydzące z Jezusa. Opowiem tylko o jednej z wielu. Miała miejsce w sekcji zajmowanej przez skazanych na ciężkie roboty, w Wielkanoc 1950 roku.

“Szatę Chrystusa”, jak mówili studenci, zrobiono z kilku białych koszul i prześcieradeł. Z mydła do spisywania deklaracji zrobiono męskie genitalia, a studenta teologii wybranego na odtwórcę roli Jezusa, zmuszono do zawieszenia ich sobie na szyi. Zmuszono go do chodzenia wokół celi, bito kijami od szczotek,  symbolizowało to drogę na Golgotę. W końcu zatrzymano go przy oknie. Pozostali studenci mieli przechodzić obok niego, czyniąc znak krzyża i całując ten kawałek mydła, wykrzykując: “Modlę się do twojej wszechpotęgi, jedynego pana tych którzy wierzą…”

Ale był tam jeden chłopak B, który odmówił udziału w tym świętokradztwie. Był tylko uczniem liceum, i choć torturowano go całymi godzinami w obecności innych by go zmusić, stawiał zdecydowany opór. W końcu reedukatorzy poddali się, ale nikt nie wiedział co ich do tego zmusiło. To zachowanie było szczególnie dziwne, bo był to pierwszy raz kiedy oprawcy powstrzymali się zanim osiągnęli całkowite posłuszeństwo wobec ich rozkazów. Czy może młody wiek chłopaka wzbudził w ich suchych, a tym samym terroryzowanych duszach, ślad litości? Jeśli tak, to młody wiek nie powstrzymał ich przed pałowaniem B kilka razy aż do nieprzytomności.

Człowiek który mi to opowiedział mieszkał wtedy w celi z B, i sam był uczestnicząca w tym ofiarą. Zapytałem go jak się poczuł kiedy zobaczył, że człowiek młodszy od niego, bez żadnych poglądow ideologicznych, mógł mieć taką siłę, żeby opierać się do końca.

“Najpierw litość”, powiedział, “z powodu sposobu w jaki go torturowano; potem rodzaj złości widząc,  że się nie poddał; i w końcu wstyd i pogarda do samego siebie. W chwili kiedy zrozumiałem skutki takich myśli, przeżyłem prawdziwy szok terroru. Gdyby człowiek który mnie zdemaskował, nadal w naszej celi, dowiedział się co wtedy myślałem, rozdarłby mnie na kawałki”.

“Jak mógł się dowiedzieć” zapytałem “skoro były to tylko myśli?”

“Wszystko co mógł zrobić to umieścić mnie na pozycji demaskowania i poprosić mnie o ujawnienie prawdziwych myśli w chwili kiedy B odmawiał. W końcu, jestem pewien, że bym mu powiedział. . .”

Trawestacje takiego rodzaju, niektóre jeszcze bardziej podłe, odgrywano w każdą niedzielę. Każde święto religijne było okazją dla nowych profanacji.

Tych którzy przechodzili demaskowanie nieustannie obserwowano, zwłaszcza wieczorem, gdyż wtedy wolno im było leżeć w łóżku i mogli szukać pocieszenia w wierze. Odległe spojrzenie, wpatrywanie się w sufit i spokój – każde z nich uważano za wystarczającą wskazówkę modlitwy, i złapanego w takiej pozycji przywracano do rzeczywistości potężnym pałowaniem w kostkę. Następnego poranka tak zaskoczona ofiara otrzymywała od komitetu to na co zasłużyła.

Proste drżenie warg postrzegano za odpowiednik głośnej modlitwy.  Poranne bicie było obowiązkowe, po nim deklaracja przed wszystkimi, podczas której więzień musiał przyznać się do tego, że zbłądził, że “bandyta” w nim nie został  jeszcze pokonany, że popełnił niewyobrażalną zbrodnię, i że obiecał nigdy nawet nie myśleć o modlitwie; ponadto że gdyby złapał kogoś innego wydającego się popełniać tę samą zbrodnię modlitwy w łóżku, doniesie na niego bezlitośnie, i w ten sposób pomoże mu pozbyć się “bandytyzmu”.

Wszystkich studentów zmuszano do odrzucania i znieważania chrześcijaństwa, czy wierzyli w Boga czy nie. Kościół musiał być demaskowany jako organizacja pod której maską wiary dokonywano przekrętów, organizowano spiski, aranżowano pozamałżeńskie randki przy współpracy księży, psuto młode dziewczyny, przychodziły kobiety by się pokazać, a mężczyźni by szukać okazji. Albo Kościół opisywano jako miejsce gdzie organizowano walkę przeciwko partii komunistycznej, gdzie w cieniu świętych obrazów aranżowano egzekucje liderów ludu pracującego itp. Skoro wśród więzionych w Pitesti studentów nie było księży, gniew ODCC skierowany był przeciwko ‘synom’ księży. Ich ustami Kościół musi być oczerniany; sami muszą opisywać swoich ojców w możliwie najczarniejszych barwach, żeby inni mogli dostać tę informację od “naocznych świadków”.

Żartom i anegdotom o księżach, opowiadanych w rumuńskich wioskach, teraz nadano oznakę autentyczności. Ksiądz musiał być opisany jako pijak, kobieciarz, karciarz i złodziej, gardzący biedą ludzi (zwłaszcza wieśniaków), nałogowy kłamca, który sprzedał się klasie kapitalistycznych wykorzystywaczy, był agentem nazistów lub byłego Securitate, i był odpowiedzialny za całkowity rozkład wiejskiej moralności.

Na te wszystkie epitety trzeba było znaleźć dowody; każdy kto dostarczał tych “dowodów” musiał brzmieć przekonywująco, żeby jego rewelacje doprowadziły do kolejnych demaskowań. I ci którzy składali żądane zeznania, i ci którzy nimi kierowali, wiedzieli że są absurdalne, ale im większe te wymysły, tym bardziej zadowoleni byli demaskujący. Takie kłamstwa niemożliwym czyniły ponowne spojrzenie prosto w oczy rodzicom czy przyjaciołom, czy wejście do kościoła, gdyby odzyskali wolność. Pamięć o tych demaskowaniach będą stanowiły nieustanną udrękę po ich uwolnieniu.

Drugim głównym elementem niszczenia wiary było oczernianie życia monastycznego. Studentów zmuszano by opowiadali, że słyszeli rzeczy “na własne uszy” i widzieli “na własne oczy”. Każdy dyskutowany mnich miał co najmniej kilka cudzołożnych afer w wioskach wokół klasztoru; zakonnice po kilka aborcji! Spośród historyjek opowiadanych przez studenta z Mołdawii, wspomnę te ogromne kłamstwa. Powiedział, że na prośbę wysokiego dygnitarza (którego nazwisko zapomniał!) osuszono małe jeziorko w sąsiedztwie klasztoru. Na jego dnie znaleziono kilkaset szkieletów noworodków, które, oczywiście, utopiono żeby nie kompromitować klasztoru. Wszystko to robiono za zgodą matki przełożonej i przywódców kościoła. Jeśli całą aferę uciszono, to z powodu żądań hierarchii! Nic nie zrobiono by powstrzymać to lubieżne życie, w rzeczywistości nawet do niego zachęcano, a jedynym który ucierpiał był ten kto zażądał śledztwa!

Jeśli chodzi o mnichów, to pozytywnie potwierdzono, że wszyscy byli szpiegami tajnych amerykańskich agencji, ukrywali spadochroniarzy którzy przylatywali by dokonać aktów politycznego i wojskowego sabotażu; zakony wykorzystywali jako miejsca przechowywania broni, do użycia kiedy wybuchnie wojna; w ogóle nie zajmowali się sprawami wiary; osobom poszukiwanym przez Securitate za działalność antykomunistyczną mnisi dawali żywność i schronienie; w ogóle mnichów powinno się uważać za rabusiów, a nie sługi ludu.

Żeby studenci  poświadczali takie rzeczy, konieczna była cała gama tortur. Ale w ten sposób został osiągnięty pierwszy etap wewnętrznego demaskowania, oderwanie od Boga. Tak więc studenci byli wystarczająco przygotowani, aby przejść do drugiego etapu, oderwania od tradycji.
Kształcenie studentów, zbudowane na wszystkim czego nauczyli się w domu, opierało się na kontynuacji zdrowej tradycji wiejskiej z jednej strony, i historycznej z drugiej. Korzenie przeszłości były podstawą na której polegali w czasie zmian i prób. Pamiętając o przeszłości swojego narodu, dzisiaj Rumuni konfrontują próby z wiarą i nadzieją na przyszłą wolność. Zwłaszcza w środowiskach wiejskich, nawet dziś znajdujemy tradycyjny konserwatyzm zakorzeniony tak głęboko, że to chłopi i ich synowie stwarzają Moskalom największe problemy. Mając takie pochodzenie, studenci podtrzymywali niezmienną wiejską kulturę i tradycje. Ich dalsza edukacja dodawała tylko wiedzy naukowej i historycznej potrzebnej do wzmocnienia ich przekonań.

Według komunistycznej propagandy, większość dzieci szkolnych pochodzi z klasy średniej i wyższej, a szkoły, tak jak inne instytucje, były jednoznacznie na usługach klasy rządzącej. Do 1944 roku, mówią komuniści, szkoła była instytucją reakcyjną, której celem było nie przygotowanie i edukacja “synów ludu”, a przygotowanie rekrutów dla klasy rządzącej, żeby zapewnić kontynuację rządzącego systemu. Kiedy myśleli, że niemożliwe lub niepożądane jest oczernianie jakiegoś znanego przedstawiciela intelektualnego świata, opisywali go jako rzadki wyjątek od ogólnej reguły.

O systemie akademickim nieustannie powtarzano następujące slogany: “Był na usługach imperializmu”; “Siał niezgodę między mniejszościami etnicznymi; fałszował historię”; “W przeszłości ideologicznie hodował nienawiść do rosyjskiego narodu, teraz do komunizmu”; “Wspierał wojnę faszystowską w latach 1941-44”; “Fałszował fakt, że car pomógł w zdobyciu przez nas niepodległości w 1877 roku, przedstawiał to sprzecznie z prawdą”. (Odnośnie tej ostatniej, każdy rumuński student wiedział, iż interwencja Bismarcka zmusiła Rosjan do wycofania się z naszych księstw w 1880 roku [1], i że zamiast wdzięczności za naszą pomoc w wojnie z Turkami, odebrali nam ponownie trzy regiony w Besarabii! [2] Studenci zbyt dobrze wiedzieli również, że w 1924 roku agenci  komunistyczni usiłowali wzniecić powstanie w rumuńskiej prowincji Besarabii – tej samej Besarabii, którą mieli porwać po raz trzeci w 1940 i jeszcze raz w 1944 roku! [3]

Szkoły karcono także za skażanie dzieci chrześcijańskim mistycyzmem, wywołującym fanatyzm i nietolerancję; za podtrzymywanie zabobonów żeby utrzymać ludzi w ciemności, i tym sposobem dawać okazję reakcjonistom do łatwiejszego ciemiężenia ludzi; i za “zniekształcanie historii” żeby wykreować “nacjonalizm”.

Począwszy od nauczycieli szkół podstawowych i idąc w górę do profesorów uniwersyteckich, wszystko co przyczyniało się do edukacji młodzieży było “zepsute, sprzedajne, amoralne i oportunistyczne”. Głównym zainteresowaniem edukatorów nie była jakość edukacji, lecz ich własne kariery, zwłaszcza kariery polityczne, a szkołę wykorzystywali jako trampolinę do skoku na bardziej interesujące i opłacalne stanowiska.

Anegdoty przedstawiano jako fakt, żarty wykorzystywano jako niepodważalny argument. Gdyby na przykład opowiedziano historyjkę o nauczycielu “przyjmującym łapówkę” od ucznia za promowanie go do następnej klasy, implikowano, że robią to wszyscy nauczyciele.

Najbardziej obwinianymi za “indoktrynację” studentów, byli, oczywiście, profesorowie uniwersytetów. Oczywiście, jak tłumaczyli komuniści, tylko ze względu na takich wpływowych edukatorów mogła być tak duża liczba studentów, którzy sprzeciwiali się partii komunistycznej i byli wrogami ludu i naukowo-realistyczno-socjalistycznego postępu!

Atak na edukację utorował drogę na ataki na kreatywne elementy w sztuce i literaturze. Jeśli pisarze nie pokazywali “społecznej rzeczywistości” w swoich pracach, to dlatego że ich edukacja oddzieliła ich od prawdziwych problemów, którymi powinna zajmować się literatura. Jeśli poezja była symboliczna, lub ludowa, albo filozoficzna, również za to odpowiadała edukacja. Jeśli duża część dzieł powieściopisarzy miała charakter narodowy, pokazywało to winę ich nauczycieli. Nawet Eminescu [4], którego pamięci komuniści nie odważyli się oczerniać publicznie, nie był tu wyjątkiem wolnym od krytyki.

Atakowano również historię, zwłaszcza tę zajmującą się okresem monarchicznym. Na liście ODCC wysokie miejsce zajmowało zniszczenie wszelkich uczuć lojalności wobec monarchii. Oczywiście nie brakowało prawdziwie szkodliwych materiałów – skandale Karola II, jego 10-letnie sprzeniewierzanie funduszy publicznych, mord Codreanu i innych oficerów Legionu w więzieniu, czy masowa masakra zwolenników Codreanu w całym kraju jednej nocy w 1939 roku [5]. Komuniści nie uważali za ważne by wspomnieć o tym, że przed Karolem Rumunia miała tylko dwóch szanowanych i ukochanych królów; charakter i zbrodnie Karola przypisywano obu z nich. Żeby dalej osłabiać poczucie lojalności, powoływano się na komunistyczną historię gloryfikującą Stalina.

Do tej pory próby którym musiał się poddać student po zewnętrznym demaskowaniu (szczególnie tortury fizyczne), były jakoś stosunkowo bezosobowymi siłami zewnętrznymi, nawet kiedy dotykały wiary. Ale teraz przychodził najbardziej bolesny etap ze wszystkich, i był to śmiertelny cios.

Student musiał wyrzec się własnej rodziny, pokazując ją w tak brudny i ohydny sposób, że byłby niemal niemożliwy powrót do normalnych do niej uczuć.

Chociaż najpiękniejsze strony zapisano na cześć matki, w Pitesti, w celu zdegradowania jej imienia, wypowiadano najbardziej uwłaczające słowa. Określenie prostytutka było głównym epitetem który student musiał przypisać swojej matce w czasie demaskowania; a ponieważ tylko prostytutka moralna mogła urodzić moralnego potwora, wszyscy studenci przed zdemaskowaniem byli, oczywiście, moralnymi potworami.

Przytoczę tutaj, niemal dokładnie, wymuszone zeznanie studenta, które on, w agonii ducha, powtarzał przez ponad 2 lata, po straszliwej scenie na podłodze celi więzienia w Pitesti, gdzie odbywało się “demaskowanie rodziny”.

“Jestem synem dosyć bogatej rodziny w _ _ _ _ _ _. Oczywiście zgromadzone przez mojego ojca bogactwo jest owocem defraudacji kiedy pracował jako zaopatrzeniowiec dla rządu. Mając do dyspozycji tak dużo pieniędzy, żyliśmy dosyć niezależnie od siebie, bardziej niż można sobie to wyobrazić. Na przykład ojciec spotkał młodą kobietę, której mężem był kolega pracujący dla rządu; żył z nią niemal otwarcie, spał u niej prawie każdej nocy. Mimo że zostawiał tam większą część swoich zarobków, matka nie sprzeciwiała się temu.

Wręcz przeciwnie, wykorzystała tę sytuację żeby znaleźć sobie przyjaciela – bliskiego współpracownika ojca. To nie było dla nas sekretem, bo zanim zostawali sami, często całowali się przy nas i ojciec dał im spokój, bo potrzebował swobody jaka mu to dawało żeby przebywać ze swoją kobietą. Przyjaciel matki miał córkę mniej więcej w moim wieku, którą lepiej poznałem kiedy matka weszła z nim w intymne relacje; ona często do nas przychodziła. Zachęcony przez matkę i jej ojca, zalecałem się do tej dziewczyny i mnie nie odpychała; wręcz odwrotnie, wydawała się czekać na moje zaloty. Takie same relacje nawiązały się między nami jak między moją matka i jej ojcem, którzy zachęcali nas do stosunków seksualnych; mówili, że taki był jedyny sposób na przezwyciężenie moich zahamowani społecznych. Kiedy już zaangażowałem się w takie życie, moją siostrę poznałem z kolegą studentem, i zacząłem zapraszać go częściej. Po jakimś czasie nie musiałem go zapraszać, bo siostra przyprowadzała go sama, nawiązując z nim takie same relacje jak pozostali w naszym kręgu. Mówiąc prawdę, pod wpływem tego co widziała w domu, poprosiła mnie bym jej znalazł kolegę, który byłby bardziej ‘męski’. Często w naszym domu odbywały się orgie w których uczestniczyliśmy wszyscy, zamieniając role i mieszając się bezładnie w ciemności”. Nie mogę zdobyć się na to by opisać resztę “zeznania” jakie musiał składać na rozkaz Turcanu.

Kiedy poprosiłem go by wyjaśnił dlaczego mówił takie rzeczy, odpowiedział bez wahania, choć z bólem zrodzonym z żalu, że jedynym tego powodem była nadzieja złagodzenia swojego cierpienia fizycznego i  moralnego “w tym piekle”.

Również ojciec był przedmiotem kpin i hańby. Stopień winy syna mierzono statusem, postawą, i rodziną, z której ojciec pochodził. Rodzice chłopów nie byli wyjątkiem; musieli być przedstawiani najpodlejszymi określeniami, żeby syn wykazał, że charakter i osobowość odziedziczył po ojcu odpowiedzialnym za jego egzystencję fizyczną i moralność.

Niedociągnięcia ojca określał jego zawód. Jeśli był prostym wieśniakiem, musiał być sługą “bijara“, jego informatorem, donosicielem na innych chłopów, którzy sprzeciwiali się ich wykorzystywaniu. Jeśli był kupcem, musiał oszukiwać na wadze, sprzedawał tanie towary po wysokiej cenie, nie płacił robotnikom i urzędnikom, bił ich kiedy domagali się swoich praw, albo groził im doniesieniem o ich komunistycznej działalności. Jeśli był nauczycielem, “fałszował historię”, prześladował dzieci robotników, promował uczniów za łapówki, wykorzystywał ich jako robotników w hodowli bydła lub w ogrodnictwie, albo zmuszał ich do ciężkiej pracy w swoim domu, żeby nie mogli się uczyć, i w ten sposób nie mogli rywalizować z dziećmi bogatych.

Jeśli był sędzią, sprzedawał za pieniądze sprawiedliwość, i wobec robotników orzekał długie wyroki na podstawie fałszywych zarzutów, żeby zniszczyć wszelkie jakie mogli mieć aspiracje. Kiedy przewodniczył w procesach politycznych, był w zmowie z policją i pomagał w niesprawiedliwym skazaniu co najmniej kilku komunistów. (Liczba aktywnych komunistów w Rumunii wynosiła wtedy tylko 822, jak mówił sam sekretarz partii, Gheorghe Gheorghiu-Dej!)

Szczególną uwagę przywiązywano do studentów, których rodzice byli oficerami w armii. Oszczerstwa zawarte w powieści Zaharia Stancu “Barefootor” [Bosy] i Eusebiu Camilar “The Mist” [Mgła], były prawie patologicznie przesadzone żeby wykazać winę “wojska w ciemiężeniu klasy pracującej i wywoływaniu wojny ze Związkiem Sowieckim”.

Wśród studentów przechodzących demaskowanie, było kilku, starszych od pozostałych, którzy pochodzili z rodzin wojskowych. Wypędzeni z armii kiedy Rosjanie zajęli Rumunię, i nie mając żadnych możliwości zarobku, odważniejsi poszli do kolegium by przygotować się do innego zawodu. W procesie demaskowania zmuszano ich do wymyślania wydarzeń tak strasznych, że mogły one powstać jedynie w wyobraźni chorego człowieka.

Kapitan artylerii Coriolan Coifan, teraz student inżynierii, poddał się pod pałką reedukatorów, opowiadał o orgiach jakie miały miejsce na froncie wschodnim, niewyobrażalnych grabieżach, niezliczonych mordach, gwałtach, bezsensownych podpalaniach domów robotników, tylko dla sadystycznej przyjemności obserwowania ognia, i egzekucjach kobiet i dzieci które były niewinne, poza tym że były przekonanymi  komunistami, ‘dziećmi Stalina”.

Obwiniając rodziców za błędy dzieci, próbowali wpoić kompleks “winy rodziny”, żeby przekonać studenta, że był ofiarą starszych członków rodziny, i w ten sposób przyspieszyć złamanie go. Poniżej przykład pokazania sposobu w jaki tego dokonywali:

Kiedy więźniów politycznych wysłano do pracy przy Kanale, ich przebywającym na wolności krewnym pozwalano ich odwiedzać i przynosić paczki z żywnością i odzieżą, bo zapewniane przez administrację nie wystarczały. Były wojskowy o nazwisku Dorneanu, który w młodości należał do Ruchu Legionowego, gdzie otrzymał edukację i był wiernym chrześcijaninem, patriotą i antykomunistą, przyjął matkę na pierwszej jej wizycie do Kanału następującymi słowami: “Wynoś się, ty k***o; tak mnie wychowałaś, że teraz jestem nad Kanałem. Nie chcę cię widzieć. Nie mam matki!”

Inny student, który przeszedł przez Pitesti, Enachescu, będąc nad Kanałem, dokąd wysłano go po demaskowaniu, czerpał szczególną przyjemność z torturowania swojego wuja, Pitigoi, byłego członka Kongresu z Narodowej Partii Chłopskiej, teraz robotnika-niewolnika. Siostrzeniec robił to tylko po to, żeby pokazać administracji obozu, że na pewno odciął się od rodziny i burżuazyjnego sposobu myślenia.

To nieszczęście biednego byłego kongresmana było tym większe, że przydzielono go do grupy kierowanej przez jego wyreedukowanego siostrzeńca!

Stopień winy przypisywany rodzicowi określał także “bandytyzm”, o który oskarżano uwięzionego syna. Im większa była pogarda z jaką traktowali go reedukatorzy, tym bardziej musiał obrażać swoich rodziców, oskarżając ich o ohydne grzechy. Oskarżenie to musiało być poparte “niezbitymi” dowodami, które często były tak absurdalne, że wszędzie wywoływałyby śmiech, ale nie w Pitesti. Poniżej “opowieść o moim ojcu” przekazana przez ucznia szkoły średniej, który podczas demaskowania nie miał więcej niż 15 lat. Sam powiedział mi o tym w więzieniu w Gherla w lipcu 1953 roku:

“Mój ojciec” mówił, “miał młyn w wiosce X w Muntenii; w nim pracowało kilku chłopów z okolicznych wiosek, ale żaden nie pracował długo, bo ojciec często ich zmieniał, kiedy protestowali, że nie dostawali uzgodnionej zapłaty. Żeby uniknąć procesu sądowego, nigdy nie podpisywał z nimi umów. Karmił ich domowymi resztkami i papką kukurydzianą przygotowywaną dla hodowanych przez niego świń. Spać musieli w stajni, bez żadnego przykrycia i na cienkiej warstwie słomy; pracowali w 16-godzinnych zmianach bez odpoczynku poza południowym posiłkiem spożywanym we młynie w miejscu pracy. Praca była bardzo ciężka, rozładowywali worki, nosili je do zbiornika, potem ładowali mąkę na samochody towarowe lub wagony. Kiedy ojciec uważał, że nie pracowali wystarczająco dobrze, zmniejszał im już małe zarobki; a kiedy protestowali, bił ich. Kiedy robotnik groził procesem sądowym, bił go bezlitośnie i donosił na niego żandarmom, oskarżając go o głoszenie propagandy komunistycznej. Zostawał aresztowany i wywożony. Ojciec systematycznie oszukiwał chłopów przywożących ziarno do zmielenia. Żeby to mu się udawało, starał się upewnić, że współwinny był starszy robotnik, dając mu udział w  ‘zyskach’.

“Wagę tak ustawiano, żeby podczas ważenia ziarna pokazywała mniej, a podczas ważenia mąki więcej niż faktyczna jej ilość w workach. Kiedy skradziono dużą ilość mąki, zastępowano ją piaskiem by uzupełnić jej wagę.  Chłopi wiedzieli że byli oszukiwani, ale nie mogli mu się sprzeciwić, bo miał bardzo dobre relacje z burmistrzem i innymi władzami, które odmawiały licencji w wiosce każdemu poza młynem ojca. Skradziona przez ojca część szła do burmistrza, do szefa żandarmerii, żeby  sprawa każdego kto się skarżył dochodziła tylko do wioskowej żandarmerii. Ponieważ byłem jedynym synem i spadkobiercą młyna, ojciec zaczął wprowadzać mnie w tajniki jego zawodu. Pokazywał mi jak oszukiwać na wadze żeby źle pokazywała, jak dodawać piasek do mąki, jak oszukiwać w procesie suszenia ziarna by uwzględnić utratę wilgotności”.

Kiedy chłopak opowiedział mi historię swojego zdemaskowania, zapytałem jak mógł sfabrykować taką rzecz, bo powiedział, ze ojciec nie był winny żadnych oskarżeń jakie wymyślił.

“Od chwili kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że już nie mogę stawiać oporu” odpowiedział, “i że także będę musiał opowiedzieć o ojcu w “demaskowaniu słabości rodziny”, jak szef komitetu w naszej celi z dumą powiedział, to było dość łatwe. Widzisz, w dzieciństwie często chodziłem do młyna. Wieczorami stary młynarz, którego lubiłem, opowiadał mi bajki, miedzy innymi o “Prince Charming and the Giant” [Czarujący książę i olbrzym]. Z nich dowiedziałem się, że olbrzym zawsze torturował tych, których złapał i zatrudniał w swoich młynach; jak karmił ich i jak ich bił. Dlatego łatwe było mi zastąpić ojca złym olbrzymem, i opowiedzieć historyjkę tak jakby wydarzyła się w naszym młynie.

“A jeśli chodzi o poglądy ‘polityczne’, a mianowicie o donoszenie na swoich pracowników iż są komunistami, albo jego współpracę z żandarmami, wiedziałem o tym zanim mnie aresztowano z propagandy głoszonej w wioskach przez agitatorów przeciwnych ‘tym którym się powodzi’ sprzeciwiających się kolektywizacji. Interesujące w tym wszystkim jest to, że w tej samej celi ze mną byli inni, którzy znali mojego ojca. Żaden z nich, nawet jeden, nie zakwestionował mojej historii. Wręcz przeciwnie, potwierdzali, że znali te szczegóły, bo ich rodzice byli wśród oszukanych przez ojca.

“Każdy z nas wiedział, że wszyscy kłamaliśmy. Ale jeśli dzięki kłamstwu można było uciec przed torturami, to kłamaliśmy! Gdyby ktoś odważył się powiedzieć że kłamałem, nie byłoby mu wolno oczerniać swoich rodziców, bo albo ja albo ktoś inny mógłby zdemaskować jego kłamstwo. Nawet kiedy jeden facet który znał moją rodzinę, został szefem komitetu, a ja mówiłem – na jego prośbę – kolejne kłamstwa, nie odważył się by mi przerwać. Bo kiedy on się demaskował, byłem obecny i słyszałem wszystko co mówił o swoich rodzicach – też kłamstwa. W ten sposób trzymaliśmy się razem w kłamstwach i niszczyliśmy swoje dusze tylko dlatego, że chcieliśmy ratować swoją skórę”.

Każde “wyznanie” było “oceniane” przez komitet reedukacyjny, którego członkowie narzucali innym to przez co sami przechodzili kilka miesięcy wcześniej, i co więcej, byli stymulowani szalonym strachem gdyby mieli przechodzić kolejne demaskowanie, bo każde podejrzenie że byli skłonni zbyt łatwo zaakceptować “wyznanie”, lub bez maksymalnego upodlenia osoby demaskującej się, uważano by za straszne cofnięcie się we własnym stanie “puryfikacji” i odpowiednio ukarano.

Kiedy komitet był przynajmniej zadowolony, że ofiara zrobił wszystko co mógł by zhańbić swoich rodziców i samego siebie najpodlejszymi kalumniami, których prawdziwość w swojej nędzy gorączkowo przysięgał, ocenili go jako gotowego do kolejnej lekcji.

Ofiara była już na tyle stymulowana, żeby sponiewierać i oczernić powtarzanymi i wymyślonymi kłamstwami nauczycieli i autorów, pod wpływem których dorastał, a zwłaszcza politycznych myślicieli i liderów, których szanował i popierał.

Szczególną uwagę zwracano na szarganie reputacji i charakteru trzech znanych w całym kraju osób, z których dwaj żyli, zamknięci w komunistycznych więzieniach, w których wkrótce umrą, a trzecia, którego nazwiska komuniści bali się najbardziej i nienawidzili, wtedy już nie żył od ponad dekady. Byli to: George Bratianu, szef Liberalnej Partii Dysydenckiej (LDP) i bardzo szanowany za patriotyzm i przezorność [6], Juliu Maniu, przywódca Narodowej Partii Ludowej (NPP), w którym w okresie między rosyjską okupacją i uwięzieniem, pokładali nadzieje wszyscy Rumuni w ewentualnym wyzwoleniu spod komunistów [7], i Corneliu Z Codreanu, edukatorze całego pokolenia młodych ludzi, dla których, po zamordowaniu go w 1938 roku, jego duch był zawsze obecny: on nadal żyje w sercach i duszach wszystkich, których zainspirował swoją nauką i przykładem [8].

Każdy student, w ramach demaskowania, musiał wygłaszać “wykłady”, używając najbardziej obraźliwych i najbrudniejszych określeń o ludziach, których najbardziej szanował, oskarżając ich o każde wyobrażalne zło i zbrodnie. Ponieważ studenci byli młodzi i mieli tylko niedoskonałą pamięć historyczną, zanim rozpoczęło się ich własne doświadczenie, “wykłady” te często były śmieszne, zawierały chronologicznie niemożliwe lub politycznie niedorzeczne zarzuty, oparte na myleniu jednej osoby z drugą, lub jednego wydarzenia z drugim, które miało miejsce lata wcześniej lub później.

Ponieważ Codreanu, założyciel Legionu, miał moralny i duchowy wpływ, który przetrwał dłużej niż jego polityczne przywództwo i nieosłabiony, po jego śmierci, i ponieważ elita wśród studentów była wierna zasadom i ideałom Legionu, wszystkie stare oszczerstwa wymyślone przez lewicową i kryptokomunistyczną prasę za jego życia nieustannie powtarzano, i kiedy możliwe, ulepszano, a jego żyjący zwolennicy, którzy uciekli na Zachód, byli podobnie zniesławiani i “przedstawiani w prawdziwym  świetle” [9].

W procesie “demaskowania” oczywiście każdy kłamał z kamienną twarzą i bez najmniejszego śladu zażenowania. Kłamstwo służyło nie tylko celom komunistycznej propagandy gromadząc brud na ludzi, którzy przedstawiali sobą wszystko co wspaniałe i prawdziwe w kulturze i historii narodu, pozostawiając w umysłach próżnię, która miała być wypełniana przez sowiecki “internacjonalizm”, ale, co ważniejsze, celom eksperymentu, czyniło ofiarę stale i niemal automatycznie podporządkowaną prawdzie najbardziej potwornego i absurdalnego fałszu. Ofiara, teraz przyzwyczajona do topienia się coraz głębiej w bagnie przez rodzaj odruchów warunkowych, i świadoma tego, że sama się niszczy, gardzi sobą i się nienawidzi za uległość wobec tego czemu nie może się sprzeciwić. Dlatego była gotowa na ostateczny rozkład samej siebie: swojego “życiorysu”.

[1] Autonomiczne księstwa Walachii i Mołdawii były zjednoczone w osobie ich władcy kiedy Aleksander Cuza został księciem obu w roku 1859, ale w wyniku nacisków europejskich mocarstw, przez jakiś cas zachowywano odrębne rządy.  Rumunis stała się królestwem w roku 1881.

[2] Kiedy Rosja wypowiedziała wojnę Turcji w roku 1877, Rumunia, pomimo bolesnej pamięci rosyjskiej okupacji w 1853 roku, która zakończyła się tylko w wyniku austriackich protestów i nacisków, weszła w sojusz z Rosją, pozwoliła wojskom rosyjskim przekroczyć swoje granice i stworzyć bazy na jej terytorium, i wysłała na pole bitwy swoją armię pod dowództwem księcia Karola. Rumuńskie wojska skompensowały nadmierną pewność siebie i wojskową nieudolność sił rosyjskich, i w ten sposób umozliwiła rosyjskie zwycięstwo w roku 1878. Rumunia odzyskała pewne obszary od Turcji, ale Rosja zażądała od swojego sojusznika retrocesję Besarabii, wtedy części Mołdawii od 1856 roku, i miała populację niemal w całości rumuńską. Wielkie mocarstwa, które interesowało zmuszenie Rumunii do uchylenia w jej konstytucji przepisów ograniczających władzę zamieszkałych Żydów żeby kontrolowali kraj poprzez manipulacje finansowe, zepsucie moralne i infiltrację polityczną, opuściły Rumunię, która niechętnie musiała ulec rosyjskim żądaniom i oddać część swojego terytorium ówczesnemu sojusznikowi, którego uratowała, jeśli nie od ostatecznej klęski to z pewnością od przedłużającej się i trudnej wojny.  Nawet wtedy Rosja opóźniała wycofywanie swoich wojsk, które sprowadziła na terytorium sojusznika w czasie wojny, a jej roszczenia zostały ostatecznie ustalone dopiero w roku 1884. Zachowanie Rosji wtedy było takie, że premier brytyjski, chociaż sam był Żydem mieszkającym w Anglii, czuł się zmuszony by powiedzieć, , że “w polityce niewdzięczność jest często nagrodą za największe przysługi”.

[3] Od 1367 roku Besarabia była częścią Mołdawii. W XVI wieku Mołdawię podbiła Turcja, która w 1812 roku przekazała Besarabię Rosji. Południowa Besarabię zwrócono Mołdawii na mocy Traktatu Paryskiego w 1856 roku i w ten sposób stała się częścią Rumunii, którą, jak napisałem w poprzedniej uwadze, zmuszono do przekazania Rosji w roku 1878. kiedy Żydzi zniszczyli Rosyjskie Imperium w latach 1917-18, Besarabia najpierw ogłosiła swoją niezależność jako Republika Mołdawska, a później połączyła się z Rumunią w roku 1920. Mieszkający w Besarabii Żydzi i wyszkoleni bolszewicy przynieśli ze sobą z Rosji rewoltę w roku 1924, ale nie odnieśli sukcesu. W roku 1940, król Karol, ignorując protesty Ruchu Legionów, wielu innych patriotów i własnej armii, uległ sowieckim żądaniom i poddał Besarabię. Terytorium zostało odzyskane przez Rumunię w roku 1941 i pozostało jej częścią do czasu okupacji sowieckich wojsk w roku 1944; formalnie włączona do Rosji w 1947 roku.

[4] Mihail (Michael) Eminescu (1850-1889) był porównywany z Byronem, Heine i Leopardi, i ogólnie uważany jest za największego rumuńskiego poetę. W biografii Eminescu, prof. Miron Cristo-Lovenau pisze o nim: “Łączy i uosabia cały intelektualny geniusz swojego kraju”. W roku 1930 w Londynie opublikowano niektóre z jego wierszy w angielskim przekładzie. Niemal powszechna cześć przyznawana Eminescu przez Rumunów sprawiła, że niewskazane było by bolszewicy otwarcie oczerniali jego pamięć.

5) Zobacz “Cronologie Legionara” [Kronika Legionów], Monachium 1953, s. 182, gdzie jest opis mordu dokonanego 21-22 września 1939 roku na 252 legionistach w całym kraju, po kilku z każdego regionu, plus innych z trzech obozów więziennych i szpitala wojskowego.

[6] Był szczególnie znany i szanowany za mozolne wysiłki w uniemożliwieniu kapitulacji króla Karola Rosjanom w roku 1940. Nie należy go mylić z krewnym, Dino (Dinu) Bratianu, szefem Partii Liberalnej, która promowała zdradę, która zakończyła się bezwarunkową kapitulacją Sowietom w roku 1944; on także zmarł w komunistycznym więzieniu. Więcej o historii politycznej Rumunii i charakterze prominentnych osób, w “The Suicide of Europe” [Samobójstwo Europy] księcia Sturdzy (cf. s. xxxv powyżej).

[7] W pierwszych latach sowieckiej okupacji, młodego króla utrzymywano na tronie jako pożytecznego figuranta, i udawano, że okupacja będzie tylko tymczasowa. Maniu pozwolono zachować postawę niezależności, i powszechnie uważano w Rumunii, że miał wpływy w amerykańskim rządzie, który, jak naiwnie sobie wyobrażali, sprzyjał “demokracji” i “samostanowieniu narodów”, o czym mówiła rozpowszechniana z Waszyngtonu propaganda. Sam Maniu mógł ulegać tkim iluzjom; został wybrany do rumuńskiego Senatu, aresztowany, poddany teatralnej imitacji procesu, i skazany na 25 lat więzienia. Więcej o charakterze i karierze Maniu w książce księcia Sturdzy j.w.

[8] Więcej o Codreanu j.w. s. xxxi i w pracy księcia Sturdzy, opisującej szczegółowo karierę i działalność Legionu w klimakterycznych latach Rumunii. Oryginalny tekst książki księcia Sturdzy zawiera kilka drobnych aprecjacji Codreanu, które pominięto w mocno ocenzurowanym przekładzie, ale pozostawiono wystarczająco by pokazać wielkość tego człowieka.

[9] Należy pamiętać, że młodzi legioniści, którzy oczerniali Codreanu w swoim “demaskowaniu”, szanowali go jako ojca ich najwyższych ideałów, żeby ich “wykłady” były dla nich czymś więcej niż kłamliwym zniesławieniem wielkiego człowieka, i czyniły ich winnymi największego bluźnierstwa.

 

 

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE