Antyludzie R.9.

ROZDZIAŁ  9

KATOLICY

 

Od początku, kiedy organizowano teczki tych, którzy mieli przejść przez “demaskowanie”, studentów podzielono na dwie grupy według siły ich duszy lub pełnionej przez nich roli jako członkowie organizacji oporu. Pierwsza składała się z mniej uduchowionych studentów o nieokreślonej historii działalności, byli lepszym materiałem do stworzenia “nowego człowieka”, ale których słabość nie była jeszcze wystarczającym powodem wykluczenia ich z demaskowania. Oni musieli także przejść przez całą gamę dezintegracji, ale zwykle mniej od nich wymagano i nie bardzo ekstensywnie torturowano. To oni poddawali się wcześniej niż inni kiedy ich pytano “bandyto, czy już zdecydowałeś poddać się zdemaskowaniu?” Nie było ich wielu w porównaniu z całkowitą liczbą areszowanych. Niezdemaskowani nazywali ich ‘gugustiuci’, ironiczne określenie dla ‘dzikich gołębi’, inaczej mówiąc, stworzenia niezupełnie odpowiedzialne za swoją obecną sytuację.

Druga grupa, chociaż przysparzała wielu kłopotów inicjatorom, lepiej odpowiadała ich celom, do niej należeli bardziej uduchowieni, fanatyczni studenci, którzy długo stawiali opór, musieli przechodzić przez drugi cykl tortur zanim ich złamano. Ich nazywano “katolikami”.

Jednym ze sprawdzianów dla fanatycznych studentów była wymuszana gimnastyka, zwłaszcza pół-przysiady lub “żaba”. Nie pozwalano dotykać pięt pośladkami, ręce musiały być cały czas trzymane wyprostowane na boki, lub wzniesione wysoko nad głową. Student musiał podnosić się i robić pół-przysiady godzinami, nieprzerwanie, w rytm wybijany przez reedukatora kijem w drewno.

Normalnie i bez żadnego przymusu, człowiek w dobrej kondycji fizycznej może wykonać 50 takich pół-przysiadów, po czym zaczynają mu sztywnieć nogi. Student AD z Wydziału Literatury  w Bukareszcie, aresztowany w 1948 roku i skazany na 10 lat, w ciągu jednej nocy, nad przenośnym sedesem, zrobił ich ponad tysiąc. Kiedy zszedł z sedesu miał jeszcze siłę by kontynuować; ćwiczenie zakończyło się ze względu na zmęczenie wybijającego rytm. Jakiej tajemniczej sile można przypisać ten opór fizyczny ze strony człowieka wycieńczonego niedożywieniem, bezsennymi nocami, i obowiązkowymi pozycjami nakładanymi na niego w dniach przed tym sprawdzianem?

Ten przypadek jest jednym z setek ofiar, którym udało się wykonać 1.000 takich pół-przysiadów bez przerwy. Tylko siła woli, pokaz ducha, mogły w ten sposób chwilowo pokonać zmęczenie ciała i dobrze je kontrolować.

Student MM,  również z Wydziału Literatury w Bukareszcie, poddany został następującej procedurze:

Kiedy już wypróbowano na nim wszystko, łącznie z biciem do stopnia kiedy jego ciało nie reagowało na kolejne ciosy, zmuszono go do położenia się na podłodze na środku celi. Inni studenci, wybrani według stopnia ich “bandyckości” (czyli oporu), zmuszano do leżenia na nim, jeden na drugim, aż było ich 17 – wszyscy obecni w trakcie procesu demaskowania w celi. Na sam szczyt wspiął się człowiek, który był szefem komitetu tej celi. Pod ciężarem ich wszystkich student nie mógł się kontrolować, mięśnie podbrzusza puściły, i wszystko czego zabroniono mu zrobić w toalecie zrobił pośrodku celi.

Co było później można zaliczyć tylko do szaleństwa. Pod pretekstem, że złamał zasady i zabrudził celę, a nie pozwalano na pranie odzieży poza wyznaczonymi godzinami, biednemu studentowi kazano wyczyścić bieliznę ustami. Jego odmowa rozwścieczyła szefa komitetu do tego stopnia, że złapał kawał drewna i nim zmiażdżył mu palce, po czym tak go deptał, że ten stracił przytomność. Kazał przynieść wodę by przywrócić go do przytomności – wodę której odmówił wcześniej do prania. Głowę studenta tłukł o podłogę i ścianę, ciągnął go po celi za nogi, aż z ust wylewała mu się krew. Nie mógł już stawiać oporu. W obliczu takiego bólu nie ma bohaterów.

Student AU z Wydziału Teologii, jeden z najbardziej “fanatycznych” mistyków  w celach Pitesti, zmuszony został do załatwienia się w miskę, potem nałożono mu na nią jedzenie, nie pozwalając mu na jej umycie. Trudno jest opisać przez co musiał przejść zanim złamano w nim opór. Ale w końcu musiał się poddać i zjeść wszystko z miski.

Więźniowie musieli stać bez najmniejszego poruszania się. Zmuszano ich do mycia podłogi bez przerwy i całymi dniami, z dwoma lub trzema więźniami “na barana”.

Strasznym torturom poddawano tych, którzy nie mogąc dłużej wytrzymać, i nie chcąc się poddać, próbowali popełnić samobójstwo. Ale takie próby były niemal niemożliwe ze względu na środki zapobiegawcze podejmowane przez reedukatorów, i częste inspekcje przez komitety ODCC i administrację. Poza tym, praktycznie nie było nic czym można by posłużyć się do popełnienia samobójstwa. Niemniej jednak odnotowano pewne przypadki takich prób.

Niedoszłych samobójców poddawano torturom, a także tych, których podejrzewano o taki zamiar.   Student RM z Politechniki w Bukareszcie miał w celi okulary, w wyniku błędu i nieuwagi komitetu. Pewnego dnia podczas bicia stłuczono mu okulary. Zmuszono go do pozbierania kawałków, pod ciosami, i do poskładania z kawałków obu szkieł. Chociaż długo szukał, nie odnalazł ostatniego małego kawałka. Oskarżając go o ukrycie go po to by później popełnić samobójstwo, student, Diak, z Wydziału Medycyny w Iasi, który był jego obserwatorem, pobił go w taki sposób, że w jego moczu pojawiła się krew. Nikogo to nie zaniepokoiło i nie wezwano lekarza by mu pomógł.

Student CS z Wydziału Prawa w Kluż, obdarzony niesamowitą zdolnością oporu, w końcu zdał sobie sprawę z tego, iż nie wytrzyma dłużej i postanowił popełnić samobójstwo. Ale jak? Nie mógł znaleźć nic przydatnego. Z rozpaczy zjadł funt trzymanego pod łóżkiem mydła do spisywania deklaracji! Jak mi później powiedział, mimo że mydło zrobione było z osadu benzyny, nie odczuł nawet najmniejszych dolegliwości jelitowych!

Student z Wydziału Teologii w Timisoara, NV, po nieudanej próbie podcięcia sobie nadgarstków, wsadził głowę w baryłkę z jedzeniem, mając nadzieje iż umrze od poparzeń. Ale również to się nie udało, i bardzo drogo za to zapłacił. Był tak bity, że odbito mu płuca, a kiedy dzielił ze mną celę 5 lat później, nadal cierpiał z powodu tej bolesnej dolegliwości. I tylko dlatego, że próba samobójstwa się nie udała.

Wielu z tych, którzy próbowali podciąć sobie żyły znalezionymi gdzieś kawałkami blachy, albo zrębkami drewna, albo kawałkami szkła, albo próbowali zmiażdżyć sobie czaszkę waląc o ścianę itd. Byli również tacy, którzy próbowali rozerwać sobie żyły zębami. To dlatego podejmowano wszelkie środki by zapobiec takiemu “sabotowaniu” ich “kampanii demaskowania”.

Student Gheorghe Serban z miasteczka Murfatlar został aresztowany w 1948 roku, skazany z wielu innymi i wysłany do Pitesti, gdzie poddano go zwykłemu demaskowaniu. Ale pewnego dnia, kiedy prowadzono go przez korytarz, udało mu się zakończyć męczarnie skacząc z III piętra w dół klatki schodowej. Kiedy w panice pilnujący go dotarli na parter, Serban przeszedł już do innego świata. Żeby uniemożliwić podobne próby, między piętrami administracja rozciągnęła siatki druciane. Jednocześnie zintensyfikowano obserwacje w celach, i nowi inspektorzy, tym razem składający się ze strażników więziennych pod nadzorem dyrektora więzienia, Dumitrescu, opróżnili cele ze wszystkiego co mogło służyć za narzędzie do popełnienia samobójstwa.

Poddawani torturom kilka razy podejmowali starania zwrócenia uwagi administracji na swoją sytuację, ale administracja pozostawała głucha na wszystkie skargi. Nie tylko nie zareagowała jak oczekiwano, a wręcz przeciwnie, podjęła ostrzejsze kroki przeciwko tym, którzy składali petycje. Poddawano ich, jak nazywano, “dodatkowemu demaskowaniu”. Poniżej podaję niektóre tego przykłady.

Student AR, ten który zrobił 1.000 pół-przysiadów przykucając na sedesie, po kilku tygodniach tortur, i wiedząc co go czeka, pewnego wieczoru podczas zamykania celi. wystąpił z drugiego rzędu kiedy podtrzymywali go reedukatorzy, stanął przed dyrektorem Dumitrescu, przybyłym właśnie by policzyć więźniów. AR opowiedział mu o wszystkim co działo się w celach i poprosił go o interwencję jako dyrektora,  a także zakończyć tortury i ukarać oprawców. Powiedział także, że sam nie miał zamiaru robić żadnego demaskowania, że znał powody jego uwięzienia – których nie żałował – i powinno zostawić się go w spokoju do odbycia wyroku, by sam zdecydował o tym co było szkodliwe dla społeczeństwa.

Dyrektor słuchał uważnie, udając totalne zaskoczenie. odpowiedział, że nawet nie podejrzewał takich rzeczy, takiego okrucieństwa. Mógł to mówić bezczelnie, bo chociaż wśród obecnych “zdemaskowanych” byli tacy, których dyrektor sam bił w sali 4, nie mogli nic powiedzieć, bo nie byli już byłymi niewolnikami. Zbyt późno było żeby cokolwiek zrobić z tym tego wieczoru, ale Dumitrescu obiecał zająć się tą sprawą następnego dnia – i co zrobił: wysłał Turcanu do celi żeby zemścić się na AR za tę niedyskrecję.

Inny student, US, korzystając z tego, że niedbały strażnik zostawił niezamknięte drzwi celi, uciekł przed pałowaniem i wypadł na korytarz z zamiarem dostania się do głównego biura czy nawet gabinetu dyrektora. Ale zdziwił się bardzo, kiedy za drzwiami wpadł na samego dyrektora! Dumitrescu obserwował celę przez judasza by sprawdzić co się w niej dzieje. Student poprosił go o interwencję w celi i przywrócenie porządku, i zażądał by zabrano go do oficera politycznego, który był faktycznym dyrektorem więzienia. Zdziwiony dyrektor nie mógł nie powiedzieć nic, więc żeby szybko pozbyć się rozgniewanego studenta, obiecał nakazać oficerowi by się z nim spotkał. Student musiał wejść z powrotem do celi, gdzie otrzymał odpowiednią karę. Następnego dnia wcześnie zabrano go nie do oficera politycznego, lecz do Turcanu, który podczas przesłuchania bawił się ostrą brzytwą.

“Powiedziałeś dyrektorowi, że jeśli nie zwolni cię ze zdemaskowania i nie zabierze cię do oficera politycznego, zrobisz wszystko to, co będziesz mógł by popełnić samobójstwo. Czy masz na tyle odwagi, żeby to zrobić? Patrz, chcę ci pomóc. Tu jest zwykła brzytwa. Weź ją i zabij się. Ale tutaj, przede mną, teraz”. I wyciągnął do niego lewą rękę z brzytwą.

“Dostałem promyk nadziei” – powiedział mi później w innym rumuńskim więzieniu komunistycznym. “Gdybym miał tę brzytwę nawet przez sekundę, poderżnąłbym mu gardło. Znalazłbym w sobie tyle siły, gdybym mógł go złapać znienacka, i wtedy bym się zabił. Ale nie wydarzyło się nic czego oczekiwałem. W chwili kiedy sięgnąłem po brzytwę, Turcanu cofnął rękę i prawą uderzył mnie pod brodę tak mocno, że upadłem na betonową podłogę. Był silny jak byk. Wskoczył na mnie obu nogami. Jak długo to trwało nie wiem, bo straciłem przytomność. Kiedy wyciągnęli mnie z łazienki – bo to wszystko tam się odbywało – miałem złamane 3 żebra. Powstała później blizna pozostanie do grobu, a na złamanych żebrach na zawsze pozostaną ślady stóp Turcanu”. I żeby mnie o tym przekonać, zmusił mnie bym dotknął jego żeber pod cienką żółtą skórą.

O tych rzeczach poinformowano nie tylko dyrektora, ale i główni strażnicy więzienia, Ciobanu i Mandruta otrzymali liczne słowne raporty o tych okropnościach. Mandruta zawsze klął, przeklinał i trzaskał drzwiami kiedy wychodził, mówiąc, że to nie jego sprawa, a Ciobanu tylko wzruszył ramionami i nie powiedział nic. Później, w więzieniu Gherla, dzieliłem celę z teściem Ciobanu, ale kiedy słyszał o tych okropnościach, nie mógł uwierzyć żeby jego zięć kiedykolwiek był ich świadkiem, gdyż nigdy nie mówił o nich ani słowa w domu. Podczas 2-letniego eksperymentu w Pitesti, być może musiał przejść przez “szkołę gróźb” żeby w ogóle dostać tę pracę w więzieniu, i bał się mówić o tym co tam się działo. Ale strażnicy i tak stanowili tylko fasadę żeby ukryć prawdziwych autorów tej podłości, politruków partii komunistycznej.

Opór w więzieniach zależał oczywiście od ładu moralnego. Tak długo jak student mógł zachować pewność siebie, sprzeciwiał się, choć biernie, reedukatorom. Znam kilkuset studentów, którzy przeszli przez demaskowanie w Pitesti, spędziłem z nimi lata w różnych więzieniach. Obserwowałem ich pod każdym kątem i nabrałem pewnego przekonania, że co najmniej 50 z nich mogłoby spokojnie stanąć przed szwadronem śmierci, przypieczętowując w ten sposób swoje credo najwyższą ofiarą, zanim nastąpił areszt i śledztwo. Kto nie zna zdolności do poświęcenia się rumuńskiej młodzieży w walce z komunizmem, chętnej na śmierć nawet po okupacji komunistycznej? Legioniści Puiu Constantin, Florescu, Spiru Obreja, Serban Secu, na przykład, na których dokonano egzekucji z rozkazu Trybunału Wojskowego w Bukareszcie w latach 1950-51, wiedząc, iż mają zostać zabici, odmówili podpisania petycji ułaskawienia przedstawionej przez specjalnego wysłannika z MSW.

Osiemnastu innych aresztowanych w górach Fagaras spotkał ten sam los latem 1958 roku. W czasie tych 8 lat, w całym kraju setkami rozstrzeliwano ludzi, z wyrokami lub bez, i odważnie umierali. Przed aresztowaniem znałem wielu studentów, członków grup oporu, którzy uciekali w góry, gdzie ich ścigano, i walczyli z siłami Securitate aż przegrali; nieliczni pozwolili się aresztować. Ale ci którzy dostali się do Pitesti, załamali się moralnie. Skąd taka zmiana w ich zachowaniu? Być może ci którzy byli jeszcze wolni by decydować o swoim losie woleli umrzeć  z rąk wroga, a ci których złapano, czując iż nie byli nawet wolni by się zabić, załamali się.

Ale powagi dramatu i terroru, jakie dominowały w tym okresie, nigdy nie poznamy. “To przez co tu przeszliśmy”, powiedział jeden student, którego znałem na długo przed aresztowaniami, i który przeszedł przez demaskowanie jako jeden z najbardziej fanatycznych, “przekroczyło wszystko co człowiek może sobie wyobrazić. Nieadekwatny jest język by całkowicie opisać to, co każdy z nas miałby do powiedzenia, nawet gdybyśmy mogli o tym opowiedzieć”.

Wygłodzony, torturowany, poniżany tygodniami i miesiącami; niewyspany, przerażony, terroryzowany, bity przez kogoś kto godzinę wcześniej był jego przyjacielem i bratem w łańcuchach; zmuszony z kolei, groźbami szatana, by stać się oprawcą innych; bez najmniejszej nadziei ucieczki; odizolowany od świata stalową kurtyną; doprowadzony na skraj grobu, a pozbawiony przywileju śmierci – z tego składał się kalendarz studenta poddawanego temu eksperymentowi odczłowieczania. Krótko mówiąc, poddany był “moralności” partii komunistycznej.

Będąc tak traktowanym, uważam, iż żaden człowiek nie miał szans na stawianie oporu. Podam dwa przykłady pokazujące różnicę w reakcji dwu studentów przechodzących dwa śledztwa podczas demaskowania, jeden po aresztowaniu przez Securitate, drugi później w Pitesti.

Kiedy był przedmiotem dochodzenia, student miał, podobnie jak wszyscy inni zatrzymani, kilka rzeczy na swoją korzyść: wiedział, że zostanie aresztowany, znał metody śledczych, i wiedział że komuniści są obcym elementem, pionkami bolszewików, którym ma się przeciwstawiać. Inaczej mówiąc, oznaczało to konfrontacje między dwiema siłami, jedną rumuńską, drugą obcym elementem okupacji. Ponieważ Securitate aresztowała dużą liczbę ludzi jednocześnie, a miejsca były ograniczone, nie zawsze mogli przywiązywać indywidualnej uwagi każdemu więźniowi, ani to ich nie obchodziło; wiedzieli że eksperyment Pitesti zajmie się szczegółami. Interesowały ich głównie donosy, prawdziwe czy fałszywe, tak szybko jak możliwe, i postawienie ich przed sędzią wojskowym by wydał wyrok.

Student Alupoaei, były więzień reżimu Antonescu, został aresztowany latem 1948 roku i oskarżony o działalność wywrotową przeciwko komunizmowi. Śledztwo przeciwko niemu prowadziła Securitate w Iasi, oficerowie Fischer i Pompilian, ale pomimo poddaniu go torturom, nie uzyskali od niego żadnej kompromitującej deklaracji. Ich raport dla MSW po kilku miesiącach intensywnego dochodzenia był nadal taki sam – nie mogli wykryć działalności wywrotowej u żadnej z organizacji młodzieżowych w regionie Suceava.

Ale w Pitesti, po zastosowaniu demaskacji, Alupoaei powiedział wszystko co wiedział, zdradził wszystko! Inny student, GH Cucole z Konstanty, był również aresztowany latem 1948 roku. Przesłuchiwał go stary komunista Campeanu, który walczył w Brygadzie Międzynarodowej w Hiszpanii, a teraz był pułkownikiem w MSW. (Wpadł w niełaskę później i traktowano go tak jak on innych.)

Oprawcą Cucole był lejtnant Botea, bułgarski kelner [1] uważany za jednego z najbardziej brutalnych i okrutnych ludzi w całej komunistycznej policji. (Później sam został aresztowany.) Cucole miesiącami trzymano w łańcuchach z dietą dzienną 125 g chleba i szklanką wody. Kładziono przed nim zeznania kolegów czy przyjaciół, którzy działali z nim, ale każdemu z nich zaprzeczał. Kiedy był w odizolowaniu, jego cierpienia zauważył współwięzień, major X, który opowiadał mi o nim w Aiud w 1951 roku, mówiąc o nim jak o bohaterze. Cucole nigdy nie wyznał niczego Securitate, i w końcu skazano go na więzienie na podstawie zeznań innych.

Wysłano go do Pilesti, i tam mówił, ujawniając nie tylko to co robił, ale także co planował zrobić, kogo uważał za wroga reżimu, i kogo podejrzewał o działalność wywrotową. W wyniku jego deklaracji, aresztowano ponad 60 Macedończyków w regionie Konstanty i w Bukareszcie. Student D z Iasi, który przebywał w tej samej celi, powiedział mi później, że podczas demaskowania Cucole musieli go przez trzy doby pakować w mokre prześcieradła by utrzymać go przy życiu po całodniowych torturach dokonanych przez Titusa Leonida i Turcanu. Sam spotkałem go po demaskowaniach i go nie poznałem. Nie tylko nie był takim samym człowiekiem jak wcześniej, ale coś zmieniło się w jego umyśle.

Nie uważam żeby był chociaż jeden student, który powiedział wszystko podczas śledztwa Securitate. Każdy zatrzymał jakąś tajemnicę, mniejszą lub większą, ale w więzieniu Pitesti, nikt nie mógł stawiać oporu. Liczba aresztowanych w wyniku zeznań złożonych lub wymuszonych w Pitesti w czasie demaskowań wynosiła co najmniej 3.000!

Czy pozostało coś nieujawnione w Pitesti? Bardzo mało, i tylko dlatego. że wiedział o tym jedynie ten, przeciwko któremu prowadzono śledztwo. Bo jeśli było choć najmniejsze podejrzenie, że ktoś inny znał tajemnicę, torturowany spieszył się by to wyznać, żeby nikt inny go nie ubiegł i nie był poddawany drugiemu czy trzeciemu demaskowaniu. Ponieważ studenci zwykle działali w grupach, trudno było cokolwiek zatrzymać, wiedząc, że skoro ten sam system stosowano w innych więzieniach, to kompletowano teczkę z zeznań złożonych z deklaracji innych studentów przebywających w Aiud czy Gherla, lub w innym miejscu.

I nikt z przywożonych do Pitesti z innych więzień nie mógł ostrzec studentów czy powiedzieć im co działo się w innych więzieniach, bo nowoprzybyłych natychmiast izolowano; po pierwsze – po to żeby nie mogli przekazywać wiadomości z zewnątrz przechodzącym demaskowanie, i po drugie – po to by tych nowych nie ostrzeżono przed tym co ich czeka. Ci którzy odważyli się zatrzymać jakiś szczegół, nieważne jak banalny, byli wykrywani – miesiąc, rok później – i musieli przechodzić drugi czy nawet trzeci raz przez pałowanie i tortury. I za każdym razem demaskowanie było bardziej drakońskie, gdyż człowiek nadal był “bandytą”. Nic o czym wiedziało dwóch lub trzech nie można było utrzymać w tajemnicy, bo każdy to wyznał, nie wiedząc czy ten drugi już tego nie wyznał, i to on z kolei stawał się jego demaskatorem. Diabelskie koło, z którego nie było ucieczki!

Jest na przykład przypadek studenta T z Wydziału Medycyny w Bukareszcie. Kiedy przeszedł przez demaskowanie i przekonał ODCC, że wyznał wszystko co wiedział, ktoś z innej celi ujawnił fakty które ten ukrył.

Poddano go drugiemu demaskowaniu i torturowano niemal do kalectwa. W końcu potwierdził fakty, które wcześniej ukrył i dodał inny szczegół. Za to poddano go trzeciemu demaskowaniu, ale tym razem tylko jako świadek tortur innych, zanim wyznaczono mu “pozycję”. Kiedy siedział sam na skraju łóżka i nikt na niego nie zwracał szczególnej uwagi, poprosił klawisza by wezwał Turcanu, bo miał mu coś do powiedzenia. Turcanu przyszedł, ale odmówił wysłuchania go. I wtedy T błagał go rozpaczliwie:

“Teraz jest czas byś mnie wysłuchał. Nie mogę już tego wytrzymać; muszę z tobą rozmawiać w tej chwili. Jeśli stracisz tę okazję, nie wyciągniesz ze mnie nic choćbyś nawet obdarł mnie żywcem brzytwą ze skóry”.

Turcanu oczywiście skorzystał z tej psychologicznej chwili i słuchał. T powiedział mu wszystko, absolutnie wszystko co do tej pory udało mu się ukryć, co było na pewno bardziej odkrywcze niż to co powiedział im podczas dwu wcześniejszych demaskowań. Kilka lat później powiedział: “Nie mogę zrozumieć co stało się z moją duszą, że wtedy sam zgłosiłem się żeby mówić, zwłaszcza że byłem pewien iż ODCC uznał że wszystko powiedziałem”.

Drugi przypadek to Teodoru, student medycyny z Kluż. Przeszedł przez demaskowanie, tortury, i uznano go za  “nie do pozyskania”, mimo że chętnie robił i mówił wszystko co chcieli. Ale kiedy skończyło się demaskowanie, i skończyła się zaciekłość terroru “reedukacji”, Teodoru przekręcił się w drugą stronę i stał się jednym z najgroźniejszych donosicieli, bez najmniejszego usprawiedliwienia dla tej zmiany postawy, tej dziwnej nowej zaciekłości.

Zdarzały się nawet dziwniejsze rzeczy, co może tłumaczyć liczne procesy moskiewskie, w wyniku których likwidowano wszystkich uznanych za osobistych wrogów Stalina. Zbrodnie wymyślali nie śledczy, lecz ci których torturowali. Więzień, mając nadzieję na oszczędzenie sobie dalszych tortur, przekonując swojego demaskatora, że powiedział wszystko, całą prawdę, zaczynał kłamać, i wymyślać rzeczy które nigdy nie miały miejsca, nawet w jego wyobraźni.

Student politechniki OO, aresztowany za to że nie doniósł na nikogo na pierwszym etapie demaskowania, ze strzępków informacji wymyślił istnienie organizacji wywrotowej, do członków której zaliczył, poza kolegami z roku, prawie wszystkich instruktorów, nauczycieli, wykładowców, nawet kilku profesorów, robiąc z siebie, oczywiście, jej lidera. Wielu, początkowo z obawy przed dalszymi torturami, a później z nowopowstałej w nim chęci “przekształcenia i reedukacji siebie w nowym duchu” (inaczej mówiąc, czystego szaleństwa), próbowali wykazać się “szczerością” podając nazwiska swoich rodziców lub krewnych jako członków ich organizacji.

Wszystkie słowne zeznania zapisywano na tabliczkach mydlanych i przekazywano bezpośrednio do ODCC. Biuro Śledcze, gdzie je przepisywano i od początku wszystkie donosy sprawdzano, porównywało i przeczesywało by znaleźć najmniejsze sprzeczności w raportach dwóch lub więcej osób odnośnie tego samego faktu. Kiedy sprawdzanie ujawniło jakieś sprzeczności istotne dla Securitate, każdy z tych zeznających więźniów był wzywany do biura, zmuszany do spisania swojej deklaracji i podpisania jej, po czym przez oficera politycznego przesyłano ją do MSW.

Z tego widać, że ministerstwo nie miało żadnego osobistego kontaktu czy zainteresowania tym co działo się w Pitesti; faktycznie zdobyta w ten sposób informacja była tylko przypadkowa dla prawdziwego celu. Bez względu na to jak przydatne stawały się informacje od studentów, nie wolno było zaniechać dręczenia. Tortury musiały być kontynuowane z tej prostej przyczyny, że trwający terror fizyczny (i moralny) jest konieczny dla bezbłędnego funkcjonowania odruchów warunkowych, odruchów które będą funkcjonowały długo po tym kiedy poddany eksperymentowi przeszedł przez ogień, i sam stawał się oprawcą innych.

 

[1] Autor używa terminów “Bułgar”, “Węgier” itp., kiedy odnosi się do pochodzenia danego człowieka, mimo że mógł urodzić się w Rumunii. Taka była powszechna praktyka w Rumunii – rozróżnianie pochodzenia etnicznego.

 

 

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE