JUDEOMASOŃSKA INFILTRACJA KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO II

Jerzy Kowalski, Józef Bar.

JUDEOMASOŃSKA INFILTRACJA

KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO

II

NIEBEZPIECZNE TEORIE

JANA PAWŁA II

 

TEORIA I.

O PRZYCZYNACH KRYZYSU KOŚCIOŁA

I MORALNEGO UPADKU NARODÓW EUROPY

W myśli Jana Pawła II na temat historii, stanu obecnego i przyszłości Europy można wyodrębnić dwie tendencje. Ulegniemy niepomiernemu zdziwieniu, gdy stwierdzimy, że są to tendencje skrajnie przeciwstawne, wyrastające z dwóch najzupełniej rożnych nurtów filozoficznych i religijnych.

Obok bowiem, inspiracji przesłaniem św. Augustyna wyrażonym w jego dziele O państwie Bożym; nawiązywania do wielkich dzieł św. Benedykta, św. Jakuba czy św. Wojciecha; obok retoryki o konieczności zjednoczenia Europy na kamieniach przepalonych Ewangelią, zaznacza się w przesłaniu Jana Pawia II wyraźny wątek stanowiący zaprzeczenie tych idei.

Błędna analiza kryzysu katolicyzmu i upadku moralnego narodów europejskich, zupełny brak napiętnowania sił, których ów kryzys jest dziełem – prowadzi Papieża, poprzez dialog, do owych sił akceptacji.

To co zrujnowało podstawy chrześcijańskiej jedności, obecnej przecież, w średniowiecznej Europie, a więc: reformacja, która była wielką, metodycznie przeprowadzoną operacją judaizacji chrześcijaństwa i która oderwała od Kościoła ogromne rzesze wiernych, stając się zarzewiem wojen religijnych; zatruty owoc reformacji – protestantyzm, który niczym wirus atakuje osłabiony ekumenicznym szaleństwem Kościół; dziedzictwo rewolucji francuskiej, a nawet liberalizm, w łonie głęboko antyludzkiej ideologii Praw Człowieka – wszystkie te heretyckie idee, stanowiące fundamenty współczesnych konstrukcji Unii Europejskiej, Jan Paweł II usiłuje pogodzić / wizją Europy katolickiej.

Z czego wynika ta dramatyczna sprzeczność? Czy jest ona „jedynie”, przejawem prób inkulturacji antychrześcijańskich treści współczesnej Europy? Czy Jan Paweł II rozpaczliwie usiłuje znaleźć miejsce dla Kościoła we wrogim mu Porządku świata? Czy też, mamy tu do czynienia z niezwykle niebezpiecznym zjawiskiem zbliżenia najwyższej hierarchii katolickiej do społeczno-politycznych trendów współczesności? Trendowo wyznaczanych przez siły Antykościoła.

Spróbujmy zastanowić się nad teoriami Jana Pawła II, spróbujmy odczytać jego intencje. Aby uniknąć zarzutu o stronniczość, przywołajmy w tej mierze opinię osoby, której obiektywizmu naukowego nie sposób kwestionować, zaś jej przychylność dla Jana Pawła II doda, mamy nadzieję, wartości naszym rozważaniom. Blandine Chelini-Pont jest historykiem Kościoła, autorką prac o Janie Pawle II i o ewangelizacji Europy. Będziemy się tu posiłkować fragmentami jej pracy pt. Europa według Jana Pawła II.

Zacznijmy od oceny kondycji chrześcijaństwa w Europie. Zwróćmy uwagę na groźne konsekwencje sprzeczności, jaką odsłania ta ocena. Jan Paweł II potwierdza wprawdzie fakt utraty wiary przez szerokie rzesze mieszkańców naszego kontynentu, bo i trudno tego powszechnie dostrzeganego faktu nie potwierdzić, lecz jednocześnie… wydaje się czerpać nadzieję na powrót do tej wiary, z powodów stanowiących przyczyny jej utraty:

Stwierdzenie utraty w szerokim zakresie wiary chrześcijańskiej jest świeżej daty: systematycznie wyrażane jest od czasu objęcia Stolicy Świętego Piotra przez Jana Pawła II. Powoli zaczynamy w to wierzyć. Wszelako mamy jeszcze dziwne wyobrażenie o nas samych: bez wątpienia nie jesteśmy już w Europie wierzącymi – z racji tolerancji, poczucia „rozumności “, przywiązania do wolności indywidualnej – jednak w gruncie rzeczy nadal uważamy się za chrześcijan; wierzących w transcendencję objawioną raczej przez Jezusa Chrystusa niż przez Mahometa czy Buddę, a także w wartości, które są wystarczająco płynne, by z ich powodu nikt nie musiał być wykluczony itd… W dalszym ciągu serce chrześcijaństwa utożsamiane jest z Europą Są to jednak iluzje: Europa nie jest już chrześcijańska mówi o tym sam Papież.

Rzeczywiście, Jan Paweł II często i niekiedy surowo ocenia stan świadomości religijnej i moralnej współczesnych mieszkańców naszego kontynent u Jego wypowiedzi w tej kwestii są liczne i dość powszechnie znane17 Czy jednak papieskie oceny są pełne i spójne trafna diagnoza musi sięgać przyczyn, i tylko taka warunkuje skuteczność terapii jak wobec tego zinterpretować ową, tak często wyrażaną i akceptowaną przez Jana Pawła II tolerancję, rozumność, indywidualną wolność i wartości wystarczająco płynne… by być dla chrześcijaństwa silą destrukcyjną.

Naszym zdaniem, przyczyn owego paradoksu należy szukać w całkowicie błędnej ocenie tego wszystkiego co zwykło się określać jako myśl filozoficzna Europy, przyjmowana tu w swym ewolucyjnym, by nie powiedzieć, darwinistycznym aspekcie. Jan Paweł II wydaje się nie przywiązywać zbyt wielkiej wagi do identyfikacji genezy owych nurtów myślowych i mimo ich zdecydowanie antykatolickiego oblicza, usiłuje odnaleźć u ich źródeł szczątki chrześcijańskiej inspiracji. Przyczyny takiej postawy tkwią, wg. nas w bardzo specyficznej formacji filozoficznej młodego K. Wojtyły. Już uczestnictwo w osławionym

Teatrze Rapsodycznym * założonym przez jego pierwszego mistrza Mieczysława Kotlarczyka, zbliżyło przyszłego Papieża do myśli okultystycznej w jej formach: teozoficznej i kabalistycznej18. Jednak największy wpływ na kształtowanie się postaw filozoficznych i światopoglądowych K. Wojtyły wywarły jego koleje w latach 1945-1960. Rodzą się wówczas w myśli przyszłego Jana Pawła II skłonności do syntetyzowania przeciwstawnych nurtów filozoficznych. Zwrócił na ten fakt uwagę nawet hagiograf Papieża Rocco Buttiglione gdy pisał:

Lata pomiędzy zakończeniem wojny i rokiem 1960 są dla Wojtyły okresem swego rodzaju filozoficznego terminowania. W tym okresie intensywnie przeżywa on fundamentalne dla jego myśli doświadczenia kulturowe i definiuje ideowych partnerów swej filozofii. Na początku tego okresu Autor nasz przebywa na Angelicum w Rzymie, gdzie najbardziej wyróżniającą się postacią był wówczas o. Reginałd Gatrigou-Lagrange; następnie Wojtyła przenosi się na Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, gdzie najwybitniejszą osobowością był Roman Ingarden, przyjaciel Husserla i ojciec polskiej fenomenologii. Garrigou-Lagrange wprowadza Wojtyłę w myśl św. Tomasza i św. Jana od Krzyża; Ingarden [i inni fenomenologowie z Krakowa] zapoznają go z myślą Schelera i filozofią nowożytną, w szczególności z Kantem19.

Tego rodzaju praktyki nie pozostają bezkarne. Skłonność do syntezy przeciwieństw przeradza się najczęściej w skłonność do synkretyzmu. Występują poważne trudności w zachowaniu integralności postaw, identyfikacji zagrożeń i ocen rzeczywistości. Wszystkie te przypadłości można obserwować w analizach Jana Pawia II dotyczących współczesnego Kościoła i Europy. Papież nie używa, zatem słów oddających grozę sytuacji. Jan Paweł II usiłuje oddalić dramat na sposób niemal magiczny, przy pomocy słów-zaklęć.

Spójrzmy na tę tezę w świetle analizy myśli papieskiej, tak jak nam ją przedstawia B. Chelini-Pont:

W oficjalnych wypowiedziach duchownych Kościoła katolickiego powraca dziś często termin „post-chrześcijański” wszelako Jan Paweł II nie używa go w odniesieniu do Europy. Obecny Papież mówi o Europie zsekularyzowanej, co nic oznacza takich samych konsekwencji dla sposobu, w jaki pojmuje on re-ewangelizację Europy. W odróżnieniu od Piusa X II, który rozumiał odłączenie się Europejczyków od chrześcijaństwa jako konieczny skutek upadku moralnego. […] Jan Paweł II akcentuje przede wszystkim to, co stanowiło [i nadal stanowi] o naszej chwale i tożsamości, a mianowicie naszą skłonność do tworzenia nowej myśli.

Jesteśmy w miejscu, z którego można zaobserwować zadziwiający optymizm Jana Pawła II. Papież wydaje się akceptować, ba uważać za Europy powód do chwały, przyczyny jej moralnego kryzysu. Tu rzeczywiście rysuje się diametralna sprzeczność z nauczaniem jego wielkich poprzedników, którą najlepiej podkreślą słowa, właśnie Piusa XII:

korzenie moralności współczesnej tkwią w naukowym ateizmie, dialektycznym materializmie, racjonalizmie, iluminizmie, laicyzmie i wolnomularstwie, które jest matką ich wszystkich.. .20

Słowa te, wyrażają diagnozę bezbłędną. Pius XII dokonuje tu jednoznacznie negatywnej oceny, nie czego innego, jak zatrutych owoców nowej myśli zrodzonej w lożach masońskich Europy. Różnica stanowisk tych dwóch Papieży jest subtelna lecz ogromna. Bo choć, Jan Paweł II także często poddaje krytyce; ateizm, materializm czy systemy totalitarne, to jednak konsekwentnie unika jasności wyrazu swych poprzedników. Jego analizy zagrożeń są zadziwiająco selektywne. Nigdy z jego ust nie usłyszeliśmy tego najważniejszego, podsumowującego przyczyny degradacji Europy słowa, wolnomularstwo.

 

TEORIA II.

O DZIEDZICTWIE REWOLUCJI FRANCUSKIEJ

Jan Paweł II uchodzi w powszechnej opinii za Papieża Soboru Jest to opinia prawdziwa. Rola kard. Wojtyły podczas obrad Vaticanum II jest trudna do przecenienia, a jego uczestnictwo w pracach nad przyholowaniem soborowy konstytucji ( i Kościele w świecie współczesnym jest, naszym zdaniem, kluczem do wyjaśnienia sprzeczności jego zadziwiających teorii . Przyjmując w sposób symboliczny imiona swych poprzedników, [zwanych umownie Papieżami soborowymi Jana XXIII i Pawia VI] Jan Paweł II. stał się twórczym kontynuatorem ich dzieła. A dzieło to usiłuje pojednać Kościół z dziedzictwem francuskiej rewolty 1789 r., pogodzić Kościół z najczarniejszym, antykatolickim nurtem w Europie.

Posłuchajmy ponownie głosu B. Chelini-Pont. Zwróćmy uwagę, jak próbuje odeprzeć podobne, przedstawionym przed chwilą, zarzuty:

Łatwo może powstać zarzut, że zwłaszcza w kwestii wolności, umysły europejskie umocniły się w opozycji do chrześcijaństwa. Jednakże w tym właśnie miejscu możemy mieć do czynienia z przykładem inkulturacji, którą tu w pośpiechu skarykaturujemy: Francuskie rewolucyjne ideały wolności, równości i braterstwa, nadzwyczajny postęp w dziedzinie prawa, który spowodowało ogłoszenie praw człowieka – wszystkie te idee nie zostały wypracowane w Europie przez wierzących chrześcijan; co więcej, wymyślono je przeciwko chrześcijańskiemu objawieniu, ponieważ uosabiał je porządek jawnie niesprawiedliwy. Rany „ducha francuskiego” zagoiły się dzisiaj na tyle, by chrześcijańska nadzieja mogła te idee znów obdarzyć całkowitym zaufaniem, co podkreśla kardynał Lustiger: „te trzy słowa: Wolność, Równość, Braterstwo […] winny odzyskać swą początkową doniosłość ewangeliczną i chrześcijańską. Naszym obowiązkiem jako wierzących chrześcijan i katolików jest uczestnictwo wbudowaniu Europy. I jest to, jak mi się zdaje, jedyny sposób przedstawienia tych wartości naszemu stuleciu – jedyny dla wszystkich mężczyzn, wszystkich kobiet, wierzących i niewierzących, chrześcijan i niechrześcijan, sposób dający im wiarygodną nadzieję na odnalezienie w tych wartościach normy dla rozumu i rękojmi zwycięstwa nad rozpaczą i niewiarą

Powyższa analiza zawiera kompletną niemal wykładnię oficjalnego stanowiska Kościoła wobec europejskiej cywilizacji w jej obecnych formach. Rangę tej wypowiedzi niech potwierdzi fakt, że jej autor kard. Lustiger21 został w październiku 1991 r. mianowany przez Jana Pawła II Przewodniczącym Synodu Biskupów Europy. Uważamy, że postawę hierarchii cechuje niebezpieczna, utopijna myśl, zakładająca pogodzenie ewangelicznej nauki z antyewangeliczną praktyką współczesności. Kuriozalnym przykładem tego rodzaju myślenia są, naszym zdaniem, słowa Jana Pawła II wypowiedziane w Gnieźnie d VI 1997 r.:

Do prawdziwego zjednoczenia kontynentu droga jeszcze daleka – W imię poszanowania Praw Człowieka, w imię Wolności, Równości, Braterstwa, w imię międzyludzkiej solidarności i miłości wołam: nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi! Bez Chrystusa nie można budować trwałej jedności.

Ale czy to tylko utopijna idea dialogu ze światem, mąci wzrok współczesnym hierarchom katolickim?

Twierdzenie, jakoby rany zadane Europie przez Rewolucję I francuską zagoiły się i można dziś zaakceptować tej rewolucji ideały, w zderzeniu z rzeczywistością religijną, moralną, ekonomiczną i polityczną kontynentu zakrawa na kpinę. Nawet przy założeniu, że Kościół usiłuje inkulturować antywartości współczesnej cywilizacji, trzeba stwierdzić, że są to działania z gatunku tych, które próbują łączyć wodę z ogniem. Powyższa interpretacja nie jest jednak prawdziwa. Kościół nie dokonuje inluilturacji Antykościoła, to On sam, to Jego doktryna i nauka jest reinterpretowana przez Antykościoł.

Widział to ogromne niebezpieczeństwo najwybitniejszy bodaj myśliciel katolicki XX wieku, prof. Agosto del Noce, gdy u schyłku lat 70-tych pisał:

Czego żąda się od katolików współczesnych, jeżeli nie sprowadzenia chrześcijaństwa do moralności, oderwanej od wszelkiej metafizyki i wszelkiej teologii. […] Moralność ta byłaby nawet zdolna…… położyć kres odwiecznemu podziałowi pomiędzy Wschodem a Zachodem”, co w rzeczy samej usiłuje się robić. Owa moralność uniwersalna jest tolerancyjna dopuszcza ona, że pewni ludzie, katolicy właśnie, mogą dorzucić do niej nadzieję pozaświatową, czysto religijną w sensie transcendentalnym. Jeżeli są przez nią ożywiani w kierunku praktycznym, ludzkim, to świetnie – być katolikiem dla humanistów  to właśnie to. Ale stawiają tu oni jeden warunek – uznanie, że wiara i nadzieja są tylko „dodatkiem “, że etyka i polityka pozostają poza wszelkim wyznaniem religijnym; że bycie świadomym tego faktu oznacza pracę na rzecz zjednoczenia łudzi dobrej woli, że w sumie, wiara może podzielić, podczas gdy miłość, związana z jedną nauką, prawomocną dla wszystkich, jednoczy Owa communis opinio, to nic innego jak zasadnicza teza masońska, banał profesorów filozofii moralnej końca X IX wieku, wynurza się ponownie na powierzchnię w naszych czasach. Jeszcze raz znajduje potwierdzenie sławne rozróżnienie pomiędzy katolikami integrystami i katolikami postępowcami. Na nim opierali się już kato-komuniści sprzed lat proponując rodzaj bojkotu integrystów pod postacią „wykluczenia stulecia” i twierdząc obłudnie, że „wykluczyli się. oni sami odrzucając dialog”, identyczna postawa jest dzisiaj proponowana przez zwolenników „ekumenicznego ” dialogu między katolikami i masonerią.

Istnieje pewna jednolita moralność, która może być odmieniana w rożnych językach i jej formuła katolicka, owszem jest dopuszczalna, pod warunkiem, że… Warunki już wyłożyłem, zaś jedna strona tego dialogu wyznaje przekonanie, że pierwsze lata trzeciego tysiąclecia powinny widzieć koniec katolicyzmu poprzez eutanazję. Albo raczę/ katolicyzm powinien być zinterpretowany wewnątrz humanizmu masońskiego, i w tym sensie masoneria może się dzisiaj przedstawiać – i robi to – jako najbardziej umiarkowany z laicyzmów. Katolicyzm nie jest prześladowany, ale właśnie reintepretowany.  W humanistycznym ekumenizmie może bardzo dobrze znaleźć swe miejsce sekcja rytu katolickiego “

Zapamiętajmy tę analizę prof. Del Noce ma ona dla przedmiotu naszych rozważań znaczenie kluczowe. Wszystkie przedstawione w tej pracy tezy bronią się jej silą.

 

TEORIA III.

O HERETYCKIM PROTESTANTYZMIE

Wydaje się, że źródłem optymizmu Papieża, gdy idzie o kondycję moralną Europejczyków pozostaje fakt. zarówno religijny jak historyczny, zbiorowego chrztu każdego europejskiego narodu, dokonujący się przez nawrócenie króla lub ewangelizację prowadzoną przez wielkiego świętego unifikatora jako niezniszczalny akt duchowy, pisze francuska autorka. Jednak i dla niej takie postrzeganie dziedzictwa chrześcijańskiego Europy wydaje się być niezrozumiałe i mimo całej swej przychylności dla Jana Pawła II pozwala sobie na taki oto komentarz:

W tym sensie, nie przesądzając o wyniku jego własnej analizy, Jan Paweł Ił. nie powinien traktować z taką sympatią europejskiego protestantyzmu, ponieważ nie ma on takich źródeł i nie jest efektem kolektywnego chrztu narodowego. Podobnie jak inne „odległe” od europejskiej formy, byłby on zatem swego rodzaju odrzuceniem prawdy objawionej i przekazanej katolicyzmowi, formą, która zrodziła twierdzenia wiaty heretyckiej.

Redakcja Znaku komentując ten fragment tekstu B. Chelini-Pont stwierdza, że jest on wyłącznie jej domniemaniem. Cóż, ekumeniczny Znak ma prawo do swego zdania, lecz my zachowujemy je także. Dla nas ten dialog Papieża z heretyckim protestantyzmem jest wyraźnym elementem jego teorii i podkreśla pewną ich logikę. Postawa Jana Pawła II wobec protestantyzmu to jest postawa, która przez jego poprzedników na Stolicy św. Piotra była wielokrotnie potępiana. Sobór Watykański I wymieniał protestantyzm w jednym szeregu z takimi zagrożeniami Kościoła jak: jansenizm, socjalizm, komunizm, filozofię niemiecką i wolnomularstwo. Pisarz katolicki Disbach — żyjący w odległej już, lecz nie skażonej ekumenicznym obłędem epoce – wyraził się równie precyzyjnie:

Wszystko zaczęło się od buntu Lutra, by przez oświecenie i masonerię dojść do roku 1789, do liberalizmu i socjalizmu.

Jeszcze trzydzieści lat temu katolikowi nie godziło się prowadzić jakichkolwiek dyskusji religijnych z protestantem, a za uczestnictwo w religijnych obrzędach innowierców groziła kara ekskomuniki. Dziś w dobie nabożeństw ekumenicznych postawa Jana Pawła II znajduje uznanie nawet w kręgach katolików określających się mianem tradycjonalistów. Uchodzący za takie właśnie tradycjonalistyczne pismo Nasz Dziennik, bez najmniejszej żenady delektuje się teoriami Papieża:

Papież podjął odważną refleksję na temat roli Marcina Lutra w dziejach Kościoła. Pielgrzymował do Augsburga, miasta narodzin reformacji. Spotykał się niejednokrotnie z delegacją Światowej Federacji Luterańskiej. Mówił wprost i wielokrotnie o konieczności oddychania przez Kościół dwoma płucami – Wschodnim [symbolizującym tradycję prawosławia] i Zachodnim [określającym tradycje Kościoła łacińskiego]23

 

TEORIA IV.

O LIBERALNEJ DOKTRYNIE PRAW CZŁOWIEKA

Rozumiemy karkołomną sytuację tradycjonalistów z Naszego Dziennika, która wymusza określanie kuriozalnych teorii Papieża jako podjęcie odważnej refleksji. Jednak prof. Leszek Kołakowski, stały i przyjmowany z honorami uczestnik konwentykli w Castel Gandolfo, nie ma takich ograniczeń, gdy szkicuje wizerunek Kościoła i Papieża dialogu. Gdy uważnie wsłuchamy się w treść słów profesora, niechybnie usłyszymy rechot tego, który jego zdaniem, też może być zbawiony24:

To, że liberalne idee wchodziły jak gdyby w krew społeczeństw, które wyrosły z idei Rewolucji Francuskiej, to było naturalne. Przy wszystkich konfliktach, wałkach, starciach zwycięstwo idei liberalnych w Europie i Ameryce Północnej wydaje się z dzisiejszej perspektywy nieuchronne. I jest interesujące, jak Kościół posoborowy zasymilował rożne rzeczy, które wydawały się trudne do asymilacji. Ja rozumiem tych tradycjonalistów; rozumiem, jak kardynał Ottaviani, już wtedy ślepy, mówił: „Jestem szczęśliwy, że już jestem taki stary i niedługo umrę, bo może jeszcze umrę w katolickim Kościele “. Rozumiem tych ludzi, tak niesłychanie przywiązanych do całej tradycji kościelnej, nieustępliwych dla herezji i dla błędu, dla tego co jest błędem doktrynalnym, błędem z punktu widzenia tradycji chrześcijańskiej. A jednak okazało się, że dużo rzeczy jest możliwych. Idea Praw Człowieka, na przykład, nigdy nie miała dobrej reputacji w tradycji kościelnej. Była przecież historycznie związana z Rewolucją Francuską, z wolnością sumienia i wolnością religii. Jednakże nasz obecny Papież jest wielkim szermierzem idei Praw Człowieka 25

Nie myli się. niestety, prof. Kołakowski, a Jan Paweł II rozwiał resztki naszych złudzeń, gdy w 1995 r. przemawiając do Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Yorku, nazwał Deklarację Praw Człowieka jedną z najwznioślejszych wypowiedzi ludzkiego sumienia naszych czasów.

Trackbacks/Pingbacks

  1. NarodowySzczecin.pl – Jacek: wyszperane 08/12/12 - 09/12/2012

    […]  nie zdobył żadnego komentarza. Znalazłem go tu: http://gazetawarszawska.com/2012/12/07/judeomasonska-infiltracja-kosciola-katolickiego/ Z kolei inny tekst o podobnej bardzo tematyce wywołał tu: […]

  2. JERZY KOWALSKI JÓZEF BAR: JUDEOMASOŃSKA INFILTRACJA KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO IV - Gazeta Warszawska - 10/12/2012

    […]  http://gazetawarszawska.com/2012/12/07/judeomasonska-infiltracja-kosciola-katolickiego/ […]

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE