Polska kraj żydomasonerii

 Polska kraj żydomasonerii

 Matka dzieci z Pucka: Zabrali mi je w pięć minut

Skrzywdzona przez los i bezdusznych ludzi matka opowiada nam o swoim koszmarze. – Pani kurator pokazała mi papier, postanowienie sądu, że odbierają mi prawo opieki nad dziećmi. Nawet nie dostałam go do ręki, tylko miałam ubrać dzieci. W kurtki i buciki, miały zabrać tylko to, co mają na sobie. A potem mi je zabrali, całą piątkę – wspomina Hanna Elend (25 l.), matka Kacpra (+3 l.) i Klaudii (+5 l.), którzy zginęły w piekle urządzonym im przez zastępczych rodziców z Pucka. – Potem zostałam sama. To trwało błyskawicznie, jakby minęło pięć minut. Kolejne wyniki kontroli spraw związanych z rodziną zastępczą, która zakatowała Kacpra i Klaudię potwierdzają, że doszło do wielu nieprawidłowości. A biologiczna matka dzieci pogrążona w rozpaczy zdecydowała się opowiedzieć reporterom Faktu o szczegółach odebrania jej piątki dzieci.– Nie potrafię się z tym pogodzić. Straciłam dzieci, bo tak zadecydowali urzędnicy. Później to właśnie urzędnicy nie potrafili dopilnować, by moje maleństwa były pod dobrą opieką. Tyle błędów, taka bezduszność, to po prostu niewyobrażalne – mówi Hanna Elend (25 l.), biologiczna matka Kacpra ( 3 l.) i Klaudii ( 5 l.), dzieci, które zginęły w piekle, urządzonym im przez zastępczych rodziców z Pucka. Pozostała trójka, która wtedy trafiła do rodziny Anny (32 l.) i Wiesława (36 l.) Cz., przebywa teraz w innej rodzinie zastępczej.

Rodzina Elendów dostała kuratora w sierpniu 2011 r. Przydzielono go im, bo korzystali z pomocy opieki społecznej, a jej mąż Daniel (26 l.) miał kłopoty z prawem. W grudniu trafił do więzienia.

– Pani kurator pojawiała się u nas bardzo rzadko, nie udzielała mi żadnych rad, nie mówiła jak mam postępować. Przyjechała kilka dni przed świętami, a potem 18 stycznia wieczorem. Nic nie wskazywało na to, że już następnego dnia stracę dzieci – wspomina Hanna Elend. 19 stycznia pojechała do urzędu pracy, by podpisać podnie o zasiłek. Pięciorgiem jej dzieci opiekowała się znajoma. Gdy pani Hanna wróciła, pod dom podjechał bus z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Krokowej. Wysiadła kurator. Pokazała pismo z informacją, że sąd odebrał matce prawo do opieki nad dziećmi.

– Kazała maluchom ubrać kurtki i buciki. Powiedziałam, że spakuję im rzeczy, ale usłyszałam, że nie trzeba, że tam wszystko będzie – opowiada pani Hannna. – Miały zabrać tylko to, co mają na sobie. Nie wiedziałam nic o postanowieniu sądu. Nie byłam na żadnej rozprawie. Dzieci zaczęły płakać, łapać mnie za ręce, przytulać się…

Ale urzędniczka była nieugięta. Dała pani Hannie kartkę z nowym adresem dzieci – adresem domu Anny i Wiesława Cz. Po dwóch dniach odwiedziła swoje pociechy. – Usłyszałam jeden wielki płacz. One chciały wracać ze mną… – pani Hannie łamie się głos, gdy sobie to przypomina.

Oficjalne pismo z decyzją sądu dostała dopiero miesiąc później. Pracownicy GOPS w Krokowej nie mają sobie nic do zarzucenia. Twierdzą, że starali się pomóc. Wiadomo, że wiele nieprawidłowości popełnili pracownicy Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Pucku, którzy wybrali dla dzieci opiekunów, którzy stali się katami dla Kacperka i Klaudii.

Kontrola wojewody pomorskiego wykazała, że Anna i Wiesław Cz. w ogóle nie powinni zostać rodziną zastępczą. – Ja czułam, że ci ludzie nie są dobrymi kandydatami na rodzinę zastępczą. Nie mogę zrozumieć, jak mogło do tego dojść – płacze załamana matka.

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE