Lista nagłych zgonów: 120913

ppłk Wiesław Matejczuk , dr Hanna Karolczuk oraz dr Zdzisław Burakowski

 

Widzę, że w Waszej “Gazecie Warszawskiej” zaczęliście zbierać materiały na temat tzw. “niewyjaśnionych śmierci” w ostatnich latach. Przypadek mojego Ojca z 5 grudnia 2008 roku z pewnością kwalifikuje się do tego. W wypadku niedaleko Opoczna zginął mój Ojciec oraz dwie towarzyszące mu osoby w tzw. “wypadku samochodowym”: ppłk Wiesław Matejczuk (mój Ojciec), dr Hanna Karolczuk oraz dr Zdzisław Burakowski. Jechali wszyscy na jakieś rekolekcje do Lublina, organizowane przez Ligę Polskich Rodzin. Oto kilka faktów z tego “wypadku”:

1. Jechali z Grodziska Mazowieckiego i w Opocznie wstąpili do jakiejś przydrożnej restauracji na posiłek;

2. Tuż po 14-tej wyruszyli w dalszą trasę przy pięknej, słonecznej pogodzie.

3. Według jednego ze świadków, który jechał za samochodem Ojca, w pewnej chwili samochód zjechał trzy razy niespodziewanie na lewą część drogi – za trzecim razem nastąpiło zderzenie z nadjeżdżającą z naprzeciwka furgonetką;

4. Wszyscy byli zapięci pasami bezpieczeństwa, zaś ten sam świadek stwierdził, że jechali bardzo wolno – w granicach 40 km na godzinę;

5. W wypadku wszyscy ponieśli śmierć na miejscu – według zdjęcia powypadkowego, zrobionego w kilka minut później wyraźnie widać, że nawet jeśli mógł zginąć mój Ojciec w wyniku bezpośredniego uderzenia (jako kierowca), o tyle co najmniej tajemniczymi wydają się zgony na miejscu dwóch pozostałych osób;

6. Wszystkie osoby liczyły sobie powyżej 70 roku życia i z pewnością zareagowałyby już na pierwszy zjazd Ojca na przeciwległy pas ruchu;

7. W miejscu “wypadku” droga była prosta, o doskonałej widoczności, zaś sam “wypadek” nie nastąpił w wyniku wyprzedzania ani żadnego innego manewru.

Dane na temat mojego Ojca (moje wspomnienia) oraz zdjęcia i inne dokumenty (ostatnie zdjęcie jest właśnie tym, na które się powołuję) można znaleźć na portalu Polonia Semper Fidelis pod adresem: http://www.atopolskawlasnie.com/polskie_drogi/MatejczukWieslaw/MatejczukWieslaw.html

Mój Ojciec był zawsze nad wyraz “niewygodny” dla komunistów, a potem – w roku 1989 (kiedy dwie tajne organizacje oficerów w wojsku polskim połączyły się, wręcz szokująco niewygodnym. Mój Ojciec był jednym z oficerów Śląskiego Okręgu Wojskowego, który już w latach 70-tych zorganizował taką tajną organizację. w drugiej połowie lat 80-tych doszło do kontaktu z podobną organizacją oficerską z Wielkopolskiego Okręgu Wojskowego pod płk Dorffem. W 1989 roku obie organizacje utworzyły wspólne Stowarzyszenie Patriotyczne “Viritim”, z którego ujawniło się (na ogólną liczbę ponad 200 oficerów) bodajże 14. Pozostali nadal są w konspiracji. Tych 14 miało reprezentować “Viritim” oficjalnie wobec tzw. “pookrągłostołowej odnowy” wobec władz. Wszyscy dla bezpieczeństwa nie mogli się ujawnić. Więcej wiadomości na temat samej “Viritim” można znaleźć tutaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Viritim

Ujawnienie się “Viritim” było wielkim szokiem przede wszystkim dla komunistów, lecz także dla masońsko-żydowskiej strony tzw. “opozycji demokratycznej” po “okrągłym stole”. Natychmiast też ujawnieni stali się przedmiotem śledztwa WSI, które było prowadzone nie tylko za Jaruzelskiego, ale i Wałęsy. Śledztwo to zmierzało do ustalenia całości organizacji, ale – o ile wiem – nie udało się to. Może kiedyś sytuacja w Polsce dojdzie do normalności i wówczas – o ile będą jeszcze żyli – inni oficerowie się ujawnią.

Podczas wizyt mojego Ojca u mnie w USA dowiadywałem się, że Ojciec stale utrzymywał z nieujawnioną częścią organizacji (przynajmniej na Śląsku – Górnym i Dolnym a także prawdopodobnie w Krakowskim OW) kontakty.

Politycznie Ojciec był najpierw zaangażowany w Porozumienie Centrum, które jednak porzucił, przechodząc do Ligi Polskich Rodzin, by następnie podjąć współpracę z Porozumieniem Polskim.

Pozostałe dwie osoby – ofiary tego “wypadku samochodowego” – nie były tak aktywnie włączone w działalność Ojca, chociaż z pewnością wiedziały o niej i – być może – w jakiś sposób współdziałały, ale tego pewien nie jestem. Byli to po prostu bardzo bliscy przyjaciele mojego Ojca.

W samym wypadku tkwi też wiele niewyjaśnionych zagadek (poza samymi okolicznościami). Otóż na miejscu “wypadku” początkowo “nie znaleziono” teczki Ojca, z którą się nigdy nie rozstawał. “Znaleziono” ją bodajże 5 dni później – pustą…

Niektórzy lekarze nie wykluczają użycia toksyn przechodzących ze stanu stałego w gazowy, podrzuconych do samochodu, co by mogło korespondować z nielogicznym zachowaniem się kierowcy (mojego Ojca) oraz całkowitym brakiem reakcji współpasażerów. Chodzi jednak o to, że toksyny takie równie szybko rozkładają się w organiźmie człowieka (zazwyczaj 48-72 godziny). I tutaj następny znak zapytania.

Otóż moja siostra oraz córka Pani dr Karolczuk zostały wezwane na autopsję do Piotrkowa Trybunalskiego na poniedziałek 8 września 2008 roku (“wypadek” miał miejsce w piątek i taka procedura jeste zrozumiała). Jednakże kiedy stawiły się tam okazało się, że z jakichś bliżej niesprecyzowanych przyczyn przełożono autopsję na następny dzień czyli na wtorek. Czyżby chodziło o to, by dać czas na całkowity rozkład ewentualnych resztek toksyn ? Córka Pani dr Karolczuk jest również lekarzem medycyny i mogłaby coś zauważyć w raporcie…

Trudno mi powiedzieć, co mogło być motywem zorganizowania tego “wypadku” pod Opocznem. Zemsta reżimu czy też Ojciec mógł wieźć coś w owej teczce ?

Początkowo myślałem, że może mój kolega z czasów doktoranckich u ś.p. prof. Czesława Blocha na KUL – Jan Łopuszański mógłby wiedzieć coś o ewentualnych dokumentach etc. Przyjechał parę razy na KUL do ś.p. prof. Czesława Blocha w sprawach naukowych ale i politycznych. Właśnie wtedy się poznaliśmy (rok 1988). Później, po opuszczeniu przeze mnie Polski w 1990, był on w kontaktach z moim Ojcem. Najpierw w ramach LPR, potem Porozumienia Polskiego. Jednakże w rozmowie telefonicznej z nim okazało się, że Jan nie ma pojęcia o żadnej dokumentacji, którą ewentualnie Ojciec mógłby wieźć do Lublina.

S. Matejczuk

PS

Dr Hanna Karolczuk – lekarz pediatra z Czeladzi. Wieloletnia przyjaciółka moich Rodziców. Jej mąż, ś.p. dr Henryk Karolczuk ratował w roku 1979 asystentów z uczelni śląskich, usuwanych z pracy przez SB za kontakty z moją ówczesną organizacją – Patriotycznym Zrzeszeniem Studentów Polskich, zatrudniając ich w Głównym Instytucie Górnictwa (GIG) w Katowicach.

Dr Zdzisław Burakowski – lekarz dermatolog z Grodziska Mazowieckiego, wieloletni przyjaciel mojego Ojca. Wspólnie zaangażowani w sprawy narodowe, lecz szczegółów nie znam.

Niewiele tego, ale nie potrafię powiedzieć nic więcej.

SM

 

 

, , , , , , , ,

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE