Jędrzej Giertych: NIEDOSZŁE PAŃSTWO ŻYDOWSKIE W LUBELSZCZYŹNIE Cz.2.

STANOWISKO KÓŁ POLITYCZNYCH ŻYDOWSKICH

Czy były w 1939 roku takie koła polityczne żydowskie, które dążyły do rozwiązania „terytorialistycznego” sprawy żydowskiej w Polsce przy pomocy Niemców i do zorganizowania państwa żydowskiego w Lubelszczyźnie?

Informacją kluczową w tej sprawie jest książka wybitnego polityka żydowskiego p. Wło­dzimierza Żabotyńskiego, wydana w roku 1940 w Londynie, formułująca postulaty co do roz­wiązania sprawy żydowskiej w Środkowo- Wschodniej Europie w trakcie drugiej wojny światowej (,,The Jewish War Front”, by V. Jabotinsky. Londyn 1940, George Alien êz Unwin).

Najważniejszy ustęp tej książki brzmi jak następuje. (Najbardziej znamienne słowa lub zdania podkreśliłem).

“At the close of this war there will evidently be an additional complica­tion in Poland’s Jewish (problem: the question of the Lublin Reservation. It is apparently the intention of the Nazi government to carve out a district around the city of Lublin in the south-eastern corner of German-occupied Po­land and to (use it for the compulsory settlement of Jews. There is some method in this choicer the Lublin province had the highest percentage of Jews among all prov­inces of Poland—42.9% in the towns, 6% In villages, 13% in all. A beginning has already been made in respect of the transportation of Jews to this district, but the scope of the project is uncer­tain. It is not yet known whether the réservation is intended for all the Jews under the control of Germany or only for certain sections or catégorie«. It is Im­possible, at the time of writing, to as­certain what is actually happening the­re. It has already been rumoured that the plan has been abandoned; and again that 90 000 Jews from Bohemia and «Moravia, 100,000 from Vienna, and so on , would soon be transferred to Lublin.

The area of the reservation was alleged to be two hundred square mi­les or two thousand, or five thousand, or more (the Polish province had an area of about 10.000 square miles). All this may mean that the German go­vernment has not yet condescended to reveal all the details of its plan, and we have no other choice but to realy on gossip and guesswork; and it also may mean that the German i government has nothing to reveal — that the plan is no plan, but a vague improvisation. There is, !by the way, a universal but foolish tendency to overestimate Germany’s ,,planning” abilities, which overlooks the very obvious fact, that quite often at crucial moments, both before and during the war, the Nazi government has gone to work without any definite design. political or strate­gic has changed its schemes every day, and generally lives from hand to mouth. It is, therefore, quite possible that the Lublin reservation scheme may be abandoned, or that it may develop into something big, or may stop in the middle of this develop­ment.

What the maximum of this develop­ment (if attainable) would be may be gauged from the following computa­tion recently made (by the Manchester Guardian, “The {Nazis”, that newspaper says, “have not indeed re­vealed how big the reserve is going to ‘be. If one generously assumes that it covers the whole of the Lublin vojvodship it will have an area of 13.000 (?) square miles. Its present population is 2.464.000, of whom 259.500 are Jews. The Jews will stay, but the other inhabitants will have to ‘leave for the Remainder State, for Germany, or for Russia, according to their nationality. In their place it is planned to send 1.500.000 Jews from the Remainder State, 500.000 from the Polish terri­tories annexed by Germany, 180.000 from Germany and the Sudetenland, €5.000 from Austria, and 75.000 from the Protectorate of Bohemia and Mo­ravia. In all, this Province already one of the poorest in Poland, would have to support over 3.0000.000 people”.

One thing is clear: in making any forecasts of the future of Poland’s Jewish problem, the contingency must be very seriously taken into aocount that there may be found to exist, at moment of restoration, an area of some importance to which hundreds of thou­sands of Jews have been transported from other parts of Poland. Two prob­lems will immediately arise: first, the re-incorporation of that district into the general /body of the republic, its administrative, economic and — above all — ethnical assimilation with the remainder of the country; secondly — what to do with that agglomeration of Jews. If by then they have all star­ved to death, the problem will ;be solved; fout one must allow also for the other eventuality— that by some mi­racle, perhaps by some magnificent ef­fort of international charity, that easy way out will have ‘been prevented, so that the problem will still exist: what to do with these Jews?

Logically, the reincorporation of the Lublin district into a democratic Po­land where all enjoy equal rights can only mean that those hundreds of tho­usands of Jews would be free to dis­perse from the congested area and re­turn to their former towns, or to towns in other parts of Poland. The correct application of this logical cour­se would, however, threaten at once to upset the balance of economic in­terests (a precarious equilibrium at best, during the first stages of a re­construction), to »envenom the social atmosphere, and to force into the fo­refront a controversy which everyone would prefer, at least, to postpone.

This will be only one of the many m-‘lar facets of the situation: not only the Lublin Jews but all the Jews will, iri a sense, be ,,coming back” to recover jobs from which they have been turned out, even if -their exile did not take them any farther than round the corner. But the Lublin reservation is likely to prove a concentrated and magnified — and extremely suggesti­ve — illustration of the general trage­dy.” (Str. 80-83. Wszystkie podkreślenia moje).

(Przekład. W chwili zakończenia obecnej wojny zdaje się będzie istnieć dodatkowa komplikacja w stanie problematu żydowskiego w Pol­sce: sprawa rezerwatu lubelskiego. Jest najwidoczniej zamiarem rządu hi­tlerowskiego wykroić okrąg wokół miasta Lublina w południowo wschodnim kącie Polski, okupowanej przez Niemców i użyć (go do przymusowe­go osiedlenia żydów. Jest w tym wy­borze metoda: prowincja lubelska mia­ła najwyższy procent Żydów ze wszys­tkich prowincji  Polski — 42.9% w mia­stach, 6% po wsiach, 13% ogółem. Początek, jeśli idzie o przetransportowa­nie żydów do tego okręgu, został Już zrobiony, ale zakres projektu jest niepewny. Nie jest jeszcze wiadome, czy rezerwat jest przeznaczony dla wszy­stkich Żydów pod władzą. Niemiec, czy tylko dla niektórych sekcji i katego­rii. Jest rzeczą niemożliwą, w chwili pisania tych słów ,, stwierdzić, co się tam w istocie dzieje. Były już (pogłoski, że plan został porzucony; i znowu, ze -90,000 żydów z Czech i Moraw, 100,000 z Wiednia i tak dalej, zostanie wkrót­ce przeniesionych do Lublina. Mówiono o obszarze rezerwatu, że ma on wyno­sić dwieście mil kwadratowych, lub dwa tysiące, lub pięć tysięcy, lub więcej (polska prowincja miała obszar około 10,000 mil -kwadratowych). Wszystko to może znaczyć, że rząd niemiecki jeszcze nie raczył odkryć wszyst­kich szczegółów swego planu i nie po­zostaje nam nic innego jak zdać się na plotki i zgadywanie; i może to tak­że znaczyć, że rząd niemiecki nie ma nic do odkrywania — że plan nie jest żadnym planem lecz tyko mętną improwizacją. Nawiasowo mówiąc, powszechna skłonność do przeceniania niemieckiej zdolności do „planowa­nia” jest bezsensowna, bo pomija ona całkiem oczywisty fakt, że bardzo czę­sto, w rozstrzygających momentach, za­równo przed wojną, jak w czasie jej trwania, rząd hitlerowski zabierał się do roboty bez żadnych wytycz­nych, politycznych czy strategicznych, że zmieniał swoje plany codzień i że na ogół żyje z ręki do ust. Jest wobec tego rzeczą całkiem możliwą, że plan rezerwatu (lubelskiego może zostać po­rzucony, albo, że rozwinie się w coś wielkiego, albo, że zatrzyma się w po­łowie rozwoju.

Czym mogłoby być maximum tego rozwoju (o ile byłoby osiągalne) moż­na wymierzyć wedle następującego obliczenia świeżo zrobionego przez „Man­chester Guardian”. ,,Hitlerowcy, mó­wi ta gazeta, „zgoła nie ujawnili, jak duży ma to być ten rezerwat. Jeśli  się hojnie przyjmie, że pokryje on cały obszar województwa lubelskiego, bę­dzie on miał obszar 113,000 (?) mil kwadratowych. Jego obecne zaludnienie wynosi 2.’464.600, z czego 259.500 stanowią żydzi, żydzi pozostaną na miejscu, ale inni mieszkańcy będą mu­sieli odejść, bądź do okrojonej reszty państwa, bądź do Niemiec, bądź do Ro­sji, zależnie od swej narodowości. Na ich miejsce planuje się przysłać 1,500,000 Żydów z okrojonej reszty państwa, 500.000 z terytoriów polskich anektowanych przez Rzeszę 180.000 z Niemiec i obszaru (Sudeckiego, 65,000 z Austrii i 75,000 z (Protektoratu Czesko -Morawskiego. Ogółem prowincja ta, i tak jedna z najuboższych w Polsce, mu­siałaby utrzymać z górą 3.000.000 lu­dzi”.

Jedna rzecz jest jasna: czyniąc jakiekolwiek przewidywania dotyczące przyszłości problematu żydowskiego w Polsce, trzeba bardzo poważnie wziąć w rachubę ewentualność, że w chwili odbudowania (Polski) okaże się, iż ist­nieje tam obszar dość poważnych rozmiarów, do którego przeniesiono setki tysięcy żydów z innych części Polski. Dwie kwestie wyłaniają się natychmiast: po pierwsze reinkorporacja tego okręgu do ogólnego ciała rzeczypospolitej, to znaczy jego administracyjna, gospodar­cza, i — przede wszystkim — etniczna asymilacja z resztą kraju; po wtóre — zagadnienie, co zrobić z tym nagromadzeniem Żydów. Jeśli do tego czasu wszyscy oni umrą z głodu, prob­lemat będzie rozwiązany: ale trzeba dopuścić również i drugą ewentualność — że jakimś cudem, być może przez jakiś wspaniały wysiłek dobroczynności międzynarodowej, to najłatwiejsze roz­wiązanie zostanie uniknięte, a więc że problemat wciąż będzie istnieć: co zro­bić z tymi żydami?

Logicznie, reinkorporacja okręgu lubelskiego do demokratycznej Polski, w której wszyscy korzystają z rów­nych praw, może oznaczać tylko to, że te setki tysięcy żydów będą miały możność rozproszyć się z przeludnione­go obszaru i powrócić do swoich daw­nych miast, lub do miast w innych częściach Polski. Prawidłowe zastoso­wanie tej logicznej wytycznej zagrozi­łoby jednak od razu równowadze intere­sów ekonomicznych, (równowadze w najlepszym razie niepewnej w czasie pierwszego stadium odbudowy), zatru­łoby atmosferę społeczną i wysunęło na czoło spór, który każdy chciałby, przynajmniej na razie, odroczyć.

To byłaby tylko jedna z pośród wie­lu podobnych stron sytuacji: nie tylko żydzi lubelscy, ale wszyscy żydzi będą w pewnym sensie „wracać”, by odzys­kać źródła utrzymania, od których zo­stali odsunięci, nawet jeśli ich wygna­nie nie zaprowadziło ich dalej: niż za róg ulicy. Ale rezerwat lubelski mo­że się okazać skoncentrowaną i powięk­szoną — i nadzwyczaj sugestywną — ilustracją tragedii ogólnej).

Jest to wypowiedź niezmiernie dyplomatyczna i powściągliwa, Żabotyński niczego nie mówi w sposób kategoryczny i niczego nie mówi od siebie. Nawet w ocenie, czym rezerwat ma być, chowa się za plecy gazety „Manchester Guardian”. Skwapliwie zastrzega się, że może z tego wszystkiego nic nie wyjść. Stwierdza jed­nak równocześnie, że może z tego wyniknąć „coś wielkiego”, oraz że zlikwidowanie tego wiel­kiego skupiska żydowskiego, z chwilą, gdy ono raz powstanie, może się okazać niemożliwe, bo „groziłoby zachwianiem równowagi interesów ekonomicznych” i innymi niepożądanymi skutkami. Sugeruje, że skupienie żydowskie w Lubelszczyźnie mogłoby osiągnąć liczbę 3 mi­lionów głów (dwa razy więcej, niż cała dzisiej­sza ludność republiki izraelskiej). Udaje, że roz­dziera szaty nad faktem powstania rezerwatu, zarówno jak nad rzekomym ubóstwem Lubel­szczyzny i wymienia, jako ewentualność do­puszczoną retorycznie, możliwość ewentualne­go ponownego rozproszenia się skupienia lubel­skiego w przyszłości po całej Polsce.

Aby jednak zrozumieć istotę postawy Ża­botyńskiego, trzeba umieścić zacytowaną wyżej jego wypowiedź na tle całości jego książki.

Książka ta jest w istocie określeniem celów wojennych narodu żydowskiego w drugiej wojnie światowej. W sposób otwarty, Żabotyński pisze, że głównym celem jaki ten naród winien w wyniku tej wojny osiągnąć, winno być utworzenie państwa żydowskiego w Palestynie i masowa imigracja Żydów europejskich do Pa­lestyny. Ale w całej treści książki dźwięczy coś jeszcze. Coś niedopowiedzianego i dyskretnie osłoniętego cieniem, bardzo jednak istot­nego. Najwidoczniej Żabotyński nie uważał za stosowne ogłaszać w roku 1940 publicznie tego, co naród żydowski o swoich celach wojennych myślał w całości.

Punkty istotne książki Żabotyńskiego brzmią jak następuje.

O celach wojennych żydowskich Żabotyński pisze:

„In this war the Jewish people sho­uld count as one of the Allied nations Long before they are through with it the Allies wild have to make room for troops on their many fronts, for our leaders among- their governments, for the redress of Jewish wrongs and the erection of Jewish statehood1 among their waraims”. (Str. 14, podkre­ślenie moje).

(Przekład, W wojnie tej naród żydowski winien być uważany za jeden z narodów alianckich. Na długo przed­tem, zanim się z nią uporają, będą alianci musieli zrobić  miejsce dla na­szych wojsk na swoich licznych fron­tach, dla naszych przywódców pomię­dzy swoimi rządami i dla programu zbu­dowania żydowskiej państwowości wśród swoich celów wojennych).

“Our claim is for the full status of an Allied nation”. (Strona 226. Pod­kreślenie moje).

(Przeklad. Naszym żądaniem  jest pełne stanowisko narodu alianckie­go).

“The Jewish war demands are:

(a)……………….

(b) ……………

(c) The Jewish State as a war aim of the Allies.

(d)…… (Str. 2 3 7)

(Przekład. Oto są żydowskie po­stulaty wojenne:

a) …

b) …

c) Państwo żydowskie, jako cel wojenny aliantów,

d)  )

“This is the Jews’ war as much as Britains, France’s and Poland’s” (Str. 239).

(Przekład. To jest wojna ży­dowska w tym samym stopniu jak woj­na Wielkiej Brytanii, Francji czy Pol­ski ).

“But a peace treaty cannot be effective unless it sweeps away the obstacles to any effective reconstru­ction; unless it excises the malignant ulcers which would prevent any real re­covery.

One such ulcer is the Jewish tragedy of East-Central Europe. It is impossible to imagine even a begin­ning of universal” restoration unless that is removed. This operation is a war aim in the fullest sense of the term”. (i Str. 28. Innych takich wrzodów autor tu nie wy­mienia).

(Przekład. Ale traktat pokoju bę­dzie bezskuteczny, jeśli on nie wymie­cie przeszkód, stojących na drodze sku­tecznej odbudowie; jeśli on nie powy­cina złośliwych wrzodów, które by unie­możliwiły rzeczywiste wyzdrowienie.

Jednym z takich wrzodów jest tra­gedia żydowska w Środkowo-Wschod­niej Europie. Nie można sobie wyobra­zić nawet tylko zrobienia początku powszechnej odbudowy bez usunięcia go.

Operacja ta jest celem wojennym w najpewniejszym znaczeniu tego wyra­zu).

The conclusion is clear: no resto­ration, in Central – or East-Central Europe, will ever make for a durable peace unless the ulcer of antisemitism is excised. Among the factors whose interaction has produced this war, the Jewish bane was omnipresent. The war will have been fought in vain, the victory will be worse than a lie if that seed is left in the ground to poison the future”. (Str. 54).

(Przekład. Konkluzja jest jasna: żadna restauracja, w Środkowej, lub Środkowo-Wschodniej Europie, nie przy­niesie trwałego pokoju, jeśli wrzód an­tysemityzmu nie zostanie wycięty. Wśród czynników, których współdziała­nie wywołało tę wojnę, jad sprawy ży­dowskiej był czynnikiem wszędzie o­becnym. Wojna byłaby stoczona na pró­żno, zwycięstwo byłoby czymś gorszym od kłamstwa, gdyby to nasienie, pozos­tawione w ziemi, miało zatruwać przyszłość ).

Źabotyński uważa, że nie jest dla żydów rze­czą wystarczającą zapewnienie im równych praw (!!!!!)  z ludnością tubylczą w krajach wygnania,a zwłaszcza w Polsce. Uważa on, że pozycja Żydów, żyjących w diasporze w ,,zonie niedoli” (Żonę of Distress), to znaczy w środkowej Europie, a zwłaszcza w Polsce, załamała się całkowicie i że trzeba odbudować życie narodu żydowskiego na zupełnie nowych podstawach, niż podstawa diaspory. Pisze on:

On the infrequent occasions when Allied statesmen are reminded that a Jewish problem exists, they vaguely hint et equal rights for all in a future East-Central Europe democratized by the Allies’ impending victory. Only one of them, Sir Archibald Sinclair, has had the courage, so far, publicly to warn the Jews that even after that victory no such equality could be effec­tively guaranteed; and what he said in public others must realize in private. They are no douibt genuinely determi­ned to enforce the recognition of Je­wish equality in treaties and -constitu­tions; but real equality for the Jews in that Zone of Distress — unless a great exodus relieves, the situation — is doomed to remain a mirage”. (Str. 12.

Podkreślenie moje).

(Przekład. Przy niezbyt częstych okazjach, gdy coś mężom stanu alianc­kim przypomina, że istnieje problemat żydowski, wspominają oni mgliście o równych prawach dla wszystkich w przyszłości w Europie Środkowo-Wschodniej, zdemokratyzowanej przez nad­chodzące alianckie zwycięstwo. Tylko jeden z nich, Sir Archibald Sinclair, jak dotąd, miał odwagę publicznie os­trzec żydów, że nawet po tym zwycięs­twie równość taka nie będzie mogła być skutecznie zagwarantowana; a to, co on powiedział publicznie inni z pewnoś­cią rozumieją prywatnie. Są oni z pew­nością naprawdę zdeterminowani wy­musić uznanie równości praw żydów w traktatach i konstytucjach; ale rze­czywista równość praw żydów jest w tej Zonie Niedoli skazana na pozostanie mirażem —chyba, że wielka wędrówka odpręży sytuację.)

“This asipect of the matter will be the better appreciated if the reader recalls that the principle of equal rights for Jews, even In East-Central Europe, is nothing new. On the con­trary, in almost every of these States the legal recognition of this principle is just as old as the State itself. Only Au­stria-Hungary was older than its Je­wish equality law, which was inscribed on her statute book in 1867. When the German Smpire was created in 1871 its imperial constitution established equa­lity for all, irrespective of creed or o- rigin. When the treaty of Berlin (1878) definitely delimited the frontiers of Romania, Serbia and Bulgaria, it was guaranteed by the same treaty that in all these countries all citizens would enjoy equal rlights. When the peace treaties of 1919 created Poland, Cze­choslovakia, and the Baltic states, spe­cial minority clauses were solemnly in­serted to ensure equality, and the League of Nations was to supervise and guarantee their execution. To tell once again how all those provisions proved ineffective would be tedious s “. (Str.41-42)

(Prze k ł a d. Niniejszy aspekt spra­wy będzie lepiej oceniony, jeśli czytel­nik przypomni sobie, że zasada rów­nych praw dla żydów, nawet w Euro­pie Środkowo-Wschodniej, nie jest ni­czym nowym. Przeciwnie, prawie we wszystkich tych krajach prawne uzna­nie tej zasady jest równe wiekiem sa­mym państwom. Tylko Austro-Węigry były starsze niż równouprawnienie ży­dów w ich granicach, wpisane do ich ksiąg konstytucyjnych w roku 1867. Gdy Cesarstwo niemieckie zostało w r. 1871 utworzone, jego cesarska konstytucja ustanowiła równość dla wszystkich, bez względu na wiarę i pochodzenie. Gdy traktaty pokoju w roku 1919 stworzyły Polskę, Czechosłowację i Państwa Bał­tyckie, uroczyście wprowadzono spec­jalne klauzule mniejszościowe dla za­pewnienia równości, a Liga Narodów miała nadzorować i gwarantować ich stosowanie. Opowiadać jeszcze raz, jak się to stało, że te wszystkie urzą­dzenia okazały się nieskuteczne, było­by rzeczą nudną).

‘The author… prefers to adhere to his chosen line of enquiry, which con­siders not the sins of men, but the ten­dencies of an elemental social process… The purpose of this book is to force Jew and Gentile alike to realize that the fundamental curse of Jewish exis­tence in the central izone of distress is due to something infinitely deeper than policies or ideologies or propagan­das, whether ant i or pro… The ghetto of East – Central Europe was doomed from old. No government, no regime, no angel or devil could have trans­formed it into anything even demotely approaching a normal homeland. It is now utterly impossible to restore it as such5. t r. 5 6-5 7. Podkreślenia moje).

(Przekład. Autor … woli trzymać się obranej linii dociekań, traktującej nie o grzechach ludzi, lecz o tenden­cjach żywiołowego procesu społeczne­go… Celem niniejszej książki jest zmuszenie zarówno żyda jak nieżyda do zdania sobie sprawy, że (podstawowym przekleństwem egzystencji żydowskiej w centralnej zonie niedoli jest coś nie­skończenie głębszego niż polityki, czy ideologie. czy propagandy, zarówno „pro”, jak i .anty”… Ghetto Europy Wschodniej jest skazane na zagładę od dawna. Żaden rząd, żaden reżym, ani anioł ani diabeł nie mógłby go przekształ­cić w coś choćby z daleka przypominają­cego normalny kraj rodzinny. Jest już dzisiaj rzeczą całkowicie niemożliwą, od­budowanie go jako takiego).

Wynika chyba z powyższego, że zdaniem autora można by to getto odbudować nie „ja­ko takie”, ale w jakiejś innej postaci. W jakiej?

“The Jews of East-Central Europe… have all had experience of what legal equality is really worth; the Jews of Germany, Austria, the western half of Poland, and the Balkans, for three generations; and jew of eastern Poland and the Baltic countries for twenty years. Ai* these Jews, without a single exception, are fully and absolutely convinced that legal equ­ality alone is no cure for the disease which has poisoned their existence … The most urgent need of the day is to drive it home to all concerned that in East-Central Europe the equality prin­ciple a i o n e means no equality, but the same old chaos over again”. (.Si t r . 57-58. Podkreślenia moje).

(Przekład, i żydzi w Europie Środ­kowo-Wschodniej… wszyscy mieli doś­wiadczenie tego, co jest naprawdę war­te równouprawnienie; żydzi w Niem­czech, Austrii, w zachodniej połowie Polski i na Bałkanach, od trzech poko­leń: a żydzi we wschodniej Polsce i w Krajach Bałtyckich od lat dwudziestu. Wszyscy ci żydzi bez żadnego wyjątku są całkowicie i absolutnie przekonani, że samo równouprawnienie nie jest le­karstwem na chorobę, która zatruwała ich egzystencję. .. Najbardziej pilną dnia jest wrazić w świado­mość wszystkich których to dotyczy ze w Europie Środkowo-Wschodniej zasada równoupraw­nienia oznacza nie równouprawnienie lecz na nowo dawny chaos )

Autor, jak widzimy, podkreśla, że sama jedna zasada równouprawnienia żydom środkowe- wschodnio-europejskim, a więc przede wszyst­kim polskim nie wystarcza. Widać musi ona być wsparta czymś innym. Czym?

„Incompatibility between the normal evolution of East-Central economy and the Jews’ foothold within that economy”– (Str. 59. Podkreślenie moje).

(Przekład. Normalna ewolucja gospodarki środkowo-wschodniej jest nie do pogodzenia z miejscem, zajmowa­nym przez żydów wewnątrz tej gos­podarki).

“There is no evidence that “Antisemitlsm of Men” has ever been an actual fixation in the collective Polish mind’. The author has no intention of quoting any of the familiar and sym­pathetic references to the Jews in the works of the Polish poets and novelists, for they mean nothing; what he has in mind is the complete absence of any record — sc far as he is aware — of any conscious anti-Jewish movement either in literature or in society, since the partition of Poland and approxima­tely down to the year 1909″. (Str. 67)

(P r z e k ł a d. Nie ma dowodu, by ,,antysemityzm ludzi” był kiedykolwiek rzeczywistym wyrazem polskiej świa­domości zbiorowej. Autor nie ma za­miaru przytaczać którejkolwiek ze zna­nych. życzliwych wzmianek o żydach w dziełach polskich poetów i powieścio-pisarzy, bo one niczego nie dowodzą; ma on na myśli kompletny brak, jakie­gokolwiek śladu — o tyle, o ile mu wiadomo — świadomego ruchu anty­żydowskiego, czy to w literaturze, czy w społeczeństwie, od rozbioru Polski do mniej więcej roku 1909).

..Poland has.. . finally established, throughout the Dispersion, her title as the most tragic of all the ghettos; and the Polish ghetto shows, in this most complete and typical form, all the morbid and painful phenomena which result from existence in the ghet­to; and above ail, that process which, is the natural culmination of such an. existence: the automatic, economie eviction of a scattered minority by local majorities. We call it „automa­tic” because this eviction is bound to- occur independently of any conscious „movement” against the Jews, or any anti-Jewish legislation… The author has never found any trace of perma­nent resentment air a in st the Polish peo­ple among Jewish emigrants from Poland^ nor even of resentment against the Pol­ish State; whereas at cannot be denied: that German-Jewish refugees are im­bued with a profound and commina,to­ry bitterness, not only towards Nazism, but towards the whole national environment which tolerates Nazism. These exiles from Germany feel that it was some evil in the very nature of men, an evil ruling the men and wo­men In the street, which wilfully trans­formed a decent country into a jungle. What the Polish Jew, sedentary or e- migré, feels about the part played by human ill-will in producing miseries of the ghetto, was once revealed to the writer in the wistful complaint of a Galician rabbi: “I wonder, if I were king, just how much I should be able to do to improve the lot of the Jews in this blessed country. It does not de­pend so entirely on what orders you give, nor on how many hooligans you put in Jail. It is more like the falling of rain and snow” (str, 68-69).

(Przekład. Polska… ustanowiła, poprzez Diasporę, swój tytuł do miana najtragiczniejszego ze wszystkich ghett; i polskie ghetto ukazuje, w tej najbardziej kompletnej i typowej po­staci, wszystkie chorobliwe i bolesne objawy, będące rezultatem bytowania w ghetcie: a przede wszystkim, ten proces, który jest naturalnym ukoro­nowaniem takiego bytowania: automatyczne, ekonomiczne wyparcie roz­proszonej mniejszości przez miejscowe większości. Nazywamy je automatycz­nym, bo to wypieranie musi nieuchron­nie nastąpić niezależnie od wszelkiego świadomego „ruchu” przeciwżydowskiego i przeciwżydowskieigo ustawo­dawstwa… Autor nigdy nie znalazł ani śladu trwałej niechęci wśród ży­dowskich emigrantów z Polski, zwró­conej przeciwko polskiemu narodowi, a nawet niechęci, zwróconej przeciwko polskiemu państwu; podczas gdy nie sposób zaprzeczyć, że uchodźcy żydow­scy z Niemiec są przepełnieni głęboką i groźną goryczą nie tylko przeciwko hitleryzmowi, lecz przeciwko całemu środowisku narodowemu, które toleru­je hitleryzm. (Ci uchodźcy z Niemiec czują, że pierwiastek czegoś złego tkwił w samej naturze ludzi, czegoś złego, co władało mężczyznami i kobie­tami na ulicy i rozmyślnie prze­kształcało przyzwoity kraj w dżungle. Jakie są uczucia polskiego żyda, osiad­łego, lub emigrującego, na temat roli, odgrywanej przez ludzką złą wolę w wywołaniu niedoli ghetta, odkryte zo­stało autorowi niniejszych słów pew­nego razu przez tęskną skargę gali­cyjskiego rabina: „Ciekaw jestem, ile mógłbym zrobić dla poprawienia losu żydów w tym błogosławionym kraju nawet ja sam, gdybym został (t u ) królem. Los ten nie zależy bynajmniej od tego wyłącznie, jakie się wydaje rozkazy, albo ilu chuliganów pakuje się do więzienia. Jest to raczej coś jak padanie deszczu czy śniegu”.

Żabotyński wyraża się ciepło o systemie rzą­dów Piłsudskiego i piłsudczyków w Polsce.

“It has recently become the fashion in a section of the Western Press to speak disparagingly of the defeated allies of yesterday — of the Piłsuds­ki school of statesmen, and even of Piłsudski himself. Colonel Beck in. particular, the late Foreign Secretary, is sometimees depicted sls species of reactionary, a pro-Nazi, a pupil of the Biblical Haman. iSuch references are not only in the worst of taste: they are al­so evidence of defective memory. And here, without seeking to write their apology, the author may without ir­relevance say something of that un­fortunate, long-foredoomed little com­pany of pupils whom Piłsudski left in charge his Poland”. (<Str. 6 9-70 ).

(P r z e k ł a d. Stało się ostatnio rze­czą modną w pewnym odłamie prasy na Zachodzie mówić w sposób lekce­ważący o pobitych sojusznikach z wczo­rajszego dnia — o mężach stanu ze szkoły Piłsudskiego, a nawet o Piłsud­skim osobiście. Pułkownik Beck w szczególności, były Minister Spraw Zagranicznych malowany jest nie­kiedy jako rodzaj reakcjonisty, jako pro hitlerowiec, jako uczeń biblijnego Hamana. Tego rodzaju wzmianki są nie tylko w najgorszym guście: są one także dowodem braku pamięci. Autor może w tym miejscu, nie podejmując  ich obrony, powiedzieć coś niecoś, nie bez związku z tematem, o tej niesz­częśliwej, od dawna skazanej na zagła­dę gromadce uczniów, którym Piłsuds­ki zlecił odpowiedzialność za swoją Polskę”.

Piłsudskim i piłsudczykach i ich, w istocie,, życzliwym ustosunkowaniu do Żydów, Żabotyński pisze dość obszernie na str. 70-74. Stwier­dza on dalej:

“But -the relevant fact is that the on­slaught which they sought to ward off” was an offensive of formidable inten­sity, backed by members of all classes,, and resisted by few of any da.–: “,t was truly „elemental”, truly „a crusa­de of all against the Jews”.

As we have seen, in Poland (as distinct from Germany) the onslaught was an offensive of formidable intenment or conviction. Apart from the hooligan element, there was little actu­al hatred of the Jews in Polish society…………….

But there was no other way out: „Its either my soą or the Jew’s son, for there is only one loaf”. This explains the luewarmness of even the Polish So­cialists in combating antisemitism: they too had to consider the invetera­te attitude of organized labour. The Polish worker openly disliked the „in­trusion” of the Jewish proletariat in­to the higher reaches of mechanized industry, and asked: „If they all come in, where shall I toe?” (Sir. 74).

( Przekład. Faktem istotnym jest to, że szturm, ‘który chcieli oni ode­przeć, był ofensywą o tak olbrzymiej intensywności, popieraną przez człon­ków wszystkich warstw i napotykającą na opór jedynie wśród nielicznych jednostek w każdej warstwie; było to zja­wisko rzeczywiście „żywiołowe”, rzeczy­wiście „krucjata wszystkich przeciwko żydom.”.

Jak widzieliśmy, szturm w Polsce (w przeciwieństwie do Niemiec) nie był ruchem opartym na uczuciu, czy przekonaniu. Jeśli nie liczyć elementu chuligańskiego, bardzo mało było w polskim społeczeństwie rzeczywistej nienawiści do żydów… Ale nie ‘było in­nego wyjścia: „albo mój syn, albo syn żyda, bo jest tylko jeden bochenek”. To wyjaśnia brak zapału nawet polskich socjalistów, gdy chodziło o zwalczanie antysemityzmu: musieli oni za bardzo się liczyć z zakorzenioną postawą zor­ganizowanego świata pracy. Polski ro­botnik otwarcie był nieprzychylny „zalewowi” żydowskiego proletariatu na wyższych szczeblach zmechanizowa­nego przemysłu i pytał: „jeśli oni wszyscy tu wejdą, co się ze mną sta­nie?”).

The basic fat is this, that the Po­lish community has not enough jobs to go round, and the Jews, for a thou­sand and one reason are an ideally handy target for the old game which the French call óte-toi de lh queje mymette .. Men may hate the Jews, or they may hate the necessity of oust­ing the Jews, as many of them probab­ly do; it does not matter. Governments may prevent or punish hooliganism: they cannot change the „climate” of the social structure. That Galician Rabbi who doubted whether he him­self, even if equipped with the widest powers of autocracy, could stop the ousting of the Jew, was right; certainly no Polish government can do it, or is hkley to attempt it”. (Str. 78- 7 G }•

(Przekład. Paktem podstawo­wym jest to, że społeczność polska nie posiada dostatecznej ilości źródeł utrzy­mania dla wszystkich i żydzi, z tysiąca i jednej przyczyny, są pod ręką jako idealny cel starej gry, o której Fran­cuzi mówią usuń się stąd abym ja mógł to miejsce zając… Ludzie mogą nienawidzić żydów, albo mogą nienawidzić konieczności usuwania żydów, co na pewno jest prawdą, w odniesieniu do wielu; to nie jest istotne. Rządy mogą zwalczać lub karać chuliganizm: one nie mogą zmienić „klimatu” struk­tury społecznej, ów galicyjski rabin, który wątpił, czy nawet on sam, i na­wet wyposażony w najrozleglejsze uprawnienia autokratyczne, mógłby za­hamować usuwanie żydów, miał rację; z pewnością nie może tego żaden pols­ki rząd, i należy wątpić, by którykol­wiek próbował).

Żabotyński stwierdza także:

“In the writer’s judgment the fate of a scatter-d ethnical minority in a Socialist State is just as painful as in a non-Socialist State”. (Str. 8 0).

(Przekład. Jak autor sądzi, los rozproszonej mniejszości etnicznej jest równie przykry w państwie socjalisty­cznym, jak w państwie niesocjalisty­cznym).

Żabotyński pisze wreszcie:

No doubt a most excellent Polish treaty, probably linked with a whole chain of other excellent treaties, will be signed after the Allied victory, guaran­teeing all the desirable things” that have to be guaranteed. .. But… What Sir Archibald Sinclair so thoughtfully said of future Germany applies equality to future Poland. Paper safeguards, if incompatible with realities, will be swept away or „interpreted” down to zero, possibly with the reluctant consent at the Supervising Outsider himself under the pretext that ,,it can’t be help­ed”. Restored Poland will deal with the Jews within her gates exactly as she fear pleases. Thery is every reason to that it may soon become politically awk­ward to thisist on promises of real equa­lity for the Jews in Poland restored by an allied victory”. (Str. 84-85)

(Przekład. Bez wszelkiej wątpli­wości, po alianckim zwycięstwie pod­pisany zostanie najdoskonalszy polski traktat, zapewne związany z całym łańcuchem innych, doskonałych trakta­tów i będzie gwarantować wszystkie pożądane rzeczy, wymagające zagwa­rantowania… Ale… to co Sir Archibald Sinclair powiedział tak przenikliwie na temat przyszłych Niemiec odnosi się również i do przyszłej Polski. Gwaran­cje papierowe, o ile nie są zgodne z warunkami realnymi, będą obalone, al­bo będą „wyinterpretowane” w dół do zera, być może przy ociągającej się zgodzie samego Nadzorującego Obcego Mocarstwa, pod pretekstem, że „nie można na to nic poradzić”. Odbudo­wana Polska będzie postępować wobec żydów pozostawionych w obrębie jej granic dokładnie tak, jak jej się będzie podobało. Istnieją wszelkie podstawy do obaw, że już wkrótce może się stać politycznie niewygodnym nalegać na otrzymanie obietnicy rzeczywistej równości dla żydów w Polsce, odbudo­wanej przez alianckie zwycięstwo).

“It is useless to urge the Polish Go­vernment in exile to declare that a restored Poland can really enact, not on paper but in facts of social life, a regime of equal opportunity for a Po­lish Jewry „restored” in its former mil­lions .. . Racial peace in Poland — and not in Poland only — will be possible only as a corollary to a very extensive and very greatly accelerated repatria­tion of Jewish masses to whatever spot on earth they may consider their national homeland. There will be no equal rights and no healthy social life generally, in the whole of EastCentral Europe so long as these Jewish masses are not given a full and honorable opportunity to abandon all those positions which they have irretrievably lost; and if that means the overwhelming majority of their positions, the fact cannot be helped”. (S t r . 8 6 – 8 7 . Podkreś­lenia moje).

(P r z e k ł ad. Jest rzeczą bezcelo­wą nalegać na rząd polski na wygna­niu, by oświadczył, że odbudowana Pol­ska jest rzeczywiście w stanie ustano­wić, nie na papierze, lecz w rzeczywis­tości życia społecznego, ustrój równoś­ci możliwości życiowych dla polskiego i „odbudowanego” w jego dawnych milionach. .. Pokój rasowy w Polsce — i nie tylko w Polsce — jest możliwy tylko, jako ukoronowanie bardzo szeroko zakrojonej i bardzo szybko przeprowadzonej repatriacji mas żydowskich do takiego jakiegoś miejsca na ziemi, które mogliby oni uważać za swoją narodową ojczyznę. Nie będzie równości praw, ani w ogóle zdrowych stosunków społecznych, w całej Europie Środkowo-Wschodniej tak długo, dopóki nie będzie tym ży­dowskim masom dana honorowa sposob­ność do porzucenia wszystkich pozycji jakie i tak bezpowrotnie utracili: a jeśli to oznacza przytłaczającą większość ich dawnych pozycji, nie można na to nic poradzić).

“The essential fact remains; a situation in which the “Anti-Semitism of Men” is a mere trifle com­pared with the inexorable anti-Jewish pressure of Things”. (Str. 79).

(Przekład. Faktem podstawo­wym pozostaje to: sytuacja, w któ­rej istnieje ,,antysemityzm ludzi” jest tylko drobiazgiem w porównaniu do nie­ubłaganego, antyżydowskiego naporu Rzeczy).

Żabotyński konkluduje.

“There is a widespread and easy as­sumption among our well-wishers, that the Jews, being only Jews, ought to ask, and probably do ask, for nothing more than freedom from persecution — that in the absence of persecution they feel perfectly contented, whatever the other conditions of their existence; but the assumption is false”. (Str. 92-93).

(Przekład. Wśród ludzi, którzy nam dobrze życzą rozpowszechniony jest szeroko łatwy pogląd, że żydzi, będąc tylko żydami, powinni chcieć i prawdopodobnie chcą, jedynie tylko wolności od prześladowania — i że gdy są wolni od prześladowania, czują się całkowicie zadowoleni, bez względu na to, jakie są inne warunki ich egzys­tencji; ale pogląd ten jest błędny)”.

“It is utterly dishonest to pretend that legal equality, re-proclaimed un­der the impact of Allied victories, can stop or retard, in that immense dis­tressed area, the progress of the objec­tive realities that are tending to oust the Jew from every economic foothold. To say that all that the Allies are aim­ing to win for us is a reaffirmation of civic equality, would mean that for us an Allied victory would have no value except as revenge on the ‘Nazis. We do the Allies a disservice by accepting such a restricted purpose”. (Str. 113 ).

(Przekład. Byłoby rzeczą po pro­stu nieuczciwą twierdzić, że równouprawnienie, na nowo proklamowane pod wrażeniem zwycięstw alianckich, może zatrzymać lub opóźnić na tym ogromnym obszarze niedoli ewolucję obiektywnej rzeczywistości, zmierzają­cą do wyparcia żyda ze wszystkich ekonomicznych punktów oparcia, Twierdzić, że jedynym do czego alianci zmierzają w naszej sprawie jest wywalczenie dla nas ponownego stwier­dzenia naszego prawa do równości obywatelskiej, oznaczałoby, że alianckie zwycięstwo nie ma dla nas wartości z wyjątkiem tego tylko, że przyniosłoby odwet na hitlerowcach. Wyświadczalibyśmy aliantom złą przysługę, gdybyśmy taki zwężony cel przyjmowali. Rozwiązaniem, jakie Żabotyński proponuje, jest likwidacja diaspory żydowskiej w „Zonie Niedoli” przez całkowitą lub prawie całkowitą ewakuację ludności żydowskiej. Ale ewakuację dokąd?

Posłuchajmy jego wywodów.

“Mass evacuation is the only reme­dy for the cancer of Jewish distress. It may be superhumanly difficult it may be atrociously costly, but as it is the only way to save Europe from being hustled into another catastrophe, the difficulties and the expense will have to be faced… How many will ha­ve to be evacuated?.,. A solid evacua­tion policy should recon with an eventual „ceiling” of some five milion Jewish migrants within the ten to fifteen years following the war; and that the first million, taken from all the countries of the Zone, will have to be evacuated at once, at what the Ger­mans would call “lightning” speed by the same methods and the same tempo which a modern army would apply to the transport of fifty divis­ions to a remote theatre of war”. (S tr. 115-118. Podkreślenia moje).

(Przekład. Masowa ewakuacja jest jedynym lekarstwem na raka ży­dowskiej niedoli. Może ona być nad­ludzko trudna, może być okrutnie kosz­towna, ale wobec tego, że jest ona jedynym sposobem uratowania Europy przed wpędzeniem jej w nową kata­strofę, trudności i koszt trzeba będzie przyjąć… Ilu trzeba wyewakuować, solidna polityka ewakuacyjna musi się liczyć z ewentualnym ,,pułapem” jakichś pięciu milionów żydowskich przesiedleńców w ciągu dziesięciu do piętnastu lat bezpośrednio powojen­nych: i że pierwszy milion, wybrany ze wszystkich krajów Zony, musiałby być wyewakuowany odrazu, z szybkoś­cią, jaką Niemcy nazwaliby „błyska­wiczną”, tymi samymi metodami i w tym samym tempie, jakie nowoczesna armia zastosowałaby do przewiezienia pięćdziesięciu dywizji na odległy teatr działań wojennych).

“The essential and vital interests of the Jewish masses in the Zone of Dis­tress… demand the recognition of two principles:

(a) That there is no probability whatever that the need for Jewish mass emigration will cease after an Allied victory…

(b) The second principle is this: The territorial concentration of Jewish e- migrants, and, above all, no encoura­gement of their further dispersion as minorities among other peoples Any sane observer… will realize that the only sound policy is to look for some way of allowing these emigrants to create a homeland of their own. Theoretically speaking, there might be one homeland for all, or several home­lands: though the author does not be­lieve in the latter alternative. But the problem need not be analysed here: the main point is the principle of the ho­meland. A homeland for the Jews means a land where they would dwell only among Jews, or would at least consti­tute a majority sufficiently overwhel­ming in numbers to eliminate the pos­sibility of pogroms, or economic oust­ing, or even the uneasy distress of the unwanted lodger. Perhaps this does not – necessarily impSy full political Indepen­dence; but it certainly implies a very considerable degree of internal so ver- eighty; above ail, it implies the reservation for this purpose of a suf­ficiently extensive area, (or in theory,, several extensive areas). STR. 126-127. 126-127. Podkreślenia moje).

(Przekład. Podstawowe i życiowe interesy mas żydowskich w Zonie Nie­doli,.. domagała się uznania dwóch zasad:

(a) że jest zupełnie nieprawdopodobnym by znikła po zwycięstwie alian­ckim potrzeba masowej emigracji ży­dowskiej…

b) Druga zasada brzmi jak następu­je- terytorialna koncentracja emigran­tów żydowskich i przecie wszystkim niezachęcanie ich do ponownego roz­praszania się jako mniejszości wśród innych narodów… Każdy obserwator o zdrowych zmysłach… zda sobie z tego sprawę, że jedyną zdrową polityką jest dążenie do znalezienia jakiegoś sposo­bu, który by pozwolił tym emigrantom: na zbudowanie sobie własnego kraju ojczystego. Mówiąc teoretycznie, może być jeden kraj ojczysty dla wszystkich, albo kilka krajów ojczystych; chociaż; autor nie wierzy w tę ostatnią ewentu­alność. Ale nie potrzeba tu tego prob­lematu analizować: punktem istot­nym jest zasada kraju ojczystego. Kraj ojczysty dla żydów oznacza kraj, w którym będą oni żyć tylko sami jedni, albo przynajmniej będą stanowić więk­szość, dostatecznie przytłaczającą li­czebnie, by wyeliminowana została moż­liwość pogromów, albo ekonomicznego wypierania, albo nawet tylko niewygodnej troski niepożądanego lokatora. Być może to nie oznacza koniecznie pełnej niepodległości politycznej; ale to z pewnością oznacza bardzo duży stopień suwerenności wewnętrznej; prze­de wszystkim, oznacza to zarezerwowa­nie na ten cel dostatecznie rozległego te­rytorium (albo teoretycznie kilku tery­toriów).

The chain of ideas with which life’s logic in this case will have to operate is composed of three main links:

(a)     Inevitability of the exodus.

(b)     No exodus possible except to a Jewish State.

(c)    No suitable site for the Jewish State but one…

Even Herzl and Nordau, the founders of modern Zionism, had to pass through the phase of looking for the Fata Morgana Land before they realized the objective inevitability of the one and only “site”… As to the outcome of the search, provided it be conducted in good faith, there is no need for anxietv: the outcome is preordained”. (Str. 15 3-15 4. Podkreślenie mole).

CP r z e k ł a d. Łańcuch myśli, którym musi się w niniejszym wypadku posłu­żyć logika życia składa się z trzech głównych ogniw:

a)   Exodus jest nieunikniony.

b)   Exodus jest możliwy tylko do państwa żydowskiego.

c)   Jest tylko jedno odpowiednie miejsce dla państwa żydowskiego. ..

Nawet Herzl i Nordau, twórcy nowo­czesnego syjonizmu musieli przejść przez fazę szukania krainy Fatamorgana zanim sobie zdali sprawę z obiektywnej nieuchronności jednego tylko, jedyne­go miejsca… Jeśli idzie o wynik poszu­kiwań, jeśli prowadzone one będą z do­brą wiarą, nie ma o niego obawy: wynik jest predestynowany z góry.)

Jest w ostatnim zdaniu pewne niedomówie­nie. Autor nie wymienia po imieniu tego predestynowanego wyniku. Czy myśli tylko o Palestynie, czy także i o Polsce? Jest rzeczą oczywiste, że jeśli ma być tylko jedno państwo żydowskie, względnie tylko jeden kraj ojczysty żydowski, „niekoniecznie o pełnej niepodleg­łości politycznej, ale z pewnością o bardzo dużym stopniu suwerenności wewnętrznej”, jest rzeczą oczywistą, że takim „predestynowa­nym” krajem może być tylko Palestyna. Ale jeśli takich krajów ma być — dwa? Skoro wy­bór takiego kraju nie ma być wynikiem zim­nej kalkulacji gospodarczej, ale ma być „pre­destynowany” w wyniku motywów uczucio­wych, nie potrzeba długich dociekań, by zro­zumieć, jaki to drugi kraj w świecie poza Pa­lestyną może być przez żydów uznany za ich drugą, naturalną ojczyznę ,.

„How far can this aspect of the so­lution here proposed be regarded as a „war aim of the Allies ? „The war is against Germany. Wherever the area for a Jewish State may be reserved, in Palestine or elsewhere, it certainly will not be on any soil now held by Ger­many. How can this mattter be the concern of a peace conference at which demands can be presented only to Ger­many ? (Str. 124. Podkreślenie moje.).

(Przekład. Do jakiego stopnia może niniejszy aspekt proponowanego rozwiązania byc uznanym za “cel wo­jenny aliantów?”. Wojna jest wojną przeciw Niemcom. Gdziekolwiek ma być zarezerwowane terytorium na państwo żydowskie, w Palestynie, czy gdzie in­dziej, z pewnością nie będzie ono leżeć na ziemi, będącej obecnie w posiadaniu Niemiec. Jakim sposobem sprawa ta może być przedmiotem obrad konfe­rencji pokojowej,, która będzie mogła stawiać żądania jedynie tylko Niem­com ? ).

Także i tu jest pewne niedomówienie. Można by w pierwszej chwili sądzić, że autor mówi o niemożliwości stworzenia państwa żydowskie­go na terytoriach będących w obecnej i chwili we władzy Niemców, a więc i o niemożliwości stwo­rzenia  w Lubelszczyźnie. Ale nie! On mówi o czymś całkiem innym, mianowicie o ode­braniu Niemcom nie tego, co jest przez nich okupowane, lecz co jest ich trwałą własnością. Kłopoce się on tym, że terytoria, o które cho­dzi, nie są prawną własnością Rzeszy Nie­mieckiej, a więc nie będzie tytułu prawnego do dysponowania nimi przez konferencję pokojo­wą. Najwidoczniej myśli on nie o odbieraniu terytoriów przez tę konferencję napastnikowi niemieckiemu, lecz napadniętej a należącej do obozu alianckiego Polsce!

Rozważa on dość obszernie jakie terytorialna, poza Palestyną, mogłyby wchodzić w rachubę jako miejsce przyszłej kolonizacji żydowskiej, wymienia Guianę, Zachodnią Australię inne i dochodzi do wniosku, że żadne z tych teryto­riów się do tego celu nie nadaje.

„There are no such „suitable” territo­ries in the market” (str. 155).

(P r z e k ł a d. Nie ma na rynku ta­kich „odpowiednich” terytoriów).

Nie określa jednak ani słowem stanowiska wobec tworzonego przez Niemców takiego skupienia w Lubelszczyźnie, Gdyby uważał, że te­rytorium Lubelszczyzny się dla Żydów nie na­daje, albo że zatrzymanie go przez Żydów jest niewykonalne, lub niewłaściwe, byłby o tym napisał wyraźnie, choćby w jednym zdaniu. Ale skoro milczy — to widać uważa sprawę za de­likatną, o której woli się, do czasu, nie wypo­wiadać.

Jego generalny plan „ewakuacji” wygląda jak następuje.

“In 1919. . . Max Nordau came forward with a plan… for the immed­iate and simultaneous transportation to Palestine of the first half million immigrants from the East European ghettoes.

The leading Jewish circles of the pe­riod did not respond, and the plan was forgotten. Now^ the time has arrived to revive it as the only practical and reasonable way of coping with a situa­tion incomparably more urgent than that of 1919. Max Nordau’s projects were concerned with Palestine only; so, in their true intentions, are the sug­gestions of the present writer; but for the sake of formal convenience, the following outline may be expressed in terms applicable to any “suitable area” provided the area is to become the Jewish State and to absorb the great exodus.

Adapted to present conditions, the Max Nordau Plan can be summarized as follows:

  1. The whole exodus to take about ten years.
  2. The first million settlers to be transferred within the first year or less.
  3. All planning to be done during the war, so that work can start on the morrow of the peace conference…

The actual transportation of the First Million to the Country of Settle­ment shall begin within the shortest possible interval after the close of hostilities…

Manufacture, not agriculture, as the basis of mass immigration economy”. (Str. 138 -190. Podkreślenie moje JG) .

 

(Przekład. W roku 1919… Max Nordau wystąpił z planem… natych­miastowego i równoczesnego prze­transportowania do Palestyny pierwsze­go pół miliona imigrantów z ghett wschodniej Europy.

Kierownicze koła żydowskie owej epoki ustosunkowały się do tego planu obojętnie i plan ten został zapomniany. Ale dzisiaj nadszedł czas by go odno­wić jako jedyną praktyczną i rozumną metodę uporania się z sytuacją bez porównania bardziej naglącą niż sytu­acja z roku 1919. Projekty Maxa Nor- daua odnosiły się wyłącznie do Palesty­ny: nie inne są w ich prawdziwych in­tencjach, sugestie autora niniejszego;

ale dla dogodności formalnej, poniższy plan może być wyrażony w słowach, dających się zastosować do każdego odpowiedniego terytorium”, pod wa­runkiem, że terytorium to ma się stać państwem żydowskim i wchłonąć wiel­ki exodus.

Plan Maxa Nordauna, przystoso­wany do obecnych warunków, da się streścić w sposób następujący:

1)          Cały exodus ma trwać około dzie­sięciu lat.

2)          Pierwszy milion osadników ma być przesiedlony w ciągu pierwszego roku, lub prędzej.

3)          Całe planowanie musi być zrobio­ne w czasie trwania wojny, tak, by ro­bota została zaczęta nazajutrz po kon­ferencji pokojowej…

Faktyczne przewiezienie Pierwszego Miliona do Kraju Osiedlenia ma się za­cząć w najkrótszym czasie po zakoń­czeniu działań wojennych…

Przemysł, nie rolnictwo, ma być pod­stawą ekonomii masowego przesiedlenia)

Popuśćmy tylko wodze wyobraźni! Działa­nia wojenne się skończyły — i kolumny transportowe Armii Amerykańskiej, może pod au­spicjami Narodów Zjednoczonych, może pod auspicjami UNRRA, przewożą, w ramach ogólnej akcji repatriacyjnej Displaced Persons, „Pierwszy Milion” do Ziemi Lubelskiej. Prze­wożą „tymi samymi metodami i w tym samym tempie, jakie nowoczesna armia zastosowałaby do przewiezienia pięćdziesięciu dywizji”. To niewątpliwie o takim przesiedleniu,  takim ma­sowym ,,Exodus’* Żabotyński myślał.

Ale co zrobić z ludnością tubylczą?

Żabotyński mówi otwarcie, co zrobić z lud­nością arabską w Palestynie. Ale trudno się oprzeć wrażeniu, że słowa jego odnoszą się za­razem i do ludności polskiej na terenach, które miałaby Żydom oddać Polska. Nawiasowo mó­wiąc, te właśnie poglądy zostały w Palestynie urzeczywistnione w roku 1948, w trzy lata po zakończeniu drugiej wojny światowej.

“Whether the Arabs would find all this a sufficient inducement to remain in a Jewish country is another ques­tion. Even if they did not, the author would refuse to see a tragedy or a dis­aster in their willingness to emigrate. The Palestine Royal Commisssion did not shrink from the suggestion. Cou­rage is infectious. Since we have this great moral authority for calmly envisaging the exodus of 350,000 Arabs from one corner of Palestine, we need not regard the possible departure of 900.000 with dismay… If it should appear that the Arabs would prefer to migrate, the prospect can be discussed without any pretence of concern.

Since 1923, when within a few months at least 700.000 Greeks were mo­ved to Macedonia, and 350,000 Turks to Thrace and Anatolia, the idea of such migrations has been familiar and almost popular. Herr Hitler, detested as he is, has recently been enhancing its popularity… When Mr Roosevelt fo­resees the existence of 20 million po­tential refugees after the war he is doubtless considering that the position of all minorities may have become un­tenable in many countries, so that some radical solution may have to be found. .. One really radical remedy would be the Greece-Turkish precedent of 1923… Theoretically the idea of re­sist riibuting minorities en masse is be­coming more popular among ,,the best people”. (Str. 220-221).

(Przekład. Inna sprawa, czy Arabowie uznają to wszystko za dosta­teczną zachętę do pozostania w kraju żydowskim. Ale nawet, jeśli nie uznają, autor odmawia uznania tego za trage­dię, czy za katastrofę, jeśli będą oni mieli ochotę wyemigrować. Palestyńs­ka Komisja Królewska (rządu brytyj­skiego — przypisek mój) nie cofnęła się przed taką sugestią. Odwaga jest rzeczą zaraźliwą. Skoro mamy ten wielki autorytet moralny na poparcie spokojnie brane i pod rozwagę myśli o przesiedleniu 350,000 Arabów z jednego kąta Palestyny, nie potrzebujemy patrzeć z przerażeniem na możliwy od­jazd 900,000… Gdyby się miało okazać, że Arabowie będą woleli wywędrować, ewentualność ta może być roztrząsana bez udawania zmartwienia.

Od roku 1923, gdy w ciągu kilku miesięcy co najmniej 700.000 Greków zostało przesiedlonych do Macedonii, a 350.000 Turków do Turcji i Anato­li!, myśl o takich migracjach stała się jasna, a nawet niemal popularna. Pan Hitler, mimo całego swego znienawi­dzenia, ostatnio tę popularność powięk­szył… Jeśli p. Roosevelt przewiduje, że po wojnie istnieć będzie potencjalnych 20 milionów uchodźców, uważa on nie­wątpliwie, że pozycja wszystkich mniej­szości może się stać w wielu krajach nie do utrzymania i że musi być znale­zione jakieś radykalne rozwiązanie. . . Naprawdę radykalnym środkiem mógł­by być precedens grecko-turecki z roku 1923,,. Teoretycznie, myśl o przesiedleniu masowym mniejszości sta­je się między „najlepszymi ludźmi” coraz popularniejsza).

Żabotyński wspomniał o Roosevelcie. Pisze on o jego postawie i przy innej okazji.

“The Evian Conference (July 1938), convened to deal with the question of “refugees from Germany and Austria” and attended by delegates of some thirty governments, was due to Presi­dent Roosevelt’s initiative. His origi­nal intention was comprehensive: he wanted the civilized governments to provide an adequate solution not only for the plight of the actual refugees, but for the whole phenomenon which, by then, already promised to become a fixed feature of the European situa­tion … There are some indications that jMDr Roosevelt’s initial plan went even farther: .. .there was to be not only refu­gee relief but also preventive evacua­tion… what he probably intended was a full-scale beginning of the offensi­ve…

When his envoy, Mr. Myron Taylor, began to round the European capitals, sounding their attitude to the Presi­dent’s initiative, it became evident at once that he was encountering serious obstacles — that powerful interests were alarmed and displeased by the scope of Roosevelt’s plan, and were bent upon restricting it to the nar­rowest proportions. The chief centre of this obstruction was official London … Mr Roosevelt project was a most inopportune check to that tendency. An international body summoned to provide a really adequate solution of the refugee problem in its entirety would inevitably end in a quest for a suitable territory or territories, and the first object of its investigation would naturally be Palestine. This dan­ger was to be averted at all costs. How? It would never do to offend Mr. Roosevelt by anything like an abrupt refusal to hold such a conference. Mr. Roosevelt was to be let down gently and cautiously… First, the scope of the pro­blem was to be drastically reduced… Secondly, the problem thus limited would have to be treated as a question of international charity, not of inter­national politics; no Jewish State pro­posals or the like were to be put on the agenda… So far as is known, the same tactics were adopted at the se­cond “refugee” conference — at Wash­ington in October 1939. Here again Mr. Roosevelt was the initiator, and he is reported to have expressed the ap­prehension that after the war there would be many more refugees than be­fore.,. Another report states… that It was decided to open a systematic en- ejmry into the absorbent possibilities of a number of countries but that Pa­lestine was excluded from the scope of such enquiry. (Str. 128— 131. Pod­kreślenia moje).

(Przekład. Konferencja w Evian,

w lipcu 1938 roku, zebrała się by się zająć kwestią „uchodźców z Niemiec i z Austrii” i została obesłana przez de­legatów około trzydziestu rządów; ini­cjatorem jej był Prezydent Roosevelt. Jego pierwotny zamiar był rozległy: chciał on, by cywilizowane rządy posta­rały się o stosowne rozwiązanie nie tyl­ko sprawy położenia już istniejących uchodźców, ale całego zjawiska, które w owej chwili obiecywało już stać się trwałym elementem europejskiej sytu­acji… Istnieją niejakie dane, że plan p. Roosevelta szedł nawet dalej: … miała to być nie tylko pomoc dla uchodźców, ale również i ewakuacja zapobiegawcza… prawdopodobnie zamierzał on roz­poczęcie ofensywy w wielkim stylu…

Gdy jego wysłaniec, p. Myron Taylor zaczął objeżdżać europejskie stolice, by wysondować ich ustosunkowanie się do inicjatywy Prezydenta, stało się jasnym od razu, że napotyka on na po­ważne przeszkody — i że potężne in­teresy są zaalarmowane i niezadowolo­ne z powodu zakresu planu Roosevelta, wysilając się na ograniczenie go do możliwie najwęższych proporcji. Głów­nym centrum tej obstrukcji był oficjal­ny Londyn… Projekt p. Roosevelta był bardzo niewygodnym zaszachowaniem tych tendencji. Ciało międzynarodowe, zwołane dla znalezienia naprawdę sto­sownego rozwiązania problematu uchodźców w jego całokształcie byłoby się w sposób nieunikniony skończyło poszukiwaniem odpowiedniego teryto­rium lub terytoriów, a pierwszym przedmiotem tego rodzaju dociekań by­łaby w sposób naturalny Palestyna. Nie­bezpieczeństwo to trzeba było za wszel­ką cenę odsunąć. Jak? Było nie do po­myślenia by obrażać p. Roosevelta czymś takim jak szorstka odmowa u- działu w takiej konferencji. Należało p. Roosevelta sparaliżować uprzejmie i ostrożnie. Najpierw, trzeba było dra­stycznie ograniczyć zakres konferencji… Po wtóre, tak ograniczony proble­mat trzeba było sprowadzić na poziom międzynarodowej dobroczynności, a nie międzynarodowej polityki; żadne pro­pozycje w rodzaju państwa żydowskie­go i t.p. nie mogły być na porządku dziennym… O ile wiadomo, ta sama taktyka została przyjęta i na drugiej konferencji w sprawie uchodźców — w Waszyngtonie w październiku 1939 roku. I tu również pan Roosevelt był inicjatorem i miał on wyrazić obawę, że po wojnie będzie o wiele więcej uchodźców niż przedtem… Inny raport po­wiada… że postanowiono otworzyć sys­tematyczne badanie możliwości chłon­nych szeregu krajów, ale że Palestyna … została z zakresu tego badania wy­łączona).

„Two distinct lines of policy are traceable in this chaos: the policy of individual infiltration and the policy of group settlement. (Sometimes instead of “group settlement” the term “colo­nization” is used)… Infiltration means the creation of new ghettos, while co­lonization or group settlement is a conception more or less related to the “territorialist” idea of a Jewish State, or a Jewish province, or several Jewish

provinces.

The only proper task for the Inter­governmental Committee so far as the Jewish “refugee” phenomenon is con­cerned is to discard the policy of infil­tration (delegating it, if desired, to private institutions), and concentrate upon inquiry into the possibilities of the territorial solution. There are so far no indications to show that the Committee is working in this direction. At Evian, where it was first assembled, it certainly received no such commis­sion; it may have obtained it from the Washington Conference, whose re­solutions, it seems, have not been published; or it may have set out a – long this only practicable path on its own initiative and responsibility. It is to be hoped that it has done so. If it has net, it will have to; or some other body will have to be appointed for this purpose” (Str 1 35 – 1 36. Podkreś­lenia moje ) ,

(Przekład. Można w tym chao­sie rozróżnić dwie wyraźne inne poli­tyki: politykę indywidualnej infiltracji i politykę osadnictwa grupowego (Czasem zamiast „osadnictwo grupo­we” używa się terminu »kolonizacja”) …. Infiltracja oznacza tworzenie no­wych ghett, podczas gdy kolonizacja czy osadnictwo grupowe związana jest mniej lub więcej z „terytorialistyczną” ideą państwa żydowskiego, albo pro­wincji żydowskiej, albo kilku prowincji żydowskich.

* Jedynym właściwym zadaniem dla Komitetu Międzyrządowego, o ile cho­dzi o zjawisko „uchodźców” żydows­kich jest odsunąć na bok politykę in­filtracji (pozostawiając ją, jeśli się tak chce, instytucjom prywatnym) i skon­centrować się na badaniu możliwości rozwiązania terytorialnego. Jak dotąd nie ma danych, by Komitet pracował w tym kierunku. W Evian, gdzie zgro­madził się on po raz pierwszy, z pew­nością nie otrzymał on takiego zlece­nia; być może otrzymał je on w Wa­szyngtonie, którego uchwały, zdaje się, nie zostały ogłoszone; albo mógł on wkroczyć na tę jedyną realną drogę z własnej inicjatywy i na własną odpowiedzialność. Należy mieć nadzieję, że on to zrobił. Jeśli tego nie zrobił, to bę­dzie to musiał zrobić; albo inne jakieś ciało będzie musiało być powołane do tego zadania).

Konferencja waszyngtońska, na której posta­nowiono zacząć systematycznie badać możliwości chłonne krajów, przeznaczonych dla ko­lonizacji żydowskiej, innych, niż Palestyna, oraz której uchwały nie zostały ogłoszone, odbyła się w październiku 1939 roku. Data ta jest in­teresująca z dwóch przyczyn. Po pierwsze, jest to ta sama data, kiedy Niemcy rozpoczęli przesiedlanie Żydów do Lubelszczyzny i wys­tąpili z planem utworzenia „rezerwatu lubels­kiego”. Po wtóre, jest to data zniknięcia pol­skiego rządu z pomiędzy społeczności między­narodowej. Istnieli wprawdzie wtedy polscy ambasadorowie, ale nie istniał polski rząd: rząd sanacyjny w kraju już się zawalił, a rząd Sikorskiego we Francji jeszcze się nie naro­dził, względnie nie skrystalizował. Czy Polska uczestniczyła w konferencji waszyngtońskiej? ‘Czy uczestniczyła, jako czynnik pełnoprawny i we wszystko wtajemniczony? Czy też może Kon­ferencja ta odbyła się za jej plecami i debato­wała nad rozporządzeniem co najmniej częścią jej skóry? Miejsce konferencji: neutralny Waszyngton, oraz osoba jej inicjatora: neutralny prezydent Stanów Zjednoczonych, pozwalają na wysunięcie przypuszczenia, że może i rząd nie­miecki nie był całkowicie poza nawiasem tema­tu obrad konferencji. Osoba Roosevelta może być tym punktem, w którym mogły się zbie­gać dążenia i marzenia żydowskie z konkretny­mi propozycjami i obietnicami Hitlera.

Pan Żabotyński nie zdradza się przed nami w sposób otwarty z tego, co myśli. Ale o dyplomatycznej metodzie określania przez niego swego stanowiska w drażliwych sprawach świadczy w sposób dość charakterystyczny choćby tylko rozdział tejże samej książki, za­tytułowany „Russian Intermezzo” (str. 91-98). Zaczyna się słowami:

“This chapter, dealing with the So­viet portion of Europe’s East-Central ghetto, will be short and deliberately inconclusive”. (Str. 91).

(Przekład. Rozdział niniejszy, traktujący o sowieckiej części europej­skiego, środkowo-wschodniego ghetta, ‘będzie krótki i umyślnie nie zawiera­jący wniosków).

Potem jednak autor pisze;

„To put it bluntly: Russian con­quest means the actual end of con­crete antisemitism; where the Soviet rule is established pogroms are impos­sible and all forms of Jew-baiting dis­appear. This is an undeniable and em­pirical fact”. (Str. 9 5).

(Przekład. Ujmując rzecz bez ogródek: podbój rosyjski oznacza rze­czywisty koniec konkretnego antyse­mityzmu; gdzie ustanowione zostały rządy sowieckie, pogromy są niemoż­liwe i wszystkie postacie szczucia na żydów znikają. To jest niezaprzeczalny i stwierdzony doświadczeniem fakt).

“During those critical weeks I ope­ned my paper with eager hands, hop­ing to read that the Soviets had an­nexed more and more and more territ­ory”. (Str, 96-97).

(Przekład. W ciągu owych kry­tycznych tygodni otwierałem moją ga­zetę chciwymi rękoma, mając na­dzieję, że przeczytam, iż Sowiety zagarnęły więcej, i więcej, i więcej terytoriów).

“I have yet to choose, not between Red Russia and Germany, but between soout-faced Russia and their immaculate Holinesses, the Western democra­cies… What should I pray for? An All­ied victory, for the Jews of Eastern and Central Europe, means what we have seen in a preceding chapter — the sta­tus quo, with a supervision which Sir Archibald Sinclair honestly advises us not to overrate. But a new province snatched by the Soviets means, at least, no pogroms. Whom should I pray for, rebus sic stantibus?”. (Str. 97 ).

(Przekład. Wyboru, nie między Czerwoną Rosją i Niemcami, ale mię­dzy Rosją o zasmarowanym obliczu, a ich niepokalanymi świątobliwościami, zachodnimi demokracjami, jeszcze nie dokonałem… O co mam się modlić? Zwy­cięstwo alianckie, dla żydów Wschod­niej i środkowej Europy, oznacza jak widzieliśmy w poprzednim rozdziale s ta t u s quo, połączone z nadzorem, do którego Sir Archibald Sinclair radzi nam uczciwie nie przywiązywać nad­miernych nadziei. Ale nowa prowincja, pochwycona przez Sowiety, oznacza, przynajmniej, że nie będzie pogromów. O co mam się modlić, w tych warun­kach?

“Threatening Europe that unless this or that is done at once, A or B will turn pro-Soviet is an old device of po­litical pressure: it is especially popu­lar when A and B are^ Jews. It has been used so often that it no longer frightens anyone. Yet there is a core of bitter and dangerous truth in it none the less; and wise men know that ma­ny a menace, even though it never ma­terializes, turns to venom and miasma. It is foolish to allow it to fester in war time” (Str. 9 8 ).

(Przekład. Grożenie Europie, że o ile to lub tamto nie zostanie od razu zrobione, A albo B zrobi się prosowieckim jest starym sposobem politycznej presji: jest ono szczególnie popularne, gdy A i B są żydami. Używane ono by­ło tak często, że już nikogo nie prze­strasza. A jednak jest w nim rdzeń gorzkiej i niebezpiecznej prawdy; i mądrzy ludzie wiedzą, że niejedna groź­ba, nawet jeśli się nigdy nie urzeczy­wistnia, zamienia się w truciznę i w miazmaty. Byłoby głupotą pozwolić jej ropieć w czasie wojennym).

Jak widzimy, autor odżegnywał się na wstę­pie od zajęcia wobec Sowietów wyraźnego sta­nowiska, ale stanowisko to wyziera z jego słów w sposób niewątpliwy.

Na zakończenie informacja o tym, co Żabo­tyński sądzi o ziemi polskiej.

Uważa on Palestynę za ojczyznę Żydów i za główne miejsce gdzie powinni się oni skupić i utworzyć swoje państwo.

Ale o Polsce pisze równocześnie:

“Poland, the heart of the Jewish world-dispersion for nearly a thousand years, where over three million Jews dwell”. (Str. 9, podkreślenie mo­je).

(Przekład. Polska od tysiąca blis­ko lat, serce żydowskiego światowego rozproszenia i miejsce, gdzie żyje z górą trzy miliony żydów).

Trudno oprzeć się uczuciu, że uważa on Pol­skę za drugą ojczyznę Żydów — a więc za na­turalne miejsce, gdzie mogłaby powstać ich druga obok Palestyny, uzupełniająca siedziba narodowa, druga baza, będąca jedną z podstaw ich polityki, ogarniającej cały świat.

Tyle książka Żabotyńskiego.

Powstaje w związku z tym pytanie: któż to był Żabotyński?

Nie był to bynajmniej polityk żydowski mniej­szego kalibru. Przeciwnie, była to jedna z czo­łowych postaci w narodzie żydowskim dzisiejszej epoki. Polityk, pisarz w języku hebraj­skim i w językach diaspory, bojownik, organi­zator i żołnierz, był on jednym z najwybitniej­szych i najbardziej aktywnych przywódców żydowskiego nacjonalizmu. Urodzony w Odes­sie w roku 1880, był on ongiś przywódcą żydostwa rosyjskiego. W latach 1905-1907 posłował do Dumy petersburskiej. W czasie pierwszej wojny światowej był jednym z organiarzów legionu żydowskiego w ramach armii brytyjs­kiej i służył w tym legionie jako oficer. Tuż po wojnie był na Ukrainie i zawarł z Petlurą uk­ład co go utworzenia tam samoobrony żydowskiej w łączności z armią ukraińską. W roku 1920 założył samoobronę żydowską w Palestynie, zwróconą przeciwko Arabom i mającą za zadanie zbrojną walkę z nimi. Był za to skazany przez sądy angielskie na 15 lat więzienia, ale ułaskawiony. Był przywódcą skrajnie prawego odłamu syjonizmu, ale potem oderwał się od właściwego syjonizmu i założył odrębną partię ,, syjonistów-rewizjonistów”, zabarwioną quasi-faszystowsko, mającą w Polsce w swych szeregach bardzo dużą część żydowskiej mło­dzieży i odgrywającą ogromną rolę w polityce żydowskiej w skali światowej. Przebywał na zmianę w Palestynie, w Anglii i w Polsce. (Obszerne życiorysy jego patrz: Jabotinsky, Wla­dimir, ,,Jüdisches Lexicon, Begründet von Dr. Georg Herlitz und Dr. Bruno Kirschne^ Jüdischer Verlag, Berlin, Band III 1929, str* 105-107, oraz „Grosse Jüdische NationalBiographie”, S. Wlnninger, Band III, Czerniowce 1928, str. 221-223.

I przed wojną i jeszcze w czasie wojny był on uważany za jednego z wodzów narodu żydowskiego, reprezentującego bardzo istotny i ważny element w żydowskiej polityce i akcji.

“The man v/ho clearly understood the fragility of the Jewish structure in Europe was Jabotinsky… He came back (from a journey to Poland) with the phrase which is already part and parcel of the Zionist vocabulary. What undermines the Jewish position in Po­land and elsewhere, he declared, was not the “anti-Semitism of men but of things”. Jeremiah Ben Ja cob “The Jewish Struggle,”, Lon­don, Allen & Unwin, 1942, str. 6 9) »

(Przekład. Człowiekiem, który ja­sno rozumiał kruchość żydowskiej struktury w Europie był żabotyński… Powrócił on (z podróży do Polski) z określeniem, które stało się już stałym składnikiem syjonistycznego słownika. Pozycję żydowską w Polsce i gdzie in­dziej, oświadczył on, podminowuje nie ,,antysemityzm łudzi, ale rzeczy”).

Ja sam w roku 1936 pisałem o Żabotyńskim co następuje

„We wszystkich skupieniach żydow­skich w Polsce istnieją silne bojówki żydowskie, których rdzeń stanowią ży­dowscy robotnicy (rzeźnicy, tragarze, furmani i inni). Rolę bojówki spełniają również żydowskie organizacje sporto­we. Na i silniejszą z nich jest skrajnie nacjonalistyczna, potężna  organizacja, t.zw, faszystów żydowskich „Brith Trumpeldor” (umundurowana w brązo­we koszule i w czapki z oznaką bożniczego świecznika), na której czele stoi słynny Żabotyński — były dziennikarz z Odessy, znany ze swego wystąpienia wobec rządu rosyjskiego z propozycją oddania części władzy w zaborze rosyjskim w ręce żydowskie i położenia tym sposobem podwalin pod Judeo-Polskę. Żabotyński, który w czasie wojny zor­ganizował legiony żydowskie do walki o Palestynę… mieszkał po wojnie stale w Palestynie, przebywa obecnie długie okresy w Polsce, — najwidoczniej uz­nając dziś Polskę za najważniejszy te­ren działalności swej organizacji. Organizacja „Brith Trumpeldor” ma swoje od­działy w każdym polskim miasteczku”. (Jędrzej G i e r ty ch , „Tragizm losów Polski”, Pelplin, nakł. ,Pielgrzyma’, bez daty, ale wydane w r. 1936, str. 57 2- 57 3 ). (Podkreślenia dzi­siejsze) .

Jak widzimy, Żabotyński myślał ongiś o pol­sko-żydowskim kondominium w Polsce, więc stał na stanowisku, że żydzi są na ziemi pols­kiej współgospodarzami. To jego dawne stanowisko pasuje najzupełniej do jego niedomówionych, ale najwyraźniej pulsujących pod powierzchnią jego politycznego programu i roku 1940 marzeń o „drugim” państwie żydowskim: wykrojonym z terytorium Polski.

Marzenia żydowskie o żydowskiej roli pańs­twowej na ziemi polskiej nie są niczym nowym. W gruncie rzeczy, program p. Grynbauma, przywódcy bloku mniejszości narodowych w polskim sejmie, obranym w 1922 roku. pole­gał nie na czym innym, tylko na dążeniu do przekształcenia Polski w państwo ,,narodo­wościowe na wzór Szwajcarii lub dawnych Austro-Węgier, w którym Żydzi byliby jedną z narodowości współrządzących. Niektóre do­kumenty. dotyczące żądań, stawianych przez p. Grynbauma prezydentowi Narutowiczowi, obranemu przy udziale Bloku Mniejszości Na­rodowych, a wbrew większości głosów rdzen­nie polskich w Zgromadzeniu Narodowym (na kandydaturę Narutowicza 186 głosów pols­kiej lewicy i 103 głosy Bloku Mniejszości Na­rodowych, t.j. Żydów, Niemców i Ukraińców, razem 289 głosów, na kandydaturę Zamoyskiego 227 głosów wyłącznie polskich, miano­wicie polskiej prawicy oraz 29 białych kartek, oddanych przez polską Narodową Partię Ro­botniczą) znaleźć można w książce „Gabriel Na­rutowicz. Księga Pamiątkowa”. Warszawa 1922. (Oto garść danych biograficznych, dotyczących człowieka, który polityką Bloku Mniejszości Narodowych w Polsce kierował i który był is­totnym twórcą prezydentury p. Narutowicza.

„Gruenbaum, Isaac, f. Treasurer, Je­wish Agency; Director Jewish Agency’s Absorption Dept, Jurist, journa­list and politician, b. 24 November

1879… member of Polish Sejm, leader of the Jewish Fraction and President of the National Council of the Jews in Poland 1919-1933. In the country sin­ce 1933. Member Provisional Govern­ment Council, 1948, Monaster of Interior ,Provisional Government of Israel Hay 1948 —Feb. 1949 Pub…. Collected speeches of the Sejm”. Who’s Who in the State of Israel, str. 95-96. 1949.

(Przekład. Gruenbaum, Izaak. Były skarbnik Agencji żydows­kiej; dyrektor Departamentu Wchłania­nia tejże Agencji; prawnik, dzienni­karz i polityk. Ur. 24 listopada 1879… członek polskiego Sejmu, przywódca Frakcji żydowskiej i Prezydent Rady Narodowej żydów w Polsce w latach 1919-1933. W Palestynie od roku 1933. Członek Tymczasowej Rady Rządzącej,. 1948, Minister Spraw Wewnętrznych w Rządzie Tymczasowym Izraela, mai 1948-luty 1949. Opublikował… Zebrane Mowy Sejmowe).

Ale niczym nowym nie jest sama tylko myśl o rządzeniu przez Żydów Polską do spółki z Polakami (program analogiczny do Palestyny, rządzonej do spółki przez Żydów i Arabów lecz także i myśl o wykrojeniu z ziemi polskiej państwa czysto żydowskiego.

Oddaję głos Romanowi Dmowskiemu.

„Najnowszy plan, który bodaj od dwóch z górą lat został uznany za naj­realniejszy w kołach żydowskich na Za­chodzie jest w porównaniu ze wszys­tkimi dotychczasowymi wprost gigantyczny. Obejmuje on stworzenie szero­kiego pasa od Bałtyku do morza Czar­nego po obu stronach Dniepru, z lud­nością rolniczą żydowską, stanowiącą na początek 25% ogółu. Ziemie, wcho­dzące w skład tego pasa należą dziś: do Polski, Litwy Kowieńskiej, do Rosji, Ukrainy i Białorusi sowieckiej.

Temu, zdaje się zawdzięczamy, że Polesie, że w ostatnich czasach tak wiele interesowano się ze strony ży­dowskiej jego osuszeniem*). (P a t r z niżej).

Urzeczywistnienie tego planu dałoby nareszcie żydom mocną podstawę naro­dową, nadto nie byłe jak ulokowaną, geograficznie.

Ma się rozumieć, ażeby taki plan urzeczywistnić, trzeba by jego wykona­nie poprzedzić dużymi zmianami politycznymi na obie tym przezeń terenie.

Gdyby dziś rząd polski zechciał pa­tronować kolonizacji żydowskiej na kresach wschodnich, spotkałby się z ogromnymi przeszkodami w społeczeń­stwie. Ale gdyby się dało przesunąć państwo polskie na wschód przez oddanie Niemcom ziem byłego zaboru pruskiego, a natomiast przyłączenie znacznych obszarów na wschodzie, to znaczy, przez pozbycie się odżydzonyeh ziem czysto polskich, a pozyska­nie mocno zażydzonych ziem białorus­kich i małoruskich, państwo to stałoby się rodzajem dawnej Austrii, z tą różni­cą, że liczba i rola żydów byłaby w nim bez porównania większa, niż w dawnym państwie Habsburgów, Takie państwo mogłoby nawet mieć rząd, który sam, na koszt skarbu poprowa­dziłby na jego obszarze kolonizację żydowską.

“Z drugiej strony, życie gospodarcze takiego państwa byłoby mniej europej­skie niż dzisiejszej Polski, i żyd mało­miasteczkowy lepiej by w nim prospe­rował.

Również, w zbudowanej pod protek­toratem niemieckim, a przez żydów prowadzonej, niepodległej Ukrainie, ko­lonizacja rolnicza żydowska miałaby o wiele lepsze widoki, niż w dzisiejszym państwie sowieckim.

Podobne zmiany łatwiej kreślić na mapie, niż przeprowadzać w życiu; nie mniej przeto mówiono o nich sporo na przedwiośniu roku 1930-go, kiedy w opinii publicznej Europy i Ameryki przygotowywano krucjatę przeciw Ro­sji Sowieckiej”.

(Roman Dmowski “świat (powojenny i Polska” wyd. II, Warszawa 193-1. Cykl: „Kwes­tia żydowska”, wrzesień-paździemik 1930, str, 135-336).

Miejsce, oznaczone gwiazdką, (patrz wyżej), Dmowski uzupełnił poniższym przypiskiem:

„W ostatnich miesiącach trzeba za­notować parokrotną już wymianę zdań w sprawie kolonizacji Polesia przez żydów między żydami, a przedstawi­cielami władz polskich. Ostatni, zaczy­nając od posła polskiego w Waszyng­tonie, wszyscy dali żydom zapewnie­nia, iż rząd polski patrzy na tę sprawę bardzo przychylnie. Wynikałoby stąd, iż obecny rząd naszego państwa uwa­ża granicę sowiecką za najbezpiecz­niejszą, skoro pragnie osadzać na niej ludność obcą, nie odznaczającą się zbyt­nią przyjaźnią dla Polski i że z drugiej strony, nie musi uważać przeludnienia naszej wsi, oraz wielkiego nadmiaru chłopów bezrolnych i małorolnych za kwestię poważną, skoro wolne obszary decyduje się oddać żydom z chwilą, kiedy można je będzie przygotować do kolonizacji” (str. 335).

Istotą powyżej zreferowanych planów i pro­jektów jest program terytorialistyczny, to zna­czy program wytworzenia zwartego skupienia ludnościowego żydowskiego.

Osuszenie Polesia i osadzenie rolników żydowskich na terenach osuszonych nie byłoby jeszcze wytworzyło większości żydowskiej na Polesiu, ale byłoby do niej wstępem. Takie i w Palestynie kolonizacja żydowska miała po­czątki skromne i tylko stopniowo i powoli stworzyła warunki do zamienienia tego kraju najpierw w terytorium mieszane arabsko-żydowskie, a potem w kraj przeważnie żydowski. O planach terytorialistyczaych żydowskich zwróco­nych w kierunku Polesia, było w Polsce w la- w latach międzywojennych dość głośno.

Jak widzimy, program terytorialistyczny ży­dowski, dotyczący części terytorium Polski, był już rzeczą znaną i publicznie omawianą poczy­nając, co najmniej od roku 1930. To prawda, że terytorium, o którym była wówczas mowa, było inne. Było nim nie województwo lubels­kie, lecz województwo poleskie.

Ale po pierwsze trzeba wziąć pod uwagę, że Hitler nie mógł dysponować Polesiem, bo nim w latach 1939-1941 nie władał, Mógł prze­znaczyć dla Żydów tylko takie terytorium, jakie miał w swoim ręku. Jeśli utworzenie „rezerwa­tu żydowskiego” miało być dziełem Hitlera, rezerwat ten musiał się znajdować na zachód od ówczesnej linii demarkacyjnej sowiecko- niemieckiej, to znaczy na zachód od Bugu. Jest rzeczą logiczną, że wybór padł na Lubelszczy­znę.

A po wtóre, nie zapominajmy o tym, ze Pole­sie z Lubelszczyzną graniczy. Utworzenie terytorium żydowskiego w Lubelszczyźnie nie mu­siało oznaczać zrezygnowania z dawnych pla­nów, dotyczących Polesia; przeciwnie, mogło je uzupełniać i torować im drogę. Teryto­rium żydowskie, raz utworzone, mogło później ulec rozszerzeniu. Naturalny kierunek jego eks­pansji byłby prowadził na wschód, to znaczy na Polesie i ewentualnie na Wołyń.

Zwróćmy uwagę, że Polesie było najbar­dziej żydowską dzielnicą z pośród ziem pols­kich, zagarniętych w roku  1939 przez Sowiety, a Lubelszczyzna najbardziej żydowską z pośród ziem polskich, zagarniętych przez Niemcy. Obie te dzielnice, z punktu widzenia żydowskiego, uzupełniały się wzajemnie i tworzyły blok, stanowiący najbardziej zasiedziałe, naj­bardziej jeśli się tak można wyrazić „ojczyste” i tubylcze skupienie żydowskie w Europie Polesie miało w pewnym stopniu cechę kraju żydowskiego nawet niezależnie od wszelkich pla­nów przyszłej kolonizacji żydowskiej. Jego dwa duże miasta, Pińsk i Brześć nad Bugiem, miały absolutną większość żydowską wśród swej lud­ności (Pińsk w początkach dwudziestolecia nie­podległości około 75% Żydów). Również i na wsi ludność żydowska była na Polesiu liczna, a małe poleskie miasteczka miały charakter czysto żydowski. Wobec stosunkowej słabości liczebnej żywiołu polskiego na Polesiu, oraz ubóstwa i ciemnoty miejscowego żywiołu po- lesko-ruskiego, Żydzi byli w wielu okolicach Polesia żywiołem wręcz przodującym i nadają­cym ton.

W Lubelszczyźnie rola Żydów była bez porównania mniejsza, ale Żydzi posiadali tam szczególnie stare tradycje historyczne : byli tam żywiołem szczególnie zasiedziałym. Dotyczy to zwłaszcza samego miasta Lublina.

Jak się możemy dowiedzieć choćby tylko z pierwszej lepszej żydowskiej encyklopedii, Lublin odgrywał w ciągu wieków rolę pewnego ro­dzaju stolicy polskiego żydostwa.

„Im j.-autonomem Leben in Polen spielte L. erste Rolle; hier fanden 16 und 17 Jhdt. die meissten J. -Reichstage statt (S. Vierländersynode) und hier be­fand sich das J.-trybunał”. („Jüdisches Lexicon”, Begründet von Dr. Georg Her­litz und Dr. Bruno Kirschner, Jüdischer Verlag, Berlin, 1929, tom III, “Lublin”, artykuł na str. 1237-1240, cytata ze str. 1238-1239).

(Przekład. W żydowsko-autonomicznym życiu w Polsce odgrywał Lub­lin pierwszą rolę; tutaj odbywała się w XVI i XVII stuleciu większa cześć  sejmów żydowskich (patrz rozdział o Sejmie czterech krajów) i tutaj znaj­dował się trybunał żydowski).

W Lublinie znajdowała się od wieków sław­na szkoła studiów talmudycznych i Lublin uchodził obok Wilna, „Jerozolimy litewskiej”, za główne centrum żydowskiej nauki. W rozmo­wach z Żydami w Polsce można było czasem słyszeć ironiczne uwagi na temat starożytności Lublina jako ośrodka wiedzy religijnej żydows­kiej w porównaniu z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim.

W synagodze “wurde Anfang des 17 Jhdts die sog. “Maharan-Schul” (be­nannt nach Meir b. Oed all a Lublin) un­tergebracht. Um dieselbe Zeit ent­stand in L. die berühmte Talmudakad., deren jeweiliger Leiter vom König Si­gismund August den Titel eines Rek­tors und die Unabhängigkeit vom Lubliner Rabbinat erhielt”. (“Jüdis­ches Lexicon”, ibid, str. 1237).

(Przekład. W synagodze lubelskiej „umieszczona została z początkiem XVII wieku szkoła „Maha- ran-Schul”, nazwana tak od Meira ben Gedaliego Lublina. W tym samym cza­sie powstała w Lublinie słynna Akade­mia Talmudyczna, której każdorazowe­mu kierownikowi król Zygmunt August nadał tytuł rektora i zapewnił nieza­leżność od lubelskiego rabinatu),

“1925 wurde der Grundstein für eine grosse, unterdessen vollendete Jeschi- wa gelegt”. (Ibid, str. 1239).

(Przekład. W roku 1925 położony został kamień węgielny pod gmach du­żej jesziwy (uczelni talmudycznej), którego budowa została do obecnego czasu już ukończona).

O Lublinie jako dużym centrum wiedzy talmudycznej pisze także „The Jewish Encyclopedia”, ed. by Isidore Singer, Ph.D., New York, Funk and Wagnalls, tom VIII, rozdział „iLublin” (str. 199-201). i rozdziały o czołowych talmudystach lubelskich w tymże i in­nych tomach.

Solomon Luria przybył w 1555 roku do Lublina “where he became head of the famous yeshiba”. (Ibid, tom VIII, rozdział „Luria Solomon”, str. 212). (Przekład: „gdzie został on głową sławnej jesziwy).

Jacob Poll ak, „founder of the Polish and halakic method of Talmudic study known as the Pilpul (przekład, „twórca polskiej metody docie­kań nad Halachą, tj. prawem tal- mudycznym, zwanej Pilpul”), żył w latach 1460-1541 i przybył do Lublina z Czech. (Ibid, tom X, str. 114- 115).

Shalom Shakno, który żył w latach 1510-1558. „He was ä pupil of Ja­cob Poll ak, founder of the method of Talmudic study known as the PILPUL”. (Prze k ł a d. Był on uczniem Jakuba Pollaka, twórcy metody studiów tał­mudycznych znanej jako Pilpul). (I- bid, t o m VXI, r o z d ział ,,Sh a k- n o, Shalom”, str. 226 -227 ).

Meir, Ben Gedalla Lublin założył w 1613 roku lubelską jesziwę (Ibid, tom VIII, rozdział ..Lublin. Meir Ben Oeda- liah” str. 201-202)

Lublin słynie w świecie żydowskim również z tego, że poczynając od roku 1547 był przodu­jącym centrum hebrajskiego drukarstwa..(Ibid, tom VIII str. 199)

Co więcej, również i Wołyń był dużym sku­pieniem żydowskim i mógł się poszczycić tak wielkimi centrami żydowskimi, jak Równe. A nie należy też zapominać i o pobliskim Białym­stoku. Nie ulega wątpliwości, że jeżeli się chcia­ło wykroić państwo żydowskie z ziem polskich, to miejscem najbardziej do tego celu od­powiednim byłyby terytoria po obu stronach Bugu.

Obawa, że może Polsce grozić niebezpieczeństwo wykrojenia z jej ciała takiego państwa żydowskiego nie była całkowicie obca również i polskie] opinii publicznej. Jako na do­wód pozwolę sobie wskazać na ogłoszoną na kilka lat przed ostatnią wojną powieść p.t. „Zamach”, której autor ukrywał się pod pseudo­nimem J Mariański, a której treścią była fantazja na temat żydowskiego zamachu stanu w Polsce, zmierzającego do wykrojenia z części Polski państwa żydowskiego.

W dość licznych kołach żydowskich w świecie patrzano zawsze na Polskę podobnymi oczyma jak na Palestynę, to znaczy jak na kraj będący z natury miejscem zamieszkania i siedzibą ży­dów, a na Polaków podobnie jak na Arabów palestyńskich, to znaczy jak na ludność, która stanowi irytującą przeszkodę, utrudniają­cą przez swoją obecność swobodny i pełny roz­kwit życia żydowskiego w żydowskim kraju.

Posłuchajmy, dla przykładu, co mówi sławny działacz i polityk żydowsko-amerykański, Rabbi S. Wise.

„Poland, wholly apart from num­bers, had long been one of the loci classici of Jewish history. Polish Jewry has for nearly a thousand years given asylum to Jews in flight. It suf­fered terrible persecution at different times, but — and this is supremely important — it was and remained the spiritual centre of world Jewry centu­ry after century. It was the chief vic­tim, too, of all Polish wars and divi­sions. Its supreme Jewish distinction lay in its piety and its learning… Be­yond any other group it constituted a Jewish cosmos. Vilna – nominally Li­thuania, but in spirit and truth the Jerusalem of Poland — and its grea­test son, Elijah ha Gaon, are enduring symbols of the glory of the Poland that was”. („Challenging Years. The A u t o foiogrph y of Ste­phen Wise”. London 1951. East and West Library. Str. 184 ).

(Przekład. Polska, całkiem nie­zależnie od swej strony liczebnej, była długo jednym z klasycznych miejsc ży­dowskie! historii. źydostwo Polskie w ciągu blisko tysiąca lat dawało schro­nienie żydom prześladowanym. Cier­piało ono w rozmaitych epokach stra­szliwe prześladowania, ale — i to jest znaczenia najwyższego — było ono i pozostało stulecie za stuleciem —- centrum duchowym żydostwa świato­wego. Było on o również główną ofiarą wszystkich polskich wojen i rozterek. Jego najwyższym odznaczeniem z pun­ktu widzenia żydowskiego, była jego pobożność i uczoność Więcej niż ja­kiekolwiek inne skupienie tworzyło ono żydowski kosmos. Wilno, nominal­nie Litwa, ale w duchu i w prawdzie polska Jerozolima — oraz jego naj­większy syn, Elijah ha Gaon — stano­wią trwałe symbole chwały tej Polski, która była.)

Jak widzimy, Rabbi Wise tak mówi o Polsce, jakby była ona krajem żydowskim i jakby polskiej Polski w ogóle nie było. . .

Pisze on, że to żydostwo polskie dawało prze­śladowanym Żydom z różnych krajów schronienie (asylum). Ale czy nie byłoby rzeczą ści­ślejszą powiedzenie, że dawała to schronienie — Polska? Zydzi już w Polsce mieszkający mogli rzecz prosta udzielać przybywającym współ­wyznawcom gościny w swoich domach i mogli im ułatwiać postawienie w Polsce pierwszych kroków i zdobycie sobie egzystencji, ale rzeczą rozstrzygającą był fakt, że Polska, w ramach swojej ogólnej polityki, wobec Żydów, pozwąlała im się u siebie osiedlać.

Rzeczą wręcz nieprawdziwą jest twierdzenie, że żydzi byli kiedykolwiek w Polsce prześladowani. Historia żydowska mówi o jednym wielkim prześladowaniu Żydów w Polsce, mianowicie o rzezi Żydów dokonanej przez wojs­ka Bogdana Chmielnickiego (i przez inne grupy powstańcze kozackie w różnych czasach), ale Polska za to prześladowanie nie ponosi naj­mniejszej odpowiedzialności i sama była jego ofiarą, wobec tego, że rzeź kozacka zwracała się zarówno przeciwko Żydom, jak — i to prze­de wszystkim — przeciwko ,Lachom’. Była to sytuacja zupełnie podobna do nowoczesnej: gdy Hitler na podbitej ziemi polskiej prześladował zarówno Żydów jak i Polaków. — A może znajdzie się kiedyś w przyszłości jakiś następca ra­bina Wise, który zaliczy rzeź Żydów, dokonaną przez Hitlera, do kategorii prześladowań, ja­kie Żydzi cierpieli w niegościnnej Polsce?

Przy okazji pozwolę sobie przytoczyć jesz­cze jedną cytatę z pamiętników rabina Wise.

“While in Wansaw (w roku 1936). I discovered that there were the beginnings of a self-defence move­ment, underground, of course. And best of all, it was the off shot of the Palestine self-defence. These self-de­fence beginnings were destined to ha­ve mighty and glorious consequences in the Jewish partisan movement of Poland, culminating in the tragedy and the glory of Warsaw’s destruction. The defenders of Warsaw, who stood against the mighty Nazi hosts, have taken their place by the side of the M«.ccabean defenders of Judea, and an­ticipated the heroic feats of the Pale­stinian Haganah”, (Ibid, str. 188).

(Przekład. Gdy byłem w Warsza­wie odkryłem, że istniały tam już po­czątki ruchu samoobrony, rzecz prosta podziemne. I rzecz najlepsza: były one odgałęzieniem samoobrony palestyńskiej. Przeznaczeniem tych początków było mieć potężne i pełne chwały konsekwencje w żydowskim ruchu party­zanckim w Polsce, kulminującym w tra­gedii i chwale zburzenia Warszawy. Obrońcy Warszawy, którzy stawili czoła potężnym zastępom hitlerowskim, za­jęli miejsce obok Machabeuszy, obroń­ców Judei i poprzedzili bohaterskie czyny palestyńskiej Hagany).

Także i wyżej przytoczona cytata świadczy, że rabin Wise pisał o Polsce tak, jakby polskiej Polski w ogóle nie było I jakby nie było pol­skiej Warszawy, jej bohaterstwa i jej zburze­nia.

Aby scharakteryzować rolę Żydów w Polsce na przestrzeni wieków, pozwolę sobie jeszcze zacytować co następuje:

„żydzi byli w Polsce zorganizowaną korporacją, mającą wszelkie cechy od­rębnego stanu. Wybitny umysł niemiec­ki, późniejszy pruski marszałek i wódz w wojnie francusko-pruskiej, H. von Molfcke, w studium o Polsce przedroz­biorowej, jakie ogłosił w młodych la­tach, zapewne na podstawie danych archiwalnych pruskich i żywej trady­cji tego, co w Prusach o Polsce wiedzia­no, napisał, że ,,żydzi stanowili obok szlachty najbardziej poważany i najwpływowszy stan (Körperschaft) w kraju. Posiadali oni samorząd taki, o jakim np. polscy mieszczanie w ogóle marzyć nie mogli.

„Samorząd ten był tak zupełny, że nawet historyk żydowski 2) określił go nazwą „państwa w państwie”. Składał się on z samorządu lokalnego (kahałów, t.j. gmin żydowskich), oraz z sejmu żydowskiego (waad) koronnego i litewskiego, złożonego z rabinów, oraz z delegatów okręgów kahalnych. Wa­ad, zarówno koronny, jak litewski, był zupełnie wolny od ingerencji władz państwowych zarówno, co do swego składu, jak co do funkcjonowania. Jedy­nie tylko termin jego zwoływania usta­lano w porozumieniu z podskarbim. Kahały sprawowały jurysdykcję sądową między żydami… (Jeśli chrześcijanin skarżył żyda, sprawę sądził sąd pod przewodnictwem podwojewodziego, w którym zasiadali asesorzy żydzi). Prócz spraw sądowych — kahał spra­wował szereg funkcji administracyj­nych. Waad zajmował się sprawami kultu religijnego, dobroczynności o- światy, regulował życie gospodarcze żydów (np. prawo o procentach, prawo o upadłościach handlowych, oraz t.zw. prawo chazaki, to jest monopolu eks­ploatacji pewnych źródeł dochodu, pewnych miejscowości, pewnych osób z pośród chrześcijan, z wyłączeniem konkurencji współwyznawców), rozsą­dzał spory między kabałami, sprawo­wał sądy, oraz reprezentował ogół Ży­dów wobec państwa, polskiego. Podat­ki od żydów (pogłówne i podymne) na­znaczane były w Polsce ryczałtowo, – uiszczał je wobec władz polskich waad, — on też rozkładał się miedzy ludność żydowską i kontrolował ich pobór, uskuteczniany przez kabały, Dawało to wsadowi i w ogóle samorządowi żydowskiemu wielką niezależność — i uniemożliwiało ingerencję władz polskich w wewnętrzne sprawy żydowskie. Wa­ad był instytucją możną, jakiej nie po­siadali żydzi w żadnym innym kraju”») „…żydzi … bywali w Polsce za pierw­szych Piastów, a zapewne i w Polsce pogańskiej. Jednym z najstarszych opisów Polski jest relacją o „kraju Mszki” (Mieszka), pochodząca z lat o- koło 960-985, napisana przez żydows­kiego podróżnika z arabskiej Hiszpanii, Ibrahim-7 bn-Jakuba, Jedne z najstar­szych polskich monet miały napisy w alfabecie hebrajskim[1].) (J ę d r z ej Giertych, „Polityka pols­ka w dziejach Europy”, ze­szyt ostatni tomu drugie­go, Londyn 195 3, str. 3 7 4- 375 ).

Powyższych cytat powinno wystarczyć na do­wód, że Żydzi czuli się w Polsce wyjątkowo zasiedziali i że po Palestynie uważali Polskę za kraj najbardziej związany z ich narodową historią.

Pozostaje do rozstrzygnięcia jeszcze jedna wąt­pliwość. Czy było rzeczą możliwą, by Żydzi mogli w tak ważnej sprawie przyjąć prezent z rąk swego wroga, Hitlera?

Odpowiedzią na to niech będzie ( następu­jąca cytata, znowu z książki żydowskiej.

“Zionists want Jews to go to Pales­tine; the more, the better;… After all, what could stimulate a greater immi­gration into Palestine than the Nazi persecution of the Jews ? From the standpoint of the narrow party zealot who sees in the building of the Na­tional Home the highest Jewish purpo­se even the Jewish tragedy in Germa­ny is not too high a price to pay for the attainment of the national ideal and even Hitler can be considered a „mes­senger of God” (as he has been called by some Zionists) sent to help the Jews to re-create their national life”. {W 1 J. i i a m Z u k e r m a n. ,T h e Jew in Revolt. The Modern Jew in the World Crisis”. London 1 937. Str. 114-115).

(P rzekład. Syjoniści chcą, by ży­dzi jechali do Palestyny; im liczniej, tym lepiej; … Ostatecznie, cóż mogło więcej pobudzić emigrację do Palestyny, niż hitlerowskie prześladowanie żydów? Z wąskiego stanowiska partyjnego gor­liwca, który widzi w budowaniu Sie­dziby Narodowej najwyższy cel ży­dowski, nawet tragedia żydowska w Niemczech nie jest zbyt wysoką ceną, zapłaconą za osiągnięcie ideału narodo­wego i nawet Hitler może być uważany za „posłańca bożego” (jak nazywany był przez niektórych syjonistów), zesła­nego dla dopomożenia żydom do odbu­dowania ich życia narodowego).

Przechodzimy do wniosków.

Książka Żabotyńskiego zmusza nas całą swo­ją treścią do uznania, że autor jej nie tylko wiedział o tworzeniu przez Niemców „rezer­watu lubelskiego”, ale że tego rezerwatu prag­nął, że starał się nie zrobić niczego, co mogło­by urzeczywistnieniu programu tego rezerwatu zaszkodzić i że planując na okres bezpośrednio powojenny wielką operację przesiedlenia Żydów na terytorium (lub, co sam kilkakrotnie podkreśla, terytoria) skupionego osiedlenia, miał na myśli nie samą tylko Palestynę, lecz równocześnie z Palestyną również i część Polski, a więc najprawdopodobniej Lubelszczyznę.

Postawa Żabotyńskiego nie jest w narodzie żydowskim niczym odosobnionym i ekstrawaganckim; przeciwnie, jest ona logiczną kon­sekwencją i dalszym ciągiem dążeń żydowskich od dawna istniejących i wpływowych. Jest ona nowoczesną formą programu tworzenia państw względnie terytoriów narodowych żydowskich poza Palestyną ,. programu, który w początkach dwudziestego stulecia znany był pod nazwą „terytorializmu”. (Bliższe informacje o terytonahźmie patrz: “The Jewish Encyclopedia”, ed. by Isidore Singer, Ph.D., New York, Frank

Wagnałls, 1925. Tom II, rozdział „Zionism’V podrozdziały: “Rise of Territorialism”, str. 679 i nast., oraz “Territorialists; Israel Zangwill”,

str. 685-686. A także “Jüdisches Lexicon”, beg­ründet \?om Dr. Georg Herlitz und Dr. Bruno- Kirschner, Judischer Varlag, Berlin, 1929, tom III, rozdział “Jewish Territorial Organisation”, str. 260-261).

Żabotyński nie był bynajmniej w narodzie żydowskim osobistością małego znaczenia. Nawet, gdyby inni politycy żydowscy postawy jego w sprawie rezerwatu lubelskiego nie podzielali (co bynajmniej nie jest udowodnione), samo tyl­ko zajęcie stanowiska przez Żabotyńskiego wys­tarcza do uznania, iż plan Hitlera w sprawie Lu­belszczyzny popierany był przez wpływowy od­łam narodu żydowskiego, Żabotyński bowiem — wódz syjonistów-rewizjonistów—był bezsprzecz­nie jednym z najwybitniejszych, nowoczesnych wodzów tego narodu.

Czy istniało w sprawie Lubelszczyzny poro­zumienie między Hitlerem a kołami politycznymi żydowskimi?

Bez wszelkiej wątpliwości nie istniało żadne porozumienie jawne. Ale porozumienie tajne?’

Dość trudno przypuścić, by mogło się bez takiego porozumienia obejść. Mogło ono być może nastąpić drogą jakiejś cieniutkiej niteczki zakonspirowanego kontaktu przez jakieś trze­cie osoby. Tylko tytułem przykładu i bez naj­mniejszej intencji imputowania rzeczy, na któ­rej udowodnienie brak jest wszelkich danych, można by wymienić prezydenta Stanów Zjednoczonych Rooseve’ta jako osobę, która mogła, była rolę takiego pośrednika odegrać.

cd:

http://gazetawarszawska.com/2012/12/23/jedrzej-giertych-niedoszle-panstwo-zydowskie-w-lubelszczyznie-cz-3/

 

1)  H. V. Moltke „Darstellung der inneren Verhältnisse und des gesellschaftlichen Zu- standes in Polen”, Berlin, 1832, str. 42.

2) H. Graetz, „Geschchte der Juden” tom

X str. 55.

4)     J. Giertych, „Tragizm losów Polski”, Pel­plin 1936, str. 42-43. Praca w tej części częścio­wo oparta na rozprawie o kwestii żydowskiej w Polsce Jana Kucharzewskiego, „Od białeo caratu do czerwonego”, str 257-261.

4) „Dość liczne zachowane brakteaty z końca w. XII o napisach w alfabecie hebrajskim wyszły zapewne z rąk żydowskich graw erów: ponieważ jednak hebrajskimi znakami ułożone są zwykle wyrazy nie żydowskie, lecz poiskie, można przypuszczać, że żydowscy robotnicy u« żyli swego alfatebu nie znając łacińskiego i ko­rzystając z braku kontroli przełożonych”. (Ma­rian Friedberg, „Kultura polska a niemiecka” Poznań 1946, tom I, str. 338).

 

, , , , , , , , , , , , , , , , ,

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE