Peter Raina: “Sprawa zabójstwa Bohdana Piaseckiego”

Sprawa zabójstwa Bohdana Piaseckiego

 

 Peter Raina

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

PRZEDMOWA DO WYDANIA KRAJOWEGO

W niedługim czasie po ukazaniu się niniejszej książki w londyń­skiej Oficynie Poetów i Malarzy we wrześniu 1988 roku, „Słowo Powszechne” przedrukowało w kolejnych numerach od 9 do 22 grudnia 1988 roku jej obszerne fragmenty pod wspólnym tytułem Sprawa zabójstwa Bohdana Piaseckiego. Książka wzbudziła duże zainteresowanie czytelników. Instytut Wydawniczy Pax zwrócił się do mnie z prośbą o pozwolenie na edycję krajową, by udostępnić ją szerszym kręgom czytelników. Wydanie obecne zostało poszerzone o kilka dokumentów, do których dotarłem dopiero po ukazaniu się pierwszego wydania.

Dość długo panowała cisza wokół sprawy zabójstwa Bohdana Piaseckiego. Miejmy nadzieję, że niniejsza książka zachęci do publicznego zabrania głosu tych, którzy byli pośrednio lub bezpoś­rednio związani z tą sprawą. Głosy takie mogą tylko służyć jej wyjaś­nieniu.

Berlin,                                                                                                       Peter Raina

Zielone Świątki 1989

/

NOTA OD REDAKCJI

Wszystkie zamieszczone w tej książce dokumenty są przy­taczane w brzmieniu dosłownym, poprawiono tylko oczywiste błędy w pisowni i interpunkcji (nie dotyczy to dokumentów cytowanych na s. 42-51, w których, ze względu na ich specyficzny charakter, nie poczyniono żadnych poprawek).

 

WSTĘP

1.        W Polsce toczy się obecnie dyskusja o konieczności usu­wania „białych plam” najnowszej historii kraju. Próbuje się we właś­ciwym świetle przedstawić te fakty, które dotychczas przemilczano, omawiano tendencyjnie lub po prostu fałszowano. Sprawę, która jest tematem niniejszej monografii, trudno określić jako „białą plamę”; pozostaje ona do dziś nie wyjaśnioną „brudną plamą”.

2.         Ponad 30 lat temu w Warszawie miało miejsce wydarzenie, które wywołało wielkie zaskoczenie i oburzenie społeczeństwa pol­skiego. 22 stycznia 1957 roku porwany został w drodze do domu po zakończeniu lekcji szkolnych 16-letni Bohdan Piasecki, syn Bole­sława Piaseckiego, znanego działacza politycznego. Zwłoki Boh­dana znalezione zostały zupełnie przypadkowo prawie dwa lata później, 8 grudnia 1958 roku, w jednej z piwnic warszawskich. Sekcja zwłok przeprowadzona przez znanego specjalistę prof. Wiktora Grzywo-Dąbrowskiego wykazała, że chłopiec został naj­prawdopodobniej jeszcze w dniu porwania okrutnie zamordowany. Mordercy zadali cios sztyletem przez sweter i koszulę, po odchyle­niu płaszcza i marynarki. Sztylet o szesnastocentymetrowej klindze został wbity w lewą stronę klatki piersiowej aż po rękojeść. Ponadto tępym narzędziem tak silnie uderzono Bohdana w głowę, że spowo­dowało to pęknięcie kości skroniowej oraz pęknięcie podstawy czaszki. Ciało, z podkurczonymi nogami, wciśnięto siłą do małej ubikacji znajdującej się w piwnicy domu nr 82a przy alei Świerczew­skiego. Obok zwłok leżały książki i zeszyty oznaczone imienie/n i nazwiskiem Bohdana.

3.        Kim był Bohdan Piasecki? Urodził się 12 sierpnia 1941 roku w głęboko wierzącej rodzinie katolickiej. Był synem Haliny z Kopciów (ur. 1914) i Bolesława Piaseckiego (ur. 1915). Miał młod­szego brata Jarosława (ur. 1943). Chłopcy stracili matkę w czasie Powstania Warszawskiego. Zginęła jako łączniczka od pocisku oku­panta 14 sierpnia 1944 roku1.

Już wcześniej rozstrzelany został na Pawiaku młodszy brat Haliny Piaseckiej, Zygmunt. 7 sierpnia zginął podczas walk pow­stańczych jedyny, młodszy brat Bolesława, Zdzisław. Taki był wojenny los wielu warszawskich rodzin.

Po śmierci matki dziećmi opiekowała się domownica, pod któ­rej opieką po upadku Powstania dzieci opuściły Warszawę. Ojciec, Bolesław Piasecki, walczył nadal w oddziałach partyzanckich. Po zakończeniu wojny opiekę nad dziećmi przejęła matka Bolesława Piaseckiego, Pelagia. Dzieci były wychowywane przez nią i przez ojca. W 1948 roku Bolesław Piasecki ożenił się ponownie, z Barbarą z Kolendów (ze związku tego narodziło się pięcioro dzieci). Cała rodzina zamieszkała w Warszawie na Mokotowie przy ulicy Krasic­kiego 7.

Bohdan był chłopcem spokojnym, inteligentnym i wzorowym uczniem. Poza swoim bratem Jarosławem i synami państwa Szczę­snych, mieszkających w pobliżu, nie miał żadnych kolegów. „Jedy­nymi domami, w których bywali – pisał ojciec, Bolesław Piasecki – był dom Szczęsnych i dom dziennikarza z »Życia Warszawy«, Choiń­skiego, z którego synem, poznanym przez nich na wakacjach w Zakopanem, sporadycznie widywali się”2. Bohdan chodził do liceum pod wezwaniem św. Augustyna, które mieści się w Warsza­wie na Mokotowie przy ulicy Naruszewicza 32, w odległości zaled­wie pięciu minut pieszo od domu Piaseckich. Bohdan należał do najlepszych uczniów szkoły, lubił muzykę i naukę języków obcych. Był głęboko religijny, zdradzał nawet chęć wstąpienia do semina­rium duchownego.

4. Porwanie i zabójstwo Bohdana były niewątpliwie umotywo­wane i z premedytacją obmyślone. Mimo że istnieje dużo przy­puszczeń, trudno jest ustalić konkretne motywy działania morder­ców. Intrygujący jest sam fakt, że porwanie zostało dokonane w cza­sie, gdy atmosfera życia politycznego w Polsce była dość napięta, a osoba Bolesława Piaseckiego stała się przedmiotem ostrych ata­ków z wielu stron. Bezpośrednią przyczyną tych ataków był jego artykuł Instynkt państwowy, który ukazał się 16 października 1956 roku w „Słowie Powszechnym”. Nawiązując do toczącej się w kraju dyskusji o socjalizmie, praworządności i wolności krytyki, Piasecki wyraził zdanie, że dyskusja powinna być prowadzona w poczuciu „odpowiedzialności narodowej i państwowej”. Naród polski – pisał – „musi nie tylko dyskutować, ale i rządzić się. W obecnym jednak stanie możliwość rządzenia Polską uzależniona jest od ujęcia dyskusji ogólnonarodowej w ramy odpowiedzialności państwowej.

Należy powiedzieć więcej: jeśli nie ujmiemy dyskusji w ramy odpowiedzialności, zamiast demokratyzacji sprowokujemy procesy konieczności brutalnego realizowania racji stanu w okolicznoś­ciach podobnych do ogłoszenia stanu wyjątkowego”3. Te ostatnie trzy słowa oburzyły wielu postępowych intelektualistów, którzy w owym burzliwym roku 1956 stali się obrońcami liberalizmu. Poglądy Piaseckiego potępione zostały jako reakcyjne i hamujące ruch społeczno-postępowy prawie w każdym poważniejszym krajowym dzienniku i tygodniku4. W niektórych pismach ukazały się artykuły wyciągające na światło dzienne międzywojenną prawicowo-nacjonalistyczną działalność Piaseckiego. Najmocniejszy atak na Pia­seckiego wyszedł spod pióra Leopolda Tyrmanda. Pisał on, że Pia­secki „nigdy nie przestał być skrajnym polskim nacjonalistą”, był i pozostał „przez całe życie konsekwentnym polskim totalistą”5.

Bolesław Piasecki był przekonany, że prowadzona przeciwko niemu kampania ma jeden cel – zniszczyć politycznie jego i Stowa­rzyszenie Pax, którego był prezesem. Kres kampanii przyniosła przeprowadzona 2 stycznia 1957 roku rozmowa Piaseckiego z Władysławem Gomułką, szefem partii od października 1956 roku. „Roz­mowa ta miała historyczne dla Pax-u znaczenie” – pisał Jerzy Hag­majer, wieloletni bliski przyjaciel Piaseckiego i współzałożyciel Pax, obecny podczas tej rozmowy6. „I Sekretarz potępił bowiem nagonkę na Pax i, jak przed laty, udzielił Piaseckiemu kredytu zaufania, godząc się na przekształcenie dotychczas lokalnego, symboli­cznego Stowarzyszenia w organizację ogólnopolską, posiadającą uprawnienie wstępnego rozwoju osobowego do 3000 członków.”7 Potwierdzenie, a co więcej umocnienie wyjątkowej pozycji Pia­seckiego w życiu politycznym Polski mogło zbulwersować jego wro­gów. „Zrodziła się gdzieś gangsterska myśl – wnioskuje Hagmajer – by złamać Piaseckiego innymi niż polityczne metodami.”8 22 sty­cznia 1957 roku, dwa dni po wyborach do Sejmu, porwany został Bohdan Piasecki.

Bolesław Piasecki miał skonkretyzowaną hipotezę co do moty­wów i sprawców. „Zasadnicza moja hipoteza – pisał – która według mojego przekonania jest prawdopodobna w 90%, wyraża się w przekonaniu, że porwania mego syna dokonali ci, w których intere­sie ideowo-politycznym leżało zniszczenie Pax-u i którzy zoriento­wali się, że atmosfera polityczna zimy 56 roku na 57 rok daje im szanse próby wykonania swego planu. Zwrócić należy tu jedno­cześnie uwagę, że w dniu 2 stycznia 1957 roku nastąpił fakt poli­tyczny, który przesądził o nieudaniu się zniszczenia Pax-u meto­dami administracyjnymi. Ludzie, którzy dokonali porwania, musieli o tym fakcie wiedzieć, co nie było zresztą trudne i dlatego zdecydo­wali się zastosować środek zbrodniczy”9. Piasecki uważał też, że przy poszukiwaniu winnych należy szczególnie wnikliwie zbadać:

–                   to środowisko dziennikarsko-polityczne, „które wzięło udział w ataku zohydzającym moją osobę”;

–                    koła „nacjonalistyczno-żydowskie”, to znaczy tych ludzi, „którzy zwracali legitymacje partyjne i wyjeżdżali do Izraela lub chcieli to zrobić”;

–                    ośrodki „reakcyjnego podziemia”. „Prawdą jest, że przede wszystkim ja, a także moi koledzy z Pax-u, ujawnili w ciągu cało­kształtu działalności w Polsce Ludowej co najmniej kilkuset członków byłego AK i innych organizacji Polski podziemnej. Ludzi tych nie tylko ujawniliśmy, ale potrafiliśmy ich uchronić przed powtórnym zamknię­ciem, poza wyjątkami [..] Jest rzeczą oczywistą, że reakcyjnemu podziemiu zasadniczo nie odpowiada nasza akcja ujawniania, demobilizująca wrogie nastawienie do Polski Ludowej. W związku z powyż­szym w określonych kołach Polski podziemnej rozpuszczano insy­nuacje, że ja i Pax zajmujemy się nie ujawnianiem, a denuncjowaniem”;

–                „Jeśli chodzi o możliwość udziału w porwaniu wywiadu zachodniego czy też fanatycznie nastawionych poszczególnych księży reakcyjnych społecznie, to ewentualności takiej wykluczać nie można, z tym że trzeba pamiętać, że musieli oni działać, jeśli chodzi o wywiad zachodni za pośrednictwem Polaków, a jeśli chodzi o sfanatyzowanych reakcyjnie poszczególnych księży – za pośrednictwem ludzi świeckich.

Niezależnie od określenia kierunków, z których według mojej zasadniczej hipotezy mogła wyjść inicjatywa porwania – pragnę wskazać na dwa środowiska, które mogły odegrać rolę wykonawczą. Są to według mojej hipotezy: a) zdemoralizowani pozbawieniem pracy i władzy byli pracownicy MBP, którzy, jak wiemy, nie wszyscy zachowali się właściwie po zmianie przydziału pracy. Wśród nich na specjalną uwagę zasługuje grupa tych byłych funkcjonariuszy MBP, która zajmowała się przed porwaniem rozpracowywaniem mojej osoby i Pax-u; b) zdemoralizowani byli partyzanci i byli członkowie podziemia reakcyjnego. Jak wiadomo, zakres liczbowy organizacji podziemnych ogromnie się zwęził, a ludzie wychodzący z nich też nie zawsze potrafili znaleźć drogę do uczciwego życia.

Jako uwagę ogólną warto w tym miejscu przedstawić charakter plotek na temat motywów porwania, plotek, które były celowo roz­puszczane bezpośrednio po zbrodni. Plotka, że porwania dokonał Związek Radziecki, była na rękę reakcjonistom i rewizjonistom. Plotka, że porwania dokonali Żydzi jako tacy, miała podwójną funkcję: po pierwsze – podniecała antysemityzm, po drugie – demobilizowała aparat poszukujący przed rozpracowaniem środowisk nacjonalistyczno-żydowskich możliwością stanięcia pod zarzutem antysemi­tyzmu. Plotka, że porwania dokonałem ja czy moi koledzy z aktywu Pax-u była kontynuacją kampanii przeciw naszej pracy politycznej.

Wreszcie plotka, że Bohdan przebywa u matki czy rodziny matki za granicą, miała za zadanie uśpić sumienie aparatu poszukującego. Mamy niestety bezpośrednie dowody, że duża część aparatu milicyj­nego uległa częściowo lub całkowicie powyższym plotkom”10.

W sprawie zabójstwa syna Bolesława Piaseckiego wypowie­dział się w marcu 1966 roku izraelski dziennik „Maariv”11. Bolesław Piasecki, zdaniem dziennika, był znienawidzony przez Żydów za swoją prawicowo-nacjonalistyczną działalność przed wojną i w czasie okupacji hitlerowskiej. Zarzucano mu, że jego oddziały par- tyzanckie rzekomo mordowały Żydów. Zamordowanie jego syna Bohdana miało „pomścić żydowskie ofiary” ludzi Bolesława Piasec­kiego. Izraelski dziennik podawał, że chłopiec „został zabity przez dwóch Żydów zatrudnionych poprzednio jako kierowcy w polskiej służbie bezpieczeństwa”, którzy wkrótce potem „opuścili Polskę udając się do Izraela”12.

5. Okoliczności zabójstwa Bohdana Piaseckiego nie zostały dotychczas do końca wyjaśnione i jest wątpliwe, czy to kiedykolwiek nastąpi. Osób przygotowujących uprowadzenie i biorących bez­pośredni udział w morderstwie musiało być kilka. Ujęto tylko jed­nego ze sprawców. Został zatrzymany w areszcie śledczym. Proku­ratura warszawska wystąpiła z aktem oskarżenia do sądu, ale przed rozpoczęciem przewodu sądowego akt ten wycofała. Do procesu nigdy nie doszło. Dlaczego – pozostaje tajemnicą ówczesnych władz polskich.

Wieloletnie niestrudzone starania Bolesława Piaseckiego o wykrycie i ukaranie sprawców morderstwa jego syna nie przyniosły żadnego rezultatu. Po śmierci Bolesława Piaseckiego13 młodszy brat Bohdana, Jarosław Piasecki, zwracał się do najwyższych władz państwowych o wyjaśnienie sprawy zabójstwa brata. I te zabiegi nie odniosły skutku. Mord pozostał zagadką i uległ zapomnieniu. Dla wielu wydarzenie to jest w ogóle nie znane.

 

6. Niniejsze opracowanie nie posiada ambicji wyjaśnienia okoliczności zabójstwa Bohdana Piaseckiego, chce jedynie przy­pomnieć ten ohydny mord popełniony na niewinnym chłopcu i w ten sposób poruszyć sumienia tych, którzy byli bezpośrednimi bądź pośrednimi jego sprawcami.

Praca powstała na podstawie materiału archiwalnego udo­stępnionego autorowi. Słowa podzięki kieruję do osób, które dopo­mogły mi w gromadzeniu materiału.

Berlin-Zehlendorf, lato 1988 roku.

Peter Raina

 

1         Została dwukrotnie odznaczona Krzyżem Walecznych. Nabożeństwo żałobne odprawił ks. Józef Warszawski.

2        Bolesław Piasecki, Pismo (Warszawa, 12 września 1958), s. 21. Pismo jest maszynopisem o objętości 27 stron. Piasecki przedstawił w nim hipotezy dotyczące motywów porwania swego syna Bohdana i uwagi na temat działania organów ściga­nia. Pismo zostało sporządzone w pięciu egzemplarzach, z których po jednym otrzy­mali: Mieczysław Moczar (ówczesny wiceminister spraw wewnętrznych), płk Bry- niarski (dyrektor Biura Śledczego MSW), Jan Wasilewski (zastępca prokuratora generalnego), prokurator Olekiewicz.

3              Bolesław Piasecki, Instynkt państwowy, „Słowo Powszechne”, 16 X ^ 956.

4        Wszystkie te artykuły wydane zostały jako zbiór w paxowskim piśmie „Życie i myśl” 1956, nr 4-5.

5              Leopold Tyrmand, Sprawa Piaseckiego, „Świat”, 18 XI 1956.

6         Jerzy Hagmajer, Przyczynek do biografii Bolesława Piaseckiego, „Kultura, Oświata, Nauka. Zeszyty naukowe Pax” 1983, nr 1, s. 17.

7               Ibidem.

8               Ibidem, s. 18.

9               Bolesław Piasecki, Pismo, s. 23-24.

10               Ibidem, s. 24-26.

11         Zabójcy syna polityka polskiego żyją w Izraelu, „Maariv”, 13 III 1966, s. 2. Skrót tego artykułu został zamieszczony 14 III 1966 w dzienniku „Kurier-Nowiny”, wychodzącym w Izraelu w języku polskim.

12               Ibidem.

13               Bolesław Piasecki zmarł w styczniu 1979 roku.

 

ODTWORZENIE PRZEBIEGU WYDARZEŃ

1. PORWANIE1

Bohdan Piasecki był uczniem X klasy Liceum Św. Augustyna, należącego do Stowarzyszenia Pax. Liceum to mieści się przy ulicy Naruszewicza 32 w Warszawie. Około godziny 13.50 dnia 22 sty­cznia 1957 roku Bohdan wyszedł ze szkoły w towarzystwie kolegów: Wojciecha Szczęsnego, Janusza Świątkowskiego i Ryszarda Karwańskiego. Bezpośrednio za nimi szła luźna grupa innych kolegów. Chłopcy szli ulicą Naruszewicza w kierunku Puławskiej. Gdy minęli ulicę Wejnerta, podszedł do nich mężczyzna i spytał, który z nich jest Piasecki. Poprosił Bohdana na stronę; wyjął jakieś papiery z teczki i pokazał je Bohdanowi. Potem obaj skierowali się na ulicę Wejnerta, gdzie czekał drugi mężczyzna. Wszyscy trzej udali się do taksówki, która stała na ulicy Wejnerta. Jeden z mężczyzn otworzył drzwi, przepuścił przed sobą Bohdana i sam usiadł obok niego. Drugi zajął miejsce na przednim siedzeniu taksówki, która niezwło­cznie odjechała w kierunku Śródmieścia.

W chwili zatrzymania Bohdana jego koledzy, Wojciech Szczęsny i Janusz Świątkowski, zaciekawieni wydarzeniem, cofnęli się za podejrzanie zachowującymi się mężczyznami i zanotowali numer rejestracyjny taksówki : T-75-222. Koledzy Bohdana powinni byli pobiec natychmiast do domu Piaseckich, który oddalony był od

1 Przebieg wydarzeń przedstawiony w tym rozdziale odtworzony został na podstawie napisanego przez Bolesława Piaseckiego Memoriału (Warszawa, bez daty), opisującego sprawę porwania i zabójstwa Bohdana Piaseckiego, przebieg śledztwa i postępowanie sądowe. Memoriał istnieje jako maszynopis obejmujący 84 strony, podzielone na sześć rozdziałów. Memoriał ten przekazany został na ręce naj­wyższych władz.


miejsca porwania zaledwie o kilka minut drogi. Zamiast tego Woj­ciech Szczęsny wrócił do szkoły i tu nie skontaktował się natych­miast z dyrektorem, lecz czekał prawie godzinę, by zawiadomić brata Bohdaną, Jarka, który w tym dniu kończył lekcje o godzinę później. W rozmowie z Jarkiem Wojciech nie dał jasno do zrozumie­nia, że Bohdan został porwany. Stracona została cenna godzina. Wojciech i Jarek udali się do domu Piaseckich, gdzie zastali babcię i Barbarę Piasecką. Dopiero teraz, z ponad godzinnym opóźnieniem poinformowano Bolesława Piaseckiego, który w tym czasie był w swoim biurze. Niezwłocznie po otrzymaniu wiadomości zawiadomił on telefonicznie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych o porwaniu syna, prosząc o natychmiastowe wszczęcie poszukiwań uprowa­dzonego.

 

2. POSZUKIWANIA

Pomimo że Komenda Miejska MO dysponowała już numerem rejestracyjnym taksówki, nie mogła ustalić jej posiadacza. Kiedy ofi­cer MO, Henryk Sochacki, pytał kierownika Wydziału Komunikacji, Zygmunta Westera, do kogo należy taksówka oznaczona numerem T-75-222, Wester oświadczył, że pod takim numerem nie figuruje żaden samochód osobowy ani taksówka. Właściciela taksówki ustaliło nie MO, lecz pracownik Pax Gustaw Kitzman. Udał się on na polecenie Bolesława Piaseckiego do Wydziału Komunikacji i dowie­dział się, że taksówka należy do Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego. Wiadomość ta została natychmiast przekazana władzom śledczym. Prowadzone przez patrole milicyjne poszukiwa­nia taksówki, którą dokonano porwania, pozostawały bezskuteczne. Dopiero około godziny 23 inny pracownik Pax, Tadeusz Ander- szewski, znalazł tę taksówkę w ciągu 10 minut poszukiwań na ulicy Nowy Świat. Polecił kierowcy jechać do biura Pax na Mokotowską. Podczas jazdy do biura taksówka została zatrzymana na ulicy Wil­czej przez radiowozy milicyjne i skierowana do komendy MO.

Po upływie około dwóch godzin od porwania Bohdana pory­wacze zadzwonili do dyrektora Liceum Św. Augustyna, Stanisława Pacuły, zsyłaniem, czy Bohdan jest synem Bolesława Piaseckiego.

Halina z Kopciów Piasecka (ur. 12. XI. 1914 r.) łączniczka Zgrupowania »Radosław” AK, zginęła w Powstaniu Warszawskim 14 sierpnia 1944 r.

Na pytanie Pacuły, kto mówi – padła odpowiedź: „Ministerstwo Oświaty”. W tym samym czasie otrzymał telefon ojciec Bohdana. Informowano go, że w Urzędzie Pocztowym Nr 1, na poste restante znajduje się dla niego list. Bolesław Piasecki wysłał po list swoich pracowników. W ślad za nimi udał się również do wymienionego urzędu dyrektor departamentu MSW ze swoimi oficerami. Autorzy listu zawiadamiali Piaseckiego o uprowadzeniu syna oraz żądali okupu, po którego otrzymaniu mieli uwolnić Bohdana. Zapowiadali nawiązanie kontaktu w sprawie doręczenia im okupu w wysokości 4000 dolarów i 100 000 złotych. Jak wykazały późniejsze wydarze­nia, był to manewr morderców mający stworzyć pozory, że syn Pia­seckiego został uprowadzony dla wyłudzenia okupu.

Zgodnie z zapowiedzią wyrażoną w liście, ale dopiero po dwóch dniach, sprawcy telefonicznie zlecili ojcu, by skierował swo­jego wysłannika z żądanymi pieniędzmi i znakiem rozpoznawczym do restauracji „Kameralna” przy ulicy Foksal, gdzie miał on otrzy­mać dalsze telefoniczne instrukcje. Wyznaczony przez Piaseckiego wysłannik, ks. Suwała, otrzymał w restauracji polecenie udania się do domu przy alei Na Skarpie 65. Pod tym adresem ks. Suwała zna­lazł instrukcję udania się na ulicę Jakubowską 16, skąd następna instrukcja kierowała go na Wał Miedzeszyński. We wszystkich wypadkach listy pozostawione w oznaczonych miejscach kierowały ks. Suwałę do następnych punktów kontaktowych. W ostatnim punkcie, do którego zresztą ks. Suwała nie dotarł, pozostawiono pusty pantofel; nie było w nim zapowiedzianej dalszej instrukcji.

Wieczorem 24 stycznia żądający okupu nawiązali ponownie telefoniczny kontakt z Bolesławem Piaseckim, zlecając odebranie ‘ listu umieszczonego w drzwiach kościoła Św. Krzyża. W liście tym, z którego wynikało, że sprawcy byli w restauracji „Kameralna” i obserwowali ks. Suwałę oraz mieli dokładne informacje o siedmiu radiowozach MO biorących udział w akcji, podano kolejne instrukcje. Za udział MO w obserwacji ks. Suwały porywacze wyzna­czyli karę w formie podniesienia okupu o 100 000 złotych. Kolejny wysłannik Piaseckiego, Ryszard Reiff, stosownie do telefonicznej instrukcji udał się na wyznaczone miejsce przy słupie milowym, jed­nak listu nie znalazł, wobec czego telefonicznie poinformował MSW, że kontakt został zerwany. Z MSW Reiff otrzymał polecenie, byponownie udał się na umówione miejsce. Tym razem znalazł list, lecz z przerobioną w nim godziną wykonania dalszej instrukcji. Oka­zało się później, że w tym czasie pracownicy MSW przejęli list prze­znaczony dia Bolesława Piaseckiego. Fakt ten nie wyklucza możli­wości, że sprawcy mieli swojego informatora w MSW. Następna z kolei instrukcja podjęta przez Reiffa skierowała go do punktu, gdzie żądający okupu nie zostawili żadnej informacji. Kontakt urwał się. W następnych dniach sprawcy telefonicznie polecili oczekiwać na dalsze instrukcje w mieszkaniu pisarza Jana Dobraczyńskiego. W oznaczonym czasie (28 stycznia) nie zgłosili się i od tego dnia kon­takt został zerwany ostatecznie.

Wskazane wydaje się zwrócić uwagę czytelnika na następu­jące fakty:

1)         Pierwsza rozmowa z porywaczami, nagrana na taśmie, została w okresie przechowywania jej w aktach MSW z niewyjaśnio­nych przyczyn wymazana.

2)         Dwie części listu i koperta z Urzędu Pocztowego nr 1 oraz list z kościoła zostały przesłane do Zakładu Kryminalistyki KG MO celem przeprowadzenia badań odcisków linii papilarnych. W wyniku badań ustalono, że na wymienionych dowodach pozostało kilka odcisków palców. Dowody te zaginęły w MSW.

3. ZEZNANIA NAOCZNYCH ŚWIADKÓW

W dniu porwania Bohdana pierwsze zeznania złożyli , jako naoczni świadkowie, jego koledzy szkolni: Wojciech Szczęsny, Ryszard Karwański, Janusz Świątkowski, Roman Olczak, Remigiusz Rochoń i Marek Maszerek. Jako świadek naoczny wystąpił również Henryk Rysak, sprzedawca z kiosku przy ulicy Naruszewicza.

Uczniowie zeznali, że 22 stycznia lekcje w klasie Bohdana skończyły się o godzinie 13.30. Przejście z klasy do szatni, przebra­nie się, wyjście ze szkoły na ulicę Naruszewicza trwało 12-14 minut. Przejście od furtki do samochodu stojącego na ulicy Wejnerta zajęło dalsze 4 minuty. Bohdan został doprowadzony do samochodu najwcześniej o godzinie 13.46. Sprawców było dwóch. Obaj stali na

ulicy Naruszewicza, w odległości kilkunastu metrów od samo­chodu. W taksówce nikt nie siedział. Uczniowie nie widzieli w ogóle kierowcy ani innej osoby poza sprawcami porwania.

Henryk Rysak zauważył taksówkę w momencie, gdy stała przodem do kiosku, a tył jej znajdował się na osi ulicy Wejnerta. Następnie z tej pozycji taksówka cofnęła się skręcając w lewo na ulicę Naruszewicza w kierunku ulicy Krasickiego, po czym ruszając do przodu skręciła w prawo w ulicę Wejnerta. Rysak obserwował ulicę Wejnerta z kiosku stojącego przy ulicy Naruszewicza u wylotu Wejnerta i niemalże na osi tej ulicy. Zjawienie się taksówki było dla niego rzadkim i ciekawym wydarzeniem. Nie mógł więc pomylić się w swojej ocenie, że przez 30 minut wóz stał po lewej stronie ulicy Wejnerta, na wprost domu nr 12. W czasie postoju taksówki zdążył załatwić około 30 klientów, postój musiał więc trwać dłużej niż pół godziny. Jeden z porywaczy był w kapeluszu, żaden ze sprawców nie stał za tylną szybą samochodu. Przy kierownicy nikogo nie było: „Kiedy dwaj mężczyźni podeszli z chłopcem do samochodu, wew­nątrz nikogo nie było; nie zauważyłem, aby w taksówce siedział kierowca, myślę obecnie, że osobnik w kapeluszu musiał prowadzić taksówkę”.

4. USTALENIE NAZWISKA KIEROWCY TAKSÓWKI

Późnym wieczorem 22 stycznia MO udało się wreszcie ustalić, że taksówką nr T-75-222, którą został uprowadzony Bohdan Pia­secki, jeździł w tym dniu kierowca Ignacy Ekerling. Został on w dniu następnym (23 stycznia) przesłuchany w charakterze świadka. Z jego zeznań wynikało, że 22 stycznia jako kierowca MPT około godziny 9 wyjechał z bazy taksówką nr T-75-222 do miasta i odbył 20 kursów, z których zapamiętał dwa: do Józefowa i na ulicę Wej­nerta. Po kilku krótkich kursach po mieście między godziną 11 a 12 z ulicy Brukowej na Pradze został wynajęty przez mężczyznę i kobietę, z którymi pojechał do Józefowa, gdzie pasażerowie wysiedli przed jakimś domem. Z pasażerami tymi Ekerling wrócił do Warszawy, a następnie zatrzymał się na postoju przy ulicy Żelaznej.

Kilkanaście minut po godzinie 13 taksówka Ekerlinga została wynajęta przez nieznanego mężczyznę. Pasażer ten polecił Ekerlingowi najpierw zatrzymać się przed Sądami przy alei Świerczew­skiego i zabrać drugiego pasażera, a następnie udać się na Moko­tów. Przed gmachem Sądów Ekerling zatrzymał się i do taksówki wsiadł na tylne siedzenie drugi pasażer, niższy wzrostem. Następ­nie Ekerling z pasażerami udał się na Mokotów. Siedzący obok Ekerlinga mężczyzna (ten, który wynajął taksówkę), wskazywał mu drogę prowadzącą na ulicę Naruszewicza, skąd kazał skręcić w ulicę Wejnerta i zaraz za rogiem zatrzymać się. 2 taksówki wysiadł mężczyzna, który zamawiał kurs, a po kilku minutach wyszedł z wozu drugi pasażer, który stanął za samochodem, przy tylnym jego okienku i przez cały czas postoju samochodu tam pozostawał. Eker­ling specjalnie go obserwował z obawy, by pasażerowie nie odeszli bez uiszczenia opłaty Po upływie około pięciu minut pasażer, który wynajął taksówkę, wrócił z młodym człowiekiem, po czym wszyscy wsiedli do samochodu i Ekerling jadać ulicami Wejnerta i Malczew­skiego zawiózł pasażerów pod gmach Sądów, gdzie wysiedli. Wynajmujący go pasażer zapłacił za kurs sumę wynoszącą 35 zło­tych, a następnie wszyscy udali się w kierunku wejścia do gmachu Sądów. W drodze powrotnej pasażerowie rozmawiali ze sobą o wysokich cenach biletów na występy zagranicznych śpiewaków oraz o księdzu, który miał sprawę o alimenty. Chłopiec w czasie jazdy nie odzywał się.

Zeznania Ekerlinga pełne były sprzeczności, wiele jego wyjaś­nień nie zgadzało się z zeznaniami innych świadków. W czasie kon­frontacji z innymi świadkami Ekerling zmieniał swoje wyjaśnienia w zależności od przedstawianych mu dowodów.

Rysopis sprawców podał Ekerling bardzo lakonicznie. Pomimo że spędził z nimi sporo czasu, stwierdził, że nie będzie w stanie ich rozpoznać. Było to co najmniej dziwne, bo jednego z pasażerów, jak mówił, widział w czasie jazdy z ulicy Żelaznej na ulicę Wejnerta i z Wejnerta do gmachu Sądów; siedział obok niego przez co najmniej czterdzieści minut, rozmawiał z nim. Drugiego pasażera Ekerling obserwował – według własnych słów ~~ w czasie postoju na ulicy Wejnerta w obawie, aby nie uciekł przed uregulowaniem należności za przejazd.

MURANÓW

 

Ekerling upierał się przy twierdzeniu, że cały czas siedział w samochodzie, wszyscy inni świadkowie stwierdzili, że nikogo w samochodzie nie widzieli i że obaj sprawcy znajdowali się kilkanaś­cie metrów od samochodu.

Twierdzenia Ekerlinga, że wozem nr T-75-222 w dniu 22 sty­cznia jechał po raz pierwszy, jako kierowca rezerwowy, i że nie wie­dział uprzednio, jakim wozem wyjedzie i czy w ogóle tego dnia dyspozytor przydzieli mu wóz, okazały się nieprawdziwe:

a)         wozem nr T-75-222 Ekerling jeździł już 21 stycznia, a 22 stycznia wozem tym jeździł po raz drugi. (Fakty te zostały ustalone na podstawie raportów dyspozytorów ruchu w bazie MPT nr 2);

b)         już 21 stycznia Ekerling otrzymał wóz nr T-75-222 do eks­ploatacji jako kierowca stały (potwierdzają to zeznania świadka Trzecińskiego, jednego z kierowców w MPT, oraz karty eksploata­cyjne wozu nr T-75-222);

c)         już 21 stycznia było wiadomo, że Ekerling nazajutrz (22 sty­cznia) będzie prowadził wóz nr T-75-222.

Według tzw. grafiku jazd w dniu 22 stycznia wóz nr T-75-222 rozpocząć miał pierwszą jazdę o godzinie 12. Z przyczyn nie wyjaś­nionych w śledztwie Ekerling stawił się do pracy 22 stycznia o godzinie 7, tj. na pięć godzin przed planowanym wyjazdem na miasto. Ekerling twierdził, że nie wiedział, czy 22 stycznia dostanie wóz do eksploatacji i dlatego od wczesnego rana czekał na przy­dział taksówki. Faktem jest, że Ekerling wyjechał na miasto wozem nr T-75-222 o godzinie 9, tj. o trzy godziny wcześniej od terminu ustalonego planem eksploatacji. Według tego samego „grafiku” jazd w dniu 22 stycznia wóz nr T-75-222 miał wyznaczoną zmianę kierowcy na godzinę 20. Tymczasem z karty eksploatacyjnej Eker­linga wynika, że zmiennik, kierowca Trzeciński, przyjął wóz o godzi­nie 17, a z karty eksploatacyjnej Trzecińskiego – że Ekerling zdał wóz o godzinie 15.30.

Wiele sprzeczności było w zeznaniach Ekerlinga o dwóch zapamiętanych przezeń kursach z 22 stycznia do Józefowa i na ulicę Wejnerta. Ekerling przedstawił władzom śledczym różne wersje obu kursów. O wyjeździe do Józefowa z postoju przy ulicy Brukowej raz mówił, że nastąpił on między godziną 10 a 11, później, że przed godziną 11, wreszcie, że między 12 a 13. Ekerling nie umiał

też wskazać posesji, w której spędzili pół godziny pasażerowie. Mówił, że nie pamięta, bo w ogóle nie zna Józefowa. Przyznał jednak później, że w Józefowie mieszkał jego znajomy, też kierowca z MPT, którego odwiedzał tam dwa razy, w 1954 i w 1955 roku. Wyglądało na to, że kurs do Józefowa był fikcją stworzoną przez samego Ekerlinga w celu wprowadzenia w błąd władz śledczych.

Wyjaśnienia Ekerlinga dotyczące kursu na ulicę Wejnerta rów­nież budziły zastrzeżenia. Podał on kilka wersji dotyczących godziny odjazdu z postoju przy ulicy Żelaznej. Twierdził, że zatrzy­mał wóz po prawej stronie ulicy Wejnerta. Wszyscy naoczni świad­kowie zeznali, że taksówka stała po lewej stronie. Twierdził, że po kilku minutach postoju na ulicy Wejnerta odjechał: „zdaje mi się, że około 5 minut, ponieważ licznik wybił 2-3 złote”; „upłynęło 6-7 minut, spojrzałem na licznik po przyjeździe i w chwili odjazdu, róż­nicy wynosiła 3 lub 4 złote”; „licznik przez kilka minut nie działał, więc postój mógł się przedłużyć do 15 minut”. Prawda była inna. Taksówka nr T-75-222 w rzeczywistości stała na ulicy Wejnerta ponad 30 minut. Jak podano wyżej, świadek Henryk Rysak, sprze­dawca z kiosku, zeznał, że w czasie postoju taksówki zdążył załatwić około 30 klientów i że postój trwał dłużej niż pół godziny.

Twierdzenia Ekerlinga, że jeden z pasażerów (tj. porywaczy) stał przez cały czas za tylną szybą samochodu i że on sam siedział w samochodzie podczas postoju na ulicy Wejnerta, okazały się rów­nież kłamliwe. Wszyscy naoczni świadkowie zeznali, że nikt nie stał za tylną szybą samochodu i że obydwaj sprawcy stali na rogu ulic Wejnerta i Naruszewicza. Świadkowie zeznali też, że w taksówce nikt nie siedział. Ze względu na wagę zeznań świadków Henryka Rysaka i Andrzeja Nowakowskiego (który zajrzał do taksówki z odległości 6 metrów i twierdził, że nikogo w niej nie widział) władze śledcze pod­jęły i wykonały szczegółowe badania: a) oceny wzroku świadków, b) oceny pogody i c) oględzin wnętrza samochodu.

a) Ocena wzroku.

Klinika Chorób Oczu Akademii Medycznej zbadała oczy Rysaka i Nowakowskiego i wydała opinię:

– odnośnie A. Nowakowskiego: „uważać należy, że z 3 do 10 metrów w dobrym oświetleniu dziennym mógł on dobrze widzieć osobę w samochodzie, względnie ustalić, czy samochód był nie zajęty”;

– odnośnie Rysaka: „uważać należy, że w warunkach dobrego oświetlenia dziennego mógł dobrze widzieć z odległości 20-30 metrów”.

b)Ocena pogody.

Państwowy Instytut Hydrologiczno-Meteorologiczny określił pogodę 22 stycznia 1957 roku w godzinach 13-14: „Zachmurzenie niewielkie 3/10 pokrycia nieba chmurami wysokimi nie dającymi opadów. Widzialność w kierunku poziomym 6 km”.

c)Oględziny wnętrza samochodu.

Sprawdzone zostało, że wnętrze taksówki T-75-222 jest wyraźnie widoczne zarówno przez tylną, jak i przez boczną prawą szybę. Oznaczało to, że i z kiosku (miejsca obserwacji Rysaka), i z chodnika (miejsce obserwacji Nowakowskiego) można było bez błędu stwierdzić, czy w samochodzie przy kierownicy siedzi kie­rowca czy też nie.

Bardzo podejrzane było, że Ekerling wracając z ulicy Wejnerta do gmachu Sądów wybrał niezmiernie powikłaną trasę. Oświadczył, że nikt z pasażerów trasy mu nie wyznaczył i sam ją wybrał „jako naj­krótszą”. Wyglądała ona następująco: Wejnerta, Malczewskiego, Puławska, Polna, Noakowskiego, Emilii Plater, Świętokrzyska, Trasa NS, aleja Świerczewskiego – do gmachu Sądów. Świadek A. Woj­ciechowski, długoletni kierowca, zeznał, że z ulicy Wejnerta do Sądów najwygodniej i najprościej dojechać można aleją Niepodle­głości. W aktach Ekerlinga znajduje się notatka służbowa, określa­jąca trasę wybraną przez Ekerlinga 22 stycznia jako niewygodną i dla kierowcy uciążliwą. Powstaje też pytanie, dlaczego Ekerling akurat kurs na tej trasie tak dokładnie zapamiętał, innych natomiast nie. Dla porywaczy trasa przejazdu powrotnego z ulicy Wejnerta do gmachu Sądów była niewątpliwie bezpieczna – omijała sygnały świetlne i posterunki MO.

Wobec tak sprzecznych zeznań należy wnioskować, że kie­rowca taksówki, Ekerling, musiał być człowiekiem zaufania pory­waczy. Mordercy Bohdana Piaseckiego musieli być pewni całkowi­tej lojalności z jego strony. Taką pewność dać im mógł tylko pełny współudział w planowanym porwaniu i zabójstwie. Nielojalność kierowcy taksówki byłaby istotnym zagrożeniem dla sprawców i wska­załaby drogę do źródeł zbrodni.

5. WIZJE LOKALNE W MIEJSCU UPROWADZENIA BOHDANA PIASECKIEGO

Pierwsza wizja lokalna zarządzona przez władze śledcze nie odbyła się bezpośrednio po przesłuchaniu świadków naocznych (24 stycznia), ale dopiero w końcu stycznia. Udział w niej brał jedy­nie Ekerling, natomiast pominięto przesłuchanych już świadków porwania. Protokół tej wizji nie został dołączony do akt, gdyż „zagi­nął”. Druga wizja lokalna dokonana została 2 lutego. Nie wszyscy świadkowie powołani zostali do udziału w niej. Wezwano tylko uczniów: Szczęsnego, Świątkowskiego i Karwańskiego. Świadko­wie ci wracali razem z Bohdanem ze szkoły i nie mogli widzieć, jak długo samochód stał przy ulicy Wejnerta i czy kierowca siedział w samochodzie. Natomiast świadkowie Rysak i Nowakowski, którzy stwierdzili, że w samochodzie nie widzieli nikogo/i że samochód stał nie 5 minut, lecz około 30, nie brali udziału w wizji lokalnej 2 lutego. Warto tu wspomnieć, że przed dniem 2 lutego matka Szczęsnego otrzymała telefon z pogróżkami – oznajmiono jej, że syn zostanie pobity za podanie w zeznaniach numeru taksówki. Rodzice, w oba­wie o chłopca, odprowadzali go do szkoły. Inny naoczny świadek, Olczak, również biorący udział w tej wizji, na wiadomość o pogróż­kach wobec Szczęsnego przez pewien czas obawiał się wieczorem wychodzić z domu.

Bardzo podejrzane jest, że władze śledcze podczas wizji 2 lutego wyłączyły z niej właśnie tych świadków, którzy złożyli zezna­nia sprzeczne z zeznaniami Ekerlinga. Zdaje się, że plan wizji lokal­nej był omawiany z wykonawcami przez przełożonych i przez nich zatwierdzony, gdyż od należytego wykonania tego planu zależało utrwalenie istotnych dowodów. Na wyciągnięcie takiego wniosku pozwalają zeznania oficera Komendy MO dzielnicy Praga, Gontarza. Przeprowadził on wizję lokalną 2 lutego z udziałem m. in. Naczelnika Wydziału Śledczego Komendy Miasta MO, kpt. Maksymowicza. (Udział Maksymowicza w protokole nie został podany.)

Gontarz został oficjalnie delegowany dla dokonania tej wizji, nie zapoznano go jednak ze wszystkimi zeznaniami świadków. Świadkowie mający brać udział w wizji zostali wezwani przed jego przybyciem. Gontarz stwierdził, że głównym świadkiem, na którego zeznaniach oparto wizję lokalną, był Ekerling. Jak się wyraził – Ekerlingowi „wierzono bezkrytycznie”. Na pytanie przesłuchującego, dlaczego wizja nie została prawidłowo przeprowadzona, Gontarz oświadczył, że zasadniczo celem wizji, według otrzymanych od przełożonych wskazówek, było sprawdzenie, czy podana przez Ekerlinga wysokość opłaty za przejazd z miejsca postoju do miejsca porwania jest zgodna z liczbą przejechanych kilometrów. Zazna­czyć należy, że tegoż dnia został sporządzony drugi protokół oglę­dzin trasy i wyliczenie według liczby kilometrów pobranej przez Ekerlinga opłaty.

Z zeznań Gontarza jasno wynika, że wizja, nawet przy udziale świadków specjalnie dobranych, nie miała na celu tego, co jest zwykle przedmiotem oględzin miejsca przestępstwa, tj. ustalenia zgodności lub rozbieżności zeznań świadków. Pomimo to rozbież­ności między zeznaniami Ekerlinga a zeznaniami świadków ujawniły się podczas tej wizji. Nie wyciągnięto jednak żadnych wniosków. Protokołu nie dano Ekerlingowi do podpisania, co pozwoliło mu później zaprzeczyć złożonym uprzednio zeznaniom.

6. PRÓBA UCIECZKI IGNACEGO EKERLINGA Z POLSKI

Chociaż władze śledcze dysponowały materiałem obciążają­cym Ekerlinga, nie podjęto żadnych kroków przeciwko niemu. Nato­miast Ekerling zdążył tymczasem wysłać bagaże za granicę i sprze­dać mieszkanie. W końcu marca 1957 roku odebrał paszport i pomimo zakazu wyjazdu opuścił 4 kwietnia Warszawę z zamiarem przekroczenia granicy. Został zatrzymany na granicy na skutek interwencji Bolesława Piaseckiego, a nie władz państwowych. (Pro­kurator wojewódzki zawiadomił 14 kwietnia Biuro Paszportów Zagranicznych, że nie widzi podstaw do wstrzymania wyjazdu Eker­linga za granicę!)

W świetle dowodów znajdujących się w aktach sądowych Ekerlinga sprawa jego wyjazdu wyglądała następująco. Z akt Biura Paszportów Zagranicznych dotyczących podania Ekerlinga o wyjazd wynika, że w trzy dni po uprowadzeniu Bohdana Piaseckiego Ekerling otrzymał paszport. Na podstawie ustaleń śledztwa stwier­dzono, że podanie Ekerlinga zostało złożone w połowie listopada 1956 roku, zgodnie z przepisami i tokiem urzędowania, do Wydziału Paszportów Zagranicznych przy Komendzie MO dla miasta War­szawy, a natępnie przesłane do decyzji Biura Paszportów Zagrani­cznych MSW. Tam od końca listopada 1956 roku do 20 grudnia

1956   roku znajdowało się w kartotece i nie było, z uwagi na masowy napływ podań, przekazane do właściwego wydziału. Dopiero na interwencję Cieszyńskiego, pracownika Komitetu Żydowskiego, podanie zostało tam przekazane. Pracownica tego wydziału, Działo­szyńska, sporządziła na podaniu adnotację: „interwencja tow. Cie­szyńskiego dn. 20 XI11956″. Niezwłocznie po tej interwencji, już 24 grudnia 1956 roku dyrektorka Biura Paszportów Zagranicznych, Łapuszyńska, wydała zezwolenie na wyjazd. Świadczy o tym spo­rządzona przez nią osobiście adnotacja na podaniu. Akta Ekerlinga zostały następnie bardzo prędko zwrócone do Wydziału Paszpor­tów Zagranicznych Komendy MO. W pierwszych dniach stycznia

1957     roku wezwano Ekerlinga do przedstawienia brakujących dokumentów. Na dzień 15 stycznia Ekerling dostał wezwanie do odebrania paszportu, jednak nie odebrał go w wyznaczonym termi­nie. Paszport wręczono mu 25 stycznia, to jest na trzeci dzień po uprowadzeniu Bohdana Piaseckiego. Po porwaniu Bohdana Eker­ling został ustnie powiadomiony przez MO o zakazie wyjazdu i o obowiązku oddania paszportu, jednak paszportu mu nie odebrano.

W dniu 4 kwietnia Bolesław Piasecki otrzymał informację, że Ekerling opuścił Warszawę z zamiarem wyjazdu za granicę. Po sprawdzeniu rzetelności tej informacji Piasecki natychmiast zadzwonił do MSW, prosząc o uniemożliwienie Ekerlingowi opu­szczenia kraju. Odbierający telefon oficer zapewnił Piaseckiego, że wiadomość ta jest nieprawdziwa, gdyż Ekerling nigdzie nie wyjeżdża. Piasecki interweniował ponownie i został poinformowany przez płk. Morawskiego, że Ekerling istotnie wyjechał z Warszawy i zamierza udać się za granicę, lecz ma jechać przez Szczecin, gdzie odbywają się dłuższę odprawy celne, wobec czego bez trudności zostanie zatrzymany. .Podczas dalszych interwencji w sprawie wstrzymania wyjazdu Ekerlinga Piasecki dowiedział się, że wyjechał on nie do Szczecina, lecz do Zebrzydowic. Na granicy, w wyniku starań Piaseckiego u zastępcy prokuratora generalnego Ekerling został zatrzymany. Nie ustalono, kto dezinformował płk. Moraw­skiego o wyjeździe Ekerlinga do Szczecina, skoro Biuro Paszportów Zagranicznych było w posiadaniu dokumentów, że miał on wyzna­czone przejście graniczne w Zebrzydowicach.

Próba ucieczki z kraju i dotychczas zgromadzony materiał obciążający w normalnych warunkach winny spowodować nie­zwłoczne aresztowanie Ekerlinga. Stało się jednak inaczej. Po powrocie do, Warszawy Ekerling przez okres prawie roku (od 6 kwietnia 1957 do 1 kwietnia 1958) przebywał na wolności, mając pełną swobodę ruchu. Po zgłoszeniu się do Miejskiego Przedsię­biorstwa Taksówkowego otrzymał pracę (z zachowaniem ciągłości), otrzymał także mieszkanie. W tym miejscu trzeba wskazać rzecz zdumiewającą. Ekerling czynił mianowicie starania o przydzielenie mu mieszkania nie w instytucji do tego powołanej, jak na przykład w Wydziale Kwaterunkowym właściwej Dzielnicowej Rady Narodowej lub też za pośrednictwem swego zakładu pracy, lecz zgłosił odpo­wiedni wniosek do funkcjonariusza Ministerstwa Spraw Wewnę­trznych, a więc instytucji współpracującej z prokuraturą w śledztwie przeciwko sprawcom porwania Bohdana Piaseckiego. Sprawę mie­szkania omawiał Ekerling z funkcjonariuszem, który brał bezpoś­redni udział w śledztwie w sprawie porwania Bohdana. Ekerling otrzymał mieszkanie za pośrednictwem MSW i to większe niż poprzednio.

 

 

II

SKARGI NA APARAT ŚLEDCZY

1. LIST OTWARTY DO WŁADZ PAŃSTWOWYCH

Minęło sto dni od porwania. Na ślad Bohdana nie natrafiono. Jerzy Hagmajer (bliski przyjaciel rodziny Piaseckich) miał więc powody, by publicznie zarzucić aparatowi śledczemu, milicji i pro­kuraturze, że wykazują „brak decyzji i chwiejność w stosunku do osób mogących wchodzić w krąg podejrzeń”1. W artykule pt. Sprawa Bohdana Piaseckiego Hagmajer obszernie opisał okoli­czności porwania chłopca i podkreślił fakt, że nie jest to sprawa „jednej dotkniętej nieszczęściem rodziny, lecz kwestia woli całej masowej opinii publicznej”. Opinia społeczna żądać będzie zwię­kszenia wysiłków aparatu śledczego i nie dopuści, „aby rejestr zbrodni dokonywanych w Polsce powiększył się o nową pozycję, tak obcą i urągającą poczuciu polskiej moralności społecznej”2.

Oburzenie Hagmajera wywołane było brakiem jakiejkolwiek odpowiedzi ze strony prokuratury na prośbę Bolesława Piaseckiego o dokonanie ponownej wizji lokalnej z udziałem pominiętych w poprzedniej wizji świadków. Podprokurator Zalewski wyznaczył naj­pierw kilka terminów, w końcu ustalił datę na 6 maja 1957 roku. Kilka dni przed wizją lokalną, 28 kwietnia wieczorem świadek Wojciech Szczęsny został napadnięty przed domem przez nieznanego osob­nika, rzekomo pijanego, który bez żadnego powodu jednym uderze­niem przewrócił go na ziemię. 4 maja Szczęsny usiłował popełnić samobójstwo, lecz został w porę odratowany.

W dokonanej 6 maja wizji brał udział świadek Henryk Rysak, natomiast nie wezwano świadka Andrzeja Nowakowskiego. Rysak był od tego dnia stale inwigilowany przez jakiegoś osobnika, który wystawał przed jego kioskiem i chodził za nim. Zaniepokojony Rysak zrezygnował w rezultacie z pracy w kiosku.

Tempo śledztwa jeszcze bardziej osłabło. Przeciwko Ekerlingowi nie wszczęto żadnego postępowania karnego. Traktowany był przez cały czas jako świadek. Zrozumiałe było rozgoryczenie Bole­sława Piaseckiego postępowaniem prokuratury. Swoje rozczaro­wanie wyraził w liście do prokuratora generalnego.

Warszawa, dnia 6 września 1957 r.

Tow. Andrzej Burda

Generalny Prokurator

Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej

Jako może już setną ilustrację bezdusznego postępowania pro­kuratorów zajmujących się nadzorem nad sprawą mego syna Boh­dana – podaję dzisiejsze „sensacje” z „Życia Warszawy”. W materia­łach dostarczonych przez władze śledcze dziennikarzom znajduje się;

1)                  sprawa mego syna, mimo że właśnie obecnie dopiero odby­wają się konfrontacje we Wrocławiu (które z winy prok. Zalewskiego nie odbyły się w maju); konfrontacje te mają ustalić, czy sprawa bandy z Jeleniej Góry ma jakiś związek z porwaniem Bohdana;

2)                  przekazanie dziennikarzowi wiadomości, że wysłannik „Słowa Powszechnego” zamiast pieniędzy miał cegły, jest wyraźnym i skrajnie nieodpowiedzialnym działaniem na szkodę mego syna, gdyż będzie ono działać zniechęcająco na ewentualnego człowieka, który w przyszłości chciałby zdradzić porywaczy z pobudek materialnych.

Proszę Was, Towarzyszu Generalny Prokuratorze, o wyciągnię­cie wniosków choćby z tego charakterystycznego wypadku dowo­dzącego kompletnego braku czujności i zwrócenie uwagi odpowie­dzialnym, że szukamy człowieka, a nie psa3.

Zaniepokojeni brakiem wyników śledztwa działacze społeczni skierowali w październiku 1957 roku otwarty list do ministra spraw wewnętrznych, prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości prosząc o interwencję. Oto pełny jego tekst:

Dziesiąty miesiąc mija od uprowadzenia przez nieznanych sprawców Bohdana Piaseckiego.

Długość tego okresu mówi sama za siebie i określa stopień nasi­lenia woli przestępczej sprawców zbrodni porwania.

W długości tego okresu mieści się także ocena wyników, które uzyskały organa prowadzące śledztwo.

Zwracając się publicznie do kierowników właściwych resortów państwowych, niżej podpisani, niezależnie od różnic swych stano­wisk ideowo-politycznych i światopoglądowych, pragną wyrazić swoje stanowisko i postulaty, które podziela większość zdrowo myś­lącego i czującego społeczeństwa.

Czujemy się nie tylko uprawnieni, lecz i zobowiązani do zwróce­nia uwagi na moralne i prawne niebezpieczeństwa, zawarte w niesku­tecznym rozwiązywaniu tej sprawy. Nie potrzeba wskazywać, jak destruktywnie podziałać to musi na nasze życie społeczne, a także i polityczne.

Sprawa ta jest w sumieniach, sercach i umysłach ogromnej ilości ludzi ciągle żywą sprawą. Mimo wszystko, choć wyblakły lub zaginęły w natłoku innych ogłoszeń afisze o porwaniu chłopca, choć ludzie złej woli lub słabego umysłu rozsiewają w związku z porwaniem Bohdana Piaseckiego najbezsensowniejsze plotki, aż do pozbawionej nie tylko rozsądku, lecz i cech człowieczeństwa plotki o tym, jakoby się on już dawno odnalazł i przebywa rzekomo u rodziny za granicą, mimo tych wszystkich pozorów zewnętrznego zagłuszenia sprawy – woła ona ciągle i ciągle będzie wołała o sprawiedliwe, konsekwentne rozwiąza­nie.

Społeczeństwo nie chce I nie może zgodzić się na bezradność wobec tej mrocznej, z ludzkim istnieniem igrającej bezkarnie afery.

Czujemy się uprawnieni i zobowiązani do zgłoszenia pod adre­sem kierowników właściwych resortów państwowych zrozumiałego postulatu ciągłej intensyfikacji poszukiwań za pomocą pełnego wykorzystania aparatu funkcjonariuszy MO, organów śledczych i wszystkich tych, których pomoc jest nieodzowna,

Ogłaszamy swój list otwarty z głębokim przekonaniem, że zosta­nie on właściwie zrozumiany w swych obywatelskich I humanisty­cznych intencjach.

Eugeniusz Ajnenkiel – Łódź, poseł na Sejm Prot dr Włodzimierz Antoniewicz – Warszawa

Dr Irena Białówna – Białystok, poseł na Sejm

Prof. dr Remigiusz Bierzanek – Łódź, poseł na Sejm

Aleksander Bocheński – Warszawa

Płk Adam Borkiewicz – Warszawa

Roman Brandstaetter – Zakopane

Prof. dr Jan Bogdanowicz – Warszawa

Wojciech Brydziński – Warszawa

Leopold Buczkowski – Konstancin k/Warszawy

Prof. dr Ludwik Chmaj – Warszawa

Prof. dr Julian Czyżewski – Wrocław

Jan Dobraczyński – Warszawa

Prof. dr Władysław Dziewulski – Toruń

Dr Władysław Gębik – Olsztyn

Leopold Gluck – Warszawa

Pola Gojawiczyńska – Warszawa

Artur Górski – Kraków

Prof. dr Konrad Górski – Toruń

Płk Remigiusz Grocholski („Waligóra”) – Warszawa

Prof. dr Romuald Gutt – Warszawa

Jarosław Iwaszkiewicz – Stawisko k/Warszawy, poseł na Sejm

Dr Józef Kędzierski – Przemyśl, poseł na Sejm

Prof. dr Felicjan Kępiński – Warszawa

Prof. dr Alfons Klafkowski – Poznań

Miron Kołakowski – Częstochowa

Józef Kononowicz – Łódź, poseł na Sejm

Dr Mieczysław Kotlarczyk – Kraków

Zofia Kossak-Szatkowska – Warszawa

Prof. dr Stanisław Legeżyński – Białystok

Prof. dr Tadeusz Lehr-Spławiński – Kraków

Zygmunt Lichniak – Warszawa

Witold Lutosławski – Warszawa

Stanisław Mackiewicz – Warszawa

Płk Jan Mazurkiewicz („Radosław”) – Warszawa

Prof. dr Kalikst Morawski – Lublin

Ludwik Hieronim Morstin – Zakopane

Gustaw Morcinek – Skoczów

Zygmunt Mycielski – Warszawa

Prof. dr Stanisław Łoś – Lublin

Dr Witold Ostrowski -r Łódź

Antoni Pajdak – Warszawa

Wanda Pieniężna – Olsztyn, poseł na Sejm

Jan Parandowski – Warszawa

Stanisław Rembek – Warszawa

Dr Aleksander Rogalski – Poznań

Prof. dr Eugeniusz Słuszkiewicz – Warszawa

Prof. dr Stefania Skwarczyńska – Łódź

Wacław Stański – Warszawa

Prof. dr Wincenty Styś – Wrocław

Józef Stemler – Józefów k/Warszawy

Wilhelm Szewczyk – Katowice, poseł na Sejm

Prof. dr Jan Szczepański – Łódź, poseł na Sejm

Prof. dr Henryk Szarski – Toruń

Prof. dr Władysław Szenajch – Warszawa

Prof. dr Bohdan Urbanowicz – Warszawa

Wanda Wermińska – Warszawa

Jan Wiktor – Kraków

Jerzy Zawieyski – Warszawa

Maria Zientara-Malewska – Olsztyn

Płk Jan Zientarski – Warszawa

Prof. dr Maria Znamierowska-Prüfferowa – Toruń

Prof. dr Edmund Żera – Warszawa

Wojciech Żukrowski – New Delhi

List otwarty został wysłany 28 października 1957 roku do wia­domości: Władysława Gomułki, I Sekretarza PZPR, premiera Józefa Cyrankiewicza i do Episkopatu Polski; z prośbą o wydrukowanie do: „Dziennika Ludowego”, „Kuriera Polskiego”, „Życia Warszawy”, „Expressu Wieczornego” i „Trybuny Ludu” oraz do ogłoszenia w Polskim Radiu. Reakcją wszystkich adresatów było milczenie. Cen­zura nie pozwoliła nawet prasie paxowskiej na wydrukowanie listu.

W imieniu podpisanych Zygmunt Lichniak z zarządu Pax skie­rował list otwarty do redakcji „Państwa i Prawa” (organ Instytutu Nauk Prawnych PAN) i do „Tygodnika Powszechnego”. Redaktor naczelny „Państwa i Prawa”, prof. Stanisław Ehrlich, 4 listopada 1957 roku potwierdził otrzymanie listu i zawiadomił, że sprawa jego publikacji postawiona zostanie na najbliższym posiedzeniu Komi­tetu Redakcyjnego. W miesiąc później przekazał on decyzję człon­ków redakcji.

Warszawa, 2 grudnia 1957 r.

Szanowny Panie,

W związku z nadesłanym przez Pana odpisem listu otwartego do Ministra Sprawiedliwości w sprawie porwania Bohdana Piaseckiego uprzejmie komunikuję, że sprawa publikacji tego listu była rozpatry­wana przez Komitet Redakcyjny naszego pisma.

Komitet Redakcyjny stanął na stanowisku, że publikowanie tego rodzaju pisma w organie teoretycznym Polskiej Akademii Nauk jest niecelowe i nie mieści się w profilu pisma.

Łączę wyrazy poważania Redaktor Naczelny (Prof. dr Stanisław Ehrlich)

Redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” Jerzy Turowicz gotów był zamieścić tekst listu otwartego na łamach swego pisma, lecz – jak napisał 27 listopada 1957 roku do Lichniaka – list „został jednak zdjęty przez Urząd Kontroli Prasy”. Tak więc list otwarty nie został nigdzie opublikowany.

Władze zabroniły publikacji listu otwartego, były jednak zanie­pokojone brakiem konkretnych wyników śledztwa. Świadczyć o tym może niniejszy poufny list prokuratora generalnego PRL i ministra spraw wewnętrznych skierowany do posła z Łodzi, Józefa Kononowicza, jednego z sygnatariuszy listu otwartego.

Warszawa, dnia 12 XII 57 r.

Nr AB-1426/57 dot. listu otwartego w sprawie uprowadzonego Bohdana Piaseckiego

\ Przedłużające się poszukiwania Bohdana Piaseckiego, wywołują usprawiedliwione zaniepokojenie opinii publicznej o los porwanego i wyniki poszukiwań. Powoduje to niewłaściwą ocenę pracy Milicji Obywatelskiej w tej sprawie.

W związku z tym należy wyjaśnić, iż aktywność i ofiarność grupy funkcjonariuszy prowadzących dochodzenie – w dużej mierze znane rodzinie poszkodowanego – oraz stały postęp w tej sprawie, nie udo­stępniony szerszemu ogółowi ze względu na dobro śledztwa, świadczą o docenianiu przez organa prowadzące poszukiwania, spo­łecznego i moralnego znaczenia dokonanego przestępstwa.

Mimo trudności i tajemniczości sprawy – pogłębianych napływem ogromnej ilości fałszywych informacji, pochodzących od róż­nego rodzaju oszustów usiłujących wyłudzić nagrodę za „pomoc” w odnalezieniu porwanego – intensyfikacja śledztwa, postępująca wraz z uzyskiwaniem coraz to nowych wyników, pozwala przypuszczać, iż sprawa ta zostanie jednak w niedługim czasie wyjaśniona.

Prokurator Generalny PRL                            Minister Spraw Wewnętrznych

Andrzej Burda                                                                          Władysław Wicha

2. ARESZTOWANIE IGNACEGO EKERLINGA

Być może list otwarty wywarł jednak na władzach pewne wra­żenie. Nastąpiło ożywienie w pracy organów śledczych. Prokurator Zalewski został odsunięty od prowadzenia śledztwa, na jego miejsce przyszedł prokurator Godziemski. Osobiście przesłuchał on ponownie naocznych świadków porwania Bohdana Piasec­kiego. Prokuratura doszła do wniosku, że ma wystarczające mate­riały dowodowe, by zatrzymać Ekerlinga w areszcie. Został on aresztowany 1 kwietnia 1958 roku. W maju (tzn. blisko półtora roku od daty zbrodni) dokonano dopiero szczegółowych oględzin trasy i punktów kontaktowych oraz ustalono nazwiska osób zamieszka­łych w miejscach, gdzie pozostawiane były listy. Wynikiem było zebranie jeszcze większej ilości materiałów dowodowych obciąża­jących Ekerlinga. Podczas rewizji przeprowadzonej u niego w dniu aresztowania znaleziono w jego notatkach m. in. nazwiska osób zamieszkałych na trasie kontaktów, jak np. Zygmunt Rodziewicz, Szyja Szewc oraz nazwiska wielu innych osób, jak np. Kossowski, Toruńczyk i Kostański (funkcjonariusze UB), z którymi Ekerling utrzymywał bliższą znajomość, i co do których zachodziło podejrze­nie, że mogli brać udział w morderstwie Bohdana Piaseckiego. Wszyscy oni w krótkim czasie po porwaniu i zabójstwie Bohdana wyjechali do Izraela.

Z oględzin trasy dokonanych w maju 1958 roku wynikało, że w domu przy alei Na Skarpie 65, gdzie pozostawiono listy, mieszkał Zygmunt Rodziewicz, ówczesny dyrektor MPT, z którym Ekerling utrzymywał znajomość. Przy ulicy Jakubowskiej 16, gdzie sprawcy

pozostawili następny list (również na klatce schodowej), mieszkał w tym czasie Szyja Szewc, z zawodu kierowca, dobry znajomy Ekerlinga. Ustalono dalej, że przy ulicy Koziej, gdzie znajdował się jeden z punktów kontaktowych, mieszkał Toruńczyk, wspólny znajomy Rodziewicza i Ekerlinga. W notesie Ekerlinga zapisany był przy nazwisku Tarski numer telefonu: 4-03-68. Ekerling stwierdził, że jest to telefon sąsiada jego szwagra, Katza, który nie miał telefonu i dla­tego musieli porozumiewać się za pomocą telefonu Tarskiego. Okazało się, że Katź miał swój własny telefon, zaś telefon 4-03-68 nie należał do Tarskiego, lecz do lekarki Bożeny Błażewicz, zamieszka­łej przy ulicy Naruszewicza 24b (tj. w domu, w którego bezpośred­nim sąsiedztwie został zatrzymany Bohdan Piasecki). W notesie Ekerlinga obok tego numeru telefonu nakreślony był rysunek prze­dstawiający położenie szkoły przy ulicy Naruszewicza, do której uczęszczał Bohdan. Śledztwo ustaliło dalej, że wspomniany numer telefonu należał poprzednio do płk. Drozdzieckiego, który także wyjechał za granicę.

Znalezienie zwłok Bohdana Piaseckiego 8 grudnia 1958 roku dostarczyło dodatkowego materiału dowodowego. Zwłoki chłopca odkryte zostały zupełnie przypadkowo w piwnicy domu nr 82a przy alei Świerczewskiego, naprzeciwko gmachu Sądów, dokąd według zeznań Ekerlinga przewieziono Bohdana. Hydraulicy przeglądający 8 grudnia w godzinach rannych stan urządzeń sanitarnych w piwni­cach tego domu stwierdzili, że drzwi prowadzące z korytarza piwni­cznego do pomieszczeń sanitarnych (umywalnia i dwie ubikacje) są zabite hufnalami. Po wyważeniu drzwi w jednej z ubikacji znaleziono zmumifikowane zwłoki, a obok nich książki i zeszyty opatrzone imie­niem i nazwiskiem Bohdana Piaseckiego. Identyfikacja zwłok prze­prowadzona przez stomatologa dr. Tonchu-Ru i rodzinę wykluczała pomyłkę. Były to zwłoki poszukiwanego prawie od dwóch lat Boh­dana Piaseckiego.

Wiele faktów wskazuje na to, że Bohdan został do piwnicy domu nr 82a wprowadzony w nocy w dniu porwania. Za wersją taką przemawia chociażby fakt, że duży ruch na otwartym podwórzu wychodzącym na trzy ulice (aleja Świerczewskiego, Marchlew­skiego i Nowolipie) oraz wokół pięciopiętrowego bloku (gdzie znale-

ziono zwłoki), zamieszkanego przez kilkaset osób i mieszczącego również sklep „Delikatesów”, zupełnie wykluczał wprowadzenie chłopca do piwnicy w biały dzień niepostrzeżenie dla lokatorów i przechodniów. Przed wciągnięciem do piwnicy chłopiec musiał być pozbawiony przytomności. (Przy sekcji zwłok ustalono pęknięcie kości czaszki oraz podstawy czaszki wynikłe na skutek silnego ude­rzenia zadanego nieokreślonym tępym narzędziem.) Przeniesienie ciała do piwnicy musiało się odbyć nocą. Do tego czasu Bohdan był z pewnością przetrzymywany w pobliżu.

Przesłuchania lokatorów i dozorców domu, w którym znale­ziono zwłoki, nie przyniosły żadnych rezultatów. Ujawniony został natomiast fakt, że mieszkanie nr 120 w tym domu było w okresie zabójstwa Bohdana zajmowane przez funkcjonariusza MO i nale­żało do działu gospodarczego KM MO, podlegającego Janowi Kos­sowskiemu, ówczesnemu pracownikowi KM MO i bliskiemu znajo­memu Ekerlinga. Nazwisko Kossowskiego figurowało w notesie Ekerlinga. Kossowski zwolnił się z pracy w MO po porwaniu Boh­dana i jesienią 1957 roku wyjechał do Izraela. Z mieszkania nr 120 można było przez klatkę schodową zejść do korytarza piwnicznego prowadzącego do pomieszczenia, gdzie znaleziono zwłoki Boh­dana.

Sporo do myślenia daje fakt, że władze śledcze nie były w sta­nie ustalić, w jaki sposób mordercy mogli wejść w posiadanie szty­letu, który tkwił w piersi chłopca. Był to sztylet tego samego typu, jak broń wchodząca w skład wyposażenia oddziałów wojsk służby wewnętrznej i komandosów.

 

3. SKARGI BOLESŁAWA PIASECKIEGO

Bolesław Piasecki, oburzony opieszałością i niedbalstwem pracy aparatu śledczego, zwrócił się listownie do osób, które jego zdaniem wpłynąć mogły na skuteczność działania MSW i prokura­tury. Adresatami jego listów byli: Władysław Gomułka, Jan Wasi­lewski, zastępca prokuratora generalnego i Mieczysław Moczar, wiceminister spraw wewnętrznych.

List napisany 24 czerwca 1958 roku do Gomułki zawierał zarzuty pod adresem MSW.

[.] Pisząc o MSW mam na myśli III Departament. Natychmiast po otrzymaniu wiadomości o porwaniu mego syna zawiadomiłem zastępcę Dyrektora III Departamentu, a w godzinę potem rozmawia­łem z dyrektorem tegoż Departamentu. Odpowiedzialność za sposób prowadzenia poszukiwań do dnia 2 maja 1958 r. ponosi, wg mojego przekonania, III Departament, z którego oficerami utrzymuję w spra­wie Bohdana ciągły kontakt.

Jednocześnie faktem jest, że w ramach obowiązków III Departa­mentu zawiera się między innymi obserwacja Pax-u jako instytucji ideowo-politycznej.

Wniosek

Połączenie w jednej komórce MSW sprawy Bohdana i sprawy obserwacji Pax-u z samej natury rzeczy może sprawiać komplikacje. Ocena bowiem Pax-u przez III Departament jest zmienna, a ponieważ rozpracowywaniem Pax-u, z punktu widzenia zadań MSW, zajmują się ci sami oficerowie, którzy odgrywają dużą rolę w poszukiwaniach, przeto jest rzeczą zrozumiałą i naturalną, że ich sąd o Pax-ie, nie­zależnie nawet od intencji, może wpływać na zaangażowanie się w poszukiwania [.]

W liście do zastępcy prokuratora generalnego Piasecki zwró­cił się z wnioskiem o sprawdzenie stanu dowodów rzeczowych.

Warszawa, dnia 8 października 1958 r. Zastępca Generalnego Prokuratora PRL Jan Wasilewski w miejscu

Wniosek

Wobec dochodzących mnie już od roku pogłosek o rzekomym zaginięciu dowodów rzeczowych związanych z porwaniem mego syna Bohdana proszę o urzędowe stwierdzenie faktu istnienia oraz stanu, w jakim się znajdują, następujących dowodów rzeczowych:

1)                  anonim (list i koperta) podjęty z poste restante;

2)                  anonim (list i koperta) z drzwi kościoła Św. Krzyża;

3)                    taśma magnetofonowa z nagraniem mojej rozmowy z pory­waczami, w której oni się pytają, czy Bohdan Piasecki jest moim synem;

4)                  taśma magnetofonowa z nagraniem mojej rozmowy ustala­

jącej oczekiwanie ks. Suwały w „Kameralnej” na wiadomość od pory­waczy;

5)                   taśma magnetofonowa z nagraniem rozmowy telefonicznej ks. Suwały z porywaczami w „Kameralnej”;

6)                    taśma magnetofonowa z moją rozmową z porywaczami, w której zawiadamiają mnie o tym, że zostawili anonim w drzwiach koś­cioła Św. Krzyża;

7)                   taśma magnetofonowa z rozmową z porywaczami przepro­wadzoną z telefonu Mieczysława Lipko, w wyniku której Reiff wyruszył pod „Globus”;

8)                   taśma magnetofonowa zawierająca rozmowy prowadzone ż mieszkania Dobraczyńskiego;

9)                    pudełka od zapałek i blaszane oraz zawarte w nich kartki porywaczy; chodzi o ścisłą ewidencję pudełek i kartek znalezionych zarówno na trasie ks. Suwały i Reiffa, jak i poza tymi trasami; przy okazji proszę o wyjaśnienie kwestii, jakie odciski palców stwierdzono na pudełkach;

10)                 but, w którym znajdowało się ostatnie pudełko z trasy ks. Suwały;

11)                 datownik poczty, którym został ostemplowany anonim z poste restante;

12)                 odciski palców zdjęte ewentualnie z taksówki nr T-75-222, którą uwięziono Bohdana.

Po znalezieniu 8 grudnia 1958 roku zwłok Bohdana, Bolesław Piasecki zwrócił się do Mieczysława Moczara.

Tow. Mieczysław Moczar

Wice-Minister Spraw Wewnętrznych^

Biorąc pod uwagę okoliczności wytworzone znalezieniem ciała śp. Bohdana stawiam wniosek o natychmiastowe:

1)                 ogłoszenie w całej prasie wezwania Komendy Głpwnej MO o zgłaszanie listowne lub osobiste faktu posiadania maszyn typu Bam- bino lub wiadomości stwierdzających, że ktoś posiadał, względnie posiada taką maszynę. Przy ogłoszeniu powinna być zamieszczona fotografia maszyny i wzór pisma;

2)                 parokrotne nadanie przez radio rozmów z porywaczami z odpowiednio zredagowanym apelem do społeczeństwa.

Pismo identycznej treści skierowałem do z-pcy Prokuratora Generalnego – tow. Jana Wasilewskiego.

Jak widać z wyżej zacytowanych listów Bolesław Piasecki nie dowierzał (i nie bez powodów) intencjom i skuteczności działania prokuratury i władz śledczych. Jego nieustanne interwencje na róż­nych szczeblach pozostawały jednak bez powodzenia. Areszto­wano co prawda Ekerlinga, ale metody prowadzenia śledztwa wykluczały znalezienie pozostałych sprawców zabójstwa. Na posta­wienie Ekerlinga w stan oskarżenia przyszło czekać następne pół­tora roku, a i tak sprawa współudziału Ekerlinga w zbrodni nie zna­lazła finału przed sądem.

                                                                                                                               1

1        Jerzy Hagmajer, Sprawa Bohdana Piaseckiego, „Słowo Powszechne”, 3 V 1957, s. 1-2.zamach.eu

2              Ibidem.

3 Akta archiwalne dotyczące sprawy Bohdana Piaseckiego. Wszystkie cytowane w niniejszym rozdziale dokumenty pochodzą z tego samego źródła.

 

 

III

AKCJĄ DEZINFORMACYJNA

O porwaniu Bohdana Piaseckiego szersza opinia publiczna dowiedziała się dopiero 28 stycznia 1957 roku, kiedy „Słowo Powszechne” zamieściło na pierwszej stronie komunikat Komendy I Głównej MO wraz ze zdjęciem i rysopisem porwanego chłopca. Za I wskazanie miejsca pobytu lub podanie sprawców wyznaczona była | nagroda 100 tysięcy złotych. Jak można się było spodziewać, już w C krótkim czasie zgłaszać zaczęli się żądni nagrody ludzie ze środowisk przestępczych. Na adres Bolesława Piaseckiego nadchodziły j stosy listów wskazujących na rzekome miejsce ukrycia Bohdana l lub sprawców. Tylko znikoma część tych listów była anonimowa, I wiele zawierało żądania okupu. Bolesław Piasecki i wybrani przez f niego zaufani ludzie sprawdzali rzetelność nadesłanych informacji.

Wymagało to wielokrotnie wyjazdów poza Warszawę. „Niektóre z | wers}i – pisał Piasecki – nadsyłane były przez obywateli w dobrej I wierze. Inne zaś niewątpliwie miały na celu pobudki materialne, a | przede wszystkim miały na celu dezinformowanie. Były one prze- t jawem zorganizowanej akcji sprawców lub kół z nimi związanych i p zmierzały do utrudnienia lub uniemożliwienia prowadzenia śledztwa we właściwym kierunku. Wersje te wpływały zazwyczaj w miarę ich atrakcyjności bądź po kilka, bądź sukcesywnie jedna po drugiej. W przypadkach, gdy sprawdzenie ich wymagało zatrudnienia wię­kszego zespołu pracowników służby śledczej, napływ nowych wersji ustawał, po czym cykl rozpoczynał się od nowa. Charaktery­styczną cechą1 ustosunkowania się organów ścigania do wersji zwłaszcza w pierwszym okresie śledztwa (w 1957 r.) było niewyciąganie konsekwencji karnych w stosunku do wszelkiego rodzaju oszustów-dezinformatorów, którzy wprowadzając władze w błąd przez podawanie różnych faktów dotyczących rzekomego miejsca pobytu Bohdana lub sprawców, narzucali organom ścigania konie­czność sprawdzania podawanych przez nich informacji lub wyko­nywania absorbujących czynności. Informacje te okazywały się w rezultacie kłamliwe lub niemożliwe do sprawdzenia. Po stwierdze­niu dezinformacji lub zwykłego oszustwa władze przestawały się interesować wersją, oszustom zaś uchodziło to całkowicie bezkar­nie”1.

Nie mając zaufania do organów ścigania Bolesław Piasecki wraz z wybranymi przez siebie ludźmi (przede wszystkim pracowni­kami Pax) sprawdzał dokładnie docierające do niego informacje. Wszystkie one okazywały się z czasem fikcją. Poniżej podajemy trzy typowe przykłady działania dezinformatorów.

1) Pojawiła się niejaka Maria Chrapowicka, gotowa podjąć się roli pośrednika między porywaczami Bohdana a jego ojcem. Dowo­dem wiarygodności Marii Chrapowickiej miała być jej korespon­dencja z Bohdanem, a także przekazanie rzekomego listu Bohdana do jego ojca. Oto teksty niektórych listów2:

List Marii Chrapowickiej do Bohdana.

Panie Bohdanie, Drogie dziecko!

Zrządzeniem Opatrzności Bożej – dano mi dojść do Pana – a może nawet będzie dozwolone odjąć krzyż, który dźwiga Pan i Jego Ojciec. Zwracam się do Pana – jak matka do syna i pragnę by Pan zaufał nam – to jest mnie i osobie, która wręczy ten list. Jesteśmy całym sercem oddani Pańskiej sprawie. Trzeba jednak cierpliwie cze­kać i wierzyć, że wszystko jest w ręku Najwyższego.

Znana mi jest sytuacja jaka się wytworzyła wokół Pana, ale jestem zobowiązana do milczenia i choć było mi ciężko patrzeć na mękę Pana Ojca, to jednak nie mogłam mu nic powiedzieć – prócz słów pociechy. Telefoniczna rozmowa Pana z Ojcem nie zupełnie prze­konała Ojca Pana. Uległ ciężkiej rozterce – nie będąc pewnym, czy istotnie to był Jego syn. Zwłaszcza, że rozmowę przerwano. Panie Bohdanie! Dla naszego wspólnego dobra i przyszłego bezpie­czeństwa – w momencie kiedy już mi wolno będzie odwiedzić Pana Ojca – Proszę milczeć! Nie mówić nawet Ojcu, gdzie się Pan znajdo­wał i co się z nim działo. Ojca już uprzedziłam, że na wszelkie inda­gacje nie udzieli odpowiedzi.

Pan rozumie, że powrót Pana musi być okryty tajemnicą i wymaga bardzo precyzyjnego technicznego wykonania. Trzeba się liczyć, że Ojciec Pański ma wielu doradców i nie zawsze szczerych. Przytem był oszukiwany i naciągany przez informacje fałszywe o Panu. Co go dużo kosztowało materialnie i moralnie.

Ojciec Pana bardzo kocha i cierpi ponad ludzką miarę. Uczynił też wszystko co było w jego mocy, ale niestety – daremnie. Ojciec Pana ma do mnie wielkie zaufanie, ale są chwile, że ulega niepew­ności i lęka się, że może ja jestem wprowadzona w błąd i w takich chwilach może się załamać. Zależy mi też na tem, by gdy będzie to Panu pozwolone, że można napisać czy zatelefonować – to proszę napisać tak, by jakimś fragmentem z życia – może dzieciństwa, czy cośkolwiek co by mogło przekonać Ojca, że to jest list od syna. To Go wzmocni, uzdrowi i doda sił do przetrwania. Ojciec Pana musi z całą wiarą wykonać to co ja wskażę, inaczej może znowu odłożyć na czas dłuższy. Był bowiem moment taki, ale Ojciec zwierzył się przyjaciołom i trzeba było wszystko przerwać. Proszę mi napisać co Pan sądzi o przyjaciołach Ojca tj. Pan Jan Szwykowski, Pan Kolędo-Sienkiewicz. Czy można zaufać ich milczeniu. Ronowski jest oddany, ale gadulski i dużo zaszkodził w tej sprawie.

Wszyscy u Pana są zdrowi. Babunia bardzo tęskni, brat. Jeszcze raz proszę zaufać – może Pan wierzyć, że ci co teraz są przy Panu – są obrońcami.

Proszę być dobrej myśli. Zło się skończy i może już niedługo zobaczy Pan swoich najbliższych. „Wiara niebiosa przebija” i ja wierzę, że dzień wyzwolenia jest bliski.

Proszę nie upadać na duchu – trzymać się mocno i ufać. Dużo serdecznej pociechy przesyłam i Bogu Pana polecam.

                                                                                   Maria Chrapowicka

Rzekoma odpowiedź Bohdana Piaseckiego na list M. Chrapo-wickiej.

Szanowna Pani!

Za list i pamięć dziękuję. Wierzę, że Pani starania zostaną uwień­czone pomyślnym skutkiem. Wiem, że mego Ojca zawsze otacza cała plejada darmozjadów zaś przyjaciół nie ma wcale.

W rozmowie telefonicznej nie mogłem wiele powiedzieć, gdyż byłem pod ścisłą kontrolą. Będę Pani wdzięczny za troskę o mego Ojca i opiekę nad Nim. Na podstawie Pani listu nabrałem przekonania, że już prędko dane mi będzie powrócić do domu rodzinnego.

Osoba, która wręczyła mi ten list wykazała dużo serca i troskli­wości ó mnie.

Jeszcze raz Pani dziękuję i proszę o przekazanie memu Ojcu pozdrowień odemnie.

z poważaniem

Bohdan

Odpowiedź Marii Chrapowickiej.

Panie Bohdanie!

List Pana wzruszył mnie bardzo i dziękuję za niego, lecz mam nadzieję że na przyszłość się Pan poprawi i więcej napisze. Pragnę by sprawa Pana była jak najprędzej zakończona. Na szczęście znajduje się oną w rękach bardzo szlachetnej i mądrej osoby. Dzięki czemu jestem spokojna, że żadna krzywda się nie stanie i z całym zaufaniem poddaję się zarządzeniom danej osoby. Wierząc, że jak tylko nadej­dzie odpowiednia ku temu chwila będzie Pan zwrócony Ojcu.

W tych dniach będę u Pana Ojca i przyślę list od Niego, na który będzie pozwolone odpisać. Rozumie Pan? – że list ten musi być tak pisany – by Ojca uradował i przekonał, że pochodzi od syna. Może po tym liście będę mogła uzyskać dla Pana rozmowę telefoniczną z Ojcem. Dziecko Kochane! Proszę spokojnie patrzeć w przyszłość. Do silnych duchem świat należy, a rozpaczy się poddawać niegodne mężczyzny. Przeminie burza. Nastaną dni ciche i jasne. Jest Pan młody, a każde doświadczenie i przejście cierpienia – hartuje ducha i w szlachetnym człowieku – tworzy zrozumienie dla cudzego bólu. Może trzeba było przecierpieć by wznieść się ku wyżynom i odkryć inne ścieżki życia. Zrozumieć, że tylko miłość bratnia jest siłą naro­dów świata. Zapomnieć trzeba krzywdy, wznieść się ponad codzien­ność. Stłurpić w zarodku odwiecznie trawiący nas antagonizm. W każ­dym narodzie są źli i dobrzy – mali i wielcy – trzeba tylko chcieć być dobrym. Może w przyszłości nie odrzuci Pan serdecznej mojej rady. Zawsze przyjdę Panu na spotkanie.

Wyobrażam sobie radość tatusia, jak otrzyma list od Pana. Proszę dużo i serdecznie napisać.

Proszę, być dobrej myśli. Każdy dzień zbliża do celu. Polecając Pana Opiece Boskiej łączę serdeczny uścisk dłoni.

5.111.58                                                                                Maria Chrapowicka

Rzekoma odpowiedź Bohdana.

Szanowna Pani!

List Pani otrzymałem i dziękuję za pamięć oraz czynione starania. W dniach najbliższych’ napiszę do Tatusia, po otrzymaniu od Niego obiecanego listu.

Osoba pośrednicząca między mną a światem zewnętrznym wzbudziła moje całkowite zaufanie.

Rady z Pani listu dodały mi otuchy do przetrwania i będę się do nich stosował chętnie.

Niech Pani opiekuje się moim Ojcem. On potrzebuje przyjaciel­skiej dłoni.

Przesyłam pozdrowienia i czekam na wieść od Tatusia oraz cze­kam na szybkie i pomyślne załatwienie mojej sprawy.

Bogdan

Rzekomy list Bohdana Piaseckiego do ojca.

Drogi Tatusiu!

Bardzo tęsknię i chciałbym żebyśmy jak najprędzej byli znowu razem. Zawdzięczając Pani Chrapowickiej mogę skreślić tych kilka słów. Chcę zawiadomić, że mimo ciężkich przejść jakich doświadczy­łem czuję się ze zdrowiem nieźle. Stale żyję nadzieją powrotu do domu. Wierzę, że się już niedługo zobaczymy. Proszę uważać na swoje otoczenie – tam przyjaciół nie ma!

Proszę ucałować Babcię. Uściskam Tatusia.

9.111.58 r.                                                                                                         Bogdan

Cała korespondencja, pełna perfidnego wyrachowania, obli­czona była na wykorzystanie ludzkich uczuć. Do śledzenia sprawy Marii Chrapowickiej Bolesław Piasecki upoważnił Ryszarda Sien­kiewicza, który sporządził następującą notatkę:

Z Pax skontaktowała Chrapowicką Ewa Karska kilka dni po por­waniu. B.P. wyznaczył na spotkanie M. Lipko. Odbyło się ono w kawiarni na Starym Mieście. Wyniknął z tego wyjazd do Szczecina. Sprawa przekazana MSW (Banaś, Cykała).

Brak kontaktu do maja 57 r. Chrapowicka telefonuje – B.P. wyznacza nadal Lipkę do rozmów. Chrapowicka oferuje pośred­nictwo z porywaczami, z którymi ma kontakt i ich zaufanie. Rozmowa w mieszkaniu Szwykowskiego kończy się terminem na spotkanie przedstawiciela porywaczy z przedstawicielem BP. koło kościoła św. Michała, celem omówienia warunków wymiany. W ostatniej chwili następuje telefoniczne (na telefon Pax-u lub mieszkania Szwykow­skiego) odwołanie i następne umówienie z Lipką w mieszkaniu Kamonta na Krasickiego 7. Jestem na tym spotkaniu razem z Lipką. Chrapowicka daje termin dosyć odległy, 3-4 tygodnie, w tym samym miejscu, z tym że porywacze mają przyprowadzić Bohdana i równo­cześnie wziąć okup. Chrapowicka nie wyjaśnia, nie daje żadnych szczegółów, każe słuchać swoich poleceń i zaleca bezwzględne zau­fanie do jej poczynań. „Po co panowie mają coś wiedzieć, gdy za trzy tygodnie będziecie mieli Bohdana.”

W czasie tych kilku tygodni dzielących od terminu spotyka się wielokrotnie z Lipko i wówczas na jednym ze spotkań (w mieszkaniu Szwykowskiego lub w Pax-ie na Mokotowskiej) wysuwa żądanie 25 tys. zł na koszty transportu, ubrania dla Bohdana. Na polecenie B.P. – Lipko wypłaca jej tę kwotę.

Spotkanie znowu w ostatniej chwili odwołane. Za kilka dni na spotkaniu z Lipko uzasadnienie: banda jest podzielona na dwa obozy – jeden chciał już oddać, drugi uprzednio żąda weryfikacji, czy B.P. ma dolary i czy nie fałszywe. Chrapowicka chwilowo nie ma terminu, zaleca cierpliwość, obiecuje skontaktować się natychmiast po wyjaś­nieniu sytuacji w bandzie. Mówi, że walczy o ich zaufanie. Na którymś ze spotkań zabiera.4000 doi., aby pokazać bandzie i po kilku godzi­nach odwozi. Wiózł ją Jan Ronowski. Stwierdza wreszcie, że nie ma merytorycznych zastrzeżeń w bandzie i termin zależy od techni­cznych warunków bezpieczeństwa. Na jednym ze spotkań zawiada­mia Lipko o terminie bardzo bliskim, kilkudniowym (jest to już sierpień 1957) – miejsca nie pamiętam, czy miało być to również w kościele św. Michała, czy gdzie indziej – spotkanie z porywaczami, którzy mieli przywieźć Bohdana. Jest jednakże warunek: potrzeba 75 tys. zł na opłacenie ludzi pilnujących Bohdana na melinie, którzy nie należą do okupu i trzeba im zapłacić od razu, a porywacze nie dysponują kwotą. Lipko daje jej 75 tys. (nie umiałem powiedzieć, w jakim lokalu to miało miejsce, kto był przy tym; to samo dotyczy pierwszej kwoty i wypoży­czenia okupu). Spotkania Chrapowicka nie odwołuje, sama nie przy­chodzi i zaczyna ukrywać się.

Wiadomo jest mi o następnym jej telefonie w marcu 58 roku. Na spotkanie B.P. wyznacza mnie. Nadal proponuje pośrednictwo, na

dowód przedstawia listy pisane rzekomo ręką Bohdana. Żądam zwrotu wyłudzonych 100 tys. zł. Zgadza się oddać, po czym się nie zgłasza [.]

2) Za drugi przykład dezinformatora posłużyć może niejaki Mieczysław Czerwiński. Wyjaśnieniem jego wersji zajmował się również Ryszard Sienkiewicz. Dla informacji czytelnika podajemy dotyczące tej sprawy sprawozdanie Sienkiewicza wraz z zebranym przez niego materiałem.

Notatka Sienkiewicza.

Warszawa, dnia 21 marca 1957 x\

Dnia 16 marca br. ob. Mieczysław Czerwiński, zam. w Bielawach nr 79 k/Jeziorny przyniósł list (załącznik nr 1). Na prośbę zamie­szczoną w treści kol. R. Sienkiewicz dostarczył na umówione miejsce zdjęcie Bohdana. W tym pierwszym spotkaniu Czerwiński w krótkich zarysach nadmienił, że są na śladzie Bohdana, że Bohdan żyje, jest w pobliżu Warszawy, że oni są na właściwym śladzie i za 8-10 dni będzie w domu.

Dnia 18 marca o godz. 8.30 Czerwiński zadzwonił do Pax-u (cie­kawe, że wiedział, o której rozpoczynamy pracę), żądając natychmia­stowego spotkania z R. Sienkiewiczem na poczcie na MDM-ie. O godz. 9 Sienkiewicz przybył na spotkanie, gdzie Czerwiński zwrócił zdjęcie oświadczając, że oddało ono duże usługi i że teraz stwier­dzają na pewno, że Bohdan jest- w tym miejscu, gdzie oni założyli punkt obserwacyjny i teraz tylko kwestia kilku dni, po których do nas się zwrócą o pomoc, aby go stamtąd wydostać. Dalszych informacji nie chciał udzielić zapewniając tylko, że oni rozpoczęli i oni dokończą sami tę pracę. Wręczył pół kartki (załącznik nr 2) – mówiąc, że jak zgłosi się osoba z drugą połową tej kartki, to ona doprowadzi na miejsce pobytu Bohdana. Treść całej kartki brzmiała: „Praca wyko­nana, cel dopięty, a oto rezultaty. Mieczysław Czerwiński”.

Tego samego dnia p. Piasecki spotkał się w Klarysewie z Czer­wińskim celem dokładnego zapoznania się ze sprawą. Na spotkaniu tym Czerwiński ujawnił dalsze szczegóły, które wg jego szerszego omówienia wyglądały następująco. Jego przyjaciel Henryk Kowa­lewski, zam. we Włochach, jadąc motocyklem z Janem Sowińskim, zam. w Jaktorowie, w kierunku Sochaczewa – zauważyli czarny samochód, w którym jechało trzech mężczyzn plus kierowca. Wśród tych mężczyzn jeden był uderzająco podobny do Bohdana, co wzbu­dziło w nich podejrzenie, że Bohdana przewożą na inny punkt. Moto­cykliści pojechali w ślad za tym samochodem, który w pewnym, momencie stanął i z którego wszyscy wysiedli (koło Szymanowa) i weszli do jednego budynku. W samochodzie został tylko kierowca. Po pewnym czasie (około pół godziny) – samochód tylko z kierowcą odjechał w kierunku Warszawy. Kowalewski i Sowiński zaczęli obser­wować ten budynek. Wciągnęli do tej pracy Czerwińskiego, który jakoby na zmianę też obstawiał ten budynek. Jednocześnie Czer­wiński opowiadając dalsze szczegóły nadmienił, że jest mu wiadome, że Bohdan zaraz po porwaniu przebywał w Sądach tylko 15 minut, potem samochodem marki „Warszawa” przewieziony został do Jaktorowa, gdzie przebywał dłuższy czas. Dalej Czerwiński oświad­czył, że obecnie Bohdan przebywa pod Łowiczem, dokąd został zawieziony z Szymanowa. Miejsce to jest dokładnie pilnowane przez Kowalewskiego i przez niego na zmianę, wiedzą dokładnie, w jakiej to jest miejscowości, tylko nie mogą stwierdzić domu, w którym prze­bywa. Jutro z raną jedzie do Kowalewskiego, aby go zmienić. Zapro­ponowano mu wówczas – aby szybciej zakończyć sprawę i nie dopuścić do zmiany miejsca pobytu Bohdana współpracę z naszymi ludźmi, zapewniając jednocześnie, że wkroczenie w tę akcję naszych ludzi nie umniejszy wysokości nagrody, jaką oni na pewno otrzymają, gdy wszystko okaże się prawdziwe. Czerwiński się zgodził. W wyniku jego zgody następnego dnia o godz. 8-mej rano miano zabrać Czerwińskiego z Klarysewa, aby zawiózł kilku kolegów z Pax-u pod Łowicz, gdzie po skontaktowaniu się z Kowalewskim i omówieniu planu działania – wspólnie przyspieszyć odnalezienie Bohdana. Dnia 19 marca Czerwiński na spotkanie o godz. 8-mej nie przybył. W związku z tym Sienkiewicz udał się do mieszkania, gdzie jego żona oświadczyła, że wyjechał o 5-tej rano do Warszawy. Tegoż dnia wie­czorem Sienkiewicz pojechał jeszcze raz do mieszkania Czerwiń­skiego. Nie zastano go. Żona oświadczyła, że w ciągu dnia wpadł na chwilę do domu i wyjechał pod Łowicz i nie wróci na noc, a będzie dopiero w domu 20-tego wieczorem.

Dnia 20-tego marca o godz. 21-szej Czerwińskiego zastano w mieszkaniu, gdzie oświadczył, że wrócił w tej chwili spod Łowicza, gdzie Kowalewski nadal bada teren. Czerwiński wrócił do Warszawy, jak twierdził, aby wykonać polecenie wg kartki od Kowalewskiego (załącznik nr 3). Zaproponowano mu wyjazd do Kowalewskiego, żeby z nim się skontaktować. Czerwiński zgodził się bez sprzeciwów.

 

Wyjazd nastąpił tego dnia o godz. 23-ciej. Na miejscu zaprowadził Sienkiewicza do wioski odległej od szosy o około 5 km i wskazał budynek, w którym miał nocować Kowalewski. Sienkiewicz stwierdził, że go tam nie ma i nigdy nie było. Czerwiński podtrzymywał, że ubie­głej nocy był w tym budynku z Kowalewskim.

Po powrocie do szosy zaproponowano, aby wskazał miejsce zamieszkania Sowińskiego w Jaktorowie i Kowalewskiego we Wło­chach. Wyraził zgodę. W Jaktorowie wskazał adres mylny, we Wło­chach oświadczył, że nie pamięta, gdzie mieszka jego przyjaciel.

Po zadaniu jeszcze szeregu pytań Czerwiński się przyznał, że to wszystko jest kłamstwem i że on sam wszystko wymyślił, aby zarobić grubszą gotówkę. Pytany, przez kogo był inspirowany, podtrzymał, że to on sam był inicjatorem całej tej sprawy. Potem przyznał się, że sprowokował go do tego niejaki Błażejewski Władysław, pracownik Domu Słowa Polskiego,

Wnioski

1)      Czerwiński Mieczysław od trzech tygodni nigdzie nie pracuje, poprzednio pracował przez okres trzech miesięcy w Domu Słowa Pol­skiego w charakterze elektromontera.

2)      Zawsze w rozmowach nadmieniał, że od nas żadnych pie­niędzy w formie zaliczek nie weźmie.

3)      Należy stwierdzić, gdzie spędzał noc z 19-tego na 20-tego marca.

4)       Należy stwierdzić, kto pisał kartkę – załącznik nr 3.

5)       Należy stwierdzić, przez kogo był inspirowany, gdyż z tego wszystkiego wynika, że chciano na jakiś okres czasu skierować śledztwo na fałszywy ślad, aby w tym czasie można było w innym miejscu wykonywać coś zasadniczego.

6)       Ewentualnie można tę akcję zaliczyć do „nękających” realizo­waną przez właściwych porywaczy, którzy zorientowali się, że samo porwanie nie dało im pełnego efektu.

7)       Nie lekceważyć badania Czerwińskiego, który może symulo­wać chorego. Starać dowiedzieć się od niego całej prawdy. Gdy się to w pełni nie uda – roztoczyć nad nim dokładną, dłuższą obserwację.

Załącznik nr 1.

Szanowny Panie Piasecki Br.

Pragnę w dalszym ciągu, tak jak przez te 50 dni, depczę dopiąć celu. I odnaleźć syna pana. Poświęciłem już, tyle czasu, to i tą jeszcze

krótką chwilę poświęcę, a będę miał rezultat i satyśfakcję że dopiąłem swego.

Nie jest to wyłudzenie od Sz. Pana pieniędzy bo bez nich obcho­dziłem się dotąd, jak również będę obchodził się bez nich, bez pomocy ze strony Sz. Pana, nadal.

Jedyną rzeczą która jest mi potrzebna i to bardzo, na której mi zależy to ostatnia fotografia syna Sz. Pana.

O ile takową mógłby Pan doręczyć mi dziś o godz. 14 – do 15 na kolejce dojazdowej W-wa Belweder – będę na poczekalni. Ubrany w szarą jesionkę i czapkę narciarską.

Z poważaniem

W-wa, dn. 16.111.57 r.                                  M. Czer[dalej nieczytelny podpis]

Załącznik nr 3.

Mietku!

Nie przyjeżdżaj ani 19 ani 20; przyjadę dnia 22-go [.] trochę gotówki.

W naszym teraz położeniu to jest mi bardzo na rękę, cel tuż. Powiedz p. [..] Jaszakowi to samo. Sprawdźcie ten numer Z 03437 żółte numery na białym tle. Był dzień 17 godz. 8.30 i dnia 18 godz. 13.40 ten sam samochód.

Macie 2 dni czasu.                                                                                   Kowalewski

3) Jako ostatni przykład podajemy sprawę niejakiej Heleny Wilickiej zamieszkałej w Człuchowie, która przekazała Bolesławowi Piaseckiemu list rzekomo dyktowany do niego przez Bohdana. W wyjaśnianiu tej sprawy oprócz Bolesława Piaseckiego uczestni­czyło MSW. Oszustwo szybko wyszło na jaw. List pisany był przez samą Wilicką. Pomimo iż Wilicka przyznała się do przestępstwa, prokuratura nie wyciągnęła w stosunku do niej żadnych konse­kwencji karnych.

Warto zacytować w całości list Wilickiej, przekazany jako pisany „pod dyktando” Bohdana, by wykazać, jakimi metodami posługiwać się może działający z niskich pobudek człowiek.

Kochany Tatusiu!

Żyję, co tydzień jestem gdzie indziej, wożą mnie zawsze w nocy i oczy mam zawiązane. Tatusiu Kochany proszę Cię błagam wykup

mnie, bo mogą mnie zabić. Obecnie jestem w Poznaniu lecz gdzie nie wiem bo jest zawsze okno zasłonięte i pilnują mnie. Tę Kartkę pisze jeden dobry człowiek co mnie pilnuje. Kochany Tatusiu mnie zabrali żydzi. Tatusiu odszukaj jedną panią imię jest p. Lena robi swetry na maszynie a mąż jej jest naczelnik poczty w Człuchowie. Ta pani była 26.11 w Poznaniu w tym domu gdzie ja obecnie jestem. P. Lena jest koleżanką tej gospodyni co mnie przywieźli a ta gospodyni jest kochanką tego jednego żyda co mnie ukradł. Tatusiu Kochany ja sły­szałem całą rozmowę p. Leny z tą gospodynią rozmawiali o.mnie i o ciebie kochany Tatusiu p. Lena mówiła że jej jest b. żal mnie bo ona ma też syna i co by zrobiła jak by jej tak zginął. Lecz mówią że Tatuś nie da żadnych pieniędzy, gdyby ktoś powiedział gdzie ja jestem tylko zgłosił by na Milicję, p. Lena mówiła że z Milicją nie chce mieć nic do czynienia, to też chociaż by wiedziała gdzie ja jestem to by nie powie­działa bo w więzieniu nie chce siedzieć bo i tak wszystkich pozamy­kają kto co doniesie. Tatusiu kochany ja wiem dużo lecz nie mogę Ci pisać, lecz proszę błagam Cię odszukaj tę p. Lenę z Człuchowa, bo jej nazwiska nie wiem ona pomoże Ci mnie odnaleźć bo oni byli bardzo pijani to ona by mnie wykradła i zabrała do siebie a później do Ciebie zawiozła. Ja już byłem Łódź, Wrocław, Poznań i będę prawdopodob­nie w Szczecinie, Tatusiu wykradnij mnie bo ja jestem zawsze zwią­zany że pisać nie mogę. Tatusiu proszę nikogo nie wydaj ja wierzę że p. Lena mnie wykradnie, ona nic nie wiedziała że ja jestem w drugim pokoju i wszystko słyszę. Tatusiu ona załatwi z tą kochanką tego żyda, ona ich upije, a ja ucieknę, pomoże mnie ten pan co mnie pilnuje. Tatusiu oni mówili, że ty nie dajesz żadnych pieniędzy tylko posyłasz Milicję, Tatusiu ja Ci 1000 razy się wywdzięczę, ja chcę być z Tobą, ja chcę żyć wyrwij mnie z piekła Tatusiu trzeba z tą panią załatwić, bo ona ma dobre serce i bardzo boleje nad Tobą. Tatusiu nie rób ludziom nic złego jak Tobie mówią coś o mnie. Tatusiu Ty prawdopodobnie wszystkich wsadzasz do więzienia. Tatusiu ja zginę jak będziesz tak robił, proszę nie żałuj mnie tych pieniędzy [.] my znowóż mieli jak ja będę w domu.

Całuję mocno, już nie mam siły więcej dyktować, wyrwij mnie kochającego Cię syna.

Bogdan

Tatusiu zatrzymaj to wszystko w tajemnicy, wyrwij mnie, żeby Ciebie się nie zemścili.

Można sobie wyobrazić, jaką mękę stanowiła dla rodziny Pia­seckich ta cała akcja dezinformacyjna. Niepewność co do losów Bohdana kazała sprawdzać każdą nową informację dającą nadzieję na jego rychły powrót do domu. Jednak każda z czasem okazywała się oszustwem. Dla rodziny chłopca stanowiło to duże obciążenie psychiczne. Stan napiętego oczekiwania i bezsilności trwał aż do dnia, w którym znaleziono zwłoki Bohdana.

1               Bolesław Piasecki, Memoriał (Stosunek śledztwa do wersji), s. 76-77.

2        Akta archiwalne… (wszystkie cytowane w niniejszym rozdziale dokumenty pochodzą z tego samego źródła).

 

 

IV

POSTAWIENIE IGNACEGO EKERLINGA W STAN OSKARŻENIA

1. AKT OSKARŻENIA

W dniu 30 września 1959 roku do IX Wydziału Sądu Powiato­wego dla m. st. Warszawy wpłynął akt oskarżenia prokuratury prze­ciwko Ignacemu Ekerlingowi. Oto pełny tekst aktu:

Warszawa, dnia 29 września 1959 r.

Prokuratura Wojewódzka dla m. st. W-wy Nr II Ds 188/59

Akt oskarżenia przeciwko

Ignacemu Ekerlingowi, osk. z art. 27 i 248 § 1 KK.

Oskarżam:                                                                                          ^

Ignacego Ekerlinga, syna Artura i Eugenii z d. Grosfeld, ur. 1 sty­cznia 1904 r. w W-wie, kierowcę samochodowego MPT, mającego wykształcenie podstawowe, żonatego, ojca dwojga dzieci w wieku 12 lat, zamieszkałego w Warszawie przy ul. Nowoparkowej 11 m 62, pochodzenia i przynależności społecznej robotniczej, niekaranego (tymczasowo aresztowanego od dnia 1 kwietnia 1958 r. tom III k. 7 i tom V k. 246) o to, że:

dnia 22 stycznia 1957 r. w Warszawie udzielił pomocy w pozbawieniu wolności Bohdana Piaseckiego w szczególności przez to, że dostar­czył sprawcom obsługiwany przez siebie samochód osobowy Miej­skiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego, oznaczony numerem reje­stracyjnym T-75-222, dla uprowadzenia Bohdana Piaseckiego, tj. o przestępstwo z art. 27 i 248 §1 KK.

Na zasadzie art. 15 i 20 § 1 KPK sprawa podlega rozpoznaniu przez Sąd Powiatowy dla nvst. Warszawy.

Uzasadnienie

W dniu 22 stycznia 1957 r. o godz. 13.46 został uprowadzony przez nie ustalonych sprawców 16-letni Bohdan Piasecki w chwili, gdy z kolegami wychodził ze szkoły. v Po długich poszukiwaniach w dniu 8 grudnia 1958 r. zostały ujawnione zwłoki Bohdana Piaseckiego w pomieszczeniu sanitar­nym, w piwnicy domu przy al. Świerczewskiego 82a, znajdującego się w pobliżu gmachu Sądów po przeciwnej stronie ulicy.

Oględziny sądowo-lekarskie i sekcja zwłok denata wykazały nóż sztylet o ostrzu długości 16 cm, tkwiący po lewej stronie klatki pier­siowej, przechodzący przez mięśnie międzyżebrowe i całą grubość lewego płuca; szczelinowate pęknięcie kości ciemieniowej lewej, przechodzące przez łuskę kości skroniowej lewej na podstawę czaszki i rozluźnienie szwu wieńcowego lewego.

Według opinii lekarzy nie ma przeszkód do przyjęcia, że zgon denata mógł nastąpić wskutek otrzymanej rozległej rany kłutej lewego płuca. Biorąc jednak pod uwagę, że opisane pęknięcie kości czaszki prawdopodobnie były zadane za życia, jest możliwe, że zaszedł tu zbieg przyczyn śmierci, wykrwawienia się w następstwie zranienia płuca i wstrząśnięcia mózgu, które musiało mieć miejsce wskutek silnego uderzenia w głowę tępym narzędziem.

Identyfikacja zwłok nastąpiła przez rozpoznanie zwłok przez ojca zamordowanego oraz dr. Jerzego Hagmajera, a nadto przez stomato­loga dr. Tonchu-Ru, który stwierdził, że Bohdanowi Piaseckiemu sam dosztukował ukośnie złamany pierwszy górny lewy ząb, przy użyciu materiału „Acrilit” i ten sam ząb rozpoznał w uzębieniu denata.

Oględziny bielizny, w której znajdował się denat, wykazały, że musiał on być zamordowany w bardzo krótkim czasie po uprowadze­niu, o czym świadczą zupełnie czyste i nie przesiąknięte potem man­kiety koszuli, w którą był ubrany Bohdan Piasecki.

Na podstawie dokładnych kilkakrotnych zeznań naocznych świadków uprowadzenia: Henryka Rysaka, Andrzeja Nowakow­skiego, Wojciecha Szczęsnego, Janusza Świątkowskiego, Ryszarda Karwańskiego, Remigiusza Rochonia, Romana Olczaka i Marka Maszerka oraz innych świadków i dowodów oraz w wyniku dwukrot­nej wizji lokalnej przeprowadzonej z udziałem świadków porwania i

dodatkowych wizji pomocniczych uzyskano materiały dowodowe stwierdzające, że Ignacy Ekeriing, kierowca samochodu, przy pomocy którego został uprowadzony Bohdan Piasecki, udzielił pomocy sprawcom porwania, dostarczając im obsługiwany przez siebie samochód-taksówkę MPT.

Zarzut powyższy został oparty na następujących ustaleniach:

Na kilka dni przed uprowadzeniem Bohdana Piaseckiego do Romana Olczaka, który uczęszczał do tej>samej szkoły, co Bohdan i jego brat Jarosław Piasecki, podszedł na ul. Naruszewicza koło ul. Wejnerta nieznany mężczyzna, ubrany w używany płaszcz koloru sta­lowego i bez nakrycia na głowie, co zdziwiło Olczaka ze względu na zimową porę.

Nieznajomy spytał go, czy zna Jarka Piaseckiego oraz po ilu lek­cjach dzisiaj Jarek wychodzi ze szkoły i gdzie mieszka.

Olczak powiedział owemu mężczyźnie, że Jarek mieszka przy ul. Krasickiego, lecz nie pamięta pod którym numerem, i określił wygląd domu Piaseckiego oraz wyjaśnił, że Jarek chodzi do klasy niższej i wobec tego nie wie, ile dzisiaj będzie miał lekcji.

W rozmowie nieznajomy również pytał Olczaka, czy zna księdza, który ma sprawę o alimenty, oraz wymienił jakieś nazwisko jako nazwisko tego księdza. Ponieważ chłopiec nie znał księdza o takim nazwisku, mężczyzna podziękował za informacje i oddalił się w kie­runku ul. Puławskiej.

W dniu 22 stycznia 1957 r. około godz. 13.20 pod kioskiem z arty­kułami spożywczymi stojącym przy ul. Naruszewicza u wylotu na ul. Wejnerta zatrzymała się taksówka marki „Warszawa” stojąc przodem do kiosku w odległości około 3 do 5 m. Samochód następnie cofnął się tyłem w ul. Naruszewicza w stronę ul. Puławskiej oraz wjechał przodem w ul. Wejnerta, gdzie zatrzymał się po lewej stronie ul. Wej­nerta w odległości ok. 15 m patrząc od ul. Naruszewicza.

Ustalenia powyższe oparte na zeznaniach świadka Rysaka, sprzedawcy wymienionego kiosku, ilustrują zdjęcia dokonane w cza­sie wizji lokalnej w dniu 6 maja 1957 r.

Z przytoczonych ustaleń Rysaka wynika, że wóz jechał ul. Wej­nerta od strony ul. Malczewskiego.

Z zeznań tegoż świadka Rysaka, wynika, że po zatrzymaniu samochodu po lewej stronie [ulj Wejnerta z samochodu prawymi drzwiami od strony jezdni wysiadło równocześnie dwóch mężczyzn, z których jeden stanął przy przednich prawych drzwiach taksówki (patrząc od strony ul. Naruszewicza) odwrócony twarzą do kiosku,

drugi zaś skierował się węższym lewym chodnikiem ulicy Wejnerta do kiosku i poprosił sprzedawcę Henryka Rysaka o papierosy „Gie­wonty”.

Ponieważ Rysak nie posiadał żądanych papierosów, zapropono­wał owemu mężczyźnie „Poznańskie”, na co kupujący wyraził zgodę, jednak papierosów nie nabył, tylko w pewnej chwili coś powiedział, czego Rysak nie zrozumiał i odszedłszy od kiosku stanął w odległości około 3 m patrząc w ul. Naruszewicza w kierunku szkoły, a następnie podszedł do lewego rogu ul. Wejnerta, gdzie zatrzymał się i stał w tym miejscu przez okres około 5 minut.

Drugi mężczyzna w tym czasie stał koło samochodu przy prze­dnich prawych drzwiach.

Po upływie około 30 minut, który to czasoores świadek Rysak określił na podstawie faktu, że w tym czasie obsłużył od 20-30 klien­tów, w pewnej chwili Rysak spostrzegł mężczyznę, który zrezygnował z kupna papierosów, idącego przez ul. Naruszewicza od strony ul. Puławskiej z wyższym od niego uczniem w szkolnej czapce, a za nim trzech chłopców, którzy zatrzymali się i z zaciekawieniem obserwo­wali ucznia i mężczyznę.

Zwróciło to uwagę Rysaka, gdyż wyglądało na coś podejrzanego, wobec czego wychylił się przez otwarte okienko kiosku i spojrzał przez tylną szybkę samochodu do jego wnętrza oraz stwierdził, że w samochodzie nikogo nie było za kierownicą. Zdziwiło to Rysaka, gdyż przy samochodzie było dwóch tylko mężczyzn i żaden z nich nie wyglądał na kierowcę.

W tym czasie drugi mężczyzna stał przy bocznych otwartych drzwiach samochodu. Po dojściu do samochodu mężczyzna idący z uczniem otworzył drzwi taksówki i wpuścił do wnętrza ucznia, sam zaś usiadł obok niego. Drugi osobnik stojący przy wozie w dużym poś­piechu wsiadł do taksówki i zamknął drzwi. Samochód odjechał w kie­runku ul. Malczewskiego ulicą Wejnerta. W czasie zajścia przy ul. Wejnerta innych osób przy samochodzie świadek nie widział.

Nadto na podstawie zeznań świadka Andrzeja Nowakowskiego ustalono, że krytycznego dnia, po odbytym wykładzie przy ulicy Pasteura, udał się on do kina „Palladium” na film „Julietta” na godz. 11 -tą a następnie wracając do domu o godz. 13.23, skręciwszy w ul. Wejnerta zobaczył samochód marki „Warszawa” > stojący po lewej stronie ul. Wejnerta, patrząc od ul. Naruszewicza, w odległości około 7 m od rogu. Idąc prawym chodnikiem i mijając samochód Nowa­kowski w odległości około 6 m zajrzał z boku do wnętrza taksówki i

stwierdził, że za kierownicą i w całym samochodzie nikogo nie było. Na samochód zwrócił Nowakowski uwagę dlatego, że wóz stał nie przed bramą domu, lecz po przeciwnej stronie koło ogrodzenia szkoły i że w samochodzie nikt nie siedział.

Nadmienić należy, że Nowakowski przed wejściem w ul. Wejnerta zobaczył na ul. Naruszewicza dwóch podejrzanie wyglądających osobników, którzy zza rogu ul. Wejnerta wyglądali w kierunku ul. Naruszewicza. Również i ten świadek stwierdził, że nie zauważył na ulicy w pobliżu samochodu trzeciej osoby.

W czasie gdy samochód stał przy ul. Wejnerta, patrząc od strony ul. Naruszewicza, uczniowie X klasy liceum przy ul. Naruszewicza: Bohdan Piasecki, Wojciech Szczęsny, Janusz Świątkowski, Ryszard Karwański, Remigiusz Rochoń, Roman Olczak i Marek Maszerek po szóstej lekcji, która skończyła się o godz. 13.30, ubrali się w szatni i zmienili obuwie oraz wyszli ze szkoły, udając się ul. Naruszewicza w kierunku ul. Puławskiej.

W pierwszej grupie szli: Wojciech Szczęsny, Bohdan Piasecki, Janusz Świątkowski i Ryszard Karwański. Za nimi podążali pojedynczo: Marek Maszerek, a za nim Remigiusz Rochoń, którego dopędzał Olczak.

Nie dochodząc do ul. Wejnerta, Szczęsny Wojciech zobaczył po prawej stronie ul. Naruszewicza odchodzącego od kiosku męż­czyznę-, który doszedł do drugiego mężczyzny, stojącego na rogu ul. Wejnerta.

Zwróciło uwagę Szczęsnego, że mężczyźni ci wyglądali nienatu­ralnie i robili wrażenie, że są poprzebierani. Szczęsny powiedział nawet kolegom, że osobnicy ci robili wrażenie agentów, lecz chłopcy na jego słowa nie zwrócili uwagi.

Również Karwański, Olczak, Rochoń i Maszerek idąc ulicą Naru­szewicza widzieli obu mężczyzn bądź na rogu ul. Wejnerta i Narusze­wicza, bądź jednego z nich odchodzącego od kiosku, zaś drugiego stojącego na rogu ul. Wejnerta lub na lewym chodniku przy samocho­dzie. Minąwszy ul. Wejnerta i po przejściu około 20 m ul. Narusze­wicza w kierunku ul. Puławskiej, do Bohdana Piaseckiego podszedł jeden z mężczyzn, widziany poprzednio, który spytał go, czy jest Boh­danem Piaseckim, a po otrzymaniu twierdzącej odpowiedzią odpro­wadził go w stronę ul. Wejnerta na odległość około 8 m, gdzie przysta­nął i pokazał mu jakiś papier.

Świadek Olczak, który idąc z tyłu w tym momencie dopędził idą­cych przed nim chłopców, mijał Bohdana i nieznanego mężczyznę w

chwili, gdy ten tłumaczył coś Bohdanowi, że chodzi o udanie się do sądu.

Następnie mężczyzna i Bohdan udali się w kierunku ul. Wejnerta i skręcili w tę ulicę, chłopcy zaś, zaciekawieni wydarzeniem, podążyli za nimi i doszedłszy do ul. Wejnerta zobaczyli, że do mężczyzny idą­cego z Bohdanem przyłączył się drugi mężczyzna, stojący za rogiem ul. Wejnerta, po czym dwóch mężczyzn i Bohdan wsiadło do samo­chodu, który odjechał ul. Wejnerta,

W toku śledztwa ustalono również, że nikt ze świadków nie widział sprawców, stojących za tylnym oknem samochodu w czasie jego postoju.

Ponieważ śledztwo wykazało, że lekcje w klasie Bohdana skoń­czyły się o godz 13.30, zaś czas potrzebny na przejście z klasy do samochodu wyniósł 16 minut, należy przyjąć, że wóz z uprowadzo­nym Bohdanem mógł odjechać nie wcześniej niż o godz 13.46.

Świadkowie Wojciech Szczęsny, Janusz Świątkowski, Ryszard Karwański, Remigiusz Rochoń i Roman Olczak przy składaniu pierw­szych zeznań nie byli przesłuchiwani na okoliczność, po której stro­nie ul. Wejnerta widzieli samochód. Z wymienionych świadków okoli­czność tę zeznał po raz pierwszy świadek Wojciech Szczęsny w dniu 1 lutego 1957 r., w przeddzień wizji lokalnej; podaje on, że samochód stał po prawej stronie ul. Wejnerta, jednak nie określił miejsca, z któ­rego oglądał samochód.

W czasie oględzin miejsca uprowadzenia w dniu 2 lutego 1957 r. z udziałem Ekerlinga, Szczęsnego, Świątkowskiego i Karwańskiego, Ekerling pierwszy ustawił wóz po prawej stronie ul. Wejnerta na odle­głość około 10 m od rogu, zaś Szczęsny, odtwarzając odległość wozu od rogu, zlecił samochód ustawiony przez Ekerlinga przesunąć o 7 m dalej od rogu. Ani Szczęsny, ani pozostali świadkowie biorący udział w wizji nie wypowiadali się, po której stronie był ustawiony samochód i o to nie byli pytani.

W czasie następnych oględzin w dniu 6 maja 1957 r., w których brali udział oprócz uczestników wizji z 2 lutego 1957 r. nadto Rysak, Rochoń, Olczak i Maszerek, powstała rozbieżność zeznań dotycząca strony ulicy, po której stał samochód.

Rysak i Maszerek utrzymywali, że taksówka stała po lewej stronie ul. Wejnerta, przy czym Maszerek zeznał, że widział samochód po lewej stronie Wejnerta w chwili, gdy mijał ul. Wejnerta, natomiast pozostali świadkowie zeznali, że samochód stał po prawej stronie ul. Wejnerta z tym jednak, że Szczęsny, Świątkowski i Karwański wyraźnie zastrzegli, że samochód widzieli po prawej stronie przez siatkę ogrodzeniową parkanu, gdy szli ul. Naruszewicza w stronę ul. Wejnerta.

Okoliczność tę Szczęsny, Karwański i Świątkowski potwierdzili w następnych zeznaniach, utrzymując, że samochód widzieli po prawej stronie przez podwójną siatkę ogrodzenia w odległości od kilkunastu do 30 m od rogu ul. Wejnerta.

Również Rochoń uzupełnił poprzednie zeznania wyjaśniając, że widział samochód po prawej stronie przez siatkę ogrodzenia w odle­głości około 20 m od ul. Wejnerta.

W celu ustalenia warunków widoczności samochodu, ustawio­nego po lewej stronie ul. Wejnerta, przez podwójną siatkę ogrodzenia, w dniu 13 marca 1958 r. dwóch prokuratorów dokonało oględzin miejsca uprowadzenia oraz zgodnie stwierdziło, że patrząc z ul. Naru­szewicza od strony ul. Puławskiej przez podwójną siatkę ogrodzenia na samochód marki „Warszawa”, ustawiony po lewej stronie ul. Wej­nerta w odległości około 15 m od rogu, obserwujący stojąc w odle­głości około 25 m od rogu ulega optycznemu złudzeniu, że samochód stoi po prawej stronie ul. Wejnerta.

Złudzenie to utrzymuje się również przy zbliżaniu się do rogu ul. Wejnerta na odległość 12 kroków. Wtedy dopiero, przy dalszym zbli­żeniu się do rogu można dostrzec, że samochód stoi po lewej stronie ul. Wejnerta.

Również patrząc z ulicy Naruszewicza od strony szkoły Pax-u przez siatkę ogrodzeniową na samochód ustawiony w tej samej pozycji, stwierdzono, że dopiero przy zbliżeniu się do rogu na odle­głość 12 kroków widać, po której stronie faktycznie stoi samochód, z odległości zaś większej nie można tego odróżnić.

Z uwagi na to, że Szczęsny, Karwański, Świątkowski i Rochoń widzieli wóz idąc ul. Naruszewicza bądź od strony szkoły w odległości kilkunastu do 30 m, przeto należy przyjąć, że ulegli oni złudzeniu optycznemu i że samochód faktycznie w tym czasie stał po lewej stro­nie ul. Wejnerta, jak zeznali w sposób nie budzący wątpliwości Rysak, Nowakowski i Maszerek.

Ż powyższych ustaleń wynika, że w czasie porwania miały miejsce następujące wydarzenia:

–       samochód sprawców jechał ulicą Wejnerta i zatrzymał się w odległości 3-5 m przodem do kiosku, a następnie wykręcił do tyłu i wjechał z powrotem w ul. Wejnerta,

–       po wjechaniu w ulicę Wejnerta samochód został przez kie­rowcę ustawiony po lewej stronie ul. Wejnerta, patrząc od strony Naruszewicza,

–       czas trwania postoju taksówki przy ul. Wejnerta od chwili zatrzymania się wozu do odjechania z uprowadzonym Bohdanem Piaseckim wynosił około 25 minut,

–       żaden ze sprawców nie stał za tylnym oknem taksówki przez cały czas postoju oraz nikt ze świadków nie stwierdził, że widział w tej pozycji jednego ze sprawców,

–       po wyjściu z samochodu dwóch sprawców, w samochodzie nikogo nie było,

–       z samochodu wysiadło również dwóch sprawców.

Po ustaleniu, że samochód marki „Warszawa”, oznaczony nume­rem rejestracyjnym T-75-222, należy do Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego i że w dniu 22 stycznia 1957 r. był obsługiwany przez kierowcę MPT Ignacego Ekerlinga, następnego dnia, tj. 23 stycznia 57 r. Ekerling został przesłuchany w charakterze świadka.

Wyjaśnił on, że od 1952 r. jest zatrudniony w charakterze kie­rowcy i miał przydzielony na stałe inny samochód, który został 13 sty­cznia oddany do remontu, wobec czego w ciągu kilku dni jeździł na różnych wozach, zaś od dnia 21 stycznia 57 r. otrzymał do eksploa­tacji taksówkę koloru granatowego marki „Warszawa” oznaczoną numerem rejestracyjnym T-75-222 i numerem bocznym 1471.

W dniu 22 stycznia 57 r. Ekerling otrzymał samochód nr T-75-222 i wyjechał nim z bazy MPT przy ul. Słowackiego o godz. 9-ej. Tego dnia miał 12 kursów, z których dokładnie sobie przypomina 2 – do Józe­fowa i na ul. Wejnerta. Pierwszy kurs z ul. Brukowej Ekerling odbył między godz. 12-13-tą, przewożąc nieznanych mężczyznę i kobietę do Józefowa, gdzie zaczekał na pasażerów i odwiózł ich do W-wy. Mężczyzna wysiadł przy ul. Targowej, kobieta zaś wysiadła przy ul. Nowolipki.

Następnie Ekerling dojechał do ul. Żelaznej i ustawił wóz kilka minut po godz. 13-ej na postoju taksówek przy zbiegu ulic Żelaznej i al. Świerczewskiego. Po upływie kilku minut podszedł do Ekerlinga nie znany mu mężczyzna, który oświadczył, że chce odbyć dłuższy kurs, tj. zabrać przed gmachem Sądów jeszcze jednego pasażera, a następnie pojechać na Mokotów i przywieźć stamtąd trzeciego pasa­żera do Sądów.

Następnie mężczyzna ten wsiadł do taksówki koło Ekerlinga i udali się do Sądów, gdzie wsiadł na tylne siedzenie wozu drugi męż­czyzna. Z pasażerami tymi Ekerling pojechał na ul. Naruszewicza i zatrzymał się przy ul. Wejnerta. Tam pasażer wynajmujący taksówkę wysiadł z wozu i oddalił się, drugi zaś mężczyzna po chwili również wysiadł z taksówki i stanął za samochodem przy tylnym okienku wozu oraz przez cały czas postoju pozostawał w tej pozycji, co Ekerling stwierdził obserwując go, gdyż obawiał się, aby pasażerowie nie odeszli bez uiszczenia opłaty.

Po upływie 4-5 minut pasażer, który wynajął go, wrócił do samo­chodu prowadząc młodego osobnika, prawdopodobnie studenta w wieku około 20 lat, wysokiego i dobrze zbudowanego, po czym wsiadł na przednie siedzenie obok Ekerlinga, drugi zaś pasażer z młodym osobnikiem usiedli na tylne siedzenie wozu. W drodze powrotnej do Sądu młody człowiek zabrany z ul. Wejnerta nie odzywał się, pasażer zaś siedzący obok Ekerlinga opowiadał mu o księdzu, który miał sprawę o alimenty oraz o wysokich cenach na koncert francuskiego śpiewaka.

Na polecenie pasażerów Ekerling zatrzymał się przed gmachem Sądu, gdzie wszyscy wysiedli i udali się w kierunku Sądów. Za kurs ten Ekerling otrzymał zapłatę w wysokości 35 zł.

Ekerling podał w sposób bardzo lakoniczny rysopis jednego ze sprawców, tj. tego, który go wynajął przy ul. Żelaznej, określając go jako mężczyznę w wieku około 30 lat, wzrostu około 165-170, śred­niej tuszy, dość pełnego na twarzy. Rysopisu drugiego sprawcy Eker­ling nie umiał podać, stwierdził tylko, że jeden z nich był w okularach, zaś obaj mieli czapki.

W dniu 2 lutego 57 r. przy odtwarzaniu przy udziale Ekerlinga trasy, którą jechał z ul. Wejnerta i z powrotem do Sądów, Ekerling wskazał, że od ul. Żelaznej jechał al. Świerczewskiego, następnie al. Marchlewskiego, ul. Chałubińskiego i al. Niepodległości do ul. Odyńca. Następnie dojechał do ul. Naruszewicza, z której skręcił w ul. Wejnerta.

Wizja trasy, którą wskazał Ekerling wykazała, że opłata za prze­jazd tej trasy wynosi 36 zł. przy założeniu, że postój na ul. Wejnerta trwał 4 minuty.

W czasie oględzin miejsca uprowadzenia przy ul. Wejnerta doko­nanego tegoż dnia z udziałem świadków Szczęsnego, Karwańskiego i Świątkowskiego, Ekerling, odtwarzając wydarzenia przy ul. Wejnerta, ustawił wóz w odległości 10 m od rogu po prawej stronie Wejnerta i wyjaśnił, że osobnik, który stanął z tyłu za tylnym oknem wozu, mógł na kilka minut odejść od samochodu.

Zeznania te, dopuszczające możliwość odejścia od okna tylnego wozu sprawcy porwania, Ekerling w dniu 13 lutego 57 r. i w następ­nych zeznaniach odwołał, podtrzymując nadal, że jeden ze sprawców zatrzymał się przy tylnym oknie taksówki i przez cały czas postoju stał w tej pozycji, o czym pamięta, gdyż obserwował go przez cały czas w obawie, by pasażerowie nie odeszli bez uiszczenia zapłaty.

W czasie przesłuchania w dniu 3 maja 57 r., a więc już po pierw­szej wizji, gdy świadek Szczęsny określił odległość wozu od rogu na około 17 m, Ekerling zmienia dotychczasowe zeznania wyjaśniając, że wóz stał w odległości 15-20 metrów.

Poza tym Ekerling podtrzymywał swoje poprzednie zeznania uzupełniając, że po przyjeździe na ul. Wejnerta i wyjściu pierwszego pasażera drugi pasażer wysiadł z wozu po upływie 2-3 minut i stanął za tylnym oknem wozu, zaś Ekerling obserwował go pozorując czyta­nie gazety. Po upływie 5-6 minut pasażer, który wynajął taksówkę, wrócił z chłopcem i otworzył prawe tylne drzwi, przez które wpuścił chłopca, sam zaś usiadł na przednim siedzeniu, drugi zaś mężczyzna usiadł obok chłopca. W czasie wizji w dniu 6 maja 57 r. Ekerling uzu­pełnił swoje zeznania stwierdzeniem, że na ulicę Wejnerta wjechał z ul. Naruszewicza bez cofania wozu i skręcania w innym kierunku.

Należy zauważyć, że w czasie 5-ciokrotnego przesłuchania w charakterze świadka Ekerling w zasadzie uporczywie podtrzymywał okoliczności podane w pierwszym zeznaniu.

W 3 dni po uprowadzeniu Bohdana Piaseckiego, tj. w dniu 25 sty­cznia 57 r. Ekerling otrzymał paszport zagraniczny na wyjazd do Izraela.

Ekerling po otrzymaniu paszportów i wiz wysłał swoje bagaże do Izraela, zaś w dniu 4 kwietnia 57 r. wyjechał z W-wy do Zebrzydowic, celem przekroczenia granicy, lecz na skutek zastrzeżeń, poczynio­nych przez Komendę Miasta MO w Warszawie w WOP-ie został w przejściu granicznym w Zebrzydowicach zatrzymany i odesłany do Warszawy.

W toku śledztwa ustalono na podstawie arkuszy podziału zajęć i kart eksploatacyjnych MPT, że Ignacy Ekerling w dniach 21 i 22 sty­cznia 57 r. jeździł wozem nr T-75-222 o numerze bocznym 1471, przy czym w dniu 22 stycznia Ekerling eksploatował ten wóz na zmianie rannej w godzinach od 9-tej do 17-ej za kierowcę Pieńkowskiego, który w tym dniu był nieobecny. Kartę eksploatacyjną wystawił Eker- lingowi dyspozytor Brzuski, odebrał zaś ją po zmianie dyspozytor Tabor. Po zakończeniu pracy Ekerling 22 stycznia 57 r. przekazał wóz

swemu zmiennikowi Trzecińskiemu w uprzednio umówionym miejscu na Pradze. .

Według adnotacji umieszczonej na karcie eksploatacyjnej kie­rowcy Trzecińskiego Stanisława z dnia 22 stycznia 57 r. przyjął on od Ekerlinga wóz nr T-75-222 tegoż dnia o godz. 15.30. Rozbieżność między godziną przekazania przez Ekerlinga wozu Trzecińskiemu, a godziną przyjęcia wozu przez Trzecińskiego od Ekerlinga, Trzeciński tłumaczy pomyłką, jaką w pośpiechu mógł popełnić.

Postawę Ekerlinga i jego stosunek do uprowadzenia Bohdana Piaseckiego charakteryzuje zachowanie się jego w stosunku do Janiny Kolendo, szwagierki Bolesława Piaseckiego, która w krótkim czasie po uprowadzeniu Bohdana udała się w towarzystwie dr. Schoenberga do Ekerlinga, prosząc go o współudział w poszukiwa­niu i rozpoznaniu sprawców porwania. Ekerling odmówił współpracy, oświadczając, że i tak sprawców nie pozna.

Po kilku miesiącach Kolendo zwróciła się do Ekerlinga ponownie z prośbą o skontaktowanie się z Bolesławem Piaseckim, jednak Eker­ling w sposób opryskliwy odmówił.

Na uwagę zasługuje również okoliczność, że Ekerling w roz­mowie z Kolendo starał się ją zasugerować, że nie zamierza wyjeż­dżać, pomimo że w tym czasie miał już paszporty zagraniczne.

W dniu 1 kwietnia 58 r. wobec Ignacego Ekerlinga został zastoso­wany areszt tymczasowy, jako podejrzanego z art. 248 § 2 KK. Zarzut został przedstawiony Ekerlingowi w dniu 14 kwietnia 1958 r. Ekerling, przesłuchany jako podejrzany, nie przyznał się do popełnienia zarzu­canego mu czynu, wyjaśniając, że sprawców nie znał i że przypad­kowo został przez nich wynajęty do przewiezienia pasażera oraz dodał, że porwany chłopiec jego zdaniem był w zmowie z porywa­czami.

W następnym przesłuchaniu w dniu 2 kwietnia 58 r. Ekerling wprowadza uzupełnienie do swoich poprzednich zeznań wyjaśniając, że gdy wrócił z kursu z Józefowa na ul. Nowolipki, było po godz. 12-ej, lecz przed godz. 12.30, co pamięta, gdyż patrzył wówczas na zegar. W wyjaśnieniach z tegoż dnia Ekerling wprowadza zmianę co do wyda­rzeń przy ul. Wejnerta stwierdzając, że gdy krytycznego dnia pierwszy pasażer podszedł z chłopcem do samochodu przy ul. Wejnerta, nie mógł otworzyć tylnych drzwi, które się zacięły.

Wtedy Ekerling wysiadł przednimi lewymi drzwiami z samo­chodu, obszedł go z tyłu, otworzył pasażerowi drzwi wozu, a następ­nie tą samą drogą wrócił na swoje miejsce.

Wyjaśnienie jest oczywiście kłamliwe. Żaden ze świadków uprowadzenia, którzy obserwowali moment wsiadania sprawców i Boh­dana do wozu, okoliczności tej nie potwierdzają, natomiast wszyscy zeznają, że poza dwoma pasażerami i Bohdanem nikogo przy wozie nie było.

W dalszych wyjaśnieniach Ekerling podtrzymuje swoje poprzed­nie twierdzenia oraz wyjaśnia, że za tylną szybą okna wozu stał przez cały czas jeden ze sprawców. Również w dniu 16 kwietnia 58 r. po zacytowaniu mu kolejno fragmentów zeznań Szczęsnego, Świątkow­skiego i Rysaka, z których wynikało, że sprawcy stali na rogu Wejnerta lub przy ul. Naruszewicza, Ekerling za każdym razem zaprzecza temu i dopiero po odczytaniu fragmentów zeznań Nowakowskiego, że widział dwóch sprawców stojących na rogu ul. Wejnerta, Ekerling wyjaśnił: „nie mam co na to odpowiedzieć”, a następnie, po zastano­wieniu się odpowiedział, że może jeden ze sprawców, stojący przy tyl­nym okienku samochodu odchodził na chwilę, lecz zasadniczo stał przez cały czas w podanym przez niego miejscu.

Z powyższych wyjaśnień Ekerlinga wyraźnie widać, że kurczowo się on trzyma swoich pierwszych zeznań i zupełnie wyjątkowo od nich odstępuje.

Odnośnie faktu manewru samochodem przed kioskiem Rysaka Ekerling, po odczytaniu mu fragmentu zeznań Rysaka, stanowczo zaprzeczył twierdząc, że jechał ul. Naruszewicza. W następnych wyjaśnieniach Ekerling nadal podtrzymuje, że samochód ustawił przy ul. Wejnerta po prawej stronie i dopuszcza możliwość, że postój samochodu mógł być dłuższy niż podany przez niego czas 5-6 minut, określając ten czas na 8 minut, co uzasadnia tym, że mógł źle nakrę­cić zegar i nie spostrzec, że zegar się zatrzymał; natomiast w czasie konfrontacji w dniu 24 kwietnia 1958 r. ze świadkami: Karwańskim, Rysakiem i Nowakowskim po zacytowaniu tych zeznań Ekerling zmie­nia wyjaśnienia mówiąc, że samochód mógł stać około 15 minut. Przy tejże konfrontacji Ekerling jednak nadal uporczywie wyjaśnia, że obchodził samochód z tyłu i otwierał drzwi jednemu ze sprawców por­wania.

Należy nadmienić, że przy wyjaśnieniu przez Ekerlinga okoli­czności wyjazdu do Józefowa przyznał się, że jechał za miastem na pierwszej taryfie, zaś pobrał od pasażerów należność w wysokości 170 zł, z czego 100 zł przywłaszczył sobie.

Z zestawienia ustalonego w toku śledztwa materiału dowodo­wego z wyjaśnieniami Ekerlinga wynika, że przebieg wydarzeń w cza­sie porwania Bohdana Piaseckiego podany przez Ekerlinga w zasad­niczych okolicznościach nie pokrywa się z ustalonym stanem fakty­cznym. I tak:

1.       Ekerling wyjaśnia, że został przez sprawców wynajęty i wraz z nimi przejechał w dniu krytycznym na ul. Wejnerta oraz w czasie postoju samochodu znajdował się w taksówce, natomiast śledztwo wykazało, że Ekerlinga w samochodzie przy ul. Wejnerta nie było, co zostało ustalone na podstawie zeznań Henryka Rysaka i Andrzeja Nowakowskiego.

2.       Według wyjaśnień Ekerlinga jechał on ul. Naruszewicza i skręcił z tej ulicy w ul. Wejnerta, zatrzymując wóz przy ul. Wejnerta, natomiast nie zatrzymał się przy kiosku i nie wykonywał żadnego manewru wozem. Wyjaśnienia są w sprzeczności z zeznaniami Rysaka, który stwierdził, że w pewnej chwili zobaczył samochód, który zatrzymał się na wprost kiosku w odległości około 3 m, a następ­nie wycofał się z ul. Naruszewicza i wjechał w ul. Wejnerta, z czego wynika, że wóz jechał ulicą Wejnerta, a nie Naruszewicza, jak twierdzi Ekerling.

3.       Ekerling z uporczywością twierdzi, że samochód zatrzymał się po prawej stronie ul. Wejnerta patrząc od strony Naruszewicza, tymczasem Rysaki Nowakowski, którzy mieli obiektywnie najkorzyst­niejsze warunki obserwacji, stwierdzili, że wóz stał po lewej stronie ul. Wejnerta, co potwierdza również świadek Babicz i Maszerek, który z wylotu ul. Wejnerta widział wóz po lewej stronie.

Również w świetle ustaleń wizji lokalnej dla stwierdzenia wido­czności samochodu przez siatkę ogrodzenia, złudzenia optyczne, jakim ulegli świadkowie oglądający wóz w opisanych warunkach, którzy twierdzą, że samochód stał po prawej stronie, nie budzą zastrzeżeń.

4.       Wyjaśnienia Ekerlinga stwierdzające w pierwszych przesłu­chaniach, że samochód przy ul. Wejnerta stał 4-6 minut, czego dowo­dem ma być opłata za kurs w wysokości 35 zł, są obalone zeznaniami Rysaka i Nowakowskiego popartymi ustaleniami wizji. Należy nad­mienić, że Ekerling, mimo oczywiście odmiennych zeznań świadków, kilkakrotnie podtrzymuje swoje twierdzenie, zmieniając je dopiero po zacytowaniu zeznań 3 świadków.

5.       Ekerling wyjaśnił, że po zatrzymaniu na ul. Wejnerta samo­chodu wysiadł z wozu sprawca, który wynajął wóz, po upływie zaś dwóch-trzech minut również opuścił wóz drugi sprawca, natomiast według zeznań Rysaka wynika, że po zatrzymaniu samochodu przy ul. Wejnerta wyszło z samochodu dwóch sprawców.

6. Wreszcie w dniu 2 kwietnia 58 r., po aresztowaniu, Ekerling wprowadza do swoich wyjaśnień zupełnie nową okoliczność twier­dząc, że w chwili, gdy jeden ze sprawców podszedł z Bohdanem Pia­seckim do taksówki, nie mógł jej otworzyć, gdyż drzwi zacięły się, wobec czego Ekerling wyszedł z wozu, obszedł go od tyłu i otworzył drzwi. Wyjaśnienia te są oczywiście kłamliwe, co zostało stwierdzone zeznaniami świadków. Wyjaśnienia te ilustruje fakt, że Ekerling szuka różnych sposobów, by podważyć zeznania Rysaka, który w dniu 10 lutego 1958 r. zeznał, że w chwili zbliżenia się jednego ze sprawców z Bohdanem do wozu spojrzał przez otwarte okno kiosku w tylne okienko wozu i stwierdził, że za kierownicą nikogo nie było.

W oparciu o wyżej ustalony materiał dowodowy należy dojść do wniosku, że Ekerlinga w samochodzie przy ul. Wejnerta nie było i tym należy tłumaczyć różnicę między jego wyjaśnieniami a ustaleniami śledztwa.

Daje to podstawę do przyjęcia, że skoro uprowadzenie Bohdana Piaseckiego nastąpiło przy użyciu taksówki, którą w dniu krytycznym Ekerling otrzymał do eksploatacji i w samochodzie tym w czasie upro­wadzenia Bohdana Piaseckiego Ekerlinga nie było, musiał zatem samochód wypożyczyć sprawcom porwania.

Jest rzeczą oczywistą, że Ekerling, jako kierowca samochodu stanowiącego własność MPT, z uwagi na wartość wozu nie mógł go pożyczyć osobom nieznanym i przygodnie spotkanym, gdyż nie miałby gwarancji, czy wóz nie zostanie przywłaszczony, przeto poży­czając wóz Ekerling musiał znać osoby, którym samochód pożyczał. Wynika z tego, że musiał znać sprawców porwania i mieć do nich zau­fanie.

Również sprawcy uprowadzenia, którzy, jak wykazało śledztwo, niezwłocznie po porwaniu dokonali zabójstwa Bohdana Piaseckiego, a więc w chwili uprowadzenia zabójstwo to z góry planowali oraz w swoich przedsięwzięciach, przy nawiązaniu kontaktów telefoni­cznych z ojcem uprowadzonego chłopca i organizowaniu trasy dla podjęcia okupu, wykazali dużo inteligencji, umiejętności przewidywa­nia oraz znajomość zasad konspiracji i unikania ryzyka, nie mogli angażować do takiej akcji przypadkowo napotkanego i nieznanego kierowcy.

Sprawcy musieli zachować przynajmniej taką ostrożność przy planowaniu porwania, jaką wykazali przy organizowaniu kontaktów z

ojcem Bohdana, zwłaszcza że musieli być mieszkańcami Warszawy, co wynika z ich znajomości miasta, jaką wykazali przy montowaniu trasy dla podjęcia okupu, przeto musieli się liczyć, że nie znany im ‘ kierowca może ich znać z widzenia i wydać.

Sprawcy musieli przewidywać, że mogą napotkać na przeszkody przy uprowadzeniu chłopca w pobliżu szkoły i natrafić na opór zarówno Bohdana, jak i jego kolegów, co w wypadku wynajęcia nie­znanego kierowcy mogłoby narazić ich na nieobliczalne konse­kwencje. Nieznany bowiem kierowca, powziąwszy podejrzenie, mógł w drodze zatrzymać wóz i wydać sprawców w ręce władzy.

Stąd wypływa wniosek, że zarówno Ekerling jako pożyczający wóz, jak i sprawcy musieli się dobrze znać i nawzajem mieć do siebie zaufanie, gdyż było to w interesie obu stron i warunkowało skute­czność działania.

Skoro zatem Ekerling, znając sprawców porwania, nie został przez nich poinformowany, jak wykazało śledztwo, o faktycznym przebiegu porwania, a zwłaszcza o tak podstawowym dla każdego szofera fakcie, że wóz był ustawiony po lewej stronie ul. Wejnerta, to stało się to niewątpliwie dlatego, że sprawcy musieli powiadomić go nie o faktycznym, lecz o planowanym przebiegu porwania jeszcze przed lub najpóźniej przy wypożyczaniu od Ekerlinga taksówki, wta­jemniczając go na wypadek ujawnienia numeru wozu w szczegóły swego planu, by wiedział, jak ma się tłumaczyć, a między innymi, musieli go poinformować o szczegółach planowanej akcji, a więc i o tym, że zostanie zatrzymany chłopiec i podać Ekerlingowi jego ryso­pis.

Za koniecznością wtajemniczenia przez sprawców Ekerlinga w plan porwania przed otrzymaniem od niego wozu przemawia okoli­czność, że w razie ustalenia numeru wozu władze mogły telefonicznie w ciągu kilku minut ustalić w MPT, kto w tym dniu obsługuje wóz i Ekerling mógł być przesłuchany wcześniej, niż sprawcy zdążyliby się z nim porozumieć. Z tego wynika nieodparty wniosek, że Ekerling musiał być przygotowany na taką ewentualność.

Przy odmiennym bowiem założeniu, że Ekerling nie wiedział, w jakim celu pożycza sprawcom porwania wóz, nie mógłby zeznać, że chodziło o zatrzymanie chłopca i podać jego rysopisu.

Również nie do przyjęcia jest założenie, że Ekerling dowiedział się o porwaniu po fakcie, tj. przy odbiorze wozu, gdyż w takim wypadku sprawcy niewątpliwie poinformowaliby go o faktycznym

przebiegu wydarzeń, jak ustawieniu wozu po lewej stronie, czasu postoju itp.

Skoro zatem Ekerling jeszcze przed wypożyczeniem sprawcom wozu został przez nich poinformowany, że chłopiec będzie zatrzy­many i wywieziony przez sprawców przy użyciu jego taksówki, a ten fakt ma pozostać tajemnicą wobec władz, przeto należy przyjąć, że Ekerling Ignacy wypożyczył taksówkę ze świadomością, że udziela sprawcom pomocy w uprowadzeniu Bohdana Piaseckiego.

Wiceprokurator Wojewódzki dla m. st. Warszawy1

2. WYCOFANIE AKTU OSKARŻENIA

Po skierowaniu do sądu aktu oskarżenia przeciwko Ekerlingowi Bolesław Piasecki zwrócił się do prokuratora generalnego z wnioskiem o przeprowadzenie rozprawy przeciwko Ekerlingowi przy drzwiach otwartych i pozostawienie sprawy zabójstwa Boh­dana pod nadzorem Prokuratury Generalnej.

Warszawa, dnia 30 października 1959 r.

Tow. Andrzej Burda

Prokurator Generalny PRL

Jako ojciec zamordowanego śp. Bohdana składam następujące wnioski:

1) Ponieważ ma miejsce proces stopniowego rozwiązywania grupy prokuratorów prowadzących śledztwo w sprawie morderstwa, należy się spodziewać, że nadzór nad dalszym śledztwem prowadzić będzie tylko jeden prokurator. Wnoszę o to, aby prokurator ten nale­żał do Generalnej Prokuratury. Stwierdzam, że Prokuratura Stołeczna i jej kierownictwo nie wykazała dostatecznego poczucia odpowie­dzialności za tak poważną i skomplikowaną sprawę. Stwierdzenie swoje motywuję:

a)                 faktem wyznaczenia w pierwszej fazie śledztwa prokuratora Zalewskiego, który dopuścił się karygodnych zaniedbań i błędów;

b)                 faktem niewydania przez prokuratora m. st. Warszawy, bez­pośrednio po zbrodni, nakazu aresztowania Ignacego Ekerlinga,

mimo że przesłanki do takiej decyzji istniały już po pierwszych prze­słuchaniach świadków.

Wydaje mi się poza tym, że nie można wykluczyć, że i w przy­szłości prokurator nadzorujący śledztwo może stanąć wobec tak odpowiedzialnych decyzji, jakie były potrzebne w sprawie mor­derstwa Goca2. Prawidłowość tych decyzji jest w dużo większym stopniu zabezpieczona na szczeblu Generalnej Prokuratury. Pozwa­lam sobie wreszcie przytoczyć, że władze MSW prowadzą ze swej strony akcje operacyjne w sprawie morderców na szczeblu central­nym. Wydaje mi się potrzebne dla dobra sprawy, aby i prokurator nadzorujący dalsze śledztwo należał także do centralnego aparatu kierownictwa Prokuratury.

2)                 Wnoszę o to, aby przed rozwiązaniem grupy prokuratorskiej mogła się odbyć w obecności Tow. Generalnego Prokuratora analiza moich pism do Generalnej Prokuratury z dnia 12 września 1958 r. i 13 lipca 1959 r.

3)                 Wnoszę o to, aby rozprawa przeciwko oskarżonemu Igna­cemu Ekerlingowi odbyła się przy drzwiach otwartych. Tajność roz­prawy wywołałaby następujące, bardzo poważne, złe skutki spo­łeczne:

a)                 elementom antypaństwowym dostarczyłaby argumentu, że w zbrodnię są zamieszane czynniki oficjalne;

b)                 budziłaby nastroje antysemickie;

c)                  byłaby ulegnięciem prowokacyjnej kampanii, której ilustracją jest opublikowany w „Argumentach” artykuł pt. Ostatni mord rytualny.

Przy okazji tej ostatniej sprawy pragnę zilustrować moją tezę o potrzebie rozpracowania określonych środowisk politycznych w celu odnąlezienia sprawców zbrodni.

Właśnie po wniesieniu aktu oskarżenia ukazały się w prasie: arty­kuł Dominika Horodyńskiego w „Nowej Kulturze” pt. Dobrze jest być generałem, w „Więzi” recenzja z mojej książki pisana z określonymi sugestiami oraz wspomniany już artykuł w „Argumentach”. Poza tym w tym samym czasie miał miejsce w klubie „Przedmieście” odczyt J.J. Lipskiego na temat teorii kultury w ideologii ONR-Falanga.

Według mojego rozumowania, zbieżność powyższych wystąpień ze zbliżającym się terminem rozprawy przeciw Ignacemu Ekerlingowi nie jest przypadkowa i trzeba zbadać, czy inspiratorzy obecnej akcji nie są inspiratorami zbrodni. Oczywiście sugestia moja dotyczy inspi­ratorów, o których rozpracowanie wnoszę, a nie poszczególnych autorów artykułów czy odczytu3.

Rozprawa główna została rozpisana na dni 20 i 21 listopada 1959 roku. Wyznaczono też skład sądzący, ustanowieni zostali obrońcy. Na kilka dni przed rozpoczęciem rozprawy zdarzyła się rzecz nie do wiary. Prokuratura zwróciła się do sądu z wnioskiem o zwrot akt śledztwa w celu ich uzupełnienia. Prokurator wojewódzki powołał się w swoim wniosku na to, że w ostatnim okresie, tj. w cza­sie dzielącym datę wniesienia aktu oskarżenia do sądu i datę wniosku, a więc w okresie około sześciu tygodni, wyszły na jaw nowe okoliczności wymagające bliższego rozpracowania w trybie Śledczym. Wobec powyższego Sąd Powiatowy skierował sprawę na posiedzenie niejawne, celem rozpoznania wniosku prokuratury. Na tymże niejawnymposiedzeniu Sąd Powiatowy postanowił uwzględ­nić wniosek prokuratury, wydając stosowne postanowienie o prze­kazaniu sprawy do uzupełnienia śledztwa. W postanowieniu swoim Sąd Powiatowy stwierdził, że prokuratura przedstawiła nowe okoli­czności sprawy, które po ich wyjaśnieniu w trybie śledczym mogą mieć^pływ na ustalenie winy Ekerlinga i jej rozmiaru. Między innymi postanowienie Sądu podaje, że wyszły na jaw powiązania Ekerlinga ze światem przestępczym, jego udział w machinacjach o charak­terze dewizowym i kontakty z osobami, które mieszkają wzdłuż trasy, jaką żądający okupu wskazali wysłannikom Bolesława Pia­seckiego.

Obrońca Ekerlinga złożył na powyższe postanowienie Sądu Powiatowego zażalenie do Sądu Wojewódzkiego dla m. st. War­szawy, wnosząc o uchylenie tego postanowienia i przeprowadzenie rozprawy głównej w oparciu o już wniesiony akt oskarżenia. Zażale­nie to było przedmiotem rozpoznania na posiedzeniu niejawnym Sądu Wojewódzkiego dla m. st. Warszawy, które skończyło się oddaleniem zażalenia obrońcy oskarżonego i utrzymaniem w mocy postanowienia Sądu Powiatowego dla m. st. Warszawy. Na podstawie tegoż postanowienia akta sprawy zostały zwrócone prokura­turze.

Nastąpiła jeszcze jedna niespodzianka. Kiedy zgodnie z treścią postanowienia sądu ujawnione zostały nowe dane, pozwalające na postawienie Ekerlingowi dalszych poważnych zarzutów natury kry­minalnej, Ekerling zwolniony został z aresztu tymczasowego.

1 Akta archiwalne…

 2 Franciszek Goc, zamieszkały przy ulicy Ogrodowej naprzeciw bramy gmachu Sądów, został w sierpniu 1957 roku w sposób nie wyjaśniony zamordo­wany. Władze śledcze włączyły sprawę porwania Bohdana Piaseckiego do śledztwa w sprawie zabójstwa Goca. Sprawcy nie zostali ujawnieni.

 3 Akta archiwalne…

 

V

WNIOSEK BOLESŁAWA PIASECKIEGO O AKTYWIZACJĘ ŚLEDZTWA

Chociaż oficjalnie śledztwo wobec spawców porwania Boh­dana nie zostało umorzone, faktyczny stan rzeczy jednak na to wskazywał. Wyglądało na to, że ani rządowi, ani kierownictwu partii nie zależało na tym, by sprawcy zostali ujawnieni. Jedynie Bolesław Piasecki uparcie przypominał władzom o ich obowiązku wykrycia sprawców i zadośćuczynienia sprawiedliwości. Obawiając się prze­czącego praworządności umorzenia sprawy odwołał się do kierow­nictwa rządu i partii, prosząc o interwencję w sprawie kontynuowa­nia śledztwa.

Tow. Władysław Gomułka I Sekretarz KC PZPR Tow. Aleksander Zawadzki Przewodniczący Rady Państwa Tow. Józef Cyrankiewicz Prezes Rady Ministrów

Jako ojciec porwanego i zamordowanego syna, Bohdana, uzna­łem za konieczne zwrócić się do Towarzyszy piastujących najwyższe funkcje partyjne i państwowe z prośbą, aby zechcieli osobiście prze­czytać załączony dokument.

Niezależnie od mego subiektywnego zaangażowania, jestem poza tym przekonany, że nienaprawienie szkód, jakie poniósł autory­tet organów państwowych przy ściganiu tej zbrodni, będzie trwale zatruwać atmosferę naszego życia społecznego.

Wnoszę przede wszystkim o niedopuszczenie do umorzenia sprawy oraz o kontynuowanie śledztwa aż do wykrycia sprawców zbrodni, ze skoncentrowaniem się na głównych i częściowo utrwalo­nych już śladach. Chodzi o to, aby ślady te były wykorzystane w spo­sób nie krępowany niczym innym poza praworządnością. Wymaga to utrzymania grupy operacyjnej dla sprawy morderstwa w MSW i przy­wrócenia w Generalnej Prokuraturze grupy Prokuratorskiej rozwiąza­nej w listopadzie 1959 r.

Wnoszę także o zalecenie organom ścigania przeprowadzenia dochodzenia mającego na celu ustalenie przyczyn zasadniczych błę­dów popełnionych w dotychczasowym śledztwie. Według mojego przekonania, bez takiego dochodzenia grupa operacyjna MSW, powołana w końcu sierpnia 1958 roku i Generalna Prokuratura nie będą w stanie posiadać pełnego, rzeczowego obrazu sprawy.

W dniu 22 stycznia 1960 roku minęły trzy lata od dokonania zbrodni. W oparciu o długość tego czasu pozwalam sobie raz jeszcze gorąco prosić Towarzyszy reprezentujących Kierownictwo Partii i Rządu o osobiste przeczytanie załączonego dokumentu1.

Warszawa, dnia 4 marca 1960 r.

Pozwalam sobie przesłać odpis załączonego dokumentu Mini­strowi Obrony Narodowej – Tow. Generałowi Broni Marianowi Spy­chalskiemu, któremu także podlegają organa wywiadu.

Za swój obowiązek uważam przesłanie odpisów załączonego dokumentu Towarzyszom mającym urzędowy związek z dotychcza­sowym przebiegiem sprawy w jej różnych fazach: Tow. Antoniemu Alsterowi – Wiceministrowi Spraw Wewnętrznych Tow. Andrzejowi Burdzie – Prokuratorowi Generalnemu PRL Tow. Mieczysławowi Moczarowi – Wiceministrowi Spraw Wewnę­trznych

Tow. Marianowi Rybickiemu – Ministrowi Sprawiedliwości Tow. Janowi Wasilewskiemu – Z-cy Prokuratora Generalnego Tow. Janowi Wasilkowskiemu – Pierwszemu Prezesowi Sądu Naj­wyższego.

Tow. Władysławowi Wicha – Ministrowi Spraw Wewnętrznych2.

Żaden z owych wysoko postawionych towarzyszy nie zdobył się nawet na grzeczność odpowiedzenia na list Piaseckiego. W czerwcu 1961 roku Piasecki skierował wniosek do prokuratury o aktywizację śledztwa. Treść tego wniosku brzmiała następująco:

Warszawa, dnia 10 czerwca 1961 r.

Do Prokuratora Generalnego

Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej

Jak mi wiadomo, w dniu 30 VI61 r. mija termin przedłużenia czasu trwania śledztwa prowadzonego w sprawie zabójstwa mego syna Bohdana.

Dotychczasowe wyniki śledztwa nie doprowadziły do wykrycia sprawców morderstwa oraz wyjaśnienia zagadnień poruszanych w moim memoriale, skierowanym do najwyższych władz państwowych i partyjnych w marcu 1960 r. Ponieważ również zwrócenie przez Sąd Urzędowi Prokuratorskiemu na jego wniosek akt sprawy przeciwko Ekerlingowi, celem uzupełnienia śledztwa, dotąd nie przyczyniło się do wykrycia sprawców morderstwa – pozwalam sobie na złożenie ńa ręce obywatela Prokuratora Generalnego wniosku o aktywizację śledztwa, o którego kontynuowanie wnoszę dla wyjaśnienia okoli­czności zgłoszonych we wspomnianym memoriale oraz omówionych przykładowo niżej zagadnień.

Śledztwo prowadzone w latach 1957 i 1958 zakończyło się wykryciem i ujęciem przestępcy, który udzielił pomocy sprawcom porwania mego syna. Przestępca ten – Ignacy Ekerling – został postawiony przed sądem pod zarzutem udzielenia pomocy niezna­nym sprawcom porwania.

Rozprawa główna przeciwko niemu została już rozpisana i termin jej wyznaczony, jednak na skutek wniosku Prokuratora Wojewó­dzkiego dla m. st. Warszawy o zwrot akt sprawy celem uzupełnienia śledztwa, Sąd Powiatowy dla m. st. Warszawy postanowieniem z dnia 12 listopada 1959 r. zwrócił akta sprawy celem podjęcia dodatko­wych czynności.

Sąd w uzasadnieniu powyższego postanowienia, nie kwestionu­jąc merytorycznej zasadności oskarżenia stwierdził, że z materiałów uzyskanych przez organa MO po wniesieniu aktu oskarżenia wynika, że Ekerling był powiązany ze środowiskiem przestępczym i uważany był w tym środowisku za osobę udzielającą pomocy ukrywającym się przed wymiarem sprawiedliwości, za co pobierał wynagrodzenie.

Organa śledcze, jak to wynika z postanowienia Sądu, wykryły nadto powiązania Ekerlinga z osobami, które zamieszkiwały w pobliżu punktów kontaktowych, zaś ujawnione materiały mogą przyczynić się do ściślejszego ustalenia kontaktów Ekerlinga ze środowiskiem, z którego mogą pochodzić sprawcy.

Sąd stanął w rezultacie na stanowisku, że pogłębienie uzyska­nych materiałów w zakresie kontaktów Ekerlinga może doprowadzić do ujawnienia właściwego środowiska sprawców, a więc w konse­kwencji wykrycia morderców.

Ponieważ wyniki uzupełniającego postępowania w kierunku wskazanym przez Sąd nie przyniosły pozytywnych rezultatów, nie­zależnie od zajętego przeze mnie w memoriale stanowiska co do celowości zwrotu akt Prokuraturze, stojąc przed zaistniałym faktem zlecenia przez Sąd uzupełnienia śledztwa, wnoszę o wyjaśnienie niżej przytoczonych okoliczności celem ustalenia kontaktów Eker­linga ze środowiskiem, z którego mogą pochodzić sprawcy uprowa­dzenia i morderstwa.

W pełni doceniam wagę sprawy przeciwko Ignacemu Ekerlingowi, który ponosi współodpowiedzialność za tragedię mego dziecka, ale nie zapominam przez chwilę, że jego osoba jest zarazem jedynym kluczem do sprawy znalezienia faktycznych inspiratorów i sprawców morderstwa. Dlatego też, po szczegółowym zapoznaniu się z materiałami zawartymi w aktach sprawy, nie mogłem nie zauwa­żyć, iż ustalenia faktyczne w aktach tych zawarte ograniczają się do osoby samego oskarżonego, brak w nich zaś jakichkolwiek dowo­dów, które by wskazywały, że rozpracowanie powiązań Ignacego Ekerlinga przyniosło pozytywne wyniki.

Po zapoznaniu się z motywacją Sądu w przedmiocie zwrotu akt Prokuraturze czekałem na wyniki prac organów powołanych do ści­gania przestępstw sądząc, iż po ich przeprowadzeniu uzyskany zostanie postęp już nie na odcinku sprawy Ignacego Ekerlinga, ale w przedmiocie wykrycia, a co za tym idzie – ujęcia sprawców porwania i zabójstwa mego syna.

Obecny jednak stan sprawy budzić musi uzasadnione i nader poważne zaniepokojenie, mimo że od daty przekazania sprawy Urzę­dowi Prokuratorskiemu upłynął znaczny już okres czasu, śledztwo nie zakończyło się wniesieniem do Sądu nowego aktu oskarżenia. Nie mogę nie zauważyć, iż brak jest danych, aby stwierdzić, iż czynności zapowiedziane przez przedstawicieli Prokuratury Wojewódzkiej przy­niosły efektywne rezultaty. Wydaje się więc, iż zachodzi realne praw­dopodobieństwo, iż Ignacy Ekerling stanie ponownie przed Sądem pod tym samym zarzutem, jaki został przeciw niemu wysunięty w

akcie oskarżenia na podstawie materiałów znanych już w dniu 29 września 1959 r. W tej sytuacji proces przeciw Ekerlingowi byłby jedynie połowicznym sukcesem naszego wymiaru sprawiedliwości, poniósłby bowiem niewątpliwą odpowiedzialność człowiek, który udzielił pomocy sprawcom porwania mego syna, ale jednocześnie byłoby to publiczne stwierdzenie niewykorzystania szansy wykrycia samych sprawców przestępstwa, które niewątpliwie w samej osobie Ekerlinga i okolicznościach, w których wziął on udział, tkwi.

Pozwalam sobie wyrazić niezłomne przekonanie, iż na podstawie akt sprawy przeciwko Ignacemu Ekerlingowi przeprowadzić można śledztwo posiadające realne możliwości ujawnienia inspiratorów i wykonawców zbrodni popełnionej na moim synu. Rzecz w tym, aby te wątki sprawy, które bądź nie były przedmiotem pierwiastkowego śledztwa, bądź też z niezrozumiałych przyczyn były bagatelizowane przez prowadzących dochodzenie, znalazły się w centrum uwagi, aby były w trybie energicznych czynności przepracowane. Moja znajo­mość akt sprawy pozwoliła mi na wyliczenie we wspomnianym’ memoriale z mies. II11960 r. tych okoliczności, bez których sprawdze­nia i ustalenia śledztwo nie może być doprowadzone do efektywnego rezultatu.

Niżej pozwolę sobie jedynie przykładowo wskazać kilka proble­mów, które zdaniem moim, muszą także być przedmiotem wysiłków władz śledczych, jeżeli wysiłki te istotnie uwieńczone być mają powo­dzeniem. Pozwalam więc sobie wskazać, iż prowadzone poprzednio śledztwo nie wyczerpało możliwości wyjaśnienia następujących pro­blemów, które uznać muszę za węzłowe w sprawie:

1) Sprawa doręczenia mi listu pochodzącego od sprawców por­wania.

Jak wiadomo, sprawcy porwania skierowali do mnie list przez pocztę, adresowany na poste restante. W czasie śledztwa domaga­łem się niejednokrotnie, aby zbadać okoliczności, w jakich list ten został nadany i wyczerpać możliwości wykrycia nadawców pisma, którego wysłanie było niewątpliwie jednym z błędów sprawców por­wania.

Nie zamierzam w tym miejscu omawiać kwestii w sposób wyczer­pujący; czyni to memoriał, który pozwalam sobie załączyć do niniej­szego wniosku.

Jest rzeczą oczywistą, iż list został niewątpliwie antydatowany, bowiem w rzeczywistości zbrodniarze nie mogli się narażać na dekonspirację przez nadanie listu na trzy dni przed terminem porwa­nia. W szczególności stwierdzić należy:

a)      list zbrodniarzy w tajemniczy sposób ominął komórkę „w”, gdzie powinien być przeczytany zgodnie z aktualnym wtedy zarzą­dzeniem MSW o kontrolowaniu listów na poste restante zaadresowa­nych na maszynie w okresie przedwyborczym;

b)      kierownik działu poste restante nie skontrolował, czy list był przeczytany w komórce „w”, mimo iż należało to do jego obowiązków;

c)       urzędniczka działu poste restante nie stwierdziła niewłaści­wego ofrankowania listu 60 groszy zamiast 80 groszy;

d)      komórka kontrolująca właściwe ofrankowanie listu nie spo­strzegła popełnionego błędu przez pracowniczkę działu poste restane, co stwierdza prowadzony przez tę komórkę codzienny pro­tokół.

Wskazując na dalsze niespotykane okoliczności wiążące się z listem nadanym przez zbrodniarzy, należy stwierdzić, że datownik, którym został opieczętowany list, został przedwcześnie wycofany, a tak samo zaginęła książka rejestracyjna, w której odbija się pierwszą pieczątkę przy zmianie daty lub godziny. Podkreślić należy również, że koperta wewnętrzna wspomnianego listu, przekazanego przeze mnie władzom MSW dla ujawnienia odcisków linii papilarnych spraw­ców, została zagubiona przez funkcjonariuszy MSW lub zakładu kry­minalistyki.

Wyjaśnienie dokładne wszystkich okoliczności związanych z nadaniem wspomnianego listu na poste restante przez zbrodniarzy może przyczynić się w istotny sposób do ich ujawnienia.

2) Sprawa kontaktu Ekerlinga z Janem Kossowskim.

Ustalono w toku śledztwa, iż Ekerling po swojej nieudanej ucieczce za granicę utrzymywał żywy kontakt z niejakim Janem Kos­sowskim. Był to osobnik, który administrował lokalem mieszkalnym znajdującym się w domu położonym przy al. Świerczewskiego nr 82a, tj. w tym samym domu, w którym znaleziono ciało mego syna i w któ­rym niewątpliwie został on zamordowany. Skoro się zważy, iż Kos­sowski administrował mieszkaniem znajdującym się w wymienionym domu, że z mieszkania tego można było bez trudności przedostać się korytarzem piwnicznym do ubikacji sanitarnej, gdzie ujawniono zwłoki mego syna, że Kossowski pozostawał z Ekerlingiem w ścisłym kontakcie, że jesienią 1957 r. Kossowski nagle opuścił Polskę – jasnym jest, że zbadanie środowiska, z którego wywodził się Kos­sowski oraz istoty jego bliskiego kontaktu z Ekerlingiem muszą być przedmiotem rozpracowania.

Nie wdając się w szczegóły poruszanego problemu (szczegóły te, podobnie jak odnośnie innych poruszanych w niniejszym wniosku kwestii, zawarte są w moim memoriale), pozwalam sobie podnieść, iż zarówno wybór miejsca, w którym zwłoki zostały ukryte, a które to miejsce było według wszelkich danych także miejscem zabójstwa mego syna, wskazuje na to, iż sprawcy znali dokładnie dom przy al. Świerczewskiego 82a, że nadto dowiezienie mego syna po porwaniu pod gmach Sądów na al. Świerczewskiego, położonego naprzeciw domu oznaczonego nr 82a wskazuje na to, iż lokal znajdujący się w tym domu był z góry przewidziany jako miejsce przechowania syna i ukrycia jego zwłok. Należy również nadmienić, że możliwości prze­trzymywania syna w pobliżu miejsca znalezienia zwłok i ogłuszenia go tępym narzędziem nie wykluczają ani wyniki sekcji zwłok, ani mate­riały śledztwa.

Reasumując wyżej przytoczone fakty należy stwierdzić, że możli­wość udziału Jana Kossowskiego w zabójstwie Bohdana opiera się na następujących przesłankach:

a)      Jan Kossowski znał Ekerlinga i pozostawał z nim w kontak­tach w czasie zabójstwa i w kilka miesięcy po morderstwie, a zwłaszcza w ważnym dla Ekerlinga okresie powrotu do Warszawy po nieudanej ucieczce;

b)      administrował zakonspirowanym lokalem nieruchomości przy al. Świerczewskiego nr 82a, tj. w domu, gdzie znaleziono zwłoki;

c)       lokal ten dla realizacji zamierzonego zabójstwa syna przed­stawiał, jak już wyżej podano, wyjątkową wartość;

d)       z lokalu tego można było bez trudności przenieść piwnicznym korytarzem nieprzytomnego syna do ubikacji, gdzie ujawniono zwłoki;

e)      doznane obrażenia, ujawnione w toku sekcji zwłok Bohdana, całkowicie dopuszczają wersję o zadaniu przez sprawców ciosu w głowę, celem doprowadzenia syna do nieprzytomności i przeniesie­nia go do piwnicy;

f)        wybór miejsca przechowania zwłok, tj. piwniczna ubikacja sanitarna, w zasadzie nie używana, wskazuje, że sprawcy musieli dobrze znać powyższą nieruchomość;

g)      Jan Kossowski, jako były funkcjonariusz MO, znający formy działania organów ścigania oraz mając znajomości wśród funkcjona­riuszy MO, mógł skutecznie zacierać ślady przestępstwa;

h)      Kossowski jesienią 1957 roku bez przeszkód wyjechał za granicę;

i)       dotychczasowe materiały śledcze nie dostarczyły dowodów stwierdzających, że zabójstwo Bohdana nastąpiło w inny sposób, wykluczający przyjęcie powyższej wersji.

Idąc kierunkami założeń wyrażonych we wspomnianym posta­nowieniu Sądu, wydaje się niezbędnym zbadanie przede wszystkim środowiska, z którym kontaktował się Kossowski oraz ustalenie na podstawie materiałów posiadanych przez organa ścigania, czy i kiedy Kossowski był już ujawniony przez te organa jako osoba kon­taktująca się z Ekerlingiem oraz w jakich okolicznościach, kiedy i dla­czego uzyskał zezwolenie na wyjazd za granicę.

W tych warunkach wskazanym jest wykorzystanie nowych mate­riałów, które stały się powodem przekazania akt Prokuraturze łącznie z materiałami dotyczącymi osób zamieszkałych na trasie kontaktów oraz osób powiązanych z Ekerlingiem w latach 1957-1959.

3)      Sprawa telefonu nr 403-68.

Jest rzeczą bezsporną, że telefon oznaczony numerem tym znaj­dował się w czasie porwania mego syna w domu znajdującym się vis- à-vis miejsca porwania. Numer tego telefonu zapisany był w notatniku Ekerlinga, przy czym odnośny zapis był w notatniku ukryty w ten spo­sób, iż tylko szczegółowa analiza zapisków notatnika mogła numer ten ujawnić. Ekerling stanowczo zaprzeczył, aby znał kogokolwiek z mieszkańców ulicy Naruszewicza lub też aby kiedykolwiek odbywał z osobą tam zamieszkałą rozmowę telefoniczną. Zestawienie tych oko­liczności stanowi uzasadnienie pewności, iż telefon nr 403-68 ode­grał w porwaniu lub przygotowaniu do porwania swą rolę. Stwier­dzam, iż Ekerling na temat omawianej okoliczności nie został w spo­sób dostateczny rozpytany, jak również, że nie przeprowadzono sto­sownych czynności, aby ustalić, jakie osoby w dniu porwania mego syna miały do wspomnianego telefonu dostęp.

4)      Sprawa tzw. punktów kontaktowych a znajomi Ekerlinga.

Ustalono w czasie śledztwa, że sprawcy porwania wyznaczyli

punkty kontaktowe zawierające informacje dla osoby, która miała kontakt z nim nawiązać w takich punktach, które mogłyby być obser­wowane z mieszkań bliskich znajomych Ekerlinga. Tego rodzaju usy­tuowanie jednego punktu kontaktowego mogłoby być przypadko­wym, nie może być jednak przypadkiem w sytuacji, kiedy wszystkie

punkty kontaktowe w ten, a nie inny sposób zostały umieszczone. Aby nie być gołosłownym pozwałam sobie przypomnieć, że punkt na ul. aleja na Skarpie mieścił się w domu zamieszkałym przez znajomego Ekerlinga – Rodziewicza, punkt na ul. Jakubowskiej umieszczony został w domu zamieszkałym przez Szewca Szyję, punkt przy ul. Koziej był w polu widzenia mieszkania Toruńczyka, wreszcie punkty na ul. Dynasy i Zajęczej były w polu widzenia mieszkania wspomnia­nego Rodziewicza.

Powyższe fakty stwarzają przekonanie, iż powyżej wymienieni bliscy znajomi Ekerlinga posiadają informacje związane z przedmio­tem niniejszej sprawy. Było to rzeczą osób odpowiedzialnych za prze­prowadzenie śledztwa dokładne rozpracowanie wspomnianych osób, ich środowisk i kontaktów. Przejście do porządku dziennego nad ustaleniem, o którym mowa wyżej – jest jeszcze jednym z niezro­zumiałych, a rażących błędów uprzednio prowadzonego śledztwa.

5) Sprawa dezinformacji władz.

Wymaga dokładnego wyjaśnienia, kto i z jakich przyczyn usiło­wał niejednokrotnie wprowadzić w błąd władze, w których gestii znaj­dowało się śledztwo. Nie zamierzam w tym miejscu wskazać wszy­stkich przypadków dezinformacji, które zmierzały wyraźnie bądź do skierowania śledztwa na niewłaściwy tor, bądź też do uniemożliwienia w ogóle wykrycia sprawców, bądź wreszcie do zwolnienia tempa ustaleń dokonywanych w czasie czynności śledczych. Pozwalam sobie jedynie wskazać, iż usiłowano ułatwić Ekerlingowi ucieczkę z Polski przez informowanie władz MSW, że trasa ucieczki biegnie przez Szczecin, gdy w rzeczywistości biegła ona przez Zebrzydowice (T.IV, k. 28 i 59 akt Ekerlinga), usiłowano ukryć przed Milicją Obywa­telską fakt, że Ekerling jest kierowcą taksówki, w której syn mój został uwięziony, usiłowano uniemożliwić ustalenie odcisków palców osób, które nadały omawiany w punkcie 1) niniejszego wniosku list przez jego zniszczenie; przeprowadzono wizje lokalne przy udziale samego Ekerlinga, a bez udziału naocznych świadków porwania, którzy wezwani byli do wizji dopiero wtedy, gdy Ekerling w wyniku poprzed­nich wizji był już zorientowany w całokształcie okoliczności porwania; dopuszczono się gróźb wobec naocznych świadków zajścia, jak np. kolegi mego syna, ucznia nazwiskiem Szczęsny. Warto w tym miejscu również przytoczyć wręcz zadziwiające zeznanie biorącego udział w wizji miejsca porwania Bohdana oficera MO, Gontarza (T. III, k. 66 akt Ekerlinga), który zeznał, że głównym świadkiem, na którym oparto wizję, był Ekerling, któremu „wierzono bezkrytycznie”. Słowem, wystąpiło szereg zjawisk, które niewątpliwie miały ścisły związek ze zbrodnią popełnioną na moim synu, a które nie zostały w toku śledztwa w sposób należyty wyjaśnione.

Nierozpracowanie powyższych wydarzeń o tyle musi budzić zdziwienie, że ustalenie dezinformatorów w kilku z wymienionych przypadków nie nasuwa żadnych trudności. Aby ustaleń tych doko­nać, należało przeprowadzić tak podstawowe czynności śledcze, jak odebranie wyjaśnień od tych urzędników służby śledczej, którzy byli dezinformowani.

6) Sprawa zaginięcia dowodów rzeczowych.

Bardzo znamienny jest fakt zaginięcia istotnych dla sprawy dowodów rzeczowych.

Badanie fonograficzne nagranych głosów sprawców, którzy w pierwszych dniach porwania syna przeprowadzali ze mną rozmowy telefoniczne w sprawie okupu, wykazały, iż rozmowy były przeprowa­dzane przez kilku sprawców.

Stąd bardzo ważnym w śledztwie zagadnieniem jest rozpoznanie głosów poszczególnych rozmówców. Tymczasem pierwsza rozmowa nagrana na taśmę została w okresie przechowywania jej w aktach MSW z nie wyjaśnionych przyczyn zatarta. Wobec tego niemożliwym stało się ewentualne rozpoznanie głosu jednego ze sprawców, może najważniejszego, który mógł nie występować w następnych roz­mowach, a który ewentualnie mógł być rozpoznany w czasie odtwa­rzania z taśmy rozmów przez radio i telewizję.

Została też zagubiona przez funkcjonariuszy MSW fotografia jednej z osób, co do której bezpośredni świadkowie porwania syna, którzy widzieli sprawców, stwierdzili, że jest podobna do jednego z porywaczy.

Zagubiono też tak ważny dowód rzeczowy, jak wspomniana już koperta wewnętrzna, zawierająca ślady odcisków palców sprawców, i datownik Urzędu Pocztowego.

Zagubiono także klisze zdjęć osób fotografowanych w restau­racji „Kameralna” w czasie pobytu w niej ks. Suwały.

W sprawie powyższych karygodnych zaniedbań nie wyjaśniono przyczyn zaistnienia oraz nie ustalono osób, które ponoszą za to odpowiedzialność.

Pozwoliłem sobie przedstawić wyżej tylko kilka problemów, któ­rych uprzednio prowadzone śledztwo nie wyjaśniło, względnie nawet

nie usiłowało wyjaśnić. Wymieniam je jedynie przykładowo, nie wyczerpują one bowiem listy tych kwestii, których rozpracowania domaga się zasada konsekwencji i logiki śledztwa, a które zawarte są między innymi w załączonym memoriale. Nie wątpię, iż funkcjona­riusze, którzy bezpośrednio prowadzili łub nadzorowali śledztwo, są w stanie wskazać dalsze kwestie, bez zbadania których śledztwo nie może być uznane za prawidłowo przeprowadzone.

Tylko śledztwo, które uwzględni wszystkie aspekty ujawnione w materiale dowodowym, będzie mogło być uznane za prawidłowo przeprowadzone. Każde inne śledztwo, które pominie te aspekty, będzie musiało być uznane za niewyczerpujące i przeprowadzone sprzecznie z wymogami, jaki kryminalistyka dochodzeniu stawia.

Od momentu dokonania bezprzykładnej zbrodni porwania i zamordowania mojego dziecka minęło cztery lata i przeszło cztery miesiące. Właśnie dlatego, że wierzę w ostateczny sukces organów powołanych do ścigania zbrodni – dokumenty składane przeze mnie są proste. W tej też intencji przedkładam Prokuratorowi Generalnemu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej i powyższy wniosek3.

 

1        Dokument ten był podobny w treści do cytowanego dalej wniosku z 10 czerwca 1961 r. do prokuratora generalnego.

2              Akta archiwalne…

3 Ibidem.

 

VI

UMORZENIE SPRAWY

Wniosek Bolesława Piaseckiego o aktywizację śledztwa nie znalazł żadnego odgłosu. Trudno powiedzieć, czy prowadzone były jakiekolwiek czynności śledcze w sprawie zabójstwa Bohdana Pia­seckiego. Sprawa procesu sądowego przeciwko Ekerlingowi jakby przestała istnieć.

Pod koniec lat sześćdziesiątych pojawiły się w prasie zagrani­cznej wzmianki o przypuszczalnym wznowieniu procesu Ekerlinga. Tłumaczone to było uaktywnieniem walk frakcyjnych na tle syjoni­stycznym wewnątrz partii i umocnieniem grupy „antysemitów”1.

Pogłoski nie sprawdziły się. Do żadnego procesu nie doszło. Argumentowanie więc, że „antysemici” szukali zemsty albo nie pokrywało się z prawdą, albo grupa „syjonistów” musiała wciąż wywierać tak duży wpływ na koła partyjno-rządowe, że rzekomi „antysemici” nie mieli żadnych szans przeforsowania swoich żądań.

Sprawa zabójstwa Bohdana Piaseckiego musiała jednak pozostawać w kręgu zainteresowań MSW. Na początku roku 1973 jeden z oficerów MSW, najprawdopodobniej bez wiedzy swoich przełożonych, nawiązał kontakt z Ryszardem Sienkiewiczem, zaufa­nym człowiekiem Bolesława Piaseckiego. Oficer ów podczas kilka­krotnych spotkań z Sienkiewiczem dał do zrozumienia, że MSW jest w posiadaniu szczegółowych informacji dotyczących sprawców morderstwa. Bolesław Piasecki, wątpiąc w motywy działania owego oficera, zwrócił się do „właściwych władz” oczekując potwierdzenia otrzymanych informacji. Odpowiedzią władz było zwolnienie oficera z MSW. Piasecki interweniował u prokuratora generalnego, doma­gając się wyjaśnień w powyższej sprawie.

Warszawa, dnia 16 sierpnia 1973 r.

Prokuratura Generalna PRL

Ob. Prokurator Józef Gargul

Warszawa

W końcu stycznia i na początku lutego br. oficer MSW należący do grupy poszukującej zbrodniarzy, którzy zamordowali mego syna Bohdana, z własnej inicjatywy nawiązał kontakt z Ryszardem Sienkie­wiczem. Motywy nawiązania kontaktu wyjaśnia ów oficer w załączo­nych dokumentach. Ryszard Sienkiewicz, obecnie dyrektor jednego z zakładów ZZG, jest wyznaczonym przeze mnie człowiekiem do kontaktów wynikających z toczącego się śledztwa.

Kierując się zasadą pryncypialnej lojalności wobec władz śled­czych, przekazałem materiały zawierające treść kontaktów z owym oficerem właściwym władzom. Jak dotychczas, jedynym skutkiem przekazania przeze mnie załączonych informacji było zwolnienie z pracy wspomnianego oficera MSW. Jest sprawą dla mnie zasadniczą jako ojca Bohdana, a także jako dla działacza państwowego, że mimo upływu pół roku właściwa grupa MSW nie nawiązała ze mną kontaktu w sprawie wyjaśnień, które powinienem otrzymać.

W związku z powyższym, w interesie śledztwa wnoszę o ustalenie nazwiska oficera, który nawiązał kontakt z Ryszardem Sienkiewi­czem. Wspomniany oficer MSW twierdzi, że z przyczyn obawy przed sankcjami zaprzeczał konsekwentnie wobec swoich przełożonych faktom kontaktu z Ryszardem Sienkiewiczem. Jestem przekonany, że Prokuratura, kierując się dobrem śledztwa/zdecyduje się przesłu­chać owego oficera gwarantując niewyciąganie sankcji dyscyplinar­nych. Istotnym jest przecież fakt, że wspomniany oficer przekazywał • informacje w trosce o postęp śledztwa – ojcu zamordowanego.

W szczególności wnoszę o:

a)                   ujawnienie wobec mnie wszelkich dokumentów adresowa­nych do mnie, a przejmowanych przez dawne władze bezpie­czeństwa bez powiadomienia mnie o ich treści;

b)                   przeprowadzenie ze mną wymiany poglądów na temat stanu śledztwa po przesłuchaniu wspomnianego oficera MSW i po analizie materiałów, które dostarczył i dostarczyć może.

Załączniki:

5 notatek Ryszarda Sienkiewicza2.

Bolesław Piasecki nie zamierzał pogodzić się z rażąco nie­sprawiedliwym odłożeniem sprawy zabójstwa jego syna ad acta. W grudniu 1976 roku skierował swe kolejne pismo do władz, tym razem do Stanisława Kani, sekretarza KC odpowiedzialnego za sprawy bezpieczeństwa.

Warszawa, dnia 3 grudnia 1976 r.

Tow.

Stanisław Kania

Członek Biura Politycznego

Sekretarz KC PZPR

1.                   Po wielokrotnej analizie i przestudiowaniu materiałów prze­ciwko Ignacemu Ekerlingowi stwierdzam, że są pełne podstawy do wniesienia przeciwko niemu aktu oskarżenia o udział w porwaniu, którego celem była zbrodnia zabójstwa mego syna Bohdana.

2.                   Przekonanie moje potwierdza aktualna opinia Prokuratury Generalnej i właściwych władz bezpieczeństwa, z którymi sprawę szczegółowo omawiałem.

3.                   Od dnia 29 września 1959 roku, tj. od daty wniesienia pierw­szego aktu oskarżenia przeciwko Ekerlingowi do Sądu, materiały dowodowe przeciw niemu uległy powiększeniu i uzupełnieniu.

4.                   Nieprawdziwą okazała się celowo kolportowana plotka o tym, że Ignacy Ekerling miał zawał. Wskazanym jest dodatkowe przesłu­chanie Ekerlinga i jego żony, mimo że nie stanowi ono warunku nie­zbędnego dla uzasadnienia ponownego aktu oskarżenia.

5.                   Nałeży przy tym zaznaczyć, że ponowne wniesienie aktu oskarżenia jest niezbędnym aktem przywracającym zasadę prawo­rządności. Wycofanie bowiem aktu oskarżenia i zwrócenie przez Sąd Powiatowy dla m. st. Warszawy w dniu 12 listopada 1959 r. było wyni­kiem niepraworządnej interwencji ministra Alstera. Interwencja ta nie­stety w ówczesnych warunkach znalazła posłuch, jaskrawo narusza­jąc obowiązujące przepisy prawne.

Już w roku 1960 w obszernym memoriale do władz państwowych i partyjnych pisałem: „Sąd I Instancji, w danym wypadku Sąd Powiatowy dla m. st. Warszawy, może zwrócić akta sprawy Prokuraturze w celu uzupełnienia śledztwa w oparciu o dwa przepisy prawne, a mia­nowicie w oparciu o przepis art. 251 § 1 Kodeksu Postępowania Kar­nego oraz w oparciu o przepis art. 251 § 1 Kodeksu Postępowania Karnego oraz w oparciu o przepis art. 305 § 1 tegoż Kodeksu.

Przepis art. 251 § 1 KPK ma zastosowanie w przypadku, gdy Pre­zes Sądu po otrzymaniu akt sprawy, a przed doręczeniem aktu oskarżenia stwierdzi, że mają miejsce okoliczności uzasad­niające umorzenie postępowania, albo że akt oskarżenia został zło­żony przez nieuprawnionego oskarżyciela, albo że Sąd, do którego akta sprawy Prokuratura skierowała, jest niewłaściwy, albo wreszcie, że należy uzupełnić śledztwo lub dochodzenie. Żadna z powyższych przesłanek w sprawie niniejszej nie zachodziła. Prezes Sądu akt oskarżenia uznał za sporządzony zgodnie z prawem. Polecił doręczyć go oskarżonemu Ekerlingowi i wyznaczył termin rozprawy głównej. Tym samym przepis art. 251 § 1 KPK nie mógł być podstawą prawną do zwrotu akt Prokuraturze, przepis ten bowiem wyraźnie stanowi, iż przekazanie akt w tym trybie może nastąpić tylko przed doręczeniem oskarżonemu odpisu aktu oskarżenia.

Przepis art. 305 § 1 KPK stanowi, że Sąd może przekazać akta sprawy Prokuraturze celem uzupełnienia śledztwa, jeżeli na roz­prawie okaże się, że zachodzą istotne braki w przeprowadzeniu śledztwa, których w toku rozprawy głównej przed Sądem uzupełnić nie można. Jest rzeczą – w świetle wykładni tego przepisu – oczy­wistą, że przekazanie akt w trybie wspomnianego przepisu, celem uzupełnienia śledztwa, może nastąpić dopiero w toku rozprawy głównej, tj. zgodnie z przepisem art. 293 Kodeksu Postępowania Karnego przynajmniej po wywołaniu sprawy i odczytaniu aktu oska­rżenia. Godzi się podnieść, iż faktycznie przepis art. 305 § 1 KPK ma zastosowanie dopiero po przeprowadzeniu przynajmniej części postępowania dowodowego, bowiem wtedy okazać się może, iż śledztwo dotknięte zostało tego rodzaju brakiem, który nie jest moż­liwy do usunięcia przed Sądem.

Tak więc i przepis art. 305 § 1 KPK, na który Sąd Powiatowy dla m. st. Warszawy powołuje się w swoim postanowieniu o przekazaniu akt sprawy Prokuraturze, nie ma w sprawie niniejszej zastosowania, bowiem rozprawa główna w ogóle nie zaczęła się.

Po starannym rozważeniu całości problemu w sumieniu obywa­telskim, a nie ojcowskim, z całą siłą wyrażam przekonanie, że nie­dopuszczalną byłaby bezkarność przestępcy mającego udział w

zbrodni zabójstwa. Sprawa morderstwa Bohdana ma wymiar moralny w skali opinii powszechnej, która oczekuje i domaga się przestrzega­nia praworządności.

Wnoszę o nadanie biegu sprawy przez ponowne wniesienie aktu oskarżenia przeciwko Ignacemu Ekerlingowi, gdyż termin 22 stycznia 1977 roku jest już dwudziestą rocznicą popełnienia zbrodni.

Stanisław Kania, tak jak poprzedni adresaci listów Piasec­kiego, nie raczył odpowiedzieć. W październiku 1977 roku zmarł Ignacy Ekerling, w styczniu 1979 roku po ciężkiej chorobie zmarł Bolesław Piasecki. Przed śmiercią przekazał swemu synowi Jaro­sławowi, by przejął po nim śledzenie sprawy zabójstwa Bohdana. W listopadzie 1981 roku Jarosław Piasecki zwrócił się do Prokuratury Generalnej o wznowienie śledztwa.

Warszawa, dnia 25 listopada 1981 r.

Prokuratura Generalna Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej

Ob. Prokurator Franciszek Rusek

Warszawa

Zbliża się dwudziesta piąta rocznica zbrodni, której ofiarą padł mój brat, śp. Bohdan Piasecki. Dnia 22 stycznia 1957 roku został on uprowadzony, a następnie zamordowany. Ciało szesnastoletniego chłopca zostało odnalezione 8 grudnia 1958 roku.

Pismo niniejsze podyktowane jest moim najwyższym obywatel­skim niepokojem w związku z niewykryciem dotychczas sprawców zbrodni.

Znana jest władzom państwowym olbrzymia skala działalności mojego ojca, śp. Bolesława Piaseckiego, w sprawie skutecznego i praworządnego prowadzenia śledztwa. Została ona udokumento­wana setkami notatek kierowanych do Ministerstwa Spraw Wewnę­trznych i do Prokuratury Generalnej, gruntownymi opracowaniami zawierającymi wnioski i postulaty wynikające z toku postępowania w sprawie zbrodni. W dokumentach tych wyrażone jest przekonanie, iż Bohdan padł ofiarą morderstwa w konsekwencji poglądów i działal­ności ideowo-politycznej swojego ojca. Ocena ta, szeroko podzie­lana, nadaje sprawie zabójstwa Bohdana wymiar moralny w skali powszechnej opinii społecznej w Polsce. Opinią tą wstrząsnęła i żyje w niej nadal.

Fakt, iż toczące się śledztwo nie doprowadziło do ujawnienia i pociągnięcia do odpowiedzialności sprawców zbrodni, nie wyjaśniło

okoliczności morderstwa popełnionego z premedytacją na dziecku w okresie haniebnej, nienawistnej kampanii politycznej skierowanej przeciwko jego ojcu, posiada zdecydowanie ujemną funkcję spo­łeczną. Żaden zdrowo myślący Polak nie pogodzi się ze słabością własnego państwa wobec tak zbrodniczego działania zła w życiu kraju. Długi upływ czasu zaostrza potrzebę ujawnienia sprawców morderstwa. Domaga się tego obywatelskie poczucie bezpie­czeństwa, wymaga tego autorytet władzy państwowej. Dlatego też, pozwalając sobie zwrócić uwagę na zbliżanie się dwudziestej piątej rocznicy zbrodni, wnoszę usilnie o spowodowanie przez Ob. Prokura­tora odpowiedniej intensyfikacji działań w sprawie śledztwa, aż do ustalenia pełnej prawdy o zabójstwie Bohdana.

Odpis otrzymują: Premier Rządu PRL Rada Państwa PRL Ministerstwo Sprawiedliwości PRL Ministerstwo Spraw Wewnętrznych

Jarosław Piasecki

Na list Jarosława Piaseckiego Prokuratura Generalna odpo­wiedziała 29 stycznia 1982 roku postanowieniem o umorzeniu śledztwa.

29 stycznia 1982 r.

Prokuratura Generalna Departament Postępowania Karnego Sygn. akt. DP 05/71

Postanowienie o umorzeniu śledztwa

Józef Gargul – Prokurator Prokuratury Generalnej w Warszawie w sprawie zabójstwa Bohdana Piaseckiego w dniu 22 stycznia 1957 r. w Warszawie na zasadzie art. 11 pkt 6, 280 § 1 kpk

postanowił

umorzyć śledztwo w sprawie uprowadzenia o godz. 13.45 w dniu 22 stycznia 1957 r. w Warszawie i następnie zabójstwa 16-letniego ucznia, Bohdana Piaseckiego, przez zadanie mu w lewą skroń uderzenia

narzędziem tępym i ciosu nożem w okolicę serca, co spowodowało jego natychmiastowy zgon, tj. o czyn z art. 225 § 1 kk z 1932 r. – wobec przedawnienia i niewykrycia sprawców tej zbrodni.

Uzasadnienie

Stanowiące przedmiot tego postępowania przygotowawczego zdarzenie na długi czas i głęboko poruszyło opinię publiczną. Na 16- -letnim uczniu Liceum im. Św. Augustyna, Bohdanie Piaseckim, doko­nano wyjątkowo barbarzyńskiej zbrodni – zabójstwa.

Dwóch dotychczas nie zidentyfikowanych sprawców uprowa­dziło go samochodem w chwili, gdy w towarzystwie kolegów wracał po lekcjach do domu rodzicielskiego. Ustalono, że samochód ten był taksówką warszawskiego MPT, oznaczoną nrT-75-222. W dniu prze­stępstwa, tj. 22 stycznia 1957 r. pozostawał on w dyspozycji kierowcy MPT – Ignacego Ekerlinga, zmarłego w Warszawie dnia 8 paździer­nika 1977 r.

Śledztwo przeciwko Ignacemu Ekerlingowi, któremu przedsta­wiono zarzut udzielenia pomocy do zabójstwa Bohdana Piaseckiego przez wypożyczenie taksówki jego porywaczom i zabójcom celem przewiezienia go do miejsca dokonania zbrodni na tym chłopcu, umorzono postanowieniem z dnia 22 grudnia 1978 r.

Wielokrotnie przesłuchiwany w charakterze podejrzanego Ignacy Ekerling nie przyznał się do winy i składał wyjaśnienia, które w żadnym przypadku nie umożliwiały zidentyfikowania zabójców Boh­dana Piaseckiego. Jego zwłoki znaleziono dopiero dnia 8 grudnia 1958 r. w piwnicy domu nr 82a przy al. Świerczewskiego w Warsza­wie.

Oględziny zwłok wykazały, że w klatce piersiowej po stronie lewej tkwił sztylet, którego ostrze miało 16 cm długości. Sztylet drążył przez mięśnie międzyżebrowe i przez całą grubość płuca lewego. Ustalono również szczelinowate pęknięcie kości ciemieniowej lewej, przecho­dzące przez łuskę kości skroniowej lewej na podstawę czaszki oraz szczelinowate pęknięcie w obrębie siodełka tureckiego i rozluźnienie szwu wieńcowego lewego. Obrażenia głowy zostały zadane narzę­dziem tępym. Według opinii lekarskiej prawdopodobnie zaszedł tu zbieg przyczyn śmierci Bohdana Piaseckiego. Zarówno bowiem obrażenia klatki piersiowej, jak i głowy mogły – każde z osobna – stać się przyczyną jego zgonu.

Należy dodać, że zamordowanie chłopca nastąpiło najprawdo­podobniej zaraz po uprowadzeniu go. Mogą za tym przemawiać

rezultaty oględzin jego odzieży, a zwłaszcza bielizny (czyste, wolne od śladów potu rękawy i kołnierzyk koszuli).

W czasie śledztwa, które powierzono do przeprowadzenia w całości organom MO, sprawdzono i wyeliminowano definitywnie mnóstwo podejrzeń sprawstwa. Na ślad przestępców – sprawców zabójstwa nie natrafiono. Niezależnie od innych uwarunkowań nie­małą przeszkodę w poznaniu prawdy stanowiła wspomniana już postawa Ignacego Ekerlinga, który nie złożył szczerych wyjaśnień.

Od chwili popełnienia tej haniebnej zbrodni upłynęło już 25 lat. Kontynuowanie śledztwa nie jest zatem dopuszczalne (art. 11 pkt 6 kpk).

Wobec niemożności dalszego prowadzenia tegoż śledztwa postanowiono jak na wstępie.

Prokurator Prokuratury Generalnej Józef Gąrgul

Wydawałoby się iż na obejmującym dwie strony maszynopisu uzasadnieniu znajdą się wyjaśnienia i argumenty przekonywające o słuszności umorzenia śledztwa. Miast uzasadnienia otrzymujemy opis porwania i dokładne szczegóły zabójstwa. Zaledwie w ostatnim zdaniu czytamy, że śledztwo zostaje umorzone, bo od zbrodni upły­nęło 25 lat. Ani słowa o tym, dlaczego po wycofaniu aktu oskarżenia przeciwko Ekerlingowi śledztwo zostało praktycznie zawieszone i to na tak długi okres, że doszło do przedawnienia zbrodni. „Uzasad­nienie” prokuratury jest ukoronowaniem jej konsekwentnego dzia­łania w kierunku niewykrycia sprawców morderstwa. Zachowanie Prokuratury Generalnej w tej sprawie, wyraźne na tle całej kore­spondencji Bolesława Piaseckiego do niej adresowanej, świadczy o tym, że nie spełnia ona funkcji, do jakich została powołana – do ochrony praworządności. Zrozumiałe jest, że Jarosław Piasecki nie pogodził się z decyzją umorzenia śledztwa. Zwrócił się listownie do gen. Wojciecha Jaruzelskiego z prośbą o wyjaśnienie zabójstwa swojego brata. List doręczony został do rąk gen. Jaruzelskiego za pośrednictwem Jana Dobraczyńskiego, prezesa PRON.

Warszawa, dnia 5 listopada 1984 r.

Ob. Generał Armii Wojciech Jaruzelski

Prezes Rady Ministrów

Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej

Warszawa

Wstrząs wywołany uprowadzeniem i zabójstwem ks. Jerzego Popiełuszki odnawia pamięć w społeczeństwie polskim o zbrodni, której ofiarą padł Bohdan Piasecki, syn Bolesława Piaseckiego. Dnia 22 stycznia 1957 roku został on porwany, a następnie zamordowany. Ciało szesnastoletniego chłopca, ucznia Liceum Św. Augustyna, zostało odnalezione przypadkowo po upływie prawie dwóch lat, 8 grudnia 1958 r.

Śledztwo prowadzone w tej sprawie przez okres dwudziestu pię­ciu lat nie doprowadziło do ujawnienia i pociągnięcia do odpowie­dzialności sprawców zbrodni. Początkowy okres śledztwa należy ocenić zdecydowanie negatywnie. Obiektywnie utrudnił on docho­dzenie do prawdy w latach późniejszych. Nie jest możliwe, aby kardy­nalne błędy, które wówczas popełniono, były dziełem przypadku. Nie zostały wyjaśnione okoliczności morderstwa popełnionego z preme­dytacją na dziecku w okresie haniebnej, nienawistnej kampanii polity­cznej skierowanej przeciwko jego ojcu. Bolesław Piasecki, zwracając się wielokrotnie do władz państwowych o skuteczne i praworządne prowadzenie śledztwa, wyrażał jednocześnie przekonanie, że Boh­dan padł ofiarą morderstwa w konsekwencji poglądów i działalności ideowo-politycznej swojego ojca. Ocena ta, szeroko podzielana, nadała sprawie zabójstwa Bohdana wymiar moralny w skali całej opi­nii publicznej w Polsce. Tym bardziej iż postawa zajmowana przez Bolesława’ Piaseckiego odpowiadała żywotnym interesom państwo­wym.

Nie można pogodzić się ze słabością własnego państwa wobec tak zbrodniczego działania zła. Domaga się tego obywatelskie poczu­cie bezpieczeństwa, wymaga tego autorytet władzy państwowej. Dla­tego też, reprezentując rodzinę zamordowanego, pozwalam sobie w obecnej chwili szczególnie silnie zwrócić uwagę Ob. Premiera na fakt, że brak wyjaśnienia pełnej prawdy o sprawcach zabójstwa Bohdana Piaseckiego pełni w naszym kraju zdecydowanie ujemną funkcję społeczną.

Jarosław Piasecki

Na powyższy list Jarosława Piaseckiego odpowiedział 9 sty­cznia 1985 roku płk J. Chomętowski z gabinetu ministra spraw wew­nętrznych.

W związku z pismem Obywatela przesłanym do Prezesa Rady Ministrów za pośrednictwem przewodniczącego Rady Krajowej PRON, z polecenia Ministra Spraw Wewnętrznych uprzejmie infor­muję, że resort spraw wewnętrznych podziela w pełni wyrażony w piś­mie pogląd, że niewykrycie sprawców i okoliczności zbrodni mor­derstwa Bohdana Piaseckiego rzutuje ujemnie na sprawność orga­nów ścigania.

Obiektywnie trzeba jednak przyznać, że zmierzając do wykrycia sprawców zbrodni MSW podejmowało rozległe i różnorodne działa­nia, angażując w nie wiele sił, środków i energii.

Ta tragiczna zbrodnia głęboko wpisała się również w pamięć sze­regu pracowników resortu s[praw] w[ewnętrznych] angażowanych do działań związanych z wyjaśnieniem jej okoliczności. Dlatego reagują oni nadal na wszelkie sygnały, szczegóły i okoliczności, które mogą rzucać nowe światło na sprawę i służyć jej wyjaśnieniu.

Rozumiejąc głęboki ból rodziny B. Piaseckiego, na Pańskie ręce przesyłamy wyrazy szczerego Współczucia [.]

Godny podkreślenia jest fakt, iż była to pierwsza listowna odpowiedź po prawie 30-letnich usiłowaniach rodziny Piaseckich zwrócenia uwagi najwyższych władz na sprawę zabójstwa Boh­dana. List nie zawierał natomiast żadnych konkretnych decyzji o wznowieniu śledztwa, właściwie nawet nie poruszał tego tematu. Dawał dość grzecznie do zrozumienia, że sprawa jest dla władz od dawna zamknięta.

 

 2 Akta archiwalne… (wszystkie pozostałe dokumenty pochodzą z tego samego źródła, zamach.eu).

1 Antisemiten in Warschau zoeken wraak (Antysemici w Warszawie szukają zemsty), „Algemeen Handelsblad”, 26 I 1970.

 

POSŁOWIE

Po powyższej lekturze nieodparcie nasuwają się następujące wnioski:

1.          Podczas prowadzenia śledztwa organa ścigania wielokrot­nie naruszały zasady praworządności.

2.         W swej działalności prokuratura wykazała, że była całkowi­cie uzależniona od władz politycznych.

3.          Sądownictwo pozostało, niezgodne z zasadami konstytu­cyjnymi, zależne od kół frakcyjnych w kierownictwie partii i rządu do tego stopnia, że nie doszło nigdy do przewodu sądowego.

4.          Jednostka jest bezsilna wobec mechanizmów władzy pań­stwowej. Uderzający jest fakt, że nawet tak wpływowi i lojalni wobec władzy ludzie, jak Bolesław Piasecki, który miał zaufanie kierow­nictwa partyjno-rządowego, nie był w stanie doprowadzić do tego, by praworządności stało się zadość. Świadczy to o beznadziejności sytuacji przeciętnego Polaka, który oczekuje poszanowania prawo­rządności.

5.         Niewinny chłopiec stał się ofiarą obcych mu politycznych rozrachunków i nienawiści. Jego los był zupełnie obojętny władzom, prokuraturze i sądownictwu. Obojętność ta, nawet gdyby tłuma­czono ją wchodzeniem w grę „wyższych” interesów państwa, pozo­staje jawnym pogwałceniem praw jednostki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

, ,

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE