Bohdan Poręba: Scenariusz filmu “Wołyń”

Scenariusz filmu “Wołyń”

Przedstawiam pierwszy z filmów, które Polska Kinematografia powinna zrealizować.

Scenariusz jest autorstwa Sławomira Zajączkowskiego i mam do niego wszelkie prawa.

w o ł y ń

 

(w scenariuszu wykorzystano fragment wspomnień Władysława Kubowa)

 

 

Z rozjaśnienia:
Napis na czarnym ekranie:
WY UKRAIŃCY SZYKUJCIE NOŻE.
JUŻ TU NIE BĘDZIE POLAKÓW Z WAMI,
TYMI NOŻAMI RŻNIJCIE SIĘ SAMI.
I OPŁAKUJCIE POLSKIE MOGIŁY,
COŚCIE MODERSKĄ ŚMIERCIĄ ZROBIŁY.
        Z piosenki śpiewanej przez polskich pogorzelców
plener. wieś – dzień.
Lato. Upał. Trwają żniwa.
Obserwujemy polską RODZINĘ KUBOWYCH pracującą przy żniwach. Są tu ojciec rodziny – KUBÓW, syn BRONEK (ok.19 lat), syn Włodek (ok.18 lat), małe dzieci: ADELA, KAZIA i TADZIO oraz MATKA ANNA KUBÓW.
Ojciec i Bronek koszą kosami zboże, a Włodek i Matka „podbierają” je – układają w porcje przygotowane na snopki.
Matka wesoło ŚPIEWA przy pracy, a dzieci próbują jej w śpiewie pomagać.
Matka
(śpiew)
Na Wołyniu biały kamień,
Wołynianka siedzi na nim,
Przyszedł do niej Wołynianiec,
Wołynianko daj mi wieniec,
Dała bym Ci wieniec dała,
Żebym ojca się nie bała, hej!
Obok pola biegnie polna droga, którą do pracującej rodziny Kubowych nadjeżdża wóz ze zbożem.
Napis na ekranie Brzostowica Mała. lato 1943 R.
Na nadjeżdżającym wozie siedzą dzieci ukraińskie, z tyłu wozu w słomę wbite są widły. Ukrainiec i jego żona idą obok wozu. Ukrainiec prowadzi wóz, a jego żona niesie na ramionach grabie. Ukrainiec – to sąsiad Kubowa – MEŁNYCZUK.
Wóz mija pracujących na polu Kubowych. Na chwilę nie słyszymy szelestu koszonego zboża.
Ukrainiec mijając ich uchyla z głowy czapkę.
Mełnyczuk
(po ukraińsku)
Szczęść Boże, Kubów!
Jak tam żniwa?
Obrodziło?
Kubów
A, Bóg zapłać Mełnyczuk! Obrodziło.
Wóz z Ukraińcami przejeżdża dalej.
I znów słyszymy szelest koszonego zboża. I widzimy ostrze kosy tnące zboże.
Palące słońce.
Kubów patrzy w górę – na słońce.
Kubów wbija kosę w rżysko (ziemię). Pozostali członkowie rodziny widząc gest ojca przestają pracować.
Wszyscy schodzą z pola, idą w kierunku kopki zboża.
Starsi synowie przewracają dwa snopki na zaciemnioną stronę; snopki będą teraz służyć za siedziska.
Ze środka kopki Matka wyciąga ukrytą w jej w cieniu drewnianą bańkę i zawinięty w płótno chleb. Matka żegna chleb i go dzieli wśród dzieci. Chleb jest ładny – biały i wypieczony.
Niektórzy sięgają łyżką do bańki i wyciągają z niej zsiadłe mleko. Białe mleko zostaje „pod nosem” u młodszych dzieci. Słychać rechot młodszych dzieci, które wycierają ślad mleka ze swoich twarzy.
plener . Odpoczynek przy pracy. Południe.
Z oddali widzimy odpoczywającą rodzinę Kubowych. Jest spokojnie. Dobiegają nas słowa odmawianej przez Kubowych modlitw na ”Anioł Pański”. Przeważają wesołe głosy małych dzieci.
Głosy rodziny kubowych
Anioł Pański zwiastował
Pannie Maryi,
i poczęła z Ducha Świętego,
Zdrowaś Mario, łaskiś pełna , Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami
i błogosławiony owoc żywota twego Jezus…
Głosy stają się coraz cichsze, jakbyśmy się od nich oddalali, Słyszymy skowronka. Lato.
przenikanie do:
pLENER. Mały cmenrarzyk – POPOŁUDNIE.
Słyszymy znowu głośno i wyraźnie, z przewagą smutnych głosów osób dorosłych, dalszy ciąg słów modlitwy.
Głosy modlących się
…Święta Mario, Matko Boża módl się za nami grzesznymi,
teraz i zawsze,
i na wieki wieków, Amen.
Trumna spuszczana jest do wykopanego dołu. To pogrzeb Anny Kubów.
Mały cmentarz ogrodzony kamiennym ogrodzeniem.
Napisy początkowe i muzyka w trakcie:
Wokół wykopu stoi najbliższa rodzina, sąsiedzi ze wsi – Polacy i Ukraińcy.
Są tu wszystkie ważne postacie Polaków i Ukraińców, które będą występowały w filmie – między innymi : CIOTKA PAULINA,
MIESZCZANIUK ze swoją żoną GENOWEFĄ, SĄSIAD Ukrainiec
MEŁNYCZUK, ukraińska rodzina BARTKIWÓW: FEDKO, jego żona
(ŻONA BRTKIWA), ich dzieci – córki: HAŁYNKA, MARUSIA i syn
HYLUSZA. Widzimy skupione i poważne twarze uczestników
pogrzebu.
Widzimy osierocone dzieci zmarłej – Bronka, Władka, oraz Adelę, Józię i Tadzia. Wszystkie dzieci stoją w grupie obok ojca i płaczą.
Pochmurna pogoda.
Kamienie w cmentarnym ogrodzeniu, zaczyna lekko padać deszcz.
Napis na ekranie: Wołyń. Berezowica mała. lato 1943 rok.
Pada coraz bardziej. Wieczór.
Robi się ciemno.
                                             WYCIEMNIENIE
wnętrze. dom rodziny kubów – wieczór
Czarny ekran.
Na środku ekranu „otwierają się” drzwiczki – okazuje się,   że jesteśmy w środku pieca; przed naszymi oczyma leży chleb.
Kubów wyciąga z pieca upieczony chleb. Dookoła niego stoją wygłodzone dzieci. Wszystkie patrzą na wyjęty chleb. Chleb jest mocno przypieczony – spalony niemal.
Wyciągając chleb, ojciec spostrzega, że chleb jest zbyt spalony. Przez chwilę na twarzy ojca maluje się grymas strapienia, ale dzieci tego grymasu nie zauważają.
Ojciec żegna chleb nożem, dzieli go na części, rozdaje między dzieci.
Młodsze dzieci odrapują paznokciami zwęgloną skórkę chleba. Kryją się z tym, nie chcą by zobaczył to ojciec – nie chcą mu zrobić przykrości.Dzieci jedzą uśmiechając się, choć z trudem przełykają niesmaczny chleb.
plener. Ściana lasu – po południu.
Widzimy ścianę lasu. Do lasu przylega łąka.
(To miejsce będzie się często powtarzało). Jest pusto, cicho i „obojętnie”.
plener. okolice Brzostowicy – dzień.
Kolumna niemieckich żołnierzy maszeruje drogą – w oddali
zabudowania Brzostowicy Małej. Panuje spokój – prócz
Niemców na drodze nie ma nikogo, zwierząt, ludzi – zupełna
pustka.
Naprzeciwko maszerujących wojsk przechodzi mijając je dwóch
ukraińskich policjantów. Jeden z nich prowadzi rower. Jednym
z policjantów jest Ukrainiec HREHOR. Ukraińscy policjanci
salutują mijającym ich Niemcom.
Widzimy twarze zadowolonych policjantów ukraińskich
patrzących z podziwem na żołnierzy wermachtu.
plener. okolice Brzostowicy – dzień.
Ukraińscy policjanci idą przez wieś. Mija ich MEŁNYCZUK oraz HAŁYNKA Bartkiw i HYLUSZA Bartkiw.
Ukraińcy zdejmują czapki, pozdrawiając policjantów.
Mełnyczuk
Dzień dobry!
Hrehor
Dzień dobry!
Co słychać Hylusza?
Hylusza
Wszystko dobrze, panie Hrehor.
Hrehor
No!
Hrehor przechodzi dalej.
Wnętrze. dom rodziny kubów – Wieczór
Pukanie do drzwi. W izbie jest całą rodzina Kubowych.
Kubów
A kto tam?
Otwierają się drzwi i do środka wchodzą Ukraińcy: MEŁNYCZUK oraz HAŁYNKA i HYLUSZA.
Ukraińcy mają ze sobą chleb, mleko i masło.
hałynka
Panie Kubów, ojciec prosił,
żeby Wam to dać,
bo Wam teraz może być ciężko.
kubów
Nie trzeba było.
mełnyczuk
Niech się sąsiad nie broni.
Z serca dajemy,
nie wypada odmówić.
Kubów kiwa głową na Bronka. Ten zrywa się, chwyta drewnianą bańkę i podbiega w stronę Ukraińców.
Bronek podbiegając zawadza nogą o krzesło, potyka i omal nie upada na ziemię – tuż przed Hałynką.
Hałynka rozbawiana tą sytuacją próbuje „zachować twarz”, by nie wybuchnąć śmiechem; uśmiecha się tylko przelotnie.
Mełnyczuk
Powoli.
Bronek nadstawia swoją bańkę, Hałynka przelewa do niej ze
swojej bańki mleko. Ich oczy spotykają się przez moment.
Hylusza daje Władkowi chleb, a Mełnyczuk masło.
 kubów
Dziękujemy.
Wnętrze. dom rodziny kubów – Wieczór
W mieszkaniu jest cała rodzina Kubowych, oraz CIOTKA PAULINA.
CIOTKA PAULINA
Słyszałam, że chcesz się żenić.
kubów
Co?! Kto tak mówi?
CIOTKA PAULINA
Wszyscy gadają.
A skoro gadają to prawda!
Ojciec Kubów wierci się jak dziecko przyłapane na złym uczynku.
kubów
W domu potrzeba kobiecej ręki. Ja nie ze wszystkim daję sobie radę, a Adela i Kazia jeszcze za małe.
CIOTKA PAULINA
Ot, i widzisz – małe,
a Ty im chcesz macochę dać?
Ożeń lepiej Bronka!
Bronek ożywia się słysząc swoje imię.
kubów
Bronek? To dziecko jeszcze.
Zresztą co mu mogę dać w posagu? I jak tu z nim jechać
w kumy, w takich portkach?
Widzimy, że Bronek rzeczywiście ma bardzo zniszczone spodnie.
Władek i pozostałe dzieci śmieją się z Bronka słysząc uwagę ojca.
CIOTKA PAULINA
To Twój pierworodny i tak będzie mieszkał z Tobą – posag nie jest na początku najważniejszy.
A na portki znajdzie się rada!
Ciotka Paulina rozwiązuje sznurek z trzymanego na podłodze –obok nóg worka. Worek opada na podłogę – i oto z jego wnętrza ciotka wyciąga nowe ubranie: spodnie, marynarkę, kożuch i barankową czapkę.
Dzieci zrywają się zachwycone, pożerając wzrokiem ubranie.
CIOTKA PAULINA
 (z dumą)
Z Tarnopola!
wnętrze. dom rodziny Bartkiw – dzień.
Bronek stoi „odstrojony” w nowe ubranie, kożuch i barankową czapkę. Pot mu zaczyna spływać spod czapki na czoło.
W izbie widzimy całą ukraińską rodzinę Bartkiwów oglądającą to „przedstawienie”. Są wśród nich – ojciec FEDKO BARTKIW, ŻONA BARTKIW, oraz Hałynka, MARUSIA i Hylusza. W izbie są też Ciotka Paulina, Kubów, Bronek i Władek.
Matka bartkiw
(po ukraińsku, do Bronka)
Może niech się kawaler rozbierze, ciepło u nas,
dopiero co w piecu napaliłam.
Hałynka i Marusia zakrywają rękoma twarze, powstrzymując parsknięcie śmiechem. Bronek jest zmieszany. Stoi zawstydzony.
Fedko bartkiw
(po ukraińsku)
Wasza ciotka, już kilka razy przychodziła do nas,
żeby naszą Hałynkę
z waszym Bronkiem wyswatać.
Hałynka i Marusia nadal powstrzymują śmiech.
 Fedko bartkiw
(po ukraińsku)
Nic nie mamy przeciw temu małżeństwu. Ślub byłby w cerkwi, a gdyby urodziły się dzieci –
to jak każe zwyczaj – córki byłyby Ukrainakami,
a synowie Polakami,
majątek też nie byłby przeszkodą, ale…
Ale nie możemy teraz
się zgodzić na ślub.
ciotka Kubów
A to czemu? Jaka tu przeszkoda?
fedko bartkiw
(po ukraińsku)
Bo i Hałynka i Bronek są za młodzi. Niech poczekają rok
lub dwa. Może i wojna
się do tego czasu zakończy.
Jak tu teraz młodym w tak niespokojne czasy rodzinę zakładać, jak wesele urządzać?
Kubów drapie się w głowę.
kubów
Masz rację Fedko.
Nie wiem co sobie wyobrażałem, chcąc tak wcześnie Bronka ożenić… Niech poczekają.
Plener. przed domem Barkiwów – wieczór
Rodzina Kubowych opuszcza zagrodę Bartkiwów.
Ojciec kubów
(do ciotki)
Przez ciotkę tylko wyszedłem na głupca.
ciotka kubów
E, tydzień temu Fedko
inaczej gadał.
Bronek zamyka furtkę oddychając z ulgą.
Władek
             (przedrzeźniając głos Matki Bartkiw)
Niech się kawaler rozbierze,
u nas gorąco…
Władek zaczyna się śmiać i ucieka. Zdenerwowany Bronek próbuje go klepnąć po głowie. Zaczyna go gonić.
Chłopcy wymijają ojca i ciotkę.
Plener/wnętrze – dom Bartkiwów – wieczór.
Hałynka stoi w oknie – śmieje się – w domyśle widząc scenę z
Bronkiem i Władkiem.
plener. droga przez wieś – wieczór.
Władek biegnie. Daleko za nim z tyłu Bronek.
Bronek już nie goni Władka, zwalnia, po chwili zrównuje się z
ojcem.
Idą przez chwilkę w milczeniu.
bronek
Ojcze…?
Ojciec KUBów
Co?
bronek
Nawet mnie ojciec nie spytał czy mi się ta Hałynka podoba.
Ojciec kubów
A co to ma do rzeczy?
Grunt, że jej rodzina
nie jest przeciwna
i że morgi do siebie pasują. Przyjdzie właściwa pora, ożenicie się,
a podobanie się
z czasem samo przyjdzie.
bronek
Ojcze, ale chyba łatwiej by było gdybyśmy mieli się ku sobie. Lepiej wiedzieć to od razu.
Bo co, jeśli podobanie nie przyjdzie?
Ojciec kubów
Głupiś.
Bronek markotnieje. Ojciec Kubów to dostrzega. Przystaje. Poważnieje. Patrzy na syna.
ojciec kubów
Przepraszam.
Może masz rację…
(po chwili)
No to jak Ci się widzi
ta Hałynka?
Ładna chociaż?
Bronek poprawia czapkę, która znów opadła mu na oczy.
bronek
Nie wiem…
Bronek i Ojciec odchodzą w mrok. Z oddali dobiega głos Bronka.
Bronek (CD)
Chyba tak.
plener/wnętrze. obora w zagrodzie Kubowych – wieczór.
Władek i Bronek wchodzą do obory. Władek trzyma lampę naftową.
W oborze są dwie krowy uwiązane przy długim żłobie, biegnącym wzdłuż ściany. Na przeciwległej ścianie stoi koń. Bronek podchodzi do krów. Klepie stojącą najbliżej wrót po zadzie.
Bronek
No, co tam krasula?
Władek stoi dalej – na środku obory. Podnosi lampę wysoko nad
głową, co pewien czas ją opuszcza – obraca się z nią dookoła,
oświetlając kolejne partie ścian obory.
Włodek
E, ojcu coś się wydawało.
(głośniej)
Jest tu kto?!
Nagle, siano leżące pod żłobem u krów porusza się i wygramola się spod niego jakaś niska, ciemna postać. Postać otrzepuje się z siana, które czepiło włosów i ubrania.
Włodek widząc niewyraźną pogrążona w cieniu postać, wydaje lekki okrzyk przestraszenia i rzuca się w kierunki wrót obory. Lampa naftowa buja się w jego ręku.
Bronek staje bratu na drodze, wyrywa mu lampę.
Bronek
Władek, czekaj!
Bronek chwyta stojące obok wrót widły. Władek zastyga w bezruchu stojąc w drzwiach obory i będąc już jedną nogą na zewnątrz.
Postać, która wyczołgała się spod żłobu, stoi teraz przed chłopcami – okazuje się, że to małe dziecko – około dwunastoletnia dziewczynka – JÓZIA.
Bronek zawstydzony, że przestraszyli się dziecka – opuszcza szybko widły.
Bronek
Kim jesteś?
Józia jest brudna na twarzy, ma siniaki, ślady zakrzepłej krwi na ubraniu i we włosach.
bronek
Głucha jesteś?
Dziewczynka nie odpowiada. Jest wystraszona.
Włodek
(po ukraińsku)
Jesteś Ukrainką?
Dziewczynka przecząco kręci głową.
Władek
Żydówką?
Dziewczynka ponownie kręci przecząco głową .
włodek
Polką?
Dziewczynka twierdząco kiwa głową.
wnętrze. chałupa Kubowych – wieczór.
Przy stole siedzi cała rodzina Kubów i Józia. Józia zajada z
wielką chciwością zwęglony chleb – tak jakby od wielu godzin
nic nie jadła. Rodzina Kubowych patrzy na nią z ciekawością i
w milczeniu.
wnętrze. chałupa kubowych – noc.
Widzimy jak Józia samotnie mocno śpi.
Na zadartej koszulce śpiącej dziewczynki widać na boku długą
ranę od cięcia czymś ostrym. Rana już nie krwawi – to teraz
brzydki, zaskrzepły strup krwi.
plener. łĄka – dzień.
Drogą przez łąki – idzie dwóch uzbrojonych Obcych. Jedenz nich to Ukrainiec MAKSYM.
Za pasami widać u nich długie noże. W ręku niosą grube,
strugane kije-pałki. Spod kamizelki z owczej skóry
dostrzegamy u jednego z nich (Obcy #1) kaburę z pistoletem.
HYLUSZA – syn Fedko Bartikwa, brat Hałynki – którego już widzieliśmy gdy przyniósł Kubowym chleb i mleko, pasie krowę. Dostrzega nadchodzących Ukraińców i wzdryga się lekko. Chwyta krowę za postronek.
Obcy#2(maksym)
(po ukraińsku)
Ej, Hylusza?
Co to? Boisz się swoich?
Hylusza
Nie…
Hylusza jednak trochę się boi, walczy z sobą by nie okazać przed Ukraińcami strachu.
Obcy#2 (maksym)
(po ukraińsku)
Krowy pasiesz?
Hylusza
(po ukraińsku)
Ojciec kazał.
Maksym wybucha prześmiewczym śmiechem.
Obcy#2 (maksym)
(po ukraińsku)
Ojciec?
Hylusza wskazuje na pistolet wsunięty za pasek, drugiego
Ukraińca. Chce udowodnić przed swymi ziomkami, że się nie boi, że  jest „swój chłopak” i jednocześnie zmienić niewygodny dla niego temat rozmowy.
Hylusza
(po ukraińsku)
Prawdziwy?
Obcy #1
(po ukraińsku)
Podoba Ci się?
Hylusza wzrusza ramionami – nie wie.
Ukraińcy wymieniają między sobą złośliwe, porozumiewawcze spojrzenia.
Obcy#1 nagle wyjmuje pistolet z kabury, odbezpiecza go i wciska w dłoń Hyluszy. Hylusza jest zaskoczony.
Obcy krzyczy na Hyluszę, tak jakby chciał go wystraszyć!
Obcy #1
(krzyczy po ukraińsku)
Strzelaj!
W oddali na łące leży kamień.
Hylusza mierzy do niego, naciska spust, słychać huk wystrzału. Hylusza wzdryga się mimowolnie. Obcy #1 śmieje się z tego że Hylusza wzdrygnął się w czasie wystrzału i patrzy w kierunku w którym poleciała kula.
Widzmy jak kula trafia w kamień!
Hylusza uśmiecha się.
Obcy #1 poważnieje – jest zaskoczony celnością strzału.
Obcy #1
(po ukraińsku)
O! dobre oko,
potrzebujemy takich jak Ty.
(brutalnie)
Idziesz z nami!
Hylusza
Co?
Maksym rzuca się na Hyluszę – popycha go kilkakrotnie – ni to zabawowo, ni to złośliwie. Jest „nabuzowany” i agresywny.
Maksym
(po ukraińsku)
Będziesz dalej pasł krowy?
Co, ojca się boisz?
Czekamy na Ciebie jutro na skraju lasu,
jeśli nie przyjdziesz,
pożałujesz Ty
i twoja rodzina!
Hylusza
(po ukraińsku)
Jak to?
Maksym
(po ukraińsku)
A co? Czy Twój ojciec nie obiecał Hałynki Polakowi?
Czy nie zadaje się z Polakami?
Hylusza
(po ukraińsku)
Nie…! Nikogo nie obiecał.
maksym
(po ukraińsku)
My już tam swoje wiemy!
Obcy #1
(po ukraińsku)
Już za samo gadanie z Polakami należy mu się kula w łeb!
maksym
(po ukraińsku)
Hylusza, ty odważny i mądry chłopak; przyjdziesz do nas – zapomnimy o wszystkim.
To jak będzie?
Maksym i Obcy #1 wybuchają śmiechem.
Maksym
(po ukraińsku)
Durniu, nie o Twego ojca
tu chodzi,
ale o coś większego…
Maksym i Obcy#1 poklepują Hyluszę po ramieniu – po
przyjacielsku, tak jakby nagle chcieli się zaopiekować mniej
doświadczonym w bojach żołnierzem-kolegą.
Plener. główna droga we wsi – Popołudnie.
Dwaj Ukraińcy, którzy rozmawiali na łące z Hyluszą idą przez wieś. Słychać ujadanie psów.
Plener. Podwórze w zagrodzie kubowych – popołudnie
Obcy mężczyźni mijają zagrodę Kubowych.
W głębi podwórka bliżej stodoły Kubów i Bronek rąbią na pieńku gałęzie, pozostałe rodzeństwo i Józia zbierają urąbane kawałki gałęzi i układają je na ręku.
Uwiązany obok na sznurku pies zaczyna szczekać. Kubów przerywa rąbanie gałęzi. Patrzy na psa, a zaraz potem na drogę przez wieś, gdzie właśnie nad płotem – ogrodzeniem przesuwają się fragmenty sylwetek dwóch OBCYCH mężczyzn.
Widzimy przestraszoną twarz Józi; Józia opuszcza ręce;
trzymane przez nią gałązki opadają z hałasem na ziemię.
Wszyscy Kubowowie spostrzegają reakcję dziewczynki.
Nad ogrodzeniem płotem gospodarstwa Kubowych nie ma już obcych.
Plener. Główna droga we wsi – popołudnie
Obcy mężczyźni idą drogą przez wieś. Zbliża się do nich starszy mężczyzna – to mieszkaniec wsi Józef BURZAK.
Obcy#1
Sława Bohu!
Józef BURZAK.
Bóg zapłać!
Obcy porozumiewają się wzrokiem – i nagle, szybko podejmują decyzję. Unoszą pałki do góry, przewracają Burzaka na ziemię, kopią go i okładają kijami.
Józef BURZAK.
Za co mnie bijecie?
obcy#1
Ty polśko mordo, za szczo?
Zate szczoś Lach!
Wsich Lachiw treba wybyty, szczoby polśka noha tut ne wtykła.
obcy#2 (maksym)
Tut Ukraina! Nu znajesz?
Cały atak przebiega bardzo sprawnie i szybko. Obcy szybko odchodzą, pobity mężczyzna – Burzak leży zakrwawiony i skulony na drodze.
Plener. zagroda mieszczaniuków – wieczór.
Dwaj Obcy, którzy pobili Burzaka, wchodzą do stojącej na uboczu wsi zagrody ukraińsko-polskiego małżeństwa.
Mieszka tu Michał MIESZCZANIUK (Ukrainiec) i jego żona Genowefa (Polka) oraz ich trzyletni syn.
Zagroda Mieszczaniuka stoi na uboczu – z dala od wsi, w polu.
Obcy#2 (maksym)
(po ukraińsku)
Ej, Mieszczaniuk!
Mieszczaniuk wychodzi na próg domu.
Obcy #1
(po ukraińsku)
Ty jesteś Michał Mieszczaniuk?
Michał Mieszczaniuk
(po ukraińsku)
Ja. A Wy kto?
Maksym spluwa na ziemię.
Obcy#1
(po ukraińsku)
My słyszeli, czto ty Ukrainiec, jako i my.
Michał Mieszczaniuk
(po ukraińsku)
Ano Ukrainiec.
W progu ukazuje się przelotnie żona Mieszczaniuka – Genowefa trzymając za rękę około trzyletniego syna.
Obcy#2 (maksym)
(po ukraińsku)
Ale twa żona, z Lachiw?
Obcy#1
(po polsku, z ukraińskim akcentem)
Polka?
Michał Mieszczaniuk
(po ukraińsku)
Polka.
Obcy#1
(po ukraińsku)
Tedy słuchaj. Masz ją zabić!
Ją i wasze dziecko.
Jeśli nie…
Pożałujesz…
Michał Mieszczaniuk
(po ukraińsku)
Wynoście się! Kim Wy jesteście?
Obcy#2 (Maksym)
(brutalnie, po ukraińsku)
Tu Ukraina, my budiem rizat wsiech Lachiw! Ty słyszał?
Michał Mieszczaniuk
(po ukraińsku)
Wynoście się!
Obcy wychodzą ociągając się z podwórza.
Mają chmurne, złe twarze. Są „zbici z tropu” śmiałą odpowiedzią Mieszczaniuka.
Michał Mieszczaniuk jest „rozdygotany”, zdenerwowany, cofa się do izby. Tuż za nim stała żona – Genowefa, która bierze syna na ręce. Cała trójka przytula się do siebie przestraszona.
Plener. Zagroda kubowych – dzień.
Na podwórzu stoi kilkunastu chłopów – to mieszkańcy wsi – Polacy i Ukraińcy. Wśród Polaków są oprócz Kubowa i starego Józefa Burzaka także nowe postacie – to polscy gospodarze: FRANEK KACAJ, MICHAŁ BUDNIK, MIKOŁAJ SESIUK oraz pięciu gospodarze ukraińskich: GOSPODARZ UKRAIŃSKI #1, GOSPODARZ UKRAIŃSKI #2, GOSPODARZ UKRAIŃSKI #3 oraz Fedko Bartkiw ,  sąsiad Kubowych – Mieszczaniuk i młody Hylusza.
Gospodarz Ukraiński #1
(po ukraińsku)
Ludzie, nie wyjeżdżajcie stąd. Nie bójcie się.
Wy Polacy i my Ukraińcy żyjemy tu w zgodzie od lat.
Ci co pobili starego Burzaka,
to byli obcy.
franek kacaj
Obcy? Przecież jeden z nich to był Maksym – z sąsiedniej wsi. Wielu go rozpoznało.
Michał Budnik
Jak mamy się nie bać?
MIGAWKA – – Widzimy wzgórek – są tu popi prawosławni i grupa
mężczyzn – Upowców (Banderowców).
Wyraźniej widzimy wóz bez desek bocznych – na wozie ułożona jest różnorodna broń – kosy, siekiery, bagnety, jedna szabla.
Pop mamrocze słowa modlitwy, unosząc głowę do góry.
Inny pop święci kropidłem broń.
Michał Budnik (CD)
No jak? Po cerkwiach popi święcą banderowskim bandom kosy
i siekiery, czytają pisma nawołujące do wyżynania Polaków i rozdają je,
by je przepisywano
i puszczano dalej.
Ukraińcy gospodarze powątpiewająco i niedowierzająco kręcą głowami.
Mełnyczuk, trochę nieufnie patrzy na Polaków.
franek kacaj
Ot pismo – które wczoraj omyłkowo podrzucono Kowalskim, myśląc ze to ukraińska zagroda.
Gospodarz Ukraiński (fedko bartkiw)
(po ukraińsku)
Jakie pismo? Co w nim stoi?
franek kacaj
Co? Podburza się w nim do mordowania Polaków i zajmowania ich gospodarstw. I dlaczego? Tylko dlatego, że są Polakami.
Gospodarz Ukraiński #2
(po ukraińsku)
Nie może to być!
franek kacaj
Co nie może? Przecież jest!
Gospodarz Ukraiński #1
(po ukraińsku)
U nas tego nie będzie.
Prosimy, nie wyjeżdżajcie. Zostańcie z nami.
Gospodarz Ukraiński(Mełnyczuk)
(po ukraińsku)
Zostańcie.
Burzaka pobili zwykli bandyci. Każdego z nas mogło to spotkać.
MIKOŁAJ SESIUK
Ty Kubów, byłeś sołtysem przed wojną. Co radzisz?
Wyjeżdżamy czy zostajemy?
 Gospodarz Ukraiński #1
(po ukraińsku)
Ostwte z namy,
u nas cicho. Prosimy.
Gospodarz Ukraiński #3
(po ukraińsku)
Nawet gdyby przyszły bandy powiemy, żeście nasi przyjaciele.
Ukraińcy chcą załagodzić całą sprawę.
Ojciec Kubów milczy zamyślony. Błądzi wzrokiem po obecnych, SZUKAJĄC rozwiązania. Nagle jego wzrok zatrzymuje się przy płocie zagrody.
Przy płocie stoją Bronek i Hałynka. O czymś rozmawiają między sobą. Nie słyszymy ich rozmowy. Śmieją się.
Obok młodsze rodzeństwo Bronka i Hałynki bawi się ze szczeniakami.
Kubów podejmuje decyzję.
kubów
Zostaniemy i zapomnimy o pobiciu Burzaka. To był wypadek.
wnętrze. dom kubowych – wieczór.
Józia budzi się nagle. Jest wystraszona. Siada na łóżku, łapczywie chwyta w otwarta buzię powietrze. Nasłuchuje.
Po chwili trochę się uspokaja. Opada plecami z powrotem na łóżko – w pościel. Zasypia.
plener. wzgórek – wieczór.
Ponownie widzimy pagórek przy którym popi święcili kosy i siekiery Upowców.
Święcenie jest już zakończone – przy wozie kłębią się mężczyźni – Upowcy; każdy z nich zabiera z wozu broń i  odchodzi uzbrojony.
Do pagórka zbliża się prawosławny zakonnik – STARY ZAKONNIK – który nie brał wcześniej udziału w „uroczystościach”.
Mija go grupa uzbrojonych Upowców. Stary zakonnik próbuje ją zatrzymać, rozkładając szeroko ręce.
STARY ZAKONNIK
Ludzie! Dokąd to?
Opamiętajcie się!
Czy tego was uczył Chrystus?
Jeden z Ubowców – HERSZT UPOWCÓW odpycha brutalnie Starego Zakonnika. Stary Zakonnik pada na ziemię.
Herszt Upowców klęka przy nim, patrzy na niego przenikliwie.
Oczy Herszta upowców są „diabelskie”.
herszt Upowców
Spójrz na tę ziemię!
Herszt Upowców wstaje, prostuje się, w ręku trzyma siekierę –
zatacza nią koło, prowadząc ja wokół widnokręgu.
herszt Upowców (cd)
U K R A I N A !
Widzisz ją?
Wy popi,
możecie tu rządzić.
Razem z nami.
Bo tylko my możemy dać wam władzę nad duszami tych ludzi.
Stary zakonnik
Precz.
herszt Upowców
Wybieraj. Żebyś potem nie żałował.
Stary zakonnik
Odejdź!
Herszt Upowców zrywa się gwałtownie. Odchodzi do swoich
kompanów.
Upowcy odchodzą.
Stary zakonnik
(cicho, do siebie)
Precz, szatanie.
Plener. Mur cmentarza – dzień.
Zmaina pory roku – jest już późna jesień.
Cmentarz. Groby. Krzyże. Przesuwamy się nad grobami i unosimy
nieco w górę – i dostrzegamy ogrodzenie – mur cmentarza. Przy
samym murze nie ma jeszcze grobów.
Jest tu ciągle jeszcze zielona trawa.
Na trawie siedzą obok siebie Hałynka i Bronek.
Obok nich dziura w murze cmentarnym – wyrwa. Przez tę wyrwę można wyjść z cmentarza na zewnątrz – na pobliską drogę.
Bronek siedzi oparty o mur i patrzy na Hałynkę. Po ogrodzeniu biega wiewiórka. Tętni w tej okolicy życie!
Słychać śpiew Hałynki.
Hałynka śpiewa wesołą piosenkę.
Hałynka
Zasijty sia wohiroczky,
jaki budut naszi doczky,
zasijtysia zełeneńki,
Jak diwczata mołodeńki…
Hałynka kończy śpiewać.
Bronek jest zasłuchany i zapatrzony w Hałynkę.
Hałynka
(po ukraińsku)
… Wystarczy.
Bronek jest nadal zasłuchany. Hałynka udaje, że się dąsa.
Hałynka
(po ukraińsku)
Sama nie wiem, czemu znów dałam się namówić na śpiew.
Muszę już wracać.
Hałynka wstaje, przechodzi przez ogrodzenie – jest już od strony drogi. Bronek wychodzi za nią.
Bronek
Poczekaj!
Bronek rozwiązuje tobołek zrobiony z chusty. W środku ma drewnianą butelkę-pojemnik z sokiem.
Bronek
Chcesz? Malinowy…
Oddaje butelkę Hałynce. Oboje siadają na łące przy drodze.
Hałynka pije. Odejmuje butelkę od ust. Jedna czerwona
kropelka malinowego soku zostaje jej na policzku.
Bronek delikatnie palcami dotyka jej policzka zbierając krople czerwonego soku i potem dotyka włosów, które spadły jej na twarz.
Małynka uśmiecha się.
Młodzi patrzą na siebie.
Nagle Bronek się decyduje … i całuje Hałynkę.
Z oddali widzimy jak młodzi siedzą w rowie, na trawie przy drodze. Całują się.
Widzimy drogę – zmierzamy tam dokąd prowadzi i oto w oddali na drodze dostrzegamy nadchodzące postacie.
Postacie się zbliżają. To POGORZELCY, którzy uciekli ze swych spalonych przez Upowców wsi i domów.
Bronek i Hałynka dostrzegają , nadchodzących w oddali pogorzelców. Podnoszą się z trawy i szybko umykają z powrotem przez ogrodzenie cmentarza, na druga stronę – tam gdzie jest ich „azyl” i gdzie czują się bezpieczni.
Pogorzelcy przechodzą obok wyrwy w murze. Hałynka i Bronek przez wyłom w murze przyglądają się mijającym ich pogorzelcom.
Marszowi pogorzelców towarzyszą jęki i płacz.
plener. zagroda kubowowych – Ranek.
Kubów stoi przed zagrodą. Obserwuje łunę pożaru i dymy na horyzoncie. Stoi zamyślony.
Wnętrze. dom rodziny bartkiwów – wieczór.
Hylusza wchodzi do domu. Trwa kolacja. Rodzina Bartkiwów siedzi pochylona nad talerzami. Hylusza podchodzi do stołu. Matka stawia przed nim talerz z zupą.
(rozmowa toczy się po ukraińsku)
matka bartkiw
Gdzie cię Hylusza nosiło po nocy przez cały dzień?! Co to?
Nie ma roboty w obejściu?
Hylusza nie odpowiada, siada na krzesło.
fedko bartkiw
Już ja wiem gdzie się włóczył.
Spotyka się z tym łobuzem Maksymem.
Hylusza rzuca łyżkę. Podnosi głos.
hylusza
To bohater! Żołnierz Ukraińskiej Wyzwoleńczej Armii.
Rozumie ojciec?! Rozumie?!
matka bartkiw
Nie krzycz na ojca!
Hylusza staje się „z miejsca” przygaszony. Nie patrzy w twarze rodziców, jego wzrok błądzi po stole, podłodze.
fedko bartkiw
Co tu rozumieć? To zwykły bandyta, który skatował starego Burzaka, naszego sąsiada.
Hylusza
Sąsiadami na Ukrainie możemy być tylko my – Ukraińcy! Ukraina ma być czysta jak szklanka wody.
Tu nie ma miejsca dla Polaków!
Ani Niemców, Żydów i komunistów i zdrajców!
Maksym mówi, że dla ojca także!
Rodzina Bartkiwów jest bardzo zaskoczona, zbita z tropu gwałtowną wypowiedzią Hyluszy.
Hałynka
Hylusza, co ty mówisz?
hylusza
(ignorując Hałynkę, do ojca)
A co?! Może już ojciec nie pamięta, co robił jak sowieci przyszli w trzydziestym dziewiątym?!
Jak ich ojciec witał,
jak  uczestniczył
w zakładaniu kołchozu?
Wiedzą o ojcu wszystko!
fedko bartkiw
Cóż z tego?
Twój Maksym też jechał na ich czołgu, z czerwoną flagę.
I Hrehor, który teraz jest u Niemców.
Teraz to wielcy antybolszewicy!?
matka bartkiw
Hylusza, synu, co w Ciebie wstąpiło?
Hylusza
Hrehor to zdrajca.
My Hitlerowi nie wierzymy.
Jak psu!
Hylusza milknie. Nie może usiedzieć w miejscu, znaleźć sobie miejsca. Hałynka ponownie próbuje włączyć się do rozmowy.
Hałynka
Jesteście silni tylko wobec słabych. Co można zbudować poniżając i mordując innych?
Hylusza
Ty się nie odzywaj!
hylusza
Wszyscy jesteście zdrajcami.
Siedźcie cicho. I jeśli chcecie żyć, to wiedźcie, ze tylko
ja mogę Was obronić.
Hylusza zrywa się z krzesła i rzuca się do drzwi wyjściowych.
Matka Bartków próbuje zagrodzić synowi drogę, powstrzymać go przed wyjściem, łapie go za ramiona.Syn szamoce się z matką.
matka Bartkiw
Dokąd? Gdzie!
Matka uderza Hyluszę dłonią w policzek. Hylusza się wyrwa.Hylusza wybiega z mieszkania trzaskając drzwiami.
Hynusza oddala się d zabudowań.
W pokoju zostają wystraszone dziewczęta – Hałynka i Marusia oraz Fedko Bartków i jego żona. Chwilę panuje cisza.
Matka Bartkiw
Co w niego wstąpiło?
Frdko Bartkiw
Nie mamy już syna.
Hałynka
Co?
fedko bartkiw
Jemu też ją obiecali…
Hałynka
Co, Ojcze…?
MIGAWKA–Widzimy idącego szybkim krokiem Hyluszę. Jest noc.
fedko bartkiw
…Samoistną Ukrainę…
Hałynka patrzy zamyślona przed siebie.
plener. skraj lasu – po południu.
Widzimy skraj lasu. Do lasu przylega łąka. Przy skraju lasu stoi Maksym i dwóch innych Upowców.
Hylusza idzie pod las – tu spotyka Maksyma, w towarzystwie Upoców i do nich dołącza.
Po chwili wszyscy wchodzą do lasu i giną w jego mroku.
plener. zagroda kubowowych – dzień.
Widzimy Bronka niosącego na widłach siano do obory.
mełnyczuk (OFF)
(po ukraińsku)
Ej, Bronek!
A gdzie to ojciec?
Bronek nie zatrzymuje się.
Dwóch Ukraińców, w tym sąsiad Mełnyczuk stoją oparci o bramę zagrody, filtrując oczyma podwórze. Ich głowy i ramiona wystają ponad bramę.
Bronek
W domu, a stało się coś?
Bronek wchodzi z sianem do obory, po chwili wychodzi z pustymi widłami.
mełnyczuk
Nic, tylko gom dawno w obejściu nie widział.
bronek
Bo chory.
Do Sąsiada Ukraińca podchodzi następny – trzeci Ukrainiec i staje przy bramie.
mełnyczuk
(po ukraińsku)
Chory? A może ty kłamiesz?
Idź i mu powiedz,
żeby wyszedł natychmiast.
Chcemy go zobaczyć.
Bronek opiera widły o ścianę obory. Rusza w kierunku domu. W tym samym czasie Kubów wychodzi z domu, krztusi się i kaszle.
kubów
A co tam Mełnyczuk?
Sąsiedzi Ukraińcy nic nie odpowiadają – patrzą po sobie
„spode łba”, rzucają do siebie kilka niewyraźnych słów.
Wreszcie – ociągając się odchodzą. Bronek podchodzi do ojca.
plener. droga na łace dzień.
Małynka i Marusia idą drogą. Mijają mur cmentarza.
Nagle dobiega je szept.
Bronek
(szept)
Hałynka.
Widzimy, że Bronek wychodzi zza muru z cmentarza – z miejsca jego spotkań z Hałynką.
Bronek
Miałem nadzieję, że przyjdziesz.
Hałynka
(po polsku)
Odejdź Bronek. Słyszysz?
Bronek
Dlaczego…?
Hałynka
(po ukraińsku)
Tata nie pozwala
spotykać się  mi z Tobą.
Mówi, że tak będzie dla wszystkich lepiej.
Hałynka i Marusia odchodzą. Hałynka ledwie powstrzymuje płacz.
bronek
Ale…
Hałynka
(po polsku)
Zresztą, ja też już nie chcę spotykać się z Tobą.
Bronek
Hałynka…?
Hałynka odchodzi. Obok Bronka zostaje na chwilę jeszcze jej siostra Marusia.
marusia
(po ukraińsku)
Odczep się od niej!
Przecież ona cię nie kocha.
Nie rozumiesz?!
Co Ty sobie w ogóle wyobrażałeś?
Hałynka odchodzi, nie oglądając się za siebie – na Bronka.
Dostrzegamy, że tłumi płacz.
plener. Cmentarz – dzień.
Bronek biegnie alejką cmentarną.
Wybiega z kadru – a nasz wzrok zostaje na kilku grobach,
które minął Bronek. Na grobach wbity krzyż, na którym wisi
żołnierski hełm lub czapka budionnówka. Na czapce czerwona
gwiazda – znak, ze w tych grobach leżą radzieccy żołnierze..
Wnętrze. obora kacaja – wieczór.
Kilku młodych chłopców stoi w stodole i rozmawia. Są wśród nich Bronek i Władek i Władek KORYLCZUK. Jeden z nich – właśnie Władek Korylczuk trzyma wystrugany z drewna karabin – lufa pomalowana na czarno. Karabin jest naturalnej wielkości wygląda jak prawdziwy!
Bronek
O rany, sam wystrugałeś?
Wygląda jak prawdziwy.
Chłopcy się śmieją.
Otwierają się drzwi stodoły. Do wnętrza wchodzi wujek Bronka – Franek KACAJ.
Bronek i Władek zdejmują czapki. Kacaj wyciąga drewniany krzyż przed siebie.
kacaj
Baczność!
Chłopcy stają wyprężeni.
kacaj
Do przysięgi!
Chłopcy powtarzają za Kacajem słowa przysięgi.
Chłopcy
Przysięgam służyć wiernie naszej Ojczyźnie – Polsce,
do ostatniej kropli krwi.
Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący.
Chłopcy zakładają czapki.
władek korylczuk
Co mamy robić?
Kacaj rozgarnia słomę w koszyku, odkrywając w ten sposób znajdujący się w koszu plik ulotek.
Bronek bierze jedną z ulotek i zaczyna ją czytać.
Bronek
(czyta)
„…Taras Szewczenko – wełykyj prajatil Polakiw, pobidytyl Moskaliw…”
Kacaj
Trzeba ostudzić ich gorące głowy… Pokazać Ukraińcom,
że nie jesteśmy ich wrogami.
Bronek
Ja to rozniosę!
Bronek poprawia skarpety – getry, które obciskają na dole spodnie. Luzuje pasek u spodni. Do nogawic spodni wrzuca ulotki.
Plener. wieś – wieczór.
Bronek idzie przez wieś. Widzimy jego nogawki spodni – wypchane przez ulotki.
Druga stroną ulicy idzie dwóch policjantów ukraińskich – tych których widzieliśmy na początku scenariusza, jak salutowali Niemcom.
Bronek lekko się wzdryga, gdy dostrzega Hrehora i drugiego policjanta. Ale idzie dalej naprzód.
Ma spuszczoną głowę, stara się iść tak, aby nie zwrócić na siebie uwagi ukraińskiej policji.
Bronek mija się z policją. Oddycha z ulgą.
Nagle do Bronka dobiega głos ukraińskiego policjanta.
HREhor (OFF)
Wracaj, świnio!
Bronek odwraca się i wraca w kierunku stojących i czekających na niego policjantów ukraińskich.
hrehor
Ty młody Kubów przed polskim policjantem zdjąłbyś czapkę,
i nisko się ukłonił a przed ukraińskim to co? Nie trzeba?
Bronek
Ja…
Hrehor wyciąga pałkę i zaczyna bić Bronka. Bronek pada pod płotem zakrwawiony. Drugi policjant dołącza się do bicia i kopania.
Po chwili policjanci kończą bić Bronka i odchodzą. Bronek jest cały zakrwawiony.
Plener. wieś – Popołudnie.
Stary Zakonnik, który był świadkiem „święcenia” siekier idzie drogą – dostrzega leżącego przy płocie Bronka.
Twarz Bronka jest zakrwawiona. Stary Zakonnik przyklęka przy nim. Obciera mu z krwi twarz.
stary Zakonnik
Boże…
Zakonnik pomaga wstać Bronkowi. Bierze go za ramię – przerzuca jego rękę nad swoim ramieniem i pomaga iść.
Zakonnik i Bronek zbliżają się do zagrody Mieszczaniuków.
Stary zakonnik
Ludzie, pomóżcie.
Z domu wybiega Mieszczaniuk i jego zona Genowefa. Pomagają mu wnieść Bronka do środka.
wnętrze. mieszkanie mieszczaniuków – Popołudnie.
Mieszczaniuk, jego żona i Zakonnik stoją zmartwieni nad Bronkiem.
Wnętrze. Dom bartkiwów – wieczór.
Hałynka i Marusia siedzą na ławach. Hałynka jest smutna. Dziewczęta mielą na żarnach mąkę.
Z troską wysypują mękę na lniane szmatki – tak by nic się nie zmarnowało.
W izbie jest też Stary Zakonnik.
Żona Bartkiwa podaje mu gorącą miskę z zupą. Zakonnik wstaje, szykując się do wyjścia – ale żona Bartkiwa prosi go by został. Zakonnik nie chce przyjąć zupy – krępuje się.
fedko bartkiw
To kogo tak pobili?
Stary Zakonnik
Jakiegoś młodego chłopaka. Polaka…
Hałynka ożywia się, gdy słyszy, ze chodzi o polskiego chłopca. Patrzy pytająco na Starego Zakonnika, tak jakby chciała się dowiedzieć czegoś więcej lub bała się, że to może chodzić o Bronka.
zakonnik
Do czego to doprowadzi…?
Hałynka patrzy pytająco na Zakonnika, tak jakby chciała się dowiedzieć czegoś więcej lub domyślała, że może chodzić o Bronka.
 Zakonnik
Mnie trzeba w drogę…
Hałynka zaczyna śpiewać tymczasem miłosną – smutną dumkę.
Stary zakonnik słysząc śpiew, jakby zdecydował się zostać.
Siada i zaczyna jeść wsłuchując się w pieść Hałynki i
przyglądając się dziewczynie.
Hałynka
(śpiewa)
(…)
Tyś była dumna weseła,
A nyni ślozy w oczach.
Z kym swoi dni ty proweła,
Z kym ciłowałaś usta.
Znaju ja dobre diwczyno,
Z kym weczerami stoisz,
Z kym chodysz ćwity zrywaty,
Z kim ciłowatys idesz.
Ałe diwczyno kochana,
Kołyś prijde hirkyj deń,
A lubyj tebe pokyne
Zhasne zi serca ohoń.
Hałynka kończy śpiew. Patrzy na okno.
Za oknem się ściemnia.
Stary zakonnik wychodzi z izby. Naciąga na głowę kaptur.
PLENER. PLAC WE WSI – DZIEŃ.
Do wsi jadą samochody z wermachtem.
PLENER. PLAC WE WSI – DZIEŃ.
We wsi są Niemcy i ukraińscy policjanci. Wśród policjantów jest HREHOR.
Trwa brutalne ustawianie Polaków przez ukraińską policję i
niemieckie wojsko – mieszkańców wsi w dwa szeregi.
Kubów stoi obok agresywnie zachowującego się Hrehora.
Kubów
Dlaczego pobiłeś mego syna, Hrehor? Co On Ci zawinił?
Hrehor
Wże chwatyć waszoho panowania!
Oficer niemiecki
(po niemiecku)
W okolicach pojawili się bolszewiccy partyzanci.
Jeśli wydacie osoby,
które kontaktowały się z bolszewikami, ocalicie wieś.
Widzimy twarze Polaków – w tym  Kubowa i Franka Kacaja. Polacy milczą. Są zaskoczeni zarzutem. Ostrożnie próbują rozglądać się na siebie, wymieniając pytające spojrzenia.
Oficer niemiecki
No? Dalej!
Kto ich podejmował?!
Nasi ukraińscy przyjaciele, mówią, że bolszewicy byli
w Brzostowicy!
U Polaków! No, mówić!
Hrehor zadowolony stoi obok Kubowa. Kubów odzywa się cicho -tak, że tylko Hrehor go słyszy.
kubów
Hrehor, ty świnio!
Hrehor odwraca się gwałtownie do Kubowa i uderza go pałką.
Kubów pada, a Hrehor zaczyna go okładać pałką.
Oficer niemiecki
Hrehor!!! Hrehor!
Oficer niemiecki, krzyczy tak jakby krzyczał na psa. Hrehor przestaje bić.
Dwóch Niemców podciąga Kubowa do oficera niemieckiego. Kubów jest na kolanach, zakrwawiony.
Oficer niemiecki
Mów?! Ty! Ty coś wiesz.
Kubów
To nieprawda.
Nie było tu żadnych bolszewików. Nasi ukraińscy sąsiedzi kłamią.
Oficer niemiecki
Skąd znasz język niemiecki?
Kubów
Służyłem w armmii austriackiej.
Oficer niemiecki jest zniecierpliwiony. Spogląda pytająco na Hrehora.
Do oficera niemieckiego zbliża się żołnierz wermachtu trzymający w ręku karabin.
Widzimy chłopców, których „poznaliśmy” w czasie przysięgi w stajni u Kacaja,
Żołnierz wermachtu wręcza znaleziony „karabin” niemieckiemu oficerowi. Niemiecki oficer ogląda uważnie karabin ze wszystkich stron, waży jego ciężar w ręku i nagle … gwałtownie uderza nim o kolano. „Karabin” pęka z trzaskiem, wydając odgłos łamiącego się drewna. Niemiecki oficer wyrzuca połamany „karabin”. Okazuje się, ze to był ten „karabin” wystrugany przez chłopców.
Widzimy ponownie twarze polskich chłopców.
Hrehor robi zdziwioną-głupią minę.
Oficer niemiecki
Dość!
Oficer niemiecki odwraca się i odchodzi. A za nim podążają niemieccy żołnierze.
Hrehor ogląda się ze złością na leżącego Kubowa.
Wnętrze. obora kacaja – wieczór.
W oborze jest Kacaj, Bronek i pozostali chłopcy. Wszyscy się śmieją.
Chłopiec #1
Miałeś dobry pomysł z tym karabinem.
Władek Korylczuk
Widziałeś minę Hrehora?
Chłopiec #1
Wyglądało jakby połknął jajo!
Władek
Wyszedł tylko na durnia!
bronek
Teraz Ukraińcy i Niemcy muszą nam dać spokój.
Do obory wchodzi Kubów.
Kacaj
Obawiam się, że wasza radość chłopcy jest przedwczesna.
Ukraińcy nam nie darują.
Kubów
To prawda. Musimy się bronić.
A do tego potrzebna nam będzie prawdziwa broń!
Chłopcy patrzą na Kubowa z zaciekawieniem.
Plener. cmentarz – noc.
Zima. Krzyż z czapką budionnówką. Kilof uderza o zamarzniętą ziemię – grób żołnierzy armii czerwonej. Szpadel odgarnia wykopana ziemię. Jest już zima.
Kubów
Kopcie śmiało.
Kacaj
Myślisz, że oni tam jeszcze są?
Chłopiec#1
Ale kto, panie Kubów?
Kubów
Bolszewicy. Leżą tu od 1939, razem z bronią i magazynkami amunicji.
Chłopiec mimowolnie wzdryga się – jest przestraszony.
Chłopiec#1
Na pewno tam są?
Kubów
Sam ich tu zakopywałem.
Jeszcze z naszym wojskiem.
Kubów spostrzega, że nie o to chodziło. Chłopcy boją się odkopywać trupy.
Kubów
Nie bójcie się,
już ich dawno robaki zjadły.
Chłopcy wracają a do kopania. Pracują szpadle – ziemia z wykopu pada na śnieg.
Chłopiec#1
Są!
Chłopiec wyjmuje z wykopanego dołu karabiny owinięte w szmaty i podaje je w górę.
Chłopiec patrzy do wykopanego dołu.
Kacaj
Trzeba to będzie wyczyścić.
Kubów bierze w rękę karabin – wyciąga go przed siebie. Patrzy na broń. Widzimy karabin.
Kubów
Stworzymy samoobronę.
Od dziś w nocy,
będziemy pełnili warty
na drogach prowadzących do wsi.
Chłopcy
A Niemcy?
Kubów
Niemcy? Oni też chcą spokoju.
W wielu wsiach pozwolili na samoobronę, dali nawet broń.
Przymkną na to oko, tak jak przymykają na rozboje Ukraińców.
Dla nich najważniejsze sa kontyngenty.
Zresztą, jaki mamy wybór?
Kacaj
Słyszałem, że front się zbliża
i Niemcy zamierzają kopać okop przeciwczołgowy.
Kubów
Kto wie?
Plener. Droga do wsi – Wieczór.
Dwóch chłopców z Samoobrony chodzi wszerz drogi z karabinami.
Są czujni, wpatrują się w ciemność. Mają też trąbkę i kotły blaszane.
Jest cicho i spokojnie.
Plener. Kopanie okopu czołgowego – dzień.
Widzimy mężczyzn zagnanych przez Niemców i ukraińskich policjantów – w tym Hrehora – do kopania okopu przeciwczołgowego.
Mężczyźni kopią ziemię szpadlami. Wre praca.
Oficer niemiecki w wypastowanych czarnych butach i szpicrutą w dłoni przechadza się wzdłuż okopu, bijąc szpicrutą o cholewy.
Bronek wyrzuca szpadlem ziemię, tuż przy butach oficera.
Niemiecki oficer na chwilę zatrzymuje wzrok na Kubowie. Widać, że o nim myśli.
Z oddali widzimy, że roboty przy kopaniu okopu są już zaawansowane.
Niemieccy żołnierze z bronią pilnują porządku przy wykopach.
Plener. Droga do wsi – Wieczór.
Kilku chłopców z Samoobrony spaceruje z karabinami wzdłuż drogi. Widać ich z daleka.
Wśród nich Bronek.
plener. skraj lasu/las – po południu.
Widzimy skraj lasu. Do lasu przylega przykryta teraz śniegiem
łąka. Wieczór. Cisza, Pustka.
„Wchodzimy” do lasu. Szybko „przenosimy się” do przodu – tak jakbyśmy biegli.
I … biegniemy…, gałęzie chlaszczą „nas” po twarzy.
Często zmieniamy kierunki biegu…, błądzimy, jak tropiona zwierzyna. Czasem się zatrzymujemy na chwilę, biegniemy dalej…
Wreszcie zatrzymujemy się na dłużej. Rozglądamy wokół. Jest
ciemno, strasznie.
Nagle słyszymy jakiś niewyraźny śpiew.
Podchwytujemy tę melodię – i ruszamy jej tropem.
Powoli śpiew staje się co raz wyraźniejszy.
plener. las – noc.
Obóz Ubowców – tabor w lesie.
Palą się ogniska, siedzą przy nich upowcy, którzy piją, jedzą i śpiewają „bojową” pieśń. Słyszymy męskie, niskie głosy. Wśród nich HERSZT UPOWCÓW.
Upowcy
(śpiew)
My zrodyłyś iż krowi narodu,
Kołysała nas riżna tiurma,
Hartuwałyś w bojach za swobodu,
I nenawiść do do hańby jarma.
Smert, smert Lachom smert,
Smert mońkowsko-żidiwski komuni
W bij krywawyj OUN nas wede.
Nam brat iw na oczach katuwały
I znuszczałyś nad namy Lachy…”
Maksym i Upowcy są pijani. Maksym prowadzi pijanego Hyluszę, obejmuje go ramieniem. Z upowcami idą też inni młodzi ukraińscy chłopcy. Zaczyna się chrzest bojowy młodych Ukraińców.
Maksym
(po ukraińsku)
Na chodź – śmiało!
Grupa Ukraińców dochodziło polany. Świeci księżyc. Na brzegu polany stoją wozy taboru bandy.
Maksym
Ty widzisz? Laaachyyy!
Na środku polanki widzimy zakopanych po głowy trzech Polaków. Głowy Polaków są zakrwawione. Polacy są umierający.
Jakiś Ukrainiec podnosi z ziemi grudkę i rzuca ją w kierunku zakopanych Polaków.
Grudka ziemi leci w stronę jednej z głów zakopanego w ziemi Polaka.
Ale grudka ziemi mija głowę zakopanego Polaka, nie trafiając w nią.
zakopany Polak
Nie proszę…
Maksym wybucha śmiechem. Wciska pistolet w rękę Hyluszę.
Maksym
(po ukraińsku)
Masz – strzelaj!
No, dalej – przecież
masz dobre oko!
Hylusza bierze pistolet, patrzy przez siebie, ale nawet nie mierzy, kręci przecząco głową, nie może wykrztusić słowa.
Maksym śmieje się brutalnie. Popycha Hyluszę, rozpycha się
między Ukraińcami i rusza przed siebie zamaszystymi krokami –
nie idzie jednak prosto – jest pijany.
Podchodzi zamaszyście do jednego z wozów.
maksym
(niewyraźnie)
Rizat Lahiw!
Maksym siłuje się z dyszlem, ale nie może go wyciągnąć. Wreszcie odpina od wozu orczyk, chwyta go w dłonie.
Rusza w kierunku zakopanych po głowy Polaków.
Podchodzi do nich i uderza silnie po ich głowach – zabijając
na miejscu. Krew z przetraconych głów tryska na biały śnieg.
Hylusza wymiotuje.
wnętrze. chałupa Kubowych – noc.
Józia śpi – wierci się w łózku. Ma niespokojny sen. Przewraca
się kilkakrotnie z boku na bok.
Plener. Kopanie okopu czołgowego – dzień.
Ponownie widzimy mężczyzn zegnanych przez Niemców do kopania
okopu przeciwczołgowego.
Robota trwa – okop powiększa się i wydłuża.
Mężczyźni ocierają pot z czoła.
Wywożą taczki naładowane piachem z dna okopu.
Oficer niemiecki i żołnierze pilnują porządku.
Plener. Las – noc
Herszt Upowców idzie na czele pochodu. Za nim ciągną wozy.
Upowcy wychodzą z lasu.
Z oddali widzimy kontury ciemnych postaci na tle lasu.
Plener. Droga do wsi – Wieczór.
Dwóch chłopców z Samoobrony w tym Bronek, bije w blaszane kotły, jeden gra na trąbce, drugi bije w blaszany kocioł. Robią WIELKI HAŁAS.
Bronek biegnie drogą „drząc się w niebogłosy” z całych sił. Jednocześnie trąbi na trąbce.
bronek
Banderowcy!
Ludzie wstawajcie!
Banderowcy idą!
Z oddali widzimy jak w domach wsi zapalają się świeczki w oknach.
Kilka osób – polskich gospodarzy wychodzi przed chałupy z widłami w dłoniach.
Plener. skraj Lasu – noc
Herszt Upowców jest zły. Daje znak do odwrotu.
Maksym i pozostali Upowcy odwracają się i wracają do lasu.
Plener. Droga przez wieś – dzień.
Bronek stoi przy swoim ogrodzeniu. Drogą idzie Hrehor i inni ukraińscy policjanci.
Hrehor
(do Bronka]
Szczo, bojisz sia szczoty tobi batka ne zabyły?
Hrehor spluwa w kierunku Bronka.
Plener. Kopanie okopu przeciwczołgowego – dzień.
Widzimy jak Kubów i Bronek i inni Polacy kopią okop przeciwczołgowy.
Wszyscy Polacy pracujący przy okopie wyglądają na
skrajnie WYCZERPANYCH.
Jakiś ukraiński milicjant bije po plecach Polaka opadłego z
sił, by ten szybciej pracował. Pracę nadzorują Niemcy.
W zasadzie praca idzie wolno – kopiący nie mają sił, z trudem
ruszają szpadlami. Patrzą na świat tak, jakby mieli gorączkę.
Obraz, który widza rozmywa się czasami, po czym znów nabiera
ostrości. Kołuje im się w głowach. Kubów zwraca się do Franka Kacaja.
kubów
Oni… Wykończą nas…
plener. podwórko bartkiwów – wieczór.
Hałynka i Marusia idą z glinianymi garnkami – kładą garnki na sztachetach płotu. Ich uszu dobiega czyjś SZEPT.
szept (OFF)
Psss….
Dziewczęta odwracają się w kierunku dobiegającego ich szeptu.  Między sztachetami w płocie dostrzegamy przykucniętą postać. Dziewczęta podchodzą bliżej.
(całość rozmowy po ukraińsku)
Hałynka
Hylusza?
marusia
Co tu robisz?
Hylusza
Przyszedłem was ostrzec.
hałynka
Przed czym?
hylusza
Nie wychodźcie wieczorem z domu, choćby nie wiem co się działo.
Marusia
Dlaczego?
hałynka
A co ma się dziać?
hulusza
Nie wychodźcie!
I powiedzcie matce i ojcu,
żeby zostali.
Mówimy to wszystkim naszym braciom Ukraińcom.
Marusia
Dlaczego? Hylusza,
czego oni chcą?
Hylusza
Nie zrozumiesz.
Hałynka przez płot chwyta Hyluszę za ramiona.
Hałynka
Doskonalę rozumiem!
To źli ludzie.
Hylusza, wracaj nas! Do domu.
Ojciec i matka Ci przebaczyli.
Nie rób głupstw. Proszę.
Hylusza nie patrzy na siostrę. Nie odwraca się już do dziewcząt.
hylusza
Nie mogę już. Za późno…
(po chwili, bez przekonania)
Rizat Lahiw!
Hulusza odbiega.
Z mieszkania wychodzi matka Bartków. Marusia ma łzy w oczach.
Marusia
(do Hałynki)
On nie mówił tego poważnie.
Hałynka zakłada na głowę chustkę, która miała na ramionach, szybko wybiega z podwórka.
wnętrze. chałupa Kubowych – dzień.
W pokoju jest ciotka Paulina. Miele na żarnach mąkę.
Młodsze dzieci i Józia jedzą placek w drugim kącie mieszkania.
Nagle drzwi do mieszkania otwierają się z trzaskiem i do wnętrza wpada Hałynka. Jest wzburzona, ma łzy w oczach.
Ciotka paulina
Hałynka?
Hałynka rozgląda się po mieszkaniu.
Małynka
Gdzie wszyscy? Gdzie Bronek?
Paulina skupiona na własnej robocie, nie zwraca na uwagi na Hałynkę.
Ciotka paulina
Hałynka?
Spójrz – te placki z jęczmienia, rozlatują się… Jęczmień nie ma lepiszcza… A ni wracają tacy wyczerpani.
Hałynka chodzi zdenerwowana w różnych kierunkach, ma łzy w oczach. Nie może znaleźć sobie miejsca.
hałynka
Gdzie Bronek?
Ciotka Paulina przestaje pracować.
Ciotka paulina
Nie wrócili jeszcze z kopania okopów.
Hałynka
Oni coś szykują.
ciotka paulina
Kto?
Hałynka
Upowcy! Banderowcy!
Chcą mordować Polaków!
ciotka paulina
Dziecko, straszą nas od wielu tygodni – to tylko gadanie.
hałynka
Nie… teraz będzie inaczej.
Czuję to.
Był u nas Hylusza.
ciotka paulina
Uspokój się, Hałynko.
Hałynka nadal jest wzburzona, chodzi po pokoju. Nagle pada do nóg ciotce Paulinie.
hałynka
Ja… proszę powiedzieć Bronkowi, że… Ja chciałam powiedzieć wtedy inaczej niż powiedziałam…
Nie chciałam. I że, że…
Żeby uważał na siebie.
Hałynka nie kończy, zaczyna płakać. Ciotka Paulina przytula ją i głaszcze po głowie.
Ciotka paulina
Powiem mu, powiem.
Hałynka ociera łzy, wstaje i ze spuszczoną głową wychodzi z domu Kubowych.
Plener. Droga przez wieś – wieczór.
Droga przez wieś wracają z pracy przy okopach mężczyźni ze wsi. Kilku z nich niesie łopaty na ramionach.
Dwóch zostaje na straży wsi – na drodze jak samoobrona.
Wszyscy są POTWORNIE zmęczeni, powłóczą nogami, idą bardzo
powoli. Idąc przez wieś rozdzielają się, każdy z nich skręca
do swoich podwórek i domostw.
Kubów, Bronek i Włodek wchodzą na swoje podwórko.
wnętrze. chałupa Kubowych – wieczór.
Kubów, Bronek i Włodek wchodzą do mieszkania. Ciotka Paulina
siedzi przy żarnach. Mężczyźni podchodzą do kubła z wodą – nabierają wody, piją ją łapczywie
Ciotka paulina
Była tu Hałynka.
Szukała Cię Bronek!
Chciała Ci powiedzieć…
Bronek odkłada łyżkę, z której pił wodę.
Bronek
Nie ma niczego,
o czym mógłbym z nią rozmawiać…
ciotka paulina
Bronek… Dziecko…
bronek
To wszystko ciotki wina
i ciotki wymysły. Wiecznie coś!
Ciotka Paulina nic już nie odpowiada. Mężczyźni podchodzą do łóżek i PADAJĄ NA NIE ze zmęczenia, nie zrzucając nawet ubrań.
Bronek leżąc patrzy jeszcze przez chwilę zamyślony w sufit.
Zmęczeni niemiłosiernie mężczyźni zasypiają niemal natychmiast. W domu zostaje tylko ciotka Paulina, która nie śpi, i kilkoro ziewających dzieci.
plener. wieś – noc.
Wieś pogrążona jest w ciemnościach.
plener. wieś/las – noc.
Ściana lasu jest czarna. Groźna.
Wieś śpi.
Droga przez wieś – pusto.
Kilka pogrążonych w ciemności chałup.
Pies kręci się „nieswojo” na łańcuchu, jakby chciał się uwolnić. Cicho skiełczy.
Świeci księżyc w pełni.
Wiatr delikatnie muska gałązki drzew.
Zaspy bladego śniegu, srebrzą się odbijając światło księżyca.
Na drodze łączącej wieś z lasem stoją dwaj chłopcy z samoobrony, ziewają zmęczeni. Mają pochylone sylwetki. Chuchają  w zmarznięte ręce – ale jakoś tak anemicznie – bo są fizycznie wyczerpany – tego samego dnia pracowali przy kopaniu okopu.
wnętrze. zagroda kubowowych – noc.
Józia budzi się nagle i gwałtownie siada na łóżku.
Siedząc na łóżku przestraszona ciężko dyszy, rozgląda się
wokół. Jest cicho, słychać chrapanie Kubowa i ciężkie oddechy
głęboko śpiących Bronka i Władka, ciotki Pauliny i pozostałych dzieci.
Józia spuszcza nogi z łóżka, ubiera się szybko, zakłada buty.
Podchodzi do śpiącego Bronka. Staje przy nim, potrząsa za
ramię chcąc obudzić.
Bronek śpi głęboko, mamrocze przez sen – nie daje się obudzić.
Józia podchodzi do Władka, powtarza tę samą czynność co z Bronkiem, potrząsa jego ramieniem, próbując obudzić. Jednak zarówno Bronek jak i Władek śpią „jak zabici” .
Józia zakłada chustkę i ciepłą kurtkę, otwiera drzwi i wychodzi z domu.
wnętrze. droga przez wieś – noc.
Józia wychodzi z podwórza Kubowych na drogę. Uderza ją zimne mroźne powietrze.
Rusza drogą przez wieś.
Widzimy ją jeszcze przez chwilę – dopóki jej sylwetka nie rozpłynie się w ciemnościach.
plener. przy drzewie – noc.
Nogi/buty Józi brną przez śnieg.
Józia dochodzi do grubego drzewa – drzewo jest na tyle grube, że zasłania w całości sylwetkę dziewczynki.
Dziewczynka przylega brzuchem i piersiami do drzewa.
Widzimy jej całą postać stojącą w śniegu – tulącą się do drzewa.
Nad krawędzią śniegu – ciemniejsze nocne tło. Po tle przesuwają się gromady ludzi – ciemnych postaci (to UPOWCY). Któryś z upowców niesie zapewne pochodnię – bo górna partie kilku postaci są oświetlone.
Widzimy stojącą teraz tyłem do drzewa – oparta plecami o drzewo Józię. Józia ŁKA.
Nogi/buty brnących po śniegu Upowców. Kopyta końskie, koła
wozów.
Płozy sań. Śnieg skrzypi.
plener. droga na poczatku wsi – noc.
Nóż podcina gardło człowieka.
Widzimy osuwające się na ziemię-śnieg ciało stojących na
straży chłopców z Samoobrony.
Kilkunastu Ubowców stoi nad zabitymi chłopcami z samoobrony. Herszt Ubowców ręką pokazuje kierunki;
Ubowcy dzielą się na grupy, przekazują sobie ogień na pochodniach – Główna grupa wchodzi do wsi główną drogą.
plener. dom korylczuka – noc.
Drzwi wejściowe do domu polskiej rodziny Korylczuków – słyszymy odgłosy uderzeń siekiery w drzwi .
Korylczukowie budzą się, zrywają z łóżek. Są w bieliźnie .
WŁADEK KORYLCZUK stoi na boso – w kalesonach i koszuli.
Władek Korylczuk podbiega do drzwi, wyciąga ręce chcąc je
podtrzymać, ale w tej chwili drzwi zostają otwarte i do
wnętrza wpada trzech BANDYTÓW-banderowców.
W mieszkaniu jest ogółem kilka osób – rodzina Władka Korylczuka – bandyci rzucają się na nich.
Żona korylczuka
Jezu!!!
Władek Korylczuk dostrzega rzeź bliskich, odpycha siłującego
się z nim banderowca i wybiega do przedpokoju – wskakuje na
drabinę i ucieka na strych. Jeden z bandytów rzuca się za nim
w pościg. Władek Korylczuk będąc na strychu odpycha drabinę z bandyta.
Władek Korylczuk boso i w samej bieliźnie wychodzi przez właz
w dachu na dach. Biegnie po dachu, zeskakuje z dachu na
drogę.
plener. dom korylczuka – noc.
Tymczasem w domu Korylczuka kończy się rzeź. Jedna z
dziewcząt zostaje pokłuta bagnetami i wyrzucona przez okno.
Inny mężczyzna zostaje zarąbany siekierą.
Jeden z bandytów ”nadziewa” na bagnet trzyletnie dziecko i
unosi je w górę.
Dziecko wije się na bagnecie.
Plener. Droga przez wieś – noc.
Władek Korylczuk wybiega na drogę biegnie nią przez wieś i krzyczy z całych sił
Władek korylczuk
Mordują !!! Ludzie!!! Riżut!!!Banderowcy!!!
Banderowcy we wsi!!! Ratunku!
Zapalają się światła w oknach wielu domów. W oknach i przed domami pojawiają się ludzie.
Plener. dom mieszczaniuka – noc.
Maksym i kilku bandytów wpada do mieszkania polsko-ukraińskiej rodziny Mieszczaniuków.
Mieszczaniuk próbuje się bronić, unosząc w górę pogrzebacz.
Maksym uderza go siekierą w głowę.
Mieszczaniuk pada zabity.
Inny Upowiec przebija widłami żonę Mieszczaniuka – Genowefę.
Kolejny bandyta widłami uderza w trzyletnie dziecko
Mieszczaniuów. Widły ześlizgują się po ciele dziecka, lekko
tylko je kalecząc. Jednak dziecko pada nieprzytomne na ziemię.
Hulusza, który jest z bandą Maksyma stoi przed progiem i patrzy wstrząśnięty.
Hylusza odwraca się i ucieka – nie chce brać udziału w mordach.
Maksym to dostrzega.
Maksym i jego ludzie wybiegają z mieszkania Mieszczaniuka. Hylusza ucieka.
Maksym
Wracaj, zdrajco!
Maksym strzela do Hyluszy. Hylusza pada na ziemię /zabity/.
plener. wieś – noc.
Ściana lasu jest pełna pochodni – Droga miedzy lasem a wsią, jest wypełniona sznurem ludzi, pochodni i wozów bandytów.
Wszyscy posuwają się w stronę wsi.
Banderowcy – mężczyźni kobiety są uzbrojeni w siekiery, karabiny, widły.
Idą szybko, głośno.
Pies kręci się na łańcuchu, skowycze przestraszony.
Uniesione widły i siekiery przesuwają się po tarczy księżyca.
Po chwili widzimy jak z oddali zaczyna palić się jedna z chałup lub stóg siana.
wnętrze. dom bartkiwów – noc
Rodzina Bartkiwów wstaje obudzona. Hałynka wstaje z łóżka. Podbiega do okna. Patrzy przez nie z przerażeniem. Zakłada na siebie kurtkę i chustkę. I wybiega z domu.
Matka Hałynki.
Hałynka, nie wychodź!
Wracaj…
wnętrze. chałupa Kubowych – noc
Rodzina Kubowych wstaje. Kubów ubiera dzieci. A Bronek i Władek – tak jak stoją – na boso i w kalesonach wybiegają z domu. Z zewnątrz dobiegają odgłosy, krzyki ludzi.
Plener. Podwórze gospodarstwa kubowych – noc.
Płomienie (jasność) na twarzy Bronka i Władka. Bronek i Władek są na zewnątrz.
Władek chwyta stojące przy oborze widły, a Bronek wyrywa z pieńka siekierę. Obaj chłopcy ruszają przed siebie na drogę.
Szybko zaczynają biec.
Kubów z trójką dzieci wychodzi z domu.
wnętrze. dom Michała Budnika – noc
Dom polskiego gospodarza – Michała Budnika. Domownicy są zerwani ze snu.
Słyszymy dobiegający z zewnątrz głos Władka Korylczuka.
Władek kirylczuk (OFF)
Mordują !!! Ludzie!!! Banderowcy!!! Banderowcy we wsi!!! Ratunku!
Michał Budnik ubiera się szybko z żoną, ubiera dzieci, mniejsze dzieci na ręce i cała rodzina szybko wybiega z domu.
Plener. Gospodarstwo Michała Budnika – noc.
Michał Budnik wybiega na podwórze – widzi jak w głębi drogi tłoczą się nadciągający Upowcy. Rusza biegiem razem z rodziną w przeciwnym kierunku.
Cała rodzina biegnie – wpada na podwórze sąsiadów – Mikołaja Sesiuka.
Plener. Podwórze gospodarstwa kubowych – noc.
Hałynka wbiega na podwórze Kubowych.
Hałynka przebiega podwórze – wpada w otwarte drzwi mieszkania
Kubowych. Mieszkanie jest puste.
wnętrze. chałupa Kubowych – noc.
Hałynka stoi w progu domu Kubowych.
Widzimy , że mieszkanie jest puste – porzucone.
Hałynka
Bronek…?
Hałynka odwraca się I wybiega z powrotem na podwórze.
Plener. Gospodarstwo Mikołaja sesiuka – noc.
Rodzina Michała Budnika wpada do murowanej obory Mikołaja Sesiuka.
wnętrze. obora w Gospodarstwie sesiuka – noc.
Wewnątrz obory jest już wielu Polaków. Są tu też owce. Przeważają kobiety i dzieci. Polacy ryglują drzwi od wewnątrz.
Wszyscy są przerażeni. Nasłuchują narastających odgłosów z zewnątrz.
Nagle słyszymy silne UDERZENIA w drzwi obory.
Widzimy siekierę wyrąbującą od zewnątrz drzwi obory.
Wewnątrz panuje strach i zamieszanie. Jakiś mężczyzna pomaga Michałowi Budnikowi wejść na strych.
Drzwi są już wyrąbane. Do wnętrza wpadają upowcy z siekierami w rękach i zaczynają mordować uderzeniami siekier.
Kobieta
Na miłość Boską!!!
Nie zabijajcie!!!
Bandyta
Poszo was ubijać, nam nużno korowy, owce..
Kobieta klęczy i płacze.
Bandyta
A gdzie wasze mużyki?
Kobieta
Poszli na dwór.
Wysoko na belce strychu – w cieniu leży Michał Budnik i łka.
Owce wyprowadzane są na zewnątrz.
Nagle wśród owiec bandyci dostrzegają przerażonego chłopa. To stary Józef Burzak.
Bandyta
A ty szczo za odyn?
Burzak
(po ukraińsku)
Ja Ukrainiec Hryńko.
Bandyta pokazuje na jego kożuch i buty. Burzak zaczyna się rozbierać. Bandyta zabiera jego ubranie i wypycha Burzaka na zewnątrz obory – na dwór.
Inny Bandyta podkłada ogień. Słoma zaczyna się palić. Bandyci wychodzą z obory, zamykając za sobą drwi.
Wewnątrz zostają dusząc się w dymie Polacy. Polacy krzyczą
Polacy
Ratunku! zmiłujcie się!!! Boże!!!
Michał Budnik próbuje od wewnątrz rozerwać słomiane pokrycie stodoły. Jest już poparzony na twarzy. Wokół dym.
plener. obora w Gospodarstwie sesiuka/stóg siana – noc.
Michał Budnik wychodzi przez wyrwany otwór w strzesze
stodoły. Zjeżdża po pochyłym dachu. Spada na ziemię. Wstaje i
zaczyna biec w stronę. ogrodu.
Przed nim widzimy stóg siana. Michał Budnik przypada do
stogu, zakopuje się w nim.
Plener. Droga we wsi – noc.
Bronek i Władek biegną przed siebie. Zatrzymują się przerażeni.
Wpadają na dwóch upowców – Upowcy podnoszą na nich siekiery. Chłopcy próbuja bronic się – uniknąć ciosów. Władek widłami rani jednego z Upowców. A Bronek odpycha innego.
Chłopcy uciekają między zabudową. Bandyci ich gonią.
Chłopcy dopadają do ściany stodoły. Strzecha stodoły nisko
opada, dając cień. Chłopcy kryją się w cieniu słomianego
poddasza. Bandyci przebiegają dalej nie zauważając ukrytych chłopców.
Chłopcy wstrzymują oddech. Przed nimi przebiega uzbrojona grupa upowców.
Plener. Wieś – noc
Bronek i Władek płaczą. Stoją chwilę w cieniu , ale po chwili
zaczynają uciekać. Biegnąc kryją się w cieniu.
plener/wnętrze. obora – dzień.
Kubów z dziećmi wchodzi do obory u sąsiadów.
Z tyłu dobiega do niego Hałynka.
Hałynka
Panie Kubów!
Panie Kubów!
Hałynka wbiega do obory razem z rodziną Kubowych.
Polacy ryglują drzwi. Oczekują. Nasłuchują.
Nagle słyszą głosy Ukraińców przed oborą. Słyszymy kilka uderzeń siekierą w drzwi.
Banderowiec
(po ukraińsku)
Otwierać!
Małynka przypada do drzwi obory.
Hałynka
(po ukraińsku)
Odejdźcie! To Ukraińska zagroda!
Przed drzwiami obory stoją Ukraińcy i patrzą po sobie. Hałynka patrzy przez otwór w drzwiach – między deskami.
Hałynka
(po ukraińsku)
To ty Hryńko, Mykoła?
Nie poznajecie Hałynki Bartkiw. No, dalej idźcie stad!
Dajcie spać!
Bandyci patrzą po sobie, tak jakby próbowali przypomnieć sobie czyj to głos. Może rzeczywiście wśród nich jest jakiś Hryńko czy Mykoła…? Kiwają porozumiewawczo głowami. Dają sobie znaki i odchodzą.
Kubów siedzi z dziećmi przy murze. Obok pozostali Polacy. Hałynka klęka przy nim.
Hałynka
Panie Kubów?
Co z Bronkiem?
Gdzie On?
Kubów kręci głową – nie wie.
Hałynka siada obok rodziny Kubowych i przytula najmłodsze dziecko. Zaczyna płakać. Z zewnątrz docierają odgłosy rzezi – odgłosy zakłócają „normalne myślenie”.
Plener/WNĘTRZE. Wieś – noc.
Na ulicy i w zagrodach TRWAJĄ MORDY.
Widzimy MIGAWKI kilku scen mordów.
Upowcami dowodzi Herszt Upowców
Bandyci ciągną ludzi po ziemi. Układają pod ścianą i przebijają kosami i bagnetami.
Franek KACAJ (wujek Bronka, którego widzieliśmy między innymi w scenie odbierającego od chłopców przysięgę) próbuje się bronić –
wyrywa jednemu z nich karabin, strzela – ale inni rzucają się na niego i rąbią siekierami.
Jakiś Bandyta wyciąga małemu dziecku język z buzi i przybija
gwoździem do stołu.
Inny bandyta wiąże kilkoro dzieci drutem kolczastym przy
drewnianym słupku płotu i przebija je bagnetem.
Banderowcy noszą złapane kury.
Banderowcy RABUJĄ mieszkania, wyciągają mokre pranie z
drewnianych bali, chwytają garnki, poduszki.
W innym mieszkaniu jakiś bandyta podkłada ogień.
Jeden ze starszych Polaków ucieka rowem na czworaka. Banderowiec dopada go z tyłu i zabija siekierą.
Płonie obora Mikołaja Sesiuka.
Upowcy wrzucają do niej dwóch związanych powrozem Polaków.
Wnętrze. Mieszkanie ukraińca Mełnyczuka – noc
Mełnyczuk to sąsiad Kubowa, którego widzieliśmy na początku
scenariusza , jak pozdrawiał Kubowa w czasie żniw, potem w scenie rozmowy gospodarzy polskich i ukraińskich, po pobiciu Burzak i później w scenie gdy obserwował przez płot podwórko Kubowa, pytając Bronka czy ojciec jest w domu.
Teraz Mełnyczuk stoi z rodzina przed oknem. Jako, że jest
Ukraińcem, jego rodzina jest bezpieczna. Patrzą
przed siebie w milczeniu i z „otępiałymi minami. Raczej nie
dociera do nich to co widzą – nie do końca wszystko
rozumieją (raczej nie rozumieją).
Plener. Ulica – noc
Banderowcy zrabowane dobra – kury, mokre pranie z
drewnianych bali i wszystkie inne przedmioty znoszą
na wozy. Przy wozach palą się pochodnie.
Plener. skraj Lasu – noc.
Na skraju lasu siedzi samotnie Józia, która przygarnęła
rodzina Kubowych, a która uciekła tuż przez rzezią. W oddali
przed nią – przed jej oczyma płonie wieś.
Józia trzęsie się, zanosi się od płaczu – patrzy przed siebie na wieś.
Widzimy jej oświetloną twarz.
Ogień.
plener. stóg siana – noc.
Ciemno. Jesteśmy wewnątrz stogu. Widzimy twarz Michała Budnika, który się tu schował, po ucieczce z płonącej stodoły. Leży tu trzęsąc się ze strachu. Tylko z boku ciała mały fragment nieba/pożarów.
Nagle twarz Budnika odjeżdża nam sprzed oczu – ktoś wyciąga go za nogi. Budnik szarpie się i broni przed wyciągnięciem.
Mikołaj Sesiuk
Budnik to my, musisz uciekać,
tu Cie znajdą.
Mikołaj Sesiuk wyciąga Budnika. I wspólnie uciekają.
Plener. Sad – noc
Bronek i Władek biegną między drzewami o na boso po śniegu.
Uciekają chaotycznie, potykając się i płacząc. Są co raz dalej. Sad ustępuje łące. Chłopcy biegną po łące. W oddali za nimi PŁONIE wieś.
Chłopcy dopadają brzegu lasu, padają tu zmęczeni. Chwilę odpoczywają płacząc i chwytając powietrze. Po chwili wstają i ruszają dalej, biegnąc skrajem lasu.
Plener. Pola przed wsią ichrowica – noc
Droga do wsi Ichrowica. Bronek i Władek biegną polami.
Na polach śnieg, czesiowo ziemia. Są czarni od dymu, płaczą.
Na polu ciemne sylwetki kilku postaci. Chłopcy nie widza postaci – biegną w ich kierunku.
Chłopcy dobiegają do postaci. Okazuje się, że to Ukraińcy z sąsiedniej wsi – Ichrowicy.
Ukrainiec
Sij, chto jde?
Chłopcy stają przed Ukraińcami. Przedstawiają żałosny widok, co nie uchodzi oczom Ukraińców.
Widzimy posiniaczone nogi chłopców, podarte kalesony.
Na twarzach Ukraińców widać zmieszanie i jakby wyrzut sumienia.
Bronek
My z Berezowyci jdem do Mynartowycza. On tu mieszka –
w Ichrowicy. To nasz wuj.
Ukraińcy rozstępują się. Jeden z nich prowadzi ich ze sobą.
Ukrainiec
Chodźcie, zaprowadzę Was.
Pozostali na drodze Ukraińcy pozostają zmieszani.
WYCIEMNIENIE
plener.zgliszcza berezowicy – dzień.
Zgliszcza. Surrealistyczna, senna atmosfera. Kilka MIGAWEK z
różnych miejsc.
Tli się zwęglony fragment jakiegoś budynku.
Kobieta odwiązuje martwe dziecko spętane drutem kolczastym od palika.
Władek Koryluk przytula swe martwe dziecko (przebite bagnetem – to, które się wiło na bagnecie).
Widzimy ciała zamordowanych Polaków – w tym polskich dzieci przywiązane drutem do palika.
Stary Józef Burzak rozgarnia ręką popiół. Płacze załamany.
Ludzie – Polacy, którzy przeżyli mord chodzą jak cienie,
powłóczą nogami.
Chodzi bezpańsko kilka kur, gęsi.
Stary Józef Burzak podnosi głowę. Słychać warkot samochodów.
Ale Burzak ma takie spojrzenie jakby był w innym świecie,
gdzieś „daleko stąd”.
Plener. Droga do wsi – dzień.
Na drodze do wsi pojawiają się niemieckie samochody. Samochody jadą w kierunku wsi.
plener.zgliszcza Berezowicy – dzień.
Niemieckie samochody stoją zaparkowane we wsi. Niemcy biegają po wsi, wyłapują kury i gęsi.
Niemcy stoją nad siedzącymi na popiołach Polakami, szarpią ich, biją szpicrutami i kolbami karabinów.
Całe to zdarzenie oglądane oczyma Polaków wygląda
surrealistycznie, Niemcy otwierają usta, coś mówią, ale
Polacy nic nie rozumieją.
Stary Burzak patrzy zdziwionym wzrokiem, tak jakby nic nie kojarzył – na Niemców, przez których jest szarpany, by wstał.
Oficer niemiecki
Wstawać! Świnie!
Trzeba kopać okop.
Ale Burzak i inni Polacy nie reagują na bicie – nic do nich nie dociera.
Wreszcie zrezygnowani Niemcy robią odwrót – wracają do
samochodów. Wsiadają do nich, odjeżdżają.
Plener. Droga do wsi – dzień.
Na drodze do wsi pojawiają się niemieckie samochody. Samochody wyjeżdżają ze wsi.
Plener. pole przy lesie – dzień.
Od strony lasu idzie Józia.
Mija zabitego strzałem w plecy Hyluszę.
Zbliża się do zagrody Mieszczaniuków. Słyszymy płacz dziecka.
plener.Zrabowane mieszkanie Mieszczaniuka – dzień.
Słyszymy łkanie dziecka.
Widzimy zwłoki Michała Mieszczaniuka i jego żony Genowefy.
Obok matki siedzi trzyletnie dziecko i płacze.
Do mieszkania wchodzi Józia.
Józia rozgląda się- patrzy na płaczące dziecko. Podchodzi do niego. Klęka.
Dziecko przestaje płakać.
Józia
Jestem Józia.
Nie płacz, mały.
Jest to pierwszy tekst wypowiedziany przez Józię w filmie.
Józia, która w końcu sama jest około dwunastoletnim dzieckiem, przytula dziecko Mieszczaniuków.
Józia ubiera, okrywa dziecko Mieszczaniuków ciepłym kocem.
Józia
Chodź, musimy uciekać.
Źli ludzie mogą wrócić.
Józia bierze małego na ręce i wychodzi z mieszkania.
plener.zgliszcza Berezowicy – dzień.
Dymy. Rodzina Kubowych stoi przy drodze. Kubów jest wstrząśnięty. Kubów i młodsze dzieci.
Obok nich stoi Hałynka i inni Polacy – Michał Budnik, Mikołaj Sesiuk, Stary Józef Burzak. Zbierają się też wokół nich inni ocaleni Polacy.
Michał Budnik
Co teraz zrobimy? Boże…
Józef Burzak
Dokąd?
Mikołaj sesiuk
Kubów, powiedz coś.
Kubów milczy.
Błądzi oczyma przed sobą – podobnie jak w scenie, kiedy widząc rozmawiających ze sobą Bronka i Hałynkę, zdecydował, żeby zostać.
Podążamy jego wzrokiem – w oddali widzimy nadchodzących dwóch
chłopców. Rozpoznajemy ich sylwetki – to Bronek i Władek.
Na twarzy Hałynki pojawia się radość.
Hałynka rusza biegiem w stronę chłopców.
Bronek także biegnie.
Hałynka wpada w ramiona Bronka. Młodzi ściskają się radośnie – cieszą się, że przeżyli.
Kubów patrzy milcząco na Bronka i Hałynkę.
kubów
Musimy pogrzebać zmarłych, opuścić Berezowicę na zawsze
i uciekać.
Nigdy sobie nie wybaczę, tego ze zostaliśmy.
Ci, którzy zostaną ryzykują śmiercią.
plener.zgliszcza Berezowicy – dzień.
Widzimy płaczącą Hałynkę. Hałynka macha ręką na pożegnanie.
Za Hałynką w pewnym oddaleniu stoi rodzina Bartkiwów –
Marusia, Fedko Bartkiw i zona Bartkiwa i kilku zaledwie
innych Ukraińców, w milczeniu obserwujących odejście Polaków.
Polacy – pogorzelcy z Berezowicy ruszają w drogę. Niosą
tobołki, resztki dobytku.
Plener. Mur cmentarza – dzień.
Pochód pogorzelców mija wyrwę w ogrodzeniu cmentarnym.
Bronek płacze, gdy mija te wyrwę – miejsce jego spotkań z
Hałynką.
Plener. Polne bezdroża – dzień.
Józia idzie polnymi bezdrożami, niosąc na rękach dziecko Mieszczaniuków.
Świeci słońce. Śnieg leży na polach – ale częściowo jest już roztopiony.
Józia stawia dziecko na ziemi. Bierze je za rękę. Dzieci idą dalej.
wyciemnienie
Napis na ekranie:
Wieś Berezowica Mała nigdy nie została odbudowana.
napisy i muzyka końcowa.
                        napis na ekranie: koniec

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE