Krzysztof Cierpisz: Raport Szuladzińskiego

+++

Raport Szuladzińskiego

Totalny falstart kłamstwa wybuchów.

Korekta 120528

http://gazetawarszawska.com/2012/05/18/niektore-aspekty-techniczno-konstrukcyjne-smolenskiej-katastrofy/#comment-396

18 maja opublikowaliśmy – z biegu, niejako na kolanie – komentarz do raportu dr inż. Gregory Szuladzinskiego.

Był to raport długo oczekiwany i owiany legendą eksperctwa, waleczności, prawdy oraz intelektualnej przenikliwości, co niemalże stawia tę pracę na poziomie czegoś, co mogliby „wyczarować” jedynie jacyś legendarni bojownicy KOR, tacy właśnie jak np. nieśmiertelny Macierewicz.

Atmosfera ujawnienia tej nowej rzeczywistości ciągnęła się przez wiele miesięcy, co sprawiło, że większość społeczeństwa, bez czytania jego treści – uznała tenże raport za kamień milowy „prawdy smoleńskiej”.

I tu właśnie – w tym ideowo partyjnym naświetleniu prawdy, na długo przed pojawieniem się samej prawdy – pachnie nam Macierewiczem. Macierewiczem jako autorem, tego całego profanacyjnego cyrku na cmentarzu, jakim jest niegodna działalność tych trzech ekspertów na usługach służb odpowiedzialnych za „zamach warszawski” 10 kwietnia;  Nowaczyka, Biniendy i teraz Szuladzinskiego.

To Macierewicz jak jakiś wschodni mag z wesołego miasteczka, powoli, półsłówkami, przewracaniem oczu, a nawet „grą ciałem” – całymi miesiącami – wzmagał napięcie o nadchodzącej prawdzie tak, że przyjęcie raportu do zgłodniałych serc i umysłów odbyło się przez bezsprzeczną aklamację ludu s(‘m)rodków masowego przekazu, to zanim ktokolwiek ten raport przeczytał,  dalej wynik poszedł w świat: do telewidzów.

Ten długo oczekiwany raport to mieszanina wyuczonych sformułowań inżynierskich, propagandy oraz faktów dotyczących ujawnienia nowej formy eksplozji, których działanie nie jest jedynie krótkim impulsem – jak do tej pory, ale sam proces eksplozji trawa długo. Tak długo, na ile jest ku temu potrzeba. Czyli jak w socjalizmie: każdemu wg potrzeb.

(Niżej podpisany umownie przyjmuje dr inż. Szuladzińskiego, jako autora raportu, ale nie wierzy w to, że coś takiego dr G. Szuladziński mógł napisać i podpisać, a ten raport to jakieś „oszustwo w oszustwie”.)

Raport jest „równo nierówny” i tak prawdę mówiąc nie wiadomo, o co tam chodzi. Tak było na początku, a i jest tak na końcu – chciałoby się powiedzieć. Bo kiedy po przeczytaniu tegoż raportu jeden z zaprzyjaźnionych publicystów wysłał do dr inż. G. Szuladzińskiego merytoryczne zapytanie dotyczące treści raportu, ten automatycznie odesłał go do Macierewicza, sam widocznie nie posiadając koncesji na jakąkolwiek wypowiedź w sprawie własnych myśli…

Ale nie bądźmy gołosłowni, przejdźmy do raportu. Autor formalny  opracowania – sprawozdania o wybuchach – doktor inżynier – pisze już na samym wstępie:

„WSTĘP

Rezultatem wypadku samolotu Tu-154M przy podejściu do lądowania była śmierć wszystkich 96 osób na pokładzie (…)”

A wiec dr inż Szuladziński przemyca oszustwo smoleńskie nt. zgonu ofiar, a przecież miało być o technice.

Skomentujmy zatem sam raport. Szybkie uwagi, które opublikowaliśmy 18 maja, pozostają niezmienione, ale można by coś tam dogładzić lub dodać. Raport nie jest jednak wart takiego zachodu, gdyż jest to – w rzeczywistości – praca zbiorowa napisana (ocenzurowana) przez oficerów prowadzących Głównego Maga (chociaż on był Spiritus Inspiratione), a ci i tak pisząc jakieś frazesy nie są wstanie przekazać głębszej kombinacji zdarzeń, jak tylko ich hasła, które podrzuca się mediom. Raport ma jakieś tam wtrącenia na poziomie inżynierskim, ale merytorycznie nie jest całością czy spójnością na poziomie dokumentu technicznego. Brak w nim dokładnego sprecyzowania rzeczy najważniejszych: konfiguracji lotu części wraku samolotu (lub samolotu) w stosunku do osi czasowej wybuchów, czyli brakuje w nim sedna sprawy.

Nie wystarczy podać to, że były wstrząsy, które następnie przerabia się na wybuchy bomb, a potem nawet nie podaje się gdzie i kiedy to nastąpiło – własnie takie braki ma ten raport. Jest to podobne do tricków Biniendy, który krzak z podrzuconym tam końcem skrzydła LOW uznaje za punkt referencyjny do obliczenia wysokości lotu Tupolewa w chwili urwania skrzyła lewego. Aby jednak odwracać uwagę od tego nonsensu włącza komputer i pokazuje symulacje z drzewem, które jest już przecież wyeliminowane z gry, lub powołuje się na Niemczyka, że on potwierdza krzaki Biniendy swoimi obliczeniami. Jest to szkoła i atmosfera oszustw w stylu przekupek bazarowych , które tu są aplikowane na Polakach.

W rzeczy samej , wybuchy i skrzydło ucięte wybuchami to  w zasadniczym stopniu plagiat z Zamach.eu: tam ucięliśmy skrzydło wybuchem i całość wysadziliśmy w powietrze. Jedyna różnica polega na tym, że Macierewicz przeniósł wybuch w powietrze – a nasz nastąpił na ziemi, tak jak to było w rzeczywistości – i dalej Szuladziński i Dąbrowski dodali te rysunki oraz zakręty w lewo etc., aby jakoś z tego wybrnąć. A nie bardzo byli zgodni co do tego, jak to zrobić, co widać na szkicach.

Nasz link:

http://zamach.eu/100419%20Samolot%20blizniak/Samolot.htm

podawał  o wybuchu:

„Wyglądało to jakby nastąpił tam wybuch, który wymiótł wszystko ze swego wnętrza. Coś tak jak skorupka jajka bez swej zawartości. …”

„To postrzępienie mogło być także   podobne  do rury lub łuski pocisku, które zostały rozerwane siłą wybuchu od środka, a nie siły zewnętrznej. Uszkodzenia takie nie mogą być skutkiem uderzenia w ziemię……”

„Przygotowując  samolot bliźniak do efektownego rozbicia postanowiono zwiększyć efekt rozrzucenia części wraku poprzez rozerwanie kadłuba od środka właśnie za pomocą ładunków wybuchowych….”

Lub o technice ucięcia skrzydła:

http://zamach.eu/100511%20Klamstwo%20wiarodniejsze%20niz%20prawda/Klamstwo.htm

„Kiedy bliźniak – lecąc na autopilocie – znalazł się we właściwym punkcie – został osadzony na ziemi. Odbyło się to poprzez detonację ładunku wybuchowego w skrzydle. Skrzydło zostało ucięte i tym sposobem osiągnięto precyzyjne miejsce rozbicia samolotu bliźniaka….”

Ta wersja nie jest już aktualna, bo parę tygodni później – po jej opublikowaniu na Zamach.eu – zbadano sprawę i wynika już jasno to, że obiekty zdjęciach jednak nie pochodzą od katastrofy – tam w tamtym miejscu, a są jedynie inscenizacją elementów tamże podrzuconych, a dopiero później wysadzonych w powietrze.  Ale Macierewicz to przywłaszczył  i podzielił na trzy kłamstwa, obdzielając nimi aż  trzech  zagranicznych ekspertów. Fantastyczny kraj: POLSKA – cały świat nam tego zazdrości.

Do analizy tego raportu warto otworzyć link : http://zamach.eu/100821%20Oszustwo%20katastrofy%20smolenskiej/Oszustwo.htm,

Który jest zbiorem wielu ważnych faktów o NIEKATASTROFIE. Zostały one w sposób bardzo oszczędny  ukazane i ułożone w całość, która ukazuje inscenizację z jej wszystkimi niezbędnymi cechami (tu przydatnymi do wyliczenia lub ukazania błędów dr inż. G.Szuladzińskiego). Z linku tego wybieramy fakty o:

– niekompletności elementów wraku

– sztuczności ułożenia elementów wraku

– śladach po eksplozji ładunków wybuchowych (na ziemi, a nie w powietrzu jak fantazyjnie utrzymuje raport dr inż. G. Sz.)

Dodatkowo na naszym zdjęciu F 111 widać wyraźnie miejsce i podłożenia jednej z bomb i skutki jej wybuchu.

Kiedy Szuladziński pozostaje w sferze luźnych uwag o „nadzwyczajnie niezwyczajnym” przebiegu eksplozji na skrzydle lewym, a o wybuchu wewnątrz kadłuba jedynie wspomina, to na zdjęciu F111 widać wybuch wyraźnie. Dzięki czemu można porównawczo podejść do tego zagadnienia, które tu dodatkowo odsłania nierzetelność raportu.

Foto F111 ukazuje skutki wybuchu bomby w kadłubie na wrędze pomiędzy kadłubem a ogonem po lewej stronie kadłuba, nieco poniżej poziomu podłogi, wewnątrz lub na zewnątrz, co nie jest takie pewne. Foto pokazuje totalne załamanie podłogi, której więzy kadłubowe zostały zerwane i płaszczyzna podłogi została wyrzucona do góry, zaś centrum wybuchu umieszczone jest wyraźnie w płaszczyźnie wręgi tylnej. A to uwypukla braki w raporcie dr inż. G. Sz. Bo raport twierdzi, że wybuch był w środku długości kadłuba – temu nie przeczymy, bo nie wiemy – a z tego, co widać na F111 sądzić łatwo, że i tam była bomba, czyli Szuladzinski ma problem dodatkowo z ilością tych bomb. Jest to proste spostrzeżenie i ktoś, kto pisze taki raport i czegoś takiego w nim nie wspomina, to po prostu kłamie.

Powodem tego kłamstwa zaś jest to, że wybuch na F111 ukazuje eksplozję na ziemi, czyli jest dowodem inscenizacji.  Motywem zaś pracy Trzech Ekspertów jest już nawet zamach, ale w powietrzu, bo inscenizacja wskazuje na problem już na Okęciu, który jest osia zagadnienia, a wtedy mamy „zamach warszawski” ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Zanim przejdziemy to krytycznego omówienia pewnych szczegółów raportu przedstawiamy zdjęcia z powyższego linka z krótki komentarzami (dalej).

Fotografie skrzydła, końcówki LOW, aż roją się o dziur „postrzałowych”. Nie są to uszkodzenia od kul, ale od kamieni zalegających na murawie, gdzie ułożono części wraku. Było wiele ładunków wybuchowych, które rozłożone wśród wraku zdetonowano równocześnie. Wiśniewski mówił o dwóch wybuchach, a to wynika jedynie z niejednakowych odległości pomiędzy nim a wybuchami, czego skutkiem były różne czasy przebiegu dźwięku,  dlatego miał wrażenie 2 wybuchów.

Pozostawiamy tu jednak te kamienie i otwory po nich, bo to będzie łatwo, aby kolejny ekspert od wybuchów mógł zamienić na postrzały od części konstrukcji, które urwane wybuchem od posadowienia poczyniły takie właśnie szkody.

Weźmiemy zwykle błoto, którego w samolocie nie ma, a to szczególnie w trakcie lotu na wysokości 30 metrów nad ziemią. Błoto to znalazło się WEWNĄTRZ konstrukcji samolotu, a jego forma i miejsce zalegania wskazują na to, że te plamy błotne są dowodami eksplozji, ale już NAZIEMNYCH.

Przejdźmy to po kolei.

Raport jest oczywiście kłamstwem, czy bredniami (podkreślamy ponownie), ale tu doraźnie idziemy jego śladami, komentując dane lub stawiając pytania.

  1. Raport: Samolot leci na wys. 30 metrów i tam następuje wybuch, który:

Ucina LOW, uszkadza kadłub przed krawędzią natarcia skrzydła (od tej samej bomby).

Nasz komentarz:

  1. Samolot leci dalej w takiej samej pozycji, bo:

pilot automatycznie stabilizuje samolot lotką prawą, w sukurs idzie mu moment bezwładności samolotu i pow. aerodynamiczne, które taki ruch tłumią.

To działa mniej więcej tak jak na zdjęciu poniżej(Kargul).

Irrefutable proof that a good woman can bring balance and stability to your life.

Dokładnie nie widać, ale to chyba jest Kargul, który podwozi Pawlakową do szpitala, gdzie jej stary leży chory na przepuklinę.

  1. Samolot nie może już lecieć wcale, bo uszkodzony kadłub doprowadza do rozpadu samolotu, jako całości.

 

Autor powinien się zdecydować.  A albo B.

 

Ale niech będzie dalej, samolot – po jakimś czasie może coś tam się obrócić wokół osi podłużnej kadłuba, lecz niewiele. Możliwa jest nawet sytuacja obrotu w stronę przeciwną, bo pilot – w stresie – przereagował wychylenie sterami i samolot przepada na prawo, a nie na lewo (na zdjęciu z Pawlakową pękłaby opona prawa, bo siedziałyby tam dwie baby, a nie jedna).

 

Uwaga na temat kłamstwa (głupoty) Biniendy, Nowaczyka i Szuladzinskiego:

Jeżeli te sfałszowane zapisy MAK miałyby być prawdziwe i słychać tam krzyki pasażerów, to dlaczego nie słychać huku wybuchu bomby?

Samolot to jedno wielkie pudło akustyczne, drobne uderzenie w kadłub jest bardzo wyraźnie słyszalne. Czy naukowiec Nowaczyk może coś tam podłubać i wzmocnić jakiś dźwięk, czy też jest to zbędne, bo była to bomba bezhukowa?

 

  1. Samolot leci i następuje wybuch drugi, eksplozja wyrywa dach (górę kadłuba) – wzdłuż osi kadłuba(tworząca), ale jest to wysokość lotu ok 30 metrów i wektor prędkości fali uderzeniowej idzie do góry (albo w bok, o tym dalej). Kadłub otwiera się – do góry (albo w bok) – a samolot drogą reakcji zaczyna silnie opadać w dół lub odskakuje na prawo. Następnie obraca się do góry kołami.

 

Nasz komentarz:

Nie jest możliwy obrót dookoła osi podłużnej, bo:

– nie ma na to czasu – bezwładność

– kadłub jest już właśnie rozpołowiony – i „burty” Szuladzińskiego tworzą opór aerodynamiczny przeciwny do takiego obrotu, dużo większy niż kadłub nieuszkodzony samolot (wraku kadłuba). Całość spada, zatem dołem do dołu, a górą do góry.

 

Ale tu następują tez inne pytania do Autora, wiec pytamy razem dla zwięzłości:

–  jak jest to możliwe aerodynamicznie ?

Jak coś takiego („burty” Szuladzińskiego) może obrócić się o 180 stopni, aby móc leżeć tak jak leży? Lub: kiedy oddzieli się ten strzęp kadłuba od centropłata?

A jak już samolot był pod dużym kątem pochylenia na lewe skrzydło, to przecież eksplozja, która wyrwała górę, powinna rzucić kadłubem na prawo (co wspomniano wyżej) i jak taki kadłub może spoczywać na lewo od kursu lotniska? Wg. jakich sił?

Bo istotne jest to, aby Autor odpowiedział;

–  przy jakim kącie obrotu na skrzydło lewe nastąpił wybuch w środku kadłuba?

Czy tak jak powyżej – nasze szkice, czy poniżej – szkice Dąbrowski – Szuladziński, a które i tak nie zgadzają się ze sobą, lub są wieloznaczne!  Przecież ekspert Nowaczyk ma zapisy i nie jest trudno to ułożyć, aby była zgodność kąta pochylenia na skrzydło lewe z wybuchem.

Zagadnienie to nie jest problemem jakiegoś rozrzutu losowego części wraku na ziemi, ale czegoś znacznie ważniejszego. Otóż te rozwalone „burty” i inne fantazje, wykluczają obrót wraku na plecy. Zaś przesunięcie czasowe wybuchu tej drugiej bomby też jest niemożliwe, bo przekłada wybuch w niewłaściwe miejsce na osi czasowej, czyli Nowaczyk znowu będzie musiał coś powiększać, a to grozi jeszcze większym ośmieszeniem.  (koleżanki mogą się z niego śmiać, że ma kompleks niedorostka, bo ciągle coś powiększa).

A i tak jest problemów co niemiara, np. jak to możliwe, że ogon i centralny kadłub, plus skrzydło obracają się solidarnie na lewe skrzydło, skoro po wybuchu są już niezależnymi ciałami, a ogon ma dodatkowo stabilizator, co taki ruch ogona wyklucza?

Czy lewy statecznik poziomy może oderwać ogon od kadłuba? Czy inż. Dąbrowski jest inżynierem budowy samolotów? Tu Szuladziński wynalazł eksplozję, która nie jest krótkim impulsem, ale czymś, co trwa w sekundach. Wynika to jasno (przypuszczenie) z opisu procesu oderwania ogona od kadłuba w połączeniu ze „zginaniem” (a wiec dużo późniejszym wybuchem drugim w kadłubie, niż by to wynikało z narracji Doktora).

Na 21B autor szkicuje rozpruty kadłub środkowy, który jest już „naleśnikiem” (wg szkicu), mimo to samolot obraca się, aby upaść na plecy. Jak „naleśnik” może kręcić piruety wokół osi leżącej na jego płaszczyźnie?

Jak to możliwe, że jest już po WYBUCHU DRUGIM, zaś Autor ukazuje – w powietrzu – kokpit jako całość. Kiedy ta całość zamieniła się w nicość? A może była trzecia bomba? Czy nie trzeba zapytać Macierewicza o trzecią bombę? To przypomina podobne krętactwa  u Anodiny, gdzie w tamtym raporcie mówi się o utracie LOW, ale szkice, jako pomoc do uwag, pokazują skrzydło w stanie nienaruszonym.

Jak to możliwe, że samolot podzielony na trzy części wykonuje solidarny „skoordynowany” skręt na lewo – jakby był wciąż jednym ciałem?         A jego szczątki spoczywają na wspólnej trajektorii? W.g. jakich sil?

 

R17

R21A

 

 

R21B

 

– a jeżeli wyjściem z sytuacji jest najpierw obrót kadłuba o 180 stopni, a potem wybuch, to i tak pozostaje „nowy stary”  problem, którego do tej pory nikt nie wyjaśnił, ale ekspert o wybuchów powinien wyjaśnić, wiec korzystamy ze sposobności:

 

skąd właściwie wzięło się to nastrzelane błoto wg fragmentu 1, 2, 3 ?

i w takim kształcie! Przecież taki okrągły kształt jest dowodem na to, że prędkość obiektu w stosunku do błota była równana zeru (ZERO)?

Czyli wrak – w chwili eksplozji – nie przemieszczał się, ale spoczywał w miejscu.

 

 

Błoto znajdujemy w różnych odległych i osłoniętych fragmentach kadłuba pow. wewnętrznych, są to dodatkowo pow. wklęsłe i błoto ma charakter nastrzałowy, nie jest to „chlapnięcie” skutkiem upadku fragmentu konstrukcji w bagno.

Jest to seria plam, która rozchodzi się szeroko wzdłuż osi podłużnej kadłuba aż po ogon, którego czasza ciśnieniowa (Fragment 3) ukazuje zdmuchnięte izolacje i podobne plamy błotne. A to nie jest możliwe ani przy upadku elementów na „brzuch” ani na „plecy”.

 

Fragment 4 w powiązaniu ze zniszczeniami ukazanymi przy okazji F1,2,3 oraz na linku ujawnia  tam źródło wybuchu bomby, która właśnie była podłożona w miejscu tego przecięcia – nie może być inaczej.

Nasz komentarz: Wrak był już położony „do góry nogami” i tak zdetonowany, świadczy o tym dodatkowo w/w fragment 4, który leży do góry nogami i ilustruje zdmuchniętą pokrywę silnika (gondolę).

Zerwanie tej pokrywy pochodzi od fali uderzeniowej, a nie innych kolizji, bo nie wykazuje ona przyłożonych sil skupionych punktowych lub ciągłych. Podobnie zresztą cały ogon i pokrywa gondoli lewej.

Co już dawno było napisane:

http://zamach.eu/100821%20Oszustwo%20katastrofy%20smolenskiej/Oszustwo.htm

Fragment 3 pokazuje równo ucięte podłużnice –  jest bardzo wątpliwe to, że spójna i nieuszkodzona konstrukcja mogła ulec takiej destrukcji bez wstępnego nacięcia tych podłużnic  od wewnątrz za pomocą narzędzi mechanicznych.

I tu pytamy dr inż. Szuladzińskiego jak jest możliwe to, aby:

kadłub mógł być oddzielony od ogona w taki „fabryczny” sposób w locie (ew. przy upadku). Gdzie i jak mogły być przyłożone siły do kadłuba i ogona, aby nastąpiło takie podzielnie?  Bo wyjaśnienia w raporcie zakładają eksplozję długotrwałą (czy takie bomby już są?) Czy rysunek 21A, to wersja poważnych inżynierów? Którą wersję dr inżynier Szuladziński chce podtrzymać?

Nota bene: w programie J. Pospieszalskiego w czwartek (24-05-2012) godz. 22.30 prof. W Binienda z Akron Unveristy USA ujawnił to, że nie ma pojęcia o tym, jak funkcjonuje skrzydło samolotu – w sensie konstrukcji wytrzymałościowej. Znamienne, że zawodowo tworzy on takie programy komputerowe lub robi obliczenia wytrzymałościowe podobnych elementów. Świadczy to bardzo niedobrze nie tylko o nim samym, ale i uczelni, którą on reprezentuje. Usprawiedliwia to też i fakt, że nikt z szanujących się fachowców od budowy samolotów w Polsce nie chce z nim dyskutować, czy spotykać się w studio TV. Binienda nie panuje nad nomenklaturą budowy samolotów, nie mówiąc już i tego głębszej istocie. Wykazał to wiele razy, a w programie Pospieszalskiego ujawnił, że powłoka skrzydła ma zadanie przejąć obciążenia aerodynamiczne i tylko takie. Jest to błąd. Skrzydło Tupolewa jest skrzydłem półskorupowym, kesonowym i pokrycie pracuje przy przenoszeniu wszystkich obciążeń, które działają na skrzydło. To, co powiedział Binienda, dotyczy jedynie samolotów starego typu krytych płótnem i płótno – pokrycie tekstylne – przenosi obciążenia wyłącznie aerodynamiczne.  Błąd deklaracji Biniendy nie ma jednakże wpływu na wyniki tych programów, z którymi obnosi się jak kura z jajkiem, gdyż to wszystko, co on robi i tak pozbawiane jest jakiegokolwiek technicznego sensu. Praca Biniendy odbywa się z polecenia służb ( o takim wariancie też pisaliśmy na początku w Zamach.eu) i ma na celu odwrócenie uwagi od Okęcia. Binienda, zapytany o to, czy wersja o inscenizacji jest możliwa, odpowiedział, że to bajki. To ekspert, który wie to, co ma mówić i na tym polega jego rola.

Dr inż. Szuladziński, sądząc z języka mówionego, dobrze posługuje się językiem technicznym i składnie wykłada swe myśli – czego nie można powiedzieć o Biniendzie –  jest najwidoczniej osobą wplątaną w ten koszmar jakiejś agentury.  Jego raport ma wiele cech negatywnych  podobnych do raportu katastrofy CASA, gdzie tamten dokument  jak i ten posiadają wiele podobnych nieścisłości  i wyglądają  jak  coś, co pierwotnie zostało napisane na jeden sposób, zgodnie z wolą i wiedzą autora, a co potem zostało ocenzurowane i może uzupełnione przez kogoś, kto w danej materii niczego nie rozumie. Raport CASA sprawia wrażenie, że ktoś powyrywał tam kartki,  a i tu jest podobnie, a może i gorzej, bo głupiej.

Jest jedna pożyteczna rzecz w tym raporcie – jego nietrwałość propagandowa oszustwa w wersji wybuchów. Raport, a co za tym idzie wybuchy, nie są już do obronienia, bo te brednie trzeba by napisać od początku i lada chwila będą wyciszone, bo o czym tu gadać?

Co pozostanie, kiedy wybuchy rzeczywiście pójdą do lamusa – co jako pewne zakładamy , a brzozy już nie ma i to chyba na dobre?

Zauważmy, że Macierewicz jechał na tej brzozie dwa lata i gdyby jej nie obalił tymi głupimi wybuchami, to ciągnąłby na tym kłamstwie następną pięciolatkę. Tu jednak coś podkusiło go do tego, że wziął i wyciągnął tego Czarnego Piotrusia, który nie jest do utrzymania na dłuższą metę (falstart rzeczywiście)  i strzelił sobie w stopę. Bo śmieszność brzozy była ruska, a śmieszność wybuchów własna i trudno śmiać się z samego siebie.

Ciągnąc tego się nie da, bo im dalej w las – tym więcej drzew.

I co z tym zrobić?

Hmmm, jest już tylko jedno wyjście: Okęcie.

Bo i tam też można w końcu wszystko zwalić na Ruskich – polaczki to kupią –  a temat jest bardzo bogaty i ten pięknoustny będzie miał o czym gadać.

A kiedy już przy Okęciu jesteśmy:

Ten lot i lądowanie 1 listopada 2011 w wykonaniu pilota kpt. Wrony są jakoś dziwnie wyciszone. A wszytko jest bardzo proste, czarne skrzynki w komplecie, kpt. Wrona i piloci wciąż żyją (podpisany nie słyszał o tym, aby np. kpt. Wrona się powiesił, chyba nie zrobi tego przed Mistrzostwami!?), dlaczego nie ma raportu? Przecież to problem techniczny, który można opisać w 1 tydzień? Wszystkie dowody są w stanie nienaruszonym. Wszystko dobrze, a nawet koszernie,  centralny kontroler na Okęciu został odznaczony za wzorcową  pracę naprowadzania Wrony na pas i do orderowania przystąpił w jarmułce – jak się patrzy.

Wszystko tam było b. dziwne, wyliczmy:

– start do lotu przez Atlantyk na poważnych, a niezidentyfikowanych do końca usterkach.

– brak wychylonego podwozia przy lądowaniu,

– lądowanie na brzuchu było zbyteczne, bo wystarczyło zadzwonić do mechanika w USA , a ten automatycznie podpowiedziałby, które to klawisze trzeba wcisnąć.

– aresztowanie gen. Czempińskiego, (krótko po szczęśliwym lądowaniu), z powodu jakichś tam paru milionów dolarów, a co odtrąbiono wkoło, chociaż to stara sprawa, a suma niepoważna. A nikt nie powiedział, że kpt. Wrona i gen. Czempiński to znajomi piloci i koledzy z tego samego klubu. A takie więzi bywają bardzo mocne – negatywne, lub pozytywne.  Czy Czempiński w czymś zawinił?  Zawinił naprawdę, czym?

Ludzie opowiadają ciągle jakieś sensacje, jakby nie mieli czego do roboty na działkach  czy na balkonie. Podobno jest jakiś problem z listą pasażerów tego samolotu kpt. Wrony. Lista nie bilansuje się wg. arytmetyki, do samolotu wsiadło więcej osób niż wysiadło. Ale to musi być skutek braku umiejętności rachowania wśród personelu LOT – u. Bo gdyby było odwrotnie, to by się zgadzało, kpt. Wrona był „taksówkarzem na czarno” i fuchę za przewozy bez biletów odkładał do kieszeni. A tu jest odwrotnie, tak samo jak w Smoleńsku. Jakaś plaga odwrotności.

 

(-) Krzysztof Cierpisz

+++

, , , , ,

Trackbacks/Pingbacks

  1. Krzysztof Cierpisz: Raportu dr inż. Gregory Szuladzinskiego jako totalny falstart kamstwa wybuchów « Wirtualna Polonia - 28/05/2012

    […] Więcej: http://gazetawarszawska.com/2012/05/27/krzysztof-cierpisz-raport-szuladzinskiego/ Dodaj do ulubionych:LubięBądź pierwszą osobą, która doda ten wpis do listy ulubionych. […]

  2. Polish Gazette - Krzysztof Cierpisz: Raport dr inż. Gregory Szuladzinskiego jako totalny falstart kamstwa wybuchów - 29/05/2012

    […] Więcej: http://gazetawarszawska.com/2012/05/27/krzysztof-cierpisz-raport-szuladzinskiego/ […]

  3. Yurko: Dowód Smoleński III – kadłub. | Gazeta Warszawska - 24/07/2012

    […] także: http://gazetawarszawska.com/2012/05/27/krzysztof-cierpisz-raport-szuladzinskiego/ […]

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE